Czy agresja, jaką słychać było w głosie rudowłosej, była odpowiednim narzędziem do walki z nachalnym typem? Najwyraźniej tylko wzbudzała w nim irytację, którą próbował ukryć za uśmiechem i kolejnymi groźbami. Szarpanie się z wyraźnie silniejszym mężczyzną również na niewiele się zdawało. Adeline jednak działała pod wpływem impulsu. Znalazłszy się w niebezpiecznym towarzystwie jakiegoś nieznajomego prycha, momentalnie zmroziło ją na tyle, że nie zastanawiała się nad tym, co robiła, po prostu chcąc znaleźć się jak najdalej od niego.
Rozsądek w jej głowie szeptał jej cicho, że nie powinna go prowokować, ale też alkohol w jej organizmie wzmagał w niej poczucie, że nie powinna przed kimś takim pokazywać swojej słabości. Zawsze była sama i radziła sobie ze wszystkim, nie lubiła robić z siebie ofiary, co tym bardziej motywowało ją do podjęcia działań typu krzyk albo walka w samoobronie… gdyby tylko typek nie wykręcał jej tak nieznośnie nadgarstka. Na szczęście, miała jeszcze na sobie cieniutkie szpilki, które z chęcią mogłaby wbić w stopę faceta. Tak więc patrzyła na niego hardo, nie chcąc pokazać czającego się w jej napiętych mięśniach strachu i obmyślając w głowie całkiem
rozsądny plan, kiedy usłyszała czyjś męski głos.
Nagle wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko. Szturchnięcie mężczyzny w ramię przez jej wybawcę poskutkowało uwolnieniem ręki Adeline, przez co natychmiast sama odskoczyła o dwa kroki, zwiększając dystans między nią a oblechem. Ten zaraz odwinął się, żeby wcelować w twarz jej obrońcy, aż dziewczyna bezwiednie na moment wstrzymała powietrze, przystając sparaliżowana, a serce zadudniło jej w uszach jak oszalałe.
Jeszcze tylko bójki mi brakowało, jęknęła w myślach przerażona, zwłaszcza, gdy usłyszała z ust ciemnowłosego chłopaka drwinę, która, jak już domyślała, mogła typa jedynie bardziej sprowokować. Rozsądnie byłoby pewnie cofnąć się jeszcze dalej, a najlepiej uciec z miejsca zdarzenia. Skutecznie zatrzymywał ją w miejscu fakt, że nie lubiła być źródłem problemów i nie chciała mieć swojego obrońcy na sumieniu. O ile nie wpadła z deszczu pod rynnę.
Kolejny złowróżbny błysk w oczach natręta sprawił, że instynktownie schowała się za plecami wybawcy, chcąc uniknąć jakiegokolwiek kontaktu z oprychem. Dopiero teraz zaczęła odczuwać pieczenie nadgarstka, które spotęgował strach w momencie, gdy facet znów podjął próbę przechwycenia jej, na szczęście - bezskutecznie. Zacisnęła nerwowo szczęki i potarła rękę, spoglądając ostrożnie na obu mężczyzn, pod wpływem bijącego od młodszego chłopaka opanowania utwierdzając się w przekonaniu, że może jednak wiedział, co robił?
Jednak na określenie
moja kobieta drgnęła nieznacznie, tracąc pewność, czy rzeczywiście było to tylko formą obrony czy próbą przejęcia kontroli nad sytuacją. Nie zdążyła zareagować, kiedy chłopak złapał ją za nadgarstek. I może zaprotestowałaby przed tym, ale w tym chwycie wyczuła znaczącą różnicę - to nie był władczy odruch, było w tym coś delikatniejszego, co w połączeniu ze spojrzeniem, które podłapała na ułamek sekundy, sprawiło, że bez wahania ruszyła za nim, omijając jej stręczyciela szerokim łukiem. Na rzucane w ich kierunku wyzwiska skrzywiła się, mimowolnie przyspieszając, żeby dorównać brunetowi kroku.
W tej chwili myślała tylko o tym, żeby znaleźć się jak najdalej stamtąd. Dlatego, kiedy jej towarzysz objął ją ramieniem, uderzył ją zapach męskich perfum i bijące od niego ciepło, wywołując w niej nieoczekiwany dreszcz. Jakby tego było mało, chłopak pochylił się w jej stronę, a gorący oddech odbił się na jej policzku i szyi, przez co na ułamek sekundy, mimo chłodu wieczoru, zrobiło jej się gorąco.
Zaufaj mi, nie rzucę się na ciebie za rogiem, jego niski tembr głosu dotarł do jej uszu, pozwalając jej wreszcie zaczerpnąć głębiej powietrza. Czy to rozsądne, żeby uciec od jednego mężczyzny po to, by poddać się kolejnemu? Bądź co bądź, brunet dobrze odgrywał swoją rolę. W odpowiedzi postanowiła przytaknąć głową i objęła go w pasie, a nawet nieco przyległa do niego ciałem, wszystko po to, by się do niego dostosować.
—
Nie, oprócz trochę obolałego nadgarstka nic mi nie jest - powiedziała w końcu trochę ciszej, niż się tego spodziewała, jednocześnie starając się przywrócić trzeźwość umysłu po napięciu wywołanym przez niemiłe zdarzenie, które jeszcze trzymało się gdzieś w jej drobnym ciele. Dopiero teraz zaczynały dochodzić do niej ewentualne konsekwencje tego zdarzenia, gdyby chłopak nie postanowił zareagować i aż wzdrygnęła się na samą myśl o tym. —
Dziękuję za ratunek. I troskę - przyznała pospiesznie, unosząc nieznacznie kącik ust. —
Wydawało mi się, że mam wszystko pod kontrolą - wyznała, ściągając nieco brwi, zupełnie nie przejmując się swoją otwartością. Zachowywałaby się znacznie ostrożniej, gdyby miała ku temu powody. Tymczasem nieznajomy swoją niemal rycerską postawą i autentyczną troską naprawdę wzbudzał w niej zaufanie, o które sam ją przed chwilą prosił.
Zerknęła na niego, mogąc teraz przyjrzeć mu się nieco uważniej, a jej wzrok niemal od razu padł na usta.
—
Za to Ty krwawisz - zauważyła, a jej brwi uległy jeszcze większemu ściągnięciu. —
Pokaż mi się - mówiąc to, bez namysłu przystanęła i sięgnęła dłonią do jego twarzy, ujmując ją za policzek i zwracając ku sobie, żeby mogła ocenić uszkodzenia. Dla postronnych ten gest mógł być wyrazem czułości, o czym przekonała się, kiedy zrozumiała, jak nagle blisko siebie się znaleźli. A ona wpatrywała się w jego usta. Automatycznie podniosła swoje zielone tęczówki wyżej, na brązowe oczy. Ładne oczy.
—
Chyba obejdzie się bez szycia - stwierdziła lekkim tonem, ostatecznie odsuwając się po to, by otworzyć małą torebeczkę, którą miała przełożoną przez ramię, niewidoczną na pierwszy rzut oka pod trochę przydużą kurtką. —
Ale przyda Ci się chusteczka - mruknęła, ostatecznie wręczając mu wspomniany przedmiot, starając się już nie naruszać jego przestrzeni. Delikatnie wyjrzała zza jego pleców, bezwiednie okrywając się cieplej kurtką. —
Myślisz, że już sobie poszedł? - zapytała z nieznacznym niepokojem, zastanawiając się, czy rzeczywiście warto było wracać. Miała ku temu jeden powód, który właśnie otulał jej ramiona.
Nico Rosenhall