34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox musiał czasem poopowiadać bajki. Jak to o Pilar i Pati. Jak on przy Stewart mógł być kompletnie inny, mówić jej jak bardzo ją kocha i że oddałby za nią życie, że była dla niego wszystkim. Tak przy półświatku musiał grać. Cały czas.
Zupełnie innego Madoxa.
- Wszyscy - rzucił w odpowiedzi na pytanie Stewart, chociaż oboje wiedzieli, że nie wszyscy. Ale w stosunku do tancerek Madox zawsze mógł się zasłaniać tą zasadą, czasami jemu też była na rękę. Diego nie musiał wiedzieć, że on przecież robi sobie tutaj co tylko chce. Bo to jego klub.
A może wiedział? Bo zerknął w jego kierunku, chociaż potem dłużej zagapił się na Pilar, w momencie, w którym Noriega patrzył gdzieś na podest. I to nie na gibającą się w rytmie jakiejś smętnej piosenki tancerkę, na rurę za jej plecami. Może też wracając myślami do tego jak zaciskał na niej palce?
Zaraz jednak zacisnął je na dłoni Stewart i już szarpał ją do siebie. Na kolana. Bo skoro był jego, to tu miała siedzieć, przed nim, z jego dłonią ułożoną na udzie.
Poczuł jak się spięła, kiedy bez skrępowania mówił o tym, że Pilar była z policji. I mogli to zatajać przed nic nie znaczącymi półświatkowymi gangusami, ale nie przed Diego. Tutaj trzeba było grać w otwarte karty, Madox to wiedział, doskonale zdawał sobie sprawę, że Rojas by stąd wyszedł i w jakieś pół godziny dowiedział się o niej wszystkiego. A potem zaczęły by się pytania, dlaczego o tym nie wspomniałeś Madox. Więc wspominał, prosto z mostu, i przesunął wytatuowanymi palcami po jej udzie, miękko, może żeby ją uspokoić?
Przecież to nie tak, że Madox to strzelił, tak jak wtedy z narzeczoną przy makaroniarzu, w przypływie adrenaliny, kiedy dał mu po mordzie. Tutaj ważył co może, co powinien powiedzieć, żeby Diego wciąż mu ufał.
Był jego amigo.
A Pilar była jego... dupeczką, policjantką, z której przez łóżko miał wyciągać informacje. Co zaraz pokazywał w tym ognistym pocałunku, kiedy jego usta kradły z tych jej ostatni oddech, i nie dzielili tego na pół, jak zwykle, tylko... on brał, to co kurwa chciał. Wsuwając czubki palców pod materiał jej koszulki, napierając na nią mocniej. Agresywniej, tak, żeby pokazać kto tutaj rządzi. I na koniec jeszcze szarpnąć jej włosy, bo przecież to on tutaj szefował.
A zaraz pochylał się do Diego załatwiając interesy. Coś czuł, że Pilar go zapyta o te policjantki, ale nawet się na nią nie spojrzał, z tymi ciemnymi oczami zawieszonymi na Diego, kiedy już oznajmiał mu, że załatwi dla niego tę sprawę, ale nie za darmo. W tym świecie nic nie było za darmo. Madox się do tego przyzwyczaił.
Też zerknął na tancerkę, kiedy ściągała z siebie bieliznę oblepioną cekinami i zakręciła nią na palcu. Ale na nim ten pokaz nie robił aż takiego wrażenia, jak na Diego, bo on bardziej słodki tyłeczek trzymał sobie właśnie na kolanach. A zresztą wyznawał zasadę, że nie romansował z pracownikami, a jednak nie przeszkadzało mu to czasem, żeby urządzić sobie tutaj prywatny pokaz, albo jakiś full serwis, bez romansu w tle. I może Madox teraz przy Pilar był inny, był wierny, zapatrzony w nią, jak w najpiękniejszy na świecie obrazek, to kiedyś był... gorszy. Nie był grzecznym chłopcem. Nigdy.
Dopiero kiedy Diego zaczął nawijać o tej drugiej rzeczy, przeniósł na niego spojrzenie, wytatuowanymi palcami wciąż głaskając udo Stewart. Wbił w niego ciemne tęczówki, i przecież widział, jak się na nią gapił. Tyle, że znał Diego, skakali sobie czasem do gardeł, jak to Latynosi, a jednak żaden nigdy nie dotknął kobiety tego drugiego. Można by powiedzieć, że istniały miedzy nimi pewne nie pisane zasady. Jakaś nić przyjaźni?
O ile w tym półświatkowym świecie w ogóle można o czymś takim mówić. A jednak kiedy Rojas użył tego określenia perro względem Pilar, to poprawił się na fotelu. Nabrał powietrze w płuca, bo z jednej strony narracja powinna iść chyba w takim kierunku, że przecież on nie ufa jej do końca, a może ufa? Może była przydatna... Do tego stopnia, że niedługo sami ją wepchną w jego ramiona? A Diego zatańczy na ich ślubie?
Nie no kurwa, nie zaprosili by go.
- Ja jej ufam - powiedział spokojnie Noriega, ale mocniej zacisnął palce na udzie Pilar. A Pati wyjęła mu to pytanie z ust, co ten Rojas kombinował?
Słuchał go, tego co mówił o Navarro, kojarzył go. Madox kojarzył chyba wszystkich ludzi Diego. A na pewno wielu, tych przy ladzie znał wszystkich, z imienia i nazwiska. Znowu poczuł jak Pilar się spięła, ale on tym razem zachował zimną krew. Nawet powieka mu nie drgnęła, chociaż przytrzymał ją przy sobie mocniej. Mocniej opierając rękę na jej udzie i na talii.
Myślał, zastanawiał się na ile może wziąć jej stronę, a na ile powinien trzymać z Diego. Tylko, że Madox był jaki był. Agresywny, narwany, pierdolnięty, a jednak...
- Jak nie umie trzymać chuja w gaciach, to po co ci kurwa taki śmieć Diego? A jakby to była twoja dupa, albo nie wiem kurwa siostra, to byś mu tego kutasa odstrzelił - powiedział i poprawił jakoś na sobie Stewart pochylając się nad jej udami do przodu - i ja nie przyłożę ręki do tego, żeby jakiś zwyrol wyszedł z pierdla, a następna mogłaby być jakaś dziewczyna z klubu, albo kurwa Dora - a Dora to była siostra Diego, którą Madox też przecież znał - jak chcesz to mogę załatwić, żeby mu tam jeszcze wpierdolili, bo na pewno nie, żeby go zwolnili, a jak sam to ogarniesz, to żeby mi się nie zbliżał do klubu, bo zapierdolę i wtedy najmniejszym problemem będzie to, że nie umiał chuja trzymać przy sobie - powiedział poważnie. Bo Madox też miał pewne swoje zasady, które zresztą Rojas znał. Przez moment mierzyli się spojrzeniami, ale Madox finalnie sięgnął po swoją szklankę, żeby ją zzerować - wiesz... to wszystko to jest inny kaliber - omiótł spojrzeniem stolik, na którym leżała kokaina i tych goryli z bronią, a zaraz znowu patrzył na Diego - ale kurwa moja matka, w jebanej Kolumbii, teraz przewracała by się w grobie, jak ja przyłożyłbym do tego rękę - zacznijmy od tego, że matka Madoxa nie leżała wcale w kolumbijskiej mogile, tylko wygrzewała się na jakiejś hiszpańskiej plaży, ale Diego akurat o tym nie wiedział. Akurat tu Madox naopowiadał mu bajek, że jego matka nie żyje, a ojciec, ten siedział, to akurat się zgadzało.
Diego się skrzywił, pokręcił na kanapie, ewidentnie mu to nie pasowało, ale finalnie skinął głową.
- Coś w tym jest Madox, bo ten Navarro to meksykaniec... - rzucił zerkając na Pati, która poprawiła się obok niego na kanapie.
- Meksykańcy to popierdoleńcy, żadnych zasad, nie to co Kolumbijczycy, hermano - Madox pokręcił głową, ale zaraz znowu pochylił się do przodu - ale co to za człowiek amigo? Może mogę ci kogoś polecić? - zapytał, bo przecież Noriega też znał dużo ludzi. Różnych.
- No nie wiem... Wiesz chłop zajmował się takimi... - popatrzył na Pilar kiepiąc cygaro na podłogę, na co Madox znowu się skrzywił - odbierał moje, że tak powiem... zadłużenia - wyjaśnił w końcu. No tak, kto był do tego lepszy niż jakiś popierdolony meksykaniec? Madox przez chwilę myślał zaglądając w pustą szklankę.
- Doleję wam - zaoferowała się Pati, a podnosząc z miejsca oparła dłoń na kolanie Diego.
Madox pokręcił głową - nie, ja się zbieram, ale pomyślę o kimś Diego - jeszcze zwrócił się do Rojasa, a ten skinął głową.
- Vale, pregúntale a esta chica cuánto cobra por una mamada - dobra, to jeszcze zapytaj tej swojej dupeczki ile bierze za obciąganie, rzucił wskazując na tancerkę. A Madox się ruszył, żeby Pilar wstała. Sam też się podniósł.
