ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

007
Czas w dobrym towarzystwie zawsze upływał zdecydowanie zbyt szybko. Mimo późnej pory i przyjemnego szumu w głowie spowodowanego sporą ilością drinków, Ade świetnie bawiła się wśród znajomych, toteż niechętnie przystała na pożegnanie, gdy ostatnia para postanowiła zebrać się do wyjścia. Pogrążona w rozmowie, wyszła za nimi z baru, jeszcze chwilę rozmawiając z Mindy i Danielem pod drzwiami wejściowymi, stanowczo sprzeciwiając się temu, by mieli nadrabiać kilometry, żeby podwieźć ją do domu. Powtarzanie wszystkim, że było w porządku i niepotrzebnie się nią przejmowali, weszło jej w nawyk. Jej szeroki uśmiech i zapewnienia wypowiadane ze zdecydowaniem i lekkością w głosie skutecznie przekonały parę do kapitulacji i powrotu do domu. Tylko rudowłosa zdawała się wiedzieć, jak bardzo niekomfortowo czuł się człowiek, będąc jak piąte koło u wozu.
Dopiero, kiedy została sama, uderzył ją chłód wieczoru. Ruszyła chodnikiem przed siebie, postanawiając zrobić sobie spacer i przewietrzyć trochę obciążoną alkoholem i myślami głowę. Kolejny chłodny powiew wiatru sprawił, że opatuliła się mocniej skórzaną kurtką, która wydała jej się troszkę za luźna. Przez głowę przeszła jej myśl, czy naprawdę była aż tak pijana czy schudła w jeden wieczór jeszcze bardziej? Zaraz jednak zganiła się w duchu, bo przecież to był oversize.
W zamyśleniu włożyła ręce do kieszeni, dłonią napotykając na coś metalowego i w tym samym momencie usłyszała brzęk. Przystanęła zaskoczona, wyciągając zawartość kieszeni, otwierając szerzej oczy na trzymany w dłoni pęk kluczy, który z pewnością nie należał do niej. Mimowolnie przeszył ją nieprzyjemny prąd po kręgosłupie. Cholera, czy ona właśnie kogoś okradła? Przyjrzała się w pośpiechu kurtce i poszczególnym jej elementom, z coraz większą grozą zaczynając sobie zdawać sprawę z tego, że wcale nie przypominała tej, którą wzięła z domu. Chyba była bardziej… męska?
Kurwa - przekleństwo wymsknęło jej się pod nosem, kiedy stała przez chwilę w bezruchu, myśląc gorączkowo, co robić. Gdyby chodziło tylko o kurtkę to może nie rozważałaby powrotu na miejsce, ale znalezione w niej klucze tylko zwiększyły w niej wyrzuty sumienia. Ich posiadacz najpewniej nie dostanie się do swojego domu.
Słysząc za sobą śmiechy dochodzące sprzed lokalu, który chwilę temu opuściła, ostatecznie odwróciła się na pięcie, postanawiając wrócić, a w jej głowie zaczęły kłębić się myśli. Może jeszcze właściciel wierzchniej części garderoby siedział przy barze? Oby nie wkurwił się na nią za bardzo. I oby nie był jakimś podejrzanym gościem z gangu motocyklowego. W sumie nie wiedziała, co było gorsze. Pewnie połączenie obu opcji.
Z delikatnym opóźnieniem zarejestrowała mężczyznę, który zmaterializował się przed nią dosłownie znikąd. Pod wpływem impetu nieco się zachwiała na szpilkach i momentalnie poczuła, jak ogromna dłoń łapie za jej nadgarstek. Dopiero silny uścisk i spojrzenie trochę starszego od niej typa pozwoliło jej zrozumieć, że przestąpił jej drogę świadomie.
Gdzie idziesz, laleczko? - Chrapliwy głos i oddech przesączony alkoholem sprawiły, że skrzywiła się z obrzydzeniem.
Puść mnie, palancie - warknęła, próbując wyrwać rękę. Niestety, dłoń nieznajomego zacisnęła się na jej nadgarstku mocniej, przyciągając ją bliżej. Na twarzy typa pojawił się paskudny uśmiech.
