25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Może powinna krzyczeć. Kucnąć przed nim, uderzać go piąstkami po klatce piersiowej i wydzierać się jak bardzo go nienawidzi, że podjął taką decyzję bez konsultacji z nią, że postanowił tak nagle wyjechać i w ogóle nie pytać ją o zdanie, a postawić ją przed faktem dokonanym i to kilka godzin przed wyjazdem. Podobno nienawiść i miłość oddzielała naprawdę cieniutką granicą. Ale ona nie potrafiła go nienawidzić. Nawet jeśli właśnie wywracał ich przyszłość do góry nogami, nie dając jej szansy, aby brać w tym jakikolwiek udział. I może to wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby jej nie kochał. Gdyby naprawdę chciał zerwać i zacząć swoje życie bez niej — zarówno przy boku jak i w sercu. Istniała szansa, że może mózg podpowiadał jej fałszywe obrazy, ale nie widziała, żeby siedział na tej brudnej podłodze ten sam bezczelny chłopaczek, którego pewnie łatwo byłoby znienawidzić i zapomnieć. Jednak on zdawał się być tak samo zagubiony jak ona. Może nawet sam bał się tej rozłąki równie mocno co jego Śnieżynka.
I kiedy była już w jego ramionach, z twarzą ukrytą gdzieś w zagłębieniu jego szyi, zanosząc się płaczem i nie chcąc wierzyć, że naprawdę zostało i tak mało czasu, pierwszy raz poczuła coś innego niż czysty strach. To było coś na wzór szczęścia i może wdzięczności, że utknęli w tym labiryncie. W końcu ściany tego dusznego pomieszczenia dawały im kilka dodatkowych minut, zanim rzeczywistość naprawdę ich rozdzieli. Nawet jeśli wyglądała w tej chwili najżałośniej na świecie, co mogły potwierdzić dziesiątki jej lustrzanych kopii dookoła, to w ogóle nie miało znaczenia.
— Tak szybko jak minęły nam te cztery lata liceum..? — zapytała cicho, ledwie słyszalnie. Głos miała łamiący się, a przede wszystkim zmęczony. Możliwe, że późną godziną, ale chyba głównie histerią w jaka wpadła. Ale to pytanie było dla niej czymś istotnym, jakby rozpaczliwie chwytała się czegokolwiek, co pozwoliłoby jej się utrzymać na powierzchni. W końcu była gotowa odhaczać w kalendarzu każdy dzień, a na tym ostatnim — trzysta sześćdziesiątym czwartym — wpisać wielkimi literami POWRÓT DANTEGO i całą stronę ozdobić serduszkami i śnieżynkami, bo przecież nic innego nie potrafiła rysować.
— Cofam tamto życzenie… — wymamrotała słabo, zaciskając palce na jego koszulce w nerwowym geście. Zdecydowanie było to lepsze rozwiązanie na szalejący w jej żyłach kortyzol niż szarpanie skórek przy paznokciach, bo przecież ostatnie czego im brakowało w tej sytuacji to jej nagłego ataku paniki wywołanego hemofobią.
— Mogę dziś u ciebie spać? Chcę wspólnego prysznica, głupich filmów na laptopie, spania w jakimś twoim T-shircie… chcę spać przy tobie, obudzić się… chcę odprowadzić cię na autobus albo na dworzec… chcę te ostatnie godziny spędzić przy tobie. — Przez chwile chciała podnieść głowę, aby móc spojrzeć chłopakowi w oczy, ale na szczęście szybko do niej dotarło, że od łez, które nadal leniwie spływały po jej zaczerwienionych od płaczu policzkach, cały makijaż jej się rozmazał, a maskara na pewno narysowała jej czarne wzorki przypominające Amazonkę i jej dopływu. Dlatego na nowo ukryła ją w jego szyi, pozwalając sobie na wdychanie jego zapachu, który zawsze działał na nią tak dziwnie kojąco.
— I chcę magnes z Montrealu. I z trzech innych miast, w których będziesz… — wymamrotała jeszcze.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No pewnie. Jeszcze szybciejza szybko. Chciałby móc uznać, że nie miał pojęcia, dlaczego ta myśl pojawiła się na moment w jego umyśle, ale… doskonale przecież wiedział. I – paradoksalnie – tak samo, jak szczerze nie chciał jej zostawiać i chciał móc bez żadnych ale spełnić to jej wypowiedziane wcześniej życzenie, tak… w jakiś sposób musiał też zdawać sobie sprawę z tego, jak niewielkie były szanse na to, by ten dodatkowy beztroski rok miał cokolwiek zmienić. Choć może istniała przynajmniej możliwość, że w tym czasie uda mu się znaleźć jakiś sensowny pomysł na przedłużenie tej ucieczki. Bez konieczności przedłużania rozłąki z Elsą, o ile takie rozwiązanie było w ogóle możliwe.
Ale… może nie musiał się tym jeszcze martwić? Mógł zamiast tego spróbować zupełnie wyprzeć i zignorować ten problem – mniej więcej tak samo, jak do niedawna wypierał oczywisty fakt, że wyjazd z Toronto nieuniknienie wiązał się z koniecznością rozstania z nią. Chociaż to akurat z każdą chwilą docierało do niego coraz bardziej i stawało się zdecydowanie zbyt realne, by można było w dalszym ciągu udawać, że nic takiego nie miało mieć miejsca.
