34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox też chyba wolał lecieć do Medellin po ślubie, dlatego, żeby nie musieli bez przerwy słuchać, że powinni pobrać się tam, a potem zrobić typowo kolumbijskie wesele, chociaż z drugiej strony... gdyby mu powiedziała, że lecą tam jutro, to on by się spakował i zaraz bukował bilety. A gdyby do tego dodała, że zaraz wezmą tam ślub, to tylko by się jej zapytał, czy on może wystąpić na nim w czerwonej koszuli.
Bo on akurat tego był pewny, chciał, żeby Pilar została jego żoną, nawet jutro.
A zaraz okazało się, że ona wcale nie chciała go ubrać w białą koszulę, co oczywiście skwitował tym, że znowu ją do siebie przyciągnął, że zacisnął palce na oparciu jej krzesła, żeby ją do siebie szarpnąć. Musnąć wargami jej skroń ukrytą pod czarnymi, ale wciąż pięknymi włosami kudłami.
- Pewnie dla białych koszul, to byś się zabujała w Wyattcie - szturchnął ją kolanem, ale już wcale nie tak, żeby jej robić wyrzuty, bardziej żeby ją po prostu zaczepić, bo Madox akurat sprawę z Galenem Wyattem uważał za zamkniętą, wyjaśnili sobie wszystko. A przynajmniej on z Galenem i z Pilar też.
Znowu się do niej pochylił, tak, że mógł odezwać się jej na ucho - a ja lubię się wyróżniać... a kret powinien nie rzucać się w oczy, zobacz jakie pojebane - i on też się do niej tak podsunął, że mogła poczuć na pełnych ustach jego oddech, tylko wtedy przyszła kelnerka, a Madox się odwrócił. Ale zaraz niekontrolowanie mruknął, kiedy przygryzła jego ucho i trąciła za zloty kolczyk. Aż ta dziewczyna, która wykładała im talerze na niego spojrzała, ale on tylko wzruszył ramionami, no bo co miał zrobić, że jego narzeczona była tak kurewsko caliente?
Kiedy wrócili do tematu Rosy i Tio, to on naprawdę kompletnie tego nie rozumiał. I zaraz się okazało, że Pilar też, kiedy stwierdziła, że Ticiano porządnie pojebało. Madox nie załapał też tego jej kolejnego pytania, bo w pierwszej chwili uniósł jedną brew.
- Kto? - wyrwało mu się, ale zaraz do niego dotarło, że chodziło o Rosę. Wywrócił oczami, żeby po chwili wbić spojrzenie znowu w Pilar - nic, kompletnie nic, jest wkurwiająca, zapatrzona w siebie, paskudna... A Tio jest po prostu głupi, bo Marie jest świetna - aż pokręcił głową, ale Madox chyba nie byłby sobą, gdyby nie odniósł się jeszcze do jednej rzeczy - po prostu dobrze obciąga, ale ja znam jedną taką, która robi to lepiej - spojrzała na nie znacząco, a zaraz znowu się do niej pochylał, żeby zaczepić brodą o jej ramię, dmuchnąć jej w kark - Rosa jest po prostu... Ona kurwa wszystko załatwia płaczem, albo będzie ci grała na uczuciach tak długo, aż się nie złamiesz, nie wiem... Ale ona jest zupełnie nie taka jak ty, albo jak Marie, a ja byłem kiedyś bardzo głupi - bo był. Zupełnie inny. Ale i tak Rosalindę wspominał chyba najgorzej ze wszystkich swoich byłych, no bo też... najbardziej go zdradziła. I pewnie dlatego ona też wywoływała w nim takie emocje. Bo przecież on też od tego całego incydentu z Rosą to po prostu nie mógł znieść zdrady, brzydził się nią, jak wiecznie powtarzał i skręcało go, kiedy jego kuzyni mieli do tego takie podejście. Bo on by Pilar nie zdradził, nawet na etapie, kiedy jeszcze nie byli siebie pewnie. Już od chwili w której wyznał jej... miłość.
Bo miłości się nie zdradza, a jeśli się to robi to jest chuj nie miłość.
Coś w tym było, że oni w jednej chwili potrafili się unosić, pokazywać jak bardzo byli impulsywni i narwani, a w drugiej już rozmawiać normalnie, na spokojnie...
Chociaż to też nie zawsze. Bo gdyby nie talerz z Bandeja Paisa to Madox pewnie już dzwoniłby do Tio.
Ale zamiast tego to nabijał na widelec kawałek kiełbasy i dopchnął fasolą. Przez moment przeżuwał to patrząc na Pilar, ale w końcu wzruszył ramionami.
- Wiesz jak ja wyjeżdżałem z Kolumbii to Tio był inny, obaj byliśmy, a potem ja się do niego długo nie odzywałem, o to co zrobił... Tylko do Marie - złapał na widelec jajko, ale ciapnęło mu na koszulkę, więc tylko westchnął ciężko, a zaraz sięgnął po serwetkę, rozmazał je tylko - i ja też tego nie widzę, bo jak kurwa nie umiał się ogarnąć po tym jak ją przepraszał i obiecywał, że nigdy tego nie zrobi, to... to on nie zostawi Rosy - skrzywił się na samą myśl o tym, bo jakby nie Tio, to on pewnie też by nie zostawił Rosy. Wszedł w to, bo był w nią ślepo zapatrzony. Ale na szczęście to wszystko potoczyło się inaczej. Szkoda tylko, że Ticiano nie wyciągnął z tego żadnej nauki.
Spojrzał na talerz i nabił na widelec awokado, żeby je wpakować do ust, było pyszne, akurat kiedy Pilar powiedziała, że jej niedobrze jak o tym myśli, a Madox zaraz znowu się przysunął do niej - to nie myśl, bo będę musiał zjeść też twoje awokado - i oczywiście, że kawałek jej ukradł, ale zaraz oddał jej swój najładniejszy i trochę przegrzebał w tych ich talerzach - Pilar ja myślę, że Tio nie kocha Marie, a ona zasługuje na kogoś lepszego, ale ja nie wiem jak jej to przetłumaczyć - i już podnosił na nią spojrzenie, ale wzruszył ramionami, bo nie wiedział. Próbował przecież przed ślubem, ale na próżno, bo Marie była ślepo zapatrzona w Ticiano, zakochana.
Kiedy Pilar odchyliła do tyłu głowę, to oczywiście, że do niej sięgnął żeby ją pogłaskać, a zaraz też do jej karku, na którym oparł wytatuowane palce - ale jesteś spięta, zrobię ci potem masaż - wtrącił, ale zaraz kiwał głową na kolejne słowa Pilar, a kiedy powiedziała, że boi się, że jak zobaczy Tio, to go zabije, to uśmiechnął się delikatnie. Psychol. - To może zaprośmy Marie? Może coś razem ugramy? Mogę też gdzieś wyskoczyć z Tio i z nim pogadać? Ale też się boję, że skoczymy sobie do gardeł - zrobili by to, bo starszy Ticiano, który siedział w kolumbijskim półświatku też już wcale nie był grzecznym chłopcem. A Madox nigdy nie był grzeczny. A jeszcze biorąc pod uwagę to, że Marie była dla niego jak siostra - a jakbyśmy ją poznali z kimś fajnym? Fajniejszym niż Tio? Może z Willem? - no teraz to dojebał, to Marie trafiałby z deszczu pod rynnę - albo nie... - no jednak wpadł na to, że to nie jest dobry pomysł. A koledzy Madoxa to delikatnie rzecz ujmując były jednak najchujowsze partie w Toronto - jakbyśmy zaprosili Marie, to moglibyśmy jechać z nią nad Niagare, bo jednak tamto zaproszenie miało przyjść na skrzynkę Patela, a wiesz... - na pewno wiedziała, że oni się pokłócili, i to raczej śmiertelnie, bo Madox tutaj nie zamierzał odpuścić. Za to jeśli chodzi o Marie, to zaraz proponował - kupię jej bilet, ty ją tylko namów, dobrze jej to zrobi, nie? Może wyskoczycie do kosmetyczki, czy coś - popatrzył w ciemne, piękne oczy Pilar, a zaraz parsknął śmiechem - albo ją weźmiesz na pilates - Pilar była piękna, ale jakoś jej nie widział u kosmetyczki, jeszcze z Marie, która pewnie mogłaby tam siedzieć cały dzień. Co innego na siłowni, albo pilatesie rzeczywiście.

