-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czuła się nieco zagubiona, bo miała wrażenie, że narzeczona wytrąca jej z dłoni więcej oręża niż ustawa przewiduje. Do jej dziwacznych zainteresowań należało przecież też odgrywanie ról i improwizowanie, a to zdawało się działać na ukochaną jeszcze gorzej niż te próby odczarowania jej problemu bycia zajętą. Ale na tym całym udawaniu miało się to przecież wszystko opierać. Bez tego byłaby po prostu April w kolejnym kretyńskim stroju, która na szczęście już rozkochała w sobie Teddy i mogła teraz popełniać takie błędy. A może problemem był jednak ten strój? Powinna wybrać inną postać? Problem w tym, że była święcie przekonana, że w takiej nietypowej dla siebie wersji bardzo się narzeczonej spodoba. Miała być przyjemną odskocznią i szansą pokazania się z różnych stron, których może nawet się po niej nie spodziewała. Może jednak trzeba było zostać przy Triss Merigold? To bardziej wpasowywało się w jej charakter, ale tamten strój chyba sprzedała lata temu. To może w ogóle nie powinna niczego zakładać? To znaczy nie żeby miała tu przyjść nago, tylko w czymś totalnie zwyczajnym. Tylko co niby wyjątkowego wtedy byłoby w tej randce? A może po prostu straciła zdolność do organizowania wyjątkowych rzeczy, za którą zawsze się bardzo ceniła?
Jej myśli przyspieszały z każdą sekundą, mknąć po jej głowie w tempie, które już dawno przestało być tym, co da się jakkolwiek ogarnąć. Wewnątrz jej łba było zdecydowanie za dużo April, a za mało June. Skarciła się w myślach za to rozproszenie i spadek pewności siebie. Na pewno nie mogła się teraz na tym skupiać, zostawi to sobie na inny raz.
— Doskonale — skomentowała uwagę o jej dobrym nastroju, choć nie słuchała zbyt uważnie, co strażaczka w ogóle do niej powiedziała. Dotarł do niej jednak ogólny sens i to musiało wystarczyć. Zaraz jednak musiała skupić się dużo bardziej, bo jej narzeczona zaczęła wymawiać jakieś mądre słowa na temat psów, które oczywiście kompletnie ją przerastały. Biedna Finch po prostu widziała fajnego TikToka z psem na desce i poszła za tą myślą. Tam nie było takich wywodów, tylko czadowa muzyczka.
— No... tak. Nie powiedziałam przecież, że treningi trwają długo — odparła, ostrożnie dobierając słowa, żeby znowu nie powiedzieć czegoś kretyńskiego. To była chyba całkiem niezła wymówka, prawda? Chociaż właściwie, jakby się tak nad tym zastanowić... nie. Ostatnie, co powinna teraz zrobić, to się zastanawiać. Musiała po prostu słuchać uważnie.
— Nie zaczęłam jeszcze trenować kotów ani jenotów, chociaż chciałam, więc na razie to tyle z moich sportowych sukcesów. — Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. Nauczenie akurat tych zwierzaków tego typu sztuczki pewnie nie było możliwe. Chociaż chuj je wie, może jenoty też mają tę całą piromanię czy jak tam brzmiało to słowo i są w tym zajebiste.
— Po prostu zostawmy temat pracy. Żadna przyjemność gadać o niej w wolny wieczór, prawda? Opowiedz mi lepiej o najstarszym zamku, jaki kiedykolwiek widziałaś. — Tym razem nie próbowała silić się na żaden flirciarski ton ani wymowne spojrzenia. Pytała całkiem zwyczajnie, naprawdę chcąc poznać odpowiedź i posłuchać nowego zestawu mądrych słów, które kobieta na pewno miała w zanadrzu.