Możesz. Jasne, że tak – nie musiał ani przez moment zastanawiać się nad odpowiedzią. Tym bardziej, że doskonale wiedział przecież, że Douglas powinien noc spędzić w pracy, a matka… ona przynajmniej nie miała raczej zamiaru wtrącać się w ten nieplanowany nocleg z żadnymi idiotycznymi uwagami. Ani w żaden inny sposób popsuć im tego czasu ostatni raz przed wyjazdem spędzanego wspólnie.
I… możesz mieć w takim razie dwa życzenia. Przecież to wcześniejsze też spełnię, tylko… – znów zawahał się przez chwilę, nie będąc pewnym, jak faktycznie chciał to zdanie zakończyć. – Wyjazd nic nie zmienia.
Tak, w ten sposób brzmiało to chyba zdecydowanie lepiej. Bez tylko i bez jakichkolwiek ale. Nadal był przecież jej, a fakt, że mieliby nie widzieć się przez rok… nie mógł tego w żaden sposób zmienić. A przynajmniej w tym momencie nie widział takiej możliwości, nawet jeśli musiał wypędzić z głowy wyjątkowo nieprzyjemną myśl o tym, że w tym czasie to nie on, a ona mogłaby spotkać na swojej drodze kogoś odpowiedniejszego dla niej…
Słysząc o konieczności zakupu dla niej magnesów, zmusił się jednak do uśmiechu, tym razem może odrobinę bardziej przekonującego niż ten, którym uraczył ją parę chwil wcześniej. Delikatnym gestem uniósł lekko jej głowę, nie widząc żadnego powodu, dla którego miałaby chować przed nim twarz. Tę zresztą ujął w dłonie, kciukami przecierając lekko ten rozmyty tusz pod jej oczami – bardziej chyba dla jej komfortu niż przez to, że widok miałby mu jakkolwiek przeszkadzać. W końcu… powinna już chyba doskonale wiedzieć, że prawdopodobnie nie istniała sytuacja, w której mógłby rzeczywiście uznać, że wyglądała w jakimkolwiek stopniu nieatrakcyjnie w jego oczach.
Tylko z trzech…? – dopytał, unosząc lekko brwi i w kolejnej chwili składając na jej wargach czułego całusa. – Mam wybrać losowo, czy zależy ci na jakichś konkretnych?
Możliwe, że przynajmniej w jakimś stopniu udało mu się zadbać o to, by w jego głosie wybrzmiało coś, co mogłoby chociaż przypominać tę typową, nieco żartobliwą nutę. Niewielkie były szanse na to, by miało się to udać w pełni przekonująco, ale… chyba i tak było to najlepsze, na co był w stanie zdobyć się w tej sytuacji. Zwłaszcza przyglądając się tym jej wciąż załzawionym, zaczerwienionym oczom.
Raz jeszcze pocałował ją – tym razem w kącik ust – jednocześnie coraz wyraźniej uświadamiając sobie, że prawdopodobnie powinni już przynajmniej spróbować wydostać się z tego nieszczęsnego labiryntu. Może i wcale nie miał zbytniej ochoty podnosić się z tej podłogi – zwłaszcza, że musiałoby wiązać się z ponownym zwiększeniem dystansu pomiędzy nimi – ale chyba nie było sensu wierzyć w to, że jeżeli zostaną tu wystarczająco długo, to czas na zewnątrz tak po prostu przestanie płynąć i tym samym zyskają go dla siebie nieco więcej.
Jak chcemy mieć szansę, na jakiś prysznic, czy filmy, to chyba wypadałoby spróbować stąd wyjść… – westchnął, raz jeszcze wtulając się w nią i przynajmniej jeszcze przez chwilę rozważając, czy mimo wszystko nie mogliby tu zostać jeszcze trochę dłużej… – Poza tym… nie widziałaś jeszcze za wiele w wesołym miasteczku. Dalej nie możesz wiedzieć, czy warto je odwiedzić, kiedy już się otworzy…
No tak, to przynajmniej mógł być nieco przyjemniejszy sposób na to, by kupić sobie jeszcze trochę czasu. I to tego, w którym mogliby jeszcze przez chwilę lub dwie udawać, że absolutnie wszystko było w porządku, kolejnego dnia wcale nie czekała ich stanowczo zbyt długa rozłąka i… po prostu mogli go wykorzystać całkowicie beztrosko, zwiedzając jeszcze przez moment nieczynny lunapark.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Miał rację. Skoro cztery lata nauki w liceum minęły im tak szybko, to czym był ten jeden rok? Świadomość, że nie będzie miała go na wyciągnięcie ręki – albo chociaż w tym samym mieście – mocno dobijała, ale musiała to zaakceptować. Nie chciała przecież trzymać go na uwięzi i sprawiać, że byłby przez to nieszczęśliwy. Może właśnie myśl, że był gdzieś w Kanadzie, żył po swojemu i czerpał z tego życia to co chciał, pomogłaby jej przetrwać tę rozłąkę? I oczywiście te wszystkie telefony, wiadomości, rozmowy na kamerkach… przecież będzie go widzieć, będzie słyszeć… tylko dlaczego nie będzie mogła go dotknąć…szlag.
Wtulała się w niego mocno jakby chciała to robić na zapas, za każdy dzień, kiedy miałby być poza jej zasięgiem.
