-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Zupełnie mu było na rękę to, żeby wyjechać z Toronto, bo niedawno zaistniało wielkie niebezpieczeństwo, że Ruda pojawi się w jego domu (wie gdzie mieszka!) i że wypapla Rosalindzie jego ukochanej przy nadziei, że miała z nim romans. A jak nie ona, to że Gabi wypapla. Ricz pilnował Rosi non stop w domu, łaził za nią jak pies który jej nawet do kibla nie chce samej puścić, co pewnie jej akurat się podobało. Jak tylko była w jakimś wspólnym pomieszczeniu Gabrysia, to Ricz obserwował bardzo uważnie każdy jej ruch i słowo i poprawiał ją, kiedy tamta zaczynała wchodzić na jakieś niebezpieczne tematy. Niestety dwa razy Rosa była bez jego opieki sama z Gabi i trochę się bał, że czegoś się dowiedziała, natomiast Rosa zachowywała sie, jakby nic nie wiedziała, a na wieść o bulionowym rejsie też zareagowała pozytywnie. Trochę miał schize, że ta jego Rosi kochana jest taka spokojna, ale już wie i planuje go utopić na rejsie, ale kiedy pakowała swoje sto kostiumów, to specjalnie jej sie podlizywał i sypał jej komplementami, mając nadzieję, że może zmieni to jego los.
W każdym razie okazało się, że ten rejs to nie zaczyna się z Toronto, bo Toronto nie było skomunikowane z oceanem, więc musieli najpierw lecieć do Nowego Jorku. Tam sobie zrobili półdniowy stop, Riczi pokazał Rosie po raz trzeci miejsce gdzie mieszkał pół swojego życia, zjedli najlepszą pizze i kolejnego dnia musieli już wsiadać na statek. Rosa to chyba nie bardzo lubiła te wizyty w Nowym Jorku, albo po prostu miała jakiś ciężki czas z ciążą, chociaż ostatnie tygodnie już tak nie rzygała, wiec niewiadomo co się stało. Wsiadają na ten statek i ofkors ich tam witają jacyś ludzie z Knoora, którzy mówią na nich, że są piękną bulionową parą, dziwnie to brzmiało, ale zdjęcia im porobili przednie, odrazu na IG Knoora opublikowane.
- O cholera patrz Rosa jakie luksusy - jara się Ricz kiedy tylko wbił się do ich kajuty z wielkim oknem i widokiem na morze, mieli jakieś gigantyczne łóżko, salonik, wielką wannę i ogólnie to był chyba aparament przydencki!! Lata taki zachwycony i sie walnał na łóżko i tak sie obił - Łoże zajebiste.. Roska jakbyś nie miała już w brzuchu bobasa to bym ci na tym łóżku na pewno jakiegoś zmajstrował- ocenia i zanim ona do niego przyjdzie się przytulać, to zdążył już się podnieść i zajrzeć do barku, wyjmuje miniaturki alkoholi, cały przekrój - Ja cie... widziałaś ten barek? Zrobie sobie long island na spokojnie - ucieszył się i jeszcze leci do łazienki i gwiżdże - O kurwa ale klop stylowy, patrz - i woła ją tam do łazienki, żeby obczaiła, pewnie japoński jakiś z podgrzewanym siedzeniem.
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
like a cruise won from instant soup coupons.
W sumie dobrze, że Rosa nie musiała płacić za rejs, ale tak naprawdę się jej średnio podobało, że oni go wygrali z jakiejś zupy instant, jak ona przecież tak zdrowo się odżywiała. Ricardo jej wiecznie robił jakieś sałatki, łososie i zupki krem na prawdziwych warzywach, a tu zupa z proszku. Kto to w ogóle je?
Ale się okazało, że milion ludzi w restauracji, w której pracował Ricz. Oczywiście on jej powiedział, że to restauracja, a nie jakaś jadłodajnia chamska, bo przecież Rosa by mu suszyła głowę. Bo ona już była w ciąży, już brzuch jej było widać, to przecież jej mąż musiał w końcu znaleźć robotę, skoro w ogóle chcieli, żeby ich portorykańskie dziecko przyszło na świat w Kanadzie. Co prawda średnio chcieli, ale Roska już sobie znalazła jakiegoś super doktora prowadzącego, co był mądry, przystojny i delikatny, więc szybko podjęła decyzję, że tak będzie. Zresztą lekarz jej obiecał, że ona zaraz po porodzie wróci do siebie, a to było ważne i takie rzeczy chyba tylko w Kanadzie się działy. Bo w Puerto Rico to często jak kobieta rodziła dziecko, to już miniówki wymieniała na podomkę, a szpilki na klapki.
No więc zostali w tej Kanadzie, a dodatkowo wygrali rejs. Rosa zapakowała z dwadzieścia kostiumów, ale też inne ubrania, bo już jej się odznaczał brzuch i kiedy tak szła w obcisłej sukience na statek, już po tym jak sobie połazili po Nowym Jorku, to oczywiście odzywa się do Ricza.
- Boże Ricardo, ja wyglądam jakbym te milion zupek zjadła - tak mu narzeka, bo ona w ogóle nie radzi sobie z hormonami, które w niej buzują i dużo narzeka...
Wcześniej też narzekała, więc to nie jest wielka nowość.
Ale jak już weszli na statek to tam wszyscy wokół nich tak skaczą jak koło króla i królowej i Rosce się od razu humor poprawił, bo to ich dziecko to może będzie jakimś księciem, albo księżniczką rosołu z proszku!
Właściwie to już wiadomo było jaka płeć, ale Rosa miała to schowane w kopercie i zamierzała z Riczem na tej wycieczce zrobić sobie Gender Reveal Party. Chociaż może się wtedy Madox, Pilar i Peach obrażą, że nie brali w tym udziału?
To trzeba jednak jeszcze przemyśleć, ale teraz to już weszli do tej ich zajebistej królewskiej kajuty i Rosa od razu sobie siada na brzegu wanny.
