Skinęła nieznacznie głową, uśmiechając się delikatnie na jego odpowiedź. Jak na jej gust, był zdecydowanie zbyt skromny, bo to, czego dokonał, było naprawdę bardzo w porządku podejściem. Bieg jej myśli zmienił się w momencie, gdy przeszli na temat jej nieudanej formy samoobrony, z której Nico nadal sobie lekko żartował. Nie miała mu tego za złe, a właściwie nawet odpowiadał jej tym poczuciem humoru. Żartobliwa atmosfera była przyjemną odmianą dla wydarzeń sprzed paru chwil, dzięki którym napięcie z jej ramion opadło już całkowicie.
—
Zamroczył mnie odór tamtego gościa — ściągnęła brwi z udawaną powagą, która zaraz przerodziła się w czysty śmiech, gdyż była całkowicie świadoma tego, jak absurdalnie to brzmiało. Na szczęście posiadała do siebie całkiem spory dystans, choć nie spodziewała się okazać go wobec nieznajomego. Zapewne w innych okolicznościach, bez alkoholu krążącego w jej żyłach i przyjemnie kołyszącego jej głowę, w pracy, gdzie musiała dawać z siebie wszystko, byłoby zupełnie inaczej. Brunet jednak był wyjątkowo uroczy w tym, co robił. Dlatego szczerze zaśmiała się na jego uwagę o piaskownicy. Ale na jego propozycję odnośnie numeru telefonu w pierwszej chwili wywindowała brwi ku górze, na chwilę rozchylając wargi w zaskoczeniu. Przy tym spoglądała na niego z pewnym uznaniem, bo to był naprawdę bystry ruch. —
Ach, no tak, oczywiście — pokiwała głową z rozbawieniem jaśniejącym na jej twarzy, gdy zaraz mężczyzna wyjaśnił jego intencje. Nie do końca wierzyła w ich czystość, ale jego uśmiech był zadziwiająco przekonujący. —
Dobra, daj mi swój telefon — powiedziała po chwili wahania, wyciągając do niego rękę. —
W końcu desperacko potrzebuję tych lekcji, prawda? — dodała zaraz, przekrzywiając znacząco głowę na bok i unosząc kąciki ust z łobuzerskim uśmiechem. Podanie nieznajomemu swojego numeru telefonu nie było niczym złym, prawda? Takiemu przystojnemu, warto zauważyć.
Musiała przyznać, że wyjątkowo dobrze szła im gra między żartem a skrywanym pomiędzy słowami drugim dnem. I mimo faktu, że znali się dopiero od paru chwil, rudowłosa nie mogła oprzeć się wrażeniu, że, wbrew na oko jakiejś nieznacznej różnicy wieku, naprawdę znaleźli wspólny język. Na osobistą wizytę przytaknęła z typową dla niej pewnością siebie, finalnie uśmiechając się, gdy postanowił
odnotować to w kalendarzu. —
Ale mam nadzieję, że to nie jest tak, że wraz z upływem czasu dług rośnie? — ściągnęła brwi z udawanym zatroskaniem, kiedy przyszła jej do głowy ta
natrętna myśl. Wizja ponownego spotkania właściwie nie brzmiała źle. Miała wobec niego dług, który mógł odebrać, kiedykolwiek chciał. Pytanie tylko, co będzie chciał w zamian.
—
Clem, od Clementine — odpowiedziała, a na jej twarzy mimowolnie wstąpił rozbawiony uśmiech. —
I tak, lubię klementynki — dodała zaraz, nie potrafiąc powstrzymać się przed tą uwagą, licząc na to, że nie spostrzegnie się co do jej małego fortelu. —
Mnie również — skinęła na niego głową w przyjaznym geście, a jej oczy na moment się roziskrzyły. Zaraz jednak w kwestii tej nieszczęsnej kurtki zmarszczyła uroczo nos. —
Taką mam nadzieję — westchnęła nieznacznie. Pomimo żartów i dystansu do siebie oraz na tę sytuację, naprawdę nie chciała mieć na sumieniu jakiejś niewinnej osoby. Oby więc posiadacz kurtki był tak wyrozumiały jak Nico!
Wydarzenia, które miały miejsce chwilę później, w pierwszej chwili mocno skonsternowały Adeline, ale nagły zastrzyk adrenaliny nie pozwolił jej na kompromitację. Zaangażowała się w sytuację bez chwili wahania. Rozsądek i alkohol stanowczo u niej nie współgrały. Ale za to list tak ją zaintrygował, że
musiała do niego zajrzeć. I przekonać się, że stanowczo było warto. Po chwili już ze śmiechem i ekscytacją w oczach pozwoliła się pociągnąć mężczyźnie w kierunku, które wskazywała mapa, by zaraz znaleźć swój pierwszy cel.