Kiwnęła lekko głową, słysząc, że zgodził się spełnienie życzenia związanego z nocowaniem w jego domu. Domyślała się, że raczej jego mama nie powinna mieć z tym problemu, zważywszy na fakt, że przecież doskonale wiedziała, że następnego dnia Dante wyjeżdżał na zdecydowanie za długi okres. Zresztą, to też nie miało być jej pierwsza noc spędzona w tym miejscu – w końcu, gdy już jako para, uczyli się do późna, rodzice pozwalali jej tam zostać do rana, aby nie musiała wracać nocą. A Doug? On też jej nie przeszkadzał, w końcu akurat ją lubił, ale skoro chłopak tak szybko przystał na jej propozycję to zgadywała, że ten spędzi cały ten czas na komisariacie.
– Aż dwa? Cholera, ale ze mnie szczęściara… – Uśmiechnęła się smutno, nadal nie odrywając buzi od jego szyi. Bo czy można było nazwać szczęśliwym kogoś, kto za kilka godzin będzie zmuszony do pożegnania swojej miłości? Przymknęła oczy, wsłuchując się w rytm jego oddechu i bicie serca, które znała chyba lepiej niż własne. Chciała zapamiętać wszystko – ciepło i zapach skóry, sposób, w jaki obejmował ją odruchowo mocniej, kiedy milczała zbyt długo, to jak układał dłonie na jej talii… po prostu wszystko.
Poczuła ścisk w klatce piersiowej, kiedy złapał ją za policzki i zmusił, aby na niego spojrzała. Ale gdy tylko zaczął wycierać jej te czarne plamy od tuszu, parsknęła cichym śmiechem. No tak, zawsze, a przynajmniej prawie zawsze, robił wszystko, aby czuła się jak najlepiej, aby nigdy nie musiała się przed niczym przy nim powstrzymywać – płaczem, zbyt głośnym rechotem czy idiotycznymi wygłupami podczas podejrzanych imprez na dachu.
– Masz rację. Wyjazd nic nie zmieni. Zawsze będziesz moim gamoniem… zwłaszcza tym, co średnio ogarnia matmę. Mówiłam, że magnesy mają być cztery. Jeden z Montrealu, a pozostałe z innych miast, które odwiedzisz. I nie wiem skąd… przecież sam nie wiesz, gdzie jeszcze pojedziesz, dlatego tylko wybrałam Montreal. – Nie mogąc się powstrzymać, uniosła dłoń i pociągnęła go za nos, tak jak miała w zwyczaju, kiedy udzielał jej błędnych odpowiedzi podczas korepetycji.
Ona również nie chciała, żeby wypuszczał ją ze swoich objęć. Tak było jej naprawdę dobrze, ciepło, bezpiecznie. I choć wiedziała, że niedługo miał wsiąść w pociąg i odjechać, to nadal nie chciała w to wierzyć. O niczym innym nie marzyła jak o tym, żeby się obudzić z tego okropnego koszmaru. Ale musieli w końcu się podnieść i znaleźć wyjście z tego labiryntu, co o dziwo, poszło im o wiele szybciej niż mogliby przypuszczać. Tak jakby los specjalnie ich tam uwięził, aby wyjaśnili sobie wszystko, a potem pozwolił im odejść, ciesząc się pozostałym im czasie.
Zahaczyli jeszcze kilka atrakcji, odpuszczając sobie jednak wszystkie rollecoastery i inne mega katapulty, któryż niewłaściwe użycie mogło grozić w najlepszym wypadku śmiercią, a w najgorszym paraliż całego ciała i przykucie do łóżka.
Elsa naprawdę starała się dobrze bawić, robiąc dobrą minę do złej gry, ale z każdą chwilą było to coraz trudniejsze. Humor jej się jednak poprawił, kiedy – już przy samym płocie – Dante nagle do niej podbiegł z dużą, pluszową pandą. Wiedziała, że ją ukradł i że powinna jak najszybciej odłożyć ją na miejsce, ale nie potrafiła. To ta maskotka miała jej zastąpić ukochanego.
W drodze do domu napisała tylko do mamy wiadomość, ze zostanie u niego na noc. Wolała poinformować nią niż ojca, bo przecież ten zaraz wpadłby na głupi pomysł, żeby po nią podjechać skoro nie chciała wracać samej po ciemku. A ona jednak miała odpowiednią siłę przebicia, aby wybić mu podobne plany z głowy.
Szkoda, że ja nie mam takiej siły, żeby wybić ci ten wyjazd…
Na miejscu przywitała się z grzecznie z gospodynią, a potem od razu skierowali się do jego pokoju. Tam posadziła pluszaka na krześle przy biurku, a sama legła plecami na łóżko.
– Wrócę tam tylko z tobą… z nikim innym nie pójdę do wesołego miasteczka… więc lepiej wracaj szybko. – Szantaż? Być może. Najważniejsze, żeby zadziałało.


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógłby zostać, gdyby rzeczywiście w jakiś sposób spróbowała go zatrzymać w mieście…? Być może istniała taka możliwość. Albo przynajmniej taka, by wziął to pod uwagę. Choć mimo wszystko… w jakiś sposób chyba nawet był wdzięczny, że nie próbowała tego zrobić. Bo wciąż jednak najbardziej prawdopodobne było to, że… nie mogłoby się to udać – nie na długo. Jeśli nie kolejnego dnia, w końcu pewnie i tak musiałby dojść do wniosku, że najlepszym pomysłem byłoby wpakowanie się do pierwszego lepszego autobusu lub pociągu, czy choćby złapanie stopa, żeby uciec z miasta. Nawet jeśli kierunek tej całej ucieczki miałby być wybrany całkowicie losowo – czyli w zasadzie mniej więcej tak samo, jak i tym razem. Z tą różnicą, że w takim wypadku mogłoby pewnie zabraknąć tej wcześniejszej zapowiedzi z jego strony. Teraz przynajmniej wciąż mieli okazję, żeby się ze sobą pożegnać i jakoś przygotować na to rozstanie.
