-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przeniosła wzrok na matkę, kompletnie nie pojmując, skąd wzięło jej się to pytanie. Doskonale przecież wiedziała, odkąd się przyjaźniły. Znając jej skrupulatność, to pewnie pamiętała dzień, w którym April po raz pierwszy jej o Darling opowiedziała. Czemu więc wydawało jej się to dziwne? Odkąd April dowiedziała się, że rodzice jej partnerki wyczekiwali ich oświadczyn jak ziemia dżdżu, będąc od dawna święcie przekonanymi, że do nich dojdzie, zaczęła mieć jakieś dziwaczne wymagania względem rodziców i ich reakcji. Nie spodziewała się, że tak szybko zaczną je wszystkie demolować.
Spojrzała na ojca, kiedy ten stwierdził, że pomrukiwanie będzie również jego strategią w dyskusji. W ogóle nie poczuła ulgi, że pozbyła się z ramion ciężaru tego sekretu. Poczuła się przytłoczona nim o wiele mocniej niż kiedykolwiek. Wprawdzie wyszedł już ze sfery tajemnicy, ale na razie nie wyniknęło z tego nic dobrego. A wręcz przeciwnie, zaczęło to skręcać w jakimś okropnym kierunku. Spojrzała na ich dłonie, licząc, że to ją nieco uspokoi. Niespecjalnie to pomogło. Chociaż z drugiej strony, gdyby Teddy nie było teraz obok niej, pewnie zwariowałaby do reszty.
— Nie powiedziałbym, że praca w straży mi przeszkadza. To twoja ścieżka zawodowa, nie moja. Wydaje mi się natomiast, że nie jesteś osobą, która... — przerwał, ponieważ po drugiej stronie stołu szurnęło krzesło, a zaraz po tym huknęło o podłogę. April podniosła się z miejsca na tyle gwałtownie, że dokonała lekkiej demolki. Wbiła w ojca wściekłe spojrzenie. Miała wrażenie, że wewnątrz cała się gotuje. Przed momentem przepraszała za rozbicie kieliszka, a teraz miała ochotę cisnąć całą ich lodówką na wino.
— Nawet tego, kurwa, nie dokańczaj — warknęła. W środku aż cała dygotała. Nie miała pojęcia, jakimi mitycznymi siłami udawało jej się utrzymywać w jednym miejscu i nie dostać jakiegoś ataku.
— April... — odezwała się jej matka tonem, który miał chyba być próbą uspokojenia córki. Nigdy nie było im po drodze z awanturami, a to, co się teraz działo, było przecież bardzo dalekie od wizji, jaką Abigail miała na ten wieczór.
— Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, ale też nie wiem, czemu miałoby mnie to obchodzić. Nie przekonało cię piętnaście lat przyjaźni, nie przekonuje cię też fakt, że chcę za nią wyjść... to ja nie wiem, co niby miałoby zmienić twoje zdanie. To powinny być twoje jedyne argumenty, by zdecydować, czy lubić Teddy czy też nie. — Nie przejęła się kompletnie matką, nawet na nią nie spojrzała. Wciąż gromiła wzrokiem ojca, próbując jakkolwiek pojąć, jak on mógł się zachowywać w ten sposób. Przecież nie oczekiwała, że nagle zaczną chodzić razem na zakupy i spacery do lasu. Miał się po prostu cieszyć szczęściem córki, a nie odwalać takie szopki. Zacisnęła szczęki, czując, jak w oczach zbierają jej się łzy. Za nic w świecie nie chciała jednak złamać się tak szybko i po prostu się rozpłakać. Choćby miały jej popękać zęby, będzie sterczeć taka spięta, póki nie uda jej się zdusić w środku tych odczuć albo Paul jednak nie przeprosi.
— Nikt nie bierze niczego innego pod uwagę. Nie mamy zamiaru sterować twoimi wyborami. Jesteś dorosła, podejmujesz odpowiedzialne decyzje i informujesz nas o tym, kiedy przyjdzie ci ochota — podjęła znowu Abigail, starając się zachować spokój. April nadal na nią nie patrzyła, ale usłyszała minimalną zmianę w jej głosie, być może niedostrzegalną do kogoś, kto nie mieszkał z tą kobietą przez dwadzieścia lat. Pojawiło się w niej jakieś wahanie, jakiś stres albo smutek.
Nie liczy się nic, liczą się przyspieszone tętna
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Paul nawet nie próbował ukrywać swojego stanowiska. Nie powiedział wprost, że nie akceptuje Teddy, ale każde kolejne zdanie właśnie do tego zmierzało. Siedziała nieruchomo, kiedy Paul zaczął mówić o straży. W pierwszej chwili jeszcze próbowała wmówić sobie, że może źle go zrozumiała. Że może rzeczywiście chodziło mu wyłącznie o pracę, o ryzyko, o godziny, o cokolwiek, co rodzice zwykle wyciągają, kiedy martwią się o przyszłość własnych dzieci. Ale sposób, w jaki urwał zdanie, powiedział jej wystarczająco dużo. Spojrzała na niego uważniej, próbując zrozumieć, co właściwie chciał powiedzieć. Nie była głupia. Wiedziała, jak ludzie czasem patrzą na strażaków. Wiedziała też, że część osób widzi w niej przede wszystkim kobietę, która wykonuje męski zawód. Była do tego przyzwyczajona. Komentarze, głupie żarty, niedowierzanie - wszystko to przerabiała już wcześniej. Ale tutaj nie chodziło tylko o straż.
