Bo dziewczyny były głupie... póki nie spotkał na swojej drodze Pilar, która z równie wielkim jak on zapałem, wspinała się po drzewach i strzelała z procy, może nawet lepiej niż on.
I on też ją kochał... za dzieciaka...
Nie, to przecież nie możliwe, serce biło mu w jakimś szalonym rytmie, ale to przecież przez alkohol, przez to, że tutaj tyle się działo, a nie dlatego, że on wciąż coś do niej czuł.
No jak? Jak on miał dziewczynę...
Nie miał już.
Ale Pilar była dziewczyną jego przyjaciela.
A poza tym przecież go nie znosiła. Przecież miała mu to za złe, że wtedy w te pamiętne wakacje on ją rzucił. Widział to w jej oczach, jak bardzo miała mu za złe.
Ale kurwa... jeśli w jej spojrzeniu nie było czegoś jeszcze, to chyba go do reszty popierdoliło. Może. Na jej punkcie?
Nie.
Madox nawet nie zerknął na Ticiano, bo on cały czas patrzył na Pilar, a że alkohol już szumiał mu w żyłach, a w głowie było sto różnych myśli. Pojebanych. To on zaraz nawet zaczął.
- Zapytaj twojego chłopaka, co wtedy... - tylko nie skończył, bo Carmen już na niego wpadła i już gadała o tym jak by się porzygała, gdyby miała się całować z Rosą. Na co Rosalinda skoczyła na Carmen i zaraz szarpała ją za włosy. A potem oni już je od siebie odciągali, a Madox mówił to, że Rosa już nie jest jego dziewczyną, pewny siebie, a jednak język mu się odrobinę plątał, bo za dużo już wypił...
Ale kurwa, on nigdy jeszcze nie był tak tego pewny, no i nie czuł się z tym jakoś tak... dobrze. Aż znowu chwycił butelkę, która krążyła w kółko i upił kilka łyków. Dlatego może nawet nie zauważył, że Ticiano wyrwał się za Rosą?
Albo dlatego, że Madox na to miał już totalnie wyjebane. Na Rosę, która już nie była jego dziewczyną i na Ticiano, który okazał się chujowym kumplem.
Noriega jednak postanowił teraz tego nie roztrząsać, bo już butelka znowu się kręciła, a do tego zaraz okazało się, że on, Lucita i Carmen będą się całować we trójkę. No i zajebiście. Obie były ładne, obie kiedyś się w nim podkochiwały, mógł się z nimi przelizać… chociaż zerknął jeszcze w kierunku Pilar. Cały czas jego spojrzenie uciekało do niej. A kiedy Carmen się porzygała, a Lucita zaproponowała ten całujący trójkąt Pilar, to oczywiście, że Madox mrugnął do niej jednym okiem, że będzie fajnie, tak. Chciał ją pocałować, chyba najbardziej z tego całego towarzystwa. Ale przecież tylko po to, żeby sprawdzić, czy to znowu sprawi, że on w jednej chwili zafiksuje się na smaku jej pełnych... gorących... kurwa...
Już się na to nakręcał.
A kiedy Stewart rzuciła to dobra chuj, to uśmiechnął się do niej zaczepnie. Lucita oparła mu się na ramieniu i oblizała pełne wargi wpatrując się w Pilar.
- Tylko, żeby ci nie stanął Alfredo zboku! - rzuciła Lucita, ale zaraz popatrzyła na Madoxa, a później na Pilar - aż mi gorąco, to będzie kurwa hot - powachlowała się ręką, a zaraz już ciągnęła ich bliżej siebie za koszulki, tak, że oddechy całej trójki mieszały się w jedno, lądując na ich policzkach, szyjach i dekoltach.
Madox spuścił spojrzenie na piersi Pilar, które odznaczały się pod koszulką, a potem jego czarne już oczy odszukały te jej obłędnie czekoladowe. Przygryzł na moment dolną wargę i posłał jej zaczepny uśmiech, a potem kolejny Lucicie, kiedy powiedziała, że to ma być porządne lizanie.