Taka ładna dziewczyna, a taka niemiła. Bądź grzeczna, przecież dopiero się poznajemy - mruknął, zbliżając swoją cuchnącą alkoholem twarz, a przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Cofnęła się na tyle, na ile pozwolił jej uścisk.
Zostaw mnie, albo zacznę krzyczeć - ostrzegła, patrząc hardo mężczyźnie prosto w oczy, w których rozbłysło coś niepokojącego. To nie wróżyło niczego dobrego.

Nico Rosenhall
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

005.
Powrót w rodzinne strony był powiewem świeżości w jego życiu. Nawet jeśli dla niektórych mogło to oznaczać porażkę, to dla Nico była to szansa na nowy start. Nie traktował tego jako czegoś negatywnego, może dlatego, że niezbyt przejmował się opinią innych ludzi, skoro sam miał świadomość, że cel jego powrotu był ważniejszy niż jakiekolwiek pogłoski o nieudanej karierze czy znudzeniu się przygodą, o której tak bardzo marzył. Nowy rozdział jego życia dopiero się rozpoczynał, nie więził się w rodzinnym Oakville, bo zdążył już zaaklimatyzować się w Toronto, nieco poznając osiedlowe uliczki, wybierając swój ulubiony sklep osiedlowy i opracowując najwygodniejszą trasę na spacer ze swoim psem. Brakowało mu jedynie wisienki na torcie, jaką było zdecydowanie się na własne lokum, jednak póki co korzystał z dobrodziejstwa brata, pomieszkując w jego pensjonacie, po pracy pomagając mu w remoncie, a wieczorami korzystał z wielkomiejskiego życia, odświeżając stare znajomości, a także zawierając te nowe. Poniekąd żył właśnie dlatego — przeprowadzka na studia do Nowego Jorku nauczyła go jeszcze większej otwartości do ludzi. Nie miał z tym nigdy problemu, jednak było to coś zupełnie innego. Znalezienie się w zupełnie nowym otoczeniu, wśród zupełnie obcych ludzi, nigdy nie było łatwe. Mógł liczyć, że ktoś wykona krok w jego kierunku, wciągając do jakiejś paczki i będzie mieć z góry wszystko załatwione, jeśli chodziło o jakiekolwiek relacje, jednak wolał sam wyjść z inicjatywą, chcąc samodzielnie zawalczyć o swój los i wybrać ludzi, z którymi najlepiej będzie mu przebrnąć przez długie lata edukacji. Wtedy łaknął świeżości, potrzebował bodźców, aby odwrócić swoją uwagę od złamanego serca i drastycznie zakończonego związku, którego w tamtym momencie nie zaczął nawet przepracowywać.
Dziś było podobnie; potrzebował odwrócenia uwagi od natrętnych myśli związanych z pewną brunetką, która po raz kolejny pojawiła się w jego życiu. Potrzebował wytchnienia od analizowania ich spotkania, wspomnienia pięknych oczu i radosnych iskierek, których dopatrywał się jak za czasów ich młodości. Brzmiało to absurdalnie, bo przecież Nico nie był starym zgredem, jednak czasy jego związku z Lilian to było zdecydowane szczeniactwo. Wtedy wydawało mu się, że był panem swojego życia, a tak naprawdę gówno o nim wiedział. Teraz było (nieco) mądrzejszy, choć emocjonalnie znowu rozbity, bo bliskość z Davenport mąciła mu w głowie, mimo że uparcie wmawiał sobie, że przecież mogli się przyjaźnić.