- Ja do tego nie przykładam ręki, to jest kurwa porządny klub, sam zapytaj... Tylko kulturalnie - warknął a zaraz już opierał rękę na biodrze Pilar, żeby ją do siebie przyciągnąć, poprowadzić do drzwi. Pati ruszyła za nimi, chociaż jeszcze obejrzała się na tancerkę, jeszcze rzuciła do ochroniarzy, żeby mieli na nią oko.
Bo skoro tutaj szef nie przykładał ręki do napaści na tle seksualnym, to chyba trzeba było tego pilnować, prawda?

confío en ella ₊˚⊹ᰔ
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, wspominki przemocy seksualnej
Ufam jej.
Doceniała te słowa. Wypowiedziane prosto w oczy jednemu z ważniejszych ludzi z latynoskiego półświatka. Że ufał swojej kobiecie. I chociaż Pilar delikatnie się uśmiechnęła, kiedy to mówił, w jej głowie wcale nie była taka pewna tego, czy Madox naprawdę jej ufał. Wciąż z tyłu głowy miała sytuacje z Galenem. To jak łatwo potrafił uwierzyć w to, że coś łączyło ją z Wyattem, że robiła go na boku. Jak on mógł w to pójść bez najmniejszego zawahania? Nie dawało jej to spokoju.
Pilar była przekonana, że szczególnie po Meksyku łączyło ich zaufanie nie do podważenia. Lojalność tak wielkiego kalibru, że nic ale to kurwa nic nie byłoby w stanie jej złamać. Że nawet jakby najlepsi kanciarze świata próbowali, to żadne z nich by się nie złamało. I chociaż Madox przeprosił, powiedział, że przecież ufał, to w jej głowie od tego czasu tliły się prawdziwe wątpliwości. Bo skoro pierodlony Galen Wyatt był ich w stanie złamałać przez jeden, durny telefon, to kto jeszcze mógł? Zamyśliła się na moment nad tym wszystkim, odcięła od rozmowy, a jednak kiedy Diego przedstawił cel swojej drugiej przysługi, od razu się spięła.
Nie było nawet takiej o p c j i, żeby ona wyciągnęła z więzienia gwałciciela.
Nawet jeśli mieliby jej za to ładować kulkę w łeb.
Nie i koniec.
I Madox doskonale o tym wiedział. Znał ją już wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że kto jak kto, ale akurat Pilar stawała m u r e m za słabszymi. Za ludźmi, którzy potrzebowali pomocy. Tym bardziej po sprawie z Daltonem, kiedy na własnej skórze poznała co to znaczyło być bezbronną przy psychopatyczne napalonym facecie. Bo przecież miała pełną świadomość, że jeśli Noriega by nie pojawił się wtedy w hotelu, Nick… no przecież by ją zgwałcił. Zrobiłby to. I jeszcze w tej swojej pojebanej do szpiku kości głowie myślałby, że to z miłości. Że przecież oboje tego pragnęli. Aż kurewsko zimny dreszcz przeszedł po jej plecach, kiedy tylko o tym pomyślała.
Nie.
Nie było kurwa opcji.
I już była gotowa wystartować do Diego; powiedzieć mu, żeby spierdalał, kiedy Madox zacisnął mocniej palce na jej udach. Spojrzała na niego wkurwiona, ale słowa, które zaczął mówić, szybko uświadomiły jej, że był po jej stronie. Że on też tego nie chciał. Tylko zamiast po prostu odmawiać Diego, postanowił sprawić, że on sam tego nie będzie chciał. I szczerze? Musiała przyznać, że zrobił to śpiewająco. Wybornie wręcz. Obłędnie. Tak dobrze, że przez cały czas jak mówił, Pilar patrzyła w niego jak w obrazek. Nawet kurwa nie musiała udawać tej zauroczonej po uszy idiotki, bo ona nie tylko świata poza nim nie widziała, ale też kurewsko doceniała jego dobre serce. Bo może i Noriega mógł grać groźnego gangusa, miał swoje za uszami, robił złe rzeczy, ale przecież nigdy ale to kurwa nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego. Miał swoje wartości. I trzymał się ich. I w tamtym momencie dla Pilar nie było nic bardziej seksownego — facet, który stał przy swoim zdaniu. Bronił słabszych. I to nie przez odmawianie, a solidne argumenty, które Rojas faktycznie kupił. Zaraz nawijał o tym, że to meksykaniec, a oni przecież byli najgorsi.
Skopanie mu dupy, akurat z przyjemnością mogę załatwić — odezwała się, uśmiechając zaczepnie do Diego, a Rojas jak wcześniej faktycznie chciał swojego kumpla znowu na wolności, tak po monologu Noriegi, chciał mu jeszcze bardziej dojebać.
Proszę proszę — mruknął, ściągając kilka dodatkowych buszków z cygara. — Hermoso y peligroso piękna i niebezpieczna, nachylił się w ich kierunku, przesuwając spojrzeniem po ciele Stewart, chociaż kiedy jego wzrok nastąpił na dłoń Madoxa, od razu wrócił do oczu Pilar. — Está bien, sprawdźmy, co będziesz w stanie zrobić — sięgnął po szklankę z drinkiem i wyzerował ją do końca, na co Stewart skinęła głową. Normalnie nie mieszała się w takie rzeczy, ale tutaj, w tym właśnie scenariuszu w grę wchodziły dwa powody, dla których warto było się zaangażować. Po pierwsze będzie mogła zapulsować w oczach latynoskiego półświatka, a po drugie skoro facet zgwałcił jakąś biedną kobietę, z przyjemnością załatwi mu dodatkowe lanie podczas spaceru na deptaku. To akurat nie był problem.
Przewróciła oczami, kiedy Pati zaproponowała dolewkę. Naprawdę nie miała ochoty tu dłużej siedzieć, kto wie, co zaraz przyszłoby do głowy Diego. I Madox jakby czytał jej w myślach, od razu oznajmił, że on będzie się już zbierał, ale pomyśli o kimś do polecenia na miejsce Javiera. Rozmowy o dupeczkach i obciąganiu już nawet nie słuchała, bo po prostu skierowała się do wyjścia. Pati niby szła za nimi, ale Diego jeszcze zawołał ją do siebie, żeby zapytać o jakiś towar, skoro miała teraz zażądać tym przybytkiem i być prawą ręką Noriegi. Powiedziała, że zaraz do nich dołączy i wróciła się do kanapy.
Pilar za ten czas szarpnęła za klamkę i przeszła pierwsza przez trzy, a kiedy tylko Madox zamknął je za sobą, już zaciskała swoje palce na jego kolorowej koszuli i przyciskała go do ściany, przysuwając się bliżej. Tak blisko, że bez problemu mógł czuć na sobie jej ciepły oddech. Ona jego zresztą tęż. Przysunęła głowę. Chciała go pocałować? Czy może jednak przesłuchać?
Były dwie policjantki? — spytała prosto z mostu, każde ze słów osadzając na jego lekko rozchylonych wargach. — Haddie to jedna, a kto jest drugą? — faktycznie musiał mieć słabość do mundurów, skoro okazywało się, że ona nawet nie była drugą, a trzecią, którą usidlił. W głowie gdzieś wertowała te, które znała i z którymi nie raz prowadziła sprawy. A kiedy Madox w końcu raczył jej odpowiedzieć, chwile później drzwi znowu się otworzyły i wyszła z nich Pati. Popatrzyła na nich podejrzliwie, a zaraz potem się uśmiechnęła bezczelnie.
Może wam też trzeba załatwić jakiś pokój? — przewróciła oczami, przyglądając się swoim krwiście czerwonym paznokciom. Następnie podeszła bliżej i spojrzała na Madoxa. — Masz jeszcze chwile? Chciałam dogadać szczegóły naszej współpracy, skoro oficjalnie przy Rojosie powiedziałeś, że dostałam robotę — wcześniej była to niewiadoma, jednak po tym, co stało się w pokoju i jak jasno Madox dał znać, że pokojem VIP od teraz zajmowała się Fernendez, Pati chyba nie miała już co do tego żadnych wątpliwości. A przynajmniej takie sprawiała wrażenie. — Będę potrzebować na dół więcej ludzi. I więcej kamer. Tą marną jedną na podest możnaby łatwo zasłonić chociażby majtkami. A i jeszcze chciałabym zatrudnić nowe tancerki. Te tutaj są jakieś… — popstrykała w powietrzu, jakby szukała odpowiedniego słowa. — Przestarzałe. Nudne. Nie wiem, do wyjebania. Goście się nudzą — z jednej strony miała jaja, że tak na starcie już się rządziła, a z drugiej… no chyba dobrze to o niej świadczyło. Wyglądała, jakby znała się na robocie i naprawdę chciała z tego miejsce wyciągnąć jak najwięcej.

¿Quién es el segundo?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Ufał jej. Mówił jej rzeczy, których nie wiedział o nim nikt inny, teraz już przecież nie miał przed nią żadnych tajemnic. A czym to było jak nie zaufaniem? I to takim kompletnym. Takim, którego nie podważy nic, bo właściwie teraz jego życie leżało w jej rękach, ale przecież wiedział, że Pilar by go nie zdradziła, nie sprzedała.
