-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No nie wiem, może zaczęłabyś się rozglądać za jakąś młodszą i bardziej jurną? — zażartowała, głaszcząc ją z czułością po policzku. Tylko by spróbowała! Szybko by się życie tej młodszej skończyło i April znowu byłaby perfekcyjna. Nie podejrzewała jednak Teddy o takie pomysły, a przynajmniej nie w tym momencie. Drugiej takiej jak Finch przecież nie znajdzie! Z drugiej strony, kto by chciał takiej drugiej szukać?
Skinęła głową i zaczęła odpisywać Emmie, próbując w te kilkadziesiąt sekund streścić wszystko, co się wydarzyło między nią a Teddy. Narzeczona jednak nie miała za dużo cierpliwości do takich głupot i bardzo szybko zaczęła rozpraszać ją pocałunkami. Są rzeczy ważne i ważniejsze, wiadomo. April wsunęła telefon do kieszeni i ujęła twarz narzeczonej w dłoni, by móc skraść jej jeszcze kilka słodkich całusów.
— Daj mi chociaż parę dni nacieszyć się stanem narzeczeństwa. Nawet ja nie jestem tak absurdalnie nerwowa. — To nie była do końca prawda. Czuła, że gdzieś z tyłu głowy zaczynają rodzić się stresy związane z nadchodzącym ślubem. Martwiła ją zarówno kwestia organizacji wydarzenia, jak i tego, co je czeka później. Dzisiaj się stresowała, ale miała to przecież przećwiczone. Pytała ją wcześniej wielokrotnie, więc szansa na to, że odmówiłaby, była dość nikła. Ale przecież przysięgi małżeńskiej nie będą mogły przećwiczyć. To będzie jednorazowa akcja, więc może stać się wszystko. Równie prawdopodobne jest to, że spadnie im na głowę meteoryt, jak i to, że Teddy jednak zmieni zdanie. Szanse nie były wysokie, ale cokolwiek powyżej zera było poważnym problemem.
Wpatrywała się w nią przez moment w milczeniu, co nie było częstym zjawiskiem w ich relacji, więc na pewno długo zapadnie im ten moment w pamięci. Nie była w stanie objąć rozumem, jakie miała szczęście. Nie była w stanie wyobrazić sobie lepszej partnerki, nawet jeśli miałaby stworzyć jakąś samą, od zera, jak postać do sesji RPG. Czuła się strasznie durna, że tyle lat goniła za jakimiś szalonymi emocjami, a okazało się, że te najspokojniejsze i najlepiej znane są najprzyjemniejsze. Zaszkliły jej się oczy, a wzruszenie ścisnęło ją za gardło. Walnęła Teddy w ramię, jakby to była w jakichś pokrętny sposób jej wina, że znowu roniła łzy.
— Przepraszam. Po prostu w najśmielszych snach nie spodziewałam się, że będę mieć żonę równie seksowną, co ja — zażartowała, chcąc nieco rozładować emocje, które się zdążyła w niej zgromadzić. Złapała ją mocno za tyłek i przyciągnęła biodra bliżej własnych. Świetnie się składało, że obie były takie piękne. Pasowały do siebie.
— Brangelina to przy nas chuj — dodała, kontynuując romantyczne gest. Wtuliła twarz w jej szyję, przygryzając dolną wargę, żeby jednak nie parsknąć śmiechem nad własną głupotą.
Hej, ja przed Tobą się rozbieram. Zrzucam zmięte, brudne myśli
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie oczekiwała, że Finchowie kiedykolwiek spojrzą na nią w podobny sposób, po prostu zależało jej tylko na tym, żeby ukochana miała dobry kontakt ze swoimi rodzicami. Nie musieli nawet w pełni akceptować ich związku, wystarczyło tylko, żeby... no nie wiem, jakoś tolerowali, że są razem? Jednocześnie Darling bardzo chciała pokazać, że jest doskonałą kandydatką na żonę i że w rzeczywistości da się ją lubić.
— Jesteś wystarczającą młódką — powiedziała, obsypując ją kolejnymi pocałunkami. Emma mogła sobie poczekać do jutra! — Miesięczna różnica wieku to nie są byle jakie przelewki — dodała poważnym tonem, ale oczy jej się śmiały. W końcu April lubiła podkreślać, że była tą młodszą.
A potem spojrzała na nią trochę pobłażliwie, jak to miała w zwyczaju, kiedy ukochana zaczynała wygadywać głupoty. Komu ona chciała wciskać kit? No bo chyba nie Teddy, która wiedziała, że Finch była dokładnie tak absolutnie nerwowa. I narwana. Ale żeby strażaczka zmieniła zdanie, to nie wiadomo, co musiałoby się wydarzyć. Chyba musiałaby po prostu zginąć na służbie, dopiero wtedy nie doszłoby do ślubu. Ale nie w głowie było jej jakieś tam żałosne umieranie!
