Madox to trochę nie wierzył, jak William mu tak mówił, że to nic poważnego. Bo on zawsze tak mówił, a potem na przykład po jednej babie to płakał z miesiąc i Noriega go pocieszał (po Gabie, ale Madox przecież nie wiedział po kim). Machnął na to już ręką, bo zresztą on to chciał ten napad na spokojnie przejść i już nie zostawiać tu nawet pieniędzy, skoro była możliwość, że ktoś mu je ukradnie nawet tutaj. Madox to już kmini, że może powinien kupić jakieś mieszkanie i tam sejf, i tam trzymać ten swój cały hajs.
-
Można też dać sobie po gębie, przybić piąteczkę i spoko - Madox to zdecydowanie wolał taki sposób, bo on wcale nie był pacyfistą, i jego nowy kolega włamywacz też nie, bo on zaraz dodaje -
można też komuś nogi połamać, jak już po mordzie nie wystarczy - Madox kiwa głową, że no tak -
albo jeszcze można... - ale już nie powiedział co, bo William mu się coś wciął, a potem mu ten złodziej kazał
stulić pizdę. No to Madox znowu nawija, bo faktycznie on to ma takie gadane, czasem to mu się buzia nie zamyka.
No ale jak William tak zaczął, że ma na to dobre wytłumaczenie, to Madox się przymknął i go słucha, bo jest ciekawy jakie. No chyba najlepsze to by było, że Patel ma guza mózgu i mu się w głowie coś pojebało, to może jeszcze Noriega by mu wybaczył.
-
Co kurwa?! - ryknął, jak się Patel w końcu wysłowił, że on kiedyś był z Gabą, a zaraz macha na tego bandziora -
dobra kurwa, łam mu te nogi, obie... - tylko, że William tam nawija, żeby się nie wkurzał, ale bandyta już łapie tą pałkę teleskopową, tylko Madox mu macha ręką, że okej, spokojnie, wysłuchajmy go. Niby Madox słucha, ale po jego twarzy widać, że jest wkurwiony, ale też myśli o tym. No bo jak Patel mógł wyrywać jego młodszą kuzynkę, to w ogóle nie łamie jakiegoś braterskiego kodeksu? -
Moje cygara paliliście? I moje zielsko? A na pościeli co się stało? Nie mogliśmy jej doprać - jeszcze nawija Madox, ale chuj już z tym, bo jak Patel powiedział, że
on ma swoją Pilar, i co by zrobił, jakby mu zniknęła na sześć lat, a potem nagle wróciła, to Madox aż wywrócił oczami -
nie pozwoliłbym jej nigdy na tyle zniknąć, na drugim końcu świata bym ją znalazł, a ty to jesteś pi... - i już chciał go zwyzywać, że on na to pozwolił, ale ten bandzior nagle... Chlipie nosem i widać jak mu łzy płyną spod tej kominiary. A Madox i William patrzą na niego.
-
Ja wiem jak to jest się kierować sercem, zawsze się sercem kieruję - Madox tak jeszcze spojrzał na niego, że no widać, że nie rozumem, skoro napadli na bank. No ale prawda jest taka, że Noriega to też zawsze sercem się kierował i zaraz mu się przypomniało, jak on Pilar wiecznie powtarzał, żeby więcej czuła, a mniej myślała.