I właśnie wtedy krzesło April z hukiem odsunęło się od stołu.
Teddy drgnęła mimowolnie i automatycznie mocniej zacisnęła palce na jej dłoni, choć sekundę później April już stała. Nie była zaskoczona, że narzeczona wybuchła. Bardziej zaskoczone byłaby chyba wtedy, gdyby siedziała dalej spokojnie i pozwalała ojcu kończyć tamto zdanie. Znała ją za dobrze. Wiedziała, jak reaguje, kiedy czuje się przyparta do ściany albo kiedy ktoś uderza w coś dla niej ważnego. A Darling była dla niej ważna. To akurat było widać aż za bardzo.
— April — tym razem to ona zaczęła uspokajającym tonem, ale innym niż ten, którego użyła Abigail. — Daj spokój. Jest w porządku. Naprawdę — dodała jeszcze, chociaż nic nie było w porządku i nic było takie, jak być powinno.
Spuściła na chwilę wzrok. Nie chciała patrzeć na Paula w momencie, kiedy April praktycznie wbijała go w krzesło samym spojrzeniem. Nie chciała też, żeby Abigail miała poczucie, że siedzi naprzeciwko nich ktoś osądza każdy ich ruch. Finchowie właśnie dowiedzieli się o czymś ogromnym, a przecież nieczęsto mieli pojęcia, co dzieje się w życiu własnej córki, która mówiła im to, na co miała akurat ochotę. Informacja o zaręczynach spadła na nich jak grom z jasnego nieba. To oczywiście nie usprawiedliwiało ich zachowania, ale Darling próbowała postawić się w ich sytuacji.
— Nie mamy zamiaru sterować twoimi wyborami, ale to nie oznacza, że będziemy je akceptować . Nie mogę wypowiadać się za matkę, ale ja tego zwyczajnie nie toleruję— oświadczył Paul, jak gdyby nigdy nic, dolewając sobie whisky.
Teddy wiedziała, że to zdanie zostanie z nimi na długo. Nie była pewna, czy April słyszy teraz cokolwiek poza samym odrzuceniem. I trudno było jej się dziwić. Sama poczuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami, mimo że przez większość wieczoru próbowała zachowywać spokój. Bo właściwie, co to miała oznaczać? Nie akceptować Teddy? Nie akceptować ich związku? Czy może całego życia, które chciały razem zbudować.
Przez chwilę w jadalni zapanowała cisza tak ciężka, że Darling miała ochotę po prostu wstać od stołu i wyjść, zanim sytuacja rozleci się całkowicie. Ale nie ruszyła się nawet o milimetr. Spojrzała w końcu na April i dopiero wtedy naprawdę dotarło do niej, jak źle to na nią działa. Wściekłość nadal tam była, ale pod nią kryło się coś znacznie gorszego. Rozczarowanie. Takie prawdziwe, dziecięce wręcz rozczarowanie własnym rodzicem. Jakby część niej nadal naiwnie liczyła, że ojciec po prostu potrzebuje chwili, a potem powie coś, co wszystko naprawi. Przełknęła ślinę i odruchowo uniosła dłoń, chcąc sięgnąć jej przedramienia, ale zatrzymała się w połowie ruchu. Nie była pewna, czy ukochana w ogóle byłaby teraz w stanie przyjąć jakikolwiek gest uspokojenia. I chyba po raz pierwszy od momentu wejścia do tego domu naprawdę pomyślała, że żadna z nich nie była przygotowana na to, jak źle może pójść ta rozmowa.
— Powinnyśmy już iść — odezwała się cicho, odsuwając swoje krzesło. — Bardzo dziękujemy za gościnę, pani Finch — zwróciła się do Abigail, bo Paulowi nie miała za co dziękować.
— Usiądźcie. Porozmawiajmy normalnie — spróbowała pani Finch, ale Teddy pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że to fatalny pomysł. Może kiedy indziej, ale na pewno nie teraz.
moja droga byłaś ze mną, kiedy moja droga była kręta
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zacisnęła pięści, gdy Paul wreszcie się odezwał. Wbrew pozorom nigdy nie uważała przemocy za rozwiązanie, ale tym razem zaczęła poważnie się nad nią zastanowić. Tego na pewno by się nie spodziewał. Może szok pozwoliłby wbić mu do łba nieco rozsądku? Nie była w stanie objąć rozumem, co takiego zrobiła źle. Z jakiego powodu ojciec się nad nią znęcał? Tyle lat wychodziła ze skóry, by być wzorową córką i po co to wszystko? Dla niego najwyraźniej to było za mało. Odwidziało mu się wszystko, gdy przestała podążać posłusznie za każdym jego najdrobniejszym słowem? Ściśle łączyło się to z wpuszczeniem Teddy do swojego życia, ale nie wierzyła, że Paul mógł być aż tak małostkowy. Sprowadził na świat dzieci, a nie roboty do zaprogramowania. To przecież nie tak, że April kompletnie porzuciła wszystko, czego nauczyli jej rodzice i się na nich wypięła. Przez kolejne kilkanaście lat nadal starała się być wymarzoną córką, ale trochę bardziej na swoich zasdach.
