-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Ricardo Martinez Madox A. Noriega
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Portorico baby! - odpowiada Williamowi jeszcze w emocjach tańca, tak jebnął Madoxa w bar, bo ten jakiś spięty się wydawał, jakby wcale mu się nie podobał dobór muzyczny, ale ten go zaraz zabiera, no to polecieli od tych panienek, Ricz jeszcze im na dowidzenia ręką macha i zbiera całusy, które mu dziewczynki wysyłają.
Natomiast zawsze miło wrócić do pieseczków, na szczęście oba były zadowolone i wyglądały na zdrowe więc się z nimi bawi przez cały czas, jak poszli do tego pokoju Wielkiego Szu. William zajął się mówieniem, więc Ricz tylko tam sprawdza czy Burrito i Churros mają się dobrze i jakaś chinka do niego podeszła i mówi: - Hot dog?? - a Ricz kręci głową - Chiuhaua - ale chinka kręci też głową i pokazuje jakby jadła i znów na psa - Hot dog chcesz? - i zrozumiał, że chyba chciała mu chłopaków w przyprawach seczuańskich podać. Odsunął się od niej i głową kręci, na co ona machnęła ręką i wróciła oglądać przedstawienie Williama. Ricz się rozkojarzył i obczajkę robi bo ten pokój był gigantyczny i miał bardzo rozpraszający wystrój. Tu złoto, tu tygrysy, tu malowane tygrysy, jakieś wazony, palmy, no kurde prawie jak w chińskiej knajpie, tylko wszystko było jakby większe. Chłopaki chcą jakieś nagrania oglądać, tzn, Will i Madox, ale Ricz nie oglądał, znaczy zerknął i patrzy a tam taki chłopak cały wytatuowany, ale nabity jak Madox. Kurwa, to oni go szukają?? No nieźle, pewnie go znów wjebią, że będzie jak Frankiego musiał urabiać. Już mu się to niepodoba, ale nie zostawi ich przecież, bo ostatnio jak zostawił to go porwał człowiek-szafa.
Natomiast znów sie rozproszył, bo ta mała z fioletowymi włosami podchodzi do niego i go łapie za łokieć (bo tylko tam sięga) i mówi, że córcia Wielkiego Szu chce, żeby przyszedł do niej po imprezce dziś w nocy, na co on mówi, że droga pani ja dziekuje, ale powiedz jej, że ja nie mogę. Ona kręci głową i mówi, że nie ma mowy, niech rzyjdzie, bo to mu się będzie opłacało, bo każdy chłopak córci Wielkiego Szu dostaje wielki dom w nagrode i uznanie. Ricz nawet chwilę się nie zająknał, że ok, ale przez głowę mu przeszło, że może Rosa by była zadowolona, jakby jej powiedział, że mają już dom i nie musi się martwić? Zresztą zaraz tak go wciągnęła że stanął pod ścianą w ciemnym miejscu i tam się okazuje, że stoi ta córka i wlepia w niego gały swoje i mówi, że nikt jej nigdy tak nie podniecił i że ona strasznie chce dziś go przelecieć. tak się zachowywała, że Ricz się nawet nie skapnął, jak ta nagle omamiła go i go tam całuje pod tą ścianą. No to Ricz jej teraz mówi, że nie może, bo ma żone, na co tamta JAK TO MA ŻONE? I odaje mu telefon i mówi, żeby do niej dzwonił, na co on, że no eeee może nie zadzwoni, ale może ją pokazać i pokazuje jej foty Rosy i swoje na IG, które wstawiają. Tamta niepocieszona i łapie się za włosy i pyta, czy jak będzie miała czarne to on na nią poleci???? Ricz to se myśli, że kurwa wziąć ślub, to się odrazu zostaje obsyanym jakimś zaklęciem przyciągającym hot laski, bo akurat ta córka była hot. Szkoda, że wcześniej go nie znalazła! W każdym razie ona już go obserwuje na insta i się z nim żegna mówiąc że mu wyśle fotkę, żeby o niej nie zapomniał.
