ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Burrito i Churros


Kilka dni.
Minęło już kilka dni, odkąd pokłóciła się z Noe. To była porządna i głośna kłótnia, po której człowiek zastanawiał się, czy jeszcze będzie o czym rozmawiać. Do końca sama nie wiedziała, o co dokładnie im poszło, ale była zbyt uparta, żeby wykonać ruch ku zakończeniu tego sporu. Wmawiała sobie, że ich przyjaźń już nie istniała. Nie było sensu się oszukiwać, że byli w stanie wrócić do tego, co kiedyś ich łączyło. Nigdy nie wierzyła w związki. Była tym lekkoduchem, który bardziej ufa spontanicznym przygodom niż wielkim deklaracjom. Żyła chwilą i nie planowała niczego na siłę. Czemu więc sama wzmianka o innej dziewczynie wywoływała w niej ten nieprzyjemny ucisk w żołądku? Nie mogła przez to spać i tylko Bóg był świadkiem, jak wiele razy wahała się, czy nie odblokować na telefonie przyjaciela.
Nie zrobiła tego.
Zajmowała swój umysł i czas wszystkim innym, żeby tylko odwrócić swoją uwagę od tej porąbanej relacji, która łączyła ją z Noe. Dziś miała tylko jedno zadanie - wyprowadzić psy swoich kuzynów. Zdecydowanie wolała zabrać te małe urwisy do parku niż sprzątać ten syf, który narastał w ich mieszkaniu. I co najgorsze, to nawet nie był jej chaos. Madox i Riczi mieli ją za syfiarę, ale wbrew wszystkiemu w jej artystycznym nieładzie wszystko miało swoje miejsce. Po prostu tamci się nie znali.
Siedziała na ławce, otoczona psami, które spoglądały chciwym wzrokiem na rożka z lodem w jej dłoni. Burrito jak opętany wykonywał sztuczki, których go nauczyła, żeby dostać tylko kawałeczek słodkości, a ona z rozbawieniem oglądała ten spektakl. Sombra (doberman) spokojnie czekał na komendy, a Churros leżał na ziemi obserwując teren.
- Mówiłam ci już, że pieski nie mogą czekolady. Masz swoje smaczki. – zaśmiała się, gdy mały pyszczek psa wciskał jej się pomiędzy kolana. Poprawiła kosmyk czarnych krótkich włosów, który opadł jej na policzek i cicho westchnęła. Nie mogła się przyzwyczaić do tej zmiany. Niemal całe życie miała długie włosy i kombinowała z różnymi wariacjami odcieni rudego, a nawet czerwieni, więc ta zmiana była dość drastyczna. Nie raz patrząc w lustro potrzebowała chwili, żeby zatrybić, że wpatrywała się we własne odbicie.
- Dobra, ale to musimy iść po śmietankowe. Tych wam nie mogę dać. – zadecydowała, w końcu poddając się urokowi małych stworzeń. W normalnych okolicznościach nie ustąpiłaby, ale mieszkając z chłopakami, siłą rzeczy zaczynała traktować te łobuzy jak swoje własne psy i to boleśnie przypominało jej Simbę. Na samą myśl, że znowu mogła stracić… Nie była w stanie tego jednak powstrzymać, już zbyt mocno się przywiązała.
Pośrodku spaceru, kiedy jeden pies ciągnął w lewo, drugi w prawo, a trzeci uznał, że każda kałuża jest jego przeznaczeniem, nagle zobaczyła właśnie jego. Noe… Przez chwilę po prostu wpatrywała się w mężczyznę, niepewna tego co powinna zrobić teraz. W końcu zmusiła swoje kończyny do ruchu i przeszła obojętnie obok przyjaciela licząc, że nie pozna jej w tym nowym wydaniu. Przecież oddała mu żołnierzyka, tym samym dając do zrozumienia, że to był koniec. Musiała być konsekwentna.

Noe Villeneuve-Scott
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

8

Rady Elsy po ich ostatnim spotkaniu wywołały w nim poczucie rezygnacji, bo dotarło do niego, że przez ostatnie tygodnie błędnie rozumował zachowanie Gabrieli, przypisując jej zainteresowanie swoją osobą, którego ona nigdy nie miała, a przynajmniej w taki sposób jakby chciał. Zdał sobie sprawę, że utrzymywanie tej nadziei jedynie pogarszało jego samopoczucie. Jeszcze zanim wrócił do domu, planował usunąć jej numer, przestać się odzywać i unikać miejsc, gdzie mógłby ją spotkać, ale oczywiście, żadnej z tych czynności nie zrobił. Za bardzo cenił sobie ich przyjaźń, nawet jeśli zostały z niej tylko zgliszcza.