Dzień tu bez Ciebie ma miarę tygodnia. Przestrzeń bez Ciebie - klaustrofobia
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Czyli masz bzika na punkcie sportu? Surfing to twoja ulubiona dyscyplina czy interesujesz się jeszcze jakimiś innymi? Pytam, bo dla mnie to totalna strata czasu — w tym miejscu machnęła obojętnie ręką. — Nie rozumiem, jak ludzie mogą pocić się dla własnej przyjemności. A bieganie z rana? To dopiero skrajna głupota! Po co to sobie robić? I dokąd tak biegną? — pokręciła głową, tworząc w swojej głowie obraz Tiffany, która nie znosiła aktywności fizycznej. To chyba całkiem niezła próba, żeby jakoś oddzielić postać od prawdziwej wersji siebie? Cholera wie, to nie Darling wcielała się w wyimaginowanych bohaterów w wolnym czasie.
Zejście z tematu pracy na coś luźniejszego wydawały się strzałem w dziesiątkę. Po robocie nie gadamy o robocie i takie tam. Tym bardziej że strażaczka nie wiedziała zbyt wiele o zawodzie taggerki. Na pewno brzmiało to okropnie nudno. O nie, czyli Tiff była zupełnie taką nudziarką, jak Teddy? Dobrze, że ta druga miała przynajmniej dość ciekawą profesję.
Schody zaczęły się dopiero, gdy Darling uświadomiła sobie, że nie zna zbyt wielu zamków. Sama chyba nie widziała żadnego. Ale Tiffany na pewno widziała ich mnóstwo, więc musiała kombinować. Rozwiązywała przecież krzyżówki i oglądała teleturnieje, coś tam jej w tym łbie zostało.
— Nie przypuszczałam, że fascynuje cię architektura — powiedziała, grając na czas. To nie tak, że wymyśli coś od strzału, a trudno tak gadać i myśleć jednocześnie. Wtedy przypomniała sobie pytanie z Milionerów. Jaka historyczna forteca w St. Augustine na Florydzie, zbudowana przez Hiszpanów w XVII wieku z coquiny, jest dziś pod opieką National Park Service? Chuj wie, co to jest coquina, ale pewnie jakiś rodzaj skały. Pokruszonej muszli czy innego ścierwa. — Nie widziałam zbyt wiele zamków, ale za to widziałam fortecę w Stanach. Castillo de San Marcos. Tak się nazywa — oznajmiła z nadzieję, że niczego nie przekręciła. Oby tylko June nie okazała się znawczynią starożytnych budowli. — Pytanie wynika z tego, że dużo podróżujesz? Wyglądasz na eksploratorkę — stwierdziła, chociaż trudno stwierdzić po czym. Pewnie po tych wysokich butach. — Na bank masz jakieś niesamowite historie ze swoich podróży — wsparła się łokciem o barowy blat, a głowę oparła na dłoni, gotowa wysłuchać pięknych opowieści.
myślę o tym zanim zasnę, chciałbym cię tutaj zatrzymać i mieć tylko dla siebie zanim wygasnę
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Biegam dość rzadko, wolę raczej ruch w bardziej ekstremalnej formie. No wiesz, kajakarstwo górskie, kolarstwo grawitacyjne, motocross i takie tam — plotła co jej ślina na język przyniesie, próbując przypomnieć sobie wszystkie sporty, jakie oglądała kiedyś w środku nocy na Extreme Sports Channel. Moze gdyby za każdym razem nie była wtedy tak pieruńsko spizgana, to poszłoby jej lepiej. Pomyślała też o deskorolce, ale miała wrażenie, że to nie do końca byłoby w stylu June. W rzeczywistości miała na temat tego wszystkiego dość marne pojęcie, ale miała nadzieję, że to rzeczy względem których będzie w stanie szyć na bieżąco, jeśli narzeczona uzna, że chce ją dopytać o szczegóły.
Pokiwała głową, słuchając na temat fortecy, której nazwę słyszała pierwszy raz w życiu. Spodziewała się raczej, że narzeczona wyskoczy z jakimiś europejskimi nazwami, na których można połamać sobie język, a tu proszę. Nie dość, że dało się to zapamiętać, to jeszcze było względnie niedaleko.