Wyjście ze znajomymi z pracy skończyło się szybciej niż przypuszczał i zastanawiał się, czy nie powinien zostać w barze, zagadując do dwóch ładnych dziewczyn, które kątem oka dostrzegł przy stoliku pod ścianą. Szybko z tego zrezygnował, nie mając nastroju na pijackie podrywy i gdy zaczął zbierać się do domu, zauważył, że nigdzie nie mógł znaleźć swojej kurtki. Nie przywiązałby do tego ogromnej wagi, w końcu to była tylko rzecz materialna, jednak fakt, że znajdowały się w niej klucze do jego obecnego lokum, nieco ostudziło jego luzackie podejście do sytuacji. Rozejrzał się po osobach wychodzących z lokalu, czy nikt nie miał jej na sobie bądź nie trzymał cudzej ramoneski w ręce, w międzyczasie próbując sklecić w swojej głowie wymówkę, którą zaserwuje Leonidasowi, kiedy poinformuje go, że zgubił nie tylko klucz do swojego pokoju, ale i do drzwi wejściowych pensjonatu. Zaczął zastanawiać się, czy gdy najstarszy z rodzeństwa wywali go z chaty, to powinien szukać schronienia u pośredniego brata, Marka, bądź u rodziców. I z tymi rozmyślaniami wyszedł z lokalu, rozglądając się po nieznajomych, odkrywając smutną prawdę, że na nic zdały się jego poszukiwania kurtki. I był tego pewien do momentu, w którym nie stanął przy ścianie, grzebiąc coś w telefonie i wtedy usłyszał nerwową dyskusję między rudowłosą dziewczyną, a jakimś nachalnym byczkiem. Spojrzał w ich kierunku, zirytowany faktem, jak chłopak odzywał się do kobiety, po czym dostrzegł, że ofiara sytuacji dodatkowo miała na sobie jego kurtkę. Czy to nie było idealne określenie do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu? Ocali damę w opałach i jednocześnie nie będzie musiał dzisiaj spać na wycieraczce. Choć drugi powód zdecydowanie był dodatkiem; nawet gdyby nie miał w tym swojego osobistego interesu, to prawdopodobnie również zainterweniowałby w tę przepychankę słowną. Czy to raz dostało się w mordę? Rosenhall był dobrym człowiekiem i nie przeszedłby obojętnie obok ludzkiej krzywdy, a na pewno nie w momencie, gdzie brak jego reakcji przyczyniłby się do tego, że mógłby mieć na sumieniu pewną piękną rudowłosą istotę.
— Lepiej ty bądź grzeczny i ją kurwa zostaw w spokoju — odezwał się, podchodząc do tej dwójki i szarpiąc ramię mężczyzny, przez co wypuścił z dłoni nadgarstek dziewczyny. Nicolaosowi towarzyszyło dziś jedynie połowa jego szczęścia; pomimo że sam byczek albo nie miał wybitnego cela, albo nie był zbytnio trzeźwy, to odwracając się do niego z pięścią, nie uderzył w niego z całą siłą, ale jednak wystarczająco, aby nieco rozwalić mu wargę. — Misiaczku, po co ta agresja — zadrwił, stając przed rudowłosą, odgradzając ją osiłka. Mógłby mu oddać, ale czy potrzebował bójki przed barem?
— Wypierdalaj, szczeniaku, nie wtrącaj się w swoje sprawy — warknął w jego kierunku, zdecydowanie zdenerwowany tym, że ktokolwiek śmiał mu przeszkodzić w podbojach tej nocy. Już podnosił rękę, aby odepchnąć od swojej dzisiejszej zdobyczy, jednak Nico gestem zatrzymał ten ruch, ciesząc się, że lata chodzenia na siłownię i dźwigania ciężarów w końcu się przydały.
— Powtórzę, zostaw ją w spokoju — rzucił opanowany, twardym spojrzeniem patrząc w oczy mężczyzny. — Spróbuj jeszcze raz dotknąć moją kobietę, a skończy się bycie miłym — dodał, samemu chwytając ją za nadgarstek, żeby lekko pociągnąć dziewczynę za sobą. — Idziemy — odezwał się do niej, wymijając faceta i z tyłu głowy trzymając kciuki, aby się na niego nie rzucił. Nie żałowałby swojej decyzji, jednak wolał dziś mocniej nie oberwać. Póki co nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że delikatnie krwawił z wargi; trzymała go adrenalina i irytował się tą całą sytuacją oraz wyzwiskami wypowiadanymi z ust pijanego oblecha, które towarzyszyły im na odchodne. Zarzucił dziewczynie rękę na ramiona i schylił się do jej ucha, co z perspektywy osób trzecich mogło wyglądać, jakby całował ją w skroń.
