Może był okropną osobą. Bo był łobuzem, był narwany i działał impulsywnie, bił się i przeklinał, brał udział w nielegalnych walkach i drażnił się ze wszystkimi dla zabawy, ale...
Przy tym wszystkim był też dobry, zawsze starał się pomóc, nie umiał stać i patrzeć na krzywdę innych, i był skory do poświęceń. Taki był Madox.
A te kilka lat wstecz był do tego jeszcze pełen nadziei, że jego najlepszy kumpel chce dla niego i dla niej dobrze. Był wystraszony, że znowu zostanie sam.
A teraz, w tej chwili już pozbawiony wszelkich złudzeń. Bo Tio nigdy nie był jego bratem, a jedyne prawdziwe uczucie, którego on doświadczył, to było to od niej, to, że
kochała go całym sercem, a on ją.
I może dlatego pomimo upływu lat oni wciąż...
Wciąż co?
Ciężko było to opisać, to uczucie, które między nimi było.
Od tego momentu, kiedy pocałowali się po raz pierwszy, jako dzieciaki. Przez osiem lat uśpione, a teraz?
Mogli o to zawalczyć, może powinni? Ale przecież oni wtedy byli dziećmi, i kiedy on jej to powiedział, że jej nie kocha, to ona też obraziła się na amen. Nie dochodzili, nie próbowali szukać wyjścia, co może teraz by zrobili? Ale wtedy to po prostu było dziecinne zachowanie, koniec to koniec. I cześć.
Dopiero teraz kiedy stali na przeciwko siebie, z tymi osiemnastkami na karku, kiedy już przecież nazywali się dorosłymi ludźmi, mimo, że chyba wciąż nimi nie byli, to zrozumieli, że przecież i on, i ona by o siebie walczyli. Jak dzisiaj cały czas, z Trucizną, z płomieniami, a teraz z tymi natłokiem myśli i różnych emocji.
Kiedy szarpnęła go do siebie, to wylądowali już tak blisko siebie, ciało przy ciele i te ciemne oczy wpatrzone w drugie ciemne, piękne oczy, i serce, szalejące w piersi, jedno koło drugiego. Oddechy które lądowały na twarzach, i między nimi tylko te słowa
gdybym wiedziała, że skłamałeś mi w żywe oczy, a gdyby on wiedział, że jemu skłamał Ticiano.
Ale nie wiedzieli wtedy nic. Dwoje dzieciaków ze złamanymi serduszkami.
Teraz kiedy wreszcie powiedzieli sobie to wszystko w twarz, kiedy prawda wyszła na jaw...
Chciał się odwrócić i odejść, bo przecież powiedzieli już wszystko. Ale przecież kurwa... On już nie miał dziesięciu lat, nie był tym wystraszonym chłopcem, który zrobiłby wszystko dla przyjaciela.
Był zupełnie inny, i teraz Madox już chyba pogodził się z tym, że przez życie szedł sam, jak ten pierdolony jaguar, który też przecież nigdzie nie przynależy. Sam na szczycie jebanego łańcucha pokarmowego. On sam... i ona.
Musiał jej to powiedzieć, to jak reagowało na nią jego ciało, chociaż to mogła widzieć, po tym jak lgnął do niej, jak ich serca praktycznie synchronicznie biły już w tym jednym szalonym rytmie. Jak ich spojrzenia szukały siebie.
Trzeba to było tylko sprawdzić, czy to jest to, czy to jest kurwa nic?
Ale przecież to nie mogło być
nic, a już zwłaszcza nie teraz kiedy powiedzieli sobie wszystko. Kiedy wiedzieli, co siedziało w ich głowach, w ich sercach, przez ten cały czas.
Zrobili by to. Jeszcze raz.
Sprawdzili, czy to tylko adrenalina, czy może...
Czy może oni wciąż?
Dopiero kiedy Pilar się odezwała, to zawisł nad nią, usta przy ustach. Jego czarne już tęczówki przesunęły się po jej twarzy, z pełnych warg na śliczne oczy. A palce musnęły skórę na jej plecach, wdzierając się pod materiał cienkiej koszulki.
Co jeśli to coś więcej? Te słowa odbiły mu się pod czaszką, wdarły gdzieś pod skórę.
Co wtedy?
Kurwa.
Nie wiedział co, ale czy to było teraz takie ważne? To co potem?