Spokój nie trwał jednak długo, bo Gabriela napisała do niego z pytaniem o zmianę fryzury, a on mimo wszystko, wciąż przecież traktował ją jak kogoś bliskiego, więc odpisał, sytuacja jednak wymknęła się spod kontroli i przerodziła w kłótnię, podczas której padło za dużo słów. Noe jej nie rozumiał. Nie rozumiał, o co była na niego obrażona i dlaczego zmieniła ton i nastawienie, gdy tylko wspomniał o niedawno poznanej dziewczynie. Nie miał nawet szans z nią tego wyjaśnić, bo po prostu zablokowała jego numer. Totalnie pojebane.
Kilka dni później szedł w stronę parku dla psów, w dłoni trzymał telefon i uśmiechał się do ekranu, kończąc pisać wiadomość do Charly o ich wieczornym wyjściu. Był rozluźniony i skupiony na nowym etapie swojego życia. Gdy podniósł wzrok, by sprawdzić, czy nie wchodzi na nikogo na chodniku, jego uśmiech zamarł. Naprzeciwko niego, zaledwie kilka kroków dalej, szła Gabriela z trzema psami. Zatrzymał się gwałtownie, a jego wzrok natychmiast powędrował ku jej głowie. Rude włosy, które znał od dzieciństwa, zniknęły. Zamiast nich miała czarną fryzurę do ramion – dokładnie taką, jaką jej zaproponował w trakcie tamtej ostatniej, kłótliwej rozmowy przez esemesy. Gabriela również go zauważyła, widział to, że na niego spojrzała, a potem po prostu przeszła obok jakby mijała każdego innego przechodnia, całkowicie go ignorując.
Noe przez chwilę stał nieruchomo, obserwując oddalającą się sylwetkę chyba byłej już przyjaciółki. Zamiast odejść, poczuł nagły przypływ irytacji, który przeważył nad wcześniejszymi decyzjami. Szybkim krokiem ruszył w jej stronę i wyciągnął rękę, lekko dotykając jej ramienia.
Widzieliśmy się przed chwilą – zaczął, próbując brzmieć spokojnie, choć w środku czuł ogromne napięcie. – Minęłaś mnie tak, jakbym był dla ciebie obcym człowiekiem. Dlaczego? Miałem nadzieję, że chociaż powiesz „cześć” – kontynuował, czując narastające upokorzenie. – Myślałem, że nasze relacje są na tyle normalne, żeby móc się przywitać na ulicy.

Gabriela R. Blais
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Churros niemal od razu rzucił się w stronę Noe i warcząc niczym stary silnik Diesel zaczął szarpać za nogawkę jego spodni. Ta nagła reakcja wywołała popłoch, a ona zatrzymała się gwałtownie starając się ogarnąć ten burdel. Nie było to łatwe, bo w jednej dłoni dalej miała rożek z gałką lodów, a w drugiej trzymała smycze, które ciasno oplatały jej nadgarstek.
- Do nogi! – zawołała stanowczym tonem i cicho westchnęła, gdy Churros w końcu uspokoił swój temperament. Niby to było malutkie stworzenie, ale poczuwało się co najmniej jakby było samą bombą nuklearną. Na całe szczęście Sombra nie zareagował, a grzecznie czekał na jej komendy, chociaż ostrzegawczo szczerzył kły, wydając cichy warkot. Świetnie.
- Mmm…Pobao cie… Ni..zahoci si…od tylu…- mamrotała niezrozumiale przez zaciśnięte usta na wafelku, który musiała włożyć tam, żeby mieć wolną rękę i nagrodzić swoje pociechy smaczkami za dobre sprawowanie. Jednak, gdy tylko wyjęła z buzi przeszkodę, to wbiła wściekle spojrzenie w Noe. – Pojebało cię? Nie zachodzi się ludzi od tyłu. A jakbym miałam agresywnego psa na szkoleniu?! No debil… - zamknęła oczy na krótką sekundę i wzburzona wycelowała palec w pierś chłopaka.
- Naprawdę? Chcesz rozmawiać o normalnych relacjach? – prychnęła cicho i przez moment przyglądała mu się w milczeniu. Dopiero teraz pozwoliła sobie spojrzeć mu prosto w twarz. Wyglądał dobrze. I właśnie ten mały szczegół dodatkowo ją irytował.