- O jezu, jaką sobie tutaj zrobię kąpiel królowej - tak się rozmarzyła trochę Rosa, ale Ricz już leży rozwalony na tym wielkim łóżku, więc poszła do niego i już sobie siadła obok - ale przecież doktor pozwolił nam trochę, ostrożnie, ale jednak... - no bo niby ta ciąża jest zagrożona, więc oni ze wszystkim musieli uważać, z seksem, z dźwiganiem, z jedzeniem i ze sportem. Ale prawda jest taka, że Rosa się dobrze czuła, a wczoraj to po kryjomy przyniosła do domu całą torbę fast fooda i go zjadła. To i dźwiganie było i jedzenie nie takie. Już klęknęła na tym wielkim łożu i się chciała do Ricza podczołgać, a on jej uciekł do barku. Wywróciła tymi ciemnymi oczętami i opadła na łóżko.
- A coś bezalkoholowego dla mnie tam masz? - musiała zapytać, bo to że Ricz będzie walił drink za drinkiem to już przeczuwała, w końcu byli na wakacjach, też by tak robiła, jakby mogła. Do łazienki jej się nie chciało iść - później zobaczę - krzyknęła do swojego męża i chciała się położyć na brzuchu jakoś seksownie, ale brzuch jej przeszkadza, więc wylądowała na boku, jeszcze z poduszką między nogami, bo tak najwygodniej - Ricz, a jakie tu będą atrakcje na tym rejsie? - pyta go, kiedy w końcu wrócił do pokoju. Bo niby jej jakąś broszurkę pokazał, ale zaraz jej zabrał, bo cała strona tam była zapisana o tych zupach instant, które Rosa uznawała za bardzo niezdrowe i nawet mu mówiła, że powie to przy kamerze. Ale nic nie powiedziała, bo w sumie jak jej dali koronę bulionowej królowej, to te zupki mogły być i śmiertelnie trujące, a ona by je reklamowała...
W tej koronie.
Już sobie siedzą, a tu nagle dzwoni taki starodawny telefon przy łóżku i Ricz go odebrał, a tam taki zachrypnięty głos.
- Musicie... dzisiaj... o osiemnastej... - ale zaraz ktoś tam odchrząknął w telefonie i już odzywa się normalnym głosem - dzisiaj o osiemnastej w restauracji będzie bulionowa kolacja, musicie się na niej stawić. Do zobaczenia! - i się rozłączyła. A Roska tylko pyta kto dzwonił?.
król rosołu 🜲
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Tak samo teraz on się rozkojarza i lata po tym ich apartamencie, usiedzieć na dupie nie może, ale Rosa już mu pokazuje, żeby rozłożył walizy to je jebnął na taki trzymak i rozpina jej, żeby sobie wszystko po swojemu ułożyła. Drugą jebnął na łóżko to oczywiście już opierdol dostaje, że brudną walizą na ich czyste łóżeczko, więc zwalił ją na ziemię, to znów źle, bo ona się schylać nie może. Machnął ręką i se wyszedł na balkon żeby zaciągnąć świeżego powietrza. Odwraca się do niej i patrzy na tę swoją syrenkę wyciągniętą na łożu.
-E niunia, no same mnóstwo atrakcji będzie. Widziałem, że są kręgle, jacuzzi, potańcówki i pięć bufetów: chiński, włoski, amerykańśki...eee nie wiem jakieś jeszcze - wrócił do środka i jebnął się obok niej na łóżku, ale tylko górą ciała, bo dołem to klęczał na ziemi. I tak ją chce całować, ale długo to nie potrwało, bo już ktoś im przeszkadza. - To do nas? - zdziwiony podnosi słuchawkę, już dawno z takiego telefonu nie korzystał, więc no to też jest jakby atrakcja. Nagle mu mówi jakiś głos, że zaprasza ich na kolacje. Rosi pyta kto a on wzrusza raminami.
- A nikt taki - i myślał, że tyle starczy, ale wiadomo, że nie, bo jak wrócił na łóżko to Rosa czeka na relacje. On się na plecach kładzie i z rękami na brzucholu swoim splecionymi stęka z zadowolenia, bo mu tak wygodnie. - Madox by se mógł takie łoże sprawić, byłoby nam wygodniej - Rosa natomiast wciąż patrzy, wiec w koncu Ricz mówi: - A tylko info dzwoniło, że o osiemnastej kolacyjka, ale to mamy troche czasu nie? - i tak na nią wachluje brwiami swoimi wielkimi, żeby jednak może skorzystali z tego przyzwolenia doktorskiego.
A potem po siedemnastej już się szykowali, Rosa jak zawsze seksi wyglądała, Riczi no tak troche mniej, bo miał krótkie spodenki i koszule. - No nie mam długich kobieto!! Myślisz, że mnie nie wpuszczą? Kurde no to nie wiem, co mam bez gaci iść - tłumaczy jej się i tak szperają w tej jej walizie w końcu jednak znaleźli jakieś spodnie, ale takie których Riczi nie lubi, Rosa lubi bo mu tyłek obciskają. - Nienoooo tylko takie wziełaś? Rosa no weź, jak pedał w nich wyglądam - załamany jeszcze chce siękłócić, ale w końcu założył je na tyłek i już wygląda odrazu bardziej jak ktoś kto może wejść do restauracji.