Wytrzymała może trzy sekundy tego intensywnego gapienia się, zanim mózg zaczął jej podsuwać najbardziej prawdopodobne scenariusze. Że ma coś między zębami. Albo krzywo obcięte końcówki włosów. Albo że April właśnie odkryła, że przez ostatnie dwa miesiące Teddy źle segregowała śmieci i teraz ich związek nie miał już żadnej przyszłości. Już otwierała usta, żeby palnąć coś durnego, kiedy zauważyła te zaszklone oczy. O nie! Dopiero po chwili zrozumiała, że to dobre łzy. Patrzyła więc na narzeczoną z czymś pomiędzy absurdalną czułością a zakochaniem po uszy i pomyślała, że jest największą szczęściarą pod słońcem. No bo czy ktokolwiek inny miałby czelność wpatrywać się w nią w taki sposób, jakby była ósmym cudem świata? Otóż nie. I dlatego Darling aż coś ścisnęła pod żebrami z tej miłości. A potem April ją walnęła.
— Ty dla sportu tak mnie tłuczesz? — zaśmiała się w udawanym bólu rozmasowała sobie ramię. — Przysięgam, że zapiszę cię na jakiś boks. Albo tai chi. Nie możesz wymachiwać pięściami za każdym razem tylko dlatego, że jestem taka seksowna, mądra i zabawna — wypięła dumnie pierś, a na jej twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. Wszystko za sprawką dłoni, które zacisnęły się na jej pośladkach.
Ale Teddy nie mogła zaprzeczyć, obie prezentowały się niesamowicie dobrze. Już wiele lat temu znajomi powtarzali, że pasowałyby do siebie wizualnie. Z charakteru już niekoniecznie, bo większość uważała, że Darling była dla Finch zbyt spokojna. Ale najwidoczniej działało lepiej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Teddy zawsze potrafiła uziemić April, kiedy ta ewidentnie przesadzała, a z kolei April starała się, żeby Teddy nie była taką straszną nudziarą. Do tej pory strażaczka wiązała się z kobietami, które były do niej podobne, ale czegoś brakowało w tych relacjach. Zdarzyło się też kilka furiatek, które ją stłamsiły i za którym Darling zwyczajnie nie nadążyła. A teraz miała już jasność - żadna z nich nie była Finch. I to na tym polegał cały ambaras.
— My na pewno nie skończymy tak jak Brangelina — zaznaczyła, wyraźnie rozbawiona tym porównaniem. Co z tego, że Pitt i Jolie byli tacy piękni, jak finalnie i tak się rozstali? — Poczekaj, musimy to uwiecznić! — zreflektowała się po chwili, wyciągając telefon z kieszeni garniturowych spodni, bo narzeczona wcześniej pomyślała o tym, żeby zdać szczegółowy raport z oświadczyn Burnett, ale na zrobienie pamiątkowej fotki to już nie wpadła!
Zapozowała do zdjęcia, przyciskając usta do policzka April, a ich obie dłonie wystawiła do przedniej kamery, żeby aparat objął oba pierścionki. Chciała koniecznie wysłać te fotkę do Jetta i Iris, ale to później Na razie zapragnęła wziąć ukochaną w ramiona i posadzić ją na fortepianie. Sama ulokowała się między jej nogami, zapierając się rękami o uda.
— Nie wspomniałaś czasami, oczywiście całkiem przypadkiem, że jesteśmy tutaj same? — mruknęła tuż przy jej usta, ale nie skradła pocałunku. zamiast tego sięgnęła po dłonie narzeczonej i wsunęła je sobie pod kamizelkę, nakierowując wprost na nagie piersi.
częściowo składam się z ciebie, jeśli zapytasz mnie dzisiaj, jak się oddycha, wskażę na twoje płuca
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zbyt często cię tłukę, więc zapiszesz mnie na boks? Doskonały pomysł. — Spojrzała na nią pobłażliwie. Gdyby tylko ktoś wytrenował ręce Finch, to miałaby naprawdę przerąbane. Walnęła by ją raz, drugi, trzeci i Teddy by się odechciało. A może nawet wystarczyłby jakiś jeden, porządny cios, by wysłać narzeczoną do szpitala? To akurat byłaby ironia losu, biorąc pod uwagę, jak bardzo Finch się bała, że jej ukochana tam wyląduje. Lepiej po prostu nie podsuwać jej takich możliwości. Jej dotychczasowa mini agresja wynikała wyłącznie z miłości i była totalnie nieszkodliwa.
Kiwnęła głową na znak, że zgadza się, że nie czeka ich taki koniec jak Brangeliny. Planowały być przecież ze sobą do ostatniego tchnienia. No i na pewno ich dzieci nie będą patrzeć na żadną z nich, tak jak pociechy Hollywoodzkiej pary. Ciekawe natomiast, która z byłych jednej i drugiej stałaby się taką Jennifer Aniston, czerpiącą z tego jakąś specyficzną, sadystyczną satysfakcję. To na bank byłaby jakaś typiara, która była wcześniej w związku z April, bo ona miała na swoim koncie dużo większy zestaw wariatek.