- Zablokowałam twój numer, Noe. Myślałam, że to dość czytelny sygnał. Oddałam ci twoje rzeczy i żołnierzyka. - ścisnęła mocniej smycz owiniętą wokół dłoni. Pokręciła głową, czując jak wraca cała złość, którą przez ostatnie dni próbowała zakopać pod pracą, alkoholem i bardzo złymi decyzjami. - Wiesz, co jest najśmieszniejsze? Że nawet teraz nie masz pojęcia, o co mi chodzi. - kącik jej ust drgnął w czymś pomiędzy rozbawieniem a frustracją. – Dałam ci spokój. I tak wszystko zmierzało w tym kierunku, więc po prostu przyspieszyłam sprawę. Oszczędzam nam kilku miesięcy udawania, że wszystko jest okej. Więc czego właściwie chcesz? Żebym się przywitała? Proszę bardzo. Cześć, Noe. - uniosła lekko dłoń w krótkim, pozbawionym ciepła geście. – Lepiej? – zapytała, obserwując jak pies zaczął się interesować najbliższym krzakiem. Nie chciała się kłócić. Oddałaby wiele, żeby Noe był dla niej obcym człowiekiem i mogła traktować go jak resztę ludności. To było chore, ale nawet teraz nie mogła go zlać i odejść, pomimo tego, że powinna tak zrobić. - Świetnie idzie ci zaczynanie nowych etapów życia, to uznałam, że nie będę ci przeszkadzać. – dodała już ciszej, ale irytacja w jej głosie była coraz bardziej odczuwalna. Bo ten diabeł, ta kość nie zgody między nimi tkwiła w tym jednym małym szczególe.

Noe Villeneuve-Scott
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poczuł szarpnięcie materiału na wysokości łydki i odruchowo cofnął nogę, niemal tracąc równowagę. Stał przez chwilę nieruchomo, patrząc jak Gabriela siłuje się ze smyczami i lodami, które zaczynały topnieć na słońcu. Spojrzał na psy, które wciąż plątały się wokół jej nóg i coś w jego głowie zaczęło nie pasować. Zmarszczył brwi, przyglądając się zwierzakom z wyraźnym zdziwieniem. Nigdy wcześniej ich nie widział – a te trzy, biegające wokół niej, wyglądały na dość wymagające w prowadzeniu.
Czekaj… – przerwał i spojrzał na tego białego, który wciąż warczał, a potem z powrotem na dziewczynę. – Skąd ty masz te psy? Przecież ty nigdy nie miałaś nawet jednego, a teraz nagle spacerujesz z trzema?
W jego głosie było słychać niedowierzanie. Cała ta sytuacja z jej nowym wyglądem, z tym, jak go traktowała, a teraz jeszcze te zwierzęta – to wszystko wydawało się Noemu zupełnie nie pasować do Gabrieli, którą znał. Przeniósł wzrok na jej nową fryzurę. Czarny kolor był ostry, zupełnie inny niż ten, do czego przywykł przez te wszystkie lata. Wyglądała w tym inaczej, jakby obcięła nie tylko włosy, ale też wszystko, co ich łączyło.
Gdybyś miała agresywnego psa, to pewnie trzymałabyś go na porządnej smyczy, a nie stała na środku chodnika jakby nigdy nic – rzucił szybko, nie do końca panując nad tonem głosu. Zacisnął szczękę, patrząc na nią z góry. Przeszkadzało mu to, jak bardzo była pewna swoich racji, ignorując fakt, że odcięła go od kontaktu bez słowa wyjaśnienia. - Chciałem tylko pogadać, ale widzę, że to nie ma sensu, bo ty nawet nie chcesz mnie wysłuchać. Zmieniłaś fryzurę na taką, o jakiej rozmawialiśmy, a teraz udajesz, że mnie nie znasz. O co ci właściwie chodzi? O to, że napisałem o tamtej dziewczynie? To dlatego mnie blokujesz?
Zacisnął dłonie w pięści w kieszeniach spodni, żeby przynajmniej trochę ukryć swoje zdenerwowanie. Słońce świeciło mu prosto w oczy, co sprawiało, że mrużył je, wpatrując się w jej nową fryzurę, która wciąż wydawała mu się kompletnie nie na miejscu.
Tak, chcę – odpowiedział krótko, starając się nie podnosić głosu, choć każde kolejne słowo kosztowało go sporo wysiłku. Przez chwilę chciał wyciągnąć rękę, żeby ją uspokoić, ale w ostatniej sekundzie się powstrzymał – wiedział, że teraz tylko by pogorszył sprawę. – Myślałaś, że to czytelny sygnał? – zapytał cicho, a w jego głosie, zamiast złości, pojawiła się rezygnacja. – Dla mnie to był sygnał, że kompletnie nie potrafisz rozmawiać o problemach, że wolisz uciec i odciąć się od wszystkiego, zamiast wyjaśnić jedną, głupią sytuację. Żołnierzyk... serio? Naprawdę myślisz, że takie gesty coś załatwiają?
Przez chwilę milczał, czując, jak złość w środku powoli zmienia się szok. Patrzył na nią, starając się doszukać w jej twarzy jakiejkolwiek wskazówki, która pozwoliłaby mu zrozumieć, co przeoczył. Jej uśmiech drażnił go najbardziej, bo sugerował, że on jest tym, który nie widzi czegoś oczywistego.