— Zaufaj mi, nie rzucę się na ciebie za rogiem — odezwał się cicho, bo póki co to chciał odciągnąć ją z zasięgu wzroku nieznajomego, tym bardziej skoro nadal czuł na ich plecach czyjeś spojrzenie. — Wszystko w porządku? Zrobił ci krzywdę? — zadał jej dwa, kluczowe pytania. Bo może jednak powinien spuścić mu manto?

Adeline Covington
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy agresja, jaką słychać było w głosie rudowłosej, była odpowiednim narzędziem do walki z nachalnym typem? Najwyraźniej tylko wzbudzała w nim irytację, którą próbował ukryć za uśmiechem i kolejnymi groźbami. Szarpanie się z wyraźnie silniejszym mężczyzną również na niewiele się zdawało. Adeline jednak działała pod wpływem impulsu. Znalazłszy się w niebezpiecznym towarzystwie jakiegoś nieznajomego prycha, momentalnie zmroziło ją na tyle, że nie zastanawiała się nad tym, co robiła, po prostu chcąc znaleźć się jak najdalej od niego.
Rozsądek w jej głowie szeptał jej cicho, że nie powinna go prowokować, ale też alkohol w jej organizmie wzmagał w niej poczucie, że nie powinna przed kimś takim pokazywać swojej słabości. Zawsze była sama i radziła sobie ze wszystkim, nie lubiła robić z siebie ofiary, co tym bardziej motywowało ją do podjęcia działań typu krzyk albo walka w samoobronie… gdyby tylko typek nie wykręcał jej tak nieznośnie nadgarstka. Na szczęście, miała jeszcze na sobie cieniutkie szpilki, które z chęcią mogłaby wbić w stopę faceta. Tak więc patrzyła na niego hardo, nie chcąc pokazać czającego się w jej napiętych mięśniach strachu i obmyślając w głowie całkiem rozsądny plan, kiedy usłyszała czyjś męski głos.
Nagle wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko. Szturchnięcie mężczyzny w ramię przez jej wybawcę poskutkowało uwolnieniem ręki Adeline, przez co natychmiast sama odskoczyła o dwa kroki, zwiększając dystans między nią a oblechem. Ten zaraz odwinął się, żeby wcelować w twarz jej obrońcy, aż dziewczyna bezwiednie na moment wstrzymała powietrze, przystając sparaliżowana, a serce zadudniło jej w uszach jak oszalałe. Jeszcze tylko bójki mi brakowało, jęknęła w myślach przerażona, zwłaszcza, gdy usłyszała z ust ciemnowłosego chłopaka drwinę, która, jak już domyślała, mogła typa jedynie bardziej sprowokować. Rozsądnie byłoby pewnie cofnąć się jeszcze dalej, a najlepiej uciec z miejsca zdarzenia. Skutecznie zatrzymywał ją w miejscu fakt, że nie lubiła być źródłem problemów i nie chciała mieć swojego obrońcy na sumieniu. O ile nie wpadła z deszczu pod rynnę.
Kolejny złowróżbny błysk w oczach natręta sprawił, że instynktownie schowała się za plecami wybawcy, chcąc uniknąć jakiegokolwiek kontaktu z oprychem. Dopiero teraz zaczęła odczuwać pieczenie nadgarstka, które spotęgował strach w momencie, gdy facet znów podjął próbę przechwycenia jej, na szczęście - bezskutecznie. Zacisnęła nerwowo szczęki i potarła rękę, spoglądając ostrożnie na obu mężczyzn, pod wpływem bijącego od młodszego chłopaka opanowania utwierdzając się w przekonaniu, że może jednak wiedział, co robił?
