30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że ten dzień będzie okropny. Energia, którą miała w sobie, gdy napisała wczoraj do mamy, gdzieś wyparowała. Sama nie wiedziała, skąd jej się to wczoraj wzięło. Chyba zwariowała. Ale teraz było za późno, żeby się wycofwać. Wszyscy zgodzili się na to dziwaczne spotkanie. Teddy nie miała absolutnie nic przeciwko, co było do przewidzenia. Fakt, że zgodzili się też rodzice, był dla niej zaskakujący. Myślała, że może ze zwykłej upartości postanowią się na nią wypiąć. Z drugiej jednak strony, nie bez powodu zdecydowała się napisać akurat do mamy, a nie ojca. Nie żeby była jakąś anielicą, ale zawsze sprawiała wrażenie mniej... wrogiej niż tato. Może mniej wymagającej? A może po prostu nigdy aż tak bardzo nie chciało jej się wdawać w dyskusje z córkami. W każdym razie – odpisała. April zaproponowała wspólną kolację i zapowiedziała, że przyjdzie z Teddy. Abigail podała konkretną godzinę i odpisała do zobaczenia. I tyle. Trudno było cokolwiek wyczuć z tych kilku liter. April nawet nie była pewna, czy ojciec będzie na miejscu, ale pewnie nie odpuściłby okazji oglądania kajającej się córki.
Westchnęła ciężko, gdy Teddy zaparkowała na podjeździe. Miała wrażenie, że żołądek podchodzi jej do gardła. Były nieco przed czasem, bo młoda Finchówna chodziła już po ścianach, byle tylko wyjść i się nie spóźnić. Nawet nie spędziła nieprzyzwoitej ilości czasu w łazience na szykowanie się! Wszystko zaplanowała w nocy. Nie zmrużyła oka, więc miała mnóstwo czasu, by przemyśleć, co na siebie założy, co powie i jakie słowa będą ostatecznym znakiem, że pora stamtąd wypierdalać. W jej wyobrażeniach oczywiście każdy rodzaj dialogu kończył się dramatyczną katastrofą. Miała wrażenie, że jej skóra dopasowuje się kolorem do stroju. Kto by pomyślał, że w ogóle miała w szafie takie barwy! Uzbrajała się w ten sposób głównie dla rodziców. Chciała wytrącić im z rąk chociaż jeden oręż. Nie będą jej mówić, że wygląda niepoważnie. Nie miała w sobie już tej buty i wściekłości, z jaką wyszła z domu ostatnim razem.
— A może jednak uciekajmy? Napiszemy, że miałyśmy straszny wypadek i w nim umarłyśmy — zasugerowała, przenosząc wzrok z wejścia na swoją narzeczoną. Plan miał w sobie kilka dziur, ale nie była w stanie się nimi teraz przejmować. Trudno było przechytrzyć Finchów, to przecież bardzo inteligentni ludzie. Zaczęła też zastanawiać się, czy na ścianie w jadalni został ślad po tym, jak rozwaliła tam kieliszek z winem. Może powinna przyjechać tu z farbą i zaoferować naprawdę? Nie, to dopiero byłoby kretyńskie. Nie mogła dać się aż tak poniżać. Za stara już na to była. Powinna w międzyczasie zmądrzeć, wziąć sprawy w swoje ręce i po prostu zacząć zachowywać się jak dorosły człowiek. A jednak w tym momencie wydawało jej się to paskudnie trudne. Czuła się jak durna piętnastolatka, która wie, że zaraz dostanie opierdol i szlaban za coś, czego w ogóle nie żałowała. Wcisnęła się jeszcze bardziej w fotel, licząc, że może po prostu rozpłynie się w niebycie i problem zniknie.

Tylko w Tobie nadzieja. Teraz chore serce otwieraj bez znieczulenia
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

049.

Od rana starała się utrzymać w sobie coś, co mogłoby uchodzić za pozytywne nastawienie, ale w środku umierała. Przerażenie nie było może spektakularne ani widowiskowe, bo nie drżały jej ręce i nie miała ataku paniki, ale dosłownie czuła, jak żołądek wywraca jej się na lewą stronę i zawiązuje w ciasny supeł. Wizyta w rodzinnym domu April miała być formalnością i konsekwencją ich decyzji. Znała jej rodziców, wiedziała, czego się spodziewać. I właśnie w tym tkwił cały problem. Nie, to był wyłącznie jej problem, sama od kilku dni nagabywała narzeczoną na spotkanie, więc teraz ma za swoje. Jeszcze do wczoraj wychodziła z założenia, że im szybciej poinformują ich o zaręczynach, tym lepiej. Tylko tak właściwie dla kogo lepiej? Na pewno nie dla Teddy, która dla Finchów była jak alergia na nabiał w ludzkiej postaci - niby nie śmiertelna, ale wywołująca natychmiastową reakcję odrzucenia.
Nie była w domu rodzinnym April odkąd skończyły szkołę średnią, a teraz miała tam wrócić. Już nie jako przyjaciółka, którą można jakoś jeszcze tolerować na obrzeżach przypadkowych spotkań, ale jako przyszła część ich rodziny.
Pamiętała, żeby ubrać się odpowiednio do sytuacji. Żadnych dekoltów. I stanik! Koniecznie stanik, żeby nie świecić cyckami przed Finchami. Przez chwilę nawet rozważała założenie golfu, przekonana, że malinka, którą narzeczona zostawiła jej na szyi na początku tygodnia, wciąż jest zbyt widoczna. Ostatecznie uznała jednak, że to lekka przesada, więc po prostu przypudrowała ślad na skórze.
Zgasiła silnik i zabębniła palcami o kierownicę. Głupi nawyk, który odzywał się zawsze, gdy coś ją stresowało. Mimo wszystko, słysząc propozycję April, szybko pokręciła głową. Nie mogły się z tego wykręcić, fingując własną śmierć, choć przez krótką chwilę ten pomysł zabrzmiał wyjątkowo kusząco. Podejrzewała jednak, że państwo Finch nie byli aż tak naiwni i nie połknęliby tej ściemy jak gęś kluski.
Nie możemy się teraz wycofać — oznajmiła stanowczo i dostrzegłszy, że ukochana próbuje wtopić się w fotel pasażera, odpięła pas i nachyliła się, żeby ująć jej twarz w swoje dłonie. — Na pewno nie będzie tak źle — zapewniła, próbując dodać jej otuchy. I sobie też. Ale czy na pewno nie będzie tak źle? A może będzie jeszcze gorzej. Fatalnie, na przykład. Nie mogła przecież myśleć w taki sposób. — Będziemy pięknie wyglądać i ładnie się uśmiechać. I potakiwać, nawet jeśli nie do końca będziemy się zgadzać z tym, co mówią. Pamiętaj, że to twoi rodzice. Kochają cię i chcą dla ciebie jak najlepiej. Nie unoś się, jeśli krzywo na mnie spojrzą i nie prowokuj, kiedy powiedzą w moim kierunku coś niemiłego. Dam sobie radę. I ty też świetnie sobie poradzisz — krótko musnęła ustami jej policzek. Lepiej nie kusić losu, gdyby Paul albo Abigail wypatrywali je przez któreś okno.
Teddy bardzo chciała zrobić dobre wrażenie. Może nie pierwsze, bo o to było trudno, skoro nie było to ich pierwsze spotkanie. Ani nawet nie drugie. Pozwoliła się poznać ze strony nastolatki, która wpycha ich córce język do buzi, więc trudno będzie zatrzeć ten niesmak. Miała jednak cichą nadzieję, że Finchowie dawno wymazali ten obraz z pamięci i posiadali z Darling choć jedno, przyjemne wspomnienie. O, może pamiętali, jak dokręciła im kran w kuchni? Albo wymieniła żarówkę na piętrze? Albo jak pomagała Kirze w matematyce przed ważnym sprawdzianie? Musiało być coś, czym w minimalnym stopniu im zaimponowała!

