Albo jak samochód, do którego kluczyki ktoś nieopatrznie oddał nastolatce...
Tak, Madox to umiał wszystko koncertowo wypierdolić. Rozjebać auto z wypożyczalni, albo taką noc... poranek? Który zapowiadał się całkiem miło, wywalić do góry nogami.
I to nawet nie zrobił tego jakoś specjalnie, bo sam temat Galena Wyatta nawinęła Pilar. A on później tylko wspomniał o Cherry. Ale przecież nigdy by się nie spodziewał, że Wyatt oskarży go o to, że go z nim zdradzała.
I tu może nawet nie chodziło o to, że Stewart mu nie ufała i go podejrzewała o zdradę, bo tego nie zakładał, jakby tak było to już by go pewnie szarpała, tak jak wtedy gdy opowiadał jej o Haddie, za koszulkę, której dzisiaj wcale na sobie nie miał. Bardziej chodziło mu o tego jebniętego Galena Wyatta, który cały czas mieszał.
I kiedy Pilar zapewniła go tym
w porządku, że mu wierzy, to nawet skinął głową. Bo to w jego wypadku było jakieś nawet niepodważalne, to nawet jego kumple już wiedzieli jakie Noriega ma podejście do zdrad, i nie złamał się nawet kiedy William go namawiał na seks z bliźniaczkami, ani w Vegas jak był kompletnie naćpany. A zresztą to przecież on był pierwszy do tego, żeby robić Riczowi wykład o tym jak chujowo postąpił, jak on by tak nigdy nie mógł, bo potem nie mógłby spojrzeć Pilar w oczy. Ericowi o tym opowiadał, no chyba wszystkim komu się dało.
Tylko Galen Wyatt nie wierzył najwidoczniej w jego wierność, co zresztą Madox oznajmił Stewart, że Galen znowu chce ich skłócić, a czemu? Bo kurwa się w niej kocha. I jakby wcześniej nie odjebał tej akcji z pobiciem Wyatta, to teraz już zrobiłby to na pewno. Ale trochę się bał, że tym razem by go już pozwał, może wsadził do paki, żeby sobie potem móc bezkarnie pocieszyć Pilar, bo jej byłym narzeczonym psychopacie?
Już się zebrał z miejsca, wciągał na siebie jeansy -
idę się przewietrzyć - rzucił po prostu, bo musiał to rozchodzić, może nawet się przebiec z psem po parku, bo rozpierdalało go od środka -
a o czym chcesz rozmawiać Pilar? Nie spałem z Cherry, i masz wolną rękę z Galenem? - tego przecież chciała? Czy nie?
Bo kiedy podciągał już na sobie spodnie, to doskoczyła do niego, a potem to nawet nie zdążył zareagować, jak go podcięła i wyjebała na ziemię. Walnął na podłogę z głuchym łoskotem i aż poczuł na plecach deski, aż wypuścił z płuc stłumiony jęk. A zaraz poczuł też na gardle jej palce.
-
Po... - zaczął i co jej chciał powiedzieć, że ją pojebało? Znowu? Ale kiedy tak na niego warknęła to się zamknął, chociaż się szarpnął, bardziej dla zasady, niż żeby ją z siebie zrzucić, a gdy zacisnęła palce mocniej i ciaśniej do niego przywarła to wywrócił oczami -
estas loca - mruknął, a ciemne spojrzenie wbił w jej ogniste oczy -
ja skończyłem - znowu się ruszył, tak, że na moment poderwał plecy z ziemi, ale zaraz z powrotem go do niej pchnęła, aż walnął potylicą w deski. Dmuchnął w jej twarz, tak, że te czarne kosmyki
kudły, które teraz opadały jej na policzki i łaskotały go po szyi, poderwały się do góry.
-
No i dobrze, że mi wierzysz, bo kurwa... - i co jej miał nawijać, że on się brzydzi zdrady? Tylko ona wtedy powiedziała to
w przeciwieństwie kurwa do ciebie, a Madox znowu strzelił oczami -
to nie jest to samo, bo mnie z Cherry nigdy nie łączyło nic szczególnego, tylko seks i to... średni - nie mieli jakiejś zajebistej chemii, wiecznie się wkurwiali, kłócili i potem godzili posuwając się na wszystkich marmurowych blatach w jej apartamencie, nic szczególnego, można by rzec, że nuda. Każda była Madoxa w porównaniu do niej, do Pilar, była drętwa...
A Stewart była...
pierdolnięta, agresywna, narwana, impulsywna, a przy tym dobra, troskliwa i współczująca, wyrozumiała... w chuj. Jedyna w swoim rodzaju.