Drgnęła, chcąc od razu posłuchać pomysłu Teddy i po prostu stamtąd wyjść. Nie była jednak w stanie zmusić ciała do większego ruchu. Cały czas czuła, że sprawa jest co najmniej niedokończona. Spokojny ton matki wcale nie pomagał. Jej próby załagodzenia sytuacji były kompletnie nijakie, a co ważniejsze, skierowane w nieodpowiednią stronę.
— Nie tolerujesz faktu, że jestem szczęśliwa? A może nie podoba ci się fakt, że to akurat ja z całej trójki jestem jedyną, która daje ci jakiekolwiek szanse na wymarzone wnuki? Problem jest w Teddy czy we mnie? — Zacisnęła mocno wargi, znowu powstrzymując chęć rozpłakania się. Na ten moment wydawało jej się to jedyną rozsądną możliwością. Darling nie zrobiła jej przecież nigdy niczego złego. Czy Paul byłby równie zniesmaczony, gdyby przyprowadziła tutaj jakąkolwiek inną kobietę? Mogło tak być. Może przez te wszystkie lata April była po prostu durna, że zakładała, że ojciec miał takie duże problemy z akceptacją jej partnerek, a to przez cały czas chodziło wyłącznie o jego córkę?
— April, nikt czegoś takiego nie powiedział. Zrozum, że jesteśmy nieco zaskoczeni tempem, z jakim to wszystko się dzieję. Zrobiłyście to bardzo szybko, a mimo tego mówicie nam bardzo późno — odezwała się znów Abigail, próbując jakoś wytłumaczyć córce własne nerwy. April na moment przeniosła wzrok na matkę i skinęła głową. Wierzyła, że to mogło być dla niej trudne. Dzieci ukrywające przed rodzicami tak ważne aspekty swojego życia nie robią tego bez powodu. To musiał być dla niej kubeł zimnej wody. Nie usprawiedliwiało to jednak w żaden sposób zachowania Paula.
— Jak szybko zmienisz zdanie? — Przeniosła wzrok z powrotem na ojca, który wpatrywał się w nią, obracając szklankę w dłoniach. Cierpliwie czekał na odpowiedź, niezrażony nerwami, które wyżywała na nim córka. Praca nauczyła go, że nie warto reagować na podniesiony głos i słowa rzucane w emocjach. Problem w tym, że to był moment, w którym powinien porzucić te wszystkie nauki i zrobić wszystko na odwrót. April kompletnie już wmurowało. Nie spodziewała się usłyszeć takiego zarzutu. Doskonale wiedział, gdzie uderzyć, żeby zabolało.
— Pierdol się — powiedziała dużo ciszej niż zamierzała. Może uszłoby z niej nieco emocji, gdyby wykrzyczała mu to prosto w twarz, ale nie dała sobie z tym rady. Odechciało jej się wszystkiego. nawet płakać.
Czasami chciałbym być zrobiony z klocków lego, Byś mogła mi wymienić głowę, gdy ją mam za ciężką
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kiedy padł temat dzieci, Paul parsknął cicho pod nosem. Naprawdę parsknął. Teddy momentalnie poczuła, jak robi jej niedobrze.
— Wnuki? — powtórzył, unosząc lekko brwi. — April, proszę cię. Jesteście dwiema kobietami. Nie muszę chyba mówić, jak to wygląda. Nie rób z tego argumentu — pokręcił powoli głową, jakby córka właśnie powiedziała coś absurdalnego.
Darling wciągnęła gwałtownie powietrze przez nos. Nie chodziło nawet o samą treść. Bardziej o sposób, w jaki to powiedział. Jakby wszystko, co dotyczyło ich relacji, było dla niego czymś teoretycznym. Niepełnym. Gorszym. Abigail od razu próbowała wejść w słowo i złagodzić sytuację, ale Teddy już prawie jej nie słuchała. Cała była skupiona na tym, jak bardzo chce zabrać stąd April.
Jak szybko zmienisz zdanie?
Tym razem zamarła. Naprawdę przez sekundę miała wrażenie, że źle usłyszała. Spojrzała na niego natychmiast, a on nawet nie wyglądał na poruszonego własnymi słowami. Wręcz przeciwnie — sprawiał wrażenie człowieka przekonanego, że właśnie zadał bardzo logiczne pytanie.
— Słucham? — wyrwało jej się gardłowo, zanim zdążyła się powstrzymać.
Paul przeniósł na nią wzrok.
— No co? — zapytał, dalej obracając szklankę w dłoniach. — Chyba nie będziemy udawać, że April słynie z konsekwencji życiowych decyzji? — wskazał głową na córkę. To było już jawnie złośliwe.
