24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wypiła kolejkę, gdy Jason wspomniał o ziemniaczkach z ogniska. Pomysł, który padł z ust Jasona, wydawał jej się spoko, bo przecież dzięki tej grze łatwiej było poznać swoich towarzyszy. W szkole średniej często grała w to ze znajomymi. Zapewne nie tylko ona. Chyba nie było osoby, która choć raz nie byłaby świadkiem, albo uczestnikiem tej zabawy. Z typowo młodzieżowych gier, pamiętała również siedem minut w niebie i nigdy nie chciała być tą zamykaną w szafie z drugą wylosowaną osobą. Dobrze, że nikt z zebranych nie wpadł na pomysł, żeby zagrać w siedem minut w lesie. Już samo zerknięcie w kierunku gęstego zadrzewienia wprawiało ją w poczucie dyskomfortu. Przy ognisku było przyjemnie i widno, ale dalej… Wolała się nie rozglądać. Naoglądała się tak wielu horrorów, że lasy kojarzył jej się z duchami i nawiedzeniami. Była też cholernie wścibska, co wyszło na powierzchnię, gdy przechodzący brzegiem jeziora staruszek, któremu najwidoczniej brakowało towarzystwa, zagadał do nich, szczerze zaskoczony tym, że domek był wynajmowany. Z początku nawet zerknęła w tamtym kierunku, jakby upewniała się, czy mówili o tym samym. A później, gdy wspomniał o tym, co się tutaj wydarzyło... musiała pociągnąć temat, bo później nie mogłaby spać. Ciekawość by jej na to nie pozwoliła. Wsłuchiwała się w słowa mężczyzny, czując przechodzący po rękach i plecach prąd — poczuła gęsią skórkę, ale słuchała, jak zahipnotyzowana. Pasjonowały ją sprawy kryminalne i wątki true crime. Nawet te zahaczające o zjawiska paranormalne, a właśnie TYM zaleciała jej opowieść mężczyzny. Jego opowieść skomentowała głośnym „wow…”, a później, zanim poszedł, zadała jeszcze kilka pytań: a były podejrzenia, kto to zrobił? Czy ten człowiek tak po prostu mieszkał na strychu? Jak się tam dostał? Pytań było dużo, ale nie chciała zawracać staruszkowi głowy. Zwłaszcza że robiło się coraz później i chłodniej, a starszy pan musiał wrócić do domu. Ta opowieść zrobiła na niej wrażenie.
— Ale czaicie… Idziecie sobie spać i jakiś psychol łazi wam nad głowami i planuje morderstwo… W ogóle ciekawe, czy to prawda, czy tylko miejska legenda — zastanowiła się, zaciskając palce na bluzie siedzącego obok Erica. Materiał jego bluzy był najbliżej, bo to obok niego siedziała.

Zaśmiała się słysząc słowa Alexa — i oczywiście się napiła. Ona również nie spodziewała się tego, że przyjdzie taki moment. Trochę ją to niepokoiło, z drugiej strony, skoro sytuacja miała miejsce trzydzieści lat temu… A przed nimi było tutaj zapewne kilka takich ekip, to nie musiała niczego się obawiać. Historię starszego pana potraktowała jak opowieść o duchach, taki straszak dla turystów, żeby urozmaicić im czas. Nie wypiła przy turze Eriki. Kiwnęła głową, gdy Erika zgarnęła Gabbie i Maddie po przekąski. Sama nie zwróciła uwagi na to, że powoli wszystkiego ubywało.
Zaniepokoiły ją natomiast słowa Gabrieli. Zapewne, gdyby była sama z Erikiem, zadałaby mu proste pytanie: czy twoi znajomi to jacyś kryminaliści? Powstrzymała się przed tym, skupiając uwagę na rudowłosej. — Czuję, że chętnie posłucham tej historii, jak już wrócicie — uznała, zerkając na nią znad puszki, którą trzymała przy ustach. Musiała przyznać, że towarzystwo, w którym obracał się Eric, a to, w którym obracała się Shereen, to były dwa zupełnie różne światy. Tutaj, przy ognisku, zebrał się prawdziwy gabinet osobliwości. Ot, paczka znajomych, którzy pochodzili z różnych środowisk. Mniej oceniania, więcej szczerych relacji — znajomości Winfield opierały się głównie na ocenianiu i jak najlepszej prezentacji, było w nich znacznie mniej szczerości. Wychowała się w środowisku, w którym po prostu musiała wyglądać i podobną funkcję mieli ci, z którymi rozmawiała. Tutaj mogła pozwolić sobie na nieco więcej luzu.