- Czyli bez hamulców, tak jak lubię - szarpnął się do Lucity, ale jeszcze jej nie pocałował, jego oddech wylądował na jej ustach, a ona już sięgała do ich policzków. A Madox jedną rękę oparł na talii Pilar, wsuwając ją pod materiał koszulki, na jej gorącą skórę na plecach, tam, gdzie kiedyś było zapięcie stanika, a drugą na tyłku Lucity. Kiedy Stewart szarpnęła go do siebie za koszulkę, to serce w piersi też się wyrwało, do niej, gwałtownie, a potem on. Już czuł smak jej ust.
Jebane mango i czekolada... Skąd?
Tylko wtedy pojawił się Ticiano, pierdolony niszczyciel dobrej zabawy. Znowu.
- Zostaw ją Ticiano, bez przerwy się przypierdalasz - teraz już musiał się wtrącić też Madox. Może dlatego, że przerwał ten pocałunek? A może dlatego, że wkurwiało go już to, jak on bez przerwy szarpał Stewart? Może Madox dodałby coś jeszcze, ale to już powiedziała za niego Carmen. Co prawda sam Madox też był zaborczy, ale bez przesady...
Chociaż może gdyby chodziło o Pilar, to byłby bardziej?
Otworzył usta, żeby jeszcze coś dodać. Jeszcze wspomnieć o tym, że Ticiano wiecznie tylko wszystko psuł. Od zawsze, ale wtedy rzuciła się na niego Lucita. A Madox nawet nie zdążył zaregować. A zresztą...
Jebać to.
Kiedy Lucita na nim usiadła to wyrwał się do niej podrywając plecy z piachu. Odwzajemnił jej pocałunek sunąc palcami po jej rozgrzanych udach, na jej pośladki. Spijał z jej ust te jęki, dopiero kiedy stracił oddech to wylądował plecami znowu na piasku.
- Osiem na dziesięć - stwierdził i jeszcze się wyrwał do góry, żeby ugryźć ją gdzieś w brodę.
- Co ty pierdolisz Madox? Dziesięć na dziesięć całowałam! - Lucita walnęła go w klatę, a on zaraz zrzucał ją z siebie, ale potem sięgnął do niej i zaraz już oboje siedzieli na piasku z powrotem w kółeczku. Cali byli brudni, ale żadne z nich się tym nie przejmowało.
A kiedy Madox złapał spojrzenie Stewart, to...
- To mogłaś być ty - wypalił do Pilar, która już zakręciła butelką, tak sprytnie, że padło na jej chłopaka. Wszyscy spojrzeli na Tio, ale kiedy odpowiedziała za niego Stewart, to zaraz na nią. A to pytanie, które mu zadała znowu sprawiło, że po zebranych przeszło głośne uuuu.
- A co go łączy z Rosą? - zapytała Lucita, która wisiała na ramieniu Madoxa. Noriega nic nie powiedział, wbił spojrzenie w Ticiano. Nie wiedział co go łączyło, nie wiedział o żadnych wiadomościach. Carmen oparła się z drugiej strony Madoxa.
- No jak to co? Pewnie mu obciągała, nie widzieliście jego miny, kiedy sobie poszła? - rzuciła bezczelnie, Noriega oddychał już coraz bardziej ciężko i to nie za sprawą tych pocałunków z Lucitą. A Ticiano najpierw zaczął coś, że nic, że przecież są paczką i zapytał Marie czy to prawda.
Ale biedna Marie pokręciła głową, że nie wie? A może wiedziała więcej niż wszystkim się wydawało?
- Marie przecież ty wiesz... - cisnął ją Ticiano. I Madox się spiął, ale Carmen oparła mu rękę na udzie. A za Marie tym razem wstawił się Roberto.
- Zamknij się Ticiano, wszyscy wiedzą co się łączy z Rosą, miej jaja i się przyznaj - ekipa Roberto popatrzyła po sobie, tak jakby rzeczywiście coś wiedzieli. Bo przecież wystarczyło, że widziała ich jedna osoba, a potem... plotki się rozniosły.