Na zewnątrz Darling próbowała trzymać fason, ale równolegle zaczęła myśleć o czymś, czego wcześniej nie dopuszczała do siebie w takiej formie. I poczuła coś, czego nie planowała czuć w ogóle. Niepewność. Nie wobec tego, co sama czuje. To było dla niej jasne. Ale wobec tego, czy April jest w tym samym miejscu. Znała ją. Nie tylko w tym dobrym sensie, ale też w tym trudniejszym. Widziała ją przez lata w relacjach, które zaczynały się intensywnie, a potem gasły. I w momentach, w których Finch była pewna, a potem nagle, kiedy coś stawało się zbyt poważne albo zbyt wymagające emocjonalnie, zaczynała się wahać.
Teddy szybko zaczęła się na siebie złościć. Bo to było dokładnie to, czego chciał Paul. Próbował zasiać w niej te wątpliwości, a to nawet nie były jej wątpliwości. Nie jej obserwacje w tym momencie. To zostało wrzucone w nią jednym zdaniem i teraz próbowało się rozwinąć dalej, zupełnie bez jej zgody.
— Rozumiem, co pan próbuje zrobić. Sugeruje pan, że to nie jest przemyślana decyzja. Że April może się wycofać, bo to coś chwilowego — odezwała się nieco ochrypłym głosem. Bardzo chciała zostać usłyszana i żeby wybrzmiało to głośniej niż pierdol się, które chwilę wcześniej padło z ust narzeczonej. I chyba zadziałało, bo mężczyzna przeniósł na nią wzrok. — Jeśli ma pan jakieś zastrzeżenia co do mnie, to okej. Może pan je mieć. Ale nie zgadzam się na to, żeby budować je kosztem April — dodała stanowczo, na co Paul wypuścił krótki, pozbawiony humoru śmiech. Pokręcił głową, jakby nie dowierzał, że ta rozmowa naprawdę tak się toczy.
— Czyli według ciebie manipuluję rozmową? — uniósł brwi i odstawił szklankę na stół. — I jeszcze masz czelność mnie oceniać? W moim własnym domu? — wbił w nią spojrzenie tak intensywne, że Teddy czuła, jak prześwietla ją do samych kości.
— Paul — wtrąciła pani Finch. — Nie podoba mi się sposób, w jaki się do tego zabrałeś. Ani ton, ani to, jakie wnioski próbujesz tu forsować przy stole — wyraziła swoją dezaprobatę i spojrzała na córkę. — Usiądźmy i dokończmy kolację — poprosiła, chyba naprawdę licząc, że teraz April, jak gdyby nigdy nic, zasiądzie z powrotem przy stole.
a gdy się boisz, to najgłośniej krzycz, widzę cię, jak stoisz i szczekamy jak przydrożne psy
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jego opinia na temat braku stabilności ugodziła ją za to na wskroś. Zabolała wyjątkowo moco, wręcz obezwładniająco. Miała wrażenie, że ktoś przebił ją lodowym oszczepem, a mróz w błyskawicznym tempie rozchodził się na całe jej ciało. W tej krótkiej opinii usłyszała na swój temat dużo więcej niż kiedykolwiek chciała. Ojciec miał o niej dużo gorsze zdanie niż podejrzewała. Zdawała sobie sprawę, że znacznie różnią się podejściem do życia, ale że potrafią docenić swoje zalety i plusy wynikające z podejmowanych decyzji. Wygląda na to, że to było jednostronne. Paul nadal patrzył na nią jak na kilkunastoletnie, durne dziecko. Nie trakował jej poważnie, więc nic dziwnego, że nie podchodził w ten sposób do zaręczyn. Były dla niego taką samą mrzonką jak każde nowe hobby, w jakim się zatracała albo jak każda dziewczyna, dla której traciła głowę z dnia na dzień. Nie widział żadnej różnicy między jej przelotnymi romansami, a kobietą, którą przyprowadziła dziś do domu. W ogóle nie rozumiał jej sposobu myślenia, nie nadążał za jej uczuciami. Nie miał zamiaru dać jej jakiejkolwiek aprobaty, choć tak strasznie się o nią zawsze starała. Znowu okazało się, że w jakiejś kwestii była niewystarczająca. Była za mało poukładana, by spełnić jego wymagania, a z drugiej strony za mało zbuntowana, żeby mieć to gdzieś. Kochała go przecież całą sobą i dużo bardziej wolałaby widzieć go nadal jak tego gościa, który dla niej przekopywał internet w poszukiwaniu informacji o ptakach.
Kolejne słowa wypowiadane przez Teddy i Paula docierały do niej niewyraźnie jakby siedziała pod wodą. Wiedziała, że ta rozmowa i tak niczego teraz nie zmieni. Nikt nie był tutaj gotowy, by przyjąć cudzą opinię. Mogli tylko przeganiać się w tym, kto zada komu więcej bólu i z jaką wprawą będzie wbiać kolejne szpilki. To nie była rywalizacja, w której chciała brać udział. Uwielbiała wygrywać, ale tym razem czuła, że w każdej opcji poniesie porażkę. Pokręciła głową, gdy dotarło do niej, że matka po raz kolejny próbuje ich wszystkich uspokoić i przywrócić stan rozmowy sprzed oświadczenia o oświadczynach. Na to również nie mogła się zgodzić.