-
Nie wiem - odpowiedział jej kompletnie szczerze -
ale o to będziemy się martwić później i może... to nie będzie takie złe? - bo czemu miało by być? Skoro oboje to czuli? Skoro kurwa, to nigdy nie było tylko jednostronne uczucie, i dzisiaj pokazali sobie jak bardzo. Jak jedno za drugim... weszłoby w ogień.
I teraz ten ogień niezaprzeczalnie między nimi się tliło, palił rozgrzaną skórę, mrowił w usta i rwał w płucach oddechy. Bo przecież jeszcze tego nie zrobili. Jeszcze się nie pocałowali, a już wariowali. Już szaleli z tego niedoczekania, ona kiedy znaczyła na jego skórze czerwone pręgi po swoich paznokciach, i on kiedy wbijał palce w jej skórę, kiedy sunął nimi wzdłuż jej kręgosłupa.
-
Nie... przestawaj - te dwa słowa ułożył na jej wargach, bo przecież on je chciał jej powiedzieć już pod tym sklepem. Nie przestawaj Pilar, tylko... dajmy się temu ponieść. Temu co kurwa oboje czujemy.
Bo czuli to niezaprzeczalnie, skóra mrowiła przyjemnie pod jej dotykiem, drżała, a mięśnie na karku spinały się w ten kurewsko przyjemny sposób. Jego palce ułożyły się już na jej pośladku, zacisnął je, przyciskając ją do siebie mocniej, tak, że ozdobna klamra jego paska wbiła się w jej ciało, a może to nie tylko klamra? Bo on był już tak nakręcony od samej tej bliskości, od tego jak na siebie patrzyli. Jak oboje tego chcieli. Kurewsko mocno. Siebie nawzajem. Nigdy nikogo tak nią pragnął, jak jej.
Nie umiał już się powstrzymać, nie chciał. Chciał się w tym kurwa zatracić.
Dać się temu ponieść.
I kiedy ich usta się złączyły na ten pierdolony ułamek sekund, musnęły delikatnie, to przecież z jego płuc też wyrwał się ten
dziki pomruk, to przecież wyrwał się do niej jeszcze mocniej.
Kurwa. Ja pierdole.
Miał ochotę kazać Alfredo spierdalać. Zostawić ich w spokoju. Żeby mogli to w końcu zrobić.
Czy oni naprawdę tak dużo wymagali? Jeden pocałunek gdzieś na skraju plaży.
Alfredo nawet chyba zauważył, że im przerwał, bo zaraz zaczął to
co wy tu właściwie...
A Madox już miał na języku
chuj cię to obchodzi, bo w tym momencie był zły, wściekły, był na nią tak nakręcony, tak spięty, że nie mógł sobie z tym poradzić. Dopiero kiedy Stewart zapytała
co jest, to przeniósł spojrzenie na chłopaka. To oderwał je od niej.
Kurwa.
Wciąż nie umiał zebrać myśli, skupić się na czymkolwiek innym. Bo jak? Kiedy stała tak blisko niego...
A zaraz padło to imię
Rosa. Kurwa. Ja pierdole.
Rozjebie go, czuł, że zaraz go rozjebie, te wszystkie emocje, i jeszcze to że ta wariatka wciąż nie dawała za wygraną? Po tym wszystkim co zrobiła? Jak robiła go na prawo i lewo, z tymi wszystkimi facetami?
-
Jakie zdjęcia kurwa? Kutasów, które jej wysyłali? - odpalił od razu Madox, a kiedy Alfredo kontynuował, to złapał jakoś ciężko powietrze w płuca, a dłoń zacisnął w pięść.
O jego ojcu. I Madox teraz w tej chwili tak go przypominał, wściekły, z rękami zaciśniętymi w pięści, tym czarnym, dzikim spojrzeniem, w porwanej koszulce. Był po prostu nieokiełznany, jak stary Noriega, zły. I kurwa nie do pokonania.
-
Zabiję ją - rzucił, tylko czy to były słowa rzucone na wiatr? Takie gadanie, czy on naprawdę potrafiłby Rosie zrobić krzywdę? Tak jak ojciec robił jego matce?
Może by potrafił. Bo przecież to widział w swoim domu, tą dziką furię, przemoc. I chociaż Pilar go jeszcze szarpnęła za koszulkę, jeszcze może chciał go powstrzymać, to Alfredo też to zrobił z tym
kurwa szybko.
I co? I Madox się wyrwał, w tym pierwszym odruchu ruszył szybko za Alfredo, żeby się skonfrontować z Rosą, żeby ją zabić? Pogadać z nią? Tak jak chciała.
