Zdecydowanie tęskniła czasami za chaosem, które tylko jej siostry potrafiły wprowadzić do jej zwykle ułożonego życia i.. Tak, prawda, odkąd zaczęła życie na swoim, zorientowała się całkiem szybko, że całe to ułożenie często gryzło ją w dupę. Nawet jeśli na nudę nie mogła narzekać, za dużo rutyny potrafiło wywołać coś w rodzaju
cabin fever, gdzie chciała chodzić po własnych ścianach i suficie, nie mogąc się na niczym skupić. Gdyby zastanowiła się nad tym dłużej, pewnie przyznałaby, że brzmiało trochę jak wypalenie przy ADHD, gdy życie robiło się za bardzo przytłaczające, a lista rzeczy do zrobienia wydawała się nie mieć końca. Zdecydowanie miały to we krwi, po kim? Pojęcia nie miała, dzięki siłom wyższym poza krótką, szybko odbębnioną rotacją na psychiatrii, nie miała z tą dziedziną niczego wspólnego.
Physician heal thyself; wszyscy psychiatrzy mieli trochę nierówno pod sufitem.
-
Absolutnie. Nie ma piękniejszej ciszy. - pokazała April język przez krótką chwilę, zaraz wyszczerzając się po raz kolejny w uśmiechu. Nie unikała sióstr, ani trochę, czasami zwyczajnie zapominała o bożym świecie w nadmiarze obowiązków, które sama sobie narzucała. Byli ludzie, którzy znajdowali względnie balans, między swoją rezydencją, a życiem, ale Megan zdecydowanie się do nich nie zaliczała.
-
Powstrzymam się zanim zacznę ci opowiadać o wszystkich popieprzonych rzeczach. Płeć naprawdę nie jest istotna, idiotyczne pomysły są generalną przypadłością ludzi... I w dodatku zaraźliwą! Tik-Tok i viral wyzwania wcale nie pomagają. - to była naprawdę duża puszka z robakami, której April nie chciała otwierać i powinna jej w tej kwestii zaufać. Internet to była naprawdę piękna rzecz, pełna ciekawych ludzi, zainteresowań i wiedzy na wyciągnięcie ręki, różnych kultur, poglądów.. Ale też szkodliwych wpływów, które ciężko było wyłapywać i dusić w zarodku.
Związki tak po prostu nie były dla Megan. Po pierwsze, doskonale wiedziała, że jej życie było związane z kanadyjskimi siłami zbrojnymi i kiedy tylko skończy wszystkie swoje wybrane specjalizacje za te kilka lat, będzie na wojskowej smyczy, w gotowości, by wysłali ją gdziekolwiek była potrzebna. Nie przeszkadzało jej to ani trochę, ale gdyby miała w swoim życiu osobę, na której by jej zależało, musiałaby brać pod uwagę ich uczucia w tym wszystkim, prawda? Wolała sobie być sama wodą, wiatrem, masztem i okrętem, liczyć tylko na siebie w swoim dorosłym życiu, a jeśli już samotność jej doskwierała... Jeśli zabawki nie wystarczały, zawsze mogła wyhaczyć jakiegoś gacha na jedną noc, prawda? Świat się nie kończył tylko dlatego, że ludzka potrzeba bliskości czasami domagała się uwagi.
-
Brzmi dobrze. Weź jakieś snacki też.. O, mają te serowe kulki z jalapeno? Uwielbiam je. Oh i coś słodkiego. I bąbelki. I... Oh, po prostu daj telefon. - zapętlała się sama we własnej głowie i mogła to zrzucić tylko na własny głód. Potrzebowała wszystkich tych kalorycznych, tłustych rzeczy dla własnego komfortu, by celebrować dzień wolny i wizytę starszej siostry... Nawet jeśli potem miała mieć z tego powodu wyrzuty sumienia. Życie. Odrobi na siłowni. Złapała swój telefon, dokładając do koszyka wszystko to, co sama wymieniła, już nie mogąc się doczekać, zwłaszcza na serowe, pikantne kulki..
-
Mmhm? - zmarszczyła lekko brwi, podnosząc na siostrę krótkie spojrzenie znad ekranu telefonu, zanim wróciła do manewrowania po aplikacji, by upewnić się pięć razy, że zamówiła wszystko, na co rzeczywiście miała ochotę. Zadowolona, skinęła głową do własnych myśli, przeklikując się do płacenia i pozostało tylko czekać.. Co znaczyło, że mogła oddać swoją uwagę siostrze. Wskoczyła na blat, usadzając na nim dupencję. -
Teddy jest super, ale to już wiemy, więc, co się zmieniło? - przechyliła ciekawie głowę, przyglądając się siostrze, która.. Była jakby zbyt spokojna. Powiedzmy sobie szczerze, April była chaosem i spokój naprawdę do niej nie pasował, zwłaszcza jeśli rozmowa schodziła w tereny uczuciowe.
Metaliczne kliknięcie pomiędzy głuchym stukotem paznokci o blat zwróciło jej uwagę i.. Byłą sroką, nie mogła się powstrzymać przed złapaniem dłoni siostry i podniesieniem bliżej ku swojej twarzy, by przyglądnąć się kamyczkowi ze szczerym "
oooh". -
Śliczny. Morganit? Czy różowy kwarc? Ooooh, a może spinel?! To by kosztowało fortunę, ale szanowałabym. - była tylko odrobinę popieprzona pa punkcie ładnych kamyków. Miała swoją kolekcję kryształów, a obsesja zaczęła się w dzieciństwie, od zbierania kamyczków jak każdy inny dzieciak, by z wiekiem stopniowo budować wartościową kolekcję złożoną z przeróżnych szlachetnych kamieni. Znała się na nich trochę... Ale nie na tyle, by tak po prostu móc rozpoznać taki wyszlifowany, osadzony w biżuterii.
April Finch