¿Qué opinas de que actuemos como celestinos? જ⁀➴ ♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Słuchała tego, jak opowiadał o Rosie i chociaż chciała mu wierzyć w te wszystkie słowa, że była okropna, wkurwiająca i paskudna, to przecież wiedziała, że mówił tak teraz. Teraz kiedy już nic do niej nie czuł. Ale przecież te dziesięć lat temu z jakiegoś powodu stracił dla niej głowę. Chciał za nią wyjść. Takich deklaracji nie dawało się komukolwiek. Żadnej pierwszej, lepszej dziewczynie. Coś musiało być na rzeczy wtedy i coś musiało być na rzecz teraz, skoro Tio dalej w tym tkwił i nie potrafił się z tego uwolnić. I zaraz Madox oznajmił niby co, a Pilar głośno się zaśmiała. Aż kilka osób popatrzyła w kierunku ich stolika.
I dlatego chciałeś ją kiedyś wziąć za żonę? — spojrzała na niego wymownie. — Bo dobrze obciąga? — spojrzała na niego czymś, co było połączeniem niedowierzania i rozbawienia. Z jednej strony nie mogła w to uwierzyć, szczególnie teraz, znając dobrze Madoxa, że to byłby jedyny wymóg co do jego przyszłej żony, a w tym samym czasie niesamowicie bawiło ją to stwierdzenie. Szczególnie, że zaraz dodał, że znał jedną, która robiła to lepiej. — Mi też się oświadczyłeś, bo zajebiście obciągam? — znowu się zaśmiała. Znowu głośno. Niby rozmawiali na poważne tematy, ale przecież ich charaktery już takie były — przeskakiwali po tematach i zmieniali przy tym nastrój, jakby to było normalne. Raz wkurwieni, a zaraz potem znowu się zaczepiali. Ale przecież tak było od zawsze, jeszcze wtedy jak nad trupem Marco potrafili flirtować i podkręcać atmosferę dwuznacznymi propozycjami.
Wracając jednak do Rosy i Tio, prze głowię Pilar nawet na moment przeszła taka myśl, że może Rosa go szantażowała? Może miała coś na niego i tym samym nie chciała pozwolić mu od siebie odejść? Tylko z drugiej strony jaka kobieta tak robiła? Kto chciałby być z kimś na siłę, wiedząc, że ta osoba kochała kogoś innego? Rosa może i była walnięta, ale przecież uwielbiała kiedy była w centrum uwagi, gdy ktoś ją wielbił. Z serca i własnych chęci, a nie z przymusu. Nawet Pilar miała podzielić się z Madoxem tymi przemyśleniami, ale wtedy przyszło jedzenie, a on zaczął nawijać o tym, że też nie wierzył w przemianę Tio. No tak, ktoś to przecież tyle czasu zdradzał, nagle się nie nawróci. No chyba, że…
Uważam, że ona powinna go zostawić — powiedziała w końcu, zgarniając kawałek jajka z jego koszulki widelcem i zaraz władowała go sobie do ust. — Że może wtedy by zrozumiał, że ona nie będzie tego tolerować. Tylko wiesz, nie tak kurwa zostawić na pół dnia czy mowić mu o tym, tylko autentycznie rzucić papierami rozwodowymi, Z ORZECZENIEM O JEGO WINIE i najlepiej się z nim przez jakiś czas nie kontaktować — może i to było drastyczne, może oschłe i okrutne, ale przecież to było jedyne wyjście z tej sytuacji i scenariusz, który zakładał, że oni mieliby jeszcze szanse to jakoś przepracować. Człowiek często czegoś nie doceniał dopóki tego nie stracił, a Marie? Ona zawsze przecież była dla niego. Na dobre i złe. Nawet kiedy wyszła spraw z Rosą… Tio wiedział, że miał Marie. To musiało się skończyć. Dokładnie tak samo jak skończyć powinno się podjadanie awokado z jej talerza.
Weź mi jeszcze jeden kawałek, a cała twoja kibełbaska zniknie w moich ustach — zagroziła mu, celując widelcem prosto w jego klatkę piersiową. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, jak to zabrzmiało i co ona właśnie powiedziała. — I nie wyobrażaj sobie za dużo, bo akurat miałam na myśli kiełbasę z talerza — mruknęła blisko jego twarzy, a potem nachyliła się, żeby go pocałować, jednak w ostatnim momencie przekręciła głowę i faktycznie nabiła sobie kawałek przekrojonej kiełbaski z jego porcji i bezczelnie zjadła. Chociaż kiedy zaproponował jej masaż potem, od razu chciała się zreflektować, żeby przypadkiem nie zmienił zdania i dała mu trochę swojego mięsa na talerz. — Masajeame, cariño masuj mnie, kochanie, wyszeptała, spoglądając na niego wymownie. Faktycznie była cała pospinana. Nawet nie zdawała sobie z tego sprawy do momentu, w którym nie pokręciła nieco głowa na boki i nie poczuła, jak bardzo wszystko ją ciągnie. Tylko teraz nie było czasu na rozciąganie, a na jedzenie. Jedzenie i rozmowy o Marie.
Porozmawiam z nią — skinęła głową, dając tym samym znać, że pewnie jeszcze dzisiaj napisze do przyjaciółki i dowie się, czy w ogóle chciałaby do nich przylecieć sama albo z tą zdradziecką szują. Nawet miała spytać Noriegę, co o tym myślał, ale wtedy on zaczął o tym, jak to powinni znaleźć mu jakąś lepszą partię niż Tio, wspominając przy tym Williama. — Chcesz jej jeszcze bardziej zniszczyć życie? — pokręciła głową z niedowierzaniem. Przecież Patel to była możliwe najgorsza partia o jaką mogło się prosić. I to już nawet nie chodziło o jego złośliwy charakter ale przecież ten facet nie potrafił się ustatkować, zaangażować w jeden związek, a przecież Marie zasługiwała na kogoś, kto w końcu nie będzie poza nią widział świata. Będzie tylko i wyłącznie dla niej. Naprawdę na to zasługiwała. Ona i jej dobre serce.
Do kosmetyczki? — jęknęła niezadowolona na samą myśl, że miałaby marnować czas u jakieś laski, która będzie im robiła maseczki, a potem jeszcze malowała paznokcie i piłowała pięty, kiedy można było robić tak dużo świetnych rzeczy. — Może na strzelnice ją wezmę, to będzie wiedziała, gdzie celować, jak Tio już przegnie — rzuciła chyba bardziej złośliwie niż na serio, chociaż? Kto tam wiedział Pilar. Przecież ona była nieprzewidywalna.
A jak sprawy z Williamem? — musiała też o to zapytać. Wiedziała doskonale jak bardzo byli pokłóceni, chociaż znając ich wielką przyjaźń szczerze mówiąc, Stewart była przekonana, że już następnego dnia dadzą sobie po mordach i wszystko będzie jak dawniej. A tu proszę, nie zapowiadało się na to. — Dalej nie gadacie? Ile jeszcze bedziecie się tak na siebie wkuriwać?

mi amor ( ˶˘ ³˘)♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Młody Madox miał trochę... zdecydowanie, inne podejście do życia i kiedy on zakochiwał się w Rosie, to przecież siedział bardziej w kolumbijskim półświatku, przecież robił interesy z ojcem, i pewnie gdyby to rzeczywiście wypaliło to teraz albo byłby martwy, albo siedział, albo był drugim Pablo Gonzalesem tylko od kokainy. Ale nie wypaliło, bo najpierw okazało się, że jego narzeczona go zdradza, z jego najlepszym przyjacielem, a potem jego rodzona matka wsadziła do pudła jego ojca, ukradła mu pieniądze i uciekła.
I to był ten moment, jakiś przełom, kiedy Madox uciekł i naprawdę chciał się zmienić, i wstąpił do policji, ale już wiemy jak to się skończyło, jego nazwisko wciąż otwierało dużo drzwi, bo był synem Noriegi, bo wiedział jak to się wszystko odbywa od najmłodszych lat wchodząc w świat swojego ojca, bo był sprytny i wygadany, i lepiej nadawał się na kreta niż na gliniarza z prawdziwego zdarzenia. Potem też poznał Haddie i stracił głowę dla jej niebieskich oczu, które może przypominały te Rosy? A może dlatego, że Haddie była jej zupełnym przeciwieństwem, bo była dobra? Tylko jak się okazało za dobra dla niego.
I teraz dochodzimy do momentu, kiedy przed nim siedziała Pilar, która też była dobra, ale przy tym też nie dawała sobie wejść na głowę. Była twarda, umiała się odnaleźć i w tym jego brudnym półświatkowym świecie i jako policjantka, która chciała zbawiać świat. Była jakimś takim idealnym wypośrodkowaniem tego, czego Madox tak naprawdę chciał, dla czego w pewnych momentach swojego życia on tracił głowę.