Jednak na określenie moja kobieta drgnęła nieznacznie, tracąc pewność, czy rzeczywiście było to tylko formą obrony czy próbą przejęcia kontroli nad sytuacją. Nie zdążyła zareagować, kiedy chłopak złapał ją za nadgarstek. I może zaprotestowałaby przed tym, ale w tym chwycie wyczuła znaczącą różnicę - to nie był władczy odruch, było w tym coś delikatniejszego, co w połączeniu ze spojrzeniem, które podłapała na ułamek sekundy, sprawiło, że bez wahania ruszyła za nim, omijając jej stręczyciela szerokim łukiem. Na rzucane w ich kierunku wyzwiska skrzywiła się, mimowolnie przyspieszając, żeby dorównać brunetowi kroku.
W tej chwili myślała tylko o tym, żeby znaleźć się jak najdalej stamtąd. Dlatego, kiedy jej towarzysz objął ją ramieniem, uderzył ją zapach męskich perfum i bijące od niego ciepło, wywołując w niej nieoczekiwany dreszcz. Jakby tego było mało, chłopak pochylił się w jej stronę, a gorący oddech odbił się na jej policzku i szyi, przez co na ułamek sekundy, mimo chłodu wieczoru, zrobiło jej się gorąco. Zaufaj mi, nie rzucę się na ciebie za rogiem, jego niski tembr głosu dotarł do jej uszu, pozwalając jej wreszcie zaczerpnąć głębiej powietrza. Czy to rozsądne, żeby uciec od jednego mężczyzny po to, by poddać się kolejnemu? Bądź co bądź, brunet dobrze odgrywał swoją rolę. W odpowiedzi postanowiła przytaknąć głową i objęła go w pasie, a nawet nieco przyległa do niego ciałem, wszystko po to, by się do niego dostosować.
Nie, oprócz trochę obolałego nadgarstka nic mi nie jest - powiedziała w końcu trochę ciszej, niż się tego spodziewała, jednocześnie starając się przywrócić trzeźwość umysłu po napięciu wywołanym przez niemiłe zdarzenie, które jeszcze trzymało się gdzieś w jej drobnym ciele. Dopiero teraz zaczynały dochodzić do niej ewentualne konsekwencje tego zdarzenia, gdyby chłopak nie postanowił zareagować i aż wzdrygnęła się na samą myśl o tym. — Dziękuję za ratunek. I troskę - przyznała pospiesznie, unosząc nieznacznie kącik ust. — Wydawało mi się, że mam wszystko pod kontrolą - wyznała, ściągając nieco brwi, zupełnie nie przejmując się swoją otwartością. Zachowywałaby się znacznie ostrożniej, gdyby miała ku temu powody. Tymczasem nieznajomy swoją niemal rycerską postawą i autentyczną troską naprawdę wzbudzał w niej zaufanie, o które sam ją przed chwilą prosił.
Zerknęła na niego, mogąc teraz przyjrzeć mu się nieco uważniej, a jej wzrok niemal od razu padł na usta.
Za to Ty krwawisz - zauważyła, a jej brwi uległy jeszcze większemu ściągnięciu. — Pokaż mi się - mówiąc to, bez namysłu przystanęła i sięgnęła dłonią do jego twarzy, ujmując ją za policzek i zwracając ku sobie, żeby mogła ocenić uszkodzenia. Dla postronnych ten gest mógł być wyrazem czułości, o czym przekonała się, kiedy zrozumiała, jak nagle blisko siebie się znaleźli. A ona wpatrywała się w jego usta. Automatycznie podniosła swoje zielone tęczówki wyżej, na brązowe oczy. Ładne oczy.
Chyba obejdzie się bez szycia - stwierdziła lekkim tonem, ostatecznie odsuwając się po to, by otworzyć małą torebeczkę, którą miała przełożoną przez ramię, niewidoczną na pierwszy rzut oka pod trochę przydużą kurtką. — Ale przyda Ci się chusteczka - mruknęła, ostatecznie wręczając mu wspomniany przedmiot, starając się już nie naruszać jego przestrzeni. Delikatnie wyjrzała zza jego pleców, bezwiednie okrywając się cieplej kurtką. — Myślisz, że już sobie poszedł? - zapytała z nieznacznym niepokojem, zastanawiając się, czy rzeczywiście warto było wracać. Miała ku temu jeden powód, który właśnie otulał jej ramiona.