Za brak fotki powinna się wstydzić. Niby pani od social mediów, a w ogóle nie myślała, jak należy! Trudno jej było zachować zdrowy rozsądek w towarzystwie Teddy, a już na pewno w przypływie takiej wielkiej euforii. Posłusznie zapozowała do zdjęcia, które narzeczona będzie musiała jej potem wysłać. Fotka zdecydowanie powinna wylądować na ich lodówce albo w tego typu strategicznym miejscu, żeby przypominać im każdego dnia, jakie mają szczęście. Zdarzają się przecież gorsze momenty i trudne pobudki, a motywacja w formie dowodu na tę kolosalną miłość, nawet jak nie będą się miały na wyciągnięcie ręki, jest istotna. Darling od lat poprawiała jej codzienność i umiała upiększyć jej każdy, nawet najbardziej paskudny dzień. Teraz to wszystko się zintensyfikuje.
— Być może. — Uśmiechnęła się łobuzersko, posłusznie wsuwając ręce pod materiał kamizelki. I tak wytrzymała bardzo długo z byciem grzeczną! Może i wcześniej obmacała ją ze wszystkich stron, ale nie zrobiła nic dodatkowego, co w przypadku April oznacza wyjątkowo niewinne zachowanie. Wyglądało na to, że mogła przestać się już zgrywać.
— Pewnie nawet nie dałybyśmy rady stąd wyjść, bo nas zamknęła od zewnątrz — zażartowała, choć szybko zdała sobie sprawę, że to było całkiem prawdopodobne. Emma przecież podchodziła do zadań równie poważnie, co Finch. Skoro otrzymała prośbę o opróżnienie sali i trzymanie wszystkich z daleka, to prawdopodobnie zdążyła wykopać fosę pod wszystkimi wejściami i wlać do niej wrzącą lawe.
— A co, masz jakiś plan? — dopytała, udając kogoś dużo bardziej clueless niż była w rzeczywistości. A to przecież wysoko postawiona poprzeczka. Wysunęła ręce spod materiału, uznając, że wodzenie po skórze Teddy w ten sposób jest paskudnie niewygodne. Rozpięła guziki kamizelki i rozsunęła ją, dając sobie dużo swobodniejszy dostęp do jej ciała. Wydała z siebie pomruk pełen zadowolenia, zanim jeszcze połączyła ich usta w zmysłowym pocałunku.
Przyszedł DM do mnie w nocy od niej, że jest w trybie dotyk I że samym wzrokiem mogłaby roztopić moje warstwy
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mogłabyś spożytkować pokłady niezrozumiałej frustracji na worku treningowym, a nie na mnie — sprostowała, bo co ta April sobie wyobrażała? Że chodziło o wzmocnienie prawego sierpowego tylko po to, żeby Darling obrywała ze strojoną siłą? Widać, że w ogóle nie się na sporcie, inaczej miałaby pojęcie, że takich technik nie stosuje się poza ringiem. Dobrze, że strażaczka już dawno przywykła do tego obrywania wyłącznie dla zasady i kompletnie za nic!
Gdyby były sławne, nazajutrz wszystkie tabloidy dudniłyby o ich zaręczynach, przy okazji przypisując jakieś niestworzone, wyssane z palca historie. Teddy chciała, by ich związek był publiczny, ale na pewno nie na taką skalę. Co z tego, że na czerwonych dywanach prezentowałyby się doskonale, jak pewnie nie dałaby rady wytrzymać presji z wynikającej sławy. Mało tego, łykałaby wszystkie plotki (jak gęś kluski!) i sama już nie wiedziałaby, co jest prawdą, a co bujdą na resorach. Lepiej niech robią sobie ładne zdjęcia i przyklejają sobie fotki na lodówkę, zamiast bawić się w Jolie i Pitta.
Wcześniej, jakby nie patrzeć, znajdowały się wśród ludzi, więc nie wszystkie macanki wchodziły w grę. Mogły co najwyżej szczypać się ukradkiem w tyłki i - niby całkiem przypadkiem - obejmować w taki sposób, by dyskretnie wsunąć dłonie pod górną część garderoby. Na więcej zwyczajnie nie pozwalały im okoliczności, ale teraz znowu mogły zachowywać się niczym niewyżyte małolaty?
— Ja? — udała wielce zdziwioną, bo przecież w ich związku, to ona była tą grzeczną. — Sama już wszystko zaplanowałaś — zauważyła, zresztą zgodnie z prawdą. Narzeczona zadbała nie tylko o perfekcyjny klimat, ale również o to, żeby nikt im nie przeszkadzał. Teddy szczerze wątpiła, że ktokolwiek po evencie miałby ochotę wracać się do galerii sztuki. Większość ludzi udała się na after party do Chrisa, o czym wspomniał Japser.