I zeszli tam, ale po drodze złapał ich jakiś gość i pyta czy oni z rosołu, no to poszli za nim, i zaprowadził ich do jakiegoś takiego eleganckiego miejsca w którym był jeden stół na dwanaście osób. Dostali po drinku, tzn Rosa dostała bez procentów, a Ricz już z, ale na wszelki wypadek spróbował jej drina i mówi, że może pić bo to sok jest z granatu, a nie wino. Nagle zeszło się pozostałe dziewięć osób i okazało się, że wszyscy byli laureatami nagrody buliona. Ricz stoi z ręką na plecach Rosie i gadają z panem Gerardem, który opowiada im o tym, że ma fabrykę tworzącą części zamienne do samochodów, stała tam też jakaś modelka, która mówiła tak, jakby bardzo to było dla niej fascynujące, ale Ricz i tak zadawał więcej pytań, natomiast przez to Ricz i modelka Svetlana się zachowywali, jakby konkurowali o uwagę Gerarda. Poza nimi była jeszcze pisarka książek dla dzieci pani Bell, jeden sportowiec - Matthew Maclaren, małżeństwo Barilla z Nowego Yorku, finansista Bazzar, matka z synem - Hope i Zygfryd Potterowie, oraz policjant Oppenheimer, który z nikim nie rozmawiał. Po jakimś czasie przyszedł kelner i już im mówi, że mogą siadać. Ricz oczywiście tam odsuwa krzesło dla Rosi, ale ktoś kręci głową, że nie mogą razem siedzieć bo są małżeństwem, na co Ricz mówi, że no chyba się komuś pomyliło i że on będzie siedzieć z żoną, kelner jednak się upiera i pokazuje Riczowi, że ten ma iść naprzeciwko niej usiąść. Już chciał się awanturować, ale Rosa chyba go powstrzymała, albo złowrogie spojrzenie Oppenheimera. Siadł naprzeciwko Roski i jej posyła całuska i wszyscy tak patrzą po sobie, że chyba brakuje jednej osoby. I nagle wchodzi do kajuty wysoki na dwa metry przystojniak z gęstą brodą w pięknym garniturze. Ricz patrzy na niego i coś mu świta, że go kojarzy. Niestety tak było, ale dopiero jak chłop usiadł to go skojarzył. No nie! To był profesor Marco Polo, znany z tego, że występował w programach telewizyjnych, psycholog, którego Ricz znał z tego, że Rosa go namiętnie oglądała na Youtube, a on z kolei kiedyś miał z nim spine, bo do jego stolika wyszło złe jedzenie i okazało się, że ktoś się zatruł, Polo wpadł na kuchnie i robił mu afere taką, że prawie doszło do rękoczynów. Ricz cały sztywny wbija wzrok w Rose, chcąc jej dać do zrozumienia, że ON ZNA tego typa i że to TEN typ. Ale nie tylko Ricz najwyraźniej tak zareagował na przybysza, bo cały stół jakby zamarł. Każda osoba spoglądała na niego z takim wyrazem twarzy, jakby nie do końca tak było, że był dla nich osobą obcą.
Profesor Polo zresztą zaczął swoim tubalnym głosem:
- Drodzy goście, zebraliśmy się tutaj, bo macie coś wspólnego. Każdy z was - tu zawiesił głos i przesunał spojrzeniem po wszystkich, po każdym z osobna - został laureatem konkursu Knoora. Gratulacje. Ale to nie tylko dlatego się tu znaleźliscie... - tu znów zawiesił głos, a Ricz pod stołem chce uwagę Rosy na siebie zwrócić i ją tak szturcha stopą.
pani bulionowa
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A może już z przyzwyczajenia kręci?
Tak jak Ricardo po tym apartamencie się kręci, a Roska wodzi za nim spojrzeniem.
- O jacuzzi, tak bardzo bym się chciała pomoczyć, ale ciekawe czy można, zaraz napiszę sms do mojego doktora - i już wyciąga nawet telefon, ale wtedy dzwoni ten koło łóżka i Ricz odbiera. Rosa się w niego wpatruje spod przymrużonych powiek i oczywiście, że musiała zapytać kto to. Tylko Ricardo mówi, że nikt, a Rosa aż przewróciła oczami.
Już miała gadać, że pewnie jakaś baba, ale zaraz jej mąż wspomina o tym łóżku.
- O matko, wiesz jak ciężko było Madoxa namówić na nowy blender? On chyba ciężko przędzie z tym Emptiness, chociaż Pilar kupił Jaguara? Może on taki skąpy jest dla rodziny swojej, a tylko swoją narzeczoną tak rozpieszcza bejbi? To chyba jest u was rodzinne - i tak go rączką poklepała po brzucholu, a zaraz też się na nim opiera jak na jakiejś poduszce. No i wiadomo, że na sześciopaku by się jej wcale nie wygodniej leżało, ale na pewno tego Ricardo nie powie.
- O osiemnastej? To ja się muszę szykować już! - wiadomo, że Rosa to musiała się na taką kolacje odwalić w sukienkę jakąś błyszczącą, dopasowaną, czerwoną, co tylko jej brzuch podkreślała, więc pół godziny stała przed lustrem i próbowała wciągać, ale to nic nie dało.
Za to zaraz znalazła Ricardo te obcisłe spodnie w swoim bagażu.
- Ricz przecież ty w tych spodniach to masz tyłeczek jak David Beckham - i jeszcze go poklepała po dupce, że taką miał hot w tych spodniach.
W końcu idą na kolację jak jacyś Beckhamowie odpierdoleni, Rosa jak Victoria, kiedy była przy nadziei, a Ricz jak David kiedy już przestał kopać piłkę. W tej sali, to Rosa się tak rozglądała i sobie popijała sok z granatu. Trochę nie słuchała tych ludzi, chociaż do Matthew Maclarena popuszczała kilka oczek, bo ona to zawsze miała słabość do sportowców. A kiedy im kazali usiąść do stołu, ale nie obok, tylko na przeciwko, to Rosa, że ona chce koło męża, bo jest w ciąży i coś tam, on musi z jej talerza zjeść niebezpieczne dla dziecka rzeczy na przykład, ale jej obiecali zrobić coś dla kobiet przy nadziei, no i posadzili ją koło Matthew i Oppenhaeimera. No to mogło być, chociaż ten policjant to akurat był dziwny.