A także chociaż spróbować wciąż dobrze bawić się w tym nieczynnym wesołym miasteczku. Wprawdzie chyba żadne z nich nie było w stanie wrócić do tego nastroju, który towarzyszył im jeszcze wtedy, gdy pokonywali płot za pierwszym razem, ale w jakiś sposób chyba obydwoje dość mocno starali się, żeby ten czas faktycznie dało się uznać za całkiem udany.
Kiedy zobaczył te pluszowe pluszaki – a wśród nich również pandę – smętnie pozostawione przy jednej z atrakcji, przy której podczas działania lunaparku najpewniej można było je wygrać w jakiejś ustawionej grze… oczywistym było, że nie mógł ich tam tak po prostu zostawić. Choć owszem, w pierwszej chwili być może faktycznie przeszło mu przez myśl, że mogło to już być lekkie przegięcie. Bądź co bądź, chyba nadal była to kradzież. Nawet jeśli wiele wskazywało na to, że pluszaki mógłby spotkać dość smętny los, gdyby wesołe miasteczko nie miało otworzyć się zbyt szybko, to nadal – prawdopodobnie nie powinien tak po prostu zabierać żadnego z nich. Mając jednak na koncie całkiem sporo wyczynów, których nie powinien się dopuszczać, ostatecznie i tak musiał zdecydować się wrócić po tę nieszczęsną pandę, zanim jeszcze mieliby opuścić teren.
A widząc uśmiech na twarzy Elsy – ten całkiem szczery i niewymuszony poczuciem, że powinna się dobrze bawić, mógł jedynie utwierdzić się w przekonaniu, że było warto. No i zresztą… jakoś mało prawdopodobne wydawało się to, by ktokolwiek rzeczywiście miał w ogóle zauważyć brak tej jednej maskotki. Może zresztą nie on pierwszy zdecydował się zabrać ze sobą jedną z nich. A skoro tak… tej drobnej kradzieży zdecydowanie nie można było zaliczyć do czegoś, co Dante miałby jakkolwiek rozpamiętywać i co miałoby spędzać mu sen z powiek. Możliwe, że nie powinno się liczyć nawet na te delikatne, wywołujące ledwie swędzenie gdzieś w okolicach karku, wyrzuty sumienia.
Bez większego zastanowienia położył się na łóżku obok niej, kiedy już dotarli do jego domu i kiedy po wymienieniu ledwie kilku zdań z jego matką, mogli zaszyć się w pokoju. Zaraz też uniósł się lekko na łokciu, by móc swobodnie na nią spojrzeć, przy okazji gdzieś z tyłu głowy odnotowując niewyraźnie majaczące wspomnienie tej pierwszej imprezy, na której w dość podobny sposób leżeli na trawniku przy domu Chrisa.
W porządku, może wtedy uda się wygrać jakiegoś kumpla dla twojej pandy – uśmiechnął się na jej słowa, odruchowo sięgając po ten jeden kosmyk jej włosów, który już jakiś czas temu zdążył wymknąć się z kucyka. Jeden z tych oczywistych i dość banalnych gestów, których niewątpliwie miało mu brakować przez ten najbliższy rok.
Właściwie… co masz zamiar robić przez ten czas? – bo przecież oczywistym faktem musiało być to, że plany na najbliższy rok miała z całą pewnością znacznie bardziej konkretne od niego. I… nawet jeśli swoją informacją o wyjeździe mógł w jakiś sposób pokrzyżować jakąś część z nich, to przecież nie mógł chyba namieszać w nich aż tak bardzo. I nadal ciekawiło go, czym miała zamiar się zająć. Co pewnie mogło być swego rodzaju odmianą, jeśli tylko wzięło się pod uwagę to, że jak dotąd zdecydowanie bardziej wolał wybierać natychmiastową zmianę tematu, jeśli tylko ten zaczynał niebezpiecznie zbaczać na jakiekolwiek plany po zakończeniu szkoły. Choć może jednak wcale nie było to tak dobrą taktyką, jak mogłoby wydawać się z początku. Gdyby przez dłuższy czas nie unikał tematu tak skutecznie, być może do teraz zdążyłby już wymyślić cokolwiek sensownego dla siebie.