Była idealna.
Chociaż oczywiście musiał ją zaczepić.
- Tak - odpowiedział poważnie na to czy jej też się oświadczył, bo zajebiście obciąga, a zaraz pochylał się do niej znowu, tak żeby kolejne słowa ułożyć gdzieś na jej ramieniu - a ożenię się z tobą, bo nie znam drugiej, która się tak rucha - złapał na moment jej spojrzenie, a zaraz się uśmiechnął, żeby trącić ją znowu kolanem. Półświatek nawet mógł tak myśleć, ale Pilar już nie raz mówił dlaczego ją kocha, całe litanie potrafił jej na ten temat wygłaszać, jaka była najpiękniejsza na świecie, dobra, uczynna, ale też zawzięta i dzika... Inna sprawa, że na wyznania zazwyczaj mu się zbierało podczas bajecznego seksu. Ale nie tylko, bo przecież w szczerym polu jej opowiadał, że była jego buñuelos, a Madox kochał buñuelos. A właściwe, gdzie one są? Nawet podniósł głowę, żeby spojrzeć w kierunku lady i tam jak na zawołanie kelnerka wyszła z ich deserem buñuelos i churros. Wyglądały obłędnie.
Aż Madox z wrażenia uwalił sobie koszulkę jajkiem, ale Pilar zaraz mu je zgarnęła.
- Mogę jej podsunąć taki pomysł... - zaczął, kiedy powiedziała, że Marie powinna zostawić Tio, Madox się z tym zgadzał, ale też nie wiedział jak to przyjmie Marie, bo ona była w Ticiano tak zakochana, ale może już nie? Może przejrzała trochę na oczy? - albo ty jej to zasugeruj, niech rzuci te papiery i przyjedzie do nas, a Ticiano albo się ogarnie, albo nie - pokiwał głową i sięgnął po kolejny kawałek awokado z jej talerza. Nawet miał jej jeszcze powiedzieć, że on też zrozumiał więcej, jak wtedy przeszła mu przez głowę myśl, że mógłby ją stracić, ale wtedy Pilar powiedziała to … a cała twoja kiełbaska zniknie w moich ustach, a Madox tak parsknął śmiechem, że aż kipa (czyli koza z nosa po kielecku) poleciała mu z nosa i zaraz wycierał się serwetką - obiecujesz? - już ją zaczepiał i nawet miał sięgnąć po jej awokado, ale dodała, że ma na myśli kiełbasę z talerza, a Madox tylko strzelił oczami. A jednak zaraz znowu przysuwał się do niej, żeby ją pocałować, ale mu uciekła i jeszcze faktycznie zabrała mu tę kiełbaskę. Ale Noriega za bardzo się nie przejął, bo on już zresztą sięgał po buñuelos. Co prawda jeszcze nie skończył Bandeja Paisa, ale trochę słodkiego dla odmiany było wskazane. Uśmiechnął się, kiedy odezwała się do niego po hiszpańsku, a zaraz przełknął i rzucił - hoy te daré un masaje tan bueno que mañana dirás que este tipo será tu marido porque da muy buenos... masajes - zrobię ci dzisiaj taki zajebisty masaż, że jutro stwierdzisz, ten facet zostanie moim mężem, bo tak świetnie... masuje, mrugnął do niej jednym okiem, a jego palce przesunęły się z karku w dół po kręgosłupie, tak żeby poczuła je na plecach, ale finalnie to znowu oparł rękę na oparciu jej krzesła, bo wciąż rozmawiali o Marie. Chociaż kiedy Pilar powiedziała to, że porozmawia z Marie, to już się do niej wyrwał i musnął jej pełne, gorące usta wargami, miękko, krótko - gracias - mruknął w jej usta, a zaraz sięgnął po churros, żeby jego też spróbować. Jedzenie było tu naprawdę dobre, dużo lepsze niż pamiętał je kiedyś, rzeczywiście nowy kucharz podziałał na ich korzyść, zresztą była to widać po tym, że mieli pełno gości, większość tak jak oni dyskutowała o czymś żywo, dało się też wyłapać hiszpański. Madox stwierdził, że to fajne miejsce i nawet miał to powiedzieć Pilar, ale ona wtedy powiedziała, że Wiliam by bardziej zniszczył Marie życie, a Noriega znowu parsknął śmiechem. Głośno - pewnie Will musiałby zaraz znowu składać papiery rozwodowe, swoje... - wywrócił oczami, ale prawda jest taka, że on wiedział jakie Patel ma podejście do życia, do związków, a teraz jeszcze po tej kłótni, to wiedział też, że tego jego z Pilar nie popierał. I to chyba było najbardziej chamskie na świecie, że jego najlepszy kumpel mu wytknął, że ich związek jest toksyczny, może trochę był. Ale to wszystko przez to, że oni z Pilar po prostu byli impulsywni, emocjonalni, okazywali czasem aż za dużo uczuć, ale jak to Latynosi, romantyczni i emocjonalni. I może taki kanadyjski William tego nie rozumiał?
Tak jak Pilar nie rozumiała tego, że mogłaby Marie zabrać do kosmetyczki, a zaraz jeszcze proponowała strzelnicę, na co Madox znowu się roześmiał - nie wiem czy jej się to spodoba cariño, ale mnie miałaś zabrać, bo kurwa żal... - i znowu wywracał oczami wspominając to co pokazał u Gonzalesa. A zaraz wycelował w Stewart palcem i chciał ją puknąć w czoło, ale w ostatnim momencie spuścił rękę, żeby zaczepić o jej brodę i nos, bo taki właśnie miał cel Madox. Chujowy.
Na kolejne pytanie Pilar, o Williama, Noriega wzruszył tylko ramionami, a zaraz zgarnął ostatnią porcje ryżu ze swojego talerza. On zjadł wszystko, co do jednego ziarenka ryżu, no ale było zajebiste, ale aż opadł plecami na oparcie krzesła i poklepał się po brzuchu - mam to w dupie... - zaczął. Oczywiście, Madox wszystko ma w dupie, a potem nagle się okazuje, że on się tym przejmuje. Przecież Pilar też tak powtarzał, że ma to w dupie, kiedy w głowie miał to, że on z dnia na dzień zakochuje się w niej jeszcze bardziej. I teraz też bardziej i bardziej - mam innych kumpli, a adwokata też sobie znajdę, może zadzwonię do Melanii jak będę potrzebował prawnika, była dobra, i dużo bardziej ogarnięta niż Patel - a do tego przecież bardzo gorąca i ładna. A jak wchodziła na salę przesłuchań to przecież wszyscy się za nią oglądali, bo taka była odstrzelona. Coś w tym stylu.
Bo Madox to aż tak bardzo się za nią nie oglądał.
On znowu zawiesił ciemne tęczówki na ślicznej twarzy swojej narzeczonej.
- Wiesz co mi napisał? Że nasz związek jest toksyczny, Patel jebany znawca w ogóle związków - aż wywrócił oczami, a zaraz sięgnął po sok z mango, żeby wypić go do dna. Mimo, że był już pełny, to też jeszcze jedno buñuelos, ostatnie - co to za kumpel mówi takie rzeczy? Za to na przykład Eric bardzo gratulował mi zaręczyn i się ucieszył, i proponował, żebyśmy kupili sobie krzesło gamingowe - nie powiedział jej czemu, ale uśmiechnął się trochę dwuznacznie - wiesz Eric to ten młody, co naprawia mi służbowy komputer, no i on miał jakiegoś takiego pecha do dziewczyn, więc na święta kupiłem mu taką książkę, jak podrywać dziewczyny, przeczytał ją i teraz się z kimś spotyka, no i ostatnio na sparingu opowiadał mi jaka jest słodka - właściwie to dużo innych rzeczy oni też tam sobie opowiadali, a głównie to Madox, który lubił sobie pogadać. Jak teraz na przykład - powiedziałem mu, że ty też jesteś - oczywiście kłamał, bo gdzie on w stosunku do Stewart użyłby stwierdzenia, że jest słodka? Że jest gorąca, piękna, seksowna, szalona, trochę pojebana? Ale słodka? Chociaż chciał zobaczyć jej minę, kiedy to powie.