Na szczęście wtedy chłopaki już mówią, że spadamy. No i Ricz żegna się z tą córką i z wielkim Szu i nawet z człowiekiem-szafą i idzie do przebieralni.
- Nigdy kurwa więcej nie ide do łaźni - obiecuje chłopakom jak się już załadowali znów do fury. William ma jakieś namiary na tego całego Clyde, więc jadą po niego a oni mu opowiadają co tam było jak go nie było z nimi. A on im mówi w sekrecie: - Kurwa te azjatki to mnie kochają, wiecie że ta córka taka była napalona, ja się przez chwilę serio zastanawiałem, czy by z nią nie wyjść na szybki numerek, bo to było jak z pornola
William N. Patel-Noriega Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
No ale nie ma już czasu chwalić Ricardo, bo idą po teczkę Williama, a Madox to nawet nie wiedział gdzie ona jest, bo go irytują majty, które mu się wżynają w dupę i on cały czas się poprawia.
Nawet jak stoją przed Wielkim Szu, w tej łaźni jak z chińskich filmów, to Madox obciąga sobie te gatki, aż Lin do niego doskoczył i go wali tymi małymi piąsteczkami w bok, że jak on się zachowuje przy królu Szu, ale Madox mało co poczuł, no ale zaraz się odwinął chinolowi w łeb, że tamten prawie się nogami nakrył. Więc odskakuje od Noriegi do Williama, żeby go wyzywać od kurwiów.
Madox to dopiero teraz mierzy spojrzeniem Pana Szu i tak ściągnął brwi do siebie, a zaraz się przysuwa do Williama.
- Ej stary to jest Jackie Chan? - niby chciał cicho zapytać, ale wiadomo jaki Madox jest dyskretny, więc zaraz cała łaźnia zwróciła się w jego kierunku z takim hyyyyy!, że co on powiedział, czy coś.
Wielki Shu zmrużył oczy, a zaraz wstał...
I wygląda teraz jak Jackie Chan z tego filmu gdzie był opiekunką agentem. Wszyscy wstrzymują oddechy, a Madox się nawet trochę wystraszył, bo może on się tych zapaśników sumo nie bał, ale Wielki Szu wyglądał jakby go mógł małym paluszkiem rozłożyć na łopatki, więc schował się za Willem.
A Wielki Szu odzywa się tym swoim głębokim głosem.
- Ale ja... lubię Jackie Chana, serio jestem do niego podobny? - pyta, a Madox i William kiwają głowami, że tak. Ricz nie kiwa, bo Ricardo już się liże gdzieś pod ścianą z chinką z pornola, ładnie. No ale Wielki Szu się ucieszył, że tak, a potem to robią sobie z Williamem przekazanie zegarka.
A za chwilę siedzą w biurze i oglądają kamery, a Madox znowu poprawia gatki.
- No i co to za cwel? - pyta Madox, bo William to go chyba znał, no i zaraz od słowa do słowa Patel tłumaczy, że to były Peach, który go okradł, zabrał ją za to na walentynki do chatki w lesie i spierdolił, a Madox się drapie po tyłku - a wiecie co kurwa? - no i oni kiwają głowami, że nie wiedzą, a Madox to wiadomo, że nie ma do powiedzenia nic związanego ze sprawą, bo on to wiecznie odbiega od tematu, chociaż może trochę w temacie... - pokłóciłem się na śmierć z Peach, bo ona obraziła ciebie - i pokazał na Ricza, że jego - i Pilar, i Rose, i moją matkę - tak wylicza na palcach, a potem na Willa - ciebie nie - no i dobrze, że Williama nie obraziła, bo wtedy to już kaplica - i już się do niej nigdy nie odezwę - zakończył, ale już idą do szatni - Ricardo a ty kurwa znowu zdradzasz Rosę? A potem będziesz na pielgrzymkę na kolanach szedł... - Madox kręci głową. Bo on w ogóle nie rozumie jak można mieć taką hot laskę i ją zdradzać z jakimiś przypadkowymi dupami. On by Pilar nigdy nie zdradził. No może tylko z Shakirą, ale to też... Pewnie tak gadał, a jakby przyszło co do czego to by się bał.
