-
A mi nie pokazałaś... i mundurka też nie - wywrócił oczami, kiedy Pilar powiedziała do Emilio, że pokaże mu odznakę, ale dzieciak zaraz leciał po swoje zadanie domowe, a Madox się zastanowił co on tam rzeczywiście może mieć, skoro miał dziewięć lat. Szlaczki już chyba nie, może jakieś literki? -
nie wiem... a zamiast stopni dostają jeszcze uśmiechnięte i smutne słoneczka? Ja takie dostawałem, takie zazwyczaj - i zrobił jakąś krzywą minę, ale zaraz wyrwał się do swojej narzeczonej, znowu, bo okazało się, że buñuelos zrobił jednak na piątkę...
No dobra może na trzy, biorąc pod uwagę to jakie były krzywe, ale smaczne, a to już coś.
A jeszcze kiedy Pilar podsumowała to tak, że
chyba będzie chciała się hajtać już, zaraz, no to chyba jednak to musiały być naprawdę dobre buñuelos, aż Madox uśmiechnął się do niej i pochylił tak, że już ich oddechy mieszały się w jeden lądując na ich policzkach -
en cualquier momento -
w każdej chwili, bo on by mógł nawet jutro się z nią ożenić, nawet dzisiaj, z Emilio pod opieką. Chociaż na jej kolejne słowa zaraz przewracał wesoło oczami, które zjechały na dół gdzieś na jej uda -
ale nie założyłaś sukienki - podniósł spojrzenie na jej piękne, błyszczące oczy i uśmiechnął się zaczepnie, palcami sunąc po jej udach, zaczepiając krótkimi paznokciami o szwy na jej spodniach. No bo prawda jest taka, że mieli tu pilnować dziecka i grać w piłkę, a nie... zaczepiać się na kuchennym blacie.
Ale to czasem było silniejsze od nich, bo przecież biorąc pod uwagę ich zerowe, albo minusowe? Umiejętności kulinarne, to to, że chcieli się dla siebie czegoś nauczyć, albo w ogóle coś zrobić, śniadanie na przykład, było trochę godne podziwu. I niby w domu mieli teraz wygodnie z Riczem, ale przecież nie zawsze tak będzie.
Zawsze jednak pełne, gorące usta Pilar na jego szyi działały na niego niesamowicie, aż odchylił głowę na bok, a kiedy schodziła pocałunkami do jego ucha, to mruknął jak
dziki kot, nie koteczek, gdzieś w trakcie tej swojej opowieści. I jeszcze mocniej ją do siebie przyciągnął.
Dopiero kiedy Stewart powiedziała, że chce zobaczyć jak on gotuje... To było trochę dużo powiedziane, ale...
-
Nago... - rzucił od razu, a wtedy Pilar też powiedziała to, że bez koszulki, czyli tu jednak chyba nie chodziło wcale o umiejętności kulinarne, a mieli co do tego
gotowania oboje jakieś
kosmate myśli.
Uśmiechnął się do niej, dzieląc pączkiem, i już chciał się
należycie wpić w jej, teraz słodkie od cukru, usta, ale wrócił Emilio, a zaraz pytał co robią.
Madox się zastanowił, bo często to on walnął coś, z czego trzeba było się tłumaczyć, ale teraz była to Pilar.
Sprawdzamy, zaczepił ją za kolano z takim spojrzeniem, jakby sam chciał jej zapytać, co oni tutaj sprawdzali, ale zrobił to Emilio. Nie dziwne w sumie.
No tak... blat.
Przesunął nawet po nim palcami, układając wytatuowaną dłoń tuż przy jej udzie. A kiedy poruszyła biodrami, to nabrał w płuca więcej powietrza.
-
Mówiłem, że to zajebiste blaty... - rzucił i uśmiechnął się do Stewart, a zaraz wywracał oczami patrząc na Emilio -
to znaczy solidne... Zajebiste to złe słowo, nie wolno mówić zajebiste, nawet jeśli coś rzeczywiście jest... zajebiste - ile razy jeszcze powtórzy to słowo? Chyba już nie powtórzy, bo Pilar aż sięgnęła, żeby mu zasłonić usta dłonią, i dobrze. A Emilio już nawijał o tym jakie to są mocne blaty. Madox znowu się uśmiechnął kiwając głową, i nawet nabrał powietrze w płuca, bo może znowu chciał powiedzieć, że zajebiste? Ale Stewart nie zabrała ręki, tylko spojrzała na niego zaskoczona, a Madox tylko ją uślinił, i kiedy już cofnęła palce to popatrzył na chłopaczka -
tak jej właśnie mówiłem, że może na nim usiąść, i jeszcze ja bym do niej wlazł i moglibyśmy... mieć jeszcze z kilo mango, a one by wytrzymały, ale arbuza pewnie też - kiwnął głową i zaraz opierał się o ten blat obok Pilar obejmując ją ramieniem, odwrócił się w kierunku Emilio. Może nawet Madox zaproponowałby, żeby to przetestowali, bo to przecież lepsze niż lekcje, ale Pilar zadecydowała inaczej, a zaraz okazało się, że będą odrabiać...
