Oczywiście, że miał też teraz Rolexa, bo Galen ma taki wodoodporny też, no zresztą on bez tych swoich drogich zegarków to nigdzie nie wychodzi, bo pierwsze co Galen Wyatt robi jak wstaje, to właśnie nakłada taki zegarek na nadgarstek.
-
Jak ty się mu możesz nie podobać Peach? Jak ty jesteś taka piękna... - powiedział i kiwa głową, że tak jest. Nawet sięgnął ręką do tego smagłego policzka Piczyz, żeby jakieś kosmyki z niego odgarnąć, przesunąć palcami po miękkiej skórze. Już się tak nachylił do niej, ale jeszcze chciał podkręcić trochę atmosferę mówiąc jaka jest gorąca, tylko wtedy co?
No zamiast Peach, to on mówi Pilar.
Sam nie wiedział skąd mu się tu wzięła w ogóle Stewart, bo on przecież już dawno o niej nie myślał, po tym jak mu kosza dała. Ale dzisiaj jakieś takie wspomnienia odżyły, wróciły i mieszały mu bardzo w głowie. Ale to przecież nie tak, że Galen wciąż był zakochany w Pilar. A może był, bo ona jako jedyna na świecie mu odmówiła?
A jednak sięgnął ręką do Peach, bo przecież widział jej minę.
-
Peach ja... - zaczął i chciał się jakoś tłumaczyć, ale ona już ruszyła do lusterka, a Galen powiódł za nią tym niebieskim spojrzeniem -
ale ja już nie myślę o Pilar, nie wiem co to było Peach - bo to prawda, że on przecież do dzisiaj to nie myślał wcale o Pilar, a dzisiaj co, siedziała mu w głowie jakoś. Bo się zaręczyła? Z Madoxem, który romansował też z Cherry? Co on ma, czego nie ma Galen Wyatt?
I Galen też stracił już cały ten nastrój, bo zaczyna się zastanawiać czego jemu brakuje, że wszystkie kobiety, które mu się podobają w końcu i tak wybierają kogoś innego. Jakiegoś Madoxa.
Ale Peach by może nie wybrała? Ale co jakby wybrała jednak? Albo Williama? Galen się fiksuje trochę na tym, że najbezpieczniej to jednak było iść w te jego jednonocne przygody, jak z Corrinką. Ale jednak do Peach wstał i znowu wbija w nią te niebieskie ślepia.
-
Co jest jasne? - zapytał, bo dla niego nie jest zupełnie. Bo Galen Wyatt i jego uczucia to jest jakaś czarna magia, on sobie sam z nimi nie radzi i kompletnie ich nie rozumie. Zawsze tak było, jak on potrafił z trzema laskami kręcić i którą chce, wybierał poprzez rzucanie kostką.
Galen Wyatt był może po prostu zepsuty?
Z tymi swoimi pięknymi oczami. Z tym rolexem. I sercem, które biło zbyt mocno, do zbyt wielu kobiet. Nic dziwnego, że ono kiedyś już tego nie wytrzymało.
Jeszcze spojrzał za Peach, kiedy ona powiedziała, że nawet nie jest na niego zła. Bo to dobrze, tylko, że Galen chyba był trochę zły na siebie, że tak to zepsuł. Bo zaraz pożegnał Peach i nawet ją do drzwi odprowadził, a potem kazał swojemu szoferowi ją odwieźć. Jeszcze ją po drodze trzy razy przeprosił, ale jednak już klimat cały przepadł, więc Galen wrócił sobie jak gdyby nigdy nic, nad jacuzzi i obudził Corrinkę. I pewnie by ją namówił na ten masaż tantryczny, albo obciąganie na pocieszenie, ale ktoś nagle dzwoni do drzwi.
Galen myślał, że to Peach, poszedł otworzyć, ale to nie była wcale Piczyz, tylko on od razu na przywitanie dostał w gębę, jak się zaraz okazało od tego Madoxa, z którym gadał przez telefon.
I jak to tak wszystkich dookoła dziwiło, to Galena jednak wcale nie, bo on by zrobił to samo. Bo oni może byli jak dwa przeciwieństwa, kiedy koło siebie stali, ale serca i to całe
czucie mieli zdecydowanie podobne.
Madox mu kazał zadzwonić i przeprosić Pilar, więc Galen to zrobił, a potem mu się jeszcze kazał tłumaczyć, więc Wyatt powiedział, że to taka gra pijacka była z Williamem i Peach, tylko potem jeszcze dodał, że on od ostatniego spotkania z Pilar, gdzie trenowali, a potem jeździli jego samochodem po mieście, i tego pocałunku, który przerwała, to już się z nią nie widział. Dostał drugi raz w gębę, ale tym razem to już się zdenerwował i oddał. I kiedy oni się tak szarpali, że rozwalili piękny barek i szkło poleciało po podłodze, to Corrina wezwała policję. Przyjechali dość szybko i zaraz zgarniali tego całego Madoxa. A Galen został sam z Corriną, która musiała go pewnie opatrzeć i potem to już na pewno mu zrobiła tego loda na pocieszenie. Jeszcze zadzwonił do prawnika, czyli do Williama, że nie wnosi oskarżenia, bo jednak... Galen też walnął Selleya za Pilar, rozumiał to. Może nie był takim agresorem jak Noriega, ale mając w sobie pierwiastek tego
rycerza na białym koniu, to biłby się o damę swojego serca. Problem w tym, że Galen nie umiał określić wcale, czego to jego serce chce.
Peach J. Pepper William N. Patel Pilar Stewart