-
Nigdy bym cię nie zdradził - potwierdził jej, chyba już dobitnie, dlatego znowu się szarpnął i tym razem może by ją już z siebie zrzucił? Żeby
iść się przewietrzyć, wyładować negatywne emocje, które zbierały się pod skórą, iskrzyły. Nawet otworzył już usta, żeby coś jeszcze powiedzieć. Tylko ona wtedy... zamknęła mu je pocałunkiem. Nie słodkim, nie uspokajającym, tylko
mocnym i agresywnym, takim, który to jebane
iskrzenie pod skórą, zamieniał w ogień. Od razu się do niej wyrwał, spinając mięśnie na brzuchu, żeby poderwać się z ziemi, sięgnął palcami do jej karku, wplatając je w czarne kosmyki, przytrzymując ją przy sobie. Do utraty tchu, do tego, żeby serca teraz zsynchronizowały się w
popierdolonym, szaleńczym rytmie. Musiała oprzeć mu rękę na policzku, palce ułożyć na ustach, bo inaczej by się od niej nie oderwał. Opadł znowu głową na deski, znowu przy tym uderzając się w łeb, ale może to dobrze, może akurat mu się tam coś poskłada?
Chociaż kiedy jej ciepły oddech lądował na jego wargach z kolejnymi słowami, to już klatka piersiowa unosiła mu się w szybkim oddechu -
i dobrze mu powiedziałaś, nie ma kurwa takiej opcji, że mógłbym cię kiedykolwiek zdradzić - mruknął i znowu się do niej poderwał, ale przytrzymała go przy ziemi, a czarne już spojrzenie zatrzymało się na jej oczach, kiedy kontynuowała. Już miał jej mówić, że może Wyatt siedział i zastanawiał się nad tym od tego seks telefonu, jak jeszcze mógł im dowalić, ale ugryzł się w język. Wysłuchał jej, na spokojnie...
I tyle było ze spokoju, bo zaraz złapał ją za tą rękę, którą wciąż trzymała na jego gardle i się szarpnął, wyrwał się, jakby też był jakiś
pojebany, bo był. Złapał ją przerzucając sobie przez ramię, ale i tak za chwilę już rzucił ją na łóżko. Dobrze, że na materac, a nie na deski. Zaraz, znowu, przed nią klękał i zaciskał palce na jej kostce.
-
Szczerze? - zapytał patrząc jej w oczy, a zaraz przyciągnął ją do siebie bliżej, opierał sobie jej nogę na ramieniu, przysuwając szorstki policzek do jej łydki -
wyjebane mam dlaczego Galen Wyatt zerwał z narzeczoną - zaczął i musnął wargami skórę, na jej nodze, już kolano, czyli tą barierę, której wcześniej nie mógł przekroczyć -
i z kim Cherry go zdradzała, pierdoli mnie to - szczypnął zębami skórę na jej udzie, a zaraz pochylając się nad nią przesunął po nim językiem. Poderwał jednak głowę do góry, żeby na nią spojrzeć -
wkurwia mnie tylko to, że on na ciebie leci - bardzo go to wkurwiało... Tylko teraz nie tak, że sobie z tego powodu poszedł, a szarpnął w dół jej piżamowe szorty -
wkurwia mnie, że chciałby, żebyś kopnęła mnie w dupę i może potem leczyła złamane serce w jego ramionach? - przechylił na bok głowę, a jego wytatuowane palce przesunęły się po jej udach, na których zostawił ślady, po krótkich paznokciach, oparł je na jej biodrach. Już powiedział jej to, co też mu przeszło przez myśl, że Galen chce im rozpierdolić związek, żeby mieć ją dla siebie, bo po co innego by jej to mówił? -
Tak mnie to wkurwia, że bym go zabił... - dodał, z czarnym spojrzeniem zawieszonym na jej twarzy, a zaraz przyciągnął ją do siebie zaciskając palce na jej biodrach, poprawił ją sobie, a kiedy się nad nią pochylił, to gorący oddech omiótł
to miejsce między jej nogami. Znowu podniósł na nią czarne spojrzenie, a jego palce przesunęły się po jej udzie.
-
Peach? Myślisz, że Peach nagadała mu takich głupot? - znowu połączył jakieś kropki. Tylko po co miałaby to robić? Żeby mu jeszcze dopierdolić? Albo... -
może leci na Wyatta? Albo nie lubi Cherry? - musnął wargami skórę na jej udzie -
albo fantazjuje na mój temat? - znowu to zrobił, wyżej i wyżej -
albo na mój i Cherry? Nawet gorąca z nas była para - spojrzał na nią z dołu, ale tym razem, kolejny mokry pocałunek złożył między jej rozgrzanymi udami. Bo chciał, żeby gorąco to akurat zrobiło się teraz Pilar.
Jamás te engañaría °❀.ೃ࿔*