W końcu ubierają się w normalne ciuchy, a przede wszystkim to bokserki zwykłe, a nie te slipy opinające się wszędzie, a jak już wsiadają do auta i Ricz mówi, że nigdy więcej nie idzie do łaźni, to Madox kiwa głową.
- Ja też, ja pierdole... wiecie, że... - i już chciał im znowu nawijać o tej jego masażystce z dodatkowym sprzętem, ale wtedy Ricz mówi o tym, że chciał iść z azjatką na szybki numerek, a Madox się odwraca do tyłu, żeby go zdzielić w łeb - weź się chłopie, wstyd przynosisz rodzinie Sandiego - no bo oni teraz po ojcach inne nazwiska mają, ale ich babka to była Carmen Sandiego nie zapominajmy. A wtedy William krzyczy o kurwa!, a Madox się odwraca i hamuje, bo myślał, że w coś wjechał. Ale to nie o to chodziło Williamowi, tylko o to, że tam na pasach, jakby nigdy nic sobie stoi Clyde. W białych adidaskach, okularach przeciwsłonecznych i z uśmiechem przyklejonym do gęby. Od razu wszyscy troje na niego patrzą.
- Dobra... Podjadę tam, wy wypadniecie i go wciągniecie do samochodu, tylko trzymajcie go mocno... Albo - schylił się do schowka ponad kolanami Williama - to mu na łeb załóżcie - i tam miał jakiś czarny worek. Wcisnął go Williamowi w ręce. A potem wolno jedzie za tym Clydem i kiedy z nim zrównał, a on się ogląda na ich samochód - dawajcie! - to Madox tylko ich zagrzał do działania. Bo przecież nie mógł im pomóc, bo prowadził, no ale powinni to ogarnąć, nie?
William N. Patel-Noriega Ricardo Martinez
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- A co to za Brzoskwinka, jakaś twoja tancereczka?? A chuj, wszystkie są hot - zaśmiał sie, że tam już się nie przejmuje za bardzo, co prawda słabo jak ktoś źle o nim mówi, ale nie bardzo ją kojarzył, wiec też nie bardzo wiedział jak się ustosunkować. - A co mówiła?? - też chciał się dowiedzieć, bo może coś mega ultra chamskiego, np go wydała do Madoxa, że on lubi se na cycki tancerek popatrzeć nawet jak z Rosą siedzą w klubie?
- Nie zdradzam przecież!! - się chce jakoś wykaraskać z tych gromów, które na niego padały ze strony kolegów. - Mówie wam, że obrączka to jest najlepszy afrodyzjak na dupeczki. Odkąd nosze to już z trzy mnie podrywały a wcześniej? No żadna - tak opowiada, w sumie coś w tym jest, chociaż może to kwestia Toronto i tego, że tutaj jest taki egzotyczny dla dziewczyn i ponętny?? Przeżegnał się i jebnął Patela w głowę. - Nie mów takich głupot Wiliam, bo jeszcze ktoś usłyszy i Rose mi odbierze - a to wcale by mu się nie spodobało.
Ricz z tyłu se zapalił papieroska, bo myśli sobie,że no musi troche wyczilowac, a serio to nie był papierosek zwykły tylko zielsko, które sobie tak ciumka i szczerze to nic nie ogarnia już, jeszcze pieski mu zasneły na udach, wiec myśli sobie - kurde no niezła ta akcja, ale już mogliby wrócić do domu, a nagle Madox daje po hamulcach to aż nim rzuciło, prawie przez duże okno wypadł.
-O chuj co ty....- zaczał, ale chłopaki z przodu już coś szykają w skrytce i Ricz szybko się ogarnia co i jak i wyjmuje gnata z kieszonki na fotelu. - Tu mam klamke, naładowana?? - wsadził se blancika pomiędzy usta i odbezpiecza, żeby sprawdzić, czy coś tam jest, pewnie mu Madox zabronił jednak strzelać, bo zdążył tylko przerzucić pieseczki na przód i wyskoczyć z auta, pochwycić Clyda i już jechali. Wcisnął mu głowę pomiędzy kolana i patrzy tak na Williama pytając "kto to kurwa jest!?".