— Nieźle to sobie wymyśliłaś — mruknęła cicho, między kolejnymi pocałunkami, a gdy April rozpięła jej kamizelkę, natychmiast dobrała się do fioletowej marynarki, którą zsunęła z ramion ukochanej. — Przez ciebie nie mogłam się dzisiaj na niczym skupić — wpiła się zachłannie w rozchylone usta, a jej druga ręka zacisnęła się na biodrze narzeczonej. Ale czy nie zawsze tak było? Kiedy Finch była w pobliżu, skoncentrowanie się na czymkolwiek graniczyło z pierońskim cudem.
Pocałunki szybko stały się intensywniejsze. Co chwilę odrywały się od siebie tylko na sekundę, bardziej z potrzeby złapania oddechu niż chęci przerwania bliskości. Darling w końcu odsunęła się na tyle, żeby móc szybko pozbyć się kamizelki, która od dłuższego czasu zaczynała ją zwyczajnie irytować. Rzuciła ją gdzieś na bok bez większego przejmowania się tym, gdzie dokładnie wylądowała. Chwilę później równie bezceremonialnie zdjęła z ramion marynarkę April i cisnęła ją na najbliższe krzesło, choć sądząc po dźwięku, chyba częściowo spadła też na podłogę. Trudno było zresztą oczekiwać od nich rozsądku, skoro od kilku minut były całkowicie pochłonięte sobą.
I prawdopodobnie właśnie dlatego żadna z nich nie usłyszała cichego dźwięku przekręcanego zamka przy drzwiach do sali. Teddy zorientowała się dopiero wtedy, gdy gdzieś za ich plecami rozległo się znaczące chrząknięcie. Powoli odwróciła głowę, wciąż mając wciśniętą dłoń w spodnie narzeczonej.
Przy wejściu stał ochroniarz. Starszy facet w granatowej marynarce patrzył na nie przez krótką chwilę z miną człowieka, który właśnie bardzo żałował, że tak sumiennie wykonuje swoją pracę. Jego wzrok przesunął się po porozrzucanych ubraniach, a potem zatrzymał się na półnagich kobietach.
— Obchód wieczorny — oznajmił w końcu sztywno, wpatrując się gdzieś ponad ramieniem strażaczki, która własnym ciałem próbowała zasłonić siedzącą na fortepianie, wyraźnie roznegliżowaną Finch. Problem polegał na tym, że Teddy była może i wysoka, ale zdecydowanie nie aż tak szeroka, by skutecznie ukryć całą sytuację. Zwłaszcza że porozrzucane po podłodze elementy garderoby działały bardziej jak materiał dowodowy niż pomoc w zachowaniu resztek godności.
— Tak. Oczywiście. Obchód. A my tutaj podziwiamy sztukę. Zwiedzamy. Te sprawy — wypaliła durnie, czując, jak jej policzki robią się purpurowe. To był śmieszny kontrast do twarzy ochroniarza. Mogliby robić za kanadyjską flagę. Albo za flagę jakiegoś europejskiego państwa. Monako, na przykład.
działasz jak melisa, tak smakuje mięta
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie nadawały się do bycia gwiazdami. Ten świat by je zeżarł i co najwyżej wypluł kosteczki. April za dobrze znała go od podszewki, by się w niego pakować. Miała sporo obserwatorów na Instagramie, ale to nijak miało się do liczb, którymi mógłby poszczycić się na przykład Christopher. W ogóle jej to nie martwiło, choć faktycznie miała ochotę przejść się po wszystkich mieszkańcach Toronto, od domu do domu, by ogłosić im nowinę.
— A na czym niby ty chcesz się skupiać poza mną? — mruknęła, uśmiechając się łobuzersko. Skoro tak skutecznie ją rozpraszała, to znaczy, że misja się powiodła. Miała zamiar wyglądać dzisiaj co najmniej świetnie, ale równocześnie nie na tyle doskonale, by nie zdradzać swoich niecnych zaręczynowych planów. Najwyraźniej się udało, skoro Teddy myślała głównie o dobraniu się jej do majtek, a nie weselu.
Pozbywały się ubrań zdecydowanie zbyt wolno, a pocałunków było zdecydowanie zbyt mało. Miała ochotę pożreć swoją narzeczoną, zacałować ją na śmierć na podłodze galerii sztuki. Albo na fortepianie. Wszystko jedno, byle już nigdy się od niej nie odrywać. Zacisnęła dłoń na jej piersi, wzdychając cicho między jednym pocałunkiem a drugim. Zrobiło jej się absurdalnie gorąco od samej bliskości i możliwości dotykania ciała narzeczonej. Chyba faktycznie aż tak na nią działał ich nowy status związku. Może i nie zmieniało to między nimi praktycznie niczego, ale sama świadomość doprowadzała ją do wrzenia. Nie obchodziło ją nic poza kobietą, którą trzymała w ramionach. A już na pewno nie jakieś durne chrząknięcia. Mruknęła niezadowolona, czując, jak strażaczka się od niej odsuwa, całkowicie poddając się presji jakiegoś durnego chłopa. Chyba musi jej potem zrobić porządny wykład na temat feminizmu. Wywróciła oczami, widząc, jak ukochana stara się ją zasłonić i natychmiast z tego wszystkiego pąsowieje.
