ODPOWIEDZ
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Generalnie wszechświat nie był dla mnie zbyt łaskawy w ostatnim czasie. Po pierwsze to od mojej kłótni z Madoxem wszystko wyjątkowo mnie wkurwiało, co w zasadzie nie powinno dziwić - chujowo jest stracić przyjaciela, to raz, a dwa miałem zwałe życia. Okazało się, że przez to, że dragi ogarniał mi Noriega to teraz właściwie nie mam żadnych innych aktualnych kontaktów. Ci wszyscy małolaci, którzy latali z tematem x lat temu albo powychodzili na prostą albo siedzieli. Więc chcąc nie chcąc byłem na przymusowym odwyku. Niestety w związku z tym najbardziej obrywało się Peach, w dodatku za pierdoły - za to, że odstawiła szklankę do złej szafki, albo kubek uchem w złą stronę. Po drugie dochodziła do tego jeszcze ta sprawa z Charlotte i jej... W zasadzie to naszym dzieckiem. Nawet teraz jak o tym myślę to mam ciary. Do dupy. Po trzecie to dostałem jakieś dziwne pismo z banku i musiałem tu przyjść żeby to wyjaśnić. A ja naprawdę nienawidzę chodzić do takich miejsc, zaraz jakiś uśmiechnięty konsultant będzie chciał mi wcisnąć nową kartę albo cokolwiek innego i będę musiał odmawiać w nieskończoność. Naprawdę jak tylko o tym pomyślę to czuję się chory. Z kancelarii wyskoczyłem niby na chwilę, bo oczywiście, że bank musi być otwarty wtedy, kiedy każdy normalny człowiek pracuje. Wchodzę do wielkiego gmachu i zatrzaskuję za sobą ogromne wrota. Wokół w chuj ludzi, więc już wiem, że spędzę tutaj więcej czasu niż zakładałem, zerkam przelotem na zegarek, który zdobi mój nadgarstek, po czym wzdycham ciężko. Przez chwilę rozważam czy jednak nie powinienem się cofnąć, ale wiem, że jeśli nie załatwię tego teraz to nie zrobię tego już nigdy. Podbijam do wolnego okienka, ale miła pani mówi mi, że mam wziąć numerek z tamtego urządzenia i czekać na swoją kolej. Próbuję ją przekonać, że to zajmie tylko dwie minuty, zaś ja się strasznie spieszę, jednak jakaś stara baba już mi dyszy w kark i nawija, że się wpierdalam w kolejkę i ci młodzi ludzie tacy niekulturalni. Normalnie olewam takie teksty, ale nie tym razem, nie kiedy dosłownie najmniejsza rzecz jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Pyskuję jej, że najwidoczniej kultury się uczyłem od niej, skoro jest na takim niskim poziomie. Mierzy mnie nienawistnym spojrzeniem, po czym fuka coś pod nosem, ale macham na nią ręką i odchodzę po bilecik. Maszyna wypluwa mój dzisiejszy numerek, więc chwytam go w palce i zadzieram głowę w górę żeby zobaczyć jak bardzo jestem w dupie. Bardzo, przede mną był jeszcze jakiś tuzin innych petentów. Spomiędzy moich warg ucieka kolejne głośne westchnienie. Ja pierdole. Najpierw sięgam po telefon, żeby napisać do Jane, że sprawy jednak potrwają dłużej niż mi się wydawało i żeby w razie czego coś wymyśliła. Wiem, że sobie poradzi, bo przecież się mówiło, że gdzie diabeł nie może tam babę pośle, tą babą zdecydowanie była moja niezawodna sekretarka. Wciskam komórkę spowrotem do kieszeni, po czym rozglądam się za jakimś wolnym krzesłem, przecież nie będę tyle stał. Moje spojrzenie pada na ostatnie wolne siedzisko, potem na kolesia, który siedzi obok i znowu mam ochotę się wycofać, bo to przecież Madox Noriega we własnej osobie. Nie widzieliśmy się odkąd się pokłóciliśmy, wymieniliśmy kilka nieprzyjemnych wiadomości i... No, generalnie było między nami niezbyt ciekawie. Niemniej zajmuję miejsce obok, zakładam nogę na nogę, a stopa od razu zaczyna mi chodzić góra dół w nerwowym tiku, równie nerwowo obracam w palcach karteczkę z numerkiem - Cześć - rzucam, chociaż nie jestem do końca pewien czy w ogóle powinienem się odzywać i słychać to w tonie. W końcu byliśmy obrażeni - I co z twoją kuzynką? - zagaduję, niby to neutralnie, ale prawda jest taka, że Gabriela nie odpisuje na moje wiadomości i sam już nie wiem czy znowu spierdoliła, olewa mnie czy jednak ją przymknęli. Wszystkie trzy opcje sprawiają, że ze stresu żołądek podchodzi mi do gardła, bo wszystkie trzy są totalnie chujowe. Liczę więc na to, że uda mi się czegoś dowiedzieć. No i na to, że jeśli zaczniemy rozmawiać, to może jakimś cudem się pogodzimy?