- Dobra dawaj tu chłopie skręć na pustynie - mówi Ricz w końcu, jak chłopaki wymyślają różne sosoby okrania Clyde'a, Ricz tam go mocno trzyma, dobrze jednak że ma tę masę, to się mu nie wywinie.
- No gadaj kurwa gdzie ją ukryłeś - improwizuje i szturcha Clydea, ale ten na niego zdziwiony, Wiliam zdziwiony i nawet Modaox zdziwiony. Ricz nie wie o co tu chodzi, ale zaraz wyciągają go z auta i idzie do bagażnika. Znalazł tam worek, długą linę oraz łopatę. Złapał łopate i rzuca w Clyda.
- Kop
Madox William
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No Latynosów obraziła, powiedziała, że im nie można ufać - wyjaśnił i kręci głową - że mi nie można - Madox był jaki był, zjebany, ale jednak słowny, jak coś powiedział, to choćby skały srały, to on to zrobił. Co prawda był też złośliwy i lubił się podrażnić, jak z Peach, ale jednak by jej przecież nie oszukał - no przecież się nie pogryziemy, zresztą ty i tak zawsze zapraszasz albo mnie, albo innych, nie zapraszasz mnie do innych twoich ziomków - popatrzył na niego podejrzliwie, bo ciekawe czemu?
Przecież Madox był bardzo towarzyski, zaraz sobie bratał ludzi.
Potem słuchają Ricza i tej opowieści, jak to obrączka działa jak afrodyzjak, no coś w tym jest, bo jak oni z Wiliamem mówili, że są małżeństwem to te laski też się do nich kleiły, chociaż...
- No i chuj, wiesz ile dziennie panienek mnie podrywa? Na klubie mam kilka takich, które mają na mnie crusha, albo jakieś klientki, a może wypijemy drinka, albo może ci obciągnę, no i niby kuszące, może Pilar by się nie dowiedziała, ale nie mógłbym, jakbym jej potem kurwa w oczy spojrzał? Kocham ją i bym jej tego nie zrobił, nawet jakby Shakira przyszła... - zawiesił się i patrzy po ich gębach - chociaż Shakira to bym się zastanowił, ale Pilar też wie, że jestem jej fanem - Madox im tak nawija.
Ale zaraz trafiają na Clyda, a jeszcze Ricz znalazł pistolet z tyłu, i to jest właściwie tylko atrapa, którą Madox ostatnio zabrał dzieciakom na ulicy, no ale wygląda groźnie.
- Weź kurwa, bo nas postrzelisz - jeszcze podkręca Madox. A zaraz patrzy jak chłopaki to załatwiają i aż pokręcił głową, bo raz zapomnieli o worku i gość przecież ich widzi, a dwa no to jak William go walnął, to Noriege aż ręka zabolała, totalnie chujowo. No ale wciągają go do auta, a Madox to już siedzi w kominiarce, bo co jak co, ale no nie będzie jakiemuś cwelowi pokazywał swojej gęby. Chociaż zaraz się obejrzał do tyłu.
- Ja bym za kradzież mu ujebał rękę - tak rzucił tylko, a zaraz docisnął trochę pedał gazu, żeby wypuścić auto za miasto. Clyde coś jęczy, że on nie wie o co chodzi, a Madox się odwraca - jak nie wiesz to się kurwa dowiedz - jeszcze raz się odwrócił, a wtedy Will mówi o tym mrowisku i Madox kiwa głową - wiem, gdzie takie jest - no i skręcił w stronę lasu, ale Ricz mówi, że to pustynia. W zasadzie dla Portorykańczyka z dżungli to te kanadyjskie lasy to jak pustynia, osiem drzew na krzyż.
Zaparkował w końcu to swoje BMW między dwoma i wysiadł.
- Ja pierdole, zobacz kurwa William, płacisz za myjnię - i mu pokazuje jak mu się w błocie ujebało to jego piękne, czerwone autko. Ono się nie nadaje do takiej jazdy terenowej, ale w sumie Madox mógł wziąć z klubu SUVa, też nie pomyślał. Zaraz Ricz wysiada z tym no gadaj kurwa gdzie ją ukryłeś, a wszyscy patrzą na niego zdziwieni, no ale Madox w tej swojej kominiarce wypadł do przodu.