A przynajmniej – bardziej sensownego niż ten nieszczęsny wyjazd, do którego… chyba też niespecjalnie zdawał się być przygotowany. Na to przynajmniej nie wskazywał stan jego pokoju, w którym w zasadzie większość rzeczy zdawała się pozostawać na swoim względnie stałym miejscu. Możliwe, że nie do końca tak powinien wyglądać pokój kogoś, kto następnego dnia miałby wyjechać gdzieś na rok i kto być może powinien przynajmniej pomyśleć już o spakowaniu się…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Trochę się uspokoiła. Możliwe, że zaczynała wypierać myśl, że Dante następnego dnia miał wyjechać. Nie wykluczała, że to ta pluszowa panda mogła mieć na to wpływ, a może to, że jego pokój wyglądał tak jak zwykle? Wszystko zdawało się być na swoim miejscu, chyba nawet z tej perspektywy widziała na biurku zbiór zadań z fizyki, który u niego zostawiła ostatnim razem, a do którego zajrzeli tylko na chwilę. Wystarczyło przecież, że wsunął jej dłoń na udo, a ustami naznaczył skórę na tej wrażliwej szyi, a momentalnie uznali, że nudne wzory mogły poczekać, bo ich dłonie wolały się zająć czymś innym niż bazgraniem rozwiązań. Od kiedy zostali parą, nauka szła im zdecydowanie ciężej i nie dało się z tym dyskutować. Z kolei na jednej z półek dostrzegła też ramkę z ich wspólnym zdjęciem z zeszłych wakacji, którą sama tam położyła jak tylko wrócili z tej wycieczki. Jednak nie widziała nigdzie żadnej walizki, wyciągniętych ubrań, które czekały tylko, aby wrzucić je do jakiejś torby. Nic. Zero. To wszystko było boleśnie normalne. Tak jakby to cholerne jutro nigdy miało nie nadejść.
Uśmiechnęła się ciepło, słysząc jak zgadza się na jej propozycję odnośnie wspólnego powrotu do lunaparku. Potrzebowała jak najwięcej potwierdzeń, że wróci, że wszystko będzie po staremu, a ten rok naprawdę minie im w zastraszającym tempie.
Gdy sięgnął po tego upartego kosmyka, mimowolnie wyciągnęła buzię w stronę jego dłoni, chcąc się do niej odrobinę poprzymilać. Bo przecież nikomu innemu nie pozwoli na odgarnianie jej włosów. Prędzej by zagryzła z tym swoim mordem w oczach… tym samym mordem, którego nie powstydziłby się żaden szanujący się pudel.
— Na pewno tęsknić i czekać — odparła spokojnie, pozwalając sobie na kolejny uśmiech. — A tak to studia… tata chciał mnie wysłać na prawo i na aplikacje prokuratorskie, ja chciałam iść na ekonomię… ale ma sie w tym roku otworzyć kierunek z ekonomicznej analizy prawa, więc… to chyba dobry kompromis, co nie? — Sięgnęła zaraz po jego rękę i splotła ich palce ze sobą, kładąc je po chwili na pościeli. Lubiła ten ciężar jego dłoni na swojej. To, jak naturalne było już szukanie go dotykiem. Jakby jej ciało samo przyzwyczaiło się do obecności Dantego i teraz panicznie próbowało zapamiętać ją na zapas.
I nagle dotarło do niej jak bardzo to wszystko przypominało ich pierwsze spotkanie poza murami szkoły, kiedy wyszli razem na imprezę i kiedy tak naprawdę to wszytko się zaczęło. Brakowało tylko… Momentalnie się podniosła i nachyliła nad nim, aby po chwili trącić jego nos swoim.
— Ale chcę się zatrudnić też w jakimś salonie na jakiś staż czy coś… zobaczysz, będę świetną fryzjerką! Będziesz ze mnie dumny i… jesteś pewien, że chcesz o tym słuchać? — zapytała cicho,choć jeszcze chwilę temu była strasznie podekscytowana swoimi planami na życie. I znowu przypomniał jej się tamten wieczór po imprezie. Pierwszy raz, kiedy zostali sami. Kiedy siedzieli tak samo blisko siebie i oboje udawali, że kompletnie nie widzą tego napięcia między nimi. Brakowało tylko tamtego nerwowego śmiechu i zbyt chaotycznych usprawiedliwień po pierwszej próbie pocałunku.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogło to wyglądać trochę tak, jakby sam w pewnym stopniu wypierał myśl o wyjeździe, nie zamierzając się do niego w żaden sposób przygotowywać. Albo po prostu… jakby w najbardziej pasujący do siebie sposób, rano zamierzał zwyczajnie chwycić kilka rzeczy znajdujących się najbardziej pod ręką, upchnąć je w jakimś plecaku i uznać, że najbliższy rok to z całą pewnością było wystarczająco. Zresztą… wciąż jeszcze mógł się przecież rozmyślić, prawda? Na przykład budząc się kolejnego dnia obok niej i dochodząc do – być może całkiem słusznego – wniosku, że zdecydowanie bardziej wolał to od wyjazdu dokądś. Bez jakiegokolwiek planu i żadnego konkretnego celu…
Jasne. Przy okazji brzmi jak coś śmiertelnie nudnego, więc… powinno ci się spodobać – zaśmiał się, całkiem sprawnie zdążywszy już wrócić do odpowiedniego, podszytego żartem tonu wypowiedzi. Możliwe, że to za sprawą tych ich splecionych rąk i jej przyjemnie gładkiej skóry pod palcami. Albo przez sam fakt, że to nieco zbyt wczesne i nijak niezaplanowane poinformowane jej o wyjeździe, mimo wszystko nie zakończyło się wcale aż tak fatalnie, jak prawdopodobnie mogłoby. Ba, zakończyło się przecież nawet lepiej niż mógłby w ogóle zakładać – w żadnym razie nie brał przecież pod uwagę tego, że mieliby jeszcze tę jedną noc spędzić wspólnie. Przypuszczał raczej, że rozstając się pod jej domem, będą widzieć się po raz ostatni na… stanowczo zbyt długi czas.
