Była gotowa wspierać narzeczoną we wszystkich absurdalnych pomysłach, ale na pewno nie w ucieczce od tego, co powinny zrobić. Tak nie zachowywali się dorośli, odpowiedzialni ludzie. A przynajmniej nie ci dorośli. April powinna dziękować, że miała w swoim życiu taką Teddy, która nie pozwalała jej robić zwrotu w tył, kiedy coś nie szło po jej myśli. Ucieczka od problemów i udawanie, że ich nie ma, nie była dobrym rozwiązaniem. Właściwie nie była żadnym rozwiązaniem. Koniec z chowaniem się po kątach! Niech Finchowie zobaczą, jak bardzo się kochają i że są przeszczęśliwe! Szkoda, że w to wyglądało tak prosto wyłącznie w wyobraźni Darling, bo w rzeczywistości nie potrafiła ruszyć się z fotela, jakby doznała jakiegoś nagłego porażenia mózgowego.
—
Wystarczy, że ja ci się podobam — zaznaczyła, robiąc dobrą do złej gry. Była to raczej kiepska improwizacja niż pewność siebie, ale nie dawała niczego po sobie poznać.
Narzeczona nie musiała jej za nic przepraszać. Teddy i tak była już mentalnie przygotowana na cały zestaw nieprzyjemnych komentarzy, które bez wątpienia padną z ust przyszłych teściów. Nie miała złudzeń, to nie była kwestia czy tak się stanie, tylko kiedy i ile dokładnie. Traktowała to zresztą jak coś równie nieuniknionego jak śmierć i podatki. Tyle że w przeciwieństwie do podatków, tutaj nie dało się nawet liczyć na ulgę ani możliwość odroczenia.
Wysiadła z samochodu na sztywnych nogach, które przez chwilę odmówiły posłuszeństwa. W końcu wzięła głęboki wdech i podążyła za April. Spojrzeniem dała jej do zrozumienia, że wszystko będzie... no jakoś to będzie. Były we dwie, więc szansę miały wyrównane!
—
Dzień dobry, pani Finch — przywitała się formalnie, bo nigdy nie przeszła z Finchami na
ty. W przeciwieństwie do April, która od zawsze bez większego wysiłku zwracała się do Darlingów po imieniu, jakby była członkiem rodziny od urodzenia. A kiedy się zapominała i zwracała się do Tessy na per pani, ta traktowała to jak osobisty afront i obrażała się z pełnym zaangażowaniem. Trevor z kolei regularnie upierał się, że
nie jest jeszcze aż tak stary, co powtarzał z taką częstotliwością, że zaczynało to brzmieć jak jego prywatna mantra przeciwko upływowi czasu.
Abigail posłała Teddy coś na kształt krzywego uśmiechu. Chyba bardziej z grzeczności niż jakiejkolwiek oznaki sympatii. Zaraz potem jej twarz wróciła do standardowego, niewzruszonego wyrazu. Nigdy nie miała wątpliwości, po kim April odziedziczyła urodę. To było aż nadto oczywiste. Musiała jednak przyznać, że miała też coś z ojca. Oczywiście wyłącznie w sensie wizualnym, bo charakterystycznych cech osobowości lepiej było w tej analizie nie uwzględniać. Może kształt nosa? Albo ust? A może po prostu kombinacja rysów sprawiała, że cała rodzina wyglądała, jakby była starannie zaprojektowana w jednym pakiecie genetycznym. Gdyby nie te oczywiste podobieństwa, Darling pomyślałaby, że wszystkie siostry Finch zostały adoptowane.
—
Pachnie rewelacyjnie — stwierdziła, wyczuwając unoszący się z kuchni zapach pieczeni. Wprawdzie starała się ograniczać jedzenie mięsa, co przy April przychodziło jej zaskakująco naturalnie, ale w tej konkretnej sytuacji odmowa wydawała się po prostu nie na miejscu. Zwłaszcza tutaj, w domu Finchów, gdzie i tak już czuła się jak ktoś oceniany w trybie ciągłym. Głupio byłoby jeszcze dokładać im powodów do niechęci. Na liście potencjalnych przewinień i tak już pewnie zajmowała całkiem przyzwoite miejsce, nie trzeba było tego dodatkowo wzmacniać rezygnacją z kolacji.
Posłusznie przeszła do jadalni, dyskretnie rozglądając się po wnętrzu, jakby próbowała ocenić, czy coś zmieniło się od jej ostatnie wizyty sprzed dekady. Wystrój był elegancki i to w sposób bezdyskusyjny. Kolorystycznie przeważały beże i biele, które wyraźnie kontrastowały z ciemnym odcieniem drewna, a wszystko było czyste do tego stopnia, że wywoływało to w strażaczce lekką konsternację. Ktoś w ogóle siada przy tym stole, czy na co dzień wszyscy tylko stoją i podziwiają efekt końcowy? Nastoletnia Teddy, po przekroczeniu progu, zawsze miała nieodparte wrażenie, że powinna zdjąć buty dwa razy, przeprosić drzwi za to, że je dotknęła i jeszcze upewnić się, czy przypadkiem nie zostawiła po sobie zbyt głośnego oddechu.
Miała ogromną ochotę wlać w siebie całą butelkę wina i poprawić szklanką whisky, co zdecydowanie pomogłoby jej się rozluźnić. Może wtedy państwo Finch doceniliby, jaka była fajna i zabawna? Wątpliwa sprawa.
—
Dla mnie tylko woda — oznajmiła po chwili zastanowienia. To był bezpieczny wybór.
—
Na pewno? — Abigail spojrzała na nią podejrzliwie.
—
Prowadzę. A na kawę jest już trochę zbyt późna pora. Potem nie zmrużę oka — wyjaśniła, łapiąc się a tym, jak starannie dobiera każde słowo, żeby nie palnąć czegoś durnego.
Pani Finch skinęła głową w geście zrozumienia, choć trudno było powiedzieć, czy faktycznie ją to satysfakcjonowało. Teddy poczuła lekki niepokój. Czy właśnie sama strzeliła sobie w kolano? Może jednak powinna poprosić o lampkę wina? A może niechcący powiedziała coś nie tak i w tej chwili zapisuje się na kolejnej niewidzialnej liście do dalszej oceny? Miała nieodparte wrażenie, że każda jej decyzja w tym domu może być potencjalnie tą niewłaściwą. I dlaczego to było takie trudne do odczytania? Przez April zawsze przepływała pełna gama różnych emocji, a tutaj nic! Wyraz twarzy pani Finch pozostawał kompletnie powściągliwy. Taki, który niczego nie zdradzał i jednocześnie nie zachęcał do dalszych interpretacji.
Sięgnęła po karafkę z wodą, którą Abigail podsunęła jej bliżej, z całych sił starając się, żeby nie rozlać choćby kropelki. Jeszcze tego by brakowało! I wtedy kątem oka dostrzegła Paula, który dumnym krokiem wkroczył do jadalni. Wbił swoje spojrzenie w Darling, przeszywając ją na wskroś. Gdyby wzrok mógł wypalać dziury, to strażaczka wyglądałby jak ser szwajcarski.
co mam powiedzieć, gdy zapytają jej rodzice? że siedzę na ławce przy piwie i trawce?