ODPOWIEDZ
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

42
Spojrzała na siebie krytycznie w lustrze, próbując zauważyć każde najmniejsze niedociągnięcie. Strasznie się siebie czepiała. Wyglądała przecież nieźle! Ale chciałaby być tym razem idealna. No dobrze, nie tylko tym razem. Zawsze, gdy wybierała się na randkę z Teddy, liczyła na coś podobnego. Wyszła w końcu z łazienki i rozłożyła szeroko ręce.
— I jak? — zapytała, po czym wykonała obrót wokół własnej osi, zdając sobie sprawę, że stanie w T pose nie jest zbyt reprezentatywne. Emma podniosła wzrok znad laptopa i przyjrzała się jej uważnie. W końcu jednak pokiwała zadowolona głową.
Zajebiście. Posika się z wrażenia. Wie w ogóle o co chodzi?dopytała, siadając wygodniej na kanapie. Burnett była na tyle miła, że pomogła jej z dopasowaniem ostatnich akcesoriów i uczesaniem się. Fryzura niby nie była skomplikowana, ale i tak Finch nie wychodziła. Chciała zrobić Teddy małą niespodziankę, dlatego zaproponowała, że spotkają się na miejscu. Nie była w sumie pewna, czy jej narzeczona jest teraz w domu. Może pojechała do Donovana? Albo raczej do Iris. Chociaż nie, lepiej żeby siedziała z Jettem przed ich randką, a nie wgapiała się na swoją byłą crush. Wszystko jedno! April zdążyła się za nią stęsknić tak czy siak, bo przecież nie widziały się od rana, kiedy do Finch wychodziła do pracy.
Do baru dotarła oczywiście nieco spóźniona. Ale tym razem to było celowo! Zależało jej, by Teddy na miejscu była pierwsza. Inaczej z niespodzianki byłby nici. Weszła do środka i rozejrzała się uważnie po spelunie. No dobra, to wcale nie była żadna speluna. To wyłącznie kwestia wystroju. Drinki należały tu do raczej drogich, a w toalecie było raczej czysto. Właściciele po prostu uznali, że ozdoby z pustych butelek po whishy, neony i plakaty sugerujące, że znajdują się w dużo większej metropolii niż faktycznie byli, to super pomysł. Właściwie mieli rację. April zawsze się tu bardzo podobało, ale nie pamiętała, czy była tu kiedyś z narzeczoną. Chyba nie. Zauważyła ją stojącą przy barze, pewnie zamawiającą sobie coś do picia. Odchrząknęła nerwowo i ruszyła w jej stronę z duszą na ramieniu. Martwiła się, że ten pomysł jednak nie spodoba jej się aż tak bardzo. Wyrwała kiedyś w podobny sposób swoją wieloletnią przyjaciółkę, ale to nie była przecież Teddy i w ogóle tamto to nie było do końca randka, więc było kiepskim punktem odniesienia.
— Dla mnie to samo — zagaiła barmana, który przyjął zamówienie od Darling. Gość spojrzał na nią z uniesionymi brwiami, skinął jednak głową i zajął się swoją robotą. Nie jego rolą było przecież komentowanie. April oparła się nonszalancko o bar i spojrzała na swoją partnerkę.
— Może się dosiądę? Wyglądasz, jakby brakowało ci rozmowy. Albo chociaż zgrabnej sylwetki w zasięgu wzroku — zagaiła tym razem do Teddy, spokojnym, mrukliwym tonem. Wyglądało na to, że próbowała ją właśnie wyrwać, jakby widziały się po raz pierwszy w życiu. Mogło coś w tym być. Finch zadbała przecież o to, by nie wyglądać jak ona. Wreszcie zrobiła użytek z pasów do samochodu, które przyszły jej jakiś czas temu w paczce. Nie trafiła się jeszcze żadna impreza ani konwent, na który mogła się tak ubrać, więc Teddy będzie pierwszą testerką jej cosplayu Panam z Cyberpunka, który oczywiście zawierał wspomniane pasy. Jeżeli tylko Emma nie kłamała, było naprawdę nieźle. Wysokie i ciemne buty dodawały jej nieco wzrostu dzięki grubej podeszwie. Miała na sobie jeansy, które ciasno opinały jej tyłek, eksponowany jeszcze dokładniej przez ułożenie pasów. Miała jej motocyklową kurtkę, pod którą miała wyłącznie zielony crop top, który w przypadku April akurat więcej odsłaniał niż zakrywał. Wraz z Emmą udało im się dopasować makijaż, by był ciemny i ostry, zupełnie jak u Nomadki, ale przy okazji nie przytłaczał Finch. Gdyby nie fakt, że nadal była blondynką, to pewnie po wysoko upiętych włosach można byłoby się pomylić i uznać, że postać wyszła z ekranu! No dobra, bez przesady, ale skoro przyszła tu ewidentnie z nastawieniem zabawy w odgrywanie ról, to można było troszkę naciągnąć fakty.