— Dokładnie to robimy. — Skinęła głową, potwierdzając jej dziwaczne tłumaczenie. Nie starała się w żaden sposób zakryć, ani tym bardziej okazywać skruchy. No jeszcze czego! Na pewno nie w tym momencie.
— I niczego nie kradniemy. To wszystko i tak jest nasze — dodała, wyciągając z kieszeni spodni przepustkę, którą dostała wcześniej, by poruszać się po galerii bez większych przeszkód w bardzo dziwacznych godzinach. Zsunęła się w fortepianu i podniosła swoją marynarkę z podłogi, żeby jednak coś na siebie zarzucić. Podała również kamizelkę swojej kobiecie.
— Dziękujemy za profesjonalną postawę i w ogóle, ale szczerze mówiąc, przerwał pan zaręczyny. — Obróciła się w jego stronę, poprawiając na ramionach marynarkę. Na dowód wyciągnęła w jego stronę rękę z pierścionkiem i uśmiechnęła się uroczo. To całe jej przekonanie, że nie zrobiła niczego złego i ta bezczelna bezwstydność chyba nieco skołowały ochroniarza. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale zaraz z tego zrezygnował. Wyglądał, jakby oceniał, czy płacą mu wystarczająco dużo, by w ogóle się w to babrał.
— Gratuluję w takim razie, ale muszą panie zrozumieć, że nie otrzymaliśmy stosownych dokumentów, że ktoś będzie przebywał w sali po zakończeniu wydarzenia i... — zaczął się tłumaczyć, jakby to on ponosił tu jakąkolwiek winę. Facet zdecydowanie nie miał nerwów, żeby pracować w tym zawodzie. Ale z drugiej strony, jakie niby przeszkody stawiają przed nim na co dzień?
— Oczywiście, że otrzymaliście. Ale nie musimy tego roztrząsać. My po prostu sobie pójdziemy, a pan sobie może sprawdzić czy nie porysowaliśmy podłogi i takie tam — przerwała mu. Złapała ukochaną za rękę i pociągnęła ją delikatnie w stronę drzwi. Puściła oczko do ochroniarza, co chyba zmieszało go jeszcze bardziej. Pewnie wolałby teraz siedzieć w pomieszczeniu służbowym i oglądać powtórki Familiady albo meczu.
Tylko dla ciebie chcę być dobrym człowiekiem. Może to miłość w oczy zaświeciła
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bardzo chciała skupić się w tym momencie na narzeczonej, ale pojawienie się ochroniarza wybiło ją z rytmu. Nie miała nawet szansy przygotować sensownego tłumaczenia! Całe szczęście miała taką mądrą i bezwstydną kobietę, która natychmiast wzięła sprawy w swoje ręce. I ich ubrania, dzięki czemu Teddy mogła zakryć swoje cycki, którymi nie świeciła przecież na co dzień przed obcymi facetami. Co innego chłopaki z remizy, bo z nimi przebierała się w innej szatni. Poza tym chłop wziął je z zaskoczenia! A Finch wzięła z zaskoczenia jego, stąd jego zmieszanie. Teraz trudno było stwierdzić, kto był bardziej zakłopotany - Teddy czy ochroniarz.
— Obawiam się, że będę musiał wezwać policję! — krzyknął jeszcze za nimi, kiedy ruszyły w stronę wyjścia. Brzmiał tak śmiertelnie poważnie, jakby właśnie próbowały wynieść z muzeum jakąś koronę królewską, a nie tylko przejść kilka metrów za daleko.
— To nie będzie konieczne — wtrąciła pospiesznie Darling, odwracając się do niego przodem i przez chwilę szła tyłem. — Narzeczona mówiła już, że... — nie dokończyła. Jej łokieć musnął jakiś eksponat, który stał przy samych drzwiach. Fikuśna, smukła rzeźba zachwiała się niebezpiecznie na postumencie. Teddy rzuciła się do przodu i w ostatniej chwili złapała ją obiema rękami. Pewnie była warta miliony dolarów i strażaczka nie wypłaciłaby się z tego do końca życia. Mało tego, długi przeszłyby na jej dzieci, a potem z jej dzieci na ich dzieci.