— Niepotrzebnie tu przyszłyśmy — rzuciła tylko i od razu skierowała się w stronę wyjścia. W głowie huczało jej od emocji, czuła się jak naćpana. Parła przed siebie na pamięć. Dobrze, że miała pamięć mięśniową, bo nie wiedziałaby teraz, jak otwiera się drzwi. W tym całym amoku zapomniała nawet spojrzeć, czy narzeczona ruszyła za nią. Potrzebowała tlenu, bo inaczej zemdleje. Wypadła na zewnątrz i przeszła kilka chwiejnych kroków. Zatrzymała się wreszcie na środku trawy, nie wiedząc, co zrobić dalej. Iść do domu na piechotę? Wsiąść do samochodu? A może uszczypnąć się i zdać sobie sprawę, że to wszystko bylo tylko głupim snem? Sparaliżowana niemożnością podjęcia decyzji kucnęła tam, gdzie stała i schowała twarz w dłoniach.
— April... — Usłyszała w końcu za sobą głos matki. Abigail wyszła na zewnątrz i zatrzymała się obok córki. Chyba nie przemyślała tego, co powie, bo na imieniu nieco się zawiesiła. Wzięła głębszy wdech i odwróciła na moment wzrok, by pozbierać myśli, dokładnie w taki sam sposób, jak często robiła to April.
— Cieszę się, że jednak przyszłyście. Przyznaję, że nie do końca za tym nadążam, ale nie twierdzę, że któraś z was zrobiła coś złego. Zależy mi jedynie na tym, by podejmowane przez was decyzje dawały wam poczucie bezpieczeństwa — podjęła spokojniejszym tonem. Ostrożnie dobierała słowa, wyraźnie próbując odciąć się od agresji słownej, którą zaserwował jej mąż. Wyraźnie też nie miała pojęcia, w jaki sposób okazać dziecku miłość, by wyglądało to naturalnie.
— Jeżeli będziecie chciały, chętnie porozmawiam z wami o tym wszystkim przy innej okazji. Chciałabym, żebyś mi wszystko opowiedziała, April — dokończyła wreszcie. To chyba była próba zakopania topora wojennego przynajmniej między ich trójką. Finchówna nie miała jednak siły podjąć decyzji ani nawet niczego nie odpowiedzieć. Całą energię skupiła na kucaniu i próbie nie rozpadnięcia się na kawałki.
I taką wodą być, Co otuli ciebie całą, Ogrzeje ciało, zmyje resztki parszywego dnia
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W środku czuła zbyt wiele naraz, żeby móc to sensownie uporządkować. Irytację, bo sposób prowadzenia dialogu przestał być dla niej akceptowalny już dobre kilka minut temu. Dyskomfort, bo miała poczucie, że jest stale oceniana i ustawiana w roli, w której nie chce się znaleźć. I wyrzuty sumienia, że w ogóle namówiła narzeczoną na konfrontację z rodzicami. Powinna przewidzieć, że może dojść do podobnej sytuacji. A do tego dochodził jeszcze sposób, w jaki pan Finch wypowiadał się o własnej córce. Jakby April nie była dorosłą osobą podejmującą własne decyzje, tylko kimś, kogo można ocenić na podstawie wcześniejszych schematów.
Nagle ukochana obróciła się na pięcie i wystrzeliła z jadalni jak z procy. Darling nawet nie zdążyła zareagować. Stała wciąż w tym samym miejscu, tępo wpatrując się w Paula. Chwilę potrwało, zanim się otrząsnęła i ruszyła prosto do wyjścia.
— Lepiej nie przyzwyczajaj się do takiego stanu rzeczy — powiedział jeszcze za nią pan Finch, a Teddy napięła się tak bardzo, że zamiast skręcić we frontowe drzwi, szarpnęła za klamkę tych, za którymi znajdowała się łazienka.
Wszystko działo się jak w slow-motion. Kątem oka widziała, jak Abigail wychodzi za April, która kucała na trawie przed domem. Postanowiła do nich dołączyć, ale dopiero po chwili. Nie miała pojęcia, czy to odpowiedni moment na czas matki z córką i czy narzeczona ma na to ochotę, ale wolała na razie trzymać się na uboczu. Dopiero gdy pani Finch odwróciła się w jej stronę, Teddy uśmiechnęła się krótko i podeszła bliżej.
— Może następnym razem spotkacie się we dwie? — zasugerowała sztywno. To nie tak, że chciała się odciąć, żeby w tym nie uczestniczyć. Chyba jednak lepiej będzie, jeśli April spotka się z matką sam na sam, najlepiej na jakimś neutralnym gruncie. I bez Paula.
Abigail pokiwała głową, choć jakoś bez przekonania. Przykucnęła przy córce i przez moment wyglądała tak, jakby chciała ją przytulić, ale jedyne, na co było ją stać, to na położenie dłoni na jej ramieniu. Podniosła się do pozycji stojącej, wyminęła strażaczkę i skierowała do domu.
Darling poczekała aż drzwi zamkną się za jej plecami i spojrzała na April. Widok ukochanej praktycznie siedzącej na wilgotnej trawie, poruszył ją bardziej niż cała ta szopka przy stole. I znów poczuła pod żebrami ukłucie winy. Jak mogła pomyśleć, że może rozmowa twarzą w twarz z Finchami coś zmieni i że może warto spróbować, zanim zaczną budować między sobą jeszcze większy mur? Świetny, kurwa, pomysł. Jakby tego było mało, w głowie nadal miała wcześniejsze słowa Paula o zmianie zdania. I choć próbowała to od siebie odsunąć, to nie dawało jej spokoju i nie chciały zniknąć.
