34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Odpalam filmik, który pracownica kaplicy wysłała mi na maila za dziesięć dolarów. Za kolejne dziesięć wysłała też Madoxowi, tylko nie wiem czy on miał takie zapędy, żeby potem każdemu to pokazywać. Mnie już bardziej bawi niż złości ta sytuacja, więc ostatnio pochwaliłem się nawet pani z warzywniaka na dole. Z początku była trochę zniesmaczona bo jak to tak chłop ze chłopem, ale potem sama doszła do wniosku, że miłość to miłość, a my przecież zawsze byliśmy dla niej mili i uśmiechnięci. Nie było więc żadnych sensownych powodów by nie życzyć nam szczęścia na nowej drodze życia. Oglądamy to video, ja już chyba po raz setny, ale wciąż bawi tak samo. Pierwsze co rzuca się w oczy to nasz nadzwyczajny stan - wystarczy krótkie spojrzenie by zauważyć, że jesteśmy porobieni jak sto pięćdziesiąt. Ten rozbiegany wzrok, włosy klejące się do czoła, rozchwiany krok, niemniej nie my pierwsi i nie ostatni - Myślisz, że wasza rodzinka zaakceptowałaby nasz związek? - śmieję się, bo wyobraziłem sobie sytuację, o której teoretyzuje - Zapytaj o to samo Madoxa, to będziesz sobie musiała szukać nowej kanapy - kiwam głową, ciekawe, że mnie każdy pytał o to kto kogo zapinał, ile razy i jak było, ale żeby o to samo zagadać Madoxa to już nie było chętnych. Prawda zaś była taka, że nasze małżeństwo nie zostało skonsumowane. Chyba. Chyba wszyscy woleli tak myśleć. Potem wywracam oczami i kręcę głową, niby to się krzywiąc, ale gdzieś na ustach błąka mi się uśmiech, bo nie sposób się nie roześmiać mając w głowie tamtą historię - Nie odpowiem na żadne z tych pytań bez mojego adwokata - unoszę obie dłonie w geście poddania, ale pochylam się lekko w kierunku Gabi - Guru pobłogosławił nasz związek, łącząc nas razem na poziomie karmicznym - czyli przez kolejne sto wcieleń będziemy trafiać na siebie gdzieś w innym świecie. Może powinniśmy wziąć też rozwód astralny? Tylko takich uprawnień chyba jeszcze nie miałem - Mój mąż chyba nadal o tym nie wie - zamyślam się na moment. Chociaż nie jestem taki pewien, być może wysprzęgliłem mu się o naszym związku jak już nie wiedziałem gdzie się podziać żeby dowiedzieć się czegokolwiek po jej zniknięciu. Nie do końca to pamiętam - No ale wszystko przynajmniej zostało w rodzinie - wzruszam ramionami, jakby to było coś najnormalniejszego na świecie - Podwójne - chociaż akurat Madox to już chyba się pozbył części po kreseczce, mnie się nie chciało z tym latać, ogarnę od razu jak nam będą klepać rozwód. Poza tym moja niezawodna asystentka zdążyła mi już zamówić nowy napis na drzwi do biura - Za bardzo mnie rozprasza - rzucam, zwlekając się z krzesła. Ona wbija pierwsza ja za nią i rozglądam się po pokoju, trochę niepewnie, jakbym się bał, że Madox zaraz wyskoczy z szafy i nam wpierdoli za naruszanie jego prywatności. Ale Gaba to od razu przechodzi do penetrowania szafek, więc staję za nią i zaglądam do wnętrza - No a co ci się w nich nie podoba? Ta jest całkiem fajna, pasowałaby ci - wyjmuję taką najbardziej przypałową, w świnie ze skrzydłami, w okularach o różnych kształtach na ich różowych ryjkach. Wyciągam ją z szafy i zaraz w kierunku Gabi - Musisz przymierzyć - kiwam głową. W moich przecież też czasem chodziła jak zostawała na noc, chociaż może to faktycznie nie był do końca