Próbował ją zrozumieć, chciał. Zawsze przecież chciał ją zrozumieć, to wszystko, co siedziało jej w głowie, jej lęki, obawy, i tą wzbierającą w niej panikę, nigdy się od niej nie odwrócił, wyciągał do niej rękę, nawet jakby musieli razem przechodzić przez najgorsze
gówno. Ale razem.
Dlatego nie kontynuował już tematu Galena Wyatta, nie chciał się z nią znowu o to kłócić. Nie popierał tego, nie był zadowolony, skręcało go w środku na sama myśl. Ale się nie odezwał.
Tak jak przemilczał sprawę z tym
jebnięciem Almie na stół listami, chociaż może Pilar miała rację? Skoro on podchodził do Almy po dobroci, pomagając jej, a ona i tak nic nie zdradziła, to może trzeba było zagrać ostrzej? Postanowił się w tym temacie zdać na swoją narzeczoną, bo on jednak już na tyle zżył się z Emilio i Almą, że pewnie ciężko byłoby mu nagle na nią warknąć. Chociaż... Gdyby musiał to może by to zrobił. Ale dzisiaj miał akurat od tego Stewart, ona była dzisiaj złym gliną, a on chyba dobrym. Albo w ogóle wcale nie gliną, tylko tym gościem od klubu. To tym bardziej Pilar jako policjantka miała prawo żądać informacji.
Tak jak mogła sobie ponarzekać na mandat za brak fotelika, a Madox wtedy musiał, no po prostu musiał, podsunąć się na siedzeniu do przodu i wychylić do niej.
-
No przecież tobie nikt nie wlepi mandatu Pilar, masz tam za dobre kontakty - jeszcze złapał na moment jej piękne, czekoladowe spojrzenie, a zaraz opadł plecami na siedzenie i sam zapiął grzecznie pas.
Słuchał Emilio, a kiedy młody powiedział o tym robaku, to parsknął.
-
Ciesz się, że go nie zjadła... Tego robaka - on też złapał na moment spojrzenie Pilar w lusterku. Madox też długo nie lubił dziewczyn i uważał, że są głupie, ale on dlatego, że miały zupełnie inne zainteresowanie niż on, i właśnie żadna nie chciała z nim chodzić po drzewach -
sam niedługo zobaczysz Emilio, że fajnie jest, kiedy jednak dziewczyna chce z tobą chodzić po drzewach - dodał jeszcze, ale Emilio już go nie słuchał bo wyleciał z samochodu, żeby wspinać się na jakieś drzewo. I Madox w pierwszej chwili zawiesił na nim spojrzenie zastanawiając się, czy go ściągnąć. Może nawet by to zrobił, gdyby Pilar nie podłapała tematu srebrnej taśmy -
fajnie jest kiedy jednak dziewczyna... lubi takie same zabawy - odniósł się do tego co powiedział wcześniej młodemu, a Stewart puścił oczko. Mieli czasem odklejone pomysły, ale każde wchodziło w nie bez wahania, bez zastanowienia, jeszcze tylko nawzajem się nakręcali i prowokowali.
I może teraz też by się jeszcze trochę po prowokowali, gdyby nie trzeba było sprzątać psiej kupy. A zaraz już Emilio z Sombrą biegli w kierunku jeziora i chociaż Madox chciał przysiąść przy Pilar, to miał jakieś dziwne przeczucie, że z tym chłopakiem to jednak lepiej mieć oczy dookoła głowy. Więc kiedy rzucał psu patyk, to Noriega też stał sobie gdzieś obok nich, a potem nawet on miał go rzucić, tylko, że wyjebał go tak daleko, że i Emilio i doberman spojrzeli na niego dziwnie, a zaraz chłopiec się śmiał, a pies nawet miał po niego lecieć, ale Madox go zatrzymał. Zawołał do siebie.
Tak jak zaraz Emilio ich oboje, pytając czy
umieją robić kaczki, Noriega nie był tego taki pewny, niby umiał, ale często mu nie wychodziło, bo rzucił za mocno, bez wyczucia, ale już Pilar odpowiedziała za nich oboje, a on zaraz w to szedł, razem z nią.
-
I dostałem order, mam go przypiętego do czerwonej kurtki - tak, na tej czerwonej kurtce miał pięknego kleksa, którego nawet w pralni nie udało się sprać, zostawił mu go w podziękowaniu za uratowanie życia Panchito. Zajrzał w piękne, czekoladowe oczy Pilar, bo on mistrzem to był w rzucaniu preclem w kaczy łebek, no ale dobra, postanowił zaimprowizować. Uda się, albo nie.