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

051.
Pokłóciliśmy się o pieniądze.
Czy on też nasz pogodzą?
Madox też odczuwał na swoim karku, że życie to nie jest bajka, już prędzej jakiś film sensacyjny, gdzie wiecznie się coś działo.
Dlatego to było święto, że on w ogóle wyrwał się z klubu, co prawda on nie ufał nigdy bankom, ale po tej akcji z kradzieżą, która jednak została mu zwrócona. No ale i tak dotarło do niego, że chyba skrytka pod łóżkiem była dość słaba. Co prawda zamontował w mieszkaniu sejf i tam teraz trzymał swoje pamiątki i gotówkę, którą by ze sobą zabierał gdyby musieli z Pilar uruchomić protokół awaryjny, ale przecież Madox miał od zajebania takich skrytek, ostatnio miał kasy jak lodu. Klub prosperował zajebiście, on jeszcze wygrał dwie bańki w Vegas, a na dokładkę to przecież zakosił też Frankiemu Ferrariemu i nie wiadomo komu jeszcze.
Zadzwonił do banku, że chce wpłacić znaczną ilość gotówki.
Oczywiście załatwił sobie jakieś lewe papiery, że większość to są zarobki klubu, był kryty, plus ta wygrana w Vegas, z której sporo kasy mu poszło na Jaguara dla jego narzeczonej, ale akurat go kupował na czarnym rynku, ale to nawet dobrze, bo wtedy te brudne pieniądze mógł tam umieścić, że to niby wygrana. Madox ogólnie ostatnio prał hajs pewnie częściej niż skarpetki. Chociaż te dzisiejsze miał czyściutkie, do tego eleganckie buciki, czarna koszula i marynarka, prezentował się trochę jak jakiś gangster, a chciał jak biznesmen, nie wyszło. Ale to pewnie wina tych jego tatuaży.
Wszedł do banku i zapowiedział się, że on tutaj dzisiaj został zaproszony na specjalną wizytę, no bo został. Miał wpłacić dużo kasy, nawet miał ze sobą walizkę, która teraz stała na podłodze przy jego nodze. Jakaś Linda w ładnej garsonce kazała mu chwileczkę poczekać, bo musi przygotować dla niego pokój VIP, a Madox zastanowił się nawet czy będą tam tancerki, jak w tych jego lożach VIP, ale z tego zamyślenia wyrwał go znajomy głos. Wszędzie by go poznał.
William.
Skrzywił się odwracając gwałtownie w kierunku Patela, aż go jebnął kolanem, a ta walizka upadła mu na podłogę z hukiem i wszyscy się na nich obejrzeli, ale Madox wcale się tym nie przejął.
- A co ty tu robisz Patel? Przyszedłeś okraść bank?! Tak jak mnie... - rzucił chyba trochę głośniej niż powinien, aż znowu kilka osób się na nich obejrzało, a ochroniarz zaczął się im przyglądać podejrzliwie. No tak Madox gangster i William... jego adwokat? Noriedze zawibrował telefon i wsunął rękę pod marynarkę, ale chyba mu się wydawało... Ale facet z ochrony i tak się spiął i już się podsuwa do nich bliżej - zresztą ty powinieneś wiedzieć najlepiej co z moją kuzynką, skoro ją porwałeś! - znowu wypalił za głośno, a ochroniarz aż sięgnął do swojego paska. Maca się za pistoletem i maca. A Madox się maca pod marynarką, ale kontynuuje - nie wstydzisz się w ogóle tutaj przychodzić, po tym wszystkim co zrobiłeś, zabiłem prawie przez ciebie człowieka...- w ogóle ci ludzie, którzy koło nich siedzą to już ich podsłuchują, ale Madox to wcale nie mówił cicho, więc to nic dziwnego. Już się ze dwóch ochroniarzy na nich czai, dwóch których ma ten bank, więcej nie miał. Za to Madox miał jeszcze więcej gorzkich słów, które zaraz wyrzuca w kierunku Williama - i prawie mnie miłość mojego życia zostawiła, a wtedy to już nie wiem co bym zrobił... Wysadził się chyba w powietrze... - pokręcił głową, a ci ochroniarze popatrzyli po sobie, bo czy on... ma bombę?