jej styl. Odrzucam koszulę na łóżko i otwieram jakąś górną szafkę, a tam... Coś na mnie wypada ciężkiego i w ostatniej chwili się uchylam. Może Noriega pułapki pozakładał na takich jak my. Odwracam się żeby zobaczyć co to było, ale tylko mi miga, wtaczając się pod łóżko - A to co, kurwa? - marszczę brwi, po czym rzucam się na podłogę żeby zajrzeć pod mebel, a tam syf jak ja pierdole - No kurwa nie - i o ile z ogromnym trudem powstrzymałem się żeby jednak nie zmywać naczyń, tak teraz jakoś tak machinalnie sięgam ręką po zwinięty kłąb szmat przeróżnych. Zaciskam palce na materiale i się prostuję, żeby go strzepnąć, a potem złożyć, ale jak tylko próbuje to zrobić i strzepuję to nagle z tych szmat wystrzeliwuje w powietrze w opór dolarów, cały pierdolony deszcz pieniędzy wypełnia madoxową sypialnie. Ja stoję jak wryty, bo spodziewałem się tabunów kurzu, może jakiś zaginionych śmieci, albo sterty mniej lub bardziej istotnych papierów, ale na pewno nie hajsu. Kto normalny trzyma swój majątek schowany pod łóżkiem? - O kurwa

Gabriela R. Blais
twoja stara
???
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

- Nie ma nic bardziej męskiego niż miłość mężczyzny do mężczyzny. Masz szczęście, że jesteś prawnikiem, to będziesz chodzącym gorącym towarem u nas. Co najwyżej ktoś ci kiedyś przystawi lufę od tej mniej prestiżowej strony, ale to nadal forma zainteresowania. Jednak jak wujaszek zacznie ci polewać pierwszemu zamiast mnie, to możesz się spodziewać, że ta broń będzie naładowana. - niechętnie oddała mu telefon, bo co jak co, ale od tego filmiku nie szło oderwać wzroku. - Oglądałam CSI: Kryminalne zagadki Miami, więc mój wewnętrzny detektyw aż się prosi, żeby go o to też zapytać. Najwyżej dostanę w gratisie zdjęcie rentgenowskie kręgosłupa po tym jak wylecę z hukiem i sturlam się po schodach na sam dół. - to było dość prawdopodobne. Gorzej jak będą ją wynosić z klatki w worku, albo Madox sprzeda ją na czarnym rynku, do jakiegoś burdelu chuj wie gdzie. I może od zawsze brakowało jej instynktu samozachowawczego, ale ona nie trzęsła tak portkami przed kuzynem. Wręcz uważała, że czasami był rozkoszny, gdy robił tą swoją groźną minę. Nie z takimi samcami alfa już pracowała, a jako ta urocza część rodziny, musiała mieć przecież jakąś taryfę ulgową co nie? Rodziny się nie wybierało, ale skromnie można było rzec, że lepiej trafić nie mogli jej nowi współlokatorzy.
Przez chwilę wpatrywała się w niego jakby sama musiała połączyć styki i uświadomić sobie o czym pierdolił. - Nie wiedziałam, że lubisz taki masochizm. Jak to działa? - zgarnęła jeszcze raz jego telefon, wyszukała co to za gówno i parsknęła śmiechem dławiąc się prawie powietrzem. - Czyli co? Madox będzie cię wkurwiał w każdym wcieleniu? Raz jako mąż, raz jako landlord, raz pewnie jako jebany gołąb srający ci na auto. - pokiwała jedynie głową na informację, że Madox dalej o niczym nie wiedział. Tak było zdecydowanie prościej. - Ręcznik czy to co jest pod spodem? To bardzo fajny ręcznik. Taki mięciutki. - podpuszczała go dalej i nawet uniosła jedną brew do góry w niemym pytaniu, gdy widzi jego zawahanie przy drzwiach od pokoju. Przecież to sypialnia jego męża - połowa majątku była jego, a nawet gdyby podpisali intercyzę, to jako prawnik zostawiłby Madoxa z gołą dupą przed blokiem.