Ale zaraz do stołu przychodzi nikt inny jak profesor Marco Polo, a Rosa go zna, bo to przecież jest ten profesor, z którym ona była na wyjeździe w Kanadzie, więc zaraz wstała od stołu.
- O jezu, Marco, jak dawno się nie widzieliśmy! - i się wita buziakami w poliki, po dwa z każdej strony z tym profesorem, a wszyscy na nią patrzą, jakby ona też była taką celebrytką. I zaraz profesor Marco Polo wygonił Bazzara, który siedział po jego prawej stronie i sadza tam Roskę, z daleka od Ricza, no ale cóż...
Już usiadła tam.
I tylko zerknęła na Ricza, jak on się tam pod stołem wierzga. A profesor mówi dalej.
- Ta kolacja będzie dla was sprawdzianem... - i wszyscy cooo, jakim sprawdzianem? Jakiś szum przeszedł przy stoliku - bo wiem, że nie wszyscy z was są godni głównej nagrody - i potem spojrzał na Roskę i ją poklepał po dłoni mówiąc jej, że ona pewnie jest. Wszyscy na nią się patrzą jak na największego wroga, ale przecież ona nic nie zrobiła. Profesor Marco Polo miał jeszcze coś powiedzieć, ale wtedy już wjechali kelnerzy z pierwszym daniem, z rosołem, więc profesor się odezwał - dobrze, zjedzmy teraz ten pyszny rosół Knorr, a potem powiem wam resztę - no i wszyscy jedzą ten rosół ze smakiem, a Rosa się tak patrzy, bo to nawet nie ma porównania do tego rosołu, który gotuje Ricz, bo ona spróbowała odrobinę, więc tak grzebie łyżką w tym rosole, a profesor się jej pyta czy jej nie smakuje, na co Roska, że pyszne, ale ona ma takie zachcianki teraz przez ciążę, a Marco się ucieszył zaraz zaczynają rozmawiać sobie przy stole o dzieciach. A Marco Polo opowiada o tym, że zawsze chciał mieć dzieci, ale nie ma... i nie wiadomo tak naprawdę, kto odziedziczy po jego śmierci jego fortunę, bo się okazało, że on też oprócz światowej sławy profesorem jest właścicielem Knorra.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- No zjaebisty ten Jaguar, też bym taki chciał mieć. Chociaż teraz jak będziemy mieć bejbi tochyba lepiej jak kupimy sobie SUVa albo mini vana, co byś wolała kwiatuszku? - zastanawia się i jeszcze dodał - Ale co ty gadasz, że ja jestem skąpy, no bez przesady. Wiesz, ile Madox kosi na tym klubie? Może ja też jakiś założe,. O albo zostane prawnikiem. Mam takiego ziomka, ten Patel z góry, kojarzysz? On mi pokazywał, że ma tyle siana... - Ricz aż zagwizdał, więc trochę ten jego brzuch się wydymał i głowa Rosi poszła na chwilę do góry.
- Jak David.. - to porównanie jakoś do niego przemówiło i już się dał namówić, żeby iść w tych spodenkach. Zresztą chyba coś w tym było, bo na tej kolacji to zobaczył, że pani Potter z trzy razy na niego lookała.
Siedzi sobie na tej kolacji i nie wierzy w to co Rosi odwala, jak usiadła zaraz obok pana Marco Polo i wcale już na niego nie zerka. On za to zerka z wielkim zainteresowaniem i tak kroi kotleta, że prawie talerz rozjebał, ale mu pani Potter zwróciła uwagę cicho, więc sie opanował i gryzie kotleta z miną killera, bo serio ten Marco Polo to sobie grabi, żeby tak jego kobiete uwodzić na oczach wszystkich. Rozi też się chyba wybornie bawi, bo chichocze jak idiotka. Ricz tylko sapie i pije wino jakby jutra miało nie być, aż w końcu jak zjedli i rosół i drugie to Marco oczyścił sobie usta serwetką i mówi:
- Drodzy goście, tak jak mówiłem, dzisiejszego wieczora odbędzie się kolejny konkurs, tym razem będzie on tutaj tylko w naszym gronie. Zadaniem, które dla was mam będzie polegało na wytypowaniu i odnalezieniu osoby, która KŁAMIE. Każdy z Was ma tu swój jakiś sekret, a wszyscy jesteście bardziej połączeni niż wam się wydaje. A ja znam je wszystkie - Ricz zmarszczył brwi, bo niby jaki sekret zna Marco Polo? No i może niepotrzebnie sie w myślach zapytał, bo wtedy Marco zaczyna strzelać jak z karabinu tymi sekretami:- Panie Gerard… czy pamięta pan rok 2018? Serię wadliwych części samochodowych? Raport, który nigdy nie trafił do opinii publicznej? Bo ja pamiętam. - przenosi spojrzenie na panią Potter - Nie wszyscy przy tym stole dostali sprawiedliwość. Ale Gerard nie był wtedy sam. Pan Bazzar zadbał o przepływy pieniędzy. A pewien policjant… - tu spogląda wymownie w stronę Oppenheimera - …zadbał, żeby śledztwo umarło szybciej niż ofiary. I proszę tylko nie udawać oburzenia. Każdy tutaj coś sprzedał.Pytanie brzmi wyłącznie - za ile. - z jakimś wrednym uśmiechem nagle jego spojrzenie pada na Ricza, a temu aż się gorąco zrobiło - Ach, i jeszcze nasi uroczy państwo młodzi…Powiedz mi, Ricz… czy twoja żona wie już o prawdziwym powodzie dla którego przyjechałeś do Kanady? - Ricz aż cały zbladł i ze zdumieniem podąża za spojrzeniem Marco, które padło na panią Barilla. Do cholerki, rzecież nie miał z nią romansu!! Marco poklepuje Rosi po dłoni - Nie martw się, moja droga. Mężczyźni tacy jak Ricz zawsze wierzą, że sekret jest bezpieczny tak długo, jak długo płacą za milczenie - uśmiecha się lekko i znów spogląda po wszystkich.