Przy pytaniu Erica musiała się przez chwilę zastanowić — nie przypominała sobie, żeby wrzucała do ognia cokolwiek, byle tylko popatrzeć, jak się pali. Popatrzyła jednak na Stonesa, gdy wyciągnął chusteczkę i wrzucił ją do ognia. Nie zamierzała go pilnować, ani ograniczać, ale wydawało jej się, że szukał pretekstu do wypicia jak największej ilości alkoholu. — Nigdy przenigdy nie poszłam na after, który miał trwać godzinę, a skończył się nad ranem — uśmiechnęła się, kończąc swoje piwo.

Faktycznie dziewczyny nie wracały dość długo. Eric zauważył to jako pierwszy, a gdy się tym podzielił, skinęła głową na jego propozycję.
— Możesz sprawdzić. Faktycznie długo nie wracają… — mruknęła nieco zaniepokojona, zerkając na godzinę. A później Eric poszedł, a ona została zresztą osób.

Po dziesięciu minutach wyjęła ponownie telefon i wybrała numer Erica. Za drugim razem odebrał telefon, wspominając, że dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy. Skomentowała to poważnym żartujesz?, ale nie żartował. Przesuwając poważnym spojrzeniem po twarzach pozostałych, wsunęła telefon do kieszeni.
— Dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy, trzeba jakoś im pomóc otworzyć te drzwi — ogłosiła, podnosząc się z miejsca i odstawiła puszkę.
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

Tak siedząc i wpatrując się w ogień zaczynało się Duffy robić śpiąco. Prowadzenie pojazdu dało jej się we znaki, ale nie mogła pójść spać głodna. Poza tym ziemniaczki trzymały ją jeszcze przy życiu. Chodźcie spać z pustym żołądkiem nie było najlepszym rozwiązane, bo ciężko było jej zasnąć. Dlatego dzielnie zamierzała wytrwa i nie poddać się bez walki aż ziemniaczki nie wylądują w jej żołądku. Jakoś muszą jej wynagrodzić to czekanie, aż wreszcie będą gotowe do do spożycia.
Ich czworonożny nowy towarzysz w pewnym momencie trafił do niej. Podrzuciła jej go siedzącą obok Erika.
- Chodź mu futrzaku - powiedziała do kota, chociaż nie była pewna czy on w ogóle rozumie, co się do niego mówi. - Tylko nie drap.
Koty, ogólnie zwierzęta, zostawiały futro czy sierść na ubraniach. Co dotarło do niej z opóźnieniem, gdy kotek siedział już u niej na kolanach. Mało miała styczności z domowymi, więc też nie wiedziała, czy kotełek zechce u niej posiedzieć i nie podrapie.
W towarzystwie przyjaciół czuć się można było dość bezpiecznie, ale nigdy też nie wiadomo, co się czaiło w tym, co nie widoczne dla oka.
Gdy dziewczyny poszły obadać skrzynkę elektryczną Duffy dalej ostrożnie głaskała zwierzaka pod pyszczkiem. Wspierała je duchowo w tej wyprawie w którą wyruszyły. W pewnym sensie była dla nich pełna podziwu za odwagę. Ona sama nigdy w życiu, nawet z zaufanymi osobami, jeśli nie musiała, nie schodziła do piwnic czy innych takich pomieszczeń. Nie lubiła ich i po prostu unikała jak mogła, co nie znaczyło że jeśli zaszalały taką potrzeba to zebrałaby w sobie i poszła.
- Ja pilnuje kota