tú eres mis buñuelos (づ•ᴗ•)づᯓ🍪
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To naprawdę nie był zły pomysł — namówić Marie, żeby rzuciła papierami rozwodowymi i przyleciała do nich do Kanady na kilka dni, kompletnie nic nie mówiąc Tio. I chyba jedyny słuszny sposób, żeby jeszcze cokolwiek w tym temacie zdziałać. Bo przecież byłaby pod ich opieką, więc wszystko byłoby pod kontrolą, a do tego Tio naprawdę odczułby jej brak. Bo to co innego przecież jak kłócili się i ona nawet wracała do rodzinnego domu kilka ulica dalej. Tutaj byłaby w innym kraju, z dala od niego i wszystkich problemów. I wtedy będzie można zobaczyć, czy to faktycznie coś pomoże temu ich już prawie złamanemu związkowi, czy może doprowadzi go do końca. Jedno było pewne: coś musieli zrobić. Ona i Madox. Nie mogli zostawić z tym samej Marie. Przecież oboje ją znali, wiedzieli, że sobie nie poradzi. Marie była wyjątkowo krucha. Kochała całym sercem, zawsze dla każdego była dobra, ale za nic nie potrafiła odnaleźć w sobie pokładów asertyeowści, które w tym przypadku były niezbędne.
Zadzownie jak tylko wrócimy do domu, okej? — uśmiechnęła się delikatnie, nie mogąc się powstrzymać, żeby nie wyciągnąć do niego dłoni i musnąć jego zarośnięty policzek. By spojrzeć w te obłędnie ciemne oczy, za które byłaby w stanie zabić. Czasami naprawdę nie mogła wyjść z podziwu, jak oni dobrze potrafili się dogadać, chociaż chwile temu dali koty. Ani z tego, jak dobre intencje w sercu nosił Noriega. W końcu mógł po prostu w zaparte bronić swojego kumpla. Brata z dziecięcych lat, z którym znał się na wylot, wszystko dzielił, dosłownie. Ale nie, on postanowił przybrać stronę, którą po prostu należało i Pilar była mu za to wdzięczna. — Ogarniemy to — rzuciła po chwili i złapała jednego churrosa, które zamoczyła w czekoladzie, aż jej się oczy zaświeciły. — W końcu kto jak nie my — dodała dosłownie sekundę przed tym, jak rozchyliła wargi i wcisnęła do ust chrupiący paluszek. Aż musiała sobie mruknąć pod nosem, tak dobre to było. Madox mówił wcześniej, że jedzenie tutaj było NAWET okej, ale dla Stewart ono było jakieś nie z tej ziemi. Wszystko było pyszne. Może nie miała wielkich porównań, w końcu w Medellin też nie pojadła za dużo ,bo robili ciągle inne rzeczy, ale to co sprobolała tu i tu musiała przyznać, że oba były wyśmienite.
Nie tak wyśmienite jednak jak słowa Madoxa o masażu tak zajebistym, że stwierdzi, że chce się żenić już jutro, które opuściły jego usta w ojczystym języku. Kochała, kiedy mówił do niej po Hiszpańsku. Prosto przy jej twarzy, sprawiając, że po jej ciele momentalnie przeszedł zauważalny prąd. Nawet nie kontrolowała tego jak zadrżała cała, wbijając w niego intensywne spojrzenie.
¿Lo prometes? obiecujesz? Dopytała, przysuwając się bliżej niego, nawet na moment nie spuszczając spojrzenia z jego twarzy. — Vamos a comprobarlo sprawdźmy to, dodała tuż przy jego ustach, kompletnie nielując dystans, jaki ich dzielił. Jej mina okrawała o bezczelną, ale kto wie? Może faktycznie zajmie się nią tak dobrze, że Pilar faktycznie nie będzie mogła już dłużej czekać i będzie chciała, żeby już jutro został jej mężem. Trochę pokrzyżowałoby im to plany, ale przecież… to też było kurewsko bardzo w ich stylu. Pokręciła ramionami. — O tu też jestem spięta… — a potem jeszcze nogami. — I tu, i jeszcze tutaj — wypięła pierś do przodu i zawierciła się na krześle, kręcąc biodrami na boki. Oni chyba serio nie potrafili normalnie usiedzieć przez dłużej niż kilka minut. Pierwsze Pilar musiała się wiercić, a zaraz potem on, kiedy nawijał jak to bardzo źle strzelał i nawet jej pokazał, nie trafiając paluchem tam, gdzie chciał.
Przynajmniej się dobrze pieprzysz — tym razem to ona go zaczepiła, ostatkami sił trzymając uśmiech w ryzach, żeby nie buchnąć gromkim śmiechem. — A tak na serio, to musimy się w końcu wybrać na strzelnicę — tylko kiedy? Kiedy oni mieli to zrobić, jak wiecznie coś innego im wypadało (a nasza lista na gry powiększała się z dnia na dzień w zastraszającym tempie). A oni przecież lecieli z prądem, brali to, co dawał im los i nawet dwa razy się nad tym nie zastanawiali. Tak jak chyba William Patel nie zastanowił się, kiedy pisał Madoxowi te wszystkie obrzydliwe wiadomości, o których Noriega zaraz wspomniał.
Patel gówno wie o naszej relacji — westchnęła głośno, znowu kręcąc głową, próbując strzepać napięcie. Nigdy nie lubiła Williama, a zazwyczaj jej niechęć rodziła się w tym, jakich zwyroli potrafił bronić przed wymiarem sprawiedliwości, nigdy nie miała nic do jego charakteru, jednak w tym wszystkim najbardziej nie mogła uwierzyć w to, jak można było powiedzieć takie rzeczy własnemu przyjacielowi. Jak, kiedy widzisz, że twój kumpel jest zakochany, wytykać mu to, że śmiał być szczęśliwy. Nie na tym polegała prawdziwa przyjaźń. — Zazdrosny jest — wzruszyła ramionami, ładując do ust jeszcze kawałek buñuelos, przy okazji podnosząc spojrzenie na Madoxa. — Wcześniej miał cię tylko dla siebie, imprezowałeś z nim co druga noc, ćpałeś, razem wyrywaliście dupy… no co nie mam racji? A teraz priorytety ci się trochę… pozmieniały. Teraz dzielisz swój czas trochę inaczej i dla niego to jest po prostu niewygodne — przykre to było, jednak prawdziwe. Ludzie często nie potrafili cieszyć się ze szczęścia swoich najbliższych. I chociaż malowali uśmiechy ba twarzach, tak naprawdę potrafili nie tylko zazdrościć ale też jeszcze karcić i karać za to, że komuś zaczęło się układać. W końcu zawsze w dołku lepiej byłoby trwać razem, nie? — Chociaż akurat z tym toksycznym związkiem to trochę miał racji — dodała, przelotnie się uśmiechając, a kiedy na nią spojrzał, to puściła mu oczko. — No co? A nie jest? Przecież my sami w sobie jesteśmy pojebani — a do tego chorobliwie zazdrości. Kurwa, wystarczyłop popatrzeć na to, jak skończyła się akcja z Galenem Wyattem i głupim telefonem. Jaki facet tak robił? Żaden normalny na pewno. No i… — W zdrowych związkach raczej nie ładuje się kulki w czyjąś głowę, bo podniósł rękę na drugą połówkę — tu akurat się zaśmiała, ale przecież to była stuprocentowa prawda. Bo Pilar nawet sekundy się nie zastanawiała, kiedy mierzyła do Gonzalesa. Nawet się nie zawahała, bo przecież dla Madoxa zrobiłby wszystko. On dla niej tez. W końcu prawie się kurwa utopił, próbując wymierzyć za nią sprawiedliwość. Nie byli normalni, ale to w nich było piękne. Toksyczne okej, ale przynajmniej każdego dnia czuli, że żyli, pogłębiali swoje uczucia na poziomie, o jaki inne związki mogły tylko pomarzyć.
Spojrzała na niego wymownie, kiedy zaraz okazało się, że Noriega już znalazł sobie zastępstwo za Williama i był nim jakiś Eric, który kazał im kupić krzesło gamingowe? Przez moment zastanowiła się nad tymi słowami, nie za bardzo wiedziąc o co chodzi, przecież Madox nawet nie lubił grać w gry, ale zaraz jeszcze zaczął nawijąc o tym, jak to nauczył go podrywać dziewczyny i może Pilar podłapałaby temat i zapytała o coś więcej, gdyby na końcu tej opowieści nie okazał się, że powiedział jakiemuś swojemu koledze, że była słodka. Ona kurwa. S ł o d k a.
Co kurwa powiedziałeś? — spojrzała na niego jak na wariata i aż się odwróciła na krześle, żeby ustawić się do niego przodem. — Powiedziałeś, że jestem słodka? — zaśmiała się, a zara spoważniała i uniosła dłonie do jego twarzy, tylko zamiast osadzić je na policzkach jak zawsze, Pilar przystawiła je do czoła i skroni Madoxa, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie miał gorączki. — Chyba trzeba cię zawieść do lekarza, cariño. Zaraz jeszcze zaczniesz do mnie mówić koteczku — albo kurwa inna rybcia pypcia, a tego by przecież chyba żadne z nich nie zniosło. Oni nie byli słodcy. Mogli być kurewsko seksowni, caliente, jebnięci nawet ale nie słodcy. No kurwa gdzie?