A jednak jeśli chodzi o Galena Wyatta miał wątpliwości, może biorąc pod uwagę to co ich łączyło? A może to, że to był Wyatt, a Madox przecież trochę słyszał jaki on był. A może wciąż ciągnęło się za nim to co zrobiła Rosa, z jaką łatwością i jak dobrze go oszukiwała?
Na to co zrobił pewnie składało się wiele rzeczy, ale nie żałował, na pewno nie tego, że obił mordę Galenowi Wyattowi. Bo może wreszcie do niego dotrze.
Do Madoxa też wtedy dotarło, że nie chciałby jej stracić.
Więc może wyciągnęli z tego jakieś lekcje? On na pewno.
I teraz z tej rozmowy z Diego też chciał.
Nie mógł mu po prostu odmówić, ale wiedział, że się z nim nie zgodzi. Wystarczyło tylko ubrać to w odpowiednie słowa, i Rojas rzeczywiście to kupił. A kiedy Pilar dodała, że może załatwić skopanie dupy Navarro, to Madox znowu poklepał ją po kolanie.
- Widzisz, nawet nie muszę sobie brudzić rączek - rzucił do Diego, ale zaraz przytulił szorstki policzek gdzieś do szyi Stewart. Nawet nie zauważył tego spojrzenia Latynosa, chociaż kiedy Rojas powiedział to hermoso y peligroso, to Noriega się uśmiechnął, bo Diego na pewno nie zdawał sobie sprawy jak bardzo. A Madox coś już o tym przecież wiedział.
Wiedział też, że to najlepszy moment, żeby się ulotnić. Zrobili już przed Diego pokazówkę, zaprezentowała się zarówno Pati, jak i Pilar, a o to przecież chodziło. Chociaż Noriedze też chodziło o tą sprawę, którą Diego mógłby dla niego załatwić. Ale i tak nie rozmawiałby o tym przy dziewczynach.
Pożegnał Rojasa uściśnięciem ręki, a potem już obejmował Pilar, kiedy ruszyli wspólnie do drzwi. Nawet się nie obejrzał, gdy Pati się cofnęła, skoro chciała tutaj pracować, to musiała sobie radzić.
Uśmiechnął się kiedy Stewart przycisnęła go do ściany, pierwszy raz tak szczerze, patrząc prosto w jej piękne, czekoladowe oczy, nawet sięgnął do jej pośladka, żeby przyciągnąć ją jeszcze do siebie. Bliżej.
- Wiedziałem, że o to zapytasz - mruknął w jej pełne, gorące usta, a zaraz się szarpnął, żeby musnąć je swoimi wargami - Pilar Stewart nie jest zazdrosna, jest ciekawska? - wyszeptał, a zaraz użył trochę więcej siły, żeby ją od siebie odepchnąć, szarpnąć tak, że teraz to jej plecy zderzyły się ze ścianą, a on na nią naparł, bezczelnie wdzierając się kolanem między jej uda, opierając rękę nad jej ramieniem, znowu... tak blisko - o tą drugą nie musisz się... - zaczął, ale kurwa nie skończył, bo już dołączyła do nich Pati. A Madox wywrócił oczami, jeszcze oparł głowę na ramieniu Stewart, jeszcze zaciągnął się jej znajomym zapachem, a zaraz odsunął dając jej przestrzeń.
- Urlop, jakbyś mi załatwiła urlop, to by było kurwa zajebiście - rzucił do Pati, co prawda Madox przecież niedawno wrócił z Meksyku, ale czy ten wyjazd w ogóle można traktować jak urlop? Potem był w Vegas, ale tam też dużo się działo. Więc gdyby teraz zaproponowali mu jakiś wyjazd, to chyba zgodziłby się bez wahania.
- Może się kiedyś doczekasz, jak już twoi ludzie zaczną mnie respektować - powiedziała mu spokojnie Pati, nawet się uśmiechnęła, ale zaraz pytała go czy ma dla niej jeszcze chwilę. I Madox w pierwszej kolejności spojrzał na Pilar, bo wolał zdecydowanie jej poświęcić czas, ale skinął głową.
- Dobra, nie tutaj... - ruszył na górę po schodach, bo jednak nie będą prowadzić rozmów pod drzwiami. Tym razem Noriega poszedł przodem, widać było, że myślami był trochę nieobecny. Ruszył do baru, gdzie w zasadzie było sporo ludzi, ale wystarczyło tylko jedno skinienie palcem, a zaraz jeden z jego ochroniarzy zrobił im miejsce na samym końcu. I teraz dopiero Madox się ruszył podsuwając Pilar wysokie krzesło przed sobą. Usiadł za jej plecami, ale zaraz opierał się o kontuar i wołał do siebie barmankę.
- Podwójny - rzucił tylko krótko, a dziewczyna spojrzała jeszcze na Pilar i Pati, czy też czegoś chciały. Pati pokręciła głową. Madox oparł się o ladę wychylając w kierunku Fernandez - o ochronie musisz gadać z Diego... Chociaż ja to zrobię, powiedz tylko ilu, potrzebuję jeszcze kilku na klub, pójdzie na to cały pierdolony budżet za który mieliśmy tutaj odnawiać te światła - machnął ręką na lampy wiszące nad parkietem i DJką. Nie wyglądały źle, ale przecież Madox dbał o klub, lubił modernizacje. Już ostatnio wymieniał blaty, nie tak dawno temu parkiet, teraz miała być pora na oświetlenie. Ale w tym momencie ochrona chyba była ważniejsza - mam takiego kolegę informatyka, powinien ci pomóc z tymi kamerami, ale kurwa bez przesady, nie robimy z podziemia reality show, tam ma być kameralnie, ale bezpiecznie - rzucił i już sięgał po ciężką szklankę ze swoim rumem, którą na podkładce postawiła za nim barmanka. Złapała ją w wytatuowane palce a zaraz znowu odwracał się w kierunku parkietu opierając łokcie na barze - jak znajdziesz takie, które będą chciały robić pokazy tam na dole to droga wolna, dziewczyny z klubu ciężko namówić, boją się - wzruszył ramionami, bo czego tu się bać? Przecież na dole było pełno jego ludzi, ale kiedy one... - ale kurwa wyobraź sobie to, że one zamiast tańczyć to albo pyskują, albo próbują okraść klientów - odwrócił się do Pati upijając kilka łyków ze swojej szklanki - chyba myślą, że odkąd ja zajmuje się sekcją VIP to mogą sobie tutaj pozwalać - bo rzeczywiście pod władaniem Maddie tak nie było, ale ona się z nimi nie pierdoliła. A Madox? On czasem był za miękki. Bo przecież nie przyjebie tancerce, tak jak ochroniarzom. Chociaż... zrobiłby to, gdyby musiał.
- Załatwię to - powiedziała od razu Pati poprawiając się na krześle - muszą wiedzieć, kto tutaj rządzi, a jak się nie dostosują, to mam takie dojścia... Mogę ci wymienić je wszystkie na naprawdę gorące dziewczyny - powiedziała pewna swego poprawiając na kolanie czerwony materiał jej sukienki. A Madox upił drinka i odstawił szklankę na ladę, ale barmanka sama przestawiła ją na podkładkę. Czyli jednak barmanki też się czegoś uczyły, tylko te tancerki... z nimi wiecznie był jakiś problem.
- Dobra, ale pamiętaj Pati, Emptiness to porządny lokal, a nie kurwa jakiś burdel - bo taka jest prawda, że to co czasem tancerki robiły dla klientów, to Madox przecież nigdy do tego nie przykładał ręki, one na jego polecenie miały tylko tańczyć. Ale w Emptiness za pieniądze dało się załatwić wszystko. Trzeba było tylko wiedzieć z kim rozmawiać.

Sabía que ibas a preguntar sobre eso ⋆˙⟡♡
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Oczywiście, że zapytała.
Fakt, że to zrobi, był bardziej oczywisty niż to, że następnego dnia wzejdzie słońce. Pilar rzadko kiedy trzymała nurtujące ją pytania dla siebie. Zdecydowanie należała do ludzi bezpośrednich i tych, którzy woleli wiedzieć niż gdybać. Ona nie umiała się zastanawiać, potrzebowała mieć pełen obraz sytuacji, żeby wyciągać odpowiednie wnioski. I chociaż miała świadomość, że jedna jak i ta druga pewnie nic już dla niego nie znaczyły, to przecież musiała wiedzieć, kogo unikać w robocie, a tym bardziej z kim nie rozmawiać o Noriedze. A może właśnie zacząć? Może dowiedziałaby się czegoś ciekawego. Zaśmiała się, gdy powiedział, że wiedział, że o to zapyta.
