Czy naprawdę ze wszystkich możliwych osób, na które mogła tu trafić, musiała spotkać właśnie jego?
Natychmiast pożałowała swojego działania - nie tylko tego, że się przysiadła, ale że w ogóle go zaczepiła. Ewidentnie coś było nie tak. Nie chciał jej tam, bo niby czemu miałby? Poczuła to jeszcze zanim się odezwał. Chociażby po sposobie w jaki na nią patrzył - tak, jak jeszcze nigdy. Obojętnie. Po raz pierwszy także odniosła wrażenie jakby zupełnie nie przejmował się tym jak wyglądał. Tym, że jego krawat zwisał niechlujnie na wymiętej koszuli albo tym jak bardzo miał przekrwione oczy, co swoją drogą wskazywało jej na zmęczenie albo, co gorsza, na łzy. Zmartwiła się.
W pracy widziała go już nie raz zdenerwowanego czy spiętego, ale zwykle objawiało się to u niego w inny sposób, dlatego dobrze wiedziała, że tym razem to nie do końca to.
Musiało stać się coś poważnego. Coś naprawdę strasznego.
Na jego słowa nie zareagowała. Nie od razu. Uniosła brwi, nabierając głośno powietrza w płuca, gdy przez jej głowę przewijało się tysiące różnych myśli. Powinna pilnować swoich spraw i po prostu odejść bez słowa. Nie miała już teraz co do tego wątpliwości.
—
W porządku, komendancie. — wydusiła w końcu, ale bez cienia ironii. Zanim jednak zdążyła się poruszyć, zaczepił ją barman, który obsługiwał ją już wcześniej. —
Hej, podać ci coś jeszcze? — na jej twarzy pojawił się dziwny grymas - coś pomiędzy wyrazem bólu a uśmiechem - i zaraz pokręciła powoli głową, unosząc na niego wzrok. —
Zwróć mi resztki mojej godności, jeśli masz taką moc. — mruknęła cicho, na co chłopak tylko uśmiechnął się pokrzepiająco i wrócił do polerowania szkła.
June nie wiedziała co zakuło ją bardziej - czy to, że Scott zabrzmiał tak protekcjonalnie, czy może to, że zwrócił się do niej po nazwisku. Zaczęła zastanawiać się też co takiego musiałoby się stać, by to jego kiedykolwiek mogła potraktować w podobnie chłodny sposób. Na nic nie wpadła.
—
Zrozumiałam. — odparła tylko, wciąż nie ruszając się ze stołka. Nie chciała się mu narzucać. Umiała odczytywać pewne sygnały i nawet bez jego słów wiedziała, że nie jest raczej mile widziana. Jednakże coś nadal nie pozwalało jej wyjść. Rozum usilnie podpowiadał, że najlepiej będzie jeśli ulotni się, zanim Letexier zdąży wybuchnąć.
Nie chciała go tak zostawić. Nie potrafiła.
Westchnęła ciężko, nie zirytowana, a zatroskana tą sytuacją i stanem psychicznym przełożonego. Na szczęście odezwał się, nim zdecydowała się na jakikolwiek dalszy krok. Milczała, próbując przetrawić informacje jakie powoli jej dawkował. Przełykając ślinę, starała pozbyć się uporczywej guli, która natychmiast wytworzyła się w jej gardle.
—
Tak mi przykro… — szepnęła, bo tylko to w tamtym momencie była w stanie z siebie wyrzucić, a poza tym to jako jedyne wydawało się jej stosowne. Zupełnie naturalnym także były dla niej w takich chwilach czułe gesty, takie jak dotknięcie czy poklepanie po plecach albo ramieniu.
Powinnaś częściej ufać instynktowi, Harrison.
Na szczęście w porę powstrzymała się i cofnęła swoją dłoń.
Steve Ward był doskonałym gliną i prawdziwą legendą - nie tylko w swoim wydziale, ale na całej komendzie. June nie miała niestety okazji z nim pracować, ale słyszała wiele historii o akcjach z jego udziałem. Skinęła głową na słowa Scotta, bo rzeczywiście dla wielu policjantów, Ward był wzorem do naśladowania. Kochał tę robotę. Był skuteczny, cholernie odważny, ale nigdy lekkomyślny.
Przyglądała się mężczyźnie ze współczuciem. Całkowicie rozumiała jego rozżalenie oraz to, że nie miał ochoty na niczyje towarzystwo, dlatego nawet przez myśl nie przeszło jej, by wypominać mu to, że jeszcze chwilę wcześniej ją stamtąd wypraszał, a teraz nagle proponował jej drinka. Raz jeszcze kiwnęła głową na znak, że się zgadza, a miły chłopak za barem zaraz napełnił jej szklankę. Nie sięgnęła po nią od razu. Ze wzrokiem wciąż skupionym na wicekomendancie, w końcu się odezwała. —
Nikt nie może cię jutro zastąpić? Czemu nasz główny nie przemówi? Przyjaźniliście się z Wardem. Powinien zrozumieć jak cholernie trudne to jest dla ciebie.
Przez chwilę znowu tylko obserwowała. W końcu jednak chwyciła swoją whisky w dłoń, widząc jak Scott robi to samo. —
Za Steve’a. — powiedziała, po czym bardzo pewnie wzięła solidny łyk ze szklanki. Skrzywiła się niemalże natychmiast, nieprzyzwyczajona do smaku mocnego trunku - przez chwilę chyba zapomniała, że przecież to szkocka, a nie jeden z jej ulubionych słodkich drineczków z małą zawartością alkoholu.
—
Chciałbyś opowiedzieć mi o nim? — spytała po chwili, próbując znaleźć sposób na to, by dodać mu otuchy. W razie gdyby jednak nie miał ochoty na wspomnienia, dodała zaraz, już ciszej —
Możemy też porozmawiać o czymś innym… albo po prostu pomilczeć — Letexier mógł także kazać jej spierdalać - była w stanie dostosować się do każdego scenariusza.
Scott Letexier