— No i jak? Warta odwiedzenia? — dopytała uprzejmie, jak winien zrobić każdy porządny rozmówca w takiej sytuacji. Nie miała pojęcia, czy jej narzeczona faktycznie kiedyś tam była czy po prostu sięgała do swojej szerokiej wiedzy na każdy możliwy temat świata. Kto wie, może okaże się, że w trakcie tego wieczoru odkryje na jej temat coś całkowicie nowego, o co nigdy nie wpadła, żeby zapytać? To byłoby coś.
— Niedawno na przykład byłam w parku narodowym Maasai Mara. To na pograniczu Kenii i Tanzanii. Cudowne widoki, niesamowite zwierzęta... trudno to opisać. Mieliśmy masajskiego przewodnika, niesamowity gość. Wiesz, że Masajowie mogą poróżować między tymi krajami bez paszportu? I... w ogóle? — Nałogowe oglądanie filmów na YouTubie wreszcie się opłaciło! Mogła podzielić się z kimś jakąś ciekawostką. Istniało gigantyczne prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że Teddy i tak to wszystko wie i pewnie wie o parku więcej niż Finch, ale trudno. Musiała chwytać się czegokolwiek.
— Ty nie miałaś dużo okazji, żeby podróżować? — dopytała, siadając na hokerze nieco wygodniej, bez zbędnego prężenia się i prezentowała najciekawszych stron własnego ciała. Nie ma co się nadwyrężać, skoro rozmawiały całkiem swobodnie.
I należysz do mnie, choć to nie kwestia posiadania
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dowiedziawszy się o wszystkim wcześniej, na bank natychmiast zaczęłaby ułatwiać jej zadanie. Przestałaby zgrywać tak niedostępną i kilka razy celowo podałaby ukochanej pomocną dłoń. Ale co to za niespodzianka, z której zniknąłby element zaskoczenia? A przecież strażaczka naprawdę dała się nabrać. Usiadła przy barze, nie mając pojęcia, co za chwilę się wydarzy. Nie spodziewała się nowych tożsamości i podrywania własnej narzeczonej pod fałszywym imieniem. Przecież gdyby od początku myślały identycznie i przewidywały swoje ruchy, cała zabawa skończyłaby się po kilku minutach. Najwyraźniej z nich dwóch, to tylko Teddy miała z tego jakąkolwiek frajdę.
— Sporty ekstremalne zawsze robiły na mnie największe wrażenie — pokiwała z aprobatą głową. — Sama nigdy nie zdecydowałabym się na podobne akrobacje, bo od samego patrzenia robi mi się niedobrze, ale zawsze oglądam każde filmiku, które wyświetlają mi się na tiktoku — powiedziała, robiąc z Tiffany boidupę. Jej alter ego nie mogło być doskonałe! No dobra, Darling też nie była doskonała, ale akurat ze sportem była za pan brat. Nie to, co Tiff, która pewnie nawet nie umiała pływać.
Oczywiście, że strażaczka nigdy nie widziała Castillo de San Marcos na własne. Ba, nie widziała fortecy nawet na zdjęciach. Nigdy nawet nie była na Florydzie, a w USA gasiła jedynie pożary, kiedy zostali tam wysłani jako wsparcie dla tamtejszych strażaków. No ogólnie w dupie była i gówno widziała.
— Zdecydowanie! — powiedziała, z trochę zbyt przesadnym entuzjazmem. — Powierzchnia ma wielkość jedenastu pełnowymiarowych boisk piłkarskich, więc dla kogoś jest co oglądać. Nogi trochę wchodzą w tyłek od tego łażenia. A ja mam ostrogi piętowe i mocno to odczułam — palnęła, zanim zdążyła to dobrze przemyśleć. Straszna niedołęga z tej Tiffany. Jakim cudem June chciała poderwać kogoś takiego? I jakim cudem Tiff znalazła narzeczoną? Żałosne.