Nico Rosenhall
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Niecodziennie miał okazję ratować damy w opałach od nachalnych typków pod klubem, więc sam działał pod wpływem impulsu, reagując w danej chwili i na bieżąco szukając wyjścia z tej sytuacji. Najważniejszym krokiem było oddzielenie dziewczyny od natręta, co udało mu się wykonać dość sprawnie, a reszta… reszta była przypadkiem wymyślonym na poczekaniu. Osiłek mógłby go skopać, mógł wdać się z nim w bójkę, choć pocieszała go myśl, że z pewnością oszczędził sobie problemów, aby zaraz nie zostać zgarniętym przez ochronę baru. Ktoś musiał czuwać nad porządkiem, prawda? Choć gdyby pomyśleć o tej całej sytuacji, to stróż prawa z pewnością przysnął na monitoringu, przekonany, że nic pilnego dziś się nie wydarzy.
Buzująca w jego żyłach adrenalina nieco opadła i zdarzenia dzisiejszego wieczora zdawały się do niego w stu procentach docierać. Nadal nie miał świadomości, że dostał w wargę, z której nieznacznie sączyła się krew, ale przynajmniej wiedział, że udało mu się wyjść bez większego potrzasku. Spojrzał nieco w dół na dziewczynę, która obejmował nienachalnym gestem; nie chciał wzbudzać w niej strachu. bo tak mogłaby pomyśleć z perspektywy niedawnych zdarzeń. Musiał jednak mieć w sobie coś przekonującego, skoro rudowłosa objęła go po chwili w pasie, dostosowując się do szopki, którą postanowił odegrać i niby spokojnym, ale jednak zdecydowanym krokiem, odchodzili od miejsca potyczki.
— Pokaż — rzucił, wyciągając w jej kierunku drugą rękę, aby mogła wyciągnąć do niego bolący nadgarstek. Lekarzem nie był, żadnym innym specjalistą również, ale za dzieciaka nabijał sobie hurtowe ilości siniaków, że już z wyprzedzeniem był w stanie ocenić, czy nie obtukł sobie kolana zbyt mocno i czy znowu jego mama nie będzie narzekać na to, że cały posiniaczony chodzi do szkoły. — Nie ma problemu, cieszę się, że nic ci nie jest — odpowiedział, również posyłając jej delikatny uśmiech. — Liczę, że ktoś dostrzegł tę sytuację i zaraz się ona nie powtórzy — mruknął, bo w zasadzie typ nie został unicestwiony. Choć sprzeczka zdecydowanie nie mogła obyć się bez echa, może wreszcie ochrona zejdzie z drzemki na monitoringu i odpowiednio spacyfikuje typa. — Nie chcę cię martwić, ale średnio to wyglądało, jakbyś miała to pod kontrolą. — Uniósł lekko brew. Mocny uścisk na jej nadgarstku można było dostrzec od boku i nie trzeba było czuć go bezpośrednio na ręce, aby to potwierdzić. Chłop ważący o wiele więcej od niej, będący o dwie głowy wyższy, bez problemu przerzuciłby sobie ją przez ramię i tyle by ją wszyscy widzieli. — A nawet gdybyś miała pod kontrolą, to wolałbym dostać zjebę niż później zastanawiać się przez pół nocy, czy wszystko w porządku i czy nie zignorowałem czegoś złego — przyznał. Czy robił to też dla swojego spokoju psychicznego? Z pewnością. Rudowłosa mogła mieć po prostu tak toksyczną relację, ale tego akurat nie potrafił ocenić bez ingerencji. Jak widać, miał gdzieś dobrą intuicję; a może był wyczulony przez sprawy własnej siostry? No i nie chciał spać dzisiaj na wycieraczce. Tak, klucze, musi pamiętać.