Ale wiesz co, jak już tak kłamiesz swoich znajomych, to mógłbyś im przy okazji powiedzieć, że jestem zajebistym materiałem na żonę i że gotuje ci najlepsze obiady na świecie — rzuciła zadowolona, zgarniając ostatniego churrosa. Spojrzała na stół — oni naprawdę wszystko zjedli. Jak? Nie miała pojęcia, biorąc pod uwagę, że przecież tu było jedzenia dla co najmniej czterech osób, ale z drugiej strony, oboje mieli dość pojemne spusty. I potrzebowali energii. Szczególnie po tak intensywnym popołudniu. — Vamos, mi futuro esposo mój przyszły mężu, rzuciła zadowolona, wstając od stołu. — Jedziemy zrobić mi zajebisty masaż — dodała, wciskając rękę w jego włosy, żeby w pierwszej chwili lekko je zmierzwić, a potem szarpnąć do tyłu, żeby na nią spojrzał. Nic już więcej nie powiedziała, tylko schyliła do jego pełnych ust i musnęła je przelotnie swoimi.
Zostawili kelnerce napiwek, a zaraz potem już ładowali się do czarnego SUVa, żeby pojechać na chatę. Łudząc się, że chociaż tam wszystko było tak, jak to zostawili. W końcu kto by się spodziewał, że tam Patelek ze swoją byłą baraszkowali na ich łóżku i hajsie Madoxa?

Vamos, mi futuro esposo ⸜(。˃ ᵕ ˂ )⸝♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pokiwał głową, kiedy Pilar powiedziała, że zadzwoni, gdy tylko wrócą do domu, i on też miał taką myśl, że on powinien do Ticiano, żeby go zjebać. Ale może jednak nie skoro to ogarnianie chcieli zacząć od Marie? Bo rzeczywiście kto jak nie oni? Kiedy przecież oni wspólnie na wszystko znajdowali rozwiązanie, mieli już za sobą tyle różnych dramatów, większość z nich na szczęście dotyczyła właśnie osób trzecich, ale przecież im też los czasem rzucał kłody pod nogi, a oni co?
Oni szli w zaparte. Razem. Ramię w ramię.
Tak jak Madox teraz z tym masażem.
- Prometo - obiecuję, to słowo ułożył na jej pełnych wargach, a ciemne, już czarne praktycznie oczy, wbił w jej błyszczące tęczówki, a zaraz sięgnął do niej językiem, żeby ściągnąć z jej słodkich ust czekoladę, którą się upaćkała. Zaraz oczywiście też przesunął wytatuowanym palcami po jej ramionach - pero tenso - ale spięta, mruknął, a potem sięgnął do jej bioder i te jego palce zaraz jakoś tak odruchowo zjechały na jej udo, zaczepiły o kolano - Joder, si esto continúa, te daré mi primer masaje con la lengua, aquí mismo en el baño... de rodillas - ja pierdole, jak tak dalej pójdzie, to pierwszy masaż, zrobię ci językiem, tutaj, w toalecie... na kolanach, mruknął pochylając się jej nad uchem, żeby jednak nikt inny go nie słyszał, bo jak oni wiecznie mogli rozmawiać i świntuszyć po hiszpańsku i Kanadyjczycy ich nie rozumieli, tak tutaj już ktoś mógł. Na całe szczęście zaraz zmieniali temat na...
No na to, że Madox przynajmniej się dobrze pieprzył, co za bardzo nie pomogło, ale zaraz uśmiechnął się do niej zaczepnie - chociaż tyle... Nie można mieć wszystkiego cariño, to tylko ja mam takie szczęście, że moja narzeczona i zajebiście się pieprzy, i strzela - puścił do niej oczko, ale zaraz skinął głową, że muszą kiedyś iść na strzelnicę. I pewnie Madox już myślał o tym, że im to ustawi, chociaż to fakt, że u nich bez przerwy się coś działo, ale skoro znaleźli ostatnio czas na to, żeby pokarmić kaczki w parku, to może znajdą też na strzelnicę? Albo po prostu weźmie ją kiedyś z zaskoczenia. Tak jak dzisiaj z tą kolumbijską knajpką, gdzie jedzenie było wyborne, a Madox od razu stwierdził, że muszą tu bywać częściej.
Uśmiechnął się znowu, kiedy Pilar powiedziała, że Patel gówno wie o ich relacji, coś w tym było... Chociaż Madox dużo nawijał o Pilar, kiedy spotykali się z Willem, ale był zakochany. Chciał się z nią ożenić, odwalał z nią różne akcje, to o czym miał mówić?
Ale może coś w tym było, że już nie poobgadywali sobie dupeczek w klubie, bo Madox tylko nawijał, że jego narzeczona jest w chuj razy bardziej caliente niż każda z nich? Chociaż nie przypuszczał nigdy, że William może być po prostu zazdrosny - ale przecież spędzam z nim też czas, jak byliśmy w Meksyku, to później pojechałem z nim do Vegas, no i zresztą on też ma teraz tą sąsiadkę i jeszcze jakąś inną tajną laskę, ja o nie nie jestem zazdrosny - podrapał się po karku, ale też chyba musiał się zgodzić z Pilar, że teraz czas dzielił zupełnie inaczej, chociaż Will to akurat nie mógł narzekać, bo Madox potrafił w środku nocy wyjść z ciepłego wyrka, gdzie teraz miał narzeczoną, żeby ściągnąć Patela z jakiejś imprezy. Może to chodziło o to, że mniej ćpał? Ale w sumie na zdrowie mu to wyszło, więcej wyciskał na klatę.
Na kolejne słowa Stewart zmarszczył brwi, kiedy powiedziała to, że z toksycznym związkiem miał rację, i już miał jej pytać jak to? Bo przecież ich związek był... no pojebany, ale przy tym ognisty, romantyczny i tak przecież silny, że oni ze wszystkim sobie razem dawali radę. Zaraz się jednak okazało, że Pilar też o to chodziło. A Madox wyrwał się do niej, żeby tym razem szczypnąć zębami jej ramię - to fakt, że pojebani, ale dobrze, że oboje - i zaraz znowu patrzył jej w oczy - zabiłbym dla ciebie i zginął - podsumował to, ale taka była prawda, że on też by dla niej zabił i do tej pory żałował, że nie zatłukł Daltona. I poświeciłby się dla niej też, sto kolejnych razy. Tak jak ona dla niego. Zawsze.
Zaraz sięgnął do jej ręki, żeby oprzeć o nią szorstki policzek - ale nie przeszkadza ci to? Że jest kurwa tak pojebanie? - musnął wargami wierzch jej dłoni, a te ciemne oczy znowu odszukały jej piękne spojrzenie. Bo chyba chodziło mu też o to, czy nie przeszkadza jej to... jaki on potrafił być o nią zazdrosny? I trochę traktował ją jak jakąś swoją własność. Ale to też było jakby zakorzenione trochę w kulturze, z której się wywodził, bo w Kolumbii wciąż panował patriarchat. A biorąc to pod uwagę, to Madox i tak dużo się nauczył od Pilar, bo przecież on zawsze brał pod uwagę jej zdanie, zawsze dzielił z nią na pół wszystkie obowiązki i jej potrzeby były dla niego kurewsko ważne. Tylko po prostu... nie umiał być trochę mniej zaborczy, ale może się jeszcze nauczy? Pewnie nie.
Od Erica na przykład, swojego nowego kumpla, o którym zaraz nawijał Pilar. O tym jak powiedział mu, że Pilar była słodka, nie powiedział, powiedział, że była gorąca, i dużo innych epitetów, ale nie, że słodka. Chociaż, kiedy się tak uniosła, to uśmiechnął się delikatnie.