Wbrew pozorom Teddy nie wiedziała wszystkiego. Pierwszy raz w życiu słyszała o Maasai Mara. Brzmiało to jak coś, co April mogła wymyślić na poczekaniu. A może to z June była taka bajkopisarka? Musiała teraz się zastanowić, czy Tiffany była kosmopolitką i czy zwiedziła już kawałek świata. W sumie, czemu nie? Wystarczyło, ze Darling praktycznie nigdzie nie była.
— Niesamowite — westchnęła, sięgając po swojego drinka. — Afryka to jedyny kontynent, którego nie udało mi się jeszcze zwiedzić wzdłuż i wszerz — o patrzcie ją, kurwa, jaka obeznana! — Koniecznie musisz opowiedzieć mi więcej o tych Masajach — spojrzała na ukochaną z rozbawieniem, na moment wychodząc z roli. Jasne, że ją podpuszczała! Była ciekawa, czym jeszcze ją zaskoczy. Podejrzewała, że miała wiele kart do wyłożenia. Tiffany na pewno również lubiła takie smaczki. Już powoli zapominała o swojej narzeczonej.
— Och, podróżuję cały czas — machnęła niedbale ręką, jakby faktycznie jeździła gdzieś dzień w dzień. — Ale zamki to nie mój konik. O wiele bardziej wolę zaginione miasta. No wiesz, Machu Picchu, Jordania, Angkor, Pompeje... — zaczęła wyliczać wszystko, co przewinęło jej się przez głowę. Skąd ona w ogóle wiedziała takie rzeczy? Teddy to jednak miała łeb! To znaczy Tiffany. — Nie ma nic piękniejszego od dawno zapomnianych cywilizacji — no teraz to poleciał, nie ma to tamto. — Jest jakieś miejsce, którego nie widziałaś, ale bardzo chciałabyś zobaczyć? — zapytała i znów sięgnęła po szklankę i bardzo przypadkiem musnęła palcami dłoń June, która akurat w tym samym momencie chwytała swojego drinka.
spójrz na mnie, kiedy patrzę, przyciągnę cię jak magnes
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Masz piętowe... przykro mi? — Przekrzywiła nieznacznie głowę, bo znowu nie miała pojęcia, o czym jej narzeczona mówi. Nie podejrzewała jej raczej, że zmyśla te wszystkie fakty i słowa na poczekaniu, to raczej nie byłoby w jej stylu. To znaczy, wiadomo, totalnie zmyśla historię Tiffany, ale korzysta z zasobów własnej głowy i wyjątkowo szerokiej wiedzy, w których Finch miała zdecydowane braki. Nie miała pojęcia, jak poważnym schorzeniem jest to wymienione przez jej rozmówczynię, ale raczej nie jakoś skrajnie, skoro nadal miała dwie nogi przytwierdzone do korpusu i nigdzie w pobliżu nie stał żaden wózek albo chociaż kule.
—To bardzo ciekawa kultura. Przede wszystkim najważniejszymi zwierzętami są dla nich krowy, co według mnie już daje im kilka punktów na start. Im więcej masz bydła, tym jesteś bogatsza i w ogóle. Znaczy no, może nie ty, bo jesteś kobietą, a to u nich akurat ciężki temat... No i z tymi krowami to też tak nie do końca, bo te ich rytuały to... Ale teraz dzieciaki są zawsze posyłane do szkół, więc to wszystko się będzie na pewno zmieniać no i... mają takie kolorowe chusty i... no — mówiła coraz szybciej, skacząc z tematu na temat i gubiąc się we własnych myślach. Opowiadała jej po prostu informacje, które zdobyła po obejrzeniu materiału na YouTubie, ale w połowie zdała sobie sprawę, że to nie do końca są lekkie i radosne tematy, którymi June powinna się zachwycać, a przecież nie miały tutaj czasu na długą dyskusję na temat kultury i historii Kenii, na podstawie których będą mogły wyciągnąć jakieś wnioski i oceniać konkretne zwyczaje w szerszej perspektywie. To wszystko zdecydowanie odbiegało od zwyczajnej, barowej rozmowy, więc odetchnęła z lekką ulgą, gdy udało jej się wypluć z siebie te wszystkie bezsensowne słowa. Trzeba było zostać przy surfujących psach.