- W życiu! Wyglądałabym w tym jak uwodzicielska ciotka po trzech prosecco. - skrzywiła się z odrazą na tą koszulę i odsunęła dłoń chłopaka z tym dziadostwem jak najdalej od siebie. Myszkowała dalej w szafie Madoxa popełniając wewnętrzne samobójstwo za każdym razem, gdy widziała jakąś okropną koszulę. Może i prowadziła życie nadwornej menelicy, ale trzeba wyglądać przy tym chociaż jako tako. Sama uskakuje, gdy jakiś przedmiot próbował zabić Billego i z rozbawieniem spogląda na mimikę towarzysza, gdy wkłada swoją dłoń pod łóżko. - Co znalazłeś zużyte gumki z dzieciakami Madoxa? - śmieje się, ale po chwili ten uśmiech znika, gdy kupa szmalu fruwa po pokoju jak w jakimś tandetnym challengu, gdzie musisz złapać banknoty, które latają po kapsule przez kilka sekund. Kiedy kilka dolarów wylądowało na jej ramionach, rozłożyła ręce i obróciła się w miejscu jak na najtańszym teledysku rapowym, podtrzymując jedną dłonią ręcznik, który chciał uwolnić jej cycuszki na ten deszcz pieniędzy.
- Weszliśmy po ciuchy, a kończy się na napadzie stulecia. Pakujemy to do torby i spierdalamy na Madagaskar? - zapytała całkiem serio i wzięła kilka banknotów, żeby lepiej im się przyjrzeć. - Boże, myślisz, że Madox... - zrobiła dramatyczną pauzę i spojrzała na Billego ze zgrozą. - Inwestuje w krypto? Albo okrada striptizerki? - siada na podłodze obok mężczyzny i zerka pod łóżko czy przypadkiem jeszcze nie ma tam pierdolonej Narnii. - Kurwa, czy to cygaro? Kolumbijskie... - sugestywnie poruszyła brwiami, gdy wzięła jedno do ręki. - Możemy je odpalić tym hajsem. Wiesz jak przystało na obrzydliwie bogatych złodziei. Jebie też trochę ziołem. - wyciągnęła dłoń z cygarem pod jego nos, żeby sam poczuł tą woń. - Najwyżej ujaramy się. Zamówimy pizzę i umrzemy szczęśliwie. Dawaj Billy i tak połowa tego jest twoja.

William N. Patel-Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No faktycznie w takiej rodzince prawnik i to całkiem dobry, nie chwaląc się, mógłby być bardziej szanowany niż ksiądz, chociaż u Latynosów to w sumie chuj wie. Ale kręcę tylko głową, bo nie wydaje mi się, żeby mogła mierzyć do mnie z pistoletu, nawet jakbym to ja dostał pierwszego kielicha. Poza tym zawsze się jakoś umieliśmy podzielić resztkami wina znalezionymi pod śmietnikiem, na przykład, więc myślę, że tutaj też by się znalazło jakieś rozwiązanie - No może do tego doszłoby nawet jakieś odszkodowanie, jakby to odpowiednio rozegrać - wzruszam ramionami, a tylko przypomnę, że miała wśród znajomych (rodziny, hehe) prawnika. Prawnika, który na pewno umiałby to odpowiednio rozegrać. Już mam jej tłumaczyć jak to działa, ale nie muszę, bo pewnie sprawdza w czacie gpt, albo w Googlach i znowu tylko kiwam głową - No mniej więcej coś takiego - przyznaję, ale jak pyta o ten ręcznik to na moment marszczę brwi - Tak? To pokaż - wyciągam rękę żeby ją złapać za cycka. To znaczy żeby sprawdzić miękkość ręcznika, akurat w miejscu, gdzie pod spodem znajdowały się