- No... tak słodko się denerwujesz - mruknął, ale ledwo się powstrzymał, żeby nie parsknąć śmiechem, ledwo, ledwo. A kiedy sięgnęła do jego twarzy, to zaraz się szarpnął, żeby ją ugryźć w palec, a na jej kolejne słowa to... pękł. Parsknął śmiechem, tak, że znowu ktoś odwrócił się w ich kierunku - un gatito, una rana, un pez y una monada - koteczek, żabka, rybka i słodziaczek, wyrecytował jej, a potem znowu się do niej pochylił tak, że opierał jej brodę na ramieniu, żeby odezwać się jej do ucha - ale półświatek by się zdziwił, jakbym zaczął tak mówić, oni to dopiero chyba stwierdzili by, że mam jakiś wylew - jeszcze zaczepił ustami o jej kolczyk, zębami szczypiąc skórę na płatku jej ucha, zanim się odsunął. Zanim opadł plecami na oparcie krzesła - nie kłamię ich, bo nie powiedziałem mu, że jesteś słodka... - skrzyżował ręce na piersi uwydatniając swoje tatuaże - tylko kurewsko caliente, seksowna, szalona... no i że jesteś zajebistym materiałem na żonę, a do tego świetnie gotujesz ryż. A zobacz to jest już jakaś... jedna dziesiąta Bandeja Paisa, a z moim jajkiem sadzonym mamy dwie dziesiąte i za kolejne dziesięć lat nauczymy się może wszystkiego? Chociaż awokado też wybiorę dojrzałe i je pokroje, jesteśmy coraz bliżej tego dania... - może Madox rozwodził by się nad tym przez kolejne pół godziny, nad tymi pustymi talerzami, ale Pilar już go pospieszyła, a zaraz szarpała za włosy, żeby po chwili złożyć na jego ustach ten przelotny, ale i tak słodki pocałunek. Aż mruknął jej w usta jak dziki koteczek. I zaraz zbierali się do wyjścia. Madox zostawił dobry napiwek, bo jedzenie było pyszne, zresztą widać to było po tym, że oni zjedli wszystko, do ostatniego churrosa. Jeszcze jak wyszli z lokalu, to odwrócił się w kierunku drzwi - może to teraz będzie nasza ulubiona knajpa? Musisz mnie tu kiedyś przywieźć bo muszę spróbować Aguardiente, widziałem, że mają w karcie - jeszcze poklepał Pilar po pupie, a zaraz otwierał przed nią drzwi SUVa, no proszę, czyli to chyba była... romantyczna kolacja?
Po drodze jeszcze Stewart sprawdzała gdzie są inne kolumbijskie restauracje, ale tej dali zgodnie pięć gwiazdek, pogadali też trochę o tym serze w czekoladzie, bo Madox stwierdził, że będzie jej taki teraz serwował, ale Pilar nie była za bardzo zadowolona, więc doszli do kompromisu, że on zje ser w czekoladzie, a dla niej może być zwykła czekolada. W końcu jednak weszli do mieszkania, a Madox od razu zrzucił buty rozwalając je po podłodze, przywitał psa i zawołał.
- Jest ktoś? - na szczęście nikt się nie odezwał, byli sami, więc mogli...
Oczywiście w pierwszej kolejności Noriega przycisnął Pilar do ściany w korytarzu i teraz już wpił się w jej usta należycie, z tą całą agresją, która w nich siedziała. Łączył ich usta w tym obłędnym pocałunku, a palce już sunęły po jej gorącym ciele, dopiero po chwili się odsunął - przyniosę taki zajebisty olejek z Kolumbii, to będzie tak kurewsko dobry masaż, że teraz będziesz taki chciała codziennie - jeszcze znowu ją pocałował, krótko, zaczepnie, a zaraz już leciał do sypialni po ten olejek do masażu, który dostał prosto z Kolumbii, tylko, że...
- Pilar chodź na chwilę! - krzyknął, a kiedy weszła do środka to pokazał jej na łóżko, a na podłodze sto dolców, po które zaraz się schylił - ty tak ładnie zasłałaś łóżko? - zapytał, bo oni to zazwyczaj robili trochę na odpierdol się, a to wyglądało jakby zrobił to jakiś pedant - czujesz jak tutaj jebie? - pociągnął nosem, bo rzeczywiście jakąś spalenizną - i skąd to? - banknot był trochę opalony. Rich i Rosa byli na rejsie, więc kto... Gaba?

un gatito, una rana, un pez y una monada /ᐠ > ˕ <マ ₊˚⊹♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nikt, ale to kurwa nikt nie działał na nią jak on.
Nie wyzwalał tak wiele skrajnych uczuć. Potrafił w jednej chwili się z nią kłócić, w drugiej przekomarzać, a zaraz w trzeciej mówić jej najbardziej gorące i sprośny rzeczy, jakie tylko się dało, powodując, że jej ciało momentalnie zalewała fala gorąca. I tak też było w tym przypadku, kiedy o b i e a c a ł jej, że zaraz po powrocie do domu odpowiednio się nią zajmie i zrobi jej masaż tak dobry, że już następnego dnia będzie chciała się z nim hajtać. Szczerze? Nie mogła się kurwa do-cze-kać. Szczególnie kiedy sunął szorstką dłonią po jej ramieniu, tuż pod materiałem koszulki, zahaczając o teksturę ramiączka od stanika, mrucząc, jak bardzo spięta była. A potem przy biodrze, udzie i kolanie. Pilar czuła, jak napięcie rośnie w jej ciele i kiedy myślała, że bardziej c i e p ł o już być nie mogło, wtedy on bezczelnie nachylił się do jej ucha i powiedział to jedno zdanie po hiszpańsku, po którym miała ochotę dosłownie złapać go za koszulkę i faktycznie zaciągnąć do tej pieprzonej łazienki. Albo najlepiej…
Es una pena que no lleve vestido…szkoda, że nie mam na sobie sukienki, zaczęła spokojnie, tuż przy jego twarzy, chociaż znał ją już na tyle, że mógł doskonale czuć, jak oddech staje się nierówny, a wargi nieznośnie drżą. Ona cała zresztą już drżała pod jego dotykiem. — Entonces te haría arrodillarte ahora mismo, debajo de la mesa wtedy wysłałabym cię na kolana już teraz, pod stół mówiła spokojnie, lekko przychrypniętym głosem, chowając twarz gdzieś przy jego szyi i bezczelnie zahaczając jego rozgrzaną już do czerwoności skórę. — Entonces… i wtedy… i wtedy nie dokończyła, co chciała powiedzieć, bo ludzie stolik za nim szurnęli mocno krzesłami, a jedna z kobiet niechcący uderzyła Pilar płaszczem, który na siebie zarzucała. Grzecznie przeprosiła, a Stewart odsunęła się od Madoxa i uśmiechnęła do staruszki. Chociaż musiała przyznać, że w środku aż ją nosiło. I gdyby tylko nie zeszli tematem na Williama, a potem swój pojebany związek, Pilar naprawdę zabrałaby go do kibla. Tam też nigdy tego nie robiła i chyba dopiero pierwszy raz w życiu faktycznie poczuła taką potrzebę, ale całe szczęście, temat zdążył się już zmienić.
Oczywiście, że mi to nie przeszkadza — prychnęła i zaraz spojrzała na niego z niedowierzaniem. Jak on mógł w ogóle zadawać jej takie pytania? Przecież ona kochała go właśnie za to, że nie był normalny. Że każdy dzień to była nowa przygoda, nowa dawka adrenaliny od której oni obsesyjnie byli uzależnieni. Pewnie na tym poziomie, już powinno się to leczyć, a jednak oni potrafili razem ją doskonale zagospodarować. Chociaż kiedy Madox nawijał jej o tym, jakim była koteczkiem, żabką, rybką i słodziakiem, to naprawdę niewiele brakowało, żeby rozwaliła mu na głowie jakiś talerz. Aż w pewnym momencie przycisnęła mu otwartą rękę do ust.
Przestań bluźnić!! — warknęła na niego, chociaż oczy jej się śmiały. Oczywiście wiedziała, że ją ugryzie, była na to w pełni przygotowana, jednak nie zdążyła zabrać ręki w odpowiednim momencie. Całe szczęście to ugryzienie było tego warte, bo zaraz się okazało, że Madox wcale nie chodził i nie rozgadywał ludziom, że Pilar była słodka, ale mówił za to masę innych komplementów, które… no już o wiele bardziej do niej pasowały. Aż na moment się na niego zapatrzyła, kiedy zaczął jej tak wymieniać, jaka to była kurewsko caliente, seksowna i szalona, a kiedy dodał do tego, że była zajebistym materiałem na żonę, to aż musiała mu przerwać. — I ty naprawdę tak uważasz? — niby wiedziała, że tak, a jednak pierwszy raz powiedział takie słowa. Jasne, mówił często, że chciał, żeby zostałą jego żoną, Panią Noriegą, ale jakoś nigdy, że faktycznie byłaby tym zajebistym materiałem. Sama nie wiedziała, co z tym tak wyjątkowego, ale jakoś ją to ruszyło. Do tego stopnia, że zaraz szarpała go za włosy i całowała przelotnie. — Wychodzimy stąd, bo kurwa nie wytrzymam zaraz — rzuciła tuż przy jego ustach, a na odchodne jeszcze przygryzła jego dolną wargę, szarpiąc za nią odpowiednio mocno, by jeszcze przez jakiś czas zostawić z nim to przyjemne, charakterystyczne mrowienie.