-
Dobra, ja też bym dla Pilar ukradł miliony i nawet się nie zastanawiał - przyznał w końcu Madox, ale zaraz dodaje -
ale jak kurwa skrzywdzisz moją kuzynkę, to cię zaje... - nie dokończył, bo znowu William nawija, oni tak trochę mówią jeden przez drugiego. A Patelek to zaczyna w końcu przepraszać. No i Madox na początku udaje taką obrażoną księżniczkę, że nie wybaczy mu nigdy, ale potem już wywraca oczami -
dobra - tak się zamachnął, jakby serio chciał Patelowi strzelić w pysk i bandzior aż wstrzymał powietrze, a Madox Patelka tylko pac pac po główce, bo on to też jest dla niego jak taki młodszy, upośledzony braciszek. A chuj, że nie jest upośledzony, no i są w tym samym wieku -
no dobra ja też cię przepraszam, sorry, że napisałem, że masz to w dupie obok kutasa mojego barmana - ten złodziej tak znowu zerka na Patela z ukosa -
no i żebyś dotykał się siurkami z Galenem Wyattem - bandzior już tak unosi obie brwi -
to jakiś gej? - ładnie zapytał, że nie powiedział pedał czy coś, no i wskazuje na Willa, a Madox zaraz -
nie... Trochę, ale nieważne - machnął ręką i już opowiadają o tym, jak Noriega uratował Patelowi życie. Bo tak było. I wtedy Madox mu dał zastrzyk z adrenaliny i uratował ten przećpany łeb. Tylko nie zdołali opowiedzieć tej pięknej, wzruszającej historii, bo za kasą się robi jakieś poruszenie i już oni wszyscy tam zerkają. Madoxowi się wcale nie chce tego załatwiać i on chce Patelowi przekazać spojrzeniem, żeby się nie wychylał, a ten się kurwa wyrywa pierwszy, że pogada z babą. Jeszcze na niego macha głową.
-
Ech, jakby nie można było tego załatwić pokojowo - mówi Madox, który niektóre sprawy załatwia łamaniem nóg. No ale poszli z Williamem i Noriega też ręce krzyżuje za głową jak jakiś bandyta, a później patrzy na tego typa, co babce macha przed twarzą karabinkiem -
weź no stary, jak jej będziesz tak machał, to przecież wiadomo, że ona spanikuje - aż Madox pokręcił głową -
z kobietami to trzeba delikatniej - znawca kobiet się odezwał, a zwłaszcza to delikatnego ich traktowania. Ta...
No ale William podbija do laski i zaczyna coś nawijać. A Madox za to staje sobie koło bandziora.
-
A co trenujecie chłopaki? - patrzy po tych kominiarach i ich zagaduje, no i tam sobie wymieniają co, a w końcu się okazuje, że oni nawet czasem w tym samym klubie się napierdalali i znali takiego Tysona, co się woził, ale tak naprawdę słabo się bił i wszystkich wkurwiał. Pośmieszkowali sobie z tego Tysona, jak William załatwiał sprawy z kasjerką.
A wtedy rozległo się to -
jesteście otoczeni.
Madox aż wywrócił oczami, no bo teraz jak policja wkracza do akcji, to się wszystko przeciągnie, będą negocjacje, zakładnicy, aż westchnął ciężko.
-
No i pięknie, trzeba było im dać hajs, to byśmy już byli w domu - popatrzył po tych wystraszonych zakładnikach, a zaraz na złodziei -
no to bierz kogoś i idźcie negocjować - oczywiście jeden z bandytów wskazuję pistoletem na kasjerkę, a ta w bek -
nie no nie ją, będzie się szarpać - już im poradził Noriega, to oni wskazują na Williama, że on, a Madox znowu kręci głową -
dobra, chodź, ja pójdę... - już się postanowił poświęcić, byle tylko mu łba za to nie odstrzelili. Bandzior złapał go za rękę i wykręcił ją do tyłu. Prowadzi go do drzwi, zasłaniając się Noriegą, tylko szkoda, że on też wygląda jak bandyta, ale ładnie rączki podniósł do góry, a tamten już gada, że to zakładnik. Chociaż Madox to by go pewnie szybciutko rozbroił, ale wtedy tamci w środku by zaczęli strzelać, postanowił być grzeczny. Już złodzieje mówią jakie mają żądania, że mają im samochody podstawić i coś tam. Ale Madox nie słuchał, bo się zastanawiał czy jak wróci do domu to już będzie Pilar i obiad. To znaczy wiadomo, że Pilar mu nie ugotuje, ale może Rich.
No dobra w końcu wracają do środka, a ten bandyta co trzymał Noriegę, jego nowy kolega, mówi.
-
Ej stary, ja z tym, że rozwalę ci łeb na oczach wszystkich, a co piętnaście minut następnym zakładnikom, jak nie podstawią samochodu, to żartowałem. Najpierw rozwaliłbym im - pokazał na resztę zakładników.
-
A spoko, nie słuchałem - Madox to machnął na to ręką, bo naprawdę nie słuchał, a potem sobie znowu gdzieś tam przysiadł i chyba czekają teraz na jakiś krok policji.
William N. Patel