Alexander Hall Maddie Lennox Eric Stones Erika Lindberg Jason Choi Gabriela R. Blais Shereen Winfield
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Widząc jak Mads pije, a jednocześnie zaraz potem się tłumaczy, Jason uśmiechnął się do niej sympatycznie.
- To nie tak. Pijesz kiedy robiłaś wspomnianą rzecz. Nie jadłaś ziemniaczków, nie pijesz - wyjaśnił. No, czyli nie on jeden miał swój pierwszy raz z ogniskiem? Było to na swój sposób pocieszające, nie spodziewał się. Idąc za własnym wytłumaczeniem, on także kilka razy nie pił - bo ani nie zdarzyło mu się krzyczeć na horrorach, ani wrzucać rzeczy do ogniska by popatrzeć jak się palą, ani też nie pomyślał o tym, że mogli mieć nad głową w domku mordercę. Aż do chwili kiedy zjawił się nieproszony gość.
Kiedy staruszek podszedł bliżej, Jason wyprostował się odruchowo, przyjmując nieco obronną pozycję. Nie żeby facet miał stanowić jakieś faktyczne zagrożenie, ale odruchy opiekuńcze Choia brały górę, gdyby jednak coś miało się stać, na pewno wkroczyłby do akcji. Na szczęście skończyło się na zwykłej paplaninie a potem stary pierdziel ruszył w drogę powrotną. Stary idiota, po jaki chuj właściwie tu przyłaził i straszył wynajmujących. Może to był jakiś zazdrosny sąsiad, który chciał popsuć właścicielowi domku biznes? Choi nie bardzo chciał wierzyć w te bzdury, ale uznał że jeśli przed snem sprawdzi czy zatrzask od strychu jest mocno zamknięty, to się nic nie stanie.
- Kolega chyba zapomniał swoich wieczornych leków. Może na 112 trzeba by zadzwonić, że komuś z domu się wymknął dziadek z Alzheimerem? - rzucił w odpowiedzi Shereen, odprowadzając staruszka wzrokiem.
On także nadstawił uszy, kiedy Gabriela podzieliła się częściowo swoim sekretem. No proszę, tylu jeszcze rzeczy nie wiedział o swojej żonie! Ale co zrobić, byli w separacji, oczywiście że mieli przed sobą tajemnice. Skoro już jednak uszczknęła rąbka tej konkretnej, musiała zdradzić im więcej. Oczywiście jak już wróci z domku z pozostałymi dziewczynami i górą zapasów.
- Alex, nie duś się. Nie ma tu Maddie by ci zrobiła usta-usta. Chyba że ja ci wystarczę - wyszczerzył się do kumpla, a następnie wziął łyka piwa, gdy to Winfield rzuciła swoje hasło w grze. Spojrzał na dziewczynę z zadziornym błyskiem w oku. - Nie wiesz, co tracisz, moja droga. Musimy to kiedyś nadrobić!
Jego także zastanowiło, że dziewczyny do tej pory nie powróciły. Zastanawiające było także co innego - chociaż było już ciemno, ich domek do tej pory pogrążony był w ciemności. Przecież jeśli grupka wyruszyła do kuchni na poszukiwanie zapasów, musieli sobie zapalić światło, czemu więc nie zaświeciła się ani jedna żarówka? Słowa Shereen wszystko wyjaśniły. Jason pozwolił sobie na głębokie westchnięcie. Czyli nie mogło się obyć bez jakichś fakapów. No dobrze, nie można było tego tak zostawić.
- Usiądź, ja pójdę im pomóc. Jeśli drzwi się faktycznie tylko zatrzasnęły i starczy troche siły, zaraz wrócimy wszyscy. - nie wiedział jak Winfield miałaby pomóc, a lepiej żeby się nie rozdzielali jeszcze bardziej - Alex, ty zostań i pilnuj dziewczyn. I kota - odezwał się do chłopaka. Miał cichą nadzieję, że obejdzie się bez wzywania jakichś służb. Oby jego mięśnie wystarczyły. A może starczy tylko lekko unieść drzwi bo opadły na zawiasie? Włączając latarkę w swoim telefonie, Jason ruszył w kierunku domku, od razu kierując się do kuchni.
- Eric? - zawołał, kiedy był już bliżej. Kiedy dostrzegł chłopaka przy drzwiach od piwnicy, podszedł bliżej - Naprawdę się zatrzasnęły? - a miało być tak pięknie, miał być bezstresowy wypad za miasto. A tymczasem najpierw przyszedł ich nastraszyć jakiś dziad a teraz jeszcze to. - Weź pilnuj lepiej czy żaden strychowy morderca mnie nie zachodzi od tyłu - powiedział jeszcze do Stonesa, a sam zabrał sie za oględziny drzwi. Nie miał jakiegoś wybitnego skilla w naprawianiu rzeczy w domu, ale zdarzyło mu się czasem coś pomajsterkować we własnym mieszkaniu - tak to jest jak ci czasem żal pieniędzy na specjalistę. Choi najpierw sprawdził czy drzwi faktycznie nie opadły na zawiasach. Spróbował najpierw sposobem, unieść nieco skrzydło, nacisnąć klamkę i popchnąć. Wykręcić zamka nie mieli jak, nikt z nich nie zabrał raczej zestawu narzędzi. Jason westchnął głośno, decydując się na zwykle najlepszą i najszybszą opcję - złapał za klamkę i z impetem uderzył w drzwi ramieniem, chcąc je otworzyć zwykłą, brutalną siłą.