Podziękowali, zostawili napiwek i obiecali wrócić. Do tego w aucie wystawili jeszcze opinie w necie, tak, jak poprosiła ich kelnerka. Pilar również wpisała jej imię i podziękowała za miłą obsługę. Oczywiście podsiała ich ładnie Pilar & Madox, jakby to była kurwa najważniejsza część tej całej recenzji, to kto ją wystawił, ale z drugiej strony to pewnie nikt nie miał takiego świetnego gustu do smaków jak oni ta jasne. Droga minęła szybko, przebieżka po schodach również i kiedy wpadli w końcu do mieszkania, Pilar nie zdążyła nawet zrzucić z siebie drugiego buta, nim Madox przycisnął ją do ściany. Mocno. Tak jak przecież lubiła najbardziej, powdoując, że jak na zawołanie głośne jęknięcie wyleciało spomiędzy jej ust, które on oczywiście wygłuszył pocałunkiem. I to już wcale nie spokojnym, krótkim czy przelotnym. Porządnym. Takim, który zapierał dech w piersiach i sprawił, że serce wariowało, a w głowie natychmiastowo się kręciło. Nawet nie czekała na jego kolejny ruch, tylko sama wyrwała się do jego koszuli i absolutnie nie pierdoląc się z materiałem, po prostu ją rozszarpała. Dawno już nie była tak impulsywna. Ostatnimi czasy, jakoś dosadniej bawili się w gry wstępne, chociaż tutaj byli już tyle sytuacji prowadzących do tej chwili, że naprawdę więcej nie trzeba było. Dźwięk sypanym i obijająch o podłogę guzików wybrzmiał w pomieszczeniu, a kiedy Stewart chciała nachylić się do jego nagiej klatki piersiowej, Madox się odsunął. Ciężko łapiąc powietrze spojrzała na niego z wyrzutem. Z poszczępionymi już włosami i prawie czarnym spojrzeniem.
Será mejor que te des prisa lepiej się pośpiesz, warknęła, odbijając głowę o chłodną ścianę za plecami. — O empezaré sin ti albo zacznę bez ciebie, rzuciła stanowczo i nim on zdążył się ruszyć, Pilar zrzuciła z siebie bluzkę. Obserwowała go jak pobiegł po olejek, a kiedy zniknął za drzwiami do sypialni, jeszcze przez moment próbowała uregulować oddech. Tylko zaraz okazało się, że nie on będzie do niej wracać, tylko ona miała iść do niego. No więc ruszyła…
Nie mów, że będziesz chciał w łóżk... — nawet nie dokoćnzyła, bo kiedy znalazła się z pokoju, w samym staniku i gaciach, a jej oczom ukazało się to idealnie zaścielone łoże. Gdy spytał, czy to ona, spojrzała na niego jak na debila. — Życia by mi było szkoda, żeby tak dokładnie je pościelić — przecież to musiało zająć jakieś dobre dwadzieścia minut jak nie więcej. Bo kiedy podeszła bliżej okazało się, że nawet krawędzie kołdry były idealnie wciśnięte pod materac, jak w jakimś hotelu. Komu by się chciało. A najdziwniejsze w tym było to, że Gabi tęż na pewno by tak nie zrobiła. Przecież ona wszędzie zostawiała po sobie syf i brudne majtki. Obeszła łóżko dookoła, pociągając nosem. — Faktycznie coś jebie — niby spalenizną, ale też… — Cygarem? — sama nie była pewna, dziwny to był miks zapachów, bo trochę też jakby ktoś przebiegł się po pokoju z odświeżaczem do kibla? Niby w łazience to tak nie przeszkadzało ale w sypialni? Od razu podeszła do okna i otworzyła je szeroko, a kiedy Madox wystawił w powietrze opalony banknot podeszła bliżej. I może można to było zwalić na zboczenie zawodowe albo jebaną paranoję, ale przecież…
Madox, ktoś tu był — no przecież tego nie dało się inaczej wyjaśnić, a przecież biorąc pod uwagę ich ostatnią sytuację i to jak dostała w paczce czerwony stanik, to chyba nietrudno było w pierwszej kolejności podejrzewać kogoś mocno niechcianego. Nawet nie musiała nic mówić, że chodził o Daltona i jego zabawy, mógł to zobaczyć w jej oczach. A potem mógł oglądać jak wyrwała się do szafy i z półki pod swetrami wyciągnęła pistolet i paralizator. Oczywiście Madox dostał to drugie. — A co jak to znowu jakieś zabawy Daltona? Idź sprawdzić kuchnie i pokój Gaby, ja zobaczę u Ricziego i Rosy oraz kibel — no przecież nie można było tego bagatelizować. Dostawali jebane pogróżki śmierci, ktoś chciał ich zajebać, dokładnie to Madoxa, a teraz wychodziło, że ktoś był u nich w mieszkaniu? No przecież to się prosiło o jakąś tragedię. Tylko kiedy Pilar przeszła jeden i drugi pokój z załadowaną bronią w dłoni i nikogo nie znalazła, nie była już taka pewna. Nawet sprawdziła drzwi frontowe.
Nie no, u mnie czysto — rzuciła w końcu, zabezpieczając na nowo pistolet. — Zamek też jest nietknięty. Czyli to musiał być ktoś z kluczami… — a to przecież tylko trochę zawężało listę, biorąc pod uwagę jak wielka ilość ludzi miała kruczego do tego mieszkania. Nawet chciała go zapytać, czy sowim byłym chociaż odebrał, ale ciągle zastanawiał ją ten banknot, który teraz leżał na łóżku. — No a to? Wyciągałeś ostatnio kasę z tej swojej skrytki? — spytała całkiem poważnie i chyba oboje w tym samym czasie spojrzeli na łózko.

Será mejor que te des prisa
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox też w jednej chwili pożałował, że Pilar nie miała na sobie sukienki, a jego czarne już oczy, nawet na moment zawędrowały pod ten stół, przesunął spojrzeniem w górę po jej nodze, między uda, gdzie rzeczywiście chciałby teraz być. Wstrzymał powietrze, kiedy zaczęła to i wtedy...
Ale wtedy on też dostał łokciem w łeb, chyba tak na otrzeźwienie - ja pierdole - wyrwało mu się, a dziadek, który to zrobił i stał za nim z płaszczem swojej żony w palcach, tym którym oberwała Pilar, spojrzał na niego przerażony. Zaraz zaczęli przepraszać, ale Madox nawet nie słuchał, tylko się krzywił, tylko to czarne spojrzenie wbijał w Stewart, bo już czuł to okropne napięcie, które...
No chuj. Ileż można stać i przepraszać?
Jak widać długo i kiedy Pilar tak ładnie uśmiechała się do staruszków, to Madox jeszcze się trochę pokrzywił, a kiedy oni w końcu sobie poszli, no to jednak atmosfera już się zmieniła.
A zresztą zaraz już gadali o Wiliamie, a potem jeszcze o ich toksycznym związku, który jak się okazało Stewart nie przeszkadzał. No i dobrze, bo jemu też nie, a wręcz przeciwnie, to go to nawet kręciło, że w ich relacji nigdy nie było nudy, cały czas się coś działo. Chociaż przecież pojawiały się też takie momenty jak w tej chwili. Kiedy siedzieli sobie w spokoju, nad dobrym jedzeniem gadając na totalnie odklejone tematy. Bo oni mogli rozmawiać o wszystkim. W jednej chwili się nakręcać na siebie nawzajem, w drugiej Pilar mówiła mu jak to naprawdę jest z Williamem, a w trzeciej...
Madox już opowiadał jej jaka jest słodka, a kiedy przysłoniła mu usta dłonią za te bluźnierstwa, to oczywiście, że ją ugryzł, szczypnął zębami jej skórę, ale przecież zaraz złożył na jej dłoni kilka pocałunków, a potem nawijał, że była zajebistym materiałem na żonę, bo dla niego była. Więc kiedy zapytała, czy on naprawdę tak uważa, to znowu pochylał się do niej do przodu, znowu zaczepiał ją kolanem.
- Lepszej nigdy nie poznałem i nigdy nie chciałem tak kurewsko, żeby jakaś kobieta została moją żoną - no bo to nawet nie było porównania do tego co on przeżywał z Rosą, gdzie też oświadczył jej się w jakimś przypływie chwili i emocji... Ale przecież później to już jakoś tak poszło, trochę pod naciskiem jego matki, a przede wszystkim to samej Rosalindy, która planowała im to całe kolumbijskie wesele i ślub jak z bajki.