Drgnęła niepewnie, gdy jej rozmówczyni musnęła ją dłonią. To było raczej celowe działanie, co jeszcze bardziej ją skonfundowało, bo nie była pewna, jak powinna to odczytywać w kontekście niechęci do flirtu. Zdecydowanie czuła się dzisiaj głupsza niż zazwyczaj. Odstawiła swojego nietkniętego jeszcze drinka z powrotem.
— Zaginione cywilizacje to świetna sprawa. Ja na przykład staram się zawsze mierzyć wysoko i wierzę, że pewnego dnia trafię do miasta Mu, El Dorado albo chociaż Zerzury. Nie zależy mi oczywiście na kradzieży skarbów, wystarczy, że zobaczę to na własne oczy, kumasz? — pociągnęła swobodnie temat dalej, najwyraźniej uznając, że June jest jeszcze bardziej oderwana od rzeczywistości niż sama April, a to już było pewne osiągnięcie. Z drugiej strony, dobrze, że miała jakieś ambitne cele w życiu i nie miała w zwyczaju się poddawać.
Ty, Ty mnie dobrze znasz, wszystko o mnie wiesz
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słuchała o Masajach, kiwając przy tym głową. Niby to oczywiste, że bydło od zawsze jest kluczowym elementem przetrwania i miarą zamożności w wielu krajach rozwijających się, bo pełni tam funkcję nie tylko żywnościową, ale też kapitałową. A jednak jakoś na co dzień człowiek o tym nie myśli. O samych krowach, owszem, bo są urocze. Na przykład o Theodorze Apreddy LXIX, która była przecież najsłodszą mućką na świecie!
— Teraz to muszę w końcu wybrać się do tej Afryki. To znaczy, nie dla silnie głęboko zakorzenionego patriarchatu, ale żeby po prostu poobcować z tamtejszą kulturą. I zobaczyć te wszystkie zwierzęta. Safari i takie tam — wyjaśniła, bo żadna normalna kobieta nie chciałaby zostać dłużej gdzieś, gdzie prawa są często ograniczane przez tradycję, która wyklucza je z dziedziczenia, edukacji i decyzji o własnym losie. To nie brzmiało zbyt fajnie.
Dostrzegła to drgnięcie. No cóż, trudno było mówić tutaj o jakiejś chemii. Może gdyby Tiffany od razu dała się zaciągnąć June do kibla, wszystko wyglądałoby inaczej? Może wtedy dziewczyna uznałaby tę randkę za sukces? W końcu April lubiła seks, więc jej alter ego najpewniej również. To akurat wydawało się jedną z niewielu rzeczy, które pozostały niezmienne niezależnie od przyjętego imienia czy wymyślonej historii. A Tiffany zachowywała się dokładnie tak, jak zachowywała się Teddy. I może właśnie to stanowiło problem? Może po prostu Finch zaczęła oczekiwać czegoś innego, niż mogła dostać. Im Darling dłużej nad tym myślała, tym bardziej zaczynała się nakręcać. A kiedy już wpadała w podobny tok rozumowania, bardzo trudno było jej się zatrzymać. Jedna wątpliwość prowadziła do następnej, a każda kolejna wydawała się jeszcze bardziej absurdalna od poprzedniej. A co, jeśli między Teddy i April w rzeczywistości też tej chemii nie było? Co, jeśli to wszystko istniało wyłącznie w jej głowie? Mała, głupia i kompletnie niepotrzebna myśl, która niestety nie zamierzała od razu zniknąć, bo już się rozpędziła i zaczęła podążać niewłaściwym torem. Zamiast cieszyć się zabawą, zaczynała analizować rzeczy, które nie wymagały żadnej analizy. I zamiast skupić się na tym, że siedzi naprzeciwko kobiety, którą kochała, zastanawiała się nad hipotetycznymi scenariuszami, które nigdy się nie wydarzyły i najprawdopodobniej nigdy się nie wydarzą. Chyba? Pewności nie miała.