To mnie oświeć – odparł, starając się, by jego głos nie drżał. – Skoro wszystko jest tak oczywiste, to może w końcu mi powiesz, co takiego zrobiłem?
To krótkie, wymuszone „cześć” uderzyło go w twarz mocniej niż krzyk. Jej dłoń w powietrzu wyglądała tak obco, że przez sekundę miał ochotę po prostu odwrócić się na pięcie i odejść w drugą stronę, żeby nie słuchać tej szopki. Zacisnął zęby, czując, jak w środku wszystko się w nim gotuje – ta jej pewność, że wie lepiej, co jest dla nich dobre, że ma prawo decydować za oboje, kiedy skończyć „udawanie”.
Nie, wcale nie jest kurwa, lepiej – rzucił chłodno, patrząc na nią, a potem na psa, który właśnie obwąchiwał krzak, zupełnie nieświadomy napięcia między ludźmi. Milczał, próbując znaleźć w sobie odpowiednie słowa. - Nie o to chodziło w tym „cześć” i doskonale o tym wiesz. Chodziło o to, żebyś przestała zachowywać się, jakbyśmy nie istnieli, ale widzę, że ty już podjęłaś decyzję za nas oboje. Skoro tak bardzo chcesz, żebym był dla ciebie nikim, to nie będę cię zatrzymywał. - Odwrócił się, ale nie ruszył od razu. Czekał przez ułamek sekundy, sam nie wiedząc na co – może na to, że jednak go zatrzyma albo chociaż powie coś, co nie będzie tak jadowite.
Wzmianka o nowym etapie była jak cios poniżej pasa – wiedziała dokładnie, co go zaboli. Odwrócił się gwałtownie w jej stronę, a w jego oczach widać było już istne wkurwienie.
Czyli o to chodzi? O to, że próbuję żyć dalej, zamiast siedzieć i rozpamiętywać? Przecież sama tego kurwa chciałaś – odpowiedział poirytowany, teraz już naprawdę gubiąc się w tym wszystkim. – Nie przeszkadzać? – zaśmiał się krótko, ale nie było w tym ani grama wesołości. – Gabriela, ty po prostu nie znosisz, jak sytuacja wymyka ci się spod kontroli. Przeszkadza ci, że nie siedzę w domu i nie czekam na twój esemes, bo uznałaś, że masz prawo mnie ignorować.- Wciąż czuł napięcie, które nawet w trakcie kłótni nie pozwalało mu po prostu odejść i zapomnieć.
Powiesz mi w końcu co takiego zrobiłem, że zasługuję na traktowanie mnie jak powietrze? Tylko proszę, oszczędź mi tych tekstów o „nowym etapie”, bo oboje wiemy, że to tylko wymówka, żeby nie musieć patrzeć prawdzie w oczy.
Gabriela R. Blais
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Cierpki uśmiech zagościł na ustach, gdy kolejne słowa tworzyły pomiędzy nimi dystans. Przez chwilę milczała, ale w jej oczach czaił się dawny ból. Bo wystarczyło jedno imię, żeby poczuła znajome ukłucie pod żebrami. Simba. A Noe nie pamiętał Simby. Jej ukochanego pupila, którego zabierała wszędzie, gdzie tylko mogła. Rottweiler, który urzekł ją od pierwszej chwili, gdy została wezwana do schroniska, bo pies sprawiał problemy i miał pójść do uśpienia. Obserwowała jak każdy pieprzony miesiąc przynosił kolejny etap choroby, która zabierała jej Simbę. Płakała, gdy przytulała pieska, gdy ten odchodził. A Noe nie pamiętał… Nie rozgryzł tego, że jej wyjazd sześć lat temu nie był spowodowany rozwodem rodziców – to był pierwszy gwóźdź do tej trumny, ale to właśnie utrata Simby wstrząsnęła posadami jej życia. Po śmierci pupila nie potrafiła już patrzeć na psy tak samo. Każda kolejna wizyta w pracy przypominała jej o tym, co straciła. To uczucie na tyle przytłaczało, że zostawiła nawet tu chłopaka, którego kochała – Williama.
- A Simba? A moja praca? – głos jej się załamał, gdy po raz pierwszy od lat wymówiła to imię. Biały pies ponownie warknął cicho. Pociągnęła go bliżej siebie i dopiero wtedy spojrzała Noemu prosto w oczy. – To są psy moich kuzynów. Mówiłam ci, że mieszkam z nimi, więc jak mam chwilę, to wyprowadzam psiaki. – odparła spokojnie, próbując się odciąć od wszelkich myśli, które mogły ją w tej chwili przytłoczyć. Skupiała się na tej złości, którą czuła podczas wymiany wiadomości między nimi.
