Nie chciała, żeby April miała przez to jakiekolwiek kłopoty. Teddy nie chciała być powodem nieprzyjemności ani stawiać jej w niezręcznej sytuacji. Odkąd się znały, odruchowo pilnowała, żeby - dziś narzeczone, ale wtedy jeszcze przyjaciółka - nie pakowała się w problemy. Finch miała to do siebie, że najpierw działała, a dopiero później zastanawiała się nad konsekwencjami. Potrafiła wdawać się w niepotrzebne dyskusje, podejmować impulsywne decyzje albo ignorować zasady, jeśli uznawała je za bezsensowne. Z kolei Darling, która była mistrzynią przestrzegania zasad, musiała po prostu przypominać jej, że nie wszystko da się załatwić uporem.
Tym razem jednak ufała, że ukochana wszystko dobrze przemyślała. Wierzyła, że mogą spokojnie zostać w galerii jeszcze przez dłuższy czas, nie sprawiając nikomu problemu ani nie zwracając na siebie niepotrzebnej uwagi. Może w ogóle ochrona nie zauważy ich obecności, kiedy będą zachowywać się stosunkowo cicho? Tylko Teddy trudno będzie panować nad częstotliwością decybeli, kiedy narzeczona wyglądała tak dobrze!
—
A załatwisz mi fuchę zawodowej przytulaczki pand? — zapytała, wyobrażając sobie Amplifi jako wpływową agencję, która może wszystko. No dobra, może nie tyle agencję, co samą April, która potrafiła ogarnąć rzeczy na pstryknięcie palców. Jak to robiła? Darling szczerze nie miała pojęcia. Najwyraźniej jej kobieta miała jakieś niesamowite supermoce!
Pomysł związany z opieką nad pandami bardzo szybko zniknął jej z głowy, wyparty przez kolejne pocałunki. W trwającej chwili trudno było jej skupić się na czymkolwiek innym. Uwielbiała, kiedy Finch dotykała jej ramion. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej prawdopodobnie próbowałaby je ukrywać pod luźniejszym ubraniem i unikałaby wszystkiego, co mogłoby zwrócić na nie uwagę. Zawsze wydawały jej się zbyt szerokie i niepasujące do obrazu kobiecości, który przez długi czas miała w głowie. Ale Finch sprawiała, że czuła się jak milion dolarów.
—
Nie każ mi się ze sobą licytować — mruknęła, dając poprowadzić się tyłem w głąb sali, gdzie narzeczona przycisnęła ją do fortepianu. Mogłaby się długo sprzeczać, która z nich była seksowniejsza i nie bez powodu uważała, że była to April. No wystarczy na nią spojrzeć! Miała wszystko, co jarało strażaczkę i czego nie chciała dostrzec przez piętnaście lat. Szukała jej w innych kobietach, mając na wyciągnięcie ręki. No bo jak wytłumaczyć fakt, że Darling umawiała się praktycznie z samymi jasnookimi blondynkami? Ewidentnie miała swój typ, ale dla urozmaicenia dorzucała tam jeszcze jakieś długonogie brunetki.
Wciągnęła gwałtowanie powietrze, ale nie dlatego, że ukochana miała chłodne dłonie. Jej dotyk działał na nią w niewytłumaczalny sposób i Teddy nawet nie próbowała tego objąć rozumem. A gdyby miała to rozkładać na czynniki pierwsze, chyba dostałaby kręćka.
—
Masz coś dla mnie? — powtórzyła, unosząc wysoko brwi. Dała się poprowadzić w do fortepianu i zajęła miejsce na ławce obok narzeczonej. Na początku siedziała wyprostowana, jakby nie do końca wiedziała, czego się spodziewać. —
Och — wydusiła z siebie, gdy April nagle zaczęła grać.
Z każdym kolejnym akordem chłonęła dźwięki, które wypełniały przestrzeń wokół nich. Jej wzrok przesuwał się z rąk ukochanej na klawiaturę i z powrotem, uważnie śledząc pierwszy kontakt palców z klawiszami. W pewnym momencie nawet przymknęła na chwilę oczy, chcąc lepiej wczuć się każdy szczegół melodii, a kolana miękły jej z każdym kolejnym fragmentem utworu. Dobrze, że jednak usiadła, bo chyba by tutaj zemdlała!
Dopiero, gdy ukochana skończyła grać, Teddy spojrzała na nią z wymalowanym na twarzy zdziwieniem. Nie wiedziała, o co chodzi, a tym pierścionkiem kompletnie zbiła ją z pantałyku. Zamrugała kilkakrotnie, rozchylając w zdumieniu usta. Mogła się tego spodziewać! Dlaczego wcześniej jej nie przejrzała? Niby miała pewność, że Finch będzie chciała odwzajemnić zaręczyny, ale nie podejrzewała, że stanie się to tak szybko. A już na pewno nie dzisiaj!
Poderwała się z ławki i całe szczęście, że ta była jakoś przymocowana, inaczej przewróciłaby ją z rozpędu. Czerwone policzki piekły ją niemiłosiernie z rozemocjonowania, ale natychmiast pokiwała ochoczo głową.
—
Oczywiście, że tak! — natychmiast nadstawiła dłoń, pozwalając wsunąć narzeczonej wsunąć pierścionek na palec. Nawet nie zdążyła mu się jeszcze dobrze przyjrzeć, bo poczuła ogromną potrzebę, żeby wziąć ją w ramiona i unieść do góry. —
Niesamowicie cię kocham — mruknęła tuż przy jej ustach. —
To dlatego chciałaś wyciągnąć mnie na ten event? Brałaś w ogóle pod uwagę, że mogłabym jednak nie mieć ochoty ci towarzyszyć? Co wtedy? Gdzie znalazłabyś drugi fortepian? Mówiłam ci już, że uwielbiam, jak dla mnie grasz? Kiedy w ogóle znalazłaś czas, żeby napisać ten utwór? — zasypała April lawiną pytań, ale zanim dała jej szansę na odpowiedź, złączyła ich usta w namiętnym pocałunku. Gdyby tylko mogła, to odfrunęłaby z nią prosto do gwiazd i tyle by je widziano!
ludzie zazdroszczą, że cię mam, ja zazdroszczę sobie sam