ODPOWIEDZ
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

063.
Konsultacja zwykle oznaczało, że ktoś już wcześniej próbował nadać zgonom pozory porządku i teraz oczekiwano od niej, że ona to potwierdzi albo obali. Albo najlepiej naprawi wszystko, co ktoś już zbabrał. Nie było w tym nic wyjątkowego w sensie formalnym. Takie przypadki zdarzały się rzadko, ale jednak na tyle regularnie, że procedury jednak istniały i były jasne. Sama konsultacja wynikała z liczby ciał i różnorodności obrażeń. Od początku coś tutaj nie grało. A całość zaczęła się od zawalonego mostu.
Początkowo raporty mówiły o awarii konstrukcyjnej. Potem o przeciążeniu. Później pojawiły się kolejne wersje, w tym możliwy wybuch, który mógł wywołać efekt domina. W ciągu kilku godzin jedno miejsce zamieniło się w wieloczynnikową katastrofę, czym natychmiast zainteresowały się różne służby. Miller współpracowała z policją odkąd tylko skończyła naukę na wydziale medycyny sądowej w Ottawie. Naturalnie z wyróżnieniem. I szczerze nienawidziła, kiedy ktoś zaglądał jej przez ramię, a detektywi mieli ten paskudny nawyk, który autentycznie doprowadzał ją do szału.
Na miejscu zdarzenia pojawiła się osobiście, ale pierwsze ciała trafiły na jej stół sekcyjny w kilku partiach dopiero późnym wieczorem, część po wstępnej selekcji w szpitalu. Niektóre były już częściowo zidentyfikowane, inne oznaczone jedynie numerami. Stała, zapierając się biodrem o metalową szafkę, gdy technik rozsuwał zamek worka transportowego. W środku - mężczyzna w średnim wieku, ślady urazów wielonarządowych, ale bez jednoznacznego mechanizmu śmierci. Niektóre obrażenia wskazywały na upadek z wysokości, inne na przygniecenie. A jednak brak było spójności, która pozwalałaby zamknąć temat. Zanim jeszcze sięgnęła pod dokumentację, pomyślała, że to dopiero pierwsze ciało, a już było w nim za dużo zmiennych.
Telefon z administracji przyszedł krótko po północy. Informacja o wspólnej analizie z Olivią Calvert. Zaylee prychnęła cicho, odkładając na bok protokół ze wstępnych oględzin zwłok. Calvert zawsze pracowała w szpitalnym prosektorium i ich współpraca przypominała bardziej przeciąganie liny niż wymianę opinii. Może między nimi nie było otwartej wrogości, ale też nie było jakiejś szczególnej sympatii. Każde spotkanie oznaczało różnicę perspektyw i konieczność ich pogodzenia, przynajmniej na czas jednej sprawy.
Nie musisz się tak skradać — przywitała ją, gdy przed prosektorium poniósł się charakterystyczny stukot kroków. — Wejdź i zamknij za sobą drzwi — dodała, nawet się nie odwracając. Nie spodziewała się nikogo poza Calvert.
Jej żona, pracująca w wydziale zabójstw, wchodziła tutaj właściwie jak do siebie i była chyba jedyną osobą, której uchodziło to bez żadnego komentarza ze strony Miller. Zaylee wcześniej uprzedziła jednak Swanson, żeby na nią nie czekała, bo sama nie miała pojęcia, o której uda jej się skończyć. Trochę żałowała, że po ślubie nie mogły pozwolić sobie na choć kilka spokojniejszych dni, ale obie doskonale wiedziały, jak wygląda ich praca.
Na razie i tak musimy uporządkować materiały — zaznaczyła od razu, przechodząc do konkretów. Zaylee zawsze opierała swoją pracę na faktach i procedurach, nigdy na improwizacji. — Każde niezidentyfikowane ciało musi zostać opisane, sfotografowane i ocenione pod kątem wstępnej przyczyny zgonu. Przygotowałam ci stanowisko — skinęła głową w stronę stołu obok.