A Z Pilar było zupełnie inaczej, bo chociaż nim to zawsze kierowało jednak serce i emocje, a miłość wyznawał jej jeszcze niepewnie, mówiąc przecież, że sam nie wie co ma z tym zrobić. To jeśli chodzi o ślub, to on chyba nigdy nie był niczego tak pewny, jak tego, że chciał żeby została jego żoną. I kiedyś kupiła z nim dom, gdzie zamontowali by na drzewie huśtawkę z opony - będziesz najlepszą żoną na świecie, nawet bez obiadków - znowu szarpnął za jej krzesło, przesuwając ją już tak blisko siebie, że siedziała między jego nogami. A kiedy pocałowała go szarpiąc za włosy, to zamruczał prosto w jej gorące, pełne wargi.
I kiedy już się zebrali, to on jeszcze szarpnął ją w kierunku toalet, ale tam bez przerwy się ktoś kręcił. Bez sensu. Ale czy właściwie by im to przeszkadzało? Jeśli chcieli tu jeszcze kiedyś przyjść, to może powinno?
Finalnie jednak skończyli w samochodzie, gdzie też starali się... nie nakręcać, ale kiedy wpadli do mieszkania, a zaraz okazało się, że są tam sami. Co nie było takie łatwe, kiedy przewijało się tam tyle osób, to hamulce puściły. Najpierw w tym dzikim pocałunku na ścianie w korytarzu, przy tym jebanym świeczniku, który zawsze każdy strącał, i tym razem on też wylądował na podłodze gdzieś między butami, kiedy Madox znowu wyrwał się do Pilar, kiedy oni po tej ścianie wchodzili w głąb mieszkania. Kiedy Stewart szarpnęła jego koszulę, a guziki rozsypały się pod podłodze, to jeszcze mruknął prosto w jej usta - me encanta cuando eres tan salvaje - uwielbiam kiedy jesteś taką dzikuską, naparł na nią mocniej, w kolejnym pocałunku, który sprawiał, że serca szalały, obijały się o siebie, gdy wytatuowany tors oparł się o jej pierś, a Madox już prowadził jej rękę nad głowę, już wdzierał się kolanem między jej rozgrzane uda, gdzie przecież miała... wylądować jego głowa.
Ale jeszcze gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi myślami o tym jaka jego narzeczona była caliente, przypomniał sobie o tym masażu i zaraz odpychał się od ściany, żeby iść po olejek - un... minuto - jedna... minuta, rzucił i jeszcze raz się wyrwał do jej pełnych ust, jeszcze raz czarne spojrzenie odszukało jej piękne, czekoladowe oczy - comenzar - zacznij, rzucił, bo oboje wiedzieli, że tak też przecież mogą się nakręcić, do kurwa jebanej granicy praktycznie - o no empieces - albo nie zaczynaj, jeszcze się do niej odwrócił i wlazł po drodze w kolejną szafkę, czy tam stoliczek jak szedł tyłem - hoy, cada orgasmo que tengas será gracias a tu prometido - dzisiaj każdy twój orgazm, to będzie zasługa twojego narzeczonego, jeszcze na nią spojrzał, a zaraz zniknął w sypialni...
Jakby wiedział, że zaraz orgazmy wymienią na te wszystkie pytania, a olejek do masażu na pistolet i paralizator, to by to pierdolił. Wziął ją bez masażu, na szafce w korytarzu.
- Gaba też by tak tego nie zrobiła - stwierdził patrząc na to przerażająco idealnie zasłane łóżko, to musiał zrobić jakiś... psychopata. Jakieś dziwne ciarki przeszły mu po plecach, chociaż przez głowę jeszcze taka myśl, że mogliby najpierw skończyć to co zaczęli i dopiero zająć się tym łóżkiem?
No ale chyba nie mogli, bo zaraz okazało się, że coś tam jebie... cygarem - co? Moje cygara? - oczywiście Noriega zaraz wyciągał swoje pudełko na cygara, które trzymało odpowiednią wilgotność, było drogie i ładne, policzył je. Brakowało. Aż ściągnął do siebie brwi, bo jakby Ricardo był na miejscu to obstawiałby jego, ale przecież oni byli na rejsie. Odwrócił się do Pilar, kiedy powiedziała to, że ktoś tu był, ewidentnie tak, ale... - czekaj, czekaj, spokojnie... - już do niej doskoczył sięgają do jej ramienia, bo przecież widział w jej spojrzeniu, że ona już się nakręcała, że to znowu Dalton, ale prawda jest taka, że jemu też przeszło to przez myśl. Zanim jednak zdążył coś jeszcze powiedzieć, to dostał... paralizator. Ściągnął usta w wąską linię unosząc go do góry - serio? - ale widział w spojrzeniu Stewart, że tak - przecież nie było żadnych śladów włamania, to na pewno nie on - tylko, że oboje wiedzieli, że Dalton potrafił wejść do mieszkania Pilar niezauważenie. Ale Nick przecież był zamknięty. Pojebane to był. A jednak Madox jeszcze ułożył wytatuowane palce na policzku Pilar, zjechał nimi na jej szyję i przyłożył skroń do jej czoła zaglądając z tak bliska w jej piękne oczy - calma Pilar… No dejaré que te hagan daño - spokojnie Pilar… nie pozwolę cię skrzywdzić, powiedział cicho, ale zaraz poszedł sprawdzić pokój Gaby, gdzie ledwo wszedł, bo wszystko było porozwalane, w pierwszej chwili myślał, że ktoś leży na łóżku, ale okazało się, że to sterta ciuchów, schylił się i jeszcze zajrzał pod łóżko i do szafy, ale nic nie znalazł. W kuchni oczywiście sprawdził lodówkę i mimo, że był najedzony po korek to złapał z niej kawałek ogórka. Więc kiedy wrócił do ich sypialni to jeszcze nim machnął - u mnie też czysto - potwierdził i wyjął sobie zza paska ten paralizator - dobrze, że na nikogo nie trafiłem, bo nie miałby ze mną szans - oddał Pilar paralizator, ale spojrzał na pistolet, którzy trzymała - nie wiedziałem, że trzymasz go w domu - stwierdził, bo nie wiedział, ale chyba nie miał z tym problemu, bo zaraz sobie siedział na łóżku koło tego nadpalonego banknotu, a kiedy Stewart zapytała, czy wyciągał ostatnio kasę ze skrytki, to pokręcił głową - nie, ale miałem, żeby dać Almie - schylił się zaglądając między nogami pod łóżko, ale zaraz się zerwał i już tam sięgał - co to kurwa jest? - a tam jakieś pozwijane szmaty, których no przecież tam nie trzymali, sięgnął dalej po swoje pudełko z forsą, które było jakieś wyjątkowo lekkie. Wyciągnął je i zanim jeszcze podniósł się z ziemi, tylko na klęczkach, już je otwierał. Puste. Aż wypierdolił te wszystkie swoje pamiątki na podłogę, no ale forsy tam nie było. A ile on mógł tam mieć? No sporo... Sporo kasy, którą ktoś mu zawinął.
- Ja pierdole - wyrwało mu się, bo... jak ktoś mógł go kurwa okraść? Ktoś, kto mieszkał pod jego dachem, i to dlatego, że on go tutaj przyjął. Ricardo z Rosą odpadali z wiadomych względów, więc siłą rzeczy zostawała - myślisz, że to Gaba? - zapytał podnosząc spojrzenie na Pilar, a zaraz zerwał się z ziemi, żeby przejść się po pokoju - to ja ją kurwa przyjmuje pod swój dach, a ona mnie okrada? - trochę mu się nie chciało w to wierzyć, ale jednak kto inny mógł to zrobić? A Madox to czasami był po prostu za dobry, biorąc pod uwagę to ile osób ostatnio przewinęło się przez jego chatę, jakaś jego rodzina, była. A tak naprawdę jedyna osoba, z którą on chciał mieszkać, to przecież była Pilar. Co prawda lubił to, że już nie był tutaj sam z psem, jak zawsze, i czasami mógł pogadać z Riczem o piłce, albo z Rosą o tym co działo się w kamienicy, albo z Gabą o tym z jakiej imprezki wracała, ale jednak czasami za dużo tutaj się działo. A przecież oni ze Stewart też cały czas mieli swoje problemy. Swoje i wszystkich dookoła. Bo dzisiaj doszły jeszcze te Marie i... Gabi?

calma Pilar… No dejaré que te hagan daño ₊˚⊹♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”