-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy on też nasz pogodzą?
Dlatego to było święto, że on w ogóle wyrwał się z klubu, co prawda on nie ufał nigdy bankom, ale po tej akcji z kradzieżą, która jednak została mu zwrócona. No ale i tak dotarło do niego, że chyba skrytka pod łóżkiem była dość słaba. Co prawda zamontował w mieszkaniu sejf i tam teraz trzymał swoje pamiątki i gotówkę, którą by ze sobą zabierał gdyby musieli z Pilar uruchomić protokół awaryjny, ale przecież Madox miał od zajebania takich skrytek, ostatnio miał kasy jak lodu. Klub prosperował zajebiście, on jeszcze wygrał dwie bańki w Vegas, a na dokładkę to przecież zakosił też Frankiemu Ferrariemu i nie wiadomo komu jeszcze.
Zadzwonił do banku, że chce wpłacić znaczną ilość gotówki.
Oczywiście załatwił sobie jakieś lewe papiery, że większość to są zarobki klubu, był kryty, plus ta wygrana w Vegas, z której sporo kasy mu poszło na Jaguara dla jego narzeczonej, ale akurat go kupował na czarnym rynku, ale to nawet dobrze, bo wtedy te brudne pieniądze mógł tam umieścić, że to niby wygrana. Madox ogólnie ostatnio prał hajs pewnie częściej niż skarpetki. Chociaż te dzisiejsze miał czyściutkie, do tego eleganckie buciki, czarna koszula i marynarka, prezentował się trochę jak jakiś gangster, a chciał jak biznesmen, nie wyszło. Ale to pewnie wina tych jego tatuaży.
Wszedł do banku i zapowiedział się, że on tutaj dzisiaj został zaproszony na specjalną wizytę, no bo został. Miał wpłacić dużo kasy, nawet miał ze sobą walizkę, która teraz stała na podłodze przy jego nodze. Jakaś Linda w ładnej garsonce kazała mu chwileczkę poczekać, bo musi przygotować dla niego pokój VIP, a Madox zastanowił się nawet czy będą tam tancerki, jak w tych jego lożach VIP, ale z tego zamyślenia wyrwał go znajomy głos. Wszędzie by go poznał.
William.
Skrzywił się odwracając gwałtownie w kierunku Patela, aż go jebnął kolanem, a ta walizka upadła mu na podłogę z hukiem i wszyscy się na nich obejrzeli, ale Madox wcale się tym nie przejął.
- A co ty tu robisz Patel? Przyszedłeś okraść bank?! Tak jak mnie... - rzucił chyba trochę głośniej niż powinien, aż znowu kilka osób się na nich obejrzało, a ochroniarz zaczął się im przyglądać podejrzliwie. No tak Madox gangster i William... jego adwokat? Noriedze zawibrował telefon i wsunął rękę pod marynarkę, ale chyba mu się wydawało... Ale facet z ochrony i tak się spiął i już się podsuwa do nich bliżej - zresztą ty powinieneś wiedzieć najlepiej co z moją kuzynką, skoro ją porwałeś! - znowu wypalił za głośno, a ochroniarz aż sięgnął do swojego paska. Maca się za pistoletem i maca. A Madox się maca pod marynarką, ale kontynuuje - nie wstydzisz się w ogóle tutaj przychodzić, po tym wszystkim co zrobiłeś, zabiłem prawie przez ciebie człowieka...- w ogóle ci ludzie, którzy koło nich siedzą to już ich podsłuchują, ale Madox to wcale nie mówił cicho, więc to nic dziwnego. Już się ze dwóch ochroniarzy na nich czai, dwóch których ma ten bank, więcej nie miał. Za to Madox miał jeszcze więcej gorzkich słów, które zaraz wyrzuca w kierunku Williama - i prawie mnie miłość mojego życia zostawiła, a wtedy to już nie wiem co bym zrobił... Wysadził się chyba w powietrze... - pokręcił głową, a ci ochroniarze popatrzyli po sobie, bo czy on... ma bombę?