- No forsę za zegarek pedale, bo cię zaraz dojedziemy - tak zaimprowizował, a Clyde jęczy, że on ją już wydał, na wyjazd z Peach i jeszcze kupił sobie bilet lotniczy do Bangkoku, no to Madox znowu się wyrwał do niego i go łapie za bety - dawaj ten bilet, bo ci nogi połamiemy tą łopatą - tą, co Ricz już trzyma. No i Clyde, że jezu proszę, nieee, nie róbcie mi krzywdy, wyjął ten bilet i daje Madoxowi, a tam dwa miejsca i dziecko w klasie biznes. No to ładnie, na Clyde Welch, jakaś lafirynda Claressa McClay i dziecko Laura Palmer, czy coś takiego. No tak jakby dwa i pół bileta, Madox go schował do kieszeni, a potem szarpie znowu tego Clyda i go pchnął na ziemię, i macha na Ricza, żeby mu rzucił łopatę. I rzucił, prosto w łeb.
A jak Ricardo mu każe kopać, to Madox tylko pokiwał głową.
- No kurwa ruszaj się, nie mamy całej nocy - no i Madox opiera się w tej swojej kominiarce jak jakiś gangus, o auto, krzyżując ręce na piersi. A Clyde zaczyna sobie kopać grób.
A Madox znowu zaczyna nawijkę, ale najpierw wyjął te bilety i pokazuje Williamowi.
- Ej kurwa patrzcie, ja akurat myślałem, żeby mój kawalerski zrobić w Banagkoku, tylko... teraz to nie wiem po tym masażu... - i znowu chciał im powiedzieć o tej masażystce z fujarą, ale Clyde mu przerywa i jęczy, że robak. A Madox się wkurwił, bo bez przesady. Pilar jak miała pięć lat, to zjadła dwa, a ten się maże...
I wtedy przyszło mu coś do głowy. Zabrał Ricardo gnata, tego udawanego i znowu wystartował do Clyda - to weź go kurwa i zjedz - a Clyde co, że nie, że jezu, a Noriega mu przykłada pistolet do głowy, tak jakby go odbezpieczał nim strzyka - albo go kurwa zeżresz, albo rozwalę ci łeb - no i ten Clyde ze łzami w oczach, ale wygrzebuje z ziemi jakąś tłustą glizdę, a zaraz wkłada ją sobie do buzi. Aż Madoxa wzdrygnęło, a ten cwel przeżuwa tego robaka. Noriega odwrócił się do chłopaków i zaraz parsknął śmiechem - ja pierdole zeżarł go - no i zaraz znowu się opiera o samochód koło chłopaków, a Clyde kopie sobie grób już cały brudny.
William N. Patel Ricardo Martinez
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- No nie no panowie, i co narobiliście, teraz go wciągajcie do wozu sami- machnął ręką i poszedł do piesków, sprawdzić czy im się chce jakiejś kupki albo siku, no oczywiście, że się chciało, więc na tej pustynni w lesie wyprowadza pieski, kiedy chłopy ładują na tył Clyde'a. W międzyczasie Ricz próbował złapać zasięg, ale no tak średnio mu szło, bo byli na jakiejś dziczy. Troche jak mu wjechali z tym że ma się rozwieźć z Rosą to mu wjechały wyrzuty sumienia i chciał sprawdzić co u jego księżniczki, ale może i dobrze, że nie ma zasięgu, bo mu wszystkie jej nieodebrane połączenia się nie pokazują. Uznał, że chyba nici z kontaktu z Roską. No i jak on jej to wytłumaczy, że miał być o dziesiątej a będzie dwanaście godzin później? Zresztą, już zmierzchało, to kto wie czy nie więcej??