Skoro wiedziałeś, to mogłeś już sobie ułożyć odpowiedź — odpowiedziała mu praktycznie od razu. Nawet nie zdążyła złapać więcej powietrza w płuca, kiedy on już łączył ich usta w pocałunku. Wyjątkowo słodkim, a jednak na jego języku wciąż kręcił się gorzki posmak rumu, który jej wcale nie przeszkadzał. Co więcej, może nawet się jej podobał. Smakował Medellin. Miała ochotę przytrzymać go przy sobie jeszcze chwilę, ale on już pytał czy była zazdrosna czy może jednak ciekawska, przy okazji obracając ją i przypierając do ściany. Cienki materiał koszulki od razu przeszedł chłodem od ściany i uderzył w jej plecy. Tylko Pilar nawet na sekundę się tym nie przejęła, bo już za bardzo fiksowała się na Madoxie i jego kolanem między jej udami. — Nie jestem zazdrosna… — mruknęła, chociaż oboje przecież wiedzieli, że była. — Tu eres miojesteś mój dodała, przyciągając go do siebie bliżej i tym samym wychodząc mu na przeciw biodrami. Kiedy zaczął o tym, że o drugą nie musiała się… martwić? Już chciała mu wejść w słowo i zapytać czy pierwszą za to powinna w takim razie, ale na horyzoncie pojawiła się Pati. Pilar przewróciła oczami. Niby przywykła już do tego, że ciągle ktoś im przeszkadzał, ale jednak za każdym razem jakiś pierwiastek irytacji pozostawał, szczególnie, że chciała wyciągnąć z Noriegi trochę informacji.
Pati jak zaraz się okazało również chciała. Nie tylko informacje ale również prawo do decydowania i rządzenia się na dole. Więcej ochrony, więcej kamer, nowe tancerki… kurwa, latka była zatrudniona dopiero przez jakieś pół godziny, a już chciała przeprowadzać takie renowacje. Chociaż z drugiej strony, może to i dobrze? Wszystko, co funkcjonowało tu wcześniej — albo właśnie NIE funkcjonowało — było w górnej mierze prowadzone przez Maddie. Może jeśli Pati się za to weźmie i to od samego początku, w końcu rzeczy się jakoś poukładają? Ludzie na dole będą się mniej awanturować a może i na tancerki będzie mniej skarg, bo co Pilar ostatnio widziała, to ciągle coś było z nimi nie tak. I jasne, Tony chociażby mógł trzymać pięść w kieszeni, ale z drugiej strony, to tancerka próbowała go okraść. Jedno było zależne od drugiego i jeśli Patricia miała na to jakąś receptę, to czemu nie? Chociaż kiedy wspomniała o tych gorących dziewczynach, które mogła sprowadzić od razu, Pilar się wyprostowała.
A skąd ty masz dostęp do tak wielu gorących dziewczyn na zawołanie, Pati? — spytała bez ogródek, jak to zazwyczaj miała w zwyczaju, przyglądając się jej uważnie.
Nie z kontenerów Wyatta, nie martw się, Pilar — wycedziła, uśmiechając się pod nosem. Może dla niej to była gra i zwykłe słówka, ale przecież Stewart była wyczulona na ten cały handel ludźmi, na którym głównie opierały się burdele. Widziała na własne oczy w Quebec jak bardzo te dziewczyny były przestraszone, zmuszone, jak nie chciały tam być, niezależnie od tego, co mówiła cała obsługa.
To dobrze — Stewart nachyliła się w jej kierunku, zdecydowanie naruszając jej przestrzeń osobistą, ale jak Pati chciała tu pracować musiała się przyzwyczaić do tego, że ani ona ani Madox nie znali takie pojęcia jak przestrzeń drugiego człowieka. — Bo jak się dowiem, że bawisz się tutaj w jakiś handel dziewczynami, to osobiście zakuje cię w kajdany — mruknęła niby z uśmiechem, ale ton, jakim to mówiła mógł jasno świadczyć o tym, że wcale nie żartowała. Półświatek półświatkiem, to samo z całą sekcją VIP na dole, ale gdyby wyszły takie rzeczy, Pilar nawet nie patrzyłaby na to, że to lokal Madoxa i zrobiła wszystko, żeby zamknąć go praktycznie od razu.
Lo sé, lo sé, pani policjant — uniosła dłonie w górę, kompletnie niewzruszona bliskością z Pilar i nawet nachyliła się w również w jej kierunku, gdzieś pomiędzy łapiąc też spojrzenie Madoxa. — Wpływowi po obu stronach prawa? Niebezpieczny z was duet — zauważyła i chyba faktycznie było w tym dużo racji. Jakby na to nie spojrzeć, jeśli faktycznie będą w stanie to wszystko dobrze rozegrać, będą mieć wpływy nie tylko w psiarni ale też wśród gangusów. Dużo informacji będzie przez ich oboje przechodzić. Informacji, które będą mogli odpowiednio wykorzystać, gdyby tylko chcieli.
A właśnie… — odezwała się znowu Pati. A szkoda, bo szczerze mówiąc Pilar miała nadzieje, że to już wszystko i będą mogli w końcu jechać do domu trochę o d p o c z ą ć… albo porobić inne rzeczy. — Jest jeszcze taka jedna sprawa, skoro tu jesteś..cie — spojrzała pierwsze na Stewart, a potem na Madoxwa, chociaż finalnie uwagę skupiła na Pilar. — To nic związane z klubem, a sprawa bardziej personalna — poprawiła się na krześle, a Stewart jakoś tak mimowolnie odchyliła się do tyłu, żeby oprzeć się o ramię Madoxa.
No to mów — ponagliła ją. — Na co czekasz? — spojrzała na nią wymownie, a Pati westchnęła głośno. Trochę już mniej przypominała tą stanowczą zimną sukę, która tylko dyktuje warunki. Rozejrzała się, a potem nachyliła w ich stronę.
Mąż mojej kuzynki Almy zaginął — powiedziała w końcu przyciszonym tonem. — Luciano zawsze miał tendencje do mieszania się w jakieś gówno, chociaż kiedy urodził im się Emilio w końcu się ogarnął, ale trzy tygodnie temu go po prostu wcięło. Nie wrócił do domu, nie ma z nim kontaktu, telefon jest wyłączony, oczywiście nikt nic nie widział. Alma była z tym na policji i to kilka razy, ale… wiecie jak to jest z latynosami. Sprawa momentalnie została zepchana na sam dół priorytetów, jak nie od razu wyjebana do kosza — Pilar słuchała dokładnie tej całej opowieści z mocno ściśniętymi brwiami do środka, raz po raz kiwając głową. Wiedziała jak to było z latynosami. W ogóle z uchodźcami. Rząd nigdy się nimi nie przejmował, a organy ścigania i tak każdego jednego miały za bandytę. Nie zdziwiło jej wcale, że sprawa Luciano została zignorowana. — To jest naprawdę porządną rodzina. Są w Toronto już od ponad trzydziestu lat, wiesz, każde z nich legalnie. Obiecałam Almie, że czegoś się dowiem, ale kurwa… — podniosła spojrzenie na Madoxa. — Nawet ja mam jakieś marne ochłapy informacji — a to chyba już musiało coś znaczyć. — Alma jest załamana. Ledwo wiąże koniec z końcem, a do tego jest w ciąży z drugim dzieckiem. Emilio ma sześć lat. Kurwa no, rozumiecie? On musi się znaleźć. I pomyślałam, że... może moglibyście pomóc?

tal vez podamos ayudar
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może ułożyłby sobie odpowiedź, gdyby chciał jej wyciskać kit, karmić kłamstwami, ale nie chciał. Zamierzał powiedzieć jej prawdę, wyznać kim były te dwie policjantki, tylko to by było przecież za proste, gdyby oni kończyli te swoje poważne rozmowy, gdyby nikt im nie przerwał, jak Pati, która wyszła sobie nagle z sali VIP. Chociaż z tym, że był jej, musiał się zgodzić. Ale w tej chwili też musiało jej wystarczyć jedno spojrzenie w jego ciemne oczy, bo na więcej już sobie nie pozwolił. Chociaż objął ją znowu ramieniem, przyciągając do siebie, kiedy już wspinali się po schodach do klubu. A potem posadził obok, przy sobie, kiedy zajmowali miejsce przy barze. Co do tego całego rządzenia się Pati Madox miał dość mieszane odczucia, z jednej strony dobrze, bo powinna sobie radzić pod jego nieobecność, a nie wiecznie zasypywać go telefonami jak Maddie, z drugiej... też musiała znać swoje miejsce. Pod nim.
Ale na razie postanowił z tym nie dyskutować, chociaż przysłuchiwał się wymianie zdań między Pilar, a Fernandez, nawet sięgnął ręką gdzieś za plecami Stewart, żeby przesunąć palcami po jej kręgosłupie. Bo Madox może nie wiedziała skąd Pati brała te swoje gorące dziewczyny, ale przecież on też by nie przyłożył ręki do jakiegoś handlu ludźmi. Mógł się bawić w prochy, w handel bronią i okradać zwyrodnialców, ale w takie coś nie chciałby być zamieszany. W kontenery Wyatta.
- I nie chcę tu dziwek z ulicy, więc jak te gorące dziewczyny umieją nie rozkładać nóg przed klientami, to możesz jakieś zatrudnić - jeszcze zerknął na Pati, a zaraz spojrzał na Pilar - kajdanki to by był jej najmniejszy problem cariño - jeszcze rzucił Pati groźne spojrzenie, a potem znowu opierał się za Pilar, sięgając ręką za jej plecy, żeby zaznaczyć, że on trzymał jej stronę. A może udawał, że trzyma?
A może po prostu oni mimo wszystko mieli jakieś podobne wartości?
Diego i Pati mogli to odbierać jak chcieli, ale fakty były takie, że co by się nie stało, to on by stanął za nią murem. Tak jak ona za nim. Zawsze.