Ty jesteś taka moja mała Kate Moss
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

054.
Dużo ostatnio randkowały. Teddy absolutnie nie miała nic przeciwko! Mogłaby spędzać z April każdą wolną chwilę i nadal twierdziłaby, że widują się stanowczo za rzadko. Dlatego, kiedy narzeczona oznajmiła jej, żeby pojawiła się w barze o konkretnej godzinie, nawet nie próbowała protestować. Była ciekawa, co tym razem wymyśliła Finch. No i doskonale wiedziała, jak kończą się próby negocjowania z kobietą, która już podjęła decyzję. Pozostawało jej więc grzecznie przytaknąć i stawić się na miejscu. Nawet, gdyby chciała (a przecież nie chciała!), nie mogła zasłonić się pracą, bo miała dzisiaj wolne, które oczywiście wykorzystała w możliwie najbardziej produktywny sposób, czyli pół dnia przesiedziała u Donovana, grając na konsoli. Teddy uważała to za doskonałą formę spędzania czasu. Nie wszyscy podzielali jej entuzjazm, ale na szczęście nie wszyscy byli nią.
Dopiero kiedy spojrzała na zegarek i przypomniała sobie o randce, uznała, że wypadałoby wrócić do domu. Musiała się jeszcze przebrać! Normalnie nie przywiązywała do nich większej wagi. Gdyby miała wybór między eleganckimi ciuchami a wygodnymi dresami, dresy wygrywałyby za każdym razem. Ale znoszona koszulka nie należała do najbardziej randkowych zestawów świata. A Darling naprawdę lubiła robić na April wrażenie. Nie żeby musiała się szczególnie starać. Była pewna, że narzeczona spojrzałaby na nią z takim samym zachwytem nawet wtedy, gdyby przyszła w poplamionej ketchupem bluzie, jednej dziurawej skarpetce i włosach sterczących na wszystkie strony. Wolała jednak tego nie sprawdzać. Sama czułaby się jak kretynka, mając na sobie łachmany, kiedy ukochana błyszczałaby przy niej jak gwiazda wieczoru. Widziała się rano w lustrze i wiedziała, że istnieją jakieś granice miłości. Najwyraźniej April jeszcze ich nie znalazła.
Ostatecznie postanowiła jednak wyglądać jak człowiek. A przynajmniej jak ktoś, kto nie zamierza przez kolejne cztery godziny siedzieć na kanapie z padem w rękach. Spięła włosy, bo świeżo umyte nie nadawały się do współpracy. Później zamieniła dresy na dopasowane spodnie, które tak lubiła, ale jakoś nie miała okazji, żeby włożyć na tyłek. Na szczęście leżały jak ulał, a to oznaczało, że nie zdążyła się ulać, odkąd miała je na sobie ostatnim razem. Narzuciła czarny top jedną ze swoich ulubionych, granatowych marynarek, a zamiast szpilek wybrała jasne adidasy. Nie była szczególną fanką przesadnego strojenia się, ale akurat ten zestaw zawsze się sprawdzał. Chciała wyglądać dobrze, a nie tak, jakby pomyliła randkę z galą rozdania nagród. Ogólnie wyglądała nieźle. Przynajmniej wystarczająco dobrze, żeby April przez chwilę się zagapiła. A jeśli nie, to zawsze mogła przypomnieć jej, że przecież zaręczyła się z nią dobrowolnie i było już trochę za późno na zmianę zdania. Poprawiła jeszcze mankiety marynarki, zgarnęła klucze i telefon, a potem ruszyła do wyjścia.
Do baru dojechała taksówką. Rozsądna decyzja, biorąc pod uwagę, że planowała pić alkohol. Lepiej nie parkować w mieście, kiedy ostatecznie i tak wracało się Uberem. Ostatnio i tak miała już problem, żeby następnego dnia wyjechać z parkingu naziemnego własnym samochodem, który zostawiła tam zwykle na noc. Dobrze, że nikt nie wlepił jej mandatu i nie odholował Toyoty! Kojarzyła lokal, ale chyba dawno w nim nie gościła. A na pewno nie z Finch. Może upijała się tutaj z jakąś inną dziewczyną? Całkiem możliwe. Usiadła przy barze i zamówiła Martini. I to wcale nie dlatego, że było najtańszą pozycją w karcie! Nie minęła chwila, a na wysokości swojego ramienia usłyszała znajomy głos. Odwróciła głowę z szerokim uśmiechem, który zaraz został zastąpiony przez szczere zdumienie. Zupełnie nie poznała jej przez ten strój! Wyglądała doskonale. I jeszcze ta skórzana, motocyklowa kurtka! Już chciała ją skomplementować, ale zamiast tego zdziwiła się jeszcze bardziej, że April wybiera tego samego drinka. Martini zamiast Jagerbomby? A to dopiero dziwactwo!
Teddy wpatrywała się w nią jak zahipnotyzowano i trochę potrwało, zanim w ogóle zorientowała się, w co jej ukochana pogrywa. Szybko jednak podłapała, poważniejąc i prostując się na barowym krześle.
Tak uważasz? — zapytała, obracając szklankę z drinkiem w dłoniach. — Wszystko świetnie, tylko nie wiem, co na to moja narzeczona — dla pełnego efektu uniosła dłoń, na której błysnął pierścionek. Czy nieznajoma zwariowała? Darling nie mogła przecież flirtować, była zaręczona!