— Hm? — mruknął, marszcząc brwi, gdy oznajmiła mu o krwawieniu. Automatycznie dotknął jednego i drugiego łuku brwiowego, ale nie kojarzył, aby dostał jakikolwiek cios. Zmusiła go do przystanięcia, ujmując jego twarz w dłonie, a Nico automatycznie skupił spojrzenie na jej zielonych tęczówkach, które uważnie lustrowały jego buzię. Nie robił żadnego oporu, dawał kręcić głową w każdą stronę jaką chciała, dalej przyglądając jej się bez skrupułów. Skupiony wzrok na jego ustach sprawił, że uśmiechnął się głupio, a zaraz zmrużył oczy. Chyba obejdzie się bez szycia. — A co chcemy szyć? — zapytał, zaraz odbierając od niej chusteczkę i dociskając ją do określonego miejsca; nie przytrzymał długo, bo zaraz odsunął materiał. Krew. Cudownie. — Idealnie na rodzinny obiad — westchnął. Nie żałował, ale już mógł przygotowywać sobie historię, którą poczęstuje rodzinę przy stole. Zwrócił uwagę, jak opatulała się kurtką; chociaż był pożytek z tego, że mu ją zabrała. Podążył za jej spojrzeniem w kierunku baru i lekko wzruszył ramionami. — Kto wie, może wszedł do środka, a może go wreszcie spacyfikowali — odpowiedział, ale nadal nie uważał, aby było to odpowiednio bezpieczne miejsce na gdybanie o jego przeciwniku. — Tak czy inaczej, z pewnością nie wyparował z okolicy. Odprowadzę cię. Mieszkasz gdzieś niedaleko? — zapytał, jakby znali się dłużej niż piętnaście minut i w ogóle nie pomyślał o tym, że dziewczyna mogłaby nie chcieć dzielić się z nim taką informacją. Nico miał serce na dłoni, pomagał innym i nawet nie pomyślałby, żeby ją skrzywdzić. Flirtować? Jak najbardziej, aczkolwiek nastrój średnio pasował, aby mógł zacząć ją podrywać, co było wielką stratą, bo dziewczyna była piękna.

Adeline Covington
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rudowłosa z kolei nie codziennie miała styczność z takimi natrętami, choć biorąc pod uwagę jej szczęście, zdarzało jej się nazbyt często znajdować w niebezpieczeństwie. Zupełnie, jakby nieświadomie wiecznie kusiła los. Mimo to wpadnięcie z jednych męskich ramion w drugie nie wzbudziło w niej jeszcze większego poczucia zagrożenia, niż jakie czuła przed chwilą, gdy na jej nadgarstku zaciskała się silna dłoń cuchnącego alkoholem agresywnego nieznajomego. Ciemnowłosy, którego po chwili objęła za ramię, wydawał się jej trochę bardziej godny zaufania. A przynajmniej miała nadzieję, że nie okaże się być wilkiem w owczej skórze.
Bez namysłu wyciągnęła w jego stronę rękę, żeby mógł ją obejrzeć. Dopiero teraz, w świetle lampy ulicznej dostrzegła czerwone ślady po zaciskających się na jej nadgarstku palcach napastnika i skrzywiła się nieznacznie. W połączeniu z piekącym bólem nie zapowiadało się to zbyt optymistycznie i już przeczuwała, że będzie musiała w najbliższym czasie zakładać coś z długim rękawem. Siniaki po tym zdarzeniu zdecydowanie nie wskazywały na jej siłę i kontrolę sytuacji, jakie powinna okazywać w pracy, a nie miała najmniejszej ochoty nikomu zdradzać szczegółów tego wieczoru.
Mogło być gorzej - skwitowała ostatecznie, bo nie takie rzeczy już przetrwała. Mogła zostać zaciągnięta do ciemnej uliczki czy gdziekolwiek, gdzie tamten oblech miał zamiar zmusić ją do posłuszeństwa. Dlatego tym bardziej czuła się winna podziękowania swojemu wybawcy. — Ja też. W ogóle myślę, że ten zwyrol powinien dostać nauczkę - przyznała z wyczuwalną w głosie pogardą. Przerażało ją, co mógł zrobić nie tylko jej, ale i następnej dziewczynie, która mogłaby nie mieć tyle szczęścia. Z drugiej strony Ade wolała w tym momencie nie narażać się na kolejne spotkanie z typem. Poza tym było jej już wystarczająco głupio, że w sprawę została wciągnięta kolejna osoba i wolała ugryźć się w język, niż wrócić i po raz kolejny kusić los. Owszem, bywała nierozsądna, ale jednak gdzieś tam jej instynkt samozachowawczy działał.