A Madox jeszcze jak na złość poprawił coś pod marynarką, bo go jakaś metka z tej nowej koszuli gryzła gdzieś w klatę.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Okradłem ciebie?! - powtarzam, równie zresztą głośno jak Noriega. My w ogóle obydwoje byliśmy dosyć rozdarci, Madox to wiadomo jak wszyscy latynosi, ja w sumie nie wiem dlaczego, po prostu miałem taki temperament. Robi mi się gorąco, bo czy to znaczy, że on wie? Tylko skąd? Marszczę brwi, przyglądając mu się badawczo, ale nie daję po sobie poznać, że mam coś na sumieniu. Poza tym oddaliśmy cały hajs, który pewnie teraz spoczywał w walizce, na którą zerkam kątem oka. Kto by pomyślał, że to pchnie Noriege do ulokowania swojej gotówki w banku, zamiast w skrytce pod łóżkiem. Nigdy nie ufał takim instytucjom i wcale mnie to nie dziwi, skoro gotówkę pozyskiwał z różnych szemranych źródeł - Kto ci nagadał takich głupot? - pytam. Gaba? Niemożliwe. Zaczynam się nawet zastanawiać czy aby na pewno odłożyła torbę tam gdzie powinna czy nie jest już sama gdzieś na drugim końcu świata wydając pieniądze należące do swojego kuzyna. Jeśli tak to kurwa, jednocześnie byłbym oburzony i pod wrażeniem, że ostatecznie wyjebała nas obu. Potem robi się coraz ciekawiej, coraz głośniej i widzę coraz więcej par oczu skierowanych w naszą stronę, w tym te należące do dwóch tutejszych ochroniarzy. Jeden nawet wygląda groźnie - trzy razy większy od nas obu razem wziętych, bardziej by pasował na bramkę do Emptiness niż do banku, ale może o to właśnie chodziło. Drugi to jakiś stary dziad, może w tym duecie to on jest mózgiem? - Ciszej, wszyscy się gapią - rzucam do Noriegi, kiedy on już coraz bardziej się nakręca, oskarżając mnie o jeszcze większe głupoty - Słucham, kurwa? Porwałem?! Ochujałeś? Po co miałbym porywać TWOJĄ kuzynkę? Żebyś na mnie potem napuścił jakiś latynoskich bandziorów?! - Noriega w tym wydaniu to naprawdę wygląda jak Boss kolumbijskiej mafii, z którym nie warto zadzierać. Wywracam oczami - Prawie zabiłem człowieka - przedrzeźniam go, ten krótki pokaz kończąc głośnych prychnieciem - No już nie przesadzaj, Wyatt nawet nie wniósł oskarżenia - znane nazwisko rzucone w tym kontekście sprawia, że jeszcze więcej uszu wytęża się w naszą stronę - Poza tym kto normalny jedzie wklepać typowi za takie coś? Trzeba go było jeszcze wywieść do lasu i kazać kopać swój grób. Prawie zabiłeś człowieka bo jesteś pojebany, a nie przeze mnie - no jakby potraktował Galena jak Clyde'a to na pewno byśmy się spotkali na sali sądowej, tylko po której stronie miałbym stanąć? Bardziej w roli oskarżyciela czy obrońcy? - Wysadził? Nie rozśmieszaj mnie, a niby skąd byś wziął bombę? - na to jedno słowo baba po mojej lewej stronie odsuwa się ile może i rzuca jakieś porozumiewawcze spojrzenie ochroniarzom - Poza tym skoro prawie rozstajecie się przez takie rzeczy to może - ale nie dano mi skończyć myśli. To co dzieje się w kolejnej sekundzie to jakiś pierdolony absurd. Do banku wbija stado zamaskowanych postaci z wyciągniętymi spluwami - Wszyscy na ziemię! Ręce za głowę! To napad! - w pierwszej chwili wszyscy dosłownie zamierają, czas się zatrzymuje na moment, wszystko się na moment zatrzymuje. Pierwszy reaguje ten wielki ochroniarz, bo już wyciąga broń, ale ich dwójka nie ma szans w starciu z tyloma antagonistami, tych w kominiarkach było chyba z dziesięciu. No i jak się okazało byli szybsi, jeden strzela w kierunku ochroniarza, rozwalając mu kolano, facet pada na glebę, krew tryska na wybłyszczoną posadzkę banku, a powietrze przecina głośny krzyk. Robi się poważnie, wokół narasta panika, ludzie wrzeszczą i płaczą, natomiast jeden ze złodziei oddaje kilka ostrzegawczych strzałów w powietrze, z sufitu sypie się tynk - Zamknąć mordy i wszyscy na ziemię, kurwa! Ręce za głowy, żadnych gwałtownych ruchów, jeśli będziecie współpracować to nikomu nic się nie stanie - drugi zbiera broń rannego ochroniarza, a trzeci mierzy do tego, który wciąż stoi na nogach - Rzuć broń albo będziesz miał na sumieniu swojego kolegę - zwraca się do starego, tamten jeszcze przez chwilę kalkuluje swoje szanse, ale jak zamaskowany typ znowu strzela, gdzieś obok jego rannego współpracownika, to daje za wygraną i oddaje pistolet. Sam unosi ręce, powoli schodząc do parteru, inni ludzie też to robią i ja też, ciągnę za sobą Madoxa - Jezus, kurwa, zabiją nas, nie mogę teraz umrzeć - rzucam do Noriegi, chociaż z drugiej strony wszystko i tak było do dupy. Kolejny bandyta wyciąga zza kontuaru jakąś młodą pracownicę, biedna głośno szlocha i błaga żeby nie robić jej krzywdy, na co on, że w takim razie ma współpracować. Jeszcze inny przechadza się między ludźmi w poszukiwaniu nie wiem kurwa czego, a następny zaczyna już zbierać portfele od zgromadzonych, wrzucając je do wielkiego, czarnego worka.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox zmrużył oczy patrząc na Williama, okej Patel zawsze miał go za głupka, ale już bez przesady.