Lokal nie wyglądał na duży, ale dwie alejki między urządzeniami dawały im spore miejsce do popisu. Duże szyby z widokiem na ulicę sprawiały wrażenie ekranu telewizji, ale dla Ade nie miało to żadnego znaczenia. —
Nie wiem, ale myślę, że warto się rozejrzeć — pokiwała głową z pełnym zaangażowaniem, po czym podparła się dłonią o jego ramię, żeby zerknąć mu przez ramię i sprawdzić jego traf. Na widok znajomej piosenki na jej ustach zawitał szeroki uśmiech. —
A więc to tak nastrajasz się na wyjście do baru? — zagadnęła zaczepnie i z pewnym uznaniem w głosie za to, że nie był to jakiś typowo męski, smutny rap. Piosenka zdecydowanie miała potencjał. Na jego pytanie wyciągnęła z torebki swój telefon i przystanęła w skupieniu, żeby znaleźć historię swoich piosenek. Gdy jej spojrzenie padło na
Where is my husband Raye, skrzywiła się nieco zakłopotana i odruchowo przyłożyła telefon do piersi, a drugą machnęła lekceważąco z nadzieją, że nie udało mu się zajrzeć w jej ekran. —
J Lo będzie idealna. Włączaj! — zarządziła entuzjastycznie, chowając telefon z powrotem do torebki i rozglądając się w poszukiwaniu włącznika do światła. —
Jest! — krzyknęła i poderwała się, żeby wyłączyć jarzeniówki. Gdy w pomieszczeniu pociemniało, a jedyne światła padały z ulicy, nagle zrobiło się klimatycznie.
W międzyczasie po pralni poniosły się pierwsze nuty
On the floor, w trakcie których rudowłosa ruszyła tanecznym krokiem po jednej z alejek między pralkami, z każdą chwilą coraz bardziej wczuwając się w energię piosenki i nucąc pod nosem doskonale znany tekst piosenkarki. Z każdym krokiem zbliżała się do Nico, dopasowując się do rytmu, by ostatecznie złapać go za rękę i dać porwać ich znakomitej zabawie. Taniec wyzwalał w niej tę wolność i swobodę, na którą rzadko kiedy mogła pozwolić sobie w życiu codziennym, więc poruszała swoim ciałem, bawiąc się tak, jakby jutra miało nie być.
Uśmiech nie schodził jej przy tym z ust i aż musiała stwierdzić w myślach, że w zasadzie nie liczyło się,
gdzie się bawiło, ale
z kim. I jak na warunki, które dawała pralnia, chwilowe skrępowanie na początku po chwili całkowicie się ulotniło. W pewnym momencie podczas obrotu nieco zawirował jej świat, więc gdy mężczyzna przyciągnął ją do siebie, wpadła na niego i zaśmiała się cicho sama z siebie, po czym wsparła się dłonią o jego klatkę piersiową. Teraz był bliżej, niż wcześniej, ale czując bijące od niego ciepło, zapach męskich perfum i widząc ten jego czarujący uśmiech, czuła się przy nim wyjątkowo bezpiecznie. Nie mogła przecież zapomnieć, że stanął w jej obronie, prawda?
—
Nie wiem, kto wymyślił tę grę, ale chyba zna się na rzeczy — przyznała, spoglądając na niego z iskrami w oczach, sama nie wiedząc, czy pomiędzy słowami powinien wyczytać coś więcej. Mimo wszystko, im dłużej tańczyła tak blisko niego, tym bardziej uderzała ją myśl, jaki był przystojny. —
Dziękuję za taniec — uśmiechnęła się figlarnie, gdy muzyka dobiegła końca. I gdy tak na niego patrzyła, kątem oka dostrzegła za nim biały prostokąt z lisem przyczepiony magnesem do jednej z pralek.
—
Patrz, jest następna wskazówka — wskazała brodą w tamtym kierunku, sugerując Nico, by ją otworzył. W środku znajdowało się kolejne zadanie.
Jedno z was wybiera kierunek.
Idźcie przed siebie dokładnie siedem minut.
Następnie znajdźcie grupę ludzi i włączcie się do rozmowy, przez dwie minuty udając ich znajomych.
Nico Rosenhall