Powoli podeszła bliżej i przyklękła obok April. Wyciągnęła rękę, przyciągając do siebie.
— Hej — odezwała się cicho. To było wszystko, na co ją teraz stać. Nie miała żadnego mądrego komentarza. Żadnego pocieszenia, które mogłoby nagle sprawić, że ten wieczór przestanie istnieć. Albo przynajmniej boleć. Przesunęła kciukiem po jej policzku, na którym złożyła czuły pocałunek. — Chodźmy stąd. Zabiorę cię w fajne miejsce — powiedziała już o wiele pewniej. Pomogła jej wstać i obejmując mocno ramieniem, poprowadziła w stronę zaparkowanego na podjeździe samochodu.
zabiorę cię właśnie tam, gdzie jutra słodki smak
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Drobnym ratunkiem okazał się dotyk. Był zbyt subtelny, by zburzyć dopiero co ustawione mury, ale dawał nadzieję na jakiś pozytywny finał tej całej historii. Pewnie był oddalony dość mocno w czasie, ale mogła przecież poczekać. Chciała się przytulić do Abigail, ale nadal nie miała odwagi się ruszyć. Pani Finch nie zdobyła się na ten gest sama z siebie, przez co trwały przez chwilę w takim zawieszeniu. Zdolności April do radzenia sobie z emocjami nie były specjalnie rozwinięte i jak na dłoni było widać, że nie miała szans wynieść ich z domu. Właściwie teraz to ona mogłaby udzielić rodzicom jakichś korepetycji, ale raczej nie byli chętni na dokształcanie się w tej kwestii. No dobra, Abigail pewnie byłaby gotowa spróbować. O Paulu nie było nawet mowy.
Wtuliła się w narzeczoną, kiedy ta ją objęła. Miała ochotę wtopić się w jej ciało. Chciała wniknąć pod skórę i zostać tam na długo. Czułaby się bezpieczna i spokojna. Byłoby ciepło i bezpiecznie. Musiały jednak dalej stawiać czoła rzeczywistości i jakoś funkcjonować z tym wszystkim co usłyszały. Przede wszystkim trzeba było się wydostać z podwórka Finchów. Poszła za nią do samochodu, usiadła na miejscu pasażera i westchnęła krótko.
— A może po prostu pojedziemy do domu? Nie mam energii na fajne miejsca — zaproponowała smutno, uśmiechając się przy tym przepraszająco, jakby to faktycznie w tym momencie stanowiło problem. Nie chciała własną utratą humoru jeszcze bardziej zepsuć dnia narzeczonej. I tak już można było go wyrzucić do śmieci. Spuściła wzrok i zaczęła wpatrywać się we własne dłonie leżące na udach. Wszystko poszło całkowicie na odwrót niż miała nadzieję. Nie osiągnęła właściwie niczego, a nawet straciła więcej niż ostatnio. Obróciła pierścionkiem zaręczynowym na placu, szukając w nim jakiejś stabilizacji.
— Poszło gorzej niż myślałam. Chyba wolałabym żeby mnie wydziedziczył czy coś. Albo chociaż okłamał. Jego zdanie na mój temat jest... — zawiesiła głos, nie będąc pewną, jak dokończyć. Czuła się tak strasznie zawiedziona samą sobą. Wbiła się mocniej w fotel, garbiąc się pod ciężarem oczekiwań, którym zdecydowanie nadal nie potrafiła sprostać. Nikt tak szybko nie potrafił wybić jej z rąk wszystkich powodów do dumy i radości jak Paul. Nie żeby to była jakaś nowość. Zawsze przecież taki był. Tak samo zachowywał się w kwestii tak prozaicznej jak oceny w szkole. Może przez to miała nadzieję, że w poważnej sprawie chwyci się jednak innego podejścia? Cóż, zdecydowanie się pomyliła.
Puść mi piosenkę w której jest coś o mnie. Może tak się dowiem, co mam teraz zrobić
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jasne, w porządku — odparła natychmiast. I rzeczywiście tak to traktowała. Nie chciała jej niczego dokładać. To nie był moment na analizowanie ani rozkładanie wszystkiego na części pierwsze. Sama też była kompletnie wyczerpana. W uszach jej dudniło, jak po bardzo długiej, intensywnej zmianie w remizie.
Zacisnęła palce na kierownicy i powtórzyła ten ruch jeszcze kilka razy, chcąc w ten sposób rozluźnić napięcie, które dalej trzymało się w jej dłoniach po całym wieczorze. Dopiero teraz, kiedy adrenalina zaczynała powoli opadać, uświadomiła sobie, jak dużo ją to wszystko kosztowało. Przez moment siedziała w ciszy, patrząc tępo przed siebie. Potrzebowała chwili, żeby w końcu oderwać się od tego, co właśnie za sobą zostawiły. W głowie nadal miała fragmenty rozmowy u Finchów i oceniający wzrok Paula. Z tego amoku wyrwał ją dopiero głos April.