Tymczasem była tutaj, w jego pokoju, na jego łóżku, tuż obok niego. Co w zasadzie nie powinno pewnie stanowić niczego nowego – bo zdecydowanie takie nie było – ale… jednocześnie pod każdym możliwym względem było przecież inne niż do tej pory. Choć wciąż naprawdę trudno byłoby oprzeć się skojarzeniu z tą pierwszą wspólną imprezą. Która, tak w zasadzie, i tak nie interesowała ich za bardzo…
Uśmiechnął się, kiedy nachyliła się nad nim trącając jego nos swoim. Tak, klamra ich znajomości była zdecydowanie aż nazbyt widoczna. Może i bez tych kompletnie nieistotnych, dobiegających gdzieś z oddali odgłosów wciąż trwającej imprezy, nie na trawie, a na łóżku i – co chyba można było uznać za najważniejszą różnicę – bez tej niepewności własnych uczuć, czy skrępowania nadmierną bliskością. Przy jednoczesnej chęci, by ta trwała jak najdłużej. Teraz z tego wszystkiego pozostawał chyba tylko ten ostatni element. Nie chciał, żeby się odsuwała i tym razem przynajmniej nie musiał obawiać się, że faktycznie miałaby to zrobić. Tak samo, jak nie musiał się zastanawiać, czy powinien, kiedy sięgnął ręką do jej uda i pociągnął ją lekko w swoją stronę, by dać jej do zrozumienia, że zdecydowanie powinna znajdować się jeszcze bliżej.
Pewnie będziesz nie tylko świetną, a najlepszą fryzjerką. Chociaż… może lepiej nie… Nie chcę umawiać się z miesięcznym wyprzedzeniem, żeby w ogóle móc się z tobą zobaczyć między kolejnymi klientami – uśmiechnął się, podnosząc lekko głowę, by móc ją pocałować. Krótko, ale przynajmniej bez tej niepewności, która towarzyszyła ich pierwszemu pocałunkowi, a o której chyba obydwoje zdążyli już dawno zapomnieć. – I jasne, że chcę tego słuchać. Chcę wiedzieć, co będziesz robić i że… na tych ciekawszych rzeczach skupisz się jednak trochę bardziej niż na jakimś tęsknieniu i czekaniu
Bo przecież naprawdę chciał, żeby ten rok spędziła dobrze. Skupiając się na tym, co faktycznie miałoby sprawiać jej przyjemność – nawet jeśli ekonomiczna analiza prawa brzmiała jak coś, co chyba nikomu nie powinno jej sprawiać… – a nie na przejmowaniu się tym, że jej chłopak miewał niekiedy wyjątkowo durne pomysły. I że czasami te pomysły kończyły się jakimś kompletnie nieprzemyślanym, za to zdecydowanie zbyt długim wyjazdem.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Najprawdopodobniej, gdyby nie poprosiła go o tą ostatnią noc i to nawet nie w tym aspekcie czysto erotycznym, ich spotkanie zakończyłoby się właśnie pod drzwiami do domu jej rodziców. Byłoby długie, bo Dante z pewnością dałby jej tyle czasu, ile potrzebowała, aby oswoić się z myślą, że to naprawdę się działo. A ona znów gadałaby jak katarynka o wszystkim, co tylko wpadłoby jej do głowy, aby tylko sztucznie przedłużać tę chwilę, aby dalej stał, oparty o ścianę i słuchał. Aby po prostu dalej tu był. Potem pewnie by się pocałowali, nie jeden i nie dwa razy, kompletnie ignorując fakt, że mogli być w tym czasie obserwowani przez Caspera, który z pewnością słyszał, że pojawili się już na jego posesji. A po tej dłuższej chwili pełnej miłości, a jednocześnie swego rodzaju rozpaczy, któreś z nich musiałoby jako pierwsze powiedzieć dobranoc i zniknąć — jedno za drzwiami domu, drugie za ogrodzeniem.
Ale na szczęście od genialnych i przemyślanych pomysłów w tym związku to była ona. Dlatego w tej chwili nie żegnali się na ganku Eriksenów, a leżeli na łóżku w jego pokoju.
— Dobrze, że w tym związku to ty jesteś odpowiedzialny za zapewnianie rozrywek. Ja mogę tylko czasem hamować twoje aż nazbyt ciekawe pomysły. — Uśmiechnęła się pod nosem, choć poczuła dziwny ścisk żołądka. Specjalnie używała czasu teraźniejszego, bo jak sam Dante potwierdził podczas ich rozmowy w labiryncie luster — jego wyjazd wcale nie oznaczał końca ich miłości i związku. Jednak coś jej mówiło, że w ten sposób próbowała oszukać zarówno siebie jak i jego. Tak samo nadal jeden z głosików w jej głowie mówił, aby zaczęła go błagać, żeby odwołał wyjazd, żeby został z nią w Toronto. Ale drugi zaś szeptał, że nie miała do tego moralnego prawa. I choć serce jej się łamało na milion osiem kawałków to musiała posłuchać tego drugiego.