- Bo nie potrafię! Nie umiem tak jak ty nadać czemuś etykiety! – uczucia nie były jej mocną stroną. Nigdy nie umiała określić, nadać nazwy tym impulsom, które prowadziły ją do danej reakcji. Wiedziała, kogo nie znosi. Wiedziała, przy kim czuła się dobrze. Ale kiedy ktoś pytał ją, co właściwie czuje, zawsze brakowało jej słów. Gdy przychodziła kwestia deklaracji, zaangażowania to była zagubiona jak dziecko we mgle. A ich relacja już dawno przestała być łatwa. Teraz bardziej przypominała toksyczną mieszankę zazdrości i bliżej nieokreślonych uczuć. Nie byli już tylko przyjaciółmi, którzy razem bawili się na placu zabaw.
- Nie… Może… Kurwa sama nie wiem… - obserwowała, jak sam się miotał pomiędzy odejściem, a zostaniem. Cicho westchnęła i podrapała Sombrę za uchem, próbując poukładać własne myśli. – Zapytałam, czy potrzymasz mnie za rękę, gdy będę zmieniała fryzurę. Nawet ci nie podałam konkretnej daty, a ty już wywaliłeś mi całą litanię, że musisz skupić się na kimś innym. Czy tak właśnie zachowuje się przyjaciel? – zapytała w końcu cicho i odwróciła swój wzrok od niego, wbijając spojrzenie w psiaki. – Jak ty to sobie wyobrażasz? Może ona nie ma nasrane w głowie jak ja, ale jak ty to widzisz? Kiedyś zapyta cię kim jest ta pojebana koleżanka, która wysyła o północy wiadomości. Co wtedy odpowiesz? To moja przyjaciółka, z którą uprawiałem miłość, a ona się ze mną jebała? Kochałem ją i to uczucie wyparowało z dnia na dzień i to tylko przyjaźń? Pieprznięta ruda, która mnie wyciąga w środku nocy na przejażdżkę, ale to nic nie znaczy? Czy jednak skłamiesz? Będziesz udawał, że nie istnieję? I będziesz przy każdej okazji mi rzygał, że nie jesteś już na każde moje skinienie jakbym kiedykolwiek tego od ciebie wymagała? – Zrobiła krok w jego stronę i stanęła przed nim, blisko, nie przejmując się tym, że materiał smyczy plątał się wokół jej nóg. – Jeśli tak jest, to powiedz to. Prosto w moje oczy, że już nic nie czujesz. Powiedz, że mnie nie kochasz. - Spojrzała prosto w jego oczy spod gęstych rzęs i przybliżyła swoją twarz do tej należącej do niego. – Powiedz to, a nie będzie sprawy i wrócimy do tego co kiedyś. – wyszeptała niemal muskając wargami jego usta, gdy ich oddech zmieszał się w jeden.

Noe Villeneuve-Scott
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stał w bezruchu, choć w środku czuł, jakby wszystko w nim wirowało. Patrzył na Gabrielę, milcząc, wyglądała jak ktoś zupełnie obcy. Jej uśmiech, wcale nie radosny, drażnił go i jednocześnie sprawiał, że poczuł niepokój, którego nie potrafił nazwać. Wzrok miał utkwiony w jej twarzy, desperacko szukając punktu zaczepienia, czegoś, co sprawiłoby, że znowu poczułby się tak, jakby ją znał. Wpatrywał się w nią, a w jego oczach widać było narastające zrozumienie, które mieszało się z wyrzutami sumienia.
Simba... – powtórzył cicho, a imię psa zawisło w powietrzu jak gorzkie wspomnienie. – Pamiętam, że był chory. Wiedziałem o tym. – Przełknął ślinę, czując jak ciężko mu to przyznać. – Po prostu... zapomniałem, jak bardzo to cię wtedy zniszczyło. Wyleciało mi to z głowy przez to wszystko. - Wyciągnął rękę, jakby chciał ją dotknąć, ale w ostatniej chwili zawahał się i opuścił ją z powrotem. – Wiem, że to było dla ciebie piekło, a ja zachowałem się jak ostatni dupek. Przepraszam. Wiem, że mieszkasz z kuzynami... – zamilkł na chwilę, patrząc na psy, które znów szarpnęły smyczami.
Informacja o jej nieporadności w nazywaniu tego, co czuje zmieniła spojrzenie na konfrontację. Ujrzał bowiem w Gabrieli osobę, która sama gubi się w tym, co się wokół niej dzieje.
Sama nie wiesz? – zapytał cicho, a potem zamilkł, czując jak w głowie wszystko mu się miesza. Nie wiedział, co odpowiedzieć, bo z jednej strony chciał po prostu odejść i przestać to ciągnąć, a z drugiej – nie potrafił się ruszyć, póki nie usłyszy czegokolwiek konkretnego.