- Zostawiłeś u mnie crocsa, sam ci kurwa do niego kupowałem przypinki... - syknął przez zęby. Pewnie William to myślał, że zgubił tego klapka chuj wie gdzie, a to on właśnie go zdemaskował - masz farta, że odłożyliście hajs, bo inaczej bym cię kurwa zajebał, i tak chciałem, ale Pilar mnie powstrzymała - rzucił już trochę ciszej, kiedy Patel mu wypomniał, żeby był ciszej, bo ludzie się gapią. Ale pewnie to było tak tylko na te dwa zdania, bo jednak Madox zawsze był nad wyraz ekspresyjny. A skąd Madox wiedział, że William zrobił to z Gabą? No z tym to akurat sprzedała ich sąsiadka na klatce, bo kiedy Noriega dobijał się do Williama, żeby go zabić, a Pilar błagała go, żeby tego nie robił (żarcik), to wtedy wyjrzała sąsiadka z góry i powiedziała, że Patel wyszedł z tą rudą z dołu (i to już nie żarcik). A u nich mieszkała tylko jedna ruda, więc już było łatwo się wszystkiego domyślić.
- Nie wiem jeszcze co zrobię z Gabą, może ją wypierdolę, skoro postanowiła robić szemrane interesy z takim typem jak ty... Pościel już wyjebaliśmy, bo były na niej jakieś plamy - nawijał jak nakręcony Madox. A kiedy Patel zaczął o tych latynoskich bandziorach, to Noriega sobie pomyślał, że no w sumie mógł. Nasłać na Patela jakiś dwóch łysych karków ze swojego klubu, albo tego co wyglądał jak Maczeta, ale by się osrał.
Na to jego przedrzeźnianie, to miał ochotę mu walnąć w łeb, nawet się zamachnął, ale nie byli na takiej stopie koleżeńskiej, żeby się po kumpelsku bić, więc finalnie Madox schował ręce do kieszeni swojej drogiej marynarki - no i masz szczęście, jakby mnie pozwał, to prędzej bym kurwa uciekł do Meksyku niż poszedł za niego siedzieć - już wszyscy się na nich gapią i słuchają, jakby to była jakaś dobra meksykańska może właśnie telenowela. Ale przecież oni kontynuują wymianę zdań - ty się chuja znasz, jak wszystkie dupy masz na raz do ruchania, to nawet nie wiesz co to jest zazdrość, a tym bardziej jak masz takie caliente, latynoskie corazon - wiadomo Madox mówi, że gorące, latynoskie serce. Bo on to miał w chuj, aż się musiał porozpinać pod szyją, bo mu tutaj gorąco w tej marynarce było - no a co ty myślisz, że ja nie mam dojścia do bomby? - jeszcze się tak popatrzył na Williama jak na jakiegoś głupka. Bo Madox to wszystko umiał załatwić, pewnie bombę też by umiał. Zaraz jednak przysunął się do Williama, jak on tak zaczął i nawet go złapał za fraki - może co? - i może nawet teraz to by mu już jebnął, ale wtedy do budynku wpadli ci zamaskowani bandyci. Do tego z bronią. Wyglądało to poważnie, jak prawdziwe pistolety, a nie jakieś atrapy, jak ten co Madox sobie woził w samochodzie - ja pierdole... - wyrwało mu się i jeszcze tą swoją walizkę kopnął pod siedzenia, bo akurat swojego hajsu to nie zamierzał oddać. Zaraz też zsunął się z krzesła na podłogę, na kolana, ręce założył na głowę i na ziemię. Akurat Madox w takim padaniu na ziemie to miał wprawę, po tym jak go psy zgarniały często. No i nie zamierzał się wychylać, czy coś.