Metalowy blat lśnił w ostrym świetle prosektorium. Wszystko było ułożone dokładnie tak, jak powinno - narzędzia, dokumentacja i zabezpieczone próbki. Każdy, kto miał okazję pracować z doktor Miller choćby przez chwilę, szybko zauważał, że jej pedantyczność wykraczała daleko poza zwykłą dokładność.

Olivia Calvert
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
32 y/o
For good luck!
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zdarzało jej się w przeszłości współpracować z innymi patologami - czy to na studiach, gdzie jeszcze nie mogła sama wykonywać sekcji, jak i w późniejszej karierze, gdzie przypadki były na tyle skomplikowane, by musiała zasięgnąć porady. Nie była nieomylna, zdawała sobie z tego sprawę, chociaż uważała, że jest wystarczająco dobre, by wierzyć w decyzje, które podejmowała zajmując się swoimi pacjentami. Niekiedy jednak miała do czynienia z rzeczami, które były jej obce, a to wymagało rozmowy z kolegami po fachu i poznaniu ich punktu widzenia.
Rzadko miała jednak do czynienia z sekcją, w której miała wspólnie z kimś zajmować się większą ilością ofiar.
Zawalenie się mostu, niezależnie od przyczyny, było prawdziwą tragedią dla rodzin zmarłych. Poczuła ukłucie w sercu na myśl, jak wiele osób będzie musiała zostać poinformowana o śmierci kogoś, kogo kochali. Nie wyobrażała sobie, że miałoby spotkać ją to ponownie. Ból towarzyszący stracie nigdy nie znikał całkowicie - czaił się podstępnie w człowieku czekając na odpowiedni moment, by ponownie dać o sobie znać.
Przytłaczające i jakże niesprawiedliwe.
Tym bardziej zależało jej na identyfikacji wszystkich, by żyjący mogli zamknąć ten koszmarny rozdział i pożegnać godnie bliskich. Liczyła, że nie przeszkodzi jej w tym ogólna niechęć, która panowała pomiędzy nią, a Miller, z którą to miała pracować tak wiele kolejnych godzin.
Nie były przyjaciółkami i Olivia miała wrażenie, że nigdy nimi nie zostaną. Rywalizowały ze sobą od chyba pierwszej chwili, w której się poznały, rzucając mało przyjemnymi uwagami, prześcigając się w swoich racjach. Ktoś powiedziałby, że to dziecinne; Liv widziała to inaczej - dzięki temu miała motywację, by każdego dnia stawać się lepszym patologiem. Napędzała ją ta znajomość, chociaż tego nie miała najmniejszego zamiaru nigdy zdradzać swojej rywalce.
Z pokaźnych rozmiarów kubkiem kawy, która była jej uzależnieniem, a bez której nie wyobrażała sobie pracy o tak późnej godzinie, skierowała się ku prosektorium.
Północ, martwi ludzie. Idealne podłoże do filmów grozy.
Już pierwsze słowa koleżanki po fachu nie zwiastowały przyjaznej atmosfery.
Prychnęła na jej uwagę. Następnym razem Miller mogła być pewna, że Olivia będzie tupać niczym słoń.
-Zupełnie, jakbyś zapomniała, przypominam ci, że nie jestem już studentką, ani żadną twoją podopieczną. A na dodatek, co, uwaga, będzie dla ciebie szokiem - wiem jak się zabierać do pracy - powiedziała tuż po tym, jak druga kobieta wydała jej niemal serię poleceń.
Nic się w tym względzie nie zmieniła.
Podeszła do pustego stołu, stawiając na nim kubek.
-Przywiozą kogoś jeszcze, czy to wszyscy?- spytała. profesjonalizm to podstawa; warto było zachować chociaż jego namiastkę. Teraz jednak na bok musiała odłożyć wszelkie nieporozumienia - czekało je naprawdę wiele pracy i Calvert liczyła, że kostnica nie zapełni się większą ilością ofiar.