Kurwa, Gabriela, gdybym wiedział... – wypalił, patrząc na nią z determinacją, choć w jego głosie wciąż drżała niepewność. – Gdybym wiedział, że to dla ciebie aż tyle znaczy, a nie tylko bzdurna zmiana fryzury, to... – przerwał na chwilę, nie znajdując odpowiedniego słowa, które naprawiłoby to, co zepsuł. – Byłem idiotą. Naprawdę myślisz, że gdybym wtedy rozumiał, że potrzebujesz mojego wsparcia, to wolałbym pisać o tamtej dziewczynie?
Zrobił krok w jej stronę, nieświadomie wychodząc z cienia, w którym stał, wystawiając twarz na słońce.
Powiedz mi, co o mnie myślisz – rzucił ciszej, wbijając w nią wzrok, jakby bał się usłyszeć odpowiedź, ale jednocześnie musiał ją poznać. – Skoro już wyciągamy wszystkie brudy, to wywal wszystko. Zasługuję na to, żeby usłyszeć, jak bardzo mnie teraz nienawidzisz.
Noe słuchał każdego słowa, które sprawiały jakby dostawał fizyczne ciosy. Przez chwilę wpatrywał się w nią w milczeniu. Do tej pory wszystko było dla niego proste – czuł się odrzucony, zlekceważony, wkurwiony, ale teraz, gdy usłyszał te wszystkie pytania, poczuł, jak wszystko się wali.
Nie zamierzałem kłamać – odpowiedział powoli, wzdychajac głośno – ale też nie zamierzałem cię nazwać pojebaną koleżanką, bo to nigdy nie była prawda. Wszystko, co mówiłaś o tym, że nie jestem na każde twoje skinienie... to był tylko mój sposób na to, żeby poczuć, że odzyskuję jakąkolwiek kontrolę nad sytuacją, w której czułem, że tracę grunt pod nogami. Widzę, jak to wygląda z twojej strony, ale nie rozumiesz jednego, ja nie chciałem, żebyśmy doszli do tego punktu.
Noe poczuł, jakby cały świat wokół nich nagle przestał istnieć. Zapach jej perfum, bliskość, ten szept tuż przy ustach – to wszystko sprawiło, że w sekundzie zapomniał o gniewie, o psach, o tej cholernej dumie, która trzymała go w ryzach przez ostatnie dni. Stał nieruchomo, bojąc się, że jakikolwiek ruch zburzy ten moment. Patrzył w jej oczy, starając się znaleźć w nich odpowiedź na pytanie, które sama mu zadała, choć wiedział, że nie będzie w stanie wypowiedzieć tych słów na głos. Dłonie chłopaka, które do tej pory bezwiednie opadały wzdłuż ciała, lekko drgnęły, jakby chciały ją chwycić, ale w ostatniej chwili znów opadły, jakby bał się konsekwencji dotyku. Patrzył na jej wargi tak blisko swoich czując, jak złość, która jeszcze przed chwilą go rozpierała, zamienia się w bezradność. Nie potrafił wypowiedzieć tych słów, nie potrafił skłamać, patrząc jej prosto w oczy, ale też nie potrafił po prostu pozwolić jej odejść.
Nie potrafię tego powiedzieć – wykrztusił, a jego głos był łamiącym się szeptem. – Bo to byłoby największe kłamstwo, jakie kiedykolwiek wypowiedziałem. Kocham cię, Gabriela. Cały czas cię kocham. - Cofnął się o milimetr, by móc spojrzeć jej w oczy, choć jego wzrok był pełen bólu i zmęczenia. – Ale przecież sama mi powiedziałaś ostatnio, że ty tego nie czujesz i nigdy nie poczujesz – dodał, oddychając ciężko. – Próbuję kogoś poznać, próbuję zacząć czuć cokolwiek do kogoś innego, bo po prostu nie potrafię dłużej tak żyć, czekając na coś, co według ciebie nigdy nie nastąpi, ale to nie znaczy, że przestałaś być dla mnie ważna. Nigdy nie przestaniesz. Nieważne, co się stanie, nieważne, kogo spróbuję pokochać, ty zawsze będziesz mieć to miejsce, którego nikt inny nigdy nie wypełni. Nawet jeśli teraz to dla ciebie tylko słowa, dla mnie to cała cholerna prawda, z którą muszę się budzić każdego dnia.

Gabriela R. Blais
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Simba…
To jedno imię wywoływało zbyt wiele bolesnych wspomnień. Mimo zamkniętych oczu, czuła pod powiekami łzy, które chciały wypłynąć udowadniając, że nawet ktoś taki jak Gabriela potrafił darzyć kogoś miłością bezwarunkową. Zapomniał... Ten właśnie szczegół powodował ból w klatce piersiowej. Bo upływ czasu spowodował, że mało kto pamiętał jej ukochanego psiaka. Tylko ona wciąż rozpamiętywała tamte dni, gdy traciła swojego wiernego kompana. Nie mogła mieć mu tego za złe, ale jednocześnie jego przeprosiny były puste. Ile razy mieli krążyć przez ten sam schemat?