Hmmm… nie znasz przypadkiem kogoś, kto udzieliłby mi kilku lekcji samoobrony? - podniosła wyżej brew, spoglądając na niego ukradkiem. Jej uniesiony kącik ust wskazywał na żartobliwy ton wypowiedzi, ale kryło się za tym całkiem poważne postanowienie - powinna zdecydować się na takie lekcje, dla swojego własnego dobra, bo najwyraźniej nie zawsze dało się wygrać potyczkę słowami i hardym zachowaniem. — Aż tak byś się przejmował jakąś kompletnie obcą laską? - zapytała z wyraźnym zaciekawieniem, zastanawiając się w myślach, czy naprawdę trafił się jej rycerz w lśniącej zbroi? Było to miłą odmianą od facetów, z którymi ostatnio miewała styczność. Może i potrafili czarować, ale nigdy nie byli bezinteresowni. Zawsze mieli w tym cel, jeden, konkretny, po spełnieniu którego każde wracało do codzienności jakby nigdy nic.
A co chcemy szyć? Zarówno pod wpływem tego pytania, jak i poprzedzającego go głupiego uśmiechu, mimowolnie kąciki jej ust rozszerzyły się w rozbawieniu.
Wargę. Rycerska brawura jest jak najbardziej na miejscu - stwierdziła z pełnym przekonaniem, spoglądając na chusteczkę, którą brunet na chwilę docisnął do rany i następującą po tym reakcję. — Zwykle też nie popieram bójek, ale myślę, że powinni być dumni, że stanąłeś w czyjejś obronie - uznała spokojnie, wzruszając przy tym ramieniem. Może to nie był najlepszy sposób rozwiązywania konfliktów, ale właściwie na szczęście nie doszło do niczego więcej, a mężczyźnie udało się załagodzić sytuację. — A jeśli będziesz potrzebował jakiegoś poświadczenia to w razie czego jestem do usług - dodała po chwili już lżejszym tonem, w którym czaiły się żartobliwe nuty. — I tak jestem Twoją dłużniczką - uśmiechnęła się przelotnie, zanim powędrowała wzrokiem za niego, przypominając sobie, jaki miała cel w powrocie do baru. Dopiero jego odpowiedź sprawiła, że powróciła spojrzeniem ponownie na ciemnowłosego i ściągnęła nieznacznie brwi. Nie podobała jej się wersja napotkania tamtego typa ponownie, ale wyrzuty sumienia względem kurtki dawały o sobie znać. Na tej rozterce zatrzymała się myślami odrobinę dłużej, dlatego dopiero po chwili dotarła do niej propozycja odprowadzenia.
Nawet nie znam imienia swojego wybawcy - zauważyła z udawanym wyrzutem, choć drgnięcie kącików jej ust całkowicie zdradzało jej grę. Pomysł sam w sobie nie był zły, ale nic o nim nie wiedziała. — Poza tym nie mogę - mruknęła z wahaniem. - Powinnam tam wrócić, zanim oskarżą mnie o złodziejstwo - przyznała, wywracając przy tym oczami. Czy liczyła przy okazji na odzyskanie swojej ulubionej kurtki? Możliwe. — I choć w pomarańczowym uniformie byłoby mi do twarzy to wolałabym jednak nie trafić dziś za kratki - podparła się rękami o biodra i udała zasępienie tylko po to, by zaraz mimowolnie parsknąć śmiechem. Ostatnio zbyt często wyobrażała sobie siebie w tej sytuacji. — Ale może to - ruchem dłoni zatoczyła krąg, wskazując na wejście do baru - było ostrzeżeniem, że jednak nie warto ryzykować? - uniosła wyżej brew, patrząc na towarzysza wyczekująco, ciekawa jego zdania. Czy był w stanie wyciszyć jej wyrzuty sumienia?


Nico Rosenhall
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”