Stanęła przy pierwszym ciele - młoda kobieta, na oko w jej wieku, której coś ciężkiego zmiażdżyło większość twarzy. Nic dziwnego, że pojawiły się trudności z identyfikacją.
-Twoi bliscy będą bardzo za tobą tęsknić - westchnęła. Dość często mówiła do swoich pacjentów. Wiele osób mówiło jej, że nie powinna angażować się emocjonalnie, ale nie zawsze jej się to udawało.

zaylee miller
Queen mua
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przeciwieństwie do Calvert, Zaylee rzadko dopuszczała do siebie myśl, że mogłaby potrzebować czyjejś pomocy. Przez lata wyrobiła sobie opinię osoby konkretnej, dokładnej i przede wszystkim skutecznej. Większość konsultacji działała raczej w drugą stronę - to do niej zgłaszano się po dodatkową opinię, kiedy ktoś nie potrafił jednoznacznie określić przyczyny zgonu albo miał wątpliwości co do własnych ustaleń. Miller była przyzwyczajona do pracy samodzielnej i ufała własnym osądom bardziej niż cudzym teoriom. Dlatego od początku nie rozumiała, po co właściwie zorganizowano tę współpracę. Masowe zdarzenie oznaczało większą ilość pracy, ale nie zmieniało podstawowych procedur. Ciała nadal należało zbadać, opisać i przypisać do konkretnych mechanizmów śmierci. W jej opinii obecność drugiego patologa sądowego jedynie komplikowała cały proces. Miller nie miała jednak ani siły, ani ochoty wdawać się teraz w dyskusje z przełożonymi. Od kilku godzin pracowała praktycznie bez przerwy, a teraz do prosektorium trafiały ciała z masowego zdarzenia. W tej sytuacji wykłócanie się o zasadność konsultacji wydawało jej się zwyczajną stratą czasu. Jeśli ktoś uznał, że potrzebują wspólnej opinii, zamierzała po prostu zrobić swoje i jak najszybciej zamknąć temat.
Zupełnie jakbyś zapomniała, że jesteś tutaj gościem — zauważyła chłodno, unosząc w końcu wzrok znad dokumentacji. Miała oczywiście na myśli swoje prosektorium.
Z tego, co zdążyła zakodować, Calvert już od samego wejścia poruszała się po pomieszczeniu z wyjątkową swobodą, jakby od początku zakładała, że obie funkcjonują tutaj na równych zasadach. A Zaylee niespecjalnie miała ochotę jej o tym przypominać w delikatny sposób. Nie znajdowały się w szpitalu, gdzie Olivia pracowała na co dzień i gdzie wszyscy byli przyzwyczajeni do jej metod oraz podejmowanych przez nią decyzji. Tutaj obowiązywały zasady Miller. Każdy technik, każdy stażysta i każdy funkcjonariusz wiedział, że nie tolerowała wchodzenia sobie w kompetencje. I tego samego oczekiwała od kobiety, z którą miała dzisiaj współpracować.
Możesz pracować po swojemu, dopóki to nie utrudnia mi to roboty — dodała po chwili i wyciągnęła rękę, żeby poprawić ustawienie lampy nad stołem sekcyjnym. Jasne światło padało pod złym kątem i rzucało cień na górną część ciała, co zaczynało ją irytować od dobrych kilku minut. Przesunęła metalowe ramię odrobinę niżej, potem sięgnęła po tacę z narzędziami i poprawiła ich ułożenie. Skalpele, nożyczki sekcyjne i pęsety leżały równo, ale jeden z uchwytów był przesunięty o kilka centymetrów względem reszty. Automatycznie odsunęła go na właściwe miejsce.
Jeszcze kilku jest w drodze — odpowiedziała krótko, przeglądając protokół. — Szpital nadal kończy wstępną segregację. Chyba powinnaś wiedzieć takie rzeczy? — zerknęła na Calvert, bo przecież w tym szpitalu pracowała. — Dopóki nie potwierdzą liczby ofiar, możemy spodziewać się kolejnych transportów — odrzuciła teczkę na blat i podeszła do umywalki, żeby wyszorować dłonie.