- No i o to chodzi, żeby trochę... namieszać - mrugnął do Fernandez jednym okiem, a ona znała go na tyle, żeby wiedzieć, że Madox lubił... chaos. Lubił mieszać, podsuwając policji złe tropy, wodzić za nos półświatek. Lubił kiedy się działo, bo z charakteru był paskudny.
Wcale nie był, po prostu rozgrywał to tak, żeby niektóre rzeczy zrzucać na swoją złośliwość, na to, że miał wyjebane, że lubił siać zamęt. A prawda jest taka, że przecież on częściej pomagał policji, po swojemu, żeby się nie zdradzić, ale robił to, od lat.
Znowu przeniósł spojrzenie na Pati, kiedy wyznała to, że jest jeszcze jedna sprawa, a gdy ciemne oczy Fernandez utkwione były w Stewart, to Madox zastanawiał się o co może jej chodzić. Coś z policją?
Pati nie lubiła się z gliniarzami. Ale może z Pilar mogłaby się polubić?
Przysunął się do Stewart bliżej, kiedy się o niego opierała i w pierwszej chwili nawet miał powiedzieć Fernandez, że jak to sprawa personalna, to on ma to gdzieś, konkretnie w dupie. Bo co go to obchodziło?
Ale wiedział, że Pilar by tak tego nie zostawiła, za dobrze ją znał. Ona chciała wszystkim pomóc. Zbawić cały jebany świat. Ale Madox był gotowy zaraz odmówić Pati, gdyby jej prośby były podobne do tych Diego.
Podsunął się bliżej Pati, żeby lepiej ją słyszeć, przy okazji ciaśniej otaczając Pilar ramieniem. Słuchał swojej nowej menadżerki, ale w głowie cały czas zastanawiał się co za Luciano, znał go? Kojarzył?
- W jakie gówno Pati? Konkrety - rzucił - i nazwiska - dodał jeszcze, bo on by też tak sobie mógł opowiadać, Alma i Luciano, znał od chuja... - Luciano Benitez? - znowu podniósł na Patricie spojrzenie, a ona skinęła głową, a Madox już pociągnął do siebie krzesło, przysiadając się jeszcze bliżej Pilar, tak, że już mogła go czuć na swoich plecach - Luciano Benitez pracuje w takim ośrodku dla bezdomnych i dla samotnych matek, on zawsze załatwiał tam miejsca dla dziewczyn, które... No nie powiodło im się w życiu nie, bo jak latynoska z brzuchem, to od razu, że chłop ją bije i sama się o to prosiła, ale wiecie ile tych dziewczyn zostało tutaj w Kanadzie wykorzystane? - zerknął na Pilar, a zaraz wbił spojrzenie w Pati - Luciano to porządny facet, ja nawet chyba kojarzę tą jego żonę - pokiwał głową, bo przecież Madox się z tym nie obnosił, ale on też mocno siedział w Latynoskiej społeczności i ją wspierał. Po cichu - a w co wmieszał się Luciano? - dopytał Pati, ale ona tylko wzruszyła ramionami.
- Wiem, że szukali go ludzie Luny - powiedziała, a jej ciemne oczy spoczęły na tych Madoxa.
- Pierdolisz... - rzucił Noriega i aż pokręcił głową, wstał z krzesła i tym razem szurnął nim tak, żeby usiąść na przeciwko Pilar, pochylić się blisko niej, dłoń oparł na jej udzie, mocno, bo wiedział jak ona zareaguje - Luna to... on jest na sto procent zamieszany w handel ludźmi. Tutaj ma zakaz wjazdu, zresztą nikt z nim nie trzyma, Diego najchętniej by mu odstrzelił łeb. Luna jest nieuchwytny, w Toronto jak jakiś jebany duch, ale ma swoich ludzi... A jak pytali o Luciano... - znowu się przesuwał, Madox dosłownie nie umiał usiedzieć na dupie, sięgnął do Pilar - dobra, czegoś się dowiemy, nie? - teraz chyba bardziej zwracał się do Stewart. Chociaż zaraz znowu patrzył na Pati - a jeśli Alma potrzebuje pieniędzy, to... ja coś jej wpłacę, i tak to robię, to znaczy akurat to szło zawsze przez Luciano, bo wiecie jak jest... ale co miesiąc staram się ich wspierać - wzruszył ramionami, ale chyba zdawały sobie sprawę, że Madox nie mógł się ze wszystkim obnosić i to, że on wspierał Latynoską społeczność zawsze było utajnione, jak jego kurwa praca w policji. Ile jeszcze takich tajemnic miał Madox?
Pewnie trochę miał. Biorąc pod uwagę fakt ile on rzeczy musiał udawać. Ile scenariuszy odgrywać. I przed każdym coraz to inna maska. Dobrze, że przed Pilar już nie musiał. Znowu odszukał jej czekoladowe spojrzenie. A jego dłoń przesunęła się po jej kolanie. To mogły być wszystko ślepe tropy, zwłaszcza ten z Luną, ale Almie chyba musieli pomóc?
Pewnie, że musieli. Jak wszystkim dookoła. Tylko może Pati nie powinna wiedzieć...
- Luciano mówił, że gra z tobą w piłkę, i Diego też... - powiedziała jakby nigdy nic Fernandez, a Madox wzruszył ramionami.
- Trzeba mieć jakieś inne hobby niż gansterka, nie? - co środę zapierdalał z chłopakami na piłkę, a kiedy już pokopali, to często wypili razem jakieś piwko w Emptiness, ale na prawdę Luciano przy nich to był święty. Ale Madox i Diego z tymi swoimi kolumbijskimi zasadami wspierali go chociaż gotówką. Chociaż prawda jest taka, że Madox robił dużo więcej. On nawet Williama wiecznie ściągał, żeby prowadził pro bono sprawy Latynosów. Bo w zasadzie... to była jego jedyna rodzina w Toronto.

el que quería salvar el mundo ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z początku nie chciała się w to mieszać.
Prywatne sprawy ludzi z półświatka powinny zostać tam, gdzie ich miejsce.
Jednak im dłużej słuchała Pati, tym w jej głowie pojawiało się coraz więcej wątpliwości. Szczególnie kiedy do tego wszystkiego dołączył się Madox i zaczął opowiadać, że Luciano pracował w ośrodku dla bezdomnych i tam pomagał. Bo prawda była taka, że Pilar mogła zgrywać czasami zimną sukę, mogła być bezczelna i pyskata, ale… kurwa, pomocy to ona nie potrafiła odmówić. Nie kiedy gdzieś w sercu czuła, że to było dla większego dobra. Że tyczyła się ona ludzi o dobrych intencjach. Tym bardziej takich, których warstwy społeczne spychały na sam dół łańcucha pokarmowego.
Nisze etniczne nie miały tutaj wiele do gadania. W tym Latynosi. Zawsze gdzieś z tyłu, nigdy nie ważni do tego stopnia, żeby się nimi odpowiednio zainteresować. No chyba, że pieniądze w portfelu się zgadzały. Wtedy zawsze znalazła się jakaś luka prawna, cokolwiek. W przypadku Luciano, pewnie po prostu zostało to zignorowane. W końcu przecież nie był pewnie pierwszym ani ostatnim facetem, który gdzieś zniknął. Który kiedyś coś kręcił z półświatkiem i po prostu zmiotło go z planszy. Wypadek przy pracy — tak często to tłumaczyli na komendzie.
Jaki Luna? Kto to? — wtrąciła się, kiedy tylko wspomnieli to imię, ksywkę, cokolwiek to było. Ściągnęła brwi do siebie i wbiła spojrzenie w Madoxa. Kiedy studiowała tematy związane z handlem ludźmi, obiło się jej to może o uszy, ale za nic nie mogła przywołać sobie odpowiedniej kartoteki. Zresztą jak ktokolwiek tutaj mógł się skupić, kiedy Noriega średnio co trzydzieści sekund zmieniał pozycje i przesiadał się ze swoim krzesłem coraz bliżej. Jak tak dalej pójdzie albo wyjdzie za bar albo jeszcze usiądzie jej na głowie. Chociaż akurat słowa, które mówił były wyjątkowo istotne. Skinęła głową, gdy powiedział, że czegoś spróbują się dowiedzieć.
Sprawdzę, co da się zrobić — powiedziała spokojnie, i w pierwszej chwili chciała sięgnąć po telefon, żeby zapisać w nim wszystkie imiona, które mogłaby sprawdzić w bazie, ale z drugiej strony po co, skoro okazało się, że Madox ich znał.
I to wcale nie ze słuchu czy jakiś tam opowieści, ale osobiście. Aż pokręciła głową. Czego ona jeszcze o nim nie wiedziała? Kurwa, nawet nie musiała się długo zastanawiać, bo kilka słów później okazało się, że nie tylko ich znał, ale jeszcze wspierał ich finansowo. Wbiła w niego intensywne spojrzenie, chociaż nic nie powiedziała.