- To co? - wypaliła nagle i przełknęła ślinę. - Nienawidzę? Ja pierdolę Noe ty jesteś takim kretynem. Czasami mam ochotę cię udusić. Jakbym cię nienawidziła, to nie stałabym teraz tu jak kołek i nie kontynuowała tego melodramatu! Tobie trzeba wszystko wysłać na piśmie? Może w końcu byś się domyślił, że robię to wszystko, bo mi kurwa zależy na tobie! - miała już tego dość. Tego, że za każdym razem kończyli w takim miejscu i wracali do tego, co było wcześniej. Tym razem nie mogli tego tak zostawić. Oboje o tym wiedzieli. To musiało się skończyć. I to jedno wyznanie z jego ust udowadniało to jak bardzo daleko to zaszło. A z tego miejsca były już tylko dwie drogi. Nie mogła mu dać, czego tak bardzo pragnął. Mimo uczucia, którym go najwidoczniej darzyła. Związek nie wchodził w zasady tej gry, więc...
- Właśnie dlatego musimy to zakończyć. Próbowaliśmy Noe, ale nasza przyjaźń już nie istnieje. Nie będzie już nas. Jestem ja i ty. Osobno. Próbujesz być z kimś innym, więc nie będę ci w tym przeszkadzać. Dobrze wiesz, że tak musimy postąpić. I kurwa też mi z tym ciężko, okej? - przyznała cicho, odsuwając się od niego jak najdalej. Wiatr szarpał jej włosami, które opadały w luźnych kosmykach na jej twarz. Słońce przyjemnie ogrzewało skórę. Taka pogoda nie pasowała do ciężaru wypowiadanych przez nich słów.
- Wiesz czemu tak bardzo nie podobała mi się Francja? Prócz kiepskich artystów spotkałam też tam jakąś wróżbitkę. Powiedziała mi, że wrócę i utknę na rozstajach. Powiedziała również to, że muszę wypuścić z rąk i pozwolić odejść komuś, kogo kocham. Że tak właśnie odnajdę to coś czego potrzebuje. Myślałam, że to kurewsko głupie, ale... Właśnie to robię, więc idź. Żyj tam swoim życiem i... Uciekłam na sześć pieprzonych lat, bo tego potrzebowałam. Ty też tego potrzebujesz. Ja wróciłam. Zobaczymy czy ty też wrócisz... - głos lekko jej zadrżał na samym końcu tej wypowiedzi. Z tej drogi nie było już powrotu. Chciał prawdy, więc ją dostał w formie pożegnania. To była szansa na nowy początek.
- Noe... - wypowiedziała jego imię, gdy zrobiła kilka kroków do przodu. Oddalała się od niego, a on nie mógł już jej zatrzymać. Dziś ta wspólna historia żołnierzyka i dinozaura miała znaleźć swój koniec. - Jestem w ciąży. Uznałam, że powinieneś wiedzieć. I wyprzedzając twoje pytanie... Nie wiem. - nie znała ojca dziecka, które nosiła w sobie. Miała kilka osób na swojej liście, ale żadnemu z nich nie mogła potwierdzić ojcostwa.
Uśmiechnęła się delikatnie w jego stronę, a jedna łza popłynęła po policzku.
Do bani. To kurwa było po prostu do bani. Ale tak musiało już być.

Noe Villeneuve-Scott
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wpatrywał się w Gabrielę i w końcu do niego dotarło, że tu nie chodziło o to, że nie pamiętał szczegółów choroby, czy tego, jak się skończyło, tylko o to, że kompletnie wymazał z pamięci fakt, że ten pies w ogóle istniał w jej życiu. Poczuł wyrzuty sumienia, że zapomniał tym fakcie. Spojrzał na jej zamknięte oczy i zrozumiał, jak wielką krzywdę wyrządził tą luką w pamięci. Wbił wzrok w chodnik, jakby szukał tam wyjaśnienia. Słowo „zależy” zawisło między nimi w powietrzu, sprawiając, że poczuł nagły przypływ irytacji wymieszanej z ulgą.
- Kurwa, czyli to tak teraz wygląda? - wycedził, podnosząc na nią wzrok. – Mam cię przepraszać za to, że jestem kretynem, czy za to, że w ogóle próbuję z tobą rozmawiać? Bo już sam nie wiem, co jest gorsze. - Zignorował, to, że psy znowu zaczęły szarpać za smycze i okręcać się wokół jego nóg. - Skoro ci tak zależy, to dlaczego wciąż zachowujesz się, jakbyśmy byli obcymi ludźmi, którzy spotkali się przez przypadek na ulicy? – zapytał, a jego głos brzmiał szorstko. – Powiedziałaś, że nie możesz mi dać tego, czego chcę. Dobra. Więc czego ty oczekujesz od tego wszystkiego? Powiedz wprost: kończymy to raz na zawsze, czy mam przestać zachowywać się, jakbyśmy byli w pieprzonej grze?