a może mi w końcu pozwolą odnaleźć swój sens i swój kolor. i chcę mieć to z tobą, więc ciągle ty
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sfingowanie własnej śmierci nie było głupim pomysłem. Siostry na pewno by się ucieszyły, bo to oznaczałoby, że spadek zostanie rozdzielony na dwie, a nie trzy. Więcej dla nich! April miałaby zdjęty ciężar z barków i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie. Znaczy niby by umarli, ale żyli, więc... właściwie to nieważne. Teddy i tak nie była chętna na ten plan. Finch mruknęła wyraźnie niezadowolona pod nosem. To ma być niby narzeczeńskie wsparcie? Powinna kibicować jej pomysłom, a nie kręcić nosem. Ale niech będzie, tym razem jej wybaczy.
— Nie podoba mi się nic, co powiedziałaś po tym, że będziemy się ładnie uśmiechać — odpowiedziała, znów spoglądając w stronę budynku. W ogóle nie czuła w sobie psychicznej siły, która pozwoliłaby na konfrontację z rodzicami, ale z drugiej strony nie wybaczyłaby sobie, gdyby znowu zaczęła ulegać każdemu ich słowu. Była z siebie bardzo zadowolona po ich ostatniej rozmowie. Mogli to na pewno załatwić w bardziej cywilizowany sposób, ale jednak najważniejsze było to, że się wreszcie postawiła i to z przytupem. Chciałaby po prostu znaleźć balans. Nie dać sobie wejść na głowę, a przy okazji nie demolować naczyń.
— Od razu przepraszam cię za wszystko, co się tam wydarzy — burknęła, wysiadając z samochodu. Nie miała wątpliwości, że stanie się coś, co będzie wymagało przeprosin. Ktoś w końcu straci cierpliwość i palnie coś okropnego. W emocjach mogłaby zapomnieć, że jej narzeczonej należy się uwaga i troska. Na wszelki wypadek chciała ją nadbuować już teraz, by Teddy nie miała żadnych wątpliwości, że jest dla niej najważniejsza w świecie.
Zastygła na moment w bezruchu na tarasie, na szybko rozważając opcję gwałtownej ucieczki. Darling jednak miała rację, nie mogły teraz odpuścić. To byłby kretynizm. Poza tym – rodzice na pewno już zauważyli, że przyjechały. Jakby oddałaby im zwycięstwo walkowerem, to plułaby sobie w brodę już zawsze. Zebrała się więc w sobie do kupy i nacisnęła dzwonek do drzwi.
Dzień dobry. Cieszę się, że już jesteście przywitała ich Abigail Finch, gdy otworzyła drzwi. April przesunęła wzrokiem po jej sylwetce. Córki zdecydowanie czerpały od niej garściami, kradnąc w genach wszystko, co dobre. Czyli pewnie większość. Naprawdę była pod wrażeniem, że wyglądała równie dobrze, co dwadzieścia lat temu. I równie elegancko. Miała w sobie coś takiego, co sprawiało, że nikt nie brał tego za wymuszoną kurtuazję. Gdyby z nią nie mieszkała tyle lat, to mogłaby uznać, że zamiast spania, po prostu hibernuje się w tym stanie i co rano otwiera oczy ubrana w doskonale dopasowane stroje i z perfekcyjnym makijażem. April poprawiła rękaw swetra, bo od razu zaczęło jej się wydawać, że coś było z nim nie tak. Porównywanie się do Abigail nie było jednak uczciwie właściwie dla nikogo.
— Cześć, mamo. Świetnie wyglądasz. Taty nie ma? — Rozejrzała się uważnie po korytarzu, gdy weszły do środka, jakby co najmniej spodziewała się, że ojciec wyskoczy zza ociekacza na parasol. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Abigail wskazała gestem w stronę jadalni, zapraszając je w głąb domu.
Jest na górze. Rozmawia z jakimś klientem. Na pewno zaraz zejdziewyjaśniła, wchodząc do pomieszczenia. April od razu spojrzała w stronę sufitu, który oczywiście nie był transparentny. Wiedziała jednak, gdzie jest gabinet ojca. Liczyła chyba, że takie kontrolowanie, gdzie jest drapieżnik, da jej jakieś poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście nie dało.
Siadajcie. Pieczeń jeszcze dochodzi w piekarniku. Czego się napijecie? Kawy? Wody? Może whisky albo wina?Przy ostatnim słowie drgnęła jej brew, ale zadbała o to, by nie dać po sobie poznać większej liczby emocji. Zatrzymała się przy barku, najwyraźniej spodziewając się, że dziewczyny wybiorą alkohol.
— Pieczeń? — dopytała, czując, jak przewraca się jej w żołądku. W ogóle nie była głodna, ale jednak liczyła, że zostanie ugoszczona czymś innym niż wielki kawał mięsa. Usiadła na jednym z krzeseł, przy którym leżało już nakrycie.
Dla ciebie też coś mam. Więc?dopytała pani Finch, spoglądając to na nie, to na butelki.

I trudno mi się przyznać, że to wszystko nagle traci sens, Gdy Ciebie nie ma
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była gotowa wspierać narzeczoną we wszystkich absurdalnych pomysłach, ale na pewno nie w ucieczce od tego, co powinny zrobić. Tak nie zachowywali się dorośli, odpowiedzialni ludzie. A przynajmniej nie ci dorośli. April powinna dziękować, że miała w swoim życiu taką Teddy, która nie pozwalała jej robić zwrotu w tył, kiedy coś nie szło po jej myśli. Ucieczka od problemów i udawanie, że ich nie ma, nie była dobrym rozwiązaniem. Właściwie nie była żadnym rozwiązaniem. Koniec z chowaniem się po kątach! Niech Finchowie zobaczą, jak bardzo się kochają i że są przeszczęśliwe! Szkoda, że w to wyglądało tak prosto wyłącznie w wyobraźni Darling, bo w rzeczywistości nie potrafiła ruszyć się z fotela, jakby doznała jakiegoś nagłego porażenia mózgowego.
Wystarczy, że ja ci się podobam — zaznaczyła, robiąc dobrą do złej gry. Była to raczej kiepska improwizacja niż pewność siebie, ale nie dawała niczego po sobie poznać.
Narzeczona nie musiała jej za nic przepraszać. Teddy i tak była już mentalnie przygotowana na cały zestaw nieprzyjemnych komentarzy, które bez wątpienia padną z ust przyszłych teściów. Nie miała złudzeń, to nie była kwestia czy tak się stanie, tylko kiedy i ile dokładnie. Traktowała to zresztą jak coś równie nieuniknionego jak śmierć i podatki. Tyle że w przeciwieństwie do podatków, tutaj nie dało się nawet liczyć na ulgę ani możliwość odroczenia.
Wysiadła z samochodu na sztywnych nogach, które przez chwilę odmówiły posłuszeństwa. W końcu wzięła głęboki wdech i podążyła za April. Spojrzeniem dała jej do zrozumienia, że wszystko będzie... no jakoś to będzie. Były we dwie, więc szansę miały wyrównane!
