Westchnęła ciężko, gdy Teddy zaparkowała na podjeździe. Miała wrażenie, że żołądek podchodzi jej do gardła. Były nieco przed czasem, bo młoda Finchówna chodziła już po ścianach, byle tylko wyjść i się nie spóźnić. Nawet nie spędziła nieprzyzwoitej ilości czasu w łazience na szykowanie się! Wszystko zaplanowała w nocy. Nie zmrużyła oka, więc miała mnóstwo czasu, by przemyśleć, co na siebie założy, co powie i jakie słowa będą ostatecznym znakiem, że pora stamtąd wypierdalać. W jej wyobrażeniach oczywiście każdy rodzaj dialogu kończył się dramatyczną katastrofą. Miała wrażenie, że jej skóra dopasowuje się kolorem do stroju. Kto by pomyślał, że w ogóle miała w szafie takie barwy! Uzbrajała się w ten sposób głównie dla rodziców. Chciała wytrącić im z rąk chociaż jeden oręż. Nie będą jej mówić, że wygląda niepoważnie. Nie miała w sobie już tej buty i wściekłości, z jaką wyszła z domu ostatnim razem.
— A może jednak uciekajmy? Napiszemy, że miałyśmy straszny wypadek i w nim umarłyśmy — zasugerowała, przenosząc wzrok z wejścia na swoją narzeczoną. Plan miał w sobie kilka dziur, ale nie była w stanie się nimi teraz przejmować. Trudno było przechytrzyć Finchów, to przecież bardzo inteligentni ludzie. Zaczęła też zastanawiać się, czy na ścianie w jadalni został ślad po tym, jak rozwaliła tam kieliszek z winem. Może powinna przyjechać tu z farbą i zaoferować naprawdę? Nie, to dopiero byłoby kretyńskie. Nie mogła dać się aż tak poniżać. Za stara już na to była. Powinna w międzyczasie zmądrzeć, wziąć sprawy w swoje ręce i po prostu zacząć zachowywać się jak dorosły człowiek. A jednak w tym momencie wydawało jej się to paskudnie trudne. Czuła się jak durna piętnastolatka, która wie, że zaraz dostanie opierdol i szlaban za coś, czego w ogóle nie żałowała. Wcisnęła się jeszcze bardziej w fotel, licząc, że może po prostu rozpłynie się w niebycie i problem zniknie.
Tylko w Tobie nadzieja. Teraz chore serce otwieraj bez znieczulenia