- I dlatego dzisiejszy wieczór będzie wyjątkowy. Ponieważ zanim wybije północ wszyscy przy tym stole poznają prawdę. Nawet tę, której najbardziej się boją. - Marco podnosi kieliszek, ale omylnie wziął ten, który miał należeć do Rosi - Za Nagrodę Buliona. Za sukces. I za cenę, jaką każdy z nas za niego zapłacił. -upija łyk, a później nagle zaczyna się krztusić i kaszleć. Wszyscy zgromadzeni przy stole są właśnie świadkami tego, jak znany psycholog łapie się łapczywie za stół i wyraźnie nie może złapać tchu. Ale po chwili jego oddech staje się urywany, oczy otwierają się szeroko, otwiera i zamyka usta jakby próbował coś powiedzieć, ale nie może złapać powietrza. Upada, a krzesło na którym siedział przewraca się z hukiem. Kilka sekund drgawek albo szarpnięć ciała i nagle przestaje sie ruszać. Mamy trupa kochani.
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wiedziała za to, że na pewno, na milion procent, nie kupią sobie Jaguara, ani SUVa, ani mini vana, najpewniej to dostawiane siodełko dla dziecka na ich rower elektryczny. Albo jak Rosa dołoży to może taką rikszę dla dziecka.
Już nic nie powiedziała i tego, że Ricz zostanie prawnikiem też nie komentowała, tylko go poklepała po bebzolu, że tak, tak. Ale zastanowiła się dlaczego ona akurat wybrała Ricardo, a nie na przykład Madoxa, albo chociaż Patela z góry.
No ale wiedziała czemu, bo Ricz to jednak tak na nią patrzył jakby warta była milion dolarów, nawet jak ona z brzuchem już chodziła, kiedy szli na to przyjęcie.
Potem Roska ląduje koło profesora Marco Polo i się śmieją po cichu ze swoich pacjentów, bo oni wtedy w Toronto to dostawali takie ciężkie przypadki. No niby nie powinni się z tego śmiać i w ogóle o tym gadać, bo etyka zawodowa, czy coś, ale cichutko rozmawiali. Rosa kotleta nawet nie ruszyła, bo jej się trafiła jakaś żyłka, a nie miał kto jej tego wyjąć, bo Ricza nie było obok (:c), więc zjadła tylko sałatkę. Liczyła na jakiś deser, ale znowu wstaje Marco Polo. Przed deserem i zaczyna ten swój wywód.
A Roska się w niego wpatruje wielkimi oczami, bo on jak nad nią stoi to wygląda jak jakiś Zeus z tą brodą w białym garniturze. A jak zaczął gadać o tych sekretach, to Rosa ściągnęła usta w wąską linię. Bo ona miała z Marco taki jeden sekret...
Ale on na szczęście wskazuje innych i Rosa wodzi spojrzeniem, na Gerarda. Na panią Potter, na Bazzara i na Oppenheimera, aż buzię zasłoniła dłońmi, bo co to za raporty? Brzmiało bardzo poważnie to wszystko. A potem nagle Marco Polo wskazuje na Ricza, a Rosa aż musiała się przytrzymać stołu i powietrze wstrzymuje!
- Jakim prawdziwym powodzie? To nie przez depresję Madoxa?! - no i już wstała od stołu, żeby pewnie iść i zbić Ricardo po łbie, żeby jej zaraz wyśpiewał ten prawdziwy powód. Ale Marco Polo ją klepie po rączce, więc usiadła znowu, ale zaraz profesor mówi dalej - co? Komu on płaci za milczenie? Jak my nie mamy pieniędzy! - aż zasłoniła twarz dłońmi i nie zauważyła, że Marco Polo wziął jej kieliszek i go przechylił. A zaraz jak się zaczął dusić, to Roska podniosła na niego spojrzenie. Aż oczy wielkie zrobiła - Jezus Maria - rzuciła po hiszpańsku, a profesor Marco Polo już leży na ziemi sztywny. I Rosa chciała się do niego jeszcze wyrwać udzielić jakiejś pierwszej pomocy, ale wtedy Oppenheimer złapał ją za rękę, żeby nie dotykała zwłok. I aż jej się słabo zrobiło, więc usiadła na krześle.
- To ona go zabiła! - rzuca Pani Potter, która wstając znowu obczaiła tyłek Ricza. Ale Rosa kręci głową, że to nie ona.
- To na pewno jej mąż, bo go zdradzała z nim - już snuje wnioski Bazzar, a Rosa spojrzała na Ricza i zaraz do niego rączki wyciąga, żeby do niej przyszedł. Chociaż jak już przyszedł to go walnęła w brzuch pięścią.
- To ty zabiłeś doktora? - zaraz nadaje do niego po hiszpańsku - Ricz nie możesz iść do paki, co z naszym dzieckiem? - znowu mówi po hiszpańsku. A Oppenheimer wącha ten kieliszek, który wypił Marco Polo. A Rosa wtedy zauważyła, że to ten jej.
- Jezu to jest mój kieliszek, to mnie chcieli zabić! - krzyknęła już po angielsku i opada na klatę Ricza dramatycznie, ale zaraz zadziera głowę do góry, żeby na niego spojrzeć - chciałeś mnie zabić, żebym nie dowiedziała się tej tajemnicy? - spojrzała na niego podejrzliwie mrużąc oczy. Bo teraz to już naprawdę nic nie wiadomo.
- To sok z granata - rzucił odkrywczo Oppenheimer - może to wstrząs anafilaktyczny? - popatrzył po wszystkich. A Rosa wzruszyła ramionami.