Niezależnie od tego, co myślała o Olivii i całej tej konsultacji, nie zamierzała użalać się nad trupami. Miały przed sobą kilkanaście ciał, a możliwe, że w ciągu nocy pojawią się następne. To wystarczający problem.
Przeniosła wzrok na stanowisko, przy którym zatrzymała się Calvert. Rozległe obrażenia twarzoczaszki praktycznie uniemożliwiały rozpoznanie wizualne, dlatego konieczne miały być badania dentystyczne i porównanie DNA. Reszta ciała również nosiła ślady ciężkich urazów mechanicznych, ale to twarz przyciągała uwagę jako pierwsza.
Miller widziała już dziesiątki podobnych przypadków. Katastrofy komunikacyjne, zawalenia konstrukcji, eksplozje. Urazy twarzy należały do najczęstszych problemów przy identyfikacji ofiar. Nie robiło to na niej większego wrażenia, a przynajmniej nie w sposób, który wpływałby na pracę.
Kiedy Olivia odezwała się do zmarłej, Miller wysuszyła ręce i podeszła bliżej stołu, patrząc rzeczowo. Już dawno przestała angażować się emocjonalnie, mimo że autopsje zawsze przeprowadzała skrupulatnie i z należytym szacunkiem.
Nawet nie wiedzą, w jakim jest stanie. Ani że w ogóle tutaj jest. Identyfikacja może trochę potrwać — nie brzmiało to szczególnie łagodnie, ale Zaylee nigdy nie próbowała ubierać takich rzeczy w delikatniejsze słowa. W jej pracy liczyły się fakty. Rodziny ofiar i tak prędzej czy później musiały je usłyszeć.
Naciągnęła rękawiczki i poprawiła mankiet przy nadgarstku. Lateks cicho zatrzeszczał, kiedy wygładziła materiał na palcach.
Z tego, co zdążyłam zauważyć, kilka przypadków na pierwszy rzut oka nie ma żadnych widocznych obrażeń. Przynajmniej niczego, co od razu tłumaczyłoby zgon — oznajmiła i to właśnie zaczynało ją najbardziej interesować. Większość ofiar miała oczywiste urazy mechaniczne - zmiażdżenia, złamania, albo obrażenia wielonarządowe. Ale kilka ciał wyraźnie odstawało od reszty. Brak poważnych obrażeń zewnętrznych przy takiej katastrofie oznaczał, że mechanizm śmierci mógł być znacznie bardziej skomplikowany. To mogło być wszystko - od zatrzymania krążenia po hipotermię, bo most zawalił się tuż nad przepływającą pod nim rzeką Don.
Zerknęła krótko na worki transportowe ustawionych pod ścianą. Było ich za dużo jak na jedną noc pracy. A coś podpowiadało jej, że to jeszcze nie koniec.

Olivia Calvert
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
32 y/o
For good luck!
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ewidentnie było pomiędzy nimi napięcie. Olivia już jakiś czas temu przestała chociażby próbować trochę je złagodzić dochodząc do wniosku, że z Miller zwyczajnie w świecie nie da się dogadać. Nie była to nienawiść - taką Liv nie pałała z natury - niemniej z całą pewnością była dziwna niechęć. Ewentualnie zbyt duże rozbieżności w prowadzeniu sekcji, opinii i ogólnym podejściu do pracy. Było tego zbyt wiele i po prostu koleżeństwo nie mogło się tutaj udać.
A ostatnim, czego Calvert potrzebowała, było próbowanie na siłę.
- Daruj sobie zaznaczanie terytorium niczym pies wartownik. - Sikający, żeby było wiadomo, że jego, dodała w myślach. - Gdyby to ode mnie zależało, pracowałabym teraz gdzie indziej. Ktoś najwidoczniej uznał jednak, że przyda ci się pomoc, więc wykaż się chociaż odrobiną wdzięczności. To nawet nie kosztuje - stwierdziła.