Niesamowite to było. Jak debre serce chowało się pod tymi groźnymi tatuażami. Jak dobry człowiek tam był. Madox często powtarzał, że miał przebrzydły charakter, że był zły do szpiku kości, ale ona od początku czuła, że wcale tak nie było. Od pierwszych chwil w Medellin, kiedy pokazał jej swoją prawdziwą twarz, widziała w nim o wiele więcej niż wszyscy inni dookoła. Widziała troskę i wielką wrażliwość. I chęć pomocy. Bezinteresownej. Bo nic z tego co robił nie czynił dla uznania. Kurwa, nawet jej o tym wszystkim nie powiedział. Chociaż to że chodził grać w piłę coś kojarzyła.
Fajnie byłoby się do nich przejechać — odezwała się w końcu, prostując nieznacznie na krześle i układając własną dłoń na tej Noriegi. — Możesz nam załatwić adres? I najlepiej powiedzieć Almie, że przyjdziemy, żeby się nie stresowała? — w końcu jeśli chcieli dowiedzieć się czegoś więcej, najlepiej było zacząć u źródła, czyż nie? Kartoteki policyjne nie uciekną, jednak tam i tak nie będzie czarno na białym powiedziane, co tak naprawdę stało się z Luciano. Tutaj trzeba było rozpisać wszystkie możliwe ścieżki, stworzyć jakieś potencjalnego scenariusze wydarzeń i po prostu ruszyć ich ścieżkami, żeby sprawdzić, czy którykolwiek faktycznie miał miejsce.
Oczywiście — Pati skinęła głową i zerwała się z miejsca, wygrzebując w torebce telefon. — Zrobie to od razu, bo wiem, że dzisiaj Alma ma wolne — a potem już tylko machnęła na nich ręką i przeszła na zaleczę, jak gdyby nigdy nic. Swoją drogą niesamowite było to, jak szybko się tutaj zaklimatyzowała. Jakby była u siebie. Pewnie w każdych innych okolicznościach, Pilar uznałaby to za dziwne i mocno podejrzane, ale przecież teraz miała zupełnie inne tematy w głowie. Przekręciła się lekko na hokerze, wciskając kolana między jego uda i nachylając się lekko do przodu, tak żeby złapać jego dłonie gdzieś między ich nogami i pogładzić je delikatnie.
Nie mówiłeś, że wspierasz inne rodziny finansowo — musiała to powiedzieć. No przecież by się udusiła, jakby zachowała to dla siebie. W jej głosie nie było ani krzty pretensji czy żalu, że jej wcześniej nie powiedział, bardziej uznanie, że w ogóle robił coś takiego. — Znasz ich dobrze? — podniosła na niego spojrzenie, chociaż jej opuszki wciąż błądziły po szorstkiej skórze jego dłoni. Głaskała go i delikatnie drapała, wpatrzona w ciemne oczy, jak w najpiękniejszy obrazek. Nawet chciała pochwalić jego dobre serce, ale przecież to nie było miejsce na takie rzeczy. Nie w klubie, gdzie musiał zachować pozory, gdzie ktoś mógł usłyszeć, że Madox Noriega miał złote serce. Ha-tfu. Tutaj szef miał być niebezpieczny i nieprzewidywalny.
Dobra — rzuciła Pati, kiedy już wybiegła z zaplecza. — Alma już wszystko wie. Powiedziała, że możecie przyjechać nawet zaraz, jeśli oczywiście znajdziecie czas — oznajmiła, a następnie przeszła za bar i wygrzebała (znowu jakby była u siebie) plik karteczek, na których kelnerki zapisywały zamówienia. Wpisała tam adres oraz numer telefonu. — Tutaj macie dokładne miejsce. To jest na obrzeżach Toronto, jakieś dwadzieścia minut jazdy stąd, no i napisałam wam od razu numer Almy w razie czego i… kurwa — znowu złapała za telefon. — Musze to odebrać. Jak coś to tu macie wszystko, co trzeba — cisnęła kartką w ich kierunku i znowu uciekła na zaplecze, jakaś taka… nerwowa? Ale z drugiej strony, to mógł być każdy. Może Pati też ma jakieś swoje sprawy? Pilar wzruszyła ramionami i przewróciła w palcach białą, zapisaną karteczkę, a potem podniosła spojrzenia na Madoxa.
Co myślisz? — spytała, podsuwając się bliżej. — Jedziemy tam od razu? — dopytała, dając mu w stu procentach możliwość podjęcia decyzji. Bo przecież w głowie wciąż miała te wszystkie słowa, jakie jej powiedział ostatnio, że wiecznie musi być tak jak ona chce. No to teraz chciała, żeby było po jego. Nigdy nie chciała, żeby czuł się pominięty.

¿Vamos a ir allí?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zmarszczył brwi kiedy Pilar zapytała o Lunę, bo prawda jest taka, że Madox może wiedział coś więcej, ale nie zamierzał o tym mówić przy Pati. Nie chciał mówić więcej niż powinien, może dlatego tak go nosiło?
Albo dlatego, że nie mógł wstać i tego rozchodzić?
Kopnął nogą w bar, a potem jeszcze uderzył się w kolano i sięgnął do niego, żeby je rozmasować.
Pokiwał głową, kiedy Pilar powiedziała, że sprawdzi, co da się zrobić, ale przecież wiedział, że jak ona weźmie tą sprawę, to zrobi wszystko, żeby ją rozwiązać, żeby pomóc... Pilar zawsze pomagała. Nie umiała przejść obok cudzej krzywdy obojętnie, ale to musiał być jeden z tych powodów, dla których Madox tak stracił dla niej głowę. To był jeden z tych powodów, że ona po prostu była dobra, i to tak kontrastowało z tym jaki on powinien być. Zły. A w głębi duszy przecież też... nie do końca. Dlatego nic się nie odezwał, kiedy Pilar zaproponowała, żeby do nich jechać, od tego powinni chyba zacząć, bo Pati dawała im bardzo szczątkowe informacje.
- Świetnie - rzucił tylko, kiedy Pati powiedziała, że zrobi to od raz, bo Alma ma dzisiaj wolne. Czyli dzisiaj. A Madox miał już trochę inne plany na dzisiaj, dlatego w pierwszej chwili się pokrzywił, ale w zasadzie to on przecież zawsze był elastyczny, brał to co przyniesie los, nie?
Po prostu ostatnio wpadł w pewną rutynę. Chociaż czy to co zawsze się odpierdalało u nich, u niego i Pilar, można było w ogóle tak nazwać?
Pochylił się do przodu, bliżej Stewart, kiedy zacisnęła palce na jego wytatuowanych dłoniach, trącił ją kolanem.
- Bo o takich rzeczach się nie mówi, tylko je robi - dla niego to było proste. Zresztą Madox Noriega może nawet nie powinien takich rzeczy robić? Bo źle by to wyglądało na jego mocno poszlakowanej opinii publicznej. Na jej pytanie pokręcił głową - Luciano, trochę, ale jego żonę widziałem tylko kilka razy na jakimś meczu i raczej nas nie przedstawiał sobie - no bo kto przedstawiałby swojej żonie jakiś gangusów? Żonie, która pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, z kim jej mąż kopie piłkę. Może nawet chciał powiedzieć coś jeszcze, ale znowu wróciła Pati, a zaraz notowała im adres i numer Almy. Madox patrzył trochę krzywo na to jak wchodziła za bar, jakby była u siebie, Laura też obejrzała się na nią unosząc brwi. A kiedy Patricia znowu zniknęła na zapleczu, bo musiała odebrać ważny telefon, to Noriega odprowadził ją spojrzeniem. Zaraz jednak ciemne tęczówki utkwił w twarzy Pilar.
- Jedziemy, przecież byś cały czas o tym myślała, gdybyśmy nie pojechali - jeszcze się do niej pochylił, żeby przyłożyć sobie jej dłoń do szorstkiego policzka, a potem szczypnąć zębami jej skórę. I chociaż ciemne spojrzenie jeszcze przez moment wisiało na jej pięknych, czekoladowych oczach, to zaraz zbierał się z krzesła. Ale jeszcze stanął przy ladzie - Laura masz kluczyki od rzęcha? - barmanka zaraz wyjęła je spod lady i mu rzuciła - y por favor, vigila a Pati, no dejes que mande aquí, el bar es tu bebé - i proszę cię, miej oko na Pati, niech się tu nie rządzi, bar jest twój baby, Laura wywróciła oczami, ale zaraz machnęła na niego ręką.
A Madox od razu objął Pilar w pasie prowadząc ją do wyjścia, tego oficjalnego, żeby jeszcze przeszli się przez cały klub - Laurę zrobiłbym swoją menadżerką, jest najlepsza, ale ona nie chce się mieszać w sekcje VIP - rzucił jeszcze do Stewart, kiedy już stanęli przed klubem. Czarny SUV Emptiness stał zaparkowany przy krawężniku i Madox zaraz do niego ruszył - nie będziemy się tak rzucać w oczy jak w Jaguarze, ale... jeszcze nie dałaś mi się przejechać - rzucił ponad dachem samochodu, kiedy już wisiał na drzwiach. Wpakował się do środka i od razu zapiął pas, odpalił silnik i oczywiście, że wyjeżdżając już na ulicę ustawiał lusterka, a zaraz odwracał się do Pilar, żeby na nią spojrzeć. Od czego zacząć? Dużo mieli chyba rzeczy do przedyskutowania...