A Madox jeszcze jak na złość poprawił coś pod marynarką, bo go jakaś metka z tej nowej koszuli gryzła gdzieś w klatę.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zostawiłeś u mnie crocsa, sam ci kurwa do niego kupowałem przypinki... - syknął przez zęby. Pewnie William to myślał, że zgubił tego klapka chuj wie gdzie, a to on właśnie go zdemaskował - masz farta, że odłożyliście hajs, bo inaczej bym cię kurwa zajebał, i tak chciałem, ale Pilar mnie powstrzymała - rzucił już trochę ciszej, kiedy Patel mu wypomniał, żeby był ciszej, bo ludzie się gapią. Ale pewnie to było tak tylko na te dwa zdania, bo jednak Madox zawsze był nad wyraz ekspresyjny. A skąd Madox wiedział, że William zrobił to z Gabą? No z tym to akurat sprzedała ich sąsiadka na klatce, bo kiedy Noriega dobijał się do Williama, żeby go zabić, a Pilar błagała go, żeby tego nie robił (żarcik), to wtedy wyjrzała sąsiadka z góry i powiedziała, że Patel wyszedł z tą rudą z dołu (i to już nie żarcik). A u nich mieszkała tylko jedna ruda, więc już było łatwo się wszystkiego domyślić.
- Nie wiem jeszcze co zrobię z Gabą, może ją wypierdolę, skoro postanowiła robić szemrane interesy z takim typem jak ty... Pościel już wyjebaliśmy, bo były na niej jakieś plamy - nawijał jak nakręcony Madox. A kiedy Patel zaczął o tych latynoskich bandziorach, to Noriega sobie pomyślał, że no w sumie mógł. Nasłać na Patela jakiś dwóch łysych karków ze swojego klubu, albo tego co wyglądał jak Maczeta, ale by się osrał.
Na to jego przedrzeźnianie, to miał ochotę mu walnąć w łeb, nawet się zamachnął, ale nie byli na takiej stopie koleżeńskiej, żeby się po kumpelsku bić, więc finalnie Madox schował ręce do kieszeni swojej drogiej marynarki - no i masz szczęście, jakby mnie pozwał, to prędzej bym kurwa uciekł do Meksyku niż poszedł za niego siedzieć - już wszyscy się na nich gapią i słuchają, jakby to była jakaś dobra meksykańska może właśnie telenowela. Ale przecież oni kontynuują wymianę zdań - ty się chuja znasz, jak wszystkie dupy masz na raz do ruchania, to nawet nie wiesz co to jest zazdrość, a tym bardziej jak masz takie caliente, latynoskie corazon - wiadomo Madox mówi, że gorące, latynoskie serce. Bo on to miał w chuj, aż się musiał porozpinać pod szyją, bo mu tutaj gorąco w tej marynarce było - no a co ty myślisz, że ja nie mam dojścia do bomby? - jeszcze się tak popatrzył na Williama jak na jakiegoś głupka. Bo Madox to wszystko umiał załatwić, pewnie bombę też by umiał. Zaraz jednak przysunął się do Williama, jak on tak zaczął i nawet go złapał za fraki - może co? - i może nawet teraz to by mu już jebnął, ale wtedy do budynku wpadli ci zamaskowani bandyci. Do tego z bronią. Wyglądało to poważnie, jak prawdziwe pistolety, a nie jakieś atrapy, jak ten co Madox sobie woził w samochodzie - ja pierdole... - wyrwało mu się i jeszcze tą swoją walizkę kopnął pod siedzenia, bo akurat swojego hajsu to nie zamierzał oddać. Zaraz też zsunął się z krzesła na podłogę, na kolana, ręce założył na głowę i na ziemię. Akurat Madox w takim padaniu na ziemie to miał wprawę, po tym jak go psy zgarniały często. No i nie zamierzał się wychylać, czy coś.
Tylko, że kurwa ochroniarze zamierzali, a Madox aż syknął.
- Ale debile... - pokręcił głową z podłogi, bo wiadomo, że oni tutaj nic nie ugrają, a jak ten wielki dostał w kolano to Madox znowu skomentował - prosto w rzepkę, rozjebana - znowu syknął, a potem popatrzył w sufit, kiedy poleciał z niego gruz. Jakoś na nim wrażenia wielkiego nie robiły te krzyki bandziorów, bo po pierwsze na niego czasem krzyczeli gorsi, a po drugie, to to jest tylko napad na bank co tu się może wydarzyć?
Ale się okazuje, że jeszcze stary się zastanawia, czy rzucić broń, no ładnie, nagle wszyscy tacy odważni, a na każdym szkoleniu mówią, że trzeba współpracować, a nie chojraczyć.
Kiedy William też schodzi na ziemię i zaczyna to swoje Jezus, to Noriega spojrzał na niego z ukosa.