Dzień dobry, pani Finch — przywitała się formalnie, bo nigdy nie przeszła z Finchami na ty. W przeciwieństwie do April, która od zawsze bez większego wysiłku zwracała się do Darlingów po imieniu, jakby była członkiem rodziny od urodzenia. A kiedy się zapominała i zwracała się do Tessy na per pani, ta traktowała to jak osobisty afront i obrażała się z pełnym zaangażowaniem. Trevor z kolei regularnie upierał się, że nie jest jeszcze aż tak stary, co powtarzał z taką częstotliwością, że zaczynało to brzmieć jak jego prywatna mantra przeciwko upływowi czasu.
Abigail posłała Teddy coś na kształt krzywego uśmiechu. Chyba bardziej z grzeczności niż jakiejkolwiek oznaki sympatii. Zaraz potem jej twarz wróciła do standardowego, niewzruszonego wyrazu. Nigdy nie miała wątpliwości, po kim April odziedziczyła urodę. To było aż nadto oczywiste. Musiała jednak przyznać, że miała też coś z ojca. Oczywiście wyłącznie w sensie wizualnym, bo charakterystycznych cech osobowości lepiej było w tej analizie nie uwzględniać. Może kształt nosa? Albo ust? A może po prostu kombinacja rysów sprawiała, że cała rodzina wyglądała, jakby była starannie zaprojektowana w jednym pakiecie genetycznym. Gdyby nie te oczywiste podobieństwa, Darling pomyślałaby, że wszystkie siostry Finch zostały adoptowane.
Pachnie rewelacyjnie — stwierdziła, wyczuwając unoszący się z kuchni zapach pieczeni. Wprawdzie starała się ograniczać jedzenie mięsa, co przy April przychodziło jej zaskakująco naturalnie, ale w tej konkretnej sytuacji odmowa wydawała się po prostu nie na miejscu. Zwłaszcza tutaj, w domu Finchów, gdzie i tak już czuła się jak ktoś oceniany w trybie ciągłym. Głupio byłoby jeszcze dokładać im powodów do niechęci. Na liście potencjalnych przewinień i tak już pewnie zajmowała całkiem przyzwoite miejsce, nie trzeba było tego dodatkowo wzmacniać rezygnacją z kolacji.
Posłusznie przeszła do jadalni, dyskretnie rozglądając się po wnętrzu, jakby próbowała ocenić, czy coś zmieniło się od jej ostatnie wizyty sprzed dekady. Wystrój był elegancki i to w sposób bezdyskusyjny. Kolorystycznie przeważały beże i biele, które wyraźnie kontrastowały z ciemnym odcieniem drewna, a wszystko było czyste do tego stopnia, że wywoływało to w strażaczce lekką konsternację. Ktoś w ogóle siada przy tym stole, czy na co dzień wszyscy tylko stoją i podziwiają efekt końcowy? Nastoletnia Teddy, po przekroczeniu progu, zawsze miała nieodparte wrażenie, że powinna zdjąć buty dwa razy, przeprosić drzwi za to, że je dotknęła i jeszcze upewnić się, czy przypadkiem nie zostawiła po sobie zbyt głośnego oddechu.
Miała ogromną ochotę wlać w siebie całą butelkę wina i poprawić szklanką whisky, co zdecydowanie pomogłoby jej się rozluźnić. Może wtedy państwo Finch doceniliby, jaka była fajna i zabawna? Wątpliwa sprawa.
Dla mnie tylko woda — oznajmiła po chwili zastanowienia. To był bezpieczny wybór.
Na pewno? — Abigail spojrzała na nią podejrzliwie.
Prowadzę. A na kawę jest już trochę zbyt późna pora. Potem nie zmrużę oka — wyjaśniła, łapiąc się a tym, jak starannie dobiera każde słowo, żeby nie palnąć czegoś durnego.
Pani Finch skinęła głową w geście zrozumienia, choć trudno było powiedzieć, czy faktycznie ją to satysfakcjonowało. Teddy poczuła lekki niepokój. Czy właśnie sama strzeliła sobie w kolano? Może jednak powinna poprosić o lampkę wina? A może niechcący powiedziała coś nie tak i w tej chwili zapisuje się na kolejnej niewidzialnej liście do dalszej oceny? Miała nieodparte wrażenie, że każda jej decyzja w tym domu może być potencjalnie tą niewłaściwą. I dlaczego to było takie trudne do odczytania? Przez April zawsze przepływała pełna gama różnych emocji, a tutaj nic! Wyraz twarzy pani Finch pozostawał kompletnie powściągliwy. Taki, który niczego nie zdradzał i jednocześnie nie zachęcał do dalszych interpretacji.
Sięgnęła po karafkę z wodą, którą Abigail podsunęła jej bliżej, z całych sił starając się, żeby nie rozlać choćby kropelki. Jeszcze tego by brakowało! I wtedy kątem oka dostrzegła Paula, który dumnym krokiem wkroczył do jadalni. Wbił swoje spojrzenie w Darling, przeszywając ją na wskroś. Gdyby wzrok mógł wypalać dziury, to strażaczka wyglądałby jak ser szwajcarski.

co mam powiedzieć, gdy zapytają jej rodzice? że siedzę na ławce przy piwie i trawce?
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez krótką chwilę April pozwoliła sobie na wyobrażenie własnej matki w tak radosnym wydaniu, w jakim zawsze widziała panią Darling. Aż przeszedł jej po ciele zimny dreszcz. To byłoby naprawdę dziwaczne. To nie tak, że nigdy nie widziała mamy roześmianej. Nie była przecież androidem. Chyba? Po prostu nie okazywała ciepła i troski w ten sam sposób, co Theresa. Z drugiej jednak strony, oferowała córkom wszystko, co się dało. Miały przecież dach nad głową i to jaki wyjebany. No i własne pokoje, co nie było oczywiste dla wielu wielodzietnych rodzin. Potrafiła też doskonale gotować. April nie miała zamiaru tknąć mięsa, które dochodziło w piekarniku, ale i tak niemal pociekła jej ślinka. W całym domu pachniało perfekcyjnie, trochę jak na święta, a przecież był zwykły piątek. Nie miała pojęcia, kiedy mama nauczyła się tak gotować, biorąc pod uwagę, jak dużo pracowała. Może to po prostu wrodzony talent? Może dostała podwójny przydział tego talentu, a za to jakieś grosze empatii? Tak, to brzmiało całkiem logicznie.
Nie musiała kontrolować zmian w mieszkaniu. Była tu przecież kilka miesięcy temu. Przez ten czas nie zadziałała się żadna rewolucja, to nie było w stylu ich rodziców. Może z którejś ściany zniknął jakiś stary obraz, robiąc miejsce dla nowego? Może w jednej z gablot pojawiły się nowe kieliszki albo jakaś piłka podpisana przez jakiegoś obrzydliwie bogatego i znanego klienta jej ojca? Możliwe. Ale to były tylko durne szczegóły, które nijak nigdy nie wpływały na atmosferę w domu. April lata temu przestała zwracać na to uwagę. Jakby się kiedyś tu włamali i musiałaby spisać w ubezpieczalni, co zginęło, to pewnie poniosłaby fiasko.
— To może my napijemy się wina? — zasugerowała odważnie, nieco się prostując. Poczuła, że się garbi, a nie chciała wyglądać jak ofiara losu. Coś szarpnęło za jej wnętrzności. Była pod wrażeniem, że rzuciła taką odważną sugestią, ale widziała w tym planie potencjał. To będzie jak cofnięcie się w czasie i napisanie historii od nowa. Matka skinęła głową i sięgnęła po butelkę.