— Nie no, tego już za wiele — żachnął się chłop, który zamarł na chwilę w bezruchu. Chyba żołądek wywrócił mu się na lewą stronę, widząc te poczynania. — Ani kroku dalej! Zostańcie w miejscu, w którym stoicie!
— A jeśli stoję trochę krzywo? — Darling spojrzała na swoje stopy, zdając sobie sprawę z tego, jak dziwaczą i nienaturalną pozycję przyjęła.
—To proszę stać krzywo! — odparł, wyciągając z kieszeni telefon i wykonał nim zamaszysty, bliżej nieokreślony ruch. — Po prostu się nie ruszajcie. I najlepiej niczego nie dotykajcie. Nawet wzrokiem — wymierzył urządzeniem w April, zupełnie nie przejmując się faktem, że przerwał im ważny moment. — Zaręczyny, dobre sobie — mruknęła pod nosem i zaraz na ten nos wcisnął zawieszone na łańcuszku okulary, żeby wpisać właściwym numer.
ubrałem nas w kilka zgrabnych zdań
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ucieczka z tej sytuacji była konieczna. Nie przegadają przecież tego faceta. Głównie przez to, że miał pewnie trochę racji. Mogły znaleźć sobie bardziej odpowiednie miejsce na bździągolenie się niż środek sali wystawowej w galerii sztuki. Po prostu bardzo trudno było im się powstrzymać! Musiał poniekąd to rozumieć. Też przecież kiedyś był młody i miał w głowie absolutne pstro, na bank. Może te nerwy przychodziły z frustracji, że to już dawno za nim? Oby nie! April szczerze życzyła wszystkim jak najlepiej. Oby gość miał do kogo wracać po trudnej nocy i komu opowiadać te wszystkie idiotyczne anegdoty z pracy.
Ciągnęła ją za sobą w stronę wyjścia, chcąc jak najszybciej wrócić do sytuacji, którą im przerwano. W głowie były jej naprawdę inne rzeczy niż rozmowy z ochroniarzem. Facet groził im wprawdzie policją, ale w ogóle nie wzięła tego na poważnie. Była pewna, że tak się tylko zapowietrza i nic złego z tego nie wyniknie. Chciała przyspieszyć i zniknąć mu z oczu, ale Teddy miała na to najwyraźniej inne plany. Nie dość, że w ogóle się do niego odezwała, to zarządziła demolkę. April miała wrażenie, że obserwuje sytuację w zwolnionym tempie. Zniszczenie dzieła sztuki było ostatnim, co powinny dzisiaj robić. Na szczęście rzeźba przeżyła to gwałtowne spotkanie ze strażaczką. Finch westchnęła ciężko nad tą całą sytuacją. Cóż, widziały gały, co brały. To przecież było bardzo w stylu jej narzeczonej. Wsłuchiwała się w tę ich rozmowę, patrząc to na jedno, to na drugie. Ochroniarz zdenerwował się już tak na serio. Nie uśmiechało jej się rozmawianie z policją. Na pewno nic by się nie stało i szybko by je puścili, ale to takie marnotrawstwo czasu. Nie chciała też nawet myśleć o opierdolu, który dostałaby w pracy, bo przecież na pewno dotarłoby do kogoś, co tu się odwaliło.
Powinna podejść do tego odpowiedzialnie. Należało na pewno grzecznie przeprosić, kajać się i jakoś się wymiksować. Mogłaby uśmiechnąć się jeszcze kilka razy, co może zmiękczyłoby serce mężczyzny. Ale w ogóle nie miała ochoty na pokojowe rozwiązania. Spojrzała wymownie w stronę drzwi, a potem na swoją narzeczoną. Cichutko nachyliła się, by złapać za rzeźbę i pomóc strażaczce się wyprostować i odstawić sztukę na postument. Facet mamrotał coś pod nosem na temat dzisiejszej młodzieży i dziwacznych rozwiązań technologicznych. Z jego wywodów w jakiś dziwny sposób wynikało, że to ich wina, że telefony nie służą teraz tylko do dzwonienia, jak powinno być. April posłała narzeczonej szeroki uśmiech, wyraźnie zapowiadający całą masę kłopotów.
— Wiej! — krzyknęła, łapiąc ją za rękę i ciągnąć za sobą w stronę wyjścia, które ochroniarz wcześniej otworzył. Sprint na szpilkach nie był najłatwiejszy, ale zdecydowanie nie robiła tego pierwszy raz. Wierzyła, że i jej partnerka nie pogubi nóg i uda im się razem spierdolić z miejsca zderzenia nieco skuteczniej niż Bonnie i Clyde. Pędziła prosto w stronę najbliższego wyjścia ewakuacyjnego, by jak najszybciej opuścić budynek. Wystarczyło już tylko pchnąć drzwi, które od wewnątrz powinny być otwarte i dać się omotać chłodnemu, wieczornemu powietrzu.