- I co myślisz o Pati? - to pytanie chyba było najważniejsze, bo dotyczyło jego klubu, a przecież co jak co, ale Madox wciąż o niego dbał. Mniej. Inaczej, a jednak Emptiness było dla niego ważne. Mniej niż ona, ale było - nie lubią się z Diego, ale Rojas to mój kumpel, on właściwie mnie wprowadzał, i wiele mu zawdzięczam, ale on mnie też, to taka przyjaźń z korzyściami - znowu oglądał się na Pilar, a w międzyczasie prowadził i ustawiał klimę. Madox nie umiał usiedzieć spokojnie, a już zwłaszcza kiedy o czymś opowiadał, albo kiedy w grę znowu wchodziły jakieś poważne rozmowy - to tak jak my... - zaczął, ale widać było po nim, że się zastanawia, ważył słowa, jak to powiedzieć, żeby nie spierdolić, żeby nie wyszło jakoś źle - musimy udawać, że to tylko taka relacja z korzyściami. Rozumiesz Pilar? Ale też dzięki temu, że jesteś moją kobietą, w klubie jesteś nietykalna, u Latynosów pewnie też, dlatego ta szopka przy Diego, ale ruscy, jak to do nich dotrze to... mogą cię bardziej nie lubić, albo pierdoleni makaroniarze, nie wiem co oni do mnie mają - wiedział, bo Madox nigdy ich nie szanował, rzucał się, wyzywał... Nie mieli za co go lubić. Utrudniał im tylko życie, ale oni jemu też - wrzucisz adres w nawigację? - dopiero sięgnął, żeby odpalić tą samochodową, niby trochę wiedział gdzie jechać, bo Madox znał Toronto, ale skoro to jakaś dziura za miastem, to musiał się wspomóc - no i musiałem powiedzieć Diego, że jesteś z policji, bo on i tak by się dowiedział, ma na komisariacie wtyki... Kurwa nie wiem czy to ma coś wspólnego z tym kretem, muszę go kiedyś przycisnąć, iść z nim na jakąś imprezę, ale dobra... Może wróćmy do Luciano? - bo to chyba był bezpieczniejszy temat niż Diego. A przynajmniej Madox tak uważał, chociaż jeszcze pozwolił zadecydować Pilar. Bo przecież on... wszystko jej mówił. A ostatnio to już chyba więcej niż powinien?

Te cantaré todo ₊˚⊹ᰔ
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Znał ją.
Doskonale wiedział, że gdyby nie pojechali od razu zbadać tej sprawy, Pilar nakręcałaby się we własnej głowie, nie mogła przestać o tym myśleć. Bo czasami chociaż nie chciała, mimowolnie się angażowała. Nawet kiedy myślała, że coś będzie dla niej poboczną sprawą, kończyła po brzegi w czymś zakopana. Jak chociażby kontenery Wyatta. Miała przecież tylko pomóc Milesowi — rozejrzeć się, popytać, to on był głównym prowadzącym i co? Skończyło się na tym, że to ona pod przykrywką wyprawiła się do pieprzonego burdelu w towarzystwie Galena, a potem jeszcze na kolację do paszczy samego mordercy i człowieka odpowiedzialnego za handel kobietami, pierdolonego Arthura Seeleya. Narobiła sobie wrogów, a przecież miała się nie mieszać. Ale też z drugiej strony, gdyby nie to wszystko, przecież nie byłaby teraz z Noriegą. Nie przyszłaby wtedy do klubu, nie chciała informacji, nie poprosiła, żeby wziął ją na parkiet i na pewno… nie polecieliby razem na wakacje od Medellin. Pojebane to było. To jak losy człowieka były czasami uzależnione od jednej, pojedynczej decyzji. Jednego tak albo nie, albo[/i] pojebało cię, Noriega[/i]. Tak, to ostatnie zdecydowanie miało swoją moc.
A teraz zamiast mu tak powiedzieć, to jedynie uśmiechnęła się do niego ciepło. Z uczuciem. A potem odsunęła na bok i pozwoliła mu porozmawiać z Laurą. Pilar lubiła Laurę. Nie dość, że świetnie sobie radziła jako kierowniczka zmiany, panowała nad całym chaosem, to jeszcze nigdy nie ładowała się w kłopoty. Faktycznie byłaby dobrą managerka, ale skoro nie chciała mieszać się w półświatkowi tematy, to przecież nie było co jej do tego zmuszać. Tak jak Pilar nie zmuszała Madoxa do tego, by jednak pojechali jaguarem. W końcu SUV nie będzie się tak rzucać w oczy.
Ty i tak się rzucasz, cariño — rzuciła znad dachu, przyglądając mu się uważnie. Noriega zawsze był kolorowy. Rzadko kiedy można go było spotkać w ciemnej koszuli i nawet dzisiaj miał na sobie żywe kolory, które kontrastowały idealnie w czarnym samochodem, jeszcze bardziej się wyróżniając. — Możesz się przejechać kiedy tylko chcesz — dodała, ładując się na miejsce pasażera. — Mnie też możesz w niej przejechać, kiedy tylko chcesz — to już mruknęła o wiele ciszej, ale wystarczająco, by mógł ją usłyszeć. Wszystko przyprawiła bezczelnym, zaczepnym uśmiechem. W końcu ile to Madox się naobiecywał, że przeleci ją w samochodzie. Pierwsze w Meksyku, kiedy wynajmowali to obłędne, czerwone cudo, a potem i po, gdy w ramach prezentu zaręczynowego dał jej Jaguara. I co? I nic, bo wiecznie i tak byli zabiegani. Zajęci sprawami niecierpiącymi zwłoki. Nawet teraz: zamiast robić coś razem, to oni jechali pomagać kolejnym osobom. Czasami Pilar chciałaby żeby doba miała czterdzieści godzin, ale potem dochodziła do wniosku, że wtedy po prostu działoby się wokół nich dwa razy tyle i pewnie też nie mieliby więcej czasu dla siebie.
Kiedy spytał, co myślała o Pati, zamyśliła się na moment. Przez chwilę obserwowała drogę, mijane samochody, próbując zebrać myśli.
Chyba będzie tam pasować — odezwała się w końcu, przekręcając głowę i wbijając spojrzenie w jego profil. Ciężko było powiedzieć, że ją polubiła, ale też nie tak, że znienawidziła jej jak Maddie. Pilar po prostu była ostrożna. Obserwowała, analizowała, bo przecież chciała dla niego jak najlepiej. Dla niego i klubu. — Wydaje się okej, ale nie wydaje ci się to, nie wiem, dziwne, że tak się rządzi? Ledwo dałeś jej robotę, a ona już stawia tyle warunków i wciska się za bar? Albo to jak się rzuciła na Diego? — nachyliła się bardziej w stronę Madoxa, zaciągając przy okazji jego obłędnym zapachem, przedramię opierając na podłokietniku. — Już jedna wariatka do ogarnięcia ci chyba wystarczy — uśmiechnęła się bezczelnie, oczywiście nie omieszkając, żeby nie nachylić się do jego policzka i złożyć na nim przelotny pocałunek. A potem jeszcze jak na loco chice przystało, złapała płatek jego ucha w zęby i przygryzła. Wiadomo, że mówiła o sobie. Miała świadomość, co on z nią miał. Nie raz przecież musiał ją uspokajać albo przytrzymywać w pasie, żeby się na kogoś nie rzuciła. Pilar też była imupsywna i to bardzo, chociaż przy nim o dziwo uczyła się czasami trzymać nerwy na wodzy. Zazwyczaj kiedy on tego nie robił. Dopełniali się. Jak zawsze.
Skinęła głową, kiedy zaczął nawijać o tym, że ta ich cała relacja to właśnie powinna wyglądać jak oparta jedynie na korzyściach. Rozumiała. Rozumiała to aż za dobrze i mogła na własnej skórze sprawdzić, co to znaczyło.
No tak, tak… — mruknęła, pochylając się nad nawigacją. — Ty mi dajesz zajebisty seks, a ja tobie informacje? — złapała jego spojrzenie, przyglądając mu się uważnie. Bo raczej nie odwrotnie. A przynajmniej tak powinien myśleć półświatek — że Madox jest tak zajebisty, że wyciąga z niej co tylko chciał i jak chciał. Była jego, ale on jej nie. On miał nad nią władze. To on szarpał ją za włosy, domagał się drinków i decydował kiedy szli a kiedy zostawali. Pilar policjantce może i by to przeszkadzało, ale Pilar dupeczka Noriegi była w stanie się dostosować. Nie miała kompleksu władzy. Nie potrzebowała jej mieć. Szczególnie przy nim. Wbiła adres do domu Luciano i opadła na fotel, posiadając się wygodnie.
Ja to wszystko rozumiem — odezwała się po chwili, wciąż nawiązując do tematu i łapiąc spojrzenie Madoxa. — Dobrze wiesz, że zrobie wszystko, żebyśmy mogli… być — sięgnęła do jego dłoni, którą trzymał luźno na skrzyni biegów i na moment zaczęła się nią bawić. Opuszkami palców sunęła po jego rozgrzanej skórze, kreśliła linie wyznaczone od tatuaży i jakoś zbierała te wszystkie myśli w głowie, aż nie poprosił, żeby zmienić temat na Luciano i jego zaginięcie.