To był pierwszy znak, że powinna przestać rozkminiać i wrócić do flirtowania. Co z tego, że nie wychodziło jej to zbyt dobrze. Trzeba było improwizować. Przynajmniej po tej randce Finch będzie już wiedzieć, żeby więcej nie namawiać Darling do uczestniczenia w sesjach rpg z jej znajomymi. Strażaczka kompletnie się do tego nie nadawała.
— Kumam. Ale naprawdę nie chciałabyś niczego ukraść? Przecież w takim El Dorado wszystko jest ze złota. Nikt by nie zauważył, że coś zniknęło — wzruszyła lekko ramionami, łapiąc kilka łyków drinka. — Wierzysz w ogóle, że istnieje? Ja wierzę. Tak, jak Atlantyda — powiedziała w taki sposób, jakby Tiffany naprawdę wierzyła w te mityczne krainy. Czy sama Teddy miała podobnie? Może i tak. Wierzyła w życie pozaziemskie, więc dlaczego miałaby nie wierzyć, że gdzieś tam są pozostałości po czymś, czego człowiek po prostu do tej pory nie odkrył?
podejdź do mnie, trochę bliżej stań zanim dotknie znów codzienność nas
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zdecydowanie da się zwiedzać Afrykę i nie wspierać przy tym takich rzeczy. Koniecznie się wybierz. To skrajnie inne doświadczenie niż wizyta w Europie czy nawet Ameryce Południowej, wiadomo. Wrócę tam przy pierwszej możliwej okazji. — W tym akurat było trochę prawdy. Wprawdzie Finch nie postawiła jeszcze stopy na Czarnym Lądzie, ale nie wątpiła, ze byłoby to wspaniałe doświadczenie. Może powinny kiedyś wybrać się na takie wakacje? Wszystko przed nimi! Prawdopodobnie miały jeszcze całą masę urlopów przed śmiercią, więc objechanie najciekawszych zakątków świata nie powinno być wielkim problemem, jeśli tylko będą miały chęci, a świat nie wybuchnie przez katastrofę klimatyczną albo działania jakichś kretynów z rządów wielkich państw. Tego to akurat nie wiadomo.
Zwyczajna rozmowa o swoich emocjach na pewno by im pomogła. Taka prowadzona werbalnie, a nie we własnych głowach. Niepotrzebnie się obie nakręcały, szukając problemów tam, gdzie ich nie było. Przecież potrafiły się dogadywać tak dobrze od wielu lat, prawie nigdy się nie kłóciły i w ogóle. Stać je na dużo więcej niż dopisywanie sobie kilometrowych historii do drobiazgów bez znaczenia. Ale czy Finch kiedykolwiek będzie w stanie oduczyć się tych odruchów, które męczyły jej mózg odkąd tylko pamięta? Cóż, trudno powiedzieć. Akurat ten problem był z nią jeszcze dłużej niż Teddy, a pozbycie się strażaczki też byłoby bardzo problematyczne.
— Nie potrzebuję skarbów, serio. Preferuję minimalizm. Jakbym miała jutro spakować cały swój dobytek i przeprowadzić się na drugi koniec globu, to pewnie zmieściłabym się w czterech pudłach — wyjaśniła spokojnym tonem. To było skrajnie daleko od tego, jak żyła April, więc uznała, że to niezły pomysł, by wprowadzić to do June. Teddy pewnie wolałaby, żeby była troszkę bliżej takiego podejścia. Może nie aż tak ascetycznego, ale jednak ten materializm April z pewnością potrafił być męczący. Przynajmniej na ten jeden wieczór będzie zgrywać kogoś, kto nie potrzebuje do życia wygód i wielkich pieniędzy!