Tylko, że kurwa ochroniarze zamierzali, a Madox aż syknął.
- Ale debile... - pokręcił głową z podłogi, bo wiadomo, że oni tutaj nic nie ugrają, a jak ten wielki dostał w kolano to Madox znowu skomentował - prosto w rzepkę, rozjebana - znowu syknął, a potem popatrzył w sufit, kiedy poleciał z niego gruz. Jakoś na nim wrażenia wielkiego nie robiły te krzyki bandziorów, bo po pierwsze na niego czasem krzyczeli gorsi, a po drugie, to to jest tylko napad na bank co tu się może wydarzyć?
Ale się okazuje, że jeszcze stary się zastanawia, czy rzucić broń, no ładnie, nagle wszyscy tacy odważni, a na każdym szkoleniu mówią, że trzeba współpracować, a nie chojraczyć.
Kiedy William też schodzi na ziemię i zaczyna to swoje Jezus, to Noriega spojrzał na niego z ukosa.
- Zamknij się, będą współpracować, to normalnie wezmą, co chcą i zaraz stąd spierdolą - rzucił do byłego kumpla, ale zaraz się do niego przesunął po ziemi - nie możesz umrzeć? Bo jeszcze mnie nie przeprosiłeś? To masz szansę - i sobie usiadł na tej podłodze nad Williamem, który leży, żeby go na kolanach przepraszał. Ale wtedy jeden z tych bandytów zaraz do nich startuje.
- Co wy tu robicie?! Na ziemie kurwa! - ryczy i już staje nad nimi ze spluwą.
- Czekaj, on mnie zaraz przeprosi na kolanach, zresztą my sobie tutaj tylko rozmawiamy, róbcie swoje - Madox machnął ręką, ale bandzior jeszcze bliżej podchodzi do nich i celuje w nich z karabinka maszynowego.
- Nie ma kurwa żadnych rozmów! Zamknąć mordy i na ziemie! - celuję w Madox, i on już się miał kłaść, no bo jednak chciał, żeby to jakoś gładko poszło, ale zamaskowany złodziej znowu do niego krzyczy - dawaj portfel! Wyskakuj z hajsu, i ty też - jeszcze w Patela wycelował. Madox niechętnie sięga do kieszeni, ale wyjął ten portfel, tylko zamiast go oddać to w nim grzebie.
- Co ty kurwa robisz?! Dawaj to! - złodziej chciał mu wyrwać portfel, ale Madox też mu wyrywa.
- Poczekaj kurwa wyciągnę zdjęcia... - i wyjmuje te zdjęcia.
- Jakie zdjęcia? - pyta bandyta, bo ciekawość chyba wzięła górę.
- Mojej narzeczonej - nawet mu pokazał takie zdjęcie z Pilar, co sobie wydrukowali z Medellin, a zamaskowany typ kiwa z uznaniem głową, że no niezła, a Madox wyjął te zdjęcia i oddał portfel, ale jak William jeszcze grzebie to on kontynuuje - jesteśmy zaręczeni, a prawie się kurwa rozeszliśmy przez tego debila - pokazał na Williama, Madox to w ogóle już siedzi sobie po turecku na ziemi z rękami skrzyżowanymi na piersi, a William leży, a teraz jeszcze nad nim stanął włamywacz z karabinkiem.
- Tego? - pyta się i celuje Patelowi w łeb, a Madox skinął głową.
- Miałem go za przyjaciela, za brata, a on wiesz co zrobił? - no i bandyta chciał wiedzieć co, więc kiwa tym gnatem, żeby Madox mówił - kazał byłemu mojej narzeczonej, z którym miała chemię i się całowała... Rozumiesz to? Całowała się z nim pół roku temu, zadzwonić do niej z seks telefonem - bandyta aż syknął i patrzy na Williama kręcąc głową, a Madox sobie jak gdyby nigdy nic, nawija dalej - no i ja go odebrałem, ten telefon i pojechałem mu najebać, i wielkie halo, kto tak robi, że jakiś kurwa furiat... Ale chyba każdy by tak zrobił, jakby jakiś były się nie chciał odjebać i dzwonił z seks telefonami? - spojrzał na tego bandytę, a on tak myśli chwilę, a to też jakiś wielki kark z tatuażami, ale schowanymi pod ubraniem.