- Zamknij się, będą współpracować, to normalnie wezmą, co chcą i zaraz stąd spierdolą - rzucił do byłego kumpla, ale zaraz się do niego przesunął po ziemi - nie możesz umrzeć? Bo jeszcze mnie nie przeprosiłeś? To masz szansę - i sobie usiadł na tej podłodze nad Williamem, który leży, żeby go na kolanach przepraszał. Ale wtedy jeden z tych bandytów zaraz do nich startuje.
- Co wy tu robicie?! Na ziemie kurwa! - ryczy i już staje nad nimi ze spluwą.
- Czekaj, on mnie zaraz przeprosi na kolanach, zresztą my sobie tutaj tylko rozmawiamy, róbcie swoje - Madox machnął ręką, ale bandzior jeszcze bliżej podchodzi do nich i celuje w nich z karabinka maszynowego.
- Nie ma kurwa żadnych rozmów! Zamknąć mordy i na ziemie! - celuję w Madox, i on już się miał kłaść, no bo jednak chciał, żeby to jakoś gładko poszło, ale zamaskowany złodziej znowu do niego krzyczy - dawaj portfel! Wyskakuj z hajsu, i ty też - jeszcze w Patela wycelował. Madox niechętnie sięga do kieszeni, ale wyjął ten portfel, tylko zamiast go oddać to w nim grzebie.
- Co ty kurwa robisz?! Dawaj to! - złodziej chciał mu wyrwać portfel, ale Madox też mu wyrywa.
- Poczekaj kurwa wyciągnę zdjęcia... - i wyjmuje te zdjęcia.
- Jakie zdjęcia? - pyta bandyta, bo ciekawość chyba wzięła górę.
- Mojej narzeczonej - nawet mu pokazał takie zdjęcie z Pilar, co sobie wydrukowali z Medellin, a zamaskowany typ kiwa z uznaniem głową, że no niezła, a Madox wyjął te zdjęcia i oddał portfel, ale jak William jeszcze grzebie to on kontynuuje - jesteśmy zaręczeni, a prawie się kurwa rozeszliśmy przez tego debila - pokazał na Williama, Madox to w ogóle już siedzi sobie po turecku na ziemi z rękami skrzyżowanymi na piersi, a William leży, a teraz jeszcze nad nim stanął włamywacz z karabinkiem.
- Tego? - pyta się i celuje Patelowi w łeb, a Madox skinął głową.
- Miałem go za przyjaciela, za brata, a on wiesz co zrobił? - no i bandyta chciał wiedzieć co, więc kiwa tym gnatem, żeby Madox mówił - kazał byłemu mojej narzeczonej, z którym miała chemię i się całowała... Rozumiesz to? Całowała się z nim pół roku temu, zadzwonić do niej z seks telefonem - bandyta aż syknął i patrzy na Williama kręcąc głową, a Madox sobie jak gdyby nigdy nic, nawija dalej - no i ja go odebrałem, ten telefon i pojechałem mu najebać, i wielkie halo, kto tak robi, że jakiś kurwa furiat... Ale chyba każdy by tak zrobił, jakby jakiś były się nie chciał odjebać i dzwonił z seks telefonami? - spojrzał na tego bandytę, a on tak myśli chwilę, a to też jakiś wielki kark z tatuażami, ale schowanymi pod ubraniem.
- No ja bym tak zrobił też, nogi bym mu połamał - mówi spokojnie, a potem jeszcze na Williama wskazuje - i jemu też - nawet podszedł do niego bliżej.
- No należało by mu się... - i obaj patrzą na Patela.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- A co ty się tak dojebałeś do mojej kuzynki Patel, co? - zapytał, kiedy Will zaczął jęczeć, żeby pozwolił jej zostać. Na kolejne słowa Patela to wywrócił oczami i już miał gadać, że tak to by nie pozwolił, a jak mu pisał smsy, to, że szkoda wielka, że Wyatt nie wniósł oskarżenia. Kłamca, kłamca, kłamca.
- Ta? To niby co, z tą sąsiadką jest tak na poważnie? - niby tu są pokłóceni i się nienawidzą, a jednak Madox się zainteresował, kiedy William powiedział o tej zazdrości, że wie coś na ten temat, chociaż... oni przecież gadali o tym z Pilar, że Will może być zazdrosny o niego, że kiedyś mogli razem wszystko, chlać, ćpać i odpierdalać, a teraz co?