— Jasne, że istnieją. Tylko głupi by nie wierzył — oświadczyła stanowczo. Może było tak, że im bardziej w to wszystko wierzy, tym bardziej prawdopodobne to się staje? Niektórzy wierzyli przecież w tajemniczą moc manifestacji. Nikt nie mówił, że to nie działa na mityczne krainy.
— Jak uda mi się tam kiedyś dojechać na swoim motocyklu, to wyślę ci fotki... o ile dasz mi ten numer. Albo chociaż Instagrama — zagwarantowała, wzruszając nonszalancko ramionami, jakby wzmianka o podróży na motocyklu do El Dorado była najzwyczajniejszym tematem na całym świecie. Wiadomo, że June musiała jeździć na takich sprzętach! Nie nosiła tej kurtki jedynie dla lansu, co nie? Również z tego powodu, ale nie tylko.
Zanim odwiedzimy kraje wszystkie, Usiądźmy na ławce, żeby sobie pomilczeć
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Tak zrobię. Bardzo chciałaby jeszcze zobaczyć Wodospady Wiktorii na granicy Zimbabwe i Zambii, pustynne wydmy Sossusvlei w Namibii oraz niebieskie miasto Chefchaouen w górach Rif — wyliczyła, co Teddy chciałaby zwiedzić, a co Tiffany na pewno zwiedzi. Darling kojarzyła wszystkie te miejsca je z z programów telewizyjnych. Nie budowała wokół tego żadnych większych planów. Miała to w swojej tabelce do zobaczenia kiedyś, ale bez konkretnej daty, bez założeń, że faktycznie się wydarzą. Wiedziała, jak wygląda jej życie na co dzień. Do tego dochodziły kwestie finansowe, które nie pozwalały na spontaniczne decyzje o dalekich podróżach. Szczerze mówiąc, nie nastawiała się, że kiedykolwiek faktycznie tam pojedzie. Musiała realistycznie patrzyła na swoje możliwości. Czas i pieniądze rzadko układały się w taki sposób, żeby pozwolić na dłuższe wyprawy gdzieś na kraniec świata.
Złapała się na tym, że zaczynają jej się udzielać emocje narzeczonej. Finch nawet nie musiała niczego mówić wprost. Wystarczała minimalna zmiana tonu i sposób, w jaki wyrzucała z siebie kanonadę kolejnych słów. Darling wychwytywała to odruchowo, chociaż na początku nie nadawała temu konkretnych znaczeń. Dopiero później uświadomiła sobie, że ukochana - pewnie całkiem nieświadomie - zasiewa pod jej skórą wątpliwości. Dlatego musiała odłożyć je na bok, co w przypadku strażaczki miało jedyny sens. Lepiej było to stłamsić, zanim te wątpliwości zdążą urosnąć do czegoś większego.
— Za to ja lubię przepych — odparła, co zdecydowanie nie pasowało do Teddy. Za to pasowało do Tiffany. Jako taggerka musiała zarabiać kupę szmalu! — Nie wiem, czy zdołałabym się zabrać z całym moim dorobkiem. Ale też nie przywiązuję się do rzeczy. Zawsze można je sprzedać i kupić sobie nowe — oznajmiła pewnie, jakby było ją stać na zakup całego El Dorado. No i nikt nie mówił o kradzieży wielkich skarbów, a on zawinięcie czegoś drobnego dla siebie. Może sztabki złota albo jakiejś ekstrawaganckiej patery na owoce?
Wyprostowała się na stołku, zakładając na nogę i sięgnęła po swojego drinka, z którego w sumie nie zostało zbyt wiele, dlatego gestem dłoni przywołała do siebie barmana. Ten skinął głową na znak, że zaraz do nich podejdzie.
— A co dostanę w zamian? Oprócz zdjęć zdjęć z zaginionego miasta — uniosła figlarnie jedną brew. Tiffany najwyraźniej uważała, że jej numer telefonu był wart o wiele więcej. Nie wspominając o instagramie, gdzie miała pewnie z tysiące obserwujących! June musiałaby dodać od siebie coś ekstra.
choć w ustach mam safari, to dłonie wciąż mi drżą