Myślisz, że on w ogóle jeszcze żyje? — spytała prosto z mostu. — Wiesz, zaginięcia powyżej trzech tygodni mają raczej… no marne szanse — statystycznie to uprowadzone kobiety przeżywały o wiele dłużej, jednak wcale nie z dobrych powodów, a dlatego, że po prostu były wykorzystywane. Żyły w piekle. Ale czasami udawało się je odnaleźć. Z facetami bardzo często egzekucja następowała od razu. — Co w ogóle wiesz o tym całym Lunie? To ktoś z półświatka? — widziała przecież po nim jeszcze w klubie, że wiedział więcej niż jej mówił. Miała nadzieje, że po prostu nie chciał mówić przy Pati, a tak naprawdę faktycznie się czymś z nią podzieli.


Sigues siendo llamativo, cariño
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Znał ją, dlatego wolał jechać tam od razu, mieć to z głowy. Chociaż wiedział, że teraz już Pilar nie da spokoju, akurat to jaka była uparta wiedział najlepiej, ale to też w niej uwielbiał, to że się nie poddawała, tylko zawsze walczyła do końca. O swoje sprawy, ale też o nich, kiedy Madox trochę wątpił, to wtedy przecież ona go przyciskała.
Dopełniali się, kurewsko dobrze.
Oboje zdawali sobie z tego sprawę. Ale Madox nie zdawał sobie chyba z tego, jak rzucał się w oczy.
- No jak? Przeciętny kurwa latynoski obywatel - przesunął wytatuowanymi palcami, dodatkowo ozdobionymi złotymi pierścionkami, najpierw po czarnych włosach odgarniając je do tyłu, a potem jeszcze po tej kolorowej, drogiej koszuli. Wyróżniał się w chuj, może mniej kiedy nie chodził w blondzie, ale i tak. Ale w Emptiness przecież musiał, żeby kiedy ktoś zapyta, kto tutaj rządzi, to wskazywali jego, widzisz ten facet w tej kolorowej koszuli, z tatuażami, żeby wszyscy go widzieli.
- Dzisiaj chcę - odpowiedział odnośnie tej przejażdżki Jaguarem, oczywiście, bo przecież Madox nie umiał czekać, odłożyć czegoś na później. Uczył się, ale i tak... To dla niego zawsze było ciężkie, bo on wszystko chciał na już i na teraz, w tej chwili, albo dzisiaj... - nie kuś mnie, bo nigdzie nie pojedziemy - rzucił i zaraz te ciemne oczy zawiesił na jej twarzy, na tym bezczelnym uśmiechu i pełnych ustach, bo przecież Madox chciał ją przelecieć w samochodzie, i to miał być pierwszy raz Pilar w aucie, żaden z jej poprzednich osiemnastu partnerów tego nie zrobił... Chociaż na podeście do striptizu może też nie?
Obejrzał się do tyłu, żeby sprawdzić czy auto nie wygląda źle, jak Maddie nim jeździła to czasem walały się tutaj nawet zabawki jej dzieci, ale teraz było w porządku - zobacz, tutaj też jest zajebista tylna kanapa - musiał to wtrącić, bo może po akcji...
Akurat w ich przypadku to Madox już przywykł do tego, że nie dało się nic zaplanować.
Zaraz zresztą pytał ją o Pati, i chociaż jego ciemne spojrzenie śledziło drogę, to zerkał cały czas na Pilar. Między kolejnymi samochodami, które mijał.
- Myślę, że będzie, ale wiesz jak było... Maddie lubiła się z ruskami, i przez to ja też miałem z nimi trochę mniej problemów, a Pati kurwa nie wiem czy ona się z kimś lubi, chociaż z Włochami chyba, no i niektórymi Latynosami - wtrącił, ale zaraz się przymknął i słuchał Stewart, bo ona jak zwykle miała rację i jakby czytała mu w myślach, jemu też się nie podobało to, jak się rządziła, chociaż... - a może to znaczy, że nie będzie mi truła dupy co pięć minut jak Maddie? - znowu się do niej odwrócił, a zaraz nawet uśmiechnął się delikatnie, i już sięgał do niej ręką, żeby ją zaczepić, przesunąć palcami po jej kolanie - akurat to jak rzuciła się na Diego, to już gdzieś coś takiego widziałem... - i jemu też chodziło o tą loca chica, która siedziała obok niego. Pochylił się w jej kierunku, kiedy sięgała do jego policzka, kiedy jej gorące wargi musnęły szorstką skórę, a potem zaczepiły o ozdobione kolczykami ucho - mmm, zdecydowanie jedna mi wystarczy - mruknął, a zaraz szarpnął się do niej, opierając palce na jej żuchwie, żeby skraść z jej pełnych ust pocałunek, krótki, zaczepny, bo przecież zaraz odwracał się z powrotem do przedniej szyby.
Miał z nią...
Ale właśnie dlatego też z nią był, bo Pilar była idealnym połączeniem tego szaleństwa, dobroci, zawziętości i serca, którego Madox potrzebował. Była czasem jego głosem rozsądku, a czasem napędem do działania. I on chyba niczego więcej już nie chciał.
Chociaż zaraz tłumaczył jej, że ich relacja ma wyglądać tak, jakby opierała się tylko na korzyściach. A kiedy przyznała mu rację, to zaraz sięgnął do jej policzka, gdy pochylała się nad nawigacją, musnął gładką skórę wytatuowanymi palcami, a potem odgarnął kilka niesfornych kosmyków przesuwając opuszkami po jej szyi - no nie do końca... Bo ty mi też dajesz zajebisty seks, skoro wyrzucamy z obrazka nowego Madoxa jego dupeczki, będę musiał poopowiadać Diego trochę o tym jaka jesteś gibka - znowu na nią zerknął, a jego palce przesunęły się jeszcze po jej gładkiej skórze, zanim je zebrał i ułożył na skrzyni biegów. Chwała bogu, albo Madoxowi, że to był automat. Dlatego Noriega zaraz sięgał do zarośniętego policzka, żeby się po nim podrapać - ty mi dajesz seks i informacje, a ja tobie... tylko seks - zmarszczył brwi, ale zaraz sięgał do jej ręki - a nie, ja po prostu sprawiłem, że straciłaś dla mnie głowę - musnął wargami środek jej dłoni, a potem jeszcze wierzch, ale zaraz zabrał rękę, żeby coś przestawić w nawiewie, a potem znowu oparł ją na skrzyni biegów, ale tym razem ona sięgała do niego. I niech ktoś powie, że oni nie byli dotykalscy. Byli w chuj.
Wbił ciemne spojrzenie w jej piękne, czekoladowe oczy, znowu odwracając się od drogi - wiem, i ja też... I jeszcze tak to rozegram, że niedługo sam półświatek będzie nalegał, żebyś zmieniła nazwisko na Noriega - przeniósł spojrzenie w szybę, ale nie zabrał jej ręki, pozwolił, żeby jej paznokcie sunęły po jego skórze, po wszystkich tatuażach. A kiedy zmienili temat na Luciano to tylko westchnął jakoś ciężko - jak na moje to jedyna opcja, która zakłada, że on żyje, to jeśli się ukrywa. Ja bym tak zrobił, nie narażał żony z dzieckiem skoro chodzili za nim ludzie Luny, tylko się zaszył - Madox zawsze brał takie sprawy przez pryzmat siebie, co on by zrobił, dopiero później zastanawiał się jak myśleli inni ludzie, ale... - Luciano to naprawdę dobry facet, a to, że czasem się kręcił przy półświatku, to raczej żeby pomóc, niż coś zaszkodzić - musiał jej to nakreślić, żeby wiedziała, że nie będzie szukała jakiegoś gangusa. Kiedy zapytała o Lunę, to się spiął, i mogła to czuć na palcach, które plątały się z tymi jej, odchylił nawet na moment głowę do tyłu - jak dla mnie to jest kurwa podobny kaliber jak Gonzales, tylko... On siedzi w czymś o wiele gorszym - zerknął na nią, a zaraz wystawił do góry jeden palec, ale nie puścił jej ręki - raz go gościłem w klubie. Właśnie wpadli z Gonzalesem, ale nawet nie wzięli mnie wtedy na rozmowę, ja im tylko udostępniłem klub, Eliot chciał się zesrać, że muszę tam wejść, czegoś się dowiedzieć, ale no kurwa Pilar… Są ludzie, z którymi nie warto zadzierać, i to jest Luna, i ja wiem, że jakbym grzebał w jego... rzeczach, to zaraz by mnie rozgryzł. Bo on to... jebany duch, wszędzie ma ludzi, i wystarczy wspomnieć jego nazwisko, a każdy kurwa trzęsie portkami, Latynosi, makaroniarze i ruscy, nikt z nim nie trzyma, każdy się go boi, więc miejmy nadzieję, że jednak ludzie Luny nie szukali Luciano - aż pokręcił głową. Madox przecież nikogo się nie bał, ani Gonzalesa, ani Diego, żadnego z Włochów (może tylko Giovanniego Salvatore?), ani ruskich, a jednak ten Luna. Nie chciał z nim zaczynać.

pero tengo contigo ₊˚⊹♡
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”