-
Przyroda? - Madox uniósł jedną brew, a zaraz drugą, jak Stewart powiedziała, że
on jest w to świetny, żeby to tylko były pytania w stylu, czy niebo jest niebieskie, a trawa... No akurat w kolory Noriega był słaby, odróżniał tylko te podstawowe, a jakieś oliwki, burgundy, czy indygo to była dla niego czarna magia. Złapał zeszyt w palce i jeszcze zmrużył powieki zaglądając w ciemne oczy swojej narzeczonej, no ale przecież skoro Madox niczego się nie bał, to co to dla niego...
przyroda.
Zaraz siedzieli przy kuchennym stole, a Emilio otwierał zadanie, które mieli rozwiązać, obaj z Noriega pochylili się nad ćwiczeniówką, gdzie rzeczywiście było dużo obrazków i różnych takich uśmiechniętych buziek, czy słoneczek. Ale też już jakieś miejsca na wpisywanie słów, bo to trzecia klasa podstawówki, czyli już nie przelewki.
-
Zobacz Madox jakie głupie zadanie - Emilio pokazał mu je paluchem -
jest bez sensu - pokręcił głową zezłoszczony, a Noriega przeczytał sobie zadanko.
-
Proste - mruknął, a zaraz podniósł spojrzenie na Pilar, żeby jej to zadanie przeczytać, bo ona akurat usiadła na przeciwko nich, a Madox ramię z ramię z Emilio -
wskaż cztery błędy przyrodnicze w historii - proste polecenie, wiec zaraz podniósł rękę, żeby popukać Emilio po czole -
cztery błędy, czyli co tak naprawdę jest bez sensu, rozumiesz młody? Jak na przykład... latająca krowa - powiedział i spojrzał na chłopaka. Ale Emilio zaraz zaczął mu opowiadać, że widział kiedyś taki filmik, jak krowa rzeczywiście latała bo porwało ją tornado, a Madox aż parsknął -
a ja nie widziałem takiego filmiku... Ale chodzi o to, że jakby krowa miała latać, to by miała skrzydła - dodał jeszcze, a Emilio pokiwał głową, że no chyba rozumie. Więc Madox przysunął sobie książkę i zaczął czytać na głos historię, znowu to jego aktorstwo na coś się przydało -
Dzieci wybrały się na spacer do lasu, spacerowali po leśnej ścieżce, gdy nagle Emily krzyknęła - zobacz John! - nawet zmienił głos jako Emily, tak się wczuł -
na gałęzi siedzi pingwin i zajada żołędzie - Madox parsknął, a Emilio chyba wyczuł, że coś jest nie tak. Już nawet chciał się odezwać, ale Madox kontynuował -
Dzieciaki ruszyły dalej, a na polanie zauważyli stado saren, które szybko uciekały przed goniącym je... tygrysem - aż podniósł spojrzenie na Pilar, bo co to za odklejona historia? -
Zrobiło się strasznie, więc dzieci postanowiły wrócić do domu, ale trafiły jeszcze na jeża, który chował się wysoko w swojej dziupli na drzewie przeskakując z gałęzi na gałąź - znowu spojrzał na chłopca, a zaraz dokończył -
kiedy już wyszli z lasu Emily weszła w mrowisko, skąd mrówki wynosiły swoje zapasy. John śmiał się tak bardzo, że aż rozbolał go brzuszek - no i to już był koniec historii. Rzeczywiście jakaś bez sensu ta opowieść, ale błędy było widać na pierwszy rzut oka, chociaż Madox dał się nad tym chwilę zastanowić Emilio -
no i co? Co ci nie pasuje? - zachęcił go w końcu. A chłopczyk spojrzał na Pilar, jakby to ona miała mu podpowiedzieć, a potem jeszcze raz w książkę.
-
Ten pingwin na gałęzi, co je żołędzie - powiedział w końcu zadzierając głowę, żeby spojrzeć na Madoxa -
przecież w lesie nie ma pingwinów i nie włażą na drzewa, a jedzą ryby - dodał pewny swego, a Noriega zaraz kiwał głową.
-
Świetnie - pochwalił dzieciaka -
to napisz tam, że pingwin - i pokazał mu palcem gdzie ma napisać, a kiedy Emilio stawiał te koślawe, wielkie literki, to Madox przeniósł spojrzenie na Pilar -
w Medellin za to można spotkać papugi, tukany i kolibry - oczywiście musiał wtrącić ciekawostkę, ale chyba nawet bardziej kierował ją do Stewart, niż do dzieciaka. A jednak Emilio zaraz się zainteresował.
-
A jak wygląda koliber? Nie widziałem nigdy takiego, papugę to widziałem - machnął nawet ręką, że to nic takiego -
mamy taką w szkole - dodał pochylajac się nad zeszytem, wystawiając język i poprawiając literkę, która mu nie wyszła.
pero no llevabas vestido ˚.
༘⋆