Proszę Cię bądź Cicho i chodź, Uciekniemy gdzieś daleko
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była absolutnie przekonana, że to już tylko kwestia minut, zanim wylądują na dołku. Wprawdzie za takie wykroczenie nie trafia się za kratki, ale na pewno można dostać mandat. No i ktoś potem musiałby je z tego aresztu wyciągnąć. Oczywiście najbardziej prawdopodobnym wybawcą byłby ojciec April. I właśnie ten scenariusz był najgorszy. Nie mandat, nie areszt, nawet nie potencjalne konsekwencje, tylko sama myśl, że poważny, rozsądny mężczyzna, zapewne noszący koszule bez jednej fałdki, spojrzałby na nią jak na żałosny przypadek, a nie jak na wybranka serca swojej córki. Teddy już czuła, jak zapada się ze wstydu pod ziemię. I choć wszystko jeszcze trwało w najlepsze, ona mentalnie stała już jedną nogą w tym wyimaginowanym pokoju przesłuchań, zastanawiając się, czy w rzeczywistości można umrzeć z zażenowania. Simowie takie umierali, kiedy ich nastrójnik z zawstydzenia zmieniał się w upokorzenie.
Pod wpływem spojrzenia ochroniarza również zapragnęła rozpłynąć się w powietrzu. Właściwie była gotowa przepraszać za wszystko, ale Finch zapatrywała się na to zupełnie inaczej. Skąd wiedziała, że ten uśmiech nie zwiastował niczego rozsądnego?
— Oszalałaś?! — wyrwało jej się tuż po tym, jak narzeczona pociągnęła ją najpierw w kierunku wyjścia z sali, a potem w stronę drzwi ewakuacyjnych. Darling zdążyła nawet ocenić, że w galerii sztuki mieli bardzo dobre i intuicyjne oznakowania. Obejrzała się przez ramię, upewniając, czy rzeźba, którą odstawiły na postumencie nie zsunęła się i nie roztrzaskała na posadce. Ale nic takiego się nie wydarzyło.
Za to facet postanowił ruszyć za nimi w pościg. I pomimo krępej postury, zadziwiająco szybko przebierał nogami. W przeciwieństwie do Teddy, która ledwo wyrobiła na zakręcie, wpadając w poślizg. Gdyby wiedziała, że będzie musiała biegać, zdecydowanie założyłaby bardziej dostosowane do tego obuwie. A teraz nie dość, że potykała się o własne stopy, to jeszcze kamizelka, którą byle jak zahaczyła o jeden guzik, rozpięła się sama z siebie. Teraz, pomiędzy Rzezią niewiniątek Petera Paula Rubensa a abstrakcyjnymi rzeźbami Henry'ego Moore'a można było podziwiać cycki Theodory Darling.
Wypadły na zewnątrz i strażaczka, tak na wszelki wypadek, przywarła plecami do chłodnych, metalowych drzwi. Pewnie w szatni zostawiły jakieś kurtki i płaszcze, ale żadna nie kwapiła się, żeby po nie zawrócić. Odbiorą je jutro. Albo nigdy. Gorzej, jeśli w kieszeni zostały klucze do loftu.
— Jesteś nienormalna — podsumowała krótko, przyciągając April za materiał marynarki. — Do reszty ci odbiło — mruknęła i zachłannie wpiła się w jej usta, a pod powiekami zobaczyła kosmos.
razem przez układy gwiezdne, mój rytm w twoim tempie jak w piosence
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Podłoga w galerii zdecydowanie nie była przystosowana do biegania. A tym bardziej w takich butach. Dobrze, że nie powybijały sobie po drodze zębów, bo na dentystę to już w ogóle szkoda teraz czasu i pieniędzy. Musiały przecież zacząć odkładać na wesele. Uratowała je pewnie adrenalina. A może bogowie losu byli dla nich po prostu łaskawi? Cholera wie. Cokolwiek to było, należała się temu wdzięczność. Ochroniarz ruszył za nimi prawie od razu. Facet nie był taki pokraczny, na jakiego wyglądał. Może miał po prostu duże doświadczenie? Znajac ich pecha, to pewnie był jakimś emerytowanym policjantem. Albo komandosem. Dorabiał w ochronie, żeby móc odkładać na konto oszczędnościowe, które przepisał na wnuki. No i żeby mieć jakieś zajęcie, bo nie lubi bezczynnie siedzieć w domu. Właściwie nic dziwnego, że nagle poczuł misję, gdy napotkał na dwie potencjalne kryminalistki. Natura była jednak nieubłagana, a wiek po prostu zrobił robotę. Były od niego szybsze i mądrzejsze! No dobrze, na pewno szybsze.