Teddy odwróciła głowę w jej stronę. Przez sekundę patrzyła na nią w ciszy, jakby chciała upewnić się, że ukochana naprawdę mówi to, co myśli. Dopiero wtedy zabrała ręce z kierownicy. Palce nie były już tak sztywne jak wcześniej, więc mogła się odrobinę rozluźnić. Sięgnęła powoli po dłoń April, ujęła ją pewnie i przesunęła kciukiem po jej skórze.
— Niesprawiedliwe — dokończyła za nią, kręcąc przy tym głową. — I nieprawdziwe. Nie daj sobie wmówić, że to, co powiedział twój ojciec, ma jakiekolwiek znaczenie. Dobrze wiesz, kim jesteś. Nie musisz tego udowadniać komuś, kto i tak patrzy na ciebie przez pryzmat tego, co nie ma nic wspólnego z teraźniejszością — ścisnęła mocniej jej dłoń, żeby bardziej podkreślić, że dokładnie tak uważa.
Zamilkła, ale nie puściła jej ręki. Chciała coś jeszcze dodać, ale jednocześnie wiedziała, że kolejne słowa nie będą już ani mądrzejsze, ani bardziej pomocne. Ale kiedy patrzyła na narzeczoną, miała wrażenie, że to wciąż za mało. Za mało, żeby zneutralizować to, co usłyszała u własnego ojca. I za mało, żeby wymazać ton Paula z jej głowy. Darling zwykle wiedziała, co powiedzieć w konkretnej sytuacji. Nawet w trudnych chwilach potrafiła uziemić ukochaną. Teraz była pewna, że każde zdanie, które przychodzi jej do głowy, brzmi dość słabo albo zbyt banalnie wobec tego, co April właśnie przeżywała.
— Jak ci mogę pomóc? Czego potrzebujesz? — zapytała, czekając na odpowiedź w pełnej gotowości do działania. Przesunęła się bliżej i na moment przycisnęła nos do jej policzka, jakby chciała w ten sposób dać jej coś prostego i pewnego. W tej chwili zupełnie nie myślała o sobie. Wszystko co niewygodne automatycznie zostało odsunięte na bok, kiedy widziała, w jakim stanie znajdowała się jej narzeczona. Teddy jakoś przełknie fakt, że przyszli teściowie nie pałają do niej większą sympatią. A nawet żadną sympatią.
kiedyś mieliśmy zmienić świat i chyba to nas trochę przerosło, dlatego on zmienił nas. ale to nie szkodzi, możemy się poznać jeszcze raz
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mhm. Pewnie masz rację — zgodziła się bardziej dla świętego spokoju niż ze szczerego serca. Nie była w stanie teraz uwierzyć w te zapewnienia. Może słowa partnerki dojdą do niej nieco później, gdy ochłonie, ale teraz spływały jak po kaczce i nie miały nawet w planach się wchłonąć. Nie widziała w tym niczego niesprawiedliwego. Paul nie rzucał słów na wiatr i nie oceniał pochopnie. Miał w zwyczaju głęboko się zastanawiać, zanim w ogóle zabierze głos. Praca nauczyła go, że słowa mają wielką wagę. Wykorzystał ją perfekcyjnie, obciążając barki córki wyjątkowo solidnie. Dawno nie udało mu się to w takim stopniu. Może powinna mu pogratulować? Problem w tym, że prawdopodobnie miał w dupie jej gratulacje i pochwały. Nie traktował jej przecież poważnie. Czemu miały przejmować się jej zdaniem, nawet tym pozytywnym? April czuła się, jakby ktoś wyrwał z niej kawałek, który jeszcze kilka dni temu dawał jej masę radości. Pewnie w ogóle nie powinien się tam znaleźć. Pewnie wepchnęła go w siebie na siłę, żeby załatać inną dziurę i oczywiście szybko okazał się jakimś bublem. Paul zawsze jej powtarzał, że była zbyt impulsywna i zbyt łatwo dawała się kusić chodzeniem na skróty. W tym wypadku zrobiła to samo i ma za swoje. Znów czuła się tak paskudnie mało wartościowa i znów nie miała pojęcia, jak sobie z tym poradzić.
Zamknęła oczy, gdy narzeczona wtuliła się w jej twarz. Bardzo chciałaby znać odpowiedź na pyatnie, które jej zadała, ale to nie było takie proste. Nie potrafiła tego określić. Po policzkach zaczęły płynąć jej łzy, mocząc przy tym całkowicie niewinny nos Teddy.
— Nie musisz niczego robić, spokojnie. Samo mi przejdzie. Jak zwykle — odpowiedziała cicho i pociągnęła nosem. Teraz to już na pewno nie wyglądała atrakcyjnie. Kompletnie wyprana z kolorów, płacząca, smarkająca tragedia. Sięgnęła ręką do schowka i wyjęła z niego chusteczki. Spojrzała na samą siebie w lustrze. Oczywiście, że się rozmazała. Jęknęła zażenowana samą sobą.