- No ja bym tak zrobił też, nogi bym mu połamał - mówi spokojnie, a potem jeszcze na Williama wskazuje - i jemu też - nawet podszedł do niego bliżej.
- No należało by mu się... - i obaj patrzą na Patela.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Kurwa - mruczę pod nosem jak mi Madox wypomina tego crocsa. No tak, myślałem, że nie wiem co się z nim stało, bo miałem wtedy jeszcze różne zaniki pamięci, a przecież na lotnisko jechałem już w trampkach. Nie wiem jak do tego doszło, że wróciłem na chatę bez klapka, ale najwidoczniej igraszki z byłą tak bardzo mnie zaaferowały, że w buty miałem wyjebane. Mam już pytać Madoxa czy ma dalej tego crocsa bo fajny był, z przypinkami, które zresztą właśnie Noriega mi kupował, ale się gryzę w język, żeby nie dolewać oliwy do ognia - Pilar cię powstrzymała? - dziwię się, bo akurat jej bym o to nie posądzał. To znaczy byliśmy w mocno negatywnych relacjach. Z drugiej strony po tej akcji z korkiem od szampana Madox mówił mi, że się mną zajmowała, więc może wcale nie była taka zła? - Co? Nie możesz jej wypierdolić, gdzie pójdzie? Zresztą to twoja rodzina - taka rodzina co go chciała wyjebać na siano, ech. Ściągam usta w wąska kreskę, przygryzając lekko wargi, zanim odezwę się znowu - To nie jej wina - czyli wychodziłoby na to, że jednak moja? - Noooo, moja też nie, znaczy, kurwa, nie wiem, to trochę skomplikowane - w zasadzie to było skomplikowane w chuj i teraz jak o tym myślałem to ja pierdole, nie dziwiłem się, że Madox był na mnie wkurwiony na maksa skoro nie znał szczegółów. Też bym był - Pozwól jej zostać, proszę - rzucam, chociaż to może się wydawać trochę dziwne, bo niby po kiego grzyba miałbym stawać w jej obronie? Przecież równie dobrze mogłem powiedzieć, że mnie zmanipulowała, wyprzeć się wszystkiego i zagrać ofiarę. Tyle, że jak pomyślałem o tym, że znowu mogłaby zniknąć to aż mnie ścisnęło w środku. Poprawiam się nerwowo na krześle. To musiało wyglądać dziwnie bo przecież Noriega nie wiedział, że z jego kuzynką łączyły mnie nawet bliższe stosunki niż z nim. No, bliższe bo jednak z Madoxem nie sypiałem, hehs - Przecież nie pozwoliłbym żebyś poszedł siedzieć - mruczę pod nosem, wywracając przy tym oczami - Wiem co to jest zazdrość, chociaż wolałbym nie wiedzieć - wzdycham, przesuwając palcami po czole. Najbardziej pojebany wydawał się fakt, że bardziej byłem zazdrosny o kumpla niż jakąkolwiek laskę, ale z drugiej strony z żadną laską nie znałem się przeszło dziesięć lat. Myślę o tym i właśnie sobie uświadamiam, że mamy dziś z Madoxem naszą rocznicę, ta dekada minęła zaskakująco szybko. Chciałbym mu o tym powiedzieć, ale to chyba nie jest odpowiednia pora. Potem znowu wywracam oczami, jednak kiedy mnie łapie za fraki to od razu zaciskam palce wokół jego rąk - Ej, opanuj - może bym mu nawet powiedział co, dostał za to w mordę i zakończył naszą kłótnię trwającą zdecydowanie za długo, gdyby nie przerwało nam stado zamaskowanych typów. Odczuwam pewien dysonans - ulgę, że nie muszę nic więcej dodawać i strach, że nie wyjdziemy stąd żywi. Obserwuję to co dzieje się dookoła i kiedy Madox się przysuwa i odzywa do mnie to wbijam w niego spojrzenie - A jak nie będą współpracować? - no bo póki co to nie wyglądało najlepiej. Ja nie czaję, serio ktoś był gotowy umierać za miliony obcych ludzi złożone w bankowych skrytkach? Przecież to nie miało sensu - Żebyś kurwa wiedział - skoro byliśmy połączeni karmicznym węzłem małżeńskim to chyba logiczne, że nie chciałem umierać w niezgodzie. Zresztą jakbyśmy nie byli, to też bym nie chciał, mnie ta kłótnia męczyła bardziej niż cokolwiek innego, brakowało mi Noriegi, już tysiąc razy łapałem się na tym, że chcę go przeprosić. Nie byłem ani zawistny, ani pamiętliwy, tylko za każdym razem gdy byłem blisko żeby wyciągnąć rękę to znowu dochodziło między nami do sprzeczki i to kurwa