Gabriela R. Blais Alexander Hall Eric Stones Duffy Summers Lilian Davenport Erika Lindberg Shereen Winfield Maddie Lennox
Solhy
Posty z AI
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Spoiler
Obrazek
PODSUMOWANIE - TURA IV
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura IV, czyli opowieści z piekła rodem
i demolka w piwnicy

To miało być spokojne, miłe, integracyjne ognisko… ale umówmy się, ta ekipa nie potrafiła w normalność. Gra w Never have I ever rozkręciła się na dobre - dowiedzieliśmy się, że Erika i Gabriela nie krzyczą na horrorach, a Eric to tak naprawdę mały ukryty piroman, który uwielbia wrzucać rzeczy do ognia, żeby popatrzeć, jak płoną. Z kolei Shereen okazała się Królową Afterków, a Jason dzielnie tłumaczył wszystkim zasady gry, choć sam wypił tyle co nic (czysty profesjonalizm!).

W międzyczasie Alex stoczył heroiczną walkę z dymem z ogniska, a Erika stwierdziła, że czas zeszmacić się za chipsy, dlatego zgarnęła pod boki Gabs oraz Maddie i wspólnie ruszyły do domku po zapasy. No i tutaj ważny moment logistyczny: Gabriela wręczyła swój kijek Alexowi z groźbą, że jak jej kiełbaska zniknie, to Hall przez cały wyjazd nie zamoczy. Umówmy się, to jest jak na razie najbardziej mrożąca krew w żyłach opowieść tego wieczoru.

Dziewczyny weszły do środka, ale szybko okazało się, że CIEMNOŚĆ, WIDZĄ CIEMNOŚĆ, CIEMNOŚĆ WIDZĄ - w całym domku nie było prądu. Zamiast jednak grzecznie wrócić do reszty grupy przy ognisku, laski odpaliły latarki w telefonach i ruszyły prosto do piwnicy. Tam schody postanowiły dokonać żywota pod ciężarem Gabrieli, która zaliczyła widowiskowy upadek, taranując ścianę. I tu niespodzianka - ściana ustąpiła, a dziewczyny odkryły tajny, klaustrofobiczny korytarz biegnący przez cały dom! Wparowały tam z okrzykiem zachwytu, po czym drzwi zatrzasnęły się za nimi z głośnym TRZASKIEM.

Po niedługim czasie Eric zorientował się, że ubyło mu za dużo laseczek i nie ma ich już bardzo długo, dlatego postanowił sprawdzić, co z nimi, a przy okazji udał się za pilną potrzebą fizjologiczną. Na miejscu zastał egipskie ciemności oraz głuche, niepokojące odgłosy dochodzące z dołu. Gdy zaniepokojona Shereen zadzwoniła do niego z ogniska, jego odpowiedź była krótka:


"Dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy".


Na ratunek natychmiast zerwał się Jason, zostawiając Alexa na straży ognia, Shereen, Duffy i wiejskiego kota. Choi wparował do kuchni, zlokalizował Erica, po czym postanowił otworzyć zatrzaśnięte drzwi przy użyciu brutalnej, męskiej siły i własnego ramienia, uderzając w nie z pełnym impetem.

Czy sposób Jasona zadziała, czy skończy się na wizycie u ortopedy? Czy dziewczyny zdołają opuścić piwnicę tej nocy? I najważniejsze: czy Alex dopilnuje kiełbaski Gabs?!

Rozpoczynamy V turę. Czas na napisanie posta macie do piątku, 19.06.2026.

xoxo, Isiek
:aw:

Spoiler
Obrazek
Spoiler
Obrazek

Prowadzący:
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”