Teraz Madox jednak wielu rzeczom odmawiał, jak czworokątowi z bliźniaczkami, ale William i tak z nimi poszedł, to chyba wszyscy zadowoleni powinni być. Tylko, że zaraz się szarpią, a potem już jest akcja z bandziorami. Leżą na ziemi i zamiast się zamknąć to oni wciąż sobie dyskutują - to nas zajebią, ale ja nie wiem jak to później wyjaśnię Pilar, więc lepiej, żeby współpracowali, ej może... dawaj im zrób za jakiegoś mediatora, jesteś prawnikiem... albo ja to zrobię - Madox to już wpadł na świetny pomysł, chociaż akurat on z tą swoją gadaną to może by się nadawał?
Zresztą on zaraz to już sobie gada z tym jednym bandytą, jak z jakimś kolegą z podwórka - no nawet dobrym prawnikiem, ale chujowym kumplem, to nie wiem jak to o nim świadczy - według Madoxa to źle. Zaraz temat schodzi na łamanie nóg, a jak Patel mówi to przemoc nie jest rozwiązaniem, to Noriega równo z tym bandytą w kominiarze parsknęli, pewnie sobie mogli piątkę zbić - właśnie czasem trzeba dać sobie po mordach, żeby pewne rzeczy wyjaśnić - mówi Noriega, a złodziej mu wtóruje, że pewnie, że tak. Madox to się jeszcze tak patrzy na Williama, kiedy ten znowu gada, no niby wiedział jakie rzeczy się czasem odpierdala na imprezach, ale i tak Patel podszedł do tego po chamsku, bo jeszcze mu wyrzucał potem w smsach różne rzeczy - no nie wiem, wydaje mi się, że on teraz żałuje tylko po to, żebyś mu nie połamał nóg - bandyta się spojrzał na Madoxa, a potem na Patela i nie dość, że on w jednej ręce ma ten karabinek maszynowy, to w drugiej zaraz dzierży teleskopową pałkę. A Noriega tak popatrzył na nią i mówi - jeszcze on uważa, że jesteśmy z moją narzeczoną toksyczni, bo zazdrośni, bo trochę nerwowi, ale jakby nie ona, to bym go już połamał kilka dni temu, jak mnie okradł z kuzynką... - a złodziej to już takie robi wielkie oczy - co? Okradł cię z kuzynką? Co ty kurwa jakiś pojebany? Okradasz kolegę ze swoją kuzynką? Wstydu nie macie?! - warknął, ale Madox zaraz się wtrąca -a to była moja kuzynka - a złodziej na to - to jeszcze gorzej - Noriega też myśli, że gorzej, bo nie dość, że go zdradził przyjaciel, to jeszcze kuzynka. A to wszystko wina Williama, bo jakby nie wymyślał takich głupich zadań, to nic by się nie stało, pewnie by już byli na jego kawalerskim w Tajlandii i teraz zamiast przeprawy z napadem na bank, to by mieli z ladyboyami. Nie wiadomo co gorsze. Akurat tutaj Madox to się czuł dość swobodnie, bo zaraz sobie nogi wyciągnął i ręce krzyżuje na piersi - to jest w ogóle długa opowieść, bo ja mu dziesięć lat temu życie uratowałem, jak przećpał ten zachlany ryj - jak w jednym zdaniu podkreślić, że William był ćpunem i pijakiem? No właśnie tak - pamiętam to jak dzisiaj - Madox zaczyna swoją historię, a bandyta już usiadł nad nimi na krześle, ale jak Patel się ruszył, to go tą pałką dźga w tyłek - leż suko... - pięknie sobie Patelek nagrabił, nawet nie poszedł do paki, a już był suką jakiegoś strasznego, wielkiego bandyty. A Madox z Riczemu mu mówili, ale teraz to Noriega miał gdzieś, już miał opowiadać dalej historię, ale reszta bandytów opróżnia kasy i przy jednej robi się jakieś zamieszanie, bo kasjerka nagle wpada w histeryczny szloch. No i znowu Madox i jego zamaskowany kolega równo przewracają oczami - ja pierdole, co ona tak ryczy - rzucił bandzior, a Noriega kiwa głową - nienawidzę jak beczą, najgorzej... - no i niby miał opowiadać historię, ale chyba rzeczywiście powinien iść za tego mediatora, bo już jakiś inny złodziej szarpie tą zapłakaną laskę. Tylko jeszcze Madox spojrzał na Williama, czy się wpierdalać, czy nie wpierdalać, niby już się nie przyjaźnili, ale mógł mu coś podpowiedzieć.
William N. Patel