— Nie mam na niego żadnej rady. A mama... sama nie wiem. Może jest szczera w tej chęci spotkania się. Nie wiem. — Była wyraźnie strasznie pogubiona i nie wiedziała już niczego i niczym. Wygląda na to, że wraz ze łzami wypłakała nieco inteligencji. Świetnie. Teraz już na pewno nie będzie się podobać Teddy.
— Po prostu ich olej, okej? — dodała i spojrzała wreszcie na Teddy. Wciąż siedziała obok niej w samochodzie. Nie uciekła, gdzie pieprz rośnie. To dobry znak. Ale czy wystarczający? Pewnie nie. Właściwie wszystkie głosy w głowie April wróżyły rychły koniec ich słodkiej miłości. Darling na pewno teraz zauważy, że była April jest kompletnie niepoważna i niewystarczająca. I odejdzie w pizdu.
Mieliśmy dobry dzień Może w końcu tak zostanie?
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Darling chciała jednak dłużej się zastanawiać, czy warto było tutaj przyjeżdżać. Odpowiedź miała podaną na tacy, bo widok, która kucała na trawie z twarzą schowaną w dłoniach był dużo gorszy niż wszystkie kąśliwe komentarze pana Fincha razem wzięte. I właśnie dlatego cała jej uwaga skupiała się teraz wyłącznie na niej. Nie na rodzinie Finchów. Nie na tym, co Paul jeszcze sobie pomyśli albo powie następnym razem. Tylko na April i na tym, jak wyciągnąć ją z tego stanu. W końcu to z nią planowała życie. Nie z jej ojcem i jego opiniami. Ani z wizją idealnej rodzinnej atmosfery, którą najwyraźniej trzeba było sobie najpierw zasłużyć. I jasne - niektóre słowa Paula gdzieś w niej zostały. Teddy nie była idiotką. Znała April długo. Widziała jej wcześniejsze relacje, impulsywność, momenty niezdecydowania i to, jak czasami działała pod wpływem emocji szybciej, niż zdążyła cokolwiek przemyśleć. Ale znała też wszystko to, czego Paul najwyraźniej już nie chciał dostrzegać. To, jak bardzo April potrafiła się starać, kiedy naprawdę jej zależało. Jak troskliwa była w codziennych rzeczach. Jak bardzo przejmowała się ludźmi, których kochała. I jak bardzo potrafiła być przy kimś, nawet jeśli sama miała totalny bałagan w głowie.
— Pozwól sobie pomóc — poprosiła cicho, kompletnie nie przejmując się łzami spływającymi po policzkach April, które skapywały prosto na jej nos. Nie odsunęła się i nie próbowała udawać, że ich nie widzi. Delikatnie otarła wierzchem dłoni mokry ślad spod jej oka. — Na pewno chcesz wracać teraz do domu? — zapytała troskliwie. — Myślisz, że to ci pomoże? Może lepiej byłoby zrobić coś innego? Cokolwiek, żebyś nie siedziała z tym sama w swojej głowie — zaproponowała, ale bez nacisku. To miała być jej decyzja.
Dopiero kiedy narzeczona sięgnęła do schowka po chusteczki, Teddy cofnęła rękę, prostując się lekko. Gorączkowo próbowała wymyślić cokolwiek, co mogłoby choć trochę odciągnąć jej myśli od tego wieczoru. Może worek treningowy jednak nie był takim złym pomysłem. Albo strzelnica. Darling sama przerabiała już podobne mechanizmy. Po śmierci RJ-a potrafiła godzinami tłuc pięściami w worek albo stać na strzelnicy, dopóki ramiona nie odmawiały jej posłuszeństwa. Nie dlatego, że to cokolwiek naprawiało. Kolega z remizy nie zmartwychwstał w magiczny sposób, tylko dlatego, że Teddy wyżyła się na na sali treningowej albo trafiła w dziesiątkę. Po prostu łatwiej było wyładować napięcie fizycznie, niż zadręczać się tymi wszystkimi myślami.
— Daj im trochę czasu — powiedziała, choć w jej głowie chodziło głównie o Abigail, a nie o Paula.— Jestem pewna, że twoja mama chętnie się z nami spotka — dodała po chwili. — Albo przynajmniej z tobą — sprostowała szybko, jakby nagle dotarło do niej, że nie może tak się wpraszać ani zakładać czegokolwiek na siłę. Nie chciała, żeby April miała wrażenie, że wciska się w ich rodzinne sprawy bardziej, niż powinna.
Uśmiechnęła się lekko, słysząc kolejne słowa. Znów wyciągnęła rękę, tym razem delikatnie odgarniając niesforny kosmyk włosów za ucho.
— Okej, ja mogę ich olać. Ale co z tobą? Możesz ich po prostu olać? — zatrzymała na chwilę dłoń przy jej policzku, jakby sprawdzała, czy narzeczona w ogóle jest w stanie teraz na to odpowiedzieć bez wracania myślami do tego, co się wydarzyło. Teddy nie naciskała, ale w spojrzeniu miała wyraźne pytanie. Nie o Finchów jako takich, tylko o to, jak bardzo April pozwala im jeszcze wpływać na siebie, nawet kiedy już dawno nie powinni mieć do tego prawa.
dla ciebie już straciłem głowę i się dobrze żyje bez