- No może. To nikt nikogo nie zabił? - i patrzy na Ricza znowu.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Riczowi serce na chwile stanęło, jak widzi że Rosa już do niego wstaje, bo już wie co tu się stanie, zaraz tą szpilką po łbie tu przy wszystkich ludziach dostanie jak nic! Nie ma pojęcia skąd ten cały Marco Polo ma takie informacje, ale aż go telefon przy udzie zaczął piec, bo pomyślał sobie, że kurde może Erza zaczęła sypać na prawo i lewo? Nie podejrzewałby jej o to, ale ich ostatnie spotkanie było takie, że jednak trochę zmienił mu się na nią pogląd. On jej wtedy wyznał, że był taki samotny bez Rosi obecnej, a ona co? A ona go od patusów wyzwała. No to może faktycznie poleciała i opowiedziałą to komuś z Knoora? Kto tam ją wie.
Już mu sie serce kraja i chce mówić, że nie-nie-nie, Rosa, to wszystko brednie jakieś, ale wtedyMarco Polo się na ich oczach przekręcił. Ricz biegnie do Rosi, aż krzesło swoje przewrócił i ją tak chciał objąć, to dostał w brzuch, że aż stęknął.
- Rosi, no co ty skarbie - mówi jej po hiszpańsku, na co goście oczywiście podejrzanie na nas patrzą, ale on już pociera jej ramionka, żeby ją uspokoić i do siebie przytula, troche sie nawet iceszy, ze teraz ludzie się skupili na tej śmierci, łącznie z Rosi, bo przynajmniej nie myśli o jego tajemnicy, którą trup powiedział tuż przed wyzionięciem ducha. Ricz zerka na dół i znów na Rose. - Baby, jak niby miałbym to zrobić, przecież siedziałem daleko od was! Poza tym przecież sam próbowałem twojego drineczka - słuchają tego co ma do powiedzenia Oppenheimer i kiwa Ricz głową - Tak to sok z granata, moja żona jest w ciaży - oświadczył Riczi, ale widzi, że policjant zbliża kieliszek do nosa. Pierwszy raz od początku wieczoru wyglądał tak, jakby naprawdę się czymś przejął. - To nie był tylko sok z granatu. - mówi grobowym głosem Nikt się nie odezwał. Oppenheimer spojrzał na ciało Marco Polo. - Cyjanek. - mówi i nagle zapadła cisza. Nawet pani Potter przestała poprawiać włosy.
- Nie… - odezwała się cicho pani Bell. - Skąd pan może wiedzieć?
Oppenheimer westchnął ciężko. - Bo kiedyś już to widziałem. Gwałtowny skurcz mięśni. Natychmiastowa duszność. Utrata przytomności w kilkanaście sekund. I ten zapach.
Przystojny wystportowany Matthew zmarszczył brwi ze zdumieniem - Jaki zapach?
- Gorzkich migdałów.
Bazzar odsunął się od stołu.
- Chwileczkę… czyli ktoś naprawdę go otruł?!
- Tak - odpowiedział Oppenheimer chłodno. - A skoro kieliszek należał wcześniej do Pani Martinez… czyli ktoś chciał ją zabić
- Albo jego - powiedziała cicho pani Barilla, patrząc na Ricza.
- Albo po prostu pomylił kieliszki - dodał Matthew, nie do końca chyba chcąc wchodzić w to prawodopodobieństwo, że mają do czynienia z morderstwem.
- Albo… - odezwała się nagle Svetlana z dziwnie spokojnym uśmiechem - Marco Polo powiedział dziś trochę za dużo.
Ricz podczas całego tego dochodzenia tuli Rosi do siebie i patrzy na nią przerażony.
- Kochanie, byłaś o krok od śmierci - mówi jej przejęty - Jezus maria, gdybyś to ty tu leżała to moje życie też by się skończyło - aż mu sięłezki w oczach zakręciły i kręci głową. - Trzeba zadzwonić na policję!
Ktoś powiedział, że przecież Oppenheimer jest z policji, na co Pani Potter zauważyła, że przecież nie może prowadzić dochodzenia skoro jest podejrzany. Wszyscy spojrzeli po sobie nagle uświadamiając sobie, że są tak samo podejrzani jak pan glina. Matthew wyciąga telefon i mówi, że dzwoni. Niestety nie łapie zasięgu, tak samo jak kolejne osoby. Ricz też wyciągnął telefon, ale u niego też nie ma zasięgu, a Rosi pewnie nawet nie ma telefonu, bo ma mini torebusie. Kręci głową, żeby nie wychylała się, że nie ma telefonu, bo lepiej chyba było nic nie mówić.
- Burza rozwaliła chyba antenę albo coś. Internet też nie działa. Świetnie, idealny wieczór na morderstwo
Hope Potter spojrzała podejrzliwie na wszystkich.
- To może być celowe.
Przerażony Ricz kręci głową.
- Celowe? Gdzie celowe, jestesmy na środku oceanu, wiadomo, że tu nie bedzie zasięgu. Wczoraj jak próbowałem obejrzeć meczyk to tez mi nie działał... Myślę, że trzeba powiadomić kapitana.
żoncia
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bo ona przecież myślała, że depresję Madoxa, nawet mu leków nawypisywała i robiła mu psychoanalizę przy śniadaniu, ale coś jej nie pasowało, bo Noriega miał na pewno dużo różnych zaburzeń, ale depresji to według niej nie miał.
Tylko, że zanim te sekrety wychodzą na światło dzienne, to Marco Polo pada w drgawkach na podłogę. No świetnie.
Tylko jeszcze taki szczegół! Że jak on upadł, a zanim Rosa się ruszyła to zgarnęła ze stołu jakiś list, który przyniósł Marco i go pakuje do swojej maleńkiej torebusi, ledwo co.
Potem się zajmują tym sokiem, Roska kiwa głową, że sok z granata, że jest w ciąży, ale wtedy ten cały Oppenheimer, że to cyjanek, a Rosa się zasłoniła dłońmi.
Ale podejrzane jest to, że ten cały policjant już to widział, może już... tak kogoś zabił! I nawet Rosa ma to mówić Riczowi, bo Oppenheimerowi to źle z oczu patrzy, ale wtedy odzywa się Matthew, a Roska wbija w niego maślane spojrzenie, trzepocze rzęsami.