jej piersi, zaciskam krótko palce - Faktycznie mięciutki - to ona mnie prowokuje, a ja się tylko daję, więc wyciągam usta w szerokim uśmiechu. Już wchodzimy do środka i zaczynamy penetrację wszystkich szafek po kolei w poszukiwaniu odpowiedniej kreacji dla nadwornej menelicy, która zaś się okazuje bardziej wybredna niż mi się wydawało. Wywracam tylko oczami na jej słowa, jednak za moment jestem już na podłodze i sięgam pod łóżko - Weź, fuj - na szczęście nie były to zużyte gumki z nigdy nienarodzonymi dziećmi Madoxa, tylko kłąb zwiniętych szmat, który się okazał bardzo ekscentrycznym schowkiem na mamonę. Patrzę jak się okręca w niespodziewanym deszczu pieniędzy - Do torby? - powtarzam, ostatni raz jakąkolwiek torbę z hajsem widziałem właśnie podczas mojej z Madoxem wycieczki do USA, gdzie Noriega wykręcił sporą sumkę w ruletce, potem ja na automatach, a potem jeszcze on w konkursie mistera mokrego podkoszulka, ale akurat ta część została w Nevadzie na rozwój komuny. Może jak tam kiedyś wrócimy to się okaże, że zamiast namiotów mają już, no nie wiem, jakieś domki chociażby? - Na Madagaskar? - powtarzam znowu, mógłbym polecieć na Madagaskar nawet jutro, zabrać ją ze sobą i opłacić wycieczkę ze swoich, bo mnie stać, ale tutaj raczej chodziło o ten specyficzny rodzaj dumy, że robisz coś złego. Czuję zresztą jak adrenalina przepływa mi przez żyły, szczególnie kiedy wbijam spojrzenie w twarz Gabrieli, jakby próbując wyczytać z niej czy mówi poważnie czy żartuje. Najgorzej, że z nią nigdy nie wiadomo - W krypto? A czy to ci wygląda na bitcoina? - jak dla mnie to raczej na kanadyjskie dolary. Już bardziej prawdopodobne się wydaje, że okrada striptizerki, ale ja jednak wolę wierzyć, że to pieniądze z hazardu, nie z jego dziwnych, brudnych interesów. Zaciągam się aromatem cygaro, kiedy mi je podsuwa, faktycznie jebie zielskiem - Wiesz co jeszcze zawsze chciałem zrobić? Oprócz ucieczki na Madagaskar i podpalenia kolumbijskiego cygaro-blanta tym hajsem, jak przystało na obrzydliwie bogatych złodziei? Przelecieć kogoś na pierwszym, ukradzionym milionie - bo podobno pierwszy trzeba było ukraść. Do tej pory najcenniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek ukradliśmy wspólnie był chyba ten rower, zajebany spod sklepu, którym potem przez całą noc jeździliśmy od monopolowego do monopolowego w tak zwanym tour de Circle K. A tu proszę, spotkanie po latach i od razu taka okazja. Tylko czy naprawdę mógłbym okraść przyjaciela i uciec do Afryki z jego młodszą kuzynką? Sam - nie, ale z Gabą - tak. Jej obecność sprawiała, że mój wewnętrzny chaos rozkwitał jak najpiękniejszy kwiat, który potrafi zaskoczyć, ale potrzebuje odpowiednich warunków. I to ona była tymi odpowiednimi warunkami. Poza tym śmiem podejrzewać, że moja przyjaźń z Madoxem nie ucierpiałaby aż tak bardzo, bo kto inny jak nie on doskonale rozumiał absurdalne porywy serca? A siano zawsze mogłem mu oddać.

Gabriela R. Blais
twoja stara
???