Dlatego starala sie, aby ten wieczór, a także noc przypominały jak najbardziej te dziesiątki, które spędzili razem. I zgodnie z jego prośbą, mówiła dalej o swoich planach, przede wszystkim o tym salonie fryzjerskim, bo przecież studia miały pozostać studiami — nauką, egzaminami… niczym fascynującym nawet w oczach tego wielkiego kujona jakim była Elsa. Ale staż u mistrza fryzjerstwa? To było coś! Pokazała mu kilka profili salonów bądź jak lubili się nazywać Atelier na instagramie, które obserwowała i gdzie planowała zostawić swoje listy motywacyjne. Wyjaśniła, które były najlepsze i dałaby się pociąć, aby móc się przyglądać pracy w tych miejscach, a które dawały jedynie szansę jakiegokolwiek zarobku, ale bez większych szans na rozwój, a na nim przecież jej zależało najbardziej. Pokazała mu też zdjęcia swoich prac, głównie tych na własnej głowie, które załączyła do całej dokumentacji i poprosiła, aby trzymał za nią przez ten cały czas kciuki. I w tym momencie, coś totalnie w niej pękło. Będąc tak blisko niego, czując chwilę wcześniej smak jego ust… nie wytrzymała, usiadła na nim okrakiem i na nowo zainicjowała pocałunek. Nie miał on się jednak skończyć po jednym muśnięciu. Był chaotyczny, nerwowy, pełen różnych uczuć — gniewu, żalu, rozpaczy, miłości, namiętności, wszystkiego co właśnie siedziało w jej głowie i sercu. Ciężko było określić, w którym momencie ich ubrania wylądowały na podłodze, ale śmiało można bylo stwierdzić, że na pewno za późno.
Elsa po raz kolejny pokazywała, że nie była typem biernej kłody, ale w tym wszystkim chodziło o coś więcej. Jakby chciała, aby ten ich ostatni moment wspólnej ekstazy zapamiętał na cały ten swój wyjazd, aby zapamiętał jej rozochocone spojrzenie, zaczerwienioną buzię i rozczochrane włosy, które już dawno zostały rozpuszczone, a gumka podzieliła los ich ubrań. Aby zapamiętał, że właśnie tutaj, w Toronto, taki jeden kolorowy kurdupel będzie na niego czekał i cholernie tęsknił.
Po wszystkim przyszła pora na wspólny prysznic, po którym założyła tshirt, który sama wybrała z jego szafy. I pakowanie. Chciała dopilnować, że weźmie ze sobą wszystkie potrzebne ciuchy i rzeczy. Przecież miało go nie być rok! Przez ten czas mógł trafić dosłownie wszędzie, włącznie z mroźną północą Kanady. Składała jego ciuchy z przesadną dokładnością i delikatnością. Znów — jakby miała złudna nadzieję, że to przedłuży ten czas, który im pozostał, choć tak naprawdę w ten sposób go marnowała, ale… nie potrafiła inaczej.
Potem obiecane filmy, które oglądali już w łóżku — wtulona w niego raczej przysłuchiwała się jego bijącemu sercu niż dialogom postaci, ale to nie było najważniejsze. Tak samo jak nieistotne było to, że przespała może dwie godziny z całej nocy. Bo ilekroć zamykała oczy, zaraz otwierała je z przerażeniem, że zniknął z łóżka i już pojechał bez pożegnania.
Ranek — śniadanie, oczywiście niezrobione przez Else, bo każdy chciał przeżyć, ale podczas którego narysowała mu na prawym ramieniu kilka śnieżynek jako swoisty podpis. Potem zamienili kilku słów z matką Dantego i wyszli na dworzec. Jedną ręką trzymała mocno jego dłoń, zaś drugą obejmowała podarowanego pluszaka. Droga minęła im na ustalaniu — oczywiście przez nią, on się miał dostosować i nie dyskutować — godzin dzwonienia. Miał pisać tak często jak tylko by mógł, wysyłać dużo zdjęć wszystkiego, co tylko przykułoby jego uwagę, od zwierząt, po dziwne budynki. Nie podejrzewała, że odwiedzi jakieś muzea na tej swojej przydługiej wycieczce, ale gdyby ją mile rozczarował to stamtąd rozbierz chciałaby dostawać fotki. Tak jakby bała się, że kiedy przestaną się ze sobą komunikować wystarczająco często, kontakt w końcu się urwie i to wszystko po prostu umrze.
— Dante? To nie ten peron. Pociąg do Montrealu będzie odjeżdżał z czwórki, nie dziewiątki — powiedziała lekko poddenerwowana, rozglądając się dookoła. Zrobiło się spore zamieszanie, bo pociąg właśnie wjeżdżał na stację i wszyscy ludzie zaczęli zbierać się przy linii, aby jak najszybciej zająć swoje miejsce. A ona nie wierzyła, że zostało im tak mało czasu. Cała się trzęsła i naprawdę nie miała pewności czy to z przerażenia, że zaraz zniknie w jednym z wagonów czy z zimna. Miała na sobie jedynie wczorajszą koszulę, a poranek okazał się dużo chłodniejszy niż zakładała w swoim planie.
— Poczekaj! Ja… mam coś dla Ciebie! — zawołała, ciągnąc go jeszcze w swoją stronę. Wyciągnęła z torebki małe pudełeczko, a z niego skórzaną bransoletkę z metalowymi elementami głównie w postaci zapięcia. Od razu założyła mu ją na rękę i uśmiechnęła się pod nosem — dobrze leżała. Nie wspomniała jednak o pewnym szczególe. Na pierwszy rzut oka wyglądała zupełnie zwyczajnie, ale producent wykonał ją na specjalne zamówienie. Gdyby kiedyś odkrył, że metalową osłonę zapięcia można zdjąć, znalazłby pod nią drugą, ukrytą blaszkę z krótkim grawerem:
Kocham.