2010wyjaśniła z nutką dumy w głosie. April spojrzała na etykietkę. Château Margaux było zdecydowanie jednym z ulubionych win jej matki, jeśli nie tym ulubionym. I przy okazji było paskudnie drogie. Zadziwiająco drogie jak na zwykły piątek. April zmarszczyła brwi, obserwując, jak Abigail rozlewa ich porcje. Nie do końca rozumiała, po co ta cała szopka. Nie musieli się przecież zachowywać... aż tak. To robiło się dziwne nawet jak na nich. Pociągnęła kilka razy nosem, próbując zidentyfikować zapach dobiegający z kuchni. Po chwili wspomnienia rozjaśniły jej myśli. To musiał być comber z jelenia. Prychnęła pod nosem, ignorując zaskoczone spojrzenie Abigail. Nie rozumiała, po co próbują się aż tak popisać, ale była pewna, że za tym kryje się jakiś podstęp.
Dzień dobry. Wybaczcie, dałem się wciągnąć w przedłużającą się rozmowę z klientem, bo nie spodziewałem się was tutaj punktualnie.Paul skinął głową w ramach tego uroczego powitania. Jego głos wyrwał April z krótkiego zamyślenia. Zlustrowała go wzrokiem, próbując od razu ocenić jego nastrój. Sprawiał wrażenie... spokojnego. Na pewno nie był wściekły. A przynajmniej nie teraz. Podszedł do barku, nalał sobie whisky i zajął miejsce obok żony.
— A co to za klient? Jakaś ciekawa sprawa? — zagaiła, licząc, że uda im się wbić w jakąś spokojną rozmowę, zanim przejdą do konkretów. Sięgnęła po kieliszek i upiła z niego łyk. Może powinna się po prostu najebać?
To doktor Gideon Baranski. Może miałyście okazje o nim słyszeć. Wybitny neurochirurg, którego czas obecnie marnowany jest przez oskarżenia o fałszowanie badań. Zależy mi, by jak najszybciej wrócił do pracy ze spokojną głowąwyjaśnił pokrótce, spoglądając to na April, to na Teddy. Po jego tonie trudno było zgadywać, czy lekarz faktycznie był niewinny czy to wyłącznie plan w głowie Paula.
Nadal pracujesz w straży?zapytał, skupiając się na Teddy zanim w ogóle April zdążyła wpaść na jakąś odpowiedź, która pociągnęłaby tę rozmowę dalej. Spojrzała na narzeczoną, zastanawiając się, co teraz działo się w jej głowie. Nie chciała robić z niej wariatki i odpowiadać za nią. Zresztą, pytanie wydawało się dość... neutralne? Problem w tym, że jej ojciec był w stanie równie dobrze obwieścić tym tonem śmierć wszystkich swoich dzieci.

Ale jesteśmy tacy zakochani, całkiem sobie oddani. Przecież to widać
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze uważała, że Finchowie rewelacyjnie wychowali swoje córki. Skądś przecież musiały wynieść wszystkie te wartości, poczucie odpowiedzialności i przekonanie, że jednak wypada być przyzwoitym człowiekiem. Takie rzeczy nie pojawiają się znikąd ani nie rodzą się samodzielnie między jednym rodzinnym obiadem a drugim. I ostatecznie wszystkie trzy wyrosły na ludzi. Nawet miarę normalnych! Żadna nie skończyła w więzieniu, co samo w sobie należało uznać za sukces. Szczególnie w przypadku Kiry. Na szczęście ich rodzice byli prawnikami, więc nawet gdyby któraś z sióstr postanowiła wejść na drogę wyjątkowo kretyńskich kreatywnych decyzji życiowych, rodzina prawdopodobnie miała już opracowany plan działania. Teddy właściwie ceniła przyszłych teściów. Naprawdę! Może nie potrafiła dokładnie określić za co, ale było w nich coś, co budziło respekt. Nawet jeśli chwilami miała wrażenie, że rozmowa z nimi przypomina przesłuchanie prowadzone przez wyjątkowo dobrze wychowanych ludzi. Wprawdzie nie do końca ufała moralnej nieskazitelności pana Paula Fincha - głównie przez typ klientów, których reprezentował - ale jednego nie mogła im odmówić autystycznej troski o własne córki. To znaczy autentycznej! Nikt przy zdrowych zmysłach nie decyduje się świadomie na trójkę dzieci, jeśli nie ma w sobie przynajmniej odrobiny miłości, cierpliwości albo bardzo dużej wiary w swoje możliwości psychiczne.
Dwa tysiące dziesięć brzmiało jak tajny kod. Dopiero po chwili Darling uświadomiła sobie, że chodzi o rocznik wina. Z doświadczenia wiedziała, że drogie trunki nie różnią się w smaku od tych przeciętnych, więc nigdy do końca nie rozumiała, po co tak przepłacać. Posłała narzeczonej ciepły uśmiech. Przynajmniej jedna z nich mogła się napić. Napić, nie napierdolić. To akurat bardzo ważne. Sama nie chciała być spostrzegana przez Finchów jako młoda alkoholiczka kobieta, która przyjeżdża na spotkanie samochodem, a potem wraca do domu Uberem, zamiast kulturalnie odstawić ich najstarszą córkę do domu.
Moja mama ma książkę, której autorem jest doktor Baranski — powiedziała zaraz po przywitaniu się z Paulem, próbując podtrzymać rozmowę czymś choć odrobinę inteligentniejszym niż komentarz o pogodzie albo pieczeni. Nie orientowała się szczególnie dobrze w medycynie. Właściwie jej wiedza kończyła się mniej więcej na rozpoznawaniu ibuprofenu i przekonaniu, że słynne proszę odpoczywać i dużo pić najwyraźniej było uniwersalną poradą na większość problemów zdrowotnych. Ale ponieważ Theresa była anestezjolożką, w ich domu od zawsze pełno było medycznych książek, czasopism i dziwnie brzmiących tytułów, których raczej nie czyta dla przyjemności. Biblioteczka Darlingów momentami przypominała mały dział naukowy uczelni medycznej, tylko pomieszany z romansami Teddy i albumami podróżniczymi Trevora. Mimo wszystko nazwisko doktora Baranskiego kojarzyła całkiem dobrze, bo przewijało się w domu więcej niż raz. Tess miała zwyczaj zostawiania książek dosłownie wszędzie - na stole, kanapie, kuchennym blacie - więc nawet jeśli Teddy nie chciała nic wiedzieć o medycynie, medycyna najwyraźniej chciała wiedzieć wszystko o niej.
Och, doprawdy? — zainteresował się Paul znad swojej szklanki z whisky.
Twierdzi, że jest świetna — dodała po chwili, jakby to miało zwiększyć wartość tej informacji. — Co w przypadku mojej mamy jest chyba najlepszą możliwą rekomendacją, bo zwykle zasypia po trzech stronach czegokolwiek. I co dużo mówi, bo ona naprawdę rzadko chwali ludzi zawodowo. Zazwyczaj tylko prycha nad cudzymi teoriami i poprawia autorów pod nosem, jakby mogli ją usłyszeć przez papier — zażartowała i natychmiast tego żartu pożałowała. Próbowała brzmieć swobodnie, choć miała wrażenie, że rozmowa z panem Finchem przypomina delikatny egzamin ustny, podczas którego nigdy do końca nie wiadomo, czy odpowiedziało się poprawnie. Nawet kiedy był uprzejmy, miał w sobie coś, co od razu zmuszało człowieka do prostszego siedzenia i ostrożniejszego dobierania słów. A Teddy, niestety, miała tendencję do mówienia więcej, kiedy się stresowała. Co oznaczało, że właśnie niebezpiecznie zbliżała się do momentu, w którym zacznie opowiadać historię o tym, jak kiedyś jej tata zemdlał po obejrzeniu dokumentu medycznego. A wtedy będzie za późno, żeby się zatrzymać.