- O też miałam o to pytać Matthew! - mówi do niego słodko, ale zaraz Oppenheimer mówi, że to jednak ją chcieli zabić. A Rosa aż wstała i zaciska piąstkę na koszulce Ricardo, wtula się w niego, no bo... - kto to zrobił? - pyta, jakby jej mieli odpowiedzieć, ale nikt tego nie zrobił. Potem wskazują na Ricza, a Rosa mocniej się do niego tuli, bo dobra, oni mają różne przeżycia z Ricardo, ale to wciąż jest jej mąż ukochany. Jeszcze.
Potem Matthew znowu mówi, że pomylili kieliszki, a Rosa się w niego wpatruje, że o matko jaki on jest mądry. Piękny i mądry, taki majestatyczny.
Ale kiedy odzywa się Svetlana to Rosa patrzy na nią krzywo, wciąż przyklejona do klaty Ricardo.
- Ale o tobie nic nie powiedział Sveta, co ty na to? - pyta podejrzliwie, a Svetlana zarzuca do tyłu rude jak ogień włosy.
- Ja nie mam tajemnic... - mówi, a ktoś tam mówi, że ona serio nie ma bo pokazuje wszystko i wszystkim, że to jakaś lafirynda.
Tylko Rosa akurat nie słuchała, bo jej Ricz wyznaje słodko, że jakby umarła to on też, więc sięga rączką do jego zarośniętego policzka i tak go głaszcze po nim.
- O matko Ricz, ty jesteś moim skarbem największym - i nawet mu buziaka dała - to ja ci powiem, jaki ja mam sekret z Marco... - zaczęła, ale wszyscy już mówią, że trzeba policję wzywać. I zaraz każdy po telefonach, ale Rosa nie, bo ona w torebusi ma list Marco Polo, ale ma tam też kopertę z płcią ich dziecka, którą mieli z Riczem otworzyć w odpowiednim momencie. Rosa kiwa głową, że nie ma tego zasięgu na środku oceanu, bo czasem jest i wtedy ona pisze smski, ale dzisiaj nie było za bardzo. Nawet nie mogła rano obejrzeć na Instagramie nowych fotek Peach i filmików.
- Tak trzeba iść do kapitana - Rosa to już wiedziała który to, bo go dzisiaj zagadywała na pokładzie, kolejny przystojniak. Ale wtedy pani Potter się wyrywa i opiera o drzwi.
- Nie! Bo morderca może próbować uciec! Nie możemy na to pozwolić - i znowu się patrzy po wszystkich. A Rosa znowu mocniej ściska Ricza.
- No ale kto jest mordercą? - pyta Matthew i odgarnia do tyłu piękne włosy.
- Trzeba przeprowadzić śledztwo - mówi Oppenheimer. No a reszta, ale jak, ale kto, ale jak to się robi.
No i Rosa wzdycha ciężko.
- Dobra, to teraz muszę z każdym porozmawiać... - stwierdziła. A wszyscy dlaczego ona. Jak to, po co. A Rosa już puściła Ricardo, opiera ręce na biodrach i wychodzi na środek - bo ja w tajemnicy przed Riczem zrobiłem z doktorem Marco Polo specjalizację z psychiatrii sądowej, i to był mój mistrz - wskazała na doktora Marco Polo. No to wydała się ta tajemnica Rosy. Szybko w sumie.
- To kto pierwszy? - pyta się, a zaraz jej spojrzenie padło na Matthew - ty - i już w tych swoich szpilkach drobi do stołu, bo jej już stópki trochę spuchły. A zaraz macha na Ricza rączką, żeby jej krzesło postawił, bo akurat leżało wywalone, a ona się nie może schylać. No więc w końcu sobie siadła z Matthew na przeciwko i go pyta - co cię łączyło z profesorem Matthew? - a wszyscy się gapią na Matthew, a Rosa jeszcze nie, jeszcze ogląda swoje długie paznokcie.
- No... - zaczyna Matthew, a Rosi dopiero na niego dźwiga spojrzenie i wydyma usteczka, a potem rączką go pospieszyła, żeby mówił - to kiedyś mieliśmy romans... - a wszyscy cooo, jak to? Taki Matthew i profesor Marco Polo, ale Rosario wcale się nie wydaje tym zaskoczona.
- I kto to skończył? - pyta się poważnie. A Matthew, że on, i aż głowę spuścił. No ładnie, to chyba miał motyw też!
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Później kiedy jest cała scena tego obrzucania się winą trwała, to Ricz przytulał swoją kochaną Roskę, zupełnie nieświadom, że ona w tym czasie maślane oczka robiła do sportowca. Tym bardziej się nie spodziewał, bo Rosa przecież tak mu odpowiada słodko, że on już spokojny, bo jednak mimo tego że usłyszała jakąś pogłoskę o jego winie, to nic nie mówi i nie wydaje się nawet obrażona. Oczy mu aż błyszczą, pewnie od tych łezek, dobrze że Rosa mu twarz tak ujmuje w dłoń, to pewnie też otarła jakieś łezki kochana. Natomiast niestety nagle ona mówi, że ma jakiś sekret z Maco Polo?! Zmarszczyły się gęst brwi Ricardo, który nierozumiejąc, ale bardzo obawiając się tego co chce mu powiedzieć żonka, wpatruje się w nią długo po tym, jak ta się rozprasza tą potrzebą wzywania policji. Ciekawe, co niby takiego łączyło ją i Marco Polo?