-
Dobra, ale musi być odpowiedni kamień... I wiatr... Dużo rzeczy składa się na ten rzut - oczywiście nawijał Madox, kiedy już schylił się po jakiś kamyk. Znalazł nawet dobry, podrzucił go sobie w ręce, tylko tym pierwszym chciał za bardzo podkręcić i walnął go gdzieś do tyłu, nawet nie wpadł do wody. Ale to w sumie typowe dla niego. Drugi poszedł po wodzie zostawiając na niej ledwie dwa kręgi. A trzeci... Ten już ułożył odpowiednio i poszło sześć kółek. Nieźle. Nawet się tego nie spodziewał. Ale i tak Emilio był lepszy, a zaraz Madox zbijał z nim piątkę -
brawo mistrzu - chłopczyk się tak ucieszył, że zaraz nazbierał całą koszulkę kamieni i chciał je rzucać z pomostu, już nawet ruszył w tamtym kierunku, a Madox znowu miał to dziwne przeczucie -
czekaj! - krzyknął za nim, ale jeszcze się obejrzał do Pilar, idąc tyłem po pomoście, mądrze -
może nie powinienem mu kupować trzech gałek tych lodów? - stwierdził, bo chyba przesadzili, albo po prostu to chodziło o to, że Emilio ostatnio był przybity, a oni zafundowali mu naprawdę fajny dzień?
Zanim jednak zdążyli o tym dłużej pogadać, albo znowu się do siebie zbliżyć, to od strony pomostu wybrzmiał ten głośny plusk. I mógł to być pies, który lubił wodę i wcale się jej nie bał, ale kiedy Sombra zaczął ujadać, to Madox już wiedział, że coś jest na rzeczy. Jeszcze zdążył tylko złapać na ułamek sekundy spojrzenie Pilar, a zaraz wyrwał się biegiem w kierunku pomostu. Nawet się nie zastanowił tylko skoczył, dobrze, że kurwa nie na główkę, bo okazało się, że przy pomoście było jakieś bagno i szuwary i to w nie chlusnął Emilio, co prawda mógł się napić tego gnoju, ale Madoxowi to sięgało to gdzieś do pasa. Zaraz wyłowił chłopaczka i złapał go na ręce. Co prawda Emilio pluł, krztusił się i prawie płakał, bo się wystraszył, ale Noriega zaraz wytarł mu twarz swoją koszulkę.
-
Hej Emilio, wszystko dobrze, mam cię - odgarnął mu do tyłu upaćkane włosy, cali byli wybrudzeni w tym bagnie, aż czarni. Dzieciak trochę się uspokoił i zawiesił na szyi Madoxa wtulając w niego.
-
Myślałem, że się utopię... - zachlipał jeszcze dodatkowo smarkając nos w koszulkę Noriegi, który zadzierał głowę, żeby spojrzeć na Pilar. Musiał jej podać dzieciaka, bo z nim nie wejdzie na górę, a do brzegu czekała by go przeprawa przez błoto, bagno i chaszcze, i tak już się zapadał w tym syfie coraz bardziej.
-
Coś ty? Z nami? Przecież Pilar ma medal w pływaniu synchronicznym, a ja zostałem wyróżniony szarfą prezydenta miasta w pływaniu do boi - nawijał już Madox, a Emilio jeszcze raz chlipnął nosem, a zaraz spojrzał na niego marszcząc brwi.
-
Serio? - pytał jakoś podejrzliwie, a Madox skinął głową, śmiesznie, że dzieciom można było wcisnąć każdy kit.
-
Jak ją poprosisz, to ci pokaże jakieś figury, oni tam zakładają nogi za głowę i takie tam... - jeszcze podkoloryzował Madox, ale zaraz już stanął pod Stewart, żeby jednak wciągnęła na górę Emilio -
podsadzę cię, a ty się mocno trzymaj Pilar - Emilio jeszcze rzucił, że się boi, że znowu spadnie, wcześniej taki był odważny, a teraz wystraszony, no ale to dziecko, to też Madox rozumiał -
nie ma czego, jestem tu, i Pilar też jest - jeszcze skinął głową, a zaraz podsadził chłopczyka, a gdy tylko Stewart go wyciągnęła, to on zaraz przykleił się do niej na tym pomoście brudząc ją w śmierdzącym błocie. Pięknie wyglądali wszyscy.
Madox musiał sobie poradzić sam, ale jak udało mu się odpowiednio chwycić pomostu, to już się podciągnął, chociaż nie było to takie łatwe bo trzymało go to bajoro, ale przetoczył się na deski, tylko, że okazało się, że...
-
Kurwa mój but - rzucił patrząc na swoją brudną skarpetkę, bo w tym syfie został mu but, całkiem dobry adidas, bo mieli grać w piłkę. Usiadł sobie na deskach jeszcze nawet zastanawiając się czy nie wskoczyć tam jeszcze raz. Ale chyba nie było sensu dla buta taplać się w takiej brei.
Medalla de oro en natación sincronizada femenina ⋆˙⟡