W końcu ładują się wszyscy do auta i pieski znów poszły spać na kolanach Ricza, ten zresztą się na przedni fotel władował i jakieś ciastka opierdala, bo mu się bardzo jeść chce. Jeszcze pomyślał, że dobre na taką gastrofaze jest sobie zjarć blanta, więc zaraz drugiego sobie odpala i tak se jadą w tej komorze gazowej.
- E - pokazuje nagle na czarną jak dupa droge któą oświetlają tylko światła z samochodu - E, Madox kurwa stój - krzyczy i w ostatniej chwili Madox sie zatrzymał przed wielką krową z rogami. RIcz oczy wielkie robi i z nosem przy przedniej szybie ogląda ten okaz. - Ojacie jaka piękna krowa - zachwycił się i odblokowuje drzwi, żeby wyjść. - Muszę ją przytulić i poczuć jej sierść - wyjaśnia, dobrze że nie były zamknięte drzwi na blokade dziecięcą, to mu się udało i idzie w strone krowy z rogami, co była bykiem. Ta na niego sapie i Ricz się zatrzymuje w połowę kroku a potem nagle spierdala spowrotem do auta, bo byk zaczyna na nich szarżować i jebnął w drzwi. Ricz krzyczy, William krzyczy, Clyde też krzyczy, a pieski szczekają. - Gazu, gazu Madox, po tej kobyle!! - krzyczy ktoś, chyba Ricz i jakoś im się udało wymanewrować zwierzaka, chociaż on zaczął za nimi biec. Ricz patrzy w lusterko i drze sie - Ciśnij Madox, on nas dogaania!!! - spanikowany patrzy na Burrito i Churrosa i odwraca się do williama - Patelek zgubiłem Burrito!!!!11 - i wraca do Madoxa spojrzeniem - Wracaj tam kurwa nie mam Burrito!!
A Clyde coś drze jape, że kurwa czy on jest w piekle, co tu sie dzieje.
Madox A. Noriega William N. Patel
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Potem to jest cała akcja porwaniowa, ale jak już Clyde kopie grób, to mogą sobie zapalić fajeczkę i pogadać, Madox częstuje obu cweli, sam też sobie wziął.
- No nie wiem kiedy, a trzeba wiedzieć kiedy? - bo oni z Pilar ustalili przecież, że to będzie spontaniczna decyzja - ale jak już będziemy po rozwodzie, to w każdej chwili to się może wydarzyć, więc lepiej już zrobić ten kawalerski nie? Jeszcze przed ślubem - no chyba to był sensowny pomysł - bo wiesz my z Pilar ustaliliśmy, że ona wybierze kiedy, ale ja gdzie, wiec jakbym nagle ci kiedyś napisał, stary pakuj się i zapierdalaj do Rio de Janeiro, albo na Antarktydę, to to zrób, bo kurwa musisz być świadkiem na moim ślubie, nie ma innej opcji - powiedział do Willa i jeszcze go walnął w ramię, bo to jest jednak jego najlepszy kumpel.
Potem już Clyde je tego robaka, a na koniec jeszcze William każe mu się modlić, to Madox też się przeżegnał, no niby nie był religijny, ale ze dwa razy w kościele był... w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Raz na ślubie, a raz na chrzcinach.
Clyde zemdlał, a Madox sobie stanął nad nim.
- Ale dojebałeś William, jeszcze trzeba było kurwa barkę zaśpiewać, z układem - pokręcił głową, a na tą broń to wywrócił oczami - pojebało cię? Nie dałbym wam prawdziwego gnata, to tak jakby małpie dać i poczekać aż zacznie strzelać - znowu kręci głową, a zaraz zabrał Willowi ten pistolet i go przeładował jak prawdziwą broń - to atrapa na jakieś kulki żelowe - i im pokazał, nawet taką jedną cisnął w Williama, w czoło, ale nie mocno - ale wygląda nieźle, nie? - no i wsadził sobie tego gnata w spodnie - no na komisariat, a mają na gościa kartotekę? - no i William mówi, że mają, że on ten zegarek też zgłosił i Clyde pójdzie siedzieć na dziesięć lat. No i fajnie.