Na szczęście chwilę później rozmowa zeszła na straż, więc od razu poczuła się pewniej. Wreszcie temat, na którym faktycznie się znała i przy którym nie musiała zastanawiać się, czy przypadkiem właśnie nie popełnia jakiegoś towarzyskiego faux pas.
Tak jest! — odparła automatycznie i przeklęła się w myślach. Tak, kurwa, jest? Boże. Jeszcze chwila, a zerwałaby się na równe nogi i zasalutowała Paulowi jak dowódcy oddziału specjalnego. Dobrze, że jednak tego nie zrobiła. Wtedy to Darling byłaby specjalnej troski.
Zawsze zastanawiało mnie, co właściwie skłania ludzi do wybierania takiej pracy — powiedział spokojnie, opierając się wygodniej o krzesło. I to nie zabrzmiało nawet złośliwie. Raczej jak kontemplacja nad tym, dlaczego ktoś dobrowolnie decyduje się wchodzić do płonących budynków zamiast, na przykład, siedzieć bezpiecznie w klimatyzowanym biurze i pozywać innych ludzi za duże pieniądze.
To znaczy… satysfakcja? — odpowiedziała ostrożnie Teddy, czując, że właśnie weszła na bardzo cienki grunt.
Paul uniósł lekko brew.
Satysfakcja nie opłaca rachunków.
No i proszę. Cholernie szybko dotarli do tego momentu.
Teddy kątem oka zerknęła na April, jakby liczyła, że narzeczona zaraz rzuci się jej na ratunek albo przynajmniej taktycznie zmieni temat. Interwencja miała wkrótce nadejść, ale oczywiście Paul ubiegł swoją córkę.
Rozumiem, że zarobki nie są imponujące? — zapytał już całkiem bezpośrednio.
Ach. A jednak. Teddy poczuła, jak odruchowo cała się napina, chociaż wiedziała, że pytanie samo w sobie nie było niegrzeczne. Po prostu wyjątkowo konkretne. I zadane z tą samą energią, z jaką prawnik pyta świadka o szczegóły, które już prawdopodobnie zna.
Nie zostaje się strażakiem dla pieniędzy — wyjaśniła w końcu z lekkim uśmiechem.
Tego się domyśliłem — upił łyk alkoholu, nie odrywając od niej wzroku.
Abigail posłała mężowi krótkie spojrzenie, które wyglądało jak subtelne ostrzeżenie, żeby jednak nie przesadzał, ale Teddy i tak miała wrażenie, że siedzi właśnie w bardzo drogim i eleganckim pokoju przesłuchań.
To stabilna praca — dodała szybko, nie pozwalając, żeby zapadła niezręczna cisza. — I lubię to robić — zaznaczyła, bo przecież taka była prawda. Właśnie dlatego wybrała taki, a nie inny zawód.
Lubisz ryzyko? — Paul nieustępliwie dalej wiercił jej dziurę w brzuchu.
Lubię pomagać ludziom — odbiła piłeczkę niczym na zawodach tenisa stołowego. Nie, nie da mu się podejść.
To bardzo szlachetna odpowiedź — oznajmij i było w tym coś tak idealnie wyważonego, że Teddy kompletnie nie potrafiła ocenić, czy właśnie została pochwalona, czy delikatnie zakwestionowana.

znam cię o wiele lepiej niż twój tata, bo o niczym mi nie musisz kłamać, chyba przez to mnie nie lubi
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Próba znalezienia wspólnego języka z Finchami nie była prosta. April mieszkała z nimi przez dwadzieścia lat, a i tak czasami miała wrażenie, że nie poradziłaby sobie z pociągnięciem rozmowy dalej. Kiedyś oczywiście było dużo prościej. Szkołą była najprostszym wytrychem na wszystko, a czas, w którym potrzebowała, by ktoś jej bez przerwy tłumaczył, jak działa świat, był pewnie najzdrowszym w ich relacji. Zawsze byli do tego chętni, nigdy nie zostawiali córek bez odpowiedzi. Może nie zawsze te odpowiedzi były satysfakcjonujące, ale w ich mniemaniu na pewno były najlepsze, na jakie było ich stać. Pamiętała, jak kiedyś zapytała ojca na spacerze o nazwę niebieskiego ptaka, który ich minął, a potem obserwowali, jak próbuje załatać fragment swojego gniazda. Paul nie miał pojęcia, co to za zwierzę i dlaczego tak robił. Kilkuletnia April zdążyła zapomnieć o całym zdarzeniu, ale wieczorem tego samego dnia ojciec przyszedł do niej przed snem z wydrukowanym obrazkiem kowalika i wytłumaczył jej, co i jak. Mógł wprawdzie pominąć fakt, że samice zamurowują obce ptaki żywcem w swoich gniazdach, ale ej, liczy się postaranko.
— Opowiadanie Theresie o serialach medycznych jest bardzo niebezpieczne — prychnęła rozbawiona uwagą o swojej teściowej. Ucieszyła się, że Teddy znalazła jakiś miły temat, żeby sprzedać im ciekawostkę na temat własnej rodziny. Oczywiście mieli już okazję się poznać i nawet ze sobą przebywać, ale jakoś nigdy nie nawiązała się między nimi przyjaźń – cholera wie czemu! Może za mało opowiadali pani Darling o tych serialach? Jakby zaczęła wytykać błędy scenarzystom, to mieliby rozmowę murowaną na najbliższe godziny.
Problem w tym, że temat szybko się rozmył i całkowicie skupił na samej Teddy. Pytanie jej o pracę również było niezłym pomysłem. Podobnie jak mama, bardzo kochała swoją profesję i mogłaby godzinami sprzedawać wszystkim jakieś niesamowite anegdoty – zarówno te zabawne jak i ostro pojebane czy niebezpieczne. April nie podejrzewała jednak ojca o chęć wysłuchiwania historii płynących prosto z serca jej narzeczonej. Zmarszczyła brwi, próbując wyczytać z jego myśli, co tym razem kombinował. Rozmowa szybko zeszła na temat pieniędzy, czego zdecydowanie mogła się spodziewać.
— Trudno wpasować się w twoje standardy. Zarabiam więcej, a moja praca i tak ci nie pasuje — mruknęła, przyglądając się mu znad kieliszka. Poczuła od razu jak serce zabiło jej mocniej. Zebrała w sobie odwagę, by się odszczekać, ale nie miała jej na tyle, by zrobić to w sposób imponujący. Na razie musi jej wystarczyć taki cichy bunt. Uśmiechnęła się do Teddy, żeby okazać jej jeszcze trochę wsparcia.
Wolałbym, żeby moje córki nie marnowały swoich talentów na jakieś... sprawy, które nie są ich warte.Przeniósł wzrok na April. Wyraźnie starał się dobierać takie słowa, by nie wywołać w ciągu najbliższych kilkudziesięciu sekund karczemnej awantury. Nie był w stanie całkowicie zamknąć mordy, ale to zawsze coś. Już chciała mu coś odpowiedzieć, gdy nagle rozproszyło ją piknięcie dobiegające z kuchni. Wygląda na to, że pieczeń była gotowa.
April, pomożesz mibardziej zakomenderowała niż poprosiła, wstając od stołu. O coś takiego nie będzie się przecież z nią kłócić. Wstała z krzesła i zanim jeszcze ruszyła za matką, pogłaskała narzeczoną po ramieniu, chcąc dodać jej nieco siły w tym niezręcznym momencie, w którym ją zostawiła.