podeszła patrząc niewinnie, ja rozpaliłem się jak diesel
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie narzuciła narzeczonej żadnego dress codu, więc mogłaby równie dobrze przyjść w piżamie, a April i tak byłaby zadowolona. Nie chciała jej przecież zmuszać do zakładania na siebie jakiegokolwiek cosplayu, a sugerowanie, że powinna założyć kurtkę motocyklową, mogłoby jej dać zbyt dużo podpowiedzi. A miała być przecież niespodzianka! Też chciała ją raz na jakiś czas zaskoczyć. Może i nie wynajmowała wozów strażackich i nie umieszczała ich na dachach, ale przynajmniej zawsze potrafiła się ładnie ubrać. Na całe szczęście Darling wyglądała bardzo dobrze. Finch nie mogła się powstrzymać przed obczajeniem jej z góry do dołu, zanim nie podeszła bliżej. Wyrwała niesamowitą laskę i za to należały się jej pochwały.
Była też bardzo zadowolona z efektu, jaki uzyskała. Teddy sprawiała wrażenie faktycznie zaskoczonej. I to pozytywnie! Przesuwała wzrokiem po jej ciele z prawdziwym zafascynowaniem, a o to przecież chodziło. Uśmiechnęła się kokieteryjnie, gdy oczy narzeczonej przestały przesuwać się po jej ciele, a skupiły na twarzy. W ogóle jej nie poganiała, mogła się tak gapić do woli.
Przygryzła dolną wargę, żeby się nie roześmiać, gdy Teddy pokazała jej pierścionek. Patrzcie ją, jaka wierna! Bardzo dobrze, tak powinno być. Nie to co Finch. Nie dość, że zdjęła pierścionek do stroju, to jeszcze podchodziła do obcych bab w barach. Skandal. Przez moment nawet chciała ją skarcić, że wybija się z konwencji, ale przecież nie dała jej żadnych instrukcji. Musiała po prostu improwizować. Powinno się jej to podobać, przecież na sesjach robiła to bez przerwy! Szkoda, że nie wzięła kostek, bo pokazałaby ukochanej przy okazji, że to udawanie elfów i turlanie liczb to naprawdę super zabawa. No nic, innym razem.
— Jak ty jej nie powiesz, to obiecuję, że też nie pisnę słówka — obiecała, sięgając po zamówione przez siebie martini. Zdecydowanie nie był to drink jej pierwszego wyboru, ale niech będzie. Byle sponiewierało, co nie? No dobra, z takiego myślenia wyleczyła się na szczęście po skończeniu studiów. A może pijaną Teddy będzie łatwiej uwieść i szybciej zapomni o swojej narzeczonej by dać się poderwać swojej narzeczonej?
— Zresztą, daj spokój. Teraz jesteśmy tutaj tylko ty i ja. Do świtu jeszcze mnóstwo czasu, a wraz ze wschodem słońca możemy się rozmyć ze swoich horyzontów na zawsze — zaproponowała, unosząc drinka w zachęcie do prostego toastu. Stuknięcie szkła miało przypieczętować, że w swojej miłości raz mogą być dla siebie przygodą ja jedną noc! Poznały się tak dawno, że nawet nie mogły fantazjować o tego typu scenariuszach, bo trudno było sobie wyobrazić ich reakcję. To teraz też oczywiście było naciągane, bo nie wymarzą się ze swoich głów, ale przynajmniej będą miały trochę radochy.
— Jestem June — dodała, bo przecież nie wypada tak rozmawiać bez żadnego przedstawiania się. Akurat to mogła nieco przemyśleć i wpaść wcześniej na coś mniej kretyńskiego, ale trudno. Nie dała po sobie poznać, że się zażenowała własnym wyborem. Wręcz przeciwnie! Wymruczała własny pseudonim z takim przekonaniem, jakby sam w sobie zawierał zaproszenie zaciągnięcia rozmówczyni do toalety na szybki numerek.

Nie ma chwili bym nie myślał o Tobie. Nie ma nocy bym nie widział Cię w snach
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mimmo's Place”