Typowe słowne przepychanki, które miały miejsce pomiędzy nimi. To były fundamenty ich znajomości oraz późniejszej relacji. Siła napędowa, która przez wielu postrzegana była niczym zdrowa rywalizacja. Coś mogło w tym być, niezależnie, jak bardzo patolożka próbowała postrzegać to inaczej.
-Znowu cię zaskoczę - w pracy jestem profesjonalistką i zależy mi na pacjentach, a nie na utrudnianiu ci życia. Myślę, że najlepiej będzie jak obie weźmiemy sobie grupkę ciał i będziemy robić co do nas należy - odpowiedziała.
Irytowało ją, że Zaylee niemal w każdym momencie starała się zaznaczyć, że Olivia nie jest u siebie. Rozumiała, że ludzie nie lubią, kiedy inni zakłócają ich bezpieczną przestrzeń, ale na litość wszystkiego, prosektorium było miejscem, przez które przewijało się całkiem sporo różnych osób, niezależnie czy znajdowało się w budynku komendy, czy w szpitalu.
Pytanie tylko, czy Calvert nie reagowałaby podobnie, gdyby role się odwróciły i to Miller znalazła się “u niej”. Może dla zasady, może bo taka była ludzka natura.
Nie chciała o tym teraz myśleć, przygotowując się psychicznie do kilkunastu kolejnych godzin.
Słysząc odpowiedź koleżanki po fachu, wywróciła oczami. Czego innego mogła się spodziewać.
Odliczyła w myślach do dziesięciu, nie mając zamiaru tłumaczyć koleżance po fachu, że pomimo pracy w szpitalu mogła nie mieć wszystkich informacji, biorąc pod uwagę, jak duży to był budynek i że nie tylko ofiary katastrofy czekały na krojenie. Zamiast tego raz jeszcze spojrzała na poszkodowaną.
Trumna z pewnością będzie zamknięta.
Przeniosła wzrok na towarzyszkę.
To była diametralna różnica pomiędzy nimi - Liv często rozmawiała ze swoimi pacjentami, kierując do nich różnego typu uwagi. To pozwalało traktować jej ofiary jako żywe istoty, a nie jedynie jak naczynia, do których człowiek chciał zaglądać w poszukiwaniu odpowiedzi.
-Co nie zmienia faktu, że będę tęsknić - rzuciła dosadnie.
Jak można było być aż tak pozbawionym emocji? Jasne, wiele osób mówiło by się nie angażować, ale momentami Zaylee w oczach Liv jawiła się jak robot bez serca.
-Podzielmy się. Tak będzie najłatwiej. Wezmę na początek ją - tu wskazała na dziewczynę, przy której stała. - Plus - skierowała się ku kolejnemu ciału. - To - dodała podchodząc do kolejnego worka - Oraz to. - Wybrała ofiarę obok.
Sięgnęła po przygotowany wcześniej aparat. Wykonała kilka zdjęcia, by zaraz odłożyć sprzęt. Zabrała się za opisywanie wyglądu ciała.. Nie będzie to przyjemne dla osoby analizującej, chociaż dla niej nie stanowiło już problemu. Miała na koncie zbyt wiele różnego rodzaju urazów, by obrzydzał ją wystający mózg, czy wgniecione gałki oczne.
Kilkanaście minut później, po wykonaniu wszystkich potrzebnych zdjęć, dokładniejszych oględzinach, pobraniu próbek i zanotowanych informacjach, mogła zabrać się za wykonanie pierwszego cięcia w kształcie Y.
Teraz zaczynała się prawdziwa praca.
-Obiecuję, że dowiem się kim jesteś - zapewniła swoja pacjentkę, otwierając klatkę.
Usuwanie mostka było dla niej najmniej przyjemną częścią pracy, a dźwięk łamanych kości nie brzmiał jak poezja dla uszu.
Chwilę później rozległ się twardy chrzęst chrząstki.

zaylee miller
Queen mua
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”