Do dokończenia zostały wyłącznie drobiazgi. Najważniejszym punktem było zaniesienie wszystkiego do jadalni. Abigail wyjęła pieczeń i przyjrzała się jej krytycznie, jakby szukała najdrobniejszych nawet skaz, za które mogłaby mięso skarcić. April bardzo dobrze znała to spojrzenie.
Prowokowanie twojego ojca nie jest chyba najlepszą strategią, jaką mogłaś wybrać, nie uważasz?zapytała, rzucając jej krótkie spojrzenie. April zrobiło się nieco głupio. Wiedziała, że mama ma rację, bo przecież miała ją zawsze. Ale i tak wolałaby brnąć w to dalej po swojemu i uczyć się na własnych błędach.
— A ocenianie wszystkich jakąś wyimaginowaną miarą jest idealną strategią na rozmowę z pierworodną? — Oparła się biodrami o blat, krzyżując ręce na piersi. Potrzebowała kilku sekund, żeby się uspokoić i uziemić. Wywoływanie nowej kłótni naprawdę nie było jej nadrzędnym celem. Wolałaby tego uniknąć.
Tego nie powiedziałam. Sugeruję ci po prostu, że powinnaś zastanowić się nad innym podejściem. Jesteś bardzo mądrą kobietą i obserwujesz go od trzydziestu lat. Na pewno wymyślisz sposób, w którym zachowasz dumę, a przy okazji uzyskasz jego... aprobatę. — Abigail zmierzyła ją wzrokiem, którego April nie była w stanie w tym momencie sklasyfikować. W ogóle nie była pewna, co konkretnie matka miała na myśli. Zdawała sobie jednak sprawę, że sprzedawała jej mądre rady. Chwyciła wskazane przez matkę półmiski i ruszyła za nią z powrotem do jadalni. Nadal uważała, że pieczony comber z jelenia w jałowcu, i czerwonym winie z purée z selera i chipsami z topinamburu to zdecydowana przesada na przeciętny piątek. Cóż, przynajmniej Paul będzie zadowolony. To w końcu jego ulubione danie.

Takich oczu jak ty chyba na całej planecie nie ma
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zacisnęła palce na kieliszku, próbując wyglądać naturalnie, mimo że czuła się trochę jak uczennica wezwana po lekcjach do gabinetu dyrektora. Sposób, w jaki Paul rozmawiał ze swoimi córkami był nie tyle zdystansowany, co uporządkowany. I właśnie wtedy uderzyło ją po raz kolejny, jak bardzo Finchowie różnili się od jej rodziców. Dom Darlingów był kompletnym przeciwieństwem tego miejsca. Rodzice Teddy byli ciepli w taki zwyczajny, codzienny sposób. Trevor przytulał ludzi odruchowo i zagadywał każdą niezręczność, nawet jeśli robił to kompletnie bez sensu. Gdy robiło się zbyt poważnie, rzucał głupi żart albo zaczynał te swoje historie, które finalnie nie prowadziły absolutnie donikąd. Theresa z kolei była bezpośrednia aż do bólu, ale przynajmniej przy niej człowiek wiedział, na czym stoi. Jeśli była wściekła - było to widać. A jeśli coś jej się nie podobało - mówiła o tym. I pomimo zmęczenia po dyżurach i tak zawsze pytała, czy Teddy zjadła obiad i czy wróciła bezpiecznie do domu. Przede wszystkim Darlingowie byli prostsi emocjonalnie, bo nigdy nie trzeba było zgadywać, co czują.
Tutaj wszystko wyglądało inaczej. Finchowie kochali swoje dzieci, ale te emocje należało najpierw odpowiednio uporządkować, zanim pokaże się je światu. Paul nie wyglądał jak człowiek, który spontanicznie przytula kogokolwiek. Raczej jak ktoś, kto okazuje troskę poprzez zadawanie trudnych pytań i sprawdzanie, czy życie jego córek jest odpowiednio zabezpieczone od każdej możliwej strony. I Teddy starała się to zrozumieć. Problem polegał na tym, że siedząc pod tym jego spokojnym spojrzeniem, czuła się bardziej oceniana niż poznawana.
Bezgłośnie wciągnęła powietrze przez nos, przysłuchując się rozmowie narzeczonej z ojcem, aż April została poproszona przez matkę o pomoc w kuchni. Krótkie muśnięcie dłoni na ramieniu miało dodać jej otuchy, ale efekt był odwrotny - zadziałało to mniej więcej tak skutecznie, jak plaster przy złamaniu otwartym, bo dopiero wtedy naprawdę dotarło do niej, że właśnie została sama z Paulem. I nagle cały ten ogromny, elegancki dom Finchów zrobił się jeszcze bardziej onieśmielający niż wcześniej. Przez moment próbowała skupić się na czymkolwiek innym. Słyszała głosy dobiegające z kuchni i dźwięk odsuwanego naczynia, ale to wszystko szybko stało się jedynie tłem dla ciszy, która rozlała się po jadalni. Teddy miała idiotyczną nadzieję, że może na tym się skończy. Że może oboje po prostu przeczekają tę chwilę w uprzejmym milczeniu, aż Abigail i April wrócą z kuchni.
Oczywiście los jej nienawidził.
April bardzo szybko się angażuje — odezwał się w końcu Paul spokojnym tonem.
Teddy uniosła wzrok znad kieliszka. Nie miała jeszcze pojęcia, czy to stwierdzenie czy początek wyjątkowo eleganckiego ostrzeżenia.
Wiem — odparła równie spokojnie.
Paul skinął lekko głową, ale nie wyglądał na szczególnie usatysfakcjonowanego tą odpowiedzią.
A później bardzo trudno znosi rozczarowania — kontynuował, nie spuszczając z niej oczu.
No i proszę. Jednak ostrzeżenie. Darling poczuła napięcie w karku, ale zmusiła się, żeby nie odwracać wzroku.
Panie Finch, znam ją połowę swojego życia. Byłam przy niej, kiedy przeżywała wiele rozczarowań. Nie zamierzam jej skrzywdzić — powiedziała pewnie, ale Paul spojrzał na nią długo i w sposób tak nieprzyjemnie uważny, że przez sekundę miała wrażenie, że widzi wszystkie jej myśli, zanim zdążyła wypowiedzieć je na głos.
Mimowolnie pomyślała wtedy o Trevorze. Jej ojciec prawdopodobnie już dawno nalałby Paulowi następną kolejkę alkoholu, klepnął go w ramię i zaczął opowiadać, jak Teddy w wieku siedmiu lat próbowała ratować gołębia, który wcale nie potrzebował ratunku, bo już nie żył. Próbował jej wmówić, że przecież żyje, tylko śpi. Śpi, kurwa. Bez głowy.
W takim razie wiesz również, że najpierw coś robi, a dopiero potem myśli — Paul dopił whisky i sięgnął po butelkę. I Teddy nagle bardzo wyraźnie zrozumiała, dlaczego April przez całe życie tak desperacko próbowała udowadniać, że potrafi podejmować własne decyzje. — Nie zrozum mnie źle, nie mam nic przeciwko uczuciom. Są użyteczne i motywują ludzi. Ale moja córka działa impulsywnie. Angażuje się emocjonalnie bez pełnej kalkulacji konsekwencji — kontynuował, a z każdym kolejnym słowem Darling czuła się, jakby właśnie dostała ostrzegawcze uderzenie prosto w mostek. — Dlatego nie potrzebuje kogoś, kto będzie ją wyłącznie podziwiał. Potrzebuje kogoś stabilnego.
Pod żebrami pojawiło się ukłucie irytacji. Niewielkie, ale wystarczające.
Myśli pan, że nie jestem stabilna? — zapytała wprost.