 Elsa < 3
— To… miał być prezent z okazji ukończenia liceum, ale poszliśmy do wesołego miasteczka, a potem… dużo się działo i no… Dante… kocham cię. — Złapała go za policzki i przyciągnęła do ich ostatniego, namiętnego pocałunku. A w głowie miała tylko jedno — tylko się nie porycz, tylko się nie porycz.


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miałby absolutnie nic przeciwko, gdyby ten ich ostatni wspólny wieczór mógł potrwać nieco dłużej. Niestety, czas najwyraźniej wcale nie chciał z nimi współpracować pod tym względem i ani myślał zatrzymywać się choćby na chwilę. Choć może takie wrażenie dałoby się mimo wszystko odnieść, kiedy już mógł poczuć na sobie jej przyjemny ciężar i kiedy obydwoje zaangażowali się w ten chaotyczny, przepełniony wieloma tak skrajnymi uczuciami pocałunek. A także całą resztę, która przyszła zaraz po nim. A może jeszcze w trakcie…? Nie miał pojęcia. I niespecjalnie go to interesowało – tak, jak nie interesowało go w tamtym czasie absolutnie nic poza nią. Wyjazd…? Jaki wyjazd? Ten zszedł stanowczo na dalszy plan, powracając dopiero po dłuższym czasie, gdy Elsa rzeczywiście postanowiła dopilnować pakowania, na które on sam jak dotąd nie znalazł dostatecznie wiele motywacji. I chyba powinien być jej za to wdzięczny… Dzięki temu przynajmniej nie miał kolejnego dnia wyjechać z Toronto z kilkoma przypadkowo upchniętymi w plecaku koszulkami, skarpetkami nie do pary i jeszcze jakimiś losowo chwyconymi rzeczami, które prawdopodobnie nie mogłyby przydać mu się zupełnie do niczego…
I tak, miał jechać do Montrealu. To jedno przynajmniej miał zaplanowane. Tyle tylko, że stojąc już przy okienku, w którym lada moment miał kupić właściwy bilet, jakoś tak mimowolnie spojrzał na tablicę odjazdów, zauważając na niej nieco ciekawszy kierunek… Bo przecież Vancouver było dalej. O wiele dalej i… to chyba wystarczyło, bo w jednej chwili nieco przeorganizować ten swój prowizoryczny plan. W końcu… Montreal mógł przecież odwiedzić trochę później. Na przykład wracając już do Toronto o zatrzymując się tam jeszcze na chwilę – choćby po to, by rzeczywiście kupić Elsie ten zamówiony przez nią magnes…
Nie zwrócił więc zbytniej uwagi na to, gdy po kilku kolejnych chwilach zauważyła, że kierowali się nie na ten peron, na który powinni. Po prostu odrobinę mocniej ścisnął jej dłoń, pociągając ją za sobą i dając jej do zrozumienia, że doskonale wiedział, co robił.
Tak, wiem – rzucił jeszcze, tonem tak absolutnie beztroskim, jakby ta spontaniczna zmiana planów rzeczywiście nie była niczym szczególnym. – Montreal będzie musiał chwilę poczekać. W końcu… będę miał trochę czasu, żeby pojechać też tam.
I chociaż mimo wszystko trudno byłoby tak zupełnie wyprzeć tę przyjemną ekscytację na widok pociągu, do którego lada moment miał wsiąść, jakoś… wciąż wcale nie spieszyło mu się do tego aż tak bardzo. Właściwie był jej nawet wdzięczny, że zatrzymała go jeszcze choćby na tę krótką chwilę. Dzięki temu miał przynajmniej całkiem konkretny powód, żeby zostać z nią nieco dłużej na peronie zamiast tak po prostu pożegnać się, wpakować do pociągu i… nie widzieć jej na żywo przez kolejny rok.
Z zaskoczeniem zerknął jednak na wciągnięte przez nią pudełko, w kolejnej chwili nie mogąc za to powstrzymać uśmiechu, jaki pojawił się na jego twarzy, gdy już zapięła mu na nadgarstku bransoletkę. Choć i ten uśmiech nie miał szans gościć u niego na dłużej, skoro już po chwili z zaangażowaniem oddawał zainicjowany przez nią pocałunek. Tak, jakby ten miał jej – albo im – wynagrodzić nadchodzący rok.
Też cię kocham, Els – odezwał się, kiedy już odsunęli się od siebie na tyle, by mógł zająć swoje usta właśnie mówieniem. – I dziękuję. Nie mam nic dla ciebie, ale… może powinnaś spodziewać się jakiejś paczki, jak znajdę coś, co mogłoby się nadać…
Zerknął w kierunku konduktora, który zdążył już donośnym gwizdnięciem oznajmić podróżnym, że to zdecydowanie była najlepsza pora, by wsiąść do pociągu, jeśli rzeczywiście zamierzali nim pojechać. Zanim jednak Dante miałby to zrobić, pospiesznie sięgnął do plecaka, wyciągając z niego jedną z tych starannie poskładanych przez nią bluz.
Żebyś nie zamarzła zanim dotrzesz do domu – stwierdził, całując ją pospiesznie w kolejnej chwili i z ostatnim rzuconym kocham cię, wbiegając wreszcie do pociągu niemal w ostatnim chwili przed jego odjazdem.
koniec
Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”