Ale Madox nie wiedział nic, jego ciemne spojrzenie padło na Pilar, jakby w jej pięknych oczach szukał odpowiedzi, to widziała w telefonie Rosalindy? Że kręciła z Ticiano?
- Nic mnie nie łączy... Co wy pierdolicie? - Ticiano wciąż próbował się wybielić. Jak zawsze. Nieskazitelny Ticiano, zawsze niewinny.
Tylko tym razem Madox już go nie usprawiedliwiał.
- Ktoś wreszcie powie o co kurwa chodzi? - najpierw rozejrzał się dookoła, ale finalnie spojrzenie zawiesił na Stewart. Jedynej z całego towarzystwa, która... ona już dzisiaj tyle razy się za nim wstawiła. Przecież nie mogłaby go oszukać.
Odezwała się jednak Carmen, ale jeszcze zacisnęła palce na jego koszulce i spojrzała porozumiewawczo na Lucitę. Bo chyba wiedziała, że jak to się wyda, jak szambo wyjebie do końca, to jeśli go nie przytrzymają...
Ale ktoś musiał to w końcu powiedzieć. I tym kimś postanowiła być Carmen.
- Pamiętasz taką imprezę dwa tygodnie temu na magazynach? - spojrzała na Madoxa, ale on teraz patrzył tylko na Tio, jakby kurwa wiedział co zaraz usłyszy - no to Lucita weszła tam do kibla, a Rosa... Robiła to co umie najlepiej i obciągała Ticiano na podłodze w kiblu - wyrzuciła to w końcu. A Lucita jeszcze pokiwała głową na potwierdzenie. Tio zaczął kręcić, że to nie tak, że nie prawda.
- Też ich raz widziałem, jak się lizali przy samochodzie Ticiano - to już wtrącił Roberto, który mocniej przytulił Marie, bo ona też wiedziała? A może podejrzewała?
Wiedzieli wszyscy oprócz Madoxa?
Noriega nie wytrzymał i wyrwał się do góry, ani Carmen, ani Lucita go nie utrzymały, a żaden z chłopaków nawet nie ruszył się z miejsca. To była chwila, a Ticiano już lądował na piasku, a Madox na nim, Tio się zasłonił, ale co z tego, kiedy Noriega był wściekły. Zamachnął się raz, i drugi, a potem trzeci. Nie wiedział ile razy, nawet nie czuł bólu, tego jak jego knykcie zaczęły krwawić. Krew Ticiano mieszała się z tą jego, a Tio jęczał z bólu. Ale to wcale nie powstrzymało Madoxa. Bo to... nawet chyba nie chodziło o Rosę? O Pilar może? Albo o to, że zdradził go własny brat? Ten, dla którego on poświęcił wszystko. I dostał kurwa Stewart, tak jak chciał, a potem ją zdradził.
Jak on kurwa mógł ją zdradzić?
- Dobra! Już wystarczy! - zawołał któryś z chłopaków, ale Madox słyszał to jakoś z oddali, jak przez ścianę. Znowu się zamachnął i Alfredo z Roberto w końcu chwycili go za fraki, żeby ściągnąć go z Ticiano, który jęczał z bólu na ziemi. Ale Madox i tak się szarpał. Nie chciał się wcale poddać. I dopiero jej dotyk na jego karku sprawił, że się uspokoił, że się kurwa zatrzymał i pozwolił chłopakom ściągnąć z Tio.
Marie zasłaniała się rękami nie wiedząc co ma zrobić, czy pomóc Ticiano, czy wziąć stronę Madoxa i Pilar? Oni przecież byli jej prawdziwymi przyjaciółmi. Roberto spojrzał na nią, ale bał się ruszyć z miejsca, puścić Noriegę, który wciąż stał nabuzowany nad Tio.
Zajebałby go. Za wszystko. Na tej kurwa plaży. Przy wszystkich, gdyby Pilar znowu nie uratowała mu dupy.
Me salvaste el pellejo otra vez ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