Paul uniósł lekko brew.
Myślę, że ludzie bardzo często mylą dobre intencje z gotowością do budowania jakichś relacji, które tam sobie wymyślili — odchylił się na krześle, wciąż jej się przyglądając. Czyli przez cały ten czas nawiązywał do niewystarczających zarobków strażaczki?
Darling otworzyła usta, ale sama nie była pewna, czy ze zdumienia, czy po prostu dlatego, że próbowała jeszcze zareagować na to, co właśnie usłyszała. W głowie miała kilka możliwych odpowiedzi, żadna nie brzmiała wystarczająco dobrze, żeby nie pogorszyć sytuacji. Ostatecznie zamknęła je z powrotem, uznając, że milczenie jest w tym momencie najbardziej bezpieczną formą wypowiedzi. Na szczęście nie musiała mówić nic więcej, bo April z Abigail wróciły do jadalni, a wraz z nimi pojawił się jeszcze bardziej intensywny zapach jedzenia. Paul natychmiast odstawił szklankę whisky na stół i przyklasną z aprobatą w dłonie.
Comber! — powiedział z wyraźnym zadowoleniem. — Jadłaś kiedyś comber z jelenia, Teddy? Czy strażacy raczej nie jadają takich potraw?
Pytanie zabrzmiało uprzejmie, ale Teddy wiedziała, że było to zwykłe zainteresowanie kulinarne. Raczej subtelna sugestia, że istnieją światy, które się nie przecinają i że jej zawód może należeć do tego, w którym takie dania nie są standardem.
Nie jadłam — odpowiedziała szczerze, na co Paul skinął głową, jakby przyjął informację do wiadomości bez większego zaskoczenia. Przecież już wcześniej wysnuł domysły, że jej rzeczywistość nie zahacza o tak wykwintne dania. — Ale chętnie spróbuję. Kolacja nie tylko rewelacyjnie pachnie, ale też wygląda, pani Finch. A smakuje na pewno jeszcze lepiej — uśmiechnęła się do Abigail, odsuwając szklankę z wodą na bok, żeby zrobić więcej miejsca.

zostawię ci na szyi pięć malinek, a ty wytłumacz swojemu tacie, że cię komary kłują
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozmowa z matką w ogóle jej nie uspokoiła. Może i otrzymała dobre rady, ale wdrożenie ich w życie wydawało jej się na ten moment wyzwaniem nie do przeskoczenia. Abigail łatwo było mówić. Sama wybrała sobie Paula na męża, to po pierwsze. Żyła z nim tyle lat, więc chyba jej to odpowiadało. Nie miałaby przecież problemów z rozwodem. Oboje było na to stać, daliby sobie bez siebie radę. April nigdy też nie podejrzewała ich o staromodne poglądy, przez które trwali przy sobie, bo rozstawać się nie wypada. Ta dziwaczna więź między nimi to jednak musiała być miłość. Abigail znała więc tego człowiek na wylot i wiedziała, jak go podejść. Dodatkowo była przecież prawniczką, więc po prostu znała się na rzeczy, umawiała żonglować argumentami. April potrafiła się co najwyżej sprzedać, ale Paul rzadko keidy był zainteresowany kupnem. Starała się jednak przyjąć rady do serca i na szybko znaleźć sposób, który zagwarantuje jej zwycięstwo.
Spojrzała zmartwiona na narzeczoną, gdy wróciła do jadalni. Widziała po niej, że jest spięta. To znaczy – bardziej niż kilka chwil temu. Winowajcą z pewnością był Paul i jakieś jego durne teksty. Zmierzyła ojca wzrokiem, zastanawiając się, co takiego mógł powiedzieć i w ogóle po jaką cholerę się odzywał. Pomogła mamie ustawić wszystko na stole i wreszcie zajęła z powrotem swoje miejsce. Półmiski poszły w ruch, każdy nakładał sobie to, na co miał ochotę. Okazało się, że specjalnie dla April Abigail przygotowała stek z kalafiora z palonym masłem. To akurat był miły gest. Była prawie pewna, że matka zapomniała o jej wegetarianizmie albo po prostu postanowiła go zignorować. A tu proszę bardzo. Jeżeli tylko nie wyjdą w połowie, to wróci do domu najedzona. Wszyscy zajęli się kosztowaniem z własnych talerzy, dzięki czemu na moment zapadła cisza. Okazała się najprzyjemniejszym momentem, odkąd tylko weszły. Uczucie jednak minęło dość szybko. April zaczęła się czuć nią nieco przytłoczona.
Jak w pracy, April? Jakieś ciekawe proje...zaczęła pani Finch, chcąc zapewne zagaić jakąś neutralną rozmowę. Nie dane było jej jednak skończyć. Przerwała jej bowiem córka. Nie celowo, po prostu w podobnym momencie poczuła, że chce coś powiedzieć i nawet nie zauważyła, że Abigail zaczęła.
— Przepraszam, że rzuciłam kieliszkiem — powiedziała głośno. Z wielkim trudem podniosła wzrok z talerza na rodziców. Nie miała zamiaru przepraszać za to, że się postawiła, bo nadal uważała, że miała rację. Rzucanie przedmiotami to jednak lekka przesada, a przynajmniej w tym domu. Wygląda na to, że związek z Teddy powoli oduczał ją burzliwych kłótni, którym tak łatwo dała się ponieść.
W porządku. Zobacz, nie została nawet plama.Abigail wskazała skinieniem głowy miejsce na ścianie, które April poplamiła winem. Faktycznie jakimś cudem nie było niczego widać. Gdyby nie było jej w tej sytuacji, w życiu by nie zgadła, gdzie konkretnie to było. Taka świetna farba? A może jednak to odmalowali? Wszystko jedno. Poczuła lekką ulgę, że chociaż mama była gotowa puścić to w niepamięć. Paul się nie odezwał. Spojrzał tylko na nią, po czym wrócił do combra z nieodgadnioną miną. Wolałaby chyba żeby ją opieprzył. Albo przyznał, że w dupie ma jej przeprosiny. Żeby zareagował... jakkolwiek. Wzięła głębszy wdech po czym osuszyła swój kieliszek na raz. Potrzebowała dodać sobie animuszu.
— Jesteśmy zaręczone — wystrzeliła tą informacją jak ze strzelby. Odezwała się zdecydowanie zbyt głośno, jak na normalną rozmowę, jakby wszystkie emocje musiały się jakoś skumulować w tym tonie. Natychmiast wzięła głębszy wdech, zastanawiając się, czy da się jeszcze cofnąć czas i powiedzieć to jakoś inaczej. Ale się nie dało. Czuła jak serce łomocze jej w piersi jak oszalałe. Matka zastygła w bezruchu, jakby nie była pewna, co teraz należy zrobić. Odłożyła ostrożnie sztućce i sięgnęła po swój kieliszek. Paul z kolei nadal niewzruszony zajmował się własną kolacją.
— I... bierzemy ślub? Znaczy no bierzemy ślub. Po to się człowiek zaręcza, żeby wziąć ślub. To wiadomo chyba. No w każdym razie tak. Zaręczyłyśmy się — zaczęła plątać się we własnych słowach, nie będąc w stanie się uspokoić. Zrobiło jej się strasznie gorąco. Miała ochotę po prostu wstać i wybiec na zewnątrz. Nie miała pojęcia, dlaczego wciąż nie unosiła się nad ich głowami awantura.