telefonicznej. Otwieram usta, żeby zacząć się tłumaczyć, tylko mi przerywa jeden z bandziorów i jak każe nam zamknąć ryja to zamykam w sekundę. Patrzę tylko na tą wymianę zdań między Madoxem i złodziejem i się w duchu modlę, żeby Noriega jednak grzecznie współpracował, sam szukam nerwowo portfela, który oddaję bez gadania, bo właściwie nie mam tam nic cennego, za to kilka - W środku są moje wizytówki, jestem prawnikiem jak coś - mówię, a typ w pierwszej chwili patrzy na mnie trochę chyba zaskoczony, zresztą ciężko stwierdzić bo ma na twarzy kominiarkę, ale ostatecznie wyciąga jedną i chowa sobie do kieszeni, zanim wrzuci mój portfel do worka - A chociaż dobrym? - zagaduje, na co kiwam łbem - No zajebistym, on może potwierdzić - macham łepetyną w kierunku Noriegi, chociaż teraz jak jesteśmy pokłóceni to pewnie powie, że chujowym. Facet mi celuje z lufy prosto w łeb, na co się robię cały blady i szturcham nawet Madoxa gdzieś w ramię żeby go kurwa nie nakręcał, bo zaraz mnie serio odstrzeli. A jak mnie odstrzeli to przysięgam na wszystkich bogów, których znam, że będę nawiedzał ich obu do końca świata i jeden dzień dłużej. Słucham co obydwoje mają do powiedzenia, ale kiedy ten typ się zbliża stwierdzając, że należy mi się połamanie nóg to unoszę się lekko, wspierając na łokciach - Tylko spokojnie, dobra? Przemoc nie jest rozwiązaniem! Poza tym to nie tak miało być, ja myślałem, że zadzwoni do Cherry albo kogoś innego, a nie do Pilar, no a w sumie to - właściwie był pomysł Gabrieli. Dobrze, że się gryzę w język zanim to powiem, bo wtedy to już chyba naprawdę by ją Madox pognał gdzie pieprz rośnie - To miało być tylko niewinne zadanie, bo my graliśmy w prawda czy wyzwanie i tak jakoś wyszło - tłumaczę temu bandycie żeby poznał cały background tamtej sytuacji - Nie wiedziałem, że się z tego zrobi taka afera, jakbym wiedział to bym w życiu tego nie zrobił, nie chciałem źle, ty wiesz, że czasem na imprezie się robi głupie rzeczy to było głupie, przyznaję i żałuję - zerkam to na jednego to na drugiego - Proszę, nie łam mi nóg - mówię jeszcze do nieznajomego, a on zerka na Madoxa - No nie wiem, a ty co mówisz? Łamać czy nie łamać? - od razu przenoszę spojrzenie na Noriege - No powiedz mu, że nie łamać!!

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Pilar to akurat jest najlepsze co mnie w życiu spotkało, i jakby nie ona to albo bym siedział, albo kogoś zabił... Ciebie na przykład - tak mu jeszcze powiedział, żeby William sobie zdał sprawę z tego, jak Stewart była dla niego ważna i miała na niego zbawienny wpływ, żeby jeszcze bardziej głupio mu było. Potem już Patel nawija o tej Gabie, a Madox patrzy na niego podejrzliwie, bo przecież on nie wiedział, co on miał do jego kuzynki. Wiadomo, że Madox by jej pewnie nie wywalił, bo on to jednak był zżyty ze swoją rodziną, ale postanowił jeszcze powkręcać Williama - nie wiem, nie obchodzi mnie to, może do ciebie? - powiedział, a jak Patel zaczął to, że to skomplikowana sprawa, to aż wywrócił oczami. Bo dla niego to było proste, on by swojego kumpla nigdy nie okradł, ale Madox to jednak był sprawiedliwy. I dobry, za dobry czasem. Jak jakiś święty torontoński, aż westchnął ciężko.
- A co ty się tak dojebałeś do mojej kuzynki Patel, co? - zapytał, kiedy Will zaczął jęczeć, żeby pozwolił jej zostać. Na kolejne słowa Patela to wywrócił oczami i już miał gadać, że tak to by nie pozwolił, a jak mu pisał smsy, to, że szkoda wielka, że Wyatt nie wniósł oskarżenia. Kłamca, kłamca, kłamca.
- Ta? To niby co, z tą sąsiadką jest tak na poważnie? - niby tu są pokłóceni i się nienawidzą, a jednak Madox się zainteresował, kiedy William powiedział o tej zazdrości, że wie coś na ten temat, chociaż... oni przecież gadali o tym z Pilar, że Will może być zazdrosny o niego, że kiedyś mogli razem wszystko, chlać, ćpać i odpierdalać, a teraz co?
