Siedziała pod kamieniem, sama nie wiedząc jak długo i przewracając telefon w dłoniach. Czekając, aż Wyatt raczy jej kurwa odpisać. Nawet przeszło jej przez myśl, żeby do niego pojechać, żeby zmusić go, by teraz dzwonił do Madoxa i mu wszystko kurwa wyjaśnił. Tylko po problem w tym, że Pilar już nie chciała go widzieć. Jeśli naprawdę odjebał to, co mówił Noriega — a raczej nie wyglądał, jakby kłamał, to Galen był u niej skreślony dożywotnio, na całej, jebanej długości.
I pomyśleć, że ona głupia łudziła się, że kiedyś mogliby jeszcze się przyjaźnić. No idiotka. Niby taka ostrożna, a jednak zdecydowanie za łatwo dawała się robić ludziom w chuja. Madoxowi jak widać też za łatwo się cała oddała, skoro jemu wystarczył jeden pierdolony telefon bez żadnego dowodu i już ją zostawił. Nawet nie chciał jej kurwa wysłuchać.
I to chyba wkurwiało ją w tym wszystkim najbardziej, rozpierdalałało wręcz od środka — że nawet nie spróbował jej uwierzyć. Po prostu sobie poszedł, przekonany, że ona go zdradzała. I może jeszcze jakby faktycznie spotykała się z Galenem za jego plecami, jakby chociaż z nim rozmawiała od czasu do czasu, mogłaby zrozumieć tą złość, ale Pilar naprawdę nic nie zrobiła, a w tej odklejonej sytuacji była kompletnie bezsilna. Nic więcej nie mogła. Mentalnie czuła się kurwa podobnie jak w sytuacji z Daltonem, tam też nie było jej dane nic powiedzieć. Po prostu musiała egzystować w sytuacji.
No więc egzystowała.
Katowała się w myślach na okrągło, nie wiedząc nawet, czy powinna być bardziej smutna, czy jednak zła. Finalnie te dwie rzeczy zblendowały się w jedno, tworząc uczucie tak kurwa nieprzyjemne dla serca, że autentycznie zaczęło ją boleć. Kiedy zerwała się w końcu spod kamienia po Bóg wie jakim czasie, wspięła się, żeby zgarnąć resztę rzeczy i popakować je do kieszeni, a kawę wraz ze wszystkim innym, co kupiła i ukradła w budce po prostu wypierdoliła do kosza. W dupie miała to jak wyglądała, bardziej przejmowała się tym, czy to co właśnie zrobił Madox można było traktować jak zerwanie zaręczyn? Koniec? Bo co to kurwa za zostawianie kogoś w samym środku
— Popierdoliło cię?! — tak go pięknie przywitała, aż głos jej się złamał gdzieś w połowie. Było słychać, że uroniła kilka łez? W sumie to nawet o to nie dbała. Szczególnie, że Wyatt zaraz zaczął nawijać, że to przecież była tylko taka gra. — Gra? Galen, czy tobie już naprawdę odjebało do końca? Pierdolenie ludziom związków to jest dla ciebie gra? — nie chciała wierzyć w to, że zrobił to celowo. W końcu nie wiedział, że Madox odbierze telefon, jednak z drugiej strony skoro wiedział, że kimś się spotykała (a nawet wiedział, że miała narzeczonego) i tak śmiał do niej zadzwonić i wygadywać takie rzeczy, to jakąś tam świadomość musiał mieć, że może tym wszystko spierdolić. — I nie pochwale, bo nie mamy już o czym rozmawiać — warknęła, gotowa jeszcze bardziej mu nawciskać, ale wtedy on powiedział, że jej facet już zdążył się pochwalić. — Co? — tylko tyle zdążyła powiedzieć, nim Galen znowu nie zaczął nawijać.
Nie sądziła, że Madox naprawdę do niego pójdzie, a tym bardziej, że faktycznie zrobi mu krzywdę. Ile razy to przecież któreś z nich zarzekało się, że kogoś zapierdoli w trakcie rozmowy. I może faktycznie Galenowi się należało, ona z pewnością strzeliłby mu w twarz z miniumum dwa razy za to co odjebał, ale nie kurwa w pełni pobić. Do tego stopnia, że zgarnęła go policja. Pilar aż sobie przykucnęła przy jakimś drzewie, bo kurwa jakby problemów mieli mało, to jeszcze teraz sprawa o pobicie bogola? Myśli już kłębiły się w jej głowie, ale jakoś żadna z nich nie osadziła się przy Galenie. Już nie. Dlatego kiedy powiedział, że miał nadzieje, że między nimi wszystko okej, Pilar bardzo szybko mu uświadomiła, że…
— Nic nie jest między nami okej — warknęła. — To jest ostatnia rozmowa, jaką kiedykolwiek przeprowadziliśmy. Możesz usunąć mój numer — dodała tak dla jasności, żeby nie było już żadnych wątpliwości i może sama zajęłaby się usuwaniem tego Galena, ale oczywiście zamiast tego ruszyła w stronę komendy.