Nagle Pani Potter mówi, że nie mogą wcale iść do kapitana, co było troche SUSPICIOUES. Riczowi się to nie spodobało, natomiast popiera ją jej syn Zygfryd. - No dokładnie, a co wy myślicie, że kapitan zrobi jak tu przyjdzie i znajdzie trupa? Wszystkich nas wezmą za podejrzanych i będą przesłuchiwać jak przestępców - a że był czarny, to na pewno podejrzewał, że na niego padnie fianlny wyrok, bo czesto tak było, ludzie to rasisci w koncu. - Nie, musimy sammi znaleźć mordercę - i patrzy z nadzieją na Oppenheimera, ale to pani Bell wspiera go, a później za nią już wszyscy poszli, bo najwyraźniej była tą osobą, której ufano najbardziej sposórd wszystkich.
Rosa nagle mówi swój sekret i zaczyna machać łapami to Ricz poszedł jej podstawić krzesło i tak stoi jak jakiś kołek.
- Ale co ja mam tu stać? - pyta żonki, a Oppenheimer mówi, że nie, żeby poszedł, bo muszą zrobić przesłuchania w pojedynkę, w sensie że nikt nie słyszy, więc Ricz poszedłsobie i wszyscy odeszli na drugi koniec pomieszczenia. Ricz akurat obok tej modelki se stanął i tak zerka na swoją Roskę, która taka mądra jak jakaś policjantka się tam zachowywała. Svetlana zagaduje do Ricza:
- Czy ja dobrze kminię, że oszukałeś swoją żonkę i uciekłeś do innego kraju? Nie dziwię się, bo chyba ma skłonności do dominacji, a ty jesteś sam maczo - tak go podrywa, ale Ricz tylko się lekko uśmiecha i w końcu ktoś powiedział, że te przesłuchania muszą zrobić rano, to chyba była pani Barilla.
Oppenheimer jak usłyszał sekret Matthew to też w sumie był za tym, więc tylko zarządził, że muszą zabezpieczyć ciało i poprosił Matthew i Ricza o pomoc, ale Ricz powiedział, że on musi odprowadzić do pokoju swojąciężarówkę, więc puścił ich i wzieli Zygfryda. I tak wszyscy rozeszli się po kajutach, ustalajac ze nikomu nie powiedzą o tym co tu sie wydarzylo, nim nie znajdą zabójcy.
Ricz w kajucie miał jakiś atak paniki kładzie się na ziemi.
- Rosi, Rosi, co mnie podkusiło żeby jechać na jakiś bulionowy trip, przecież nic nie jest za darmo a teraz na nas polują jak na zwierzynę, ciebie ktoś chciał zabić dzisiejszej nocy, wyobrażasz sobie??? Boże kochana, musimy się stąd zaraz zabierać - uznał i się podnosi z ziemi, żeby zacząć ich pakować. Spojrzał na nią po jakiś czasie tak ukradkiem i mówi: - Po co robiłaś specjalizacje z Marco Polo? Nie wiedziałem że sie znaliście
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No ale jak my go znajdziemy? Jak widać od razu, że to było bardzo sprytne działanie, przebiegłe - Rosario wolałaby, żeby jednak zajęła się tym policja, bo ona to też wiedziała jak oni działają, w końcu czasem brała udział w takich śledztwa policyjnych, jako psychiatra sądowy.
No więc wpadła na ten pomysł, żeby z Oppenheimerem razem wszystkich przesłuchali, ale Ricz się pyta co on ma robić. A Rosa aż wywróciła tymi czarnymi ślepkami. Najpierw mu chciała powiedzieć, żeby tańczył, ale policjant go wygania, więc ona sobie tak nogę zakłada na nogę i buja stópką jak profesjonalistka, i przesłuchują każdego po kolei.
A jak oni zaczęli się zwierzać, co ich łączyło z profesorem Marco Polo, to Rosa z Oppenheimerem zerkają na siebie znacząco tak za każdym razem i kiwają głowami.
Bo nagle się okazało, że każdy chyba tutaj miał motyw!
Tylko nie wiadomo czy Rosa tak i ten Oppenheimer, i Ricz, bo Rosa powiedziała policjantowi, że go przesłucha sama na osobności, bo to jej mąż.
Później nagle Pani Barilla mówi, że powinni dokończyć rano, a Rosa aż pokiwała głową, bo była już padnięta od tych tajemnic, które teraz wszystkie wiedziała. Poszli do kajuty, a Rosa po drodze zajrzała jeszcze do torebusi, a tam ten list, no ale nie mogła go otworzyć przy Riczu.
A jak weszli do siebie, to on się nagle kładzie na ziemi. A Rosario aż rączki skrzyżowała na piersi i tak się krzywi.
- Boże Ricz przestań się mazgaić! Nasze dzieci potrzebują silnego ojca, a nie taką beksę - oczywiście najpierw mu musiała pocisnąć i jeszcze go szturcha swoją szpileczką w bok, bo przecież nie mogła się schylać, ale on się podniósł i już Roska wyciąga do niego ręce, żeby mu zacisnąć na koszuli i nim wstrząsnąć - teraz to musimy rozwiązać ta sprawę Ricz, Marco nie żyje, nie wyjadę stąd póki nie znajdę jego zabójcy - i znowu nim chciała poszarpać, ale ona to ma tyle siły co jakiś przedszkolak, więc mu tylko do połowy wyciągnęła koszulę ze spodni. Ale Ricz zaraz jej ucieka do walizki, a ona się marszczy i patrzy na niego krzywo - no przecież to był profesor, z którym ja robiłam specjalizacje w Toronto, wysyłałam ci zdjęcia - tylko ona mu akurat wysyłała profesora tyłem na przykład, to wyglądał jak jakiś dziad, a nie jak bóg. No ale teraz to już nie było ważne, bo mieli ważniejsze kwestie do omówienia - Ricz… a jaki jest prawdziwy powód, dla którego ty wyjechałeś do Kanady? - musiała zapytać i znowu staje obok niego blisko i patrzy na niego groźnie, tak jak te ich chihuahuy czasem patrzą jak chcą ugryźć, więc niech lepiej Rich uważa i nie okłamuje jej.
Ricardo Martinez