Teraz Madox jednak wielu rzeczom odmawiał, jak czworokątowi z bliźniaczkami, ale William i tak z nimi poszedł, to chyba wszyscy zadowoleni powinni być. Tylko, że zaraz się szarpią, a potem już jest akcja z bandziorami. Leżą na ziemi i zamiast się zamknąć to oni wciąż sobie dyskutują - to nas zajebią, ale ja nie wiem jak to później wyjaśnię Pilar, więc lepiej, żeby współpracowali, ej może... dawaj im zrób za jakiegoś mediatora, jesteś prawnikiem... albo ja to zrobię - Madox to już wpadł na świetny pomysł, chociaż akurat on z tą swoją gadaną to może by się nadawał?
Zresztą on zaraz to już sobie gada z tym jednym bandytą, jak z jakimś kolegą z podwórka - no nawet dobrym prawnikiem, ale chujowym kumplem, to nie wiem jak to o nim świadczy - według Madoxa to źle. Zaraz temat schodzi na łamanie nóg, a jak Patel mówi to przemoc nie jest rozwiązaniem, to Noriega równo z tym bandytą w kominiarze parsknęli, pewnie sobie mogli piątkę zbić - właśnie czasem trzeba dać sobie po mordach, żeby pewne rzeczy wyjaśnić - mówi Noriega, a złodziej mu wtóruje, że pewnie, że tak. Madox to się jeszcze tak patrzy na Williama, kiedy ten znowu gada, no niby wiedział jakie rzeczy się czasem odpierdala na imprezach, ale i tak Patel podszedł do tego po chamsku, bo jeszcze mu wyrzucał potem w smsach różne rzeczy - no nie wiem, wydaje mi się, że on teraz żałuje tylko po to, żebyś mu nie połamał nóg - bandyta się spojrzał na Madoxa, a potem na Patela i nie dość, że on w jednej ręce ma ten karabinek maszynowy, to w drugiej zaraz dzierży teleskopową pałkę. A Noriega tak popatrzył na nią i mówi - jeszcze on uważa, że jesteśmy z moją narzeczoną toksyczni, bo zazdrośni, bo trochę nerwowi, ale jakby nie ona, to bym go już połamał kilka dni temu, jak mnie okradł z kuzynką... - a złodziej to już takie robi wielkie oczy - co? Okradł cię z kuzynką? Co ty kurwa jakiś pojebany? Okradasz kolegę ze swoją kuzynką? Wstydu nie macie?! - warknął, ale Madox zaraz się wtrąca -a to była moja kuzynka - a złodziej na to - to jeszcze gorzej - Noriega też myśli, że gorzej, bo nie dość, że go zdradził przyjaciel, to jeszcze kuzynka. A to wszystko wina Williama, bo jakby nie wymyślał takich głupich zadań, to nic by się nie stało, pewnie by już byli na jego kawalerskim w Tajlandii i teraz zamiast przeprawy z napadem na bank, to by mieli z ladyboyami. Nie wiadomo co gorsze. Akurat tutaj Madox to się czuł dość swobodnie, bo zaraz sobie nogi wyciągnął i ręce krzyżuje na piersi - to jest w ogóle długa opowieść, bo ja mu dziesięć lat temu życie uratowałem, jak przećpał ten zachlany ryj - jak w jednym zdaniu podkreślić, że William był ćpunem i pijakiem? No właśnie tak - pamiętam to jak dzisiaj - Madox zaczyna swoją historię, a bandyta już usiadł nad nimi na krześle, ale jak Patel się ruszył, to go tą pałką dźga w tyłek - leż suko... - pięknie sobie Patelek nagrabił, nawet nie poszedł do paki, a już był suką jakiegoś strasznego, wielkiego bandyty. A Madox z Riczemu mu mówili, ale teraz to Noriega miał gdzieś, już miał opowiadać dalej historię, ale reszta bandytów opróżnia kasy i przy jednej robi się jakieś zamieszanie, bo kasjerka nagle wpada w histeryczny szloch. No i znowu Madox i jego zamaskowany kolega równo przewracają oczami - ja pierdole, co ona tak ryczy - rzucił bandzior, a Noriega kiwa głową - nienawidzę jak beczą, najgorzej... - no i niby miał opowiadać historię, ale chyba rzeczywiście powinien iść za tego mediatora, bo już jakiś inny złodziej szarpie tą zapłakaną laskę. Tylko jeszcze Madox spojrzał na Williama, czy się wpierdalać, czy nie wpierdalać, niby już się nie przyjaźnili, ale mógł mu coś podpowiedzieć.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Canadian Imperial Bank of Commerce”