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

- Na Madagaskar -ujęła jego policzki w swoje dłonie, wciąż trzymając pomiędzy palcami cygaro. Czuła coraz większe podekscytowanie na ten szalony plan, a w jej oczach pojawił się ten znajomy błysk, po którym zawsze wpakowywali się w kłopoty. Tak jak wtedy, gdy dołączyli do protestujących ludzi na ulicy i dostali gazem pieprzowym po oczach. - Kupimy jakiś rozpierdolony domek na plaży po taniości. Będziemy chodzić pół dnia nago po plaży i uprawiać seks, aż zbrzydnie nam posiadanie piasku w niektórych miejscach. Kłócilibyśmy się z lokalnymi handlarzami o cenę mango i po zielsku szukali Króla Juliana w okolicznej dżungli. Po tygodniu dostalibyśmy zakaz wstępu do połowy knajp, a ty orżnąłbyś miejscowych w pokera. Wyobrażasz to sobie? Siedzimy sobie na tarasie, jebie ziołem i oceanem, wokół latają jakieś dziwne owady wielkości chomika, a my udajemy, że nie jesteśmy poszukiwani za kradzież hajsu spod łóżka własnej rodziny. - zaśmiała się pod nosem i zgarnęła kilka banknotów z podłogi po czym rzuciła je do góry, żeby powoli ten hajs opadł na nich. Zachichotała na jego słowa i bez chwili namysłu usiadła okrakiem na jego kolanach, podtrzymując jedną dłonią ręcznik, który ledwo wisiał na jej cyckach. Z nadmiaru emocji kompletnie zapomniała o swoim kacu, ale może to była wina cygaro, które wsunęła pomiędzy wargi, żeby znów poratował ich ogniem, bo jako jedyny przykładny obywatel w tym mieszkaniu miał zapalniczkę.
- Przelecieć kogoś na ukradzionym milionie? - tym razem to ona powtórzyła za nim i parsknęła śmiechem tak nagle, że aż musiała złapać się za brzuch. Jego słowa były na tyle pojebane i romantyczne, że idealnie kwalifikowały się pod typowe akcje, na które zgodziłaby się bez mrugnięcia okiem. - Billy, ty romantyczny skurwysynu. Inni zabierają laski do Paryża, a ty chcesz się ruchać na gotówce, którą Madox może wyrwał spomiędzy nóg striptizerce? - skinęła głową sama do siebie, bo im dłużej o tym myślała, tym bardziej brzmiało to jak najlepszy plan jaki słyszała od miesięcy. - Wiesz tylko, że... - nachyliła się mocniej w jego kierunku, żeby ustami musnąć płatek jego ucha przy kolejnych wypowiedzianych słowach. - Że jeśli są tutaj dwa miliony, to musisz wtedy się postarać o dwa orgazmy. - zaczęła wodzić paznokciem po jego torsie, jakby próbowała tam rozrysować cały ich misterny plan i delikatnie przekręciła głowę, wpatrując się w jego twarz. Zaskoczyło ją to jak łatwo przyszło jej planowanie ich wielkiego skoku. Tak jakby te sześć lat rozłąki nigdy nie miało miejsca, a oni znowu żyli tu i teraz.
- Później zaliczymy Teksas. Wpadniemy do najgorszej speluny na browara i włamiemy się do niej, żeby zaliczyć seks na mechanicznym byku. Znajdziemy miejsce gdzie zakopałam hajs po włoskim mafiozo i zobaczymy co zrobimy dalej. - trąciła nosem jego szczękę i czekała na jego jakąkolwiek reakcję. Była w stanie to zrobić. To brzmiało jak Bonnie i Clyde po lobotomii, ale było na tyle absurdalne, że miało prawo się udać. A czym dłużej o tym pierdolili, tym mniej brzmiało to jak żart.
- Bierzesz to tygrysie? Czy jednak wymiękasz? - prowokowała go dalej, w głębi duszy licząc na to, że zaraz spełnią wszystkie swoje zachcianki i wypierdolą z kraju lepszym pierwszym samolotem.

William N. Patel-Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”