Noe słuchał jej i czuł, jakby z każdym kolejnym słowem grunt pod jego nogami stawał się coraz bardziej niepewny. Kiedy się odsunęła, poczuł nagły chłód, mimo że słońce nadal świeciło im w twarze. Zacisnął szczękę i wpatrywał się w punkt gdzieś ponad jej ramieniem, nie mogąc znieść tego dystansu, który między nimi powstała.
Osobno. Jasne. Brzmi prosto, co nie? – powiedział, choć jego głos był nienaturalnie niski. Podszedł do najbliższej latarni i oparł się o nią plecami, krzyżując ręce na piersi. Czuł, jak wewnątrz wszystko się w nim buntuje przeciwko temu, co powiedziała, ale wiedział, że nie ma już żadnych argumentów. – Dobra. Skoro tak uważasz – rzucił w końcu, nie patrząc na nią. – Jeśli to jest jedyne wyjście, żeby w końcu przestać się męczyć, to nie będę cię zatrzymywał. Również nie będę ci przeszkadzał.
Każde jej słowo o Francji i wróżbitce wydawało mu się nierealne, ale w tej chwili, kiedy patrzył na drżące usta Gabrieli, nie miał ochoty z tego drwić.
Wróżbitka? – zapytał głupio, bardziej do siebie niż do niej, kręcąc lekko głową. – No jasne. Wszystko musi być skomplikowane, co? - Podszedł o krok bliżej, ale zaraz się zatrzymał. Czuł, że przestrzeń między nimi to teraz jedyne, co ich ratuje. Spojrzał na jej twarz, szukając w niej potwierdzenia, czy ona naprawdę chce, żeby on odszedł, czy to tylko kolejna próba ucieczki. – Chcesz, żebym poszedł? Dobra, pójdę – powiedział cicho. – Skoro uważasz, że to jedyny sposób, żebyś odnalazła to, czego potrzebujesz, to nie mam wyboru. Żyj dobrze, Gabriela – rzucił krótko, odwracając się na pięcie. Zrobił kilka kroków w stronę przeciwną do niej, ale po chwili się zatrzymał, nie odwracając się jednak. – I nie czekaj na mój powrót, bo po tym wszystkim... sam już nie wiem, czy w ogóle będę chciał wrócić.
Nie zaczekał na odpowiedź. Ruszył przed siebie, a z każdym krokiem był coraz bardziej zły na siebie, że dał się wciągnąć w tę rozmowę. Nagle usłyszał zdanie, które sprawiło, że znieruchomiał. Przez kilka sekund w jego głowie panowała cisza, zanim sens słów do niego dotarł. Obrócił się powoli, wpatrując się w jej sylwetkę. Wypuścił powietrze z płuc, kręcąc głową z niedowierzaniem. Czuł, jak żołądek wywraca mu się na drugą stronę.
Żartujesz sobie? – zapytał, a jego głos był tak cichy, że niemal zagłuszył go przejeżdżający nieopodal samochód. – Zaskocz mnie – rzucił chłodno, uśmiechając się,, choć w tym uśmiechu nie było ciepła. – Ilu ich było? Muszę wiedzieć, na czym stoję, skoro już bawimy się w szczerość. Może zróbmy listę, co? Żebym wiedział komu mam gratulować, skoro ty sama nie potrafisz wskazać palcem, kto zafundował ci brzuch. - Popatrzył na nią, a potem zaśmiał się krótko, jednak bez cienia radości. – Myślisz, że wzruszę ramionami i powiem „okej, zdarza się”? Gratuluję, Gabriela. Naprawdę wiesz, jak domknąć ten rozdział w najbardziej żałosny sposób z możliwych.
Widząc jednak jak po policzku płynie jej łza, poczuł, jak cała złość wyparowuje, zostawiając po sobie pustkę. Nie potrafił patrzeć na to, jak ona się uśmiecha w taki sposób, jakby żegnała się ze światem. - Nie wiem, co ty chcesz osiągnąć tym uśmiechem – powiedział, patrząc na jej twarz, a potem na mokry ślad na jej policzku. - Da się to jakoś sprawdzić? No wiesz, kto... - nie skończył zdania. Nie potrafił wyobrazić sobie siebie w roli ojca. Zresztą nie doszło do finału, więc raczej to nie on był tym, który ją zapłodnił, ale kto wie? Na pewno nie zamierzał uciekać od odpowiedzialności, jeśli faktycznie wyjdzie, że to jego sprawka. Musi jednak wiedzieć na sto procent.
Gabriela R. Blais
ODPOWIEDZ

Wróć do „Coronation Dog Park”