Wypadły na zewnątrz, a April wzięła głęboki wdech, jakby nie była na świeżym powietrzu od tygodni. Uśmiechnęła się szeroko, zachwycona tym przeżyciem. Obróciła się w stronę narzeczonej i dopiero teraz zauważyła, że kobieta była roznegliżowana. Jej uśmiech automatycznie się poszerzył. Oparła dłoń o drzwi tuż przy głowie ukochanej, drugą ręką objęła ją mocno w pasie. Przyciągnęła bliżej jej biodra i zatraciła się na moment w zachłannych pocałunkach. Czyli tak czuły się te wszystkie przestępcze pary? Adrenalina, która uderzała do głowy po takiej uciecze, była naprawdę przyjemna. Nic dziwnego, że ludzie pokroju Bonnie i Clyda tak bardzo dla siebie wariowali.
— Czyli nie kręci cię, jak wyciągnęłam nas z opresji? — dopytała, łapiąc zaczepnie zębami za jej dolną wargę. Człowiek tak się starał dodać do ich życia czegoś nowego, a ta wyzywa no! Finch bardzo zależało, żeby nie popadły w małżeńską rutynę. Były wprawdzie przed ślubem, ale trzeba było ćwiczyć.
— Zabierz mnie do domu. Albo do hotelu — niemalże wymruczała tę prośbę jak kotka. Nie miała pojęcia, czy jej partnerka miała przy sobie klucze czy były skazane na tułanie się po dziwnych miejscach zanim nie zdecydują się wrócić tam po swoje rzeczy.
— Albo powiedz tylko słowo, a zabiorę cię tam z powrotem i przelecę na środku największej sali — dodała, przesuwając dłoń z biodra na odsłonięty brzuch, a następnie na piersi. Przesunęła kciukiem po sutku, chcąc nieco utrudnić jej skupienie i podejmowanie decyzji. Wpatrywała się przez ten cały czas narzeczonej w oczy z wyrazem największego w świecie uwielbienia. Zdecydowanie mogłaby dla niej zrobić wszystko, co tylko Teddy sobie wymyśli.
Za jej ciało wrzące diabłu siedem dam dusz
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Kręci mnie, że masz zadatki na młodocianą kryminalistkę — uśmiechnęła się wprost w usta narzeczonej. — Lubię niegrzeczne dziewczynki — mruknęła, przesuwając dłonie wzdłuż ciała i pewnie zacisnęła je na jej pośladkach.
A potem znowu ją pocałowała, jakby jutra miało nie być. Bo mogło nie być, jeśli ochroniarzowi faktycznie zachciałoby się biec za nimi do samego końca. Teddy podniosła nieco głowę, nasłuchując kroków, ale najwyraźniej gość stracił zapał już przy pierwszym zakręcie i machnął na nie ręką. Szkoda zachodu na takie dwie. Ale co tam się pogapił na cycki, to jego. Kto wie, może rozproszyły go właśnie tym roznegliżowaniem? Każdy ma jakieś słabość! I nie ma co się dziwić, przecież obie miały świetne biusty!
Wciągnęła gwałtownie powietrze, kiedy Finch zajęła się jej sutkiem, który sterczał na baczność od panującego na zewnątrz chłodu. Albo z podniecenia i adrenaliny. Pewnie wszystko naraz! Darling bardzo łatwo ulegała takiemu rozproszeniu. Już zapomniała, co właściwie mówiła, ale jej życzenia były dla strażaczki rozkazem.
— Z przyjemnością. Ale klucze zostały w środku — parsknęła śmiechem, macając się po kieszeniach. A potem jeszcze dokładnie wymacała tyłek ukochanej, czy może gdzieś tam się nie zapodziały. Ale nic z tych rzeczy. I wcale to nie był pretekst, żeby móc poklepać ją po dupie. Bo czy Teddy w ogóle potrzebowała jakiegoś pretekstu? No właśnie!
Pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że wracanie do galerii to wyjątkowo durny pomysł. Zanim zdążą dojść, pewnie znowu skończyłyby na ucieczce przed tym niespełnionym komandosem. A przecież nie ma nic bardziej frustrującego niż seks przerwany w połowie.
— Och, nie byłaś taka chętna, kiedy na jarmarku zaproponowałam ci noc w hotelu — poruszyła znacząco brwiami, przypominając April propozycję z tamtego wieczoru. Wtedy sytuacja wyglądała trochę inaczej, znajdowały się rzut beretem od wieżowca, w którym znajdował się loft. Teraz też były blisko. Tak blisko, że Darling najchętniej bzyknęłaby Finch tak, jak stały. Z tą różnicą, że aktualnie nie miały jak dostać się do mieszkania, więc pozostał im albo nocleg u rodziców Teddy, albo wynajęcie czegoś do rana. — Wynajmę nam jakiś fajny pokój, żeby przypieczętować narzeczeństwo. Inaczej będę musiała wziąć cię dokładnie w tym miejscu — powiedziała i na znak, że nie żartuje, wcisnęła jej rękę w spodnie. Straszna groźba, Finch na pewno będzie przerażona!
jak można tak postradać myśli i ubrania. jak można, jak można, jak?