Beck zaciskał mocno palce na kierownicy, kierując się w stronę komisariatu. Miał nadzieje już dzisiaj nie widzieć Noriegi na oczy, szczególnie po tym, co miało miejsce przy biurkach, ale jak widać los lubił płatać figle i dopierdalac na dostatniej prostej. Chociaż musiał przyznać, że możliwość skucia go w kajdany dała co nieco satysfakcji. A teraz jeszcze miał zamiar wsadzić go na dołem na minimum dwadzieścia cztery.
Trzeba było jeszcze załatwić coś do kneblowania, bo Noriedze oczywiście morda się nie zamykała całą drogę i jak jeszcze to zarzekanie się, że nic Wyattowi nie zrobił było przewidywalne, tak kiedy spytał o Pilar… atmosfera jakoś zgęstniała. Beck spiął się nieznacznie, jakoś automatycznie dociskając pedał gazu.
— Nie twój interes, Noriega — warknął w pierwszej chwili, chociaż na dobrą sprawę to był jego interes, biorąc pod uwagę, że była z nim zaręczona. Westchnął głośno, a kiedy stanęli na czerwonym na moment odchylił głowę do tyłu. — Nic do niej nie mam — odpowiedział w końcu na pytanie. — Oprócz tego, że zabujała się w niewłaściwym facecie — nie gryzł się w język, oczywiście spoglądając na niego gniewnie w tylnym lusterku, a potem zaraz znowu na drogę, kiedy trzeba było ruszać. — A to mi kurwa dała kosza — aż pokręcił głową z niedowierzaniem. Te słowa rzucił bardziej do siebie niż Madoxa, ale ten mógł je spokojnie usłyszeć. Bo to była rzecz, której Beck za nic nie rozumiał. Dlaczego jemu od razu po tym jak się przespali nakręciła zasadę, że ona i tak z nikim się nie wiąże i unika związków, a rok później brata się z jebanym Noriegą? Co on takiego na nią miał? Bo przecież chyba nie była na tyle głupia, żeby zakochać się w takim gangusie?
— Co ci zrobił Wyatt? — spytał po chwili, gdy już byli na ostatniej prostej. Niezlaeżnie od tego czy Madox mu coś na to odpowiedział, czy nie, kiedy Beck zaparkował już na tylnym parkingu, wyszarpał Noriegę z samochodu. — Żeby była jasność — zatrzymał go jednak tuż przed wejściem i nachylił się do ucha. — Jak ją kurwa skrzywdzisz, to skończysz gorzej niż ten bogol, osobiście tego dopilnuje — warknął prosto do jego ucha. Bo prawda była taka, że Beck na ten moment traktował Pilar jak starszą siostrę i tak samo mocno się o nią po protu martwił. Nie podobało mu się, że zadawała się z takimi ludźmi jak Madox. On sam lubił się z nim ponapierdalać na macie, ale to tyle. Chciał dobrze dla Pilar, wiedział, jak dobre serce miała, a miał przeczucie, że Madox albo je zepsuje albo kompletnie rozwali. Dlatego pchnął nim do środka i po kilku minutach już ładowali go do niewielkiej celi wraz z jednym innym łysym ziomkiem, który akurat się odlewał do kibla.
Pilar w tym czasie doszła do komisariatu i w pierwszej kolejności skierowała się do gabinetu Eliota. Była to najszybsza linia decyzyjna do tego, żeby Madoxa po prostu wypuścić. Szkoda tylko, że szybko się okazało, że Eliota już nie było, dlatego zostało jej użeranie się z innym funkcjonariuszami.
Nie było lekko.
Akurat do odsiadówki był dzisiaj przypisany Tom, z którym Pilar zawsze miała różne relacje, cześciej jednak się przekomarzali i wzajemnie wkurwiali niż współpracowali, dlatego trochę jej zajęło, by przekonać go, że Madox wcale nie był zagrożeniem dla otoczenia i nie potrzebował odsiadki. A kaucje za wyjście i tak musiała zapłacić. I jak wcześniej ich rachunek wynosił minus pięćset, tak teraz z karty Pilar do tego wszystkiego jeszcze odeszło całe, jebaniutkie pięć koła.
Mieli go wypuścić do pół godziny, jednak ona nawet na niego nie czekała. Po prostu wyszła z komisariatu i skierowała się do mieszkania, żeby się umyć i przebrać. A kiedy Madox wrócił, mógł zastać ją pakującą walizkę.
Bueno, no podemos dejarlo así, ¿verdad?