Nie jesteśmy ślepiodpowiedział w końcu Paul, spoglądając najpierw na jej dłoń, a potem na dłoń Teddy. Nie próbowały nawet ukrywać pierścionków zaręczynowych, co faktycznie mogło być pewnym spojlerem. April wpatrywała się w niego, licząc na dalszą cześć wypowiedzi. Nic takiego jednak się nie pojawiało.
Od jak dawna?odezwała się w końcu Abigail. Pytanie brzmiało bardzo rzeczowo, paskudnie spokojnie. Wygląda na to, że tym razem to ona weszła w rolę przesłuchującego. April odruchowo splotła palce i wyłamała je z cichym trzaskiem.
— Od... niedawna. Wszystko wydarzyło się w tym miesiącu no i.. w ogóle — odpowiedziała, stawiając każde słowo bardzo niepewnie. Niby podawała tylko suche fakty, ale czuła się, jakby tłumaczyła się z morderstwa.
Mhm.To była jedyna odpowiedź od Abigail, jaką na ten moment otrzymała. W tym cichym mruknięciu wyraźnie było czuć niezadowolenie. Problem w tym, że April nie miała pojęcia, co konkretnie jest problemem. Fakt, że jej narzeczoną była akurat Teddy? Czy to, że mówią o tym dopiero teraz, słowem wcześniej nie wspominając, jak poważna stała się ich relacja? Spojrzała skołowana na swoją narzeczoną czując, że za kilka chwil prawdopodobnie zapadnie się pod ziemie.

Powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Siedziała bardzo prosto, trochę zbyt prosto jak na sytuację, która z założenia miała być zwykłą kolacją. Starała się wyglądać spokojnie, ale w środku była napięta jak struna i cały czas świadoma tego, co robi. Zwracała uwagę na to, jak trzyma ręce, jak odkłada sztućce i czy nie milczy zbyt długo. Albo czy nie odzywa się zbyt szybko. Od momentu, kiedy została sama z Paulem, zamiast mówić naturalnie, zaczęła najpierw układać odpowiedzi w głowie, a dopiero potem je wypowiadać. A to tylko pogorszało sprawę. Teddy jednak najbardziej męczyło to, że nie wiedziała, jak powinna się zachować, żeby było dobrze. Każda wersja jej zachowania wydawała się potencjalnie niewystarczająca. Jeśli była uprzejma i ostrożna, miała wrażenie, że wychodzi zbyt zachowawczo. Jeśli próbowała odpowiadać bardziej swobodnie, bała się, że brzmi nie na miejscu. To ciągłe balansowanie między tymi dwoma opcjami zaczynało ją frustrować. I jeszcze to poczucie, że jest oceniana. Pan Finch lustrował ją wzrokiem tak uważnie, jakby prowadził w głowie szczegółowy raport jakościowy jej egzystencji. Nawet kiedy podnosiła szklankę z wodą do ust, miała wrażenie, że robi to niewłaściwie, bo istnieje jakiś tajemny, akademicki sposób picia wody, który jest znany tylko jemu, a którego ona najwyraźniej nie opanowała.
Powrót narzeczonej nieco ją uziemił. Opuściła opuściła jedną rękę i przelotnie dotknęła jej kolana. Wtedy padła wzmianka o plamie na ścianie i Darling automatycznie przeniosła wzrok w miejsce, które wskazała pani Finch. Faktycznie - nic tam nie było. Ściana wyglądała zupełnie zwyczajnie, jakby nic nigdy nie zabrudziło jej idealnej, śnieżnobiałej powierzchni. Gdyby April sama nie opowiedziała, że rzuciła kieliszkiem, nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że w ogóle mogło dojść do takiej sceny. Spróbowała combra i już miała wychwalać Abigail i jej kuchnię pod niebiosa, kiedy ukochana jednym haustem opróżniła kieliszek i oznajmiła swoim rodzicom o zaręczynach.
Teddy tak się zapowietrzyła, że niemal zakrztusiła się kawałkiem mięsa. Przycisnęła sobie pięść do mostka i zastukała kilkakrotnie, przepijając jedzenie resztką wody. Natychmiast sięgnęła po karafkę i na nowo napełniła szklankę. Nie miała pojęcia, skąd to zaskoczenie. Przecież właśnie po to tutaj przyszły. Nie spodziewała się jednak, że narzeczona tak szybko obwieści tę nowinę. Może powinny poczekać z tym chociaż do deseru? Rodzice April nie pospadali z szoku ze swoich krzeseł. Ba, ojciec nawet zauważył pierścionki na ich palcach i Teddy chyba nie doceniła jego spostrzegawczości.
Wychwyciła zdezorientowane spojrzenie ukochanej i odchrząknęła cicho, czując, że powinna coś powiedzieć. Tylko co? Oficjalnie poprosić pana Fincha o rękę jego córki? Nie, to dopiero durne. Nie były przecież w żadnych głupi Love is blind, czy innym programie rozrywkowym. Nawet Paul nie był taki blind, skoro dostrzegł biżuterie zdobiące ich dłonie.
A nie uważacie, że to jednak trochę za szybko? — dopytała Abigail, nie spuszczają z nich wzroku, ale to, jak zacisnęła palce na kieliszku z winem sugerował, że próbowała się czegoś przytrzymać. Znalazła sobie na to bardzo dziwaczny sposób. Mogła przynajmniej złapać za krawędź krzesła.
Teddy, dostrzegając, że April wyłamuje sobie palce, odruchowo złapała ją za rękę, powstrzymując od dalszego robienia sobie krzywdy.
Jesteśmy razem niecałe pół roku, ale znamy się praktycznie od zawsze, więc stwierdziłyśmy, że bez sensu dłużej zwlekać — uśmiechnęła się na tyle, na ile pozwoliły kąciki ust. Czyli na nie wiele, bo Darling była przekonana, że dostała jakiegoś jednostronnego paraliżu twarzy. A może to po prostu udar? Najwyżej umrze przy tym stole. Mówi się trudno. Będzie szybciej po wszystkim.
Mhm — mruknął kolejny raz Paul. Cokolwiek miało to oznaczać. Na pewno nic dobrego. — Bez sensu to jest wasza decyzja — skwitował krótko, nawet na nie nie patrząc, a Darling miała nieodparte wrażenie, że właśnie oberwała obuchem prosto w głowę. Ale czego ona się właściwie spodziewała? Że wstanie i zacznie im serdecznie gratulować? A może wzniesie toast?
Wiem, że pan mnie nie lubi — wypaliła nagle, zanim zdążyła wycofać się z tego absurdalnego pomysłu. Dopiero to sprawiło, że mężczyzna odłożył sztućce i podniósł wzrok.
To bardzo poważne stwierdzenie — powiedział niewzruszonym tonem.
Teddy przełknęła ślinę, ale nie odwróciła oczu.
Może tak. Ale takie mam wrażenie — odpowiedziała szybko. — I szczerze mówiąc, nie rozumiem dlaczego. Bo jeśli o moją pracę, to w porządku. Straż pożarna nie jest czymś, co brzmi bezpiecznie albo stabilnie w takim sensie, jak pan pewnie to rozumie. Ale to nie wszystko, co panu przeszkadza, prawda? Więc o co chodzi? — puściła dłoń narzeczonej i rozłożyła bezradnie ręce.
Paul patrzył na nią bez żadnej natychmiastowej reakcji. Nie uniósł brwi, nie zmarszczył czoła, nie okazał zaskoczenia w sposób, który można by łatwo odczytać. Po prostu patrzył i milczał. I to milczenie nie było tak niezręczne, że Teddy zaczęła żałować własnych słów, ale jednocześnie nie była w stanie ich cofnąć.

ponoć jesteśmy dla siebie stworzeni, płyniemy jednym rejsem żeglugi
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”