Tylko w pewnym momencie gdzieś za ich plecami padło to
Pilar, a Madox też się odwrócił, tylko, że jej już nie było. Obejrzał się nerwowo dookoła. Bo przecież miał mieć na nią oko.
-
Gdzie jest Pilar?! - zapytał zaraz Alfredo, a ten też się rozejrzał. Nigdzie jej nie było. Alfredo jeszcze nalegał, że zaraz ją znajdą, że załatwią sprawę z Rosą i wrócą do Pilar. Bo pewnie zgarnęła ją Marie, albo Tio? Żeby też pogadali.
-
Pierdoli mnie Rosa... - wypalił od razu Madox -
już jej nie zostawię - i teraz chodziło mu o Stewart. Bo nie miał zamiaru jej znowu zostawić. Zwłaszcza, że kurwa tu było niebezpiecznie, że przecież na nią też polowali ludzie Trucizny. Cofnął się te kilka kroków, zostawiając Alfredo z tyłu. Ale jej nie widział, a już kurwa rozglądał się dookoła. Jednak na plaży wciąż było głośno, dużo ludzi, dużo się działo. Coś go tknęło i wyrwał się gdzieś w bok i dopiero jakiś trzask, stłumiony krzyk w ciemnym zaułku, między jakimiś dwoma budkami zwrócił jego uwagę.
Bingo. Jebany kurwa fart. Albo przeznaczenie?
Bo przecież oni już raz sobie odpuścili, już raz się rozeszli. To teraz... chyba powinni trzymać się razem?
Tylko, że Pilar akurat trzymał jakiś facet, który złapał ją mocniej w pasie i za włosy przyciskając do siebie, gdy tylko Madox się do nich odwrócił, gdy wyrwał się do przodu.
-
Puść ją! - warknął od razu. Bez zastanowienia też chciał się rzucić na tego gościa, ale wtedy w jego dłoni coś błysnęło, a zaraz przyłożył ostrze szpiczastego, sprężynowego noża do szyi Pilar. Madox zatrzymał się w pół kroku, a serce mu na moment stanęło.
-
Stój Noriega, bo potnę tą sukę - rzucił mężczyzna. Widać po nim było, że nie żartuje, a zresztą ludzie Trucizny znani byli z tego, że bez mrugnięcie okiem potrafili sprzedać kosę pod żebra, albo pociąć komuś twarz, za mniejsze przewinienia, niż te Stewart.
Ale znani też byli z tego, że w ich żyłach krążyła najbardziej gorąca latynoska krew. Byli kurwa narwani.
Tak jak Madox, który jednak teraz nie ruszył się z miejsca. Złapał na moment spojrzenie Pilar. A serce szalało mu w piersi tak, jakby miało wypierdolić w kosmos.
-
Pojebało cię? Przecież Trucizna to mnie chce, a nie jakiejś mojej szmaty... - mruknął i przesunął się minimalnie do przodu. Chciał go sprowokować, tego gościa, żeby to jednak na nim się skupił.
-
Wal się Noriega, to ona namieszała, Truciźnie na pewno się spodoba, kiedy wytnę na jej policzku takie zgrabne T, będzie naznaczona... Co myślisz? - przechylił na bok głowę przyglądając się policzkowi Stewart, do którego teraz przykładał czubek noża.
-
Myślę, że na chuju sobie wytnij, a jak pokażesz Truciźnie to będzie zachwycony - jebnął Madox i znowu podsunął się do przodu, odrobinę, niezauważalnie. Ale ten facet z Pilar też drgnął w przód, chyba trochę działało.
-
Zamknij ryj! - ryknął i teraz już więcej uwagi poświęcił jednak Noriedze.
-
Nie wiem który jesteś w kolejce do robienia pały Truciźnie, ale pewnie po tym, który jednak da mu coś konkretnego, a nie jakieś symbole oddania? Chociaż nie wiem w co wy się tam bawicie chłopaki, poza ringiem - Madox wywrócił oczami, z tym swoim bezczelnym uśmiechem.
A gość, który trzymał Pilar, szarpnął ją jeszcze za włosy, mocno, do tyłu, a później rzucił się na Noriegę.
-
Zaraz z tobą się pobawię chuju! - i Madoxowi przecież o to chodziło. Był na to gotowy.
Tylko czy wystraczająco?
Ya no te dejaré ₊˚⊹♡