Wciągają go do wozu już William i Madox, bo Ricz jeszcze pieseczki tarmosi pod pachami i grzebie w telefonie. Oczywiście Madox to już dawno napisał smsa do Pilar, że wróci później bo jest na akcji z chłopakami, BO PRZECIEŻ NIE MÓWILI MU, ŻE MA NIE PISAĆ.
Już jadą samochodem z tej dziczy, czy tam pustyni, jakąś polną drogą, a tam przed samochodem... krowa.
Tylko Madox się tak przygląda, bo on już ostatnio widział krowę.
- Ej Ricz to chyba nie krowa... - ale Ricz już, że on wysiada jej dotknąć - Ricz to na pewno nie jest krowa - już powiedział pewny swego Madox, ale ten dzban i tak wysiadł i jak się byk wkurwił to ubódł rogami to piękne czerwone BMW. A Madox oczywiście dodał gazu i już wjechali na normalną drogę.
Zaparkował na poboczu i ocenia szkody, a tam wgniecione jego auto piękne i dwie dziury po rogach, a do tego nie ma Burrito. Madox najpierw wydzierał się na Ricza, a potem na Williama, że co teraz z jego samochodem, na koniec na Clyda, który się obudził i płakał w bagażniku. Tak się darł, że z samochodu wysypał się zaspany Burritosek. No to chociaż jeden problem z głowy. Bo Ricz już ściska te swoje pieseczki pod pachami. Clyde się zamknął, bo otworzyli bagażnik i mu wepchnęli do gęby jakieś majtki, które znaleźli z tyłu w aucie, nikt nie wiedział czyje. I to chyba były z tej łaźni któreś.
No ale nieważne. Bo wywieźli też w końcu Clyda na komisariat, gdzie go wyrzucili, a Madox dał cynk komuś z psiarni, że taki złodziej leży przy krawężniku. Został problem samochodu, bo Madox naprawdę się wkurzył, na Ricza, że tego byka poszczuł i na Williama, że jechali na jego akcję BMW Madoxa. Zawsze tak jeździli, ale jednak nigdy nikt mu go nie wgniótł. Więc w końcu Noriega zadecydował, że jadą do blacharza, bo trzeba to od ręki załatwić, bo on nie może takim samochodem jeździć, jak jego narzeczona jeździ najnowszym Jaguarem, to przecież nawet wstyd obok niej zaparkować.
Mechanik Madoxa to był typ od zadań specjalnych, ostatnio mu czyścił bagażnik, jak cały miał uwalony w krwi, jakby tam jakaś masakra piłą motorową się odbywała i ładnie wyczyścił, nie było śladu.
- No i co kurwa Rodrigo? Załatwisz to? - pyta go Madox i mu pokazał to wgniecenie i dziurę kurwa po rogach. A Rodrigo, który w ogóle bardzo mało mówił, kiwa głową, że tak. A Noriega już swoje autko obskakuje dookoła i pokazuje w środku, i bagażnik - no i stary w środku i bagażnik, wszystko, full serwis mu zrób, ten frajer płaci - pokazał na Williama, a Rodrigo popatrzył na Patelka i tylko taką wykałaczkę, którą trzymał w zębach przełożył na drugą stronę. Potem wziął Madoxa na bok i coś mu tłumaczył w trzech słowach może, ale w końcu Noriega do nich wraca.
- Dobra załatwi to, tylko teraz musimy wypierdalać na jakieś dwie godziny, jakieś pomysły? - zapytał, a kiedy zbierali z samochodu te ich piwka i coś tam jeszcze, to William znalazł karteczkę, na której laski ze stacji zapisały mu numer i adres z imprezą...
A w sumie to było niedaleko.
No ale padła propozycja, że idą, na te dwie godzinki i wrócą po auto.
- Ale weźcie przypilnujcie, żebym nie pił, bo potem muszę odebrać samochód - powiedział im Madox jak już byli przed tym wielkim domem, gdzie impreza kręciła się w najlepsze i kiedy stanęli na ganku, to przez okno na górze wypadła pusta beczka po piwie i wylądowała między nimi na chodniku.
A piętnaście minut później...
Madox stał na rękach i walił piwo z lejka. A chłopaki?
William N. Patel Ricardo Martinez