Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy Skye przytaknęła na jego wizję. Co ciekawe, zgadzali się w tak wielu kwestiach, że było to aż nieprawdopodobne. Wspólna pasja do architektury, uwielbienie do jedzenia, podobny gust do spędzania wolnego czasu… Dominic aż nie mógł powstrzymać myśli, w jakich innych kwestiach mogliby dojść do porozumienia, ale… nie miał prawa się o tym przekonać. Była z Loganem, jego najlepszym przyjacielem, a to sprzyjało wyłącznie pozostaniu w świecie fantazji.
—
Odpowiednie towarzystwo robi znaczącą różnicę - odparł. I cholera, był w stanie sobie to wyobrazić. Ich razem, na jednej kanapie przed telewizorem. —
Chociaż wtedy zwykle ciężko skupić się na fabule - szelmowski uśmieszek chcąc nie chcąc ozdobił jego twarz, gdy pomyślał o tym, jak mogłoby się to skończyć. Najbardziej wkurzało go to, że w tej chwili, zamiast jeździć z nim po mieście, mogła godzić się z Loganem, ale facet zmarnował do tego najlepszą możliwą okazję. A Reyesowi pozostało ją pocieszyć, i to zupełnie nie tak, jak podpowiadały mu jego zbyt zuchwałe myśli. Potrzebowała go, ale na całkowicie innych zasadach, do których musiał się dostosować.
Przejście na temat jego rodziców było dobrym posunięciem, które nieco ostudziło jego niepokorny rozum. Na uwagę o słoikach od Helene roześmiał się szczerze, bo znów strzeliła w dziesiątkę. —
Ja narzekam? Helene to cudowna kobieta. I nikt nie gotuje tak dobrze, jak ona. Mogłabyś się od niej czegoś nauczyć - mrugnął do dziewczyny zawadiacko, bo przecież nie raz jak przychodził do nich, Skye zajmowała się eksperymentami w kuchni. Niestety, zwykle kończyły się one niepowodzeniem i telefonem po jedzenie na wynos. Niemniej, gdy Logan przewracał na to oczami, Dominic jej chęci i późniejszą zakłopotaną minę uważał za
urocze.
—
Bo mnie wbrew pozorom łatwo można sobie ułożyć, trzeba tylko wiedzieć, jak - stwierdził z rozbawieniem. Odpowiednia argumentacja naprawdę robiła robotę, przez co stawał się posłuszny. Czasem aż za bardzo. Przecież wystarczył tylko jeden sms od niej, a on już wciskał gaz, żeby przyjechać do niej jak najszybciej. Nie potrafił jej niczego odmówić, ale czy była tego świadoma? —
Teraz powinienem poczuć się urażony tym, jak niskie masz o mnie mniemanie. Mówisz tak, jakbym tylko i wyłącznie dzięki mojemu urokowi osobistemu uzyskiwał tak dobre wyniki - mruknął z powagą, ściągając przy tym brwi. Oczywiście, że brał ją pod włos, ale na razie nie zamierzał tego dać po sobie poznać. Doskonale wiedział, co robić, żeby zyskać uwagę płci pięknej, choć czasem robił to zupełnie nieświadomie - to, że kobiety same do niego lgnęły, było jednocześnie błogosławieństwem i utrapieniem. Kiedyś zdecydowanie bardziej odpowiadały mu przelotne, intensywne znajomości, ale chyba powoli zaczynał z tego wyrastać. To, że był sam wcale nie oznaczało, że czuł się samotny. —
Poza tym to Jenkins miałby robić Ci kawę? Albo wybierać knajpę na lunch? A może zrobić masaż stóp po całym ciężkim dniu? — To zdecydowanie wybiegało poza typowe polecenia służbowe, a zwłaszcza ostatnie pytanie, które przyjęło bardzo żartobliwą formę. Bo oczywiście, że sobie żartował. To przynajmniej mówił jego zawadiacki uśmiech, którym obdarzył ją, gdy na moment na nią zerknął. Czy tak naprawdę świadomie nieco zapędzał się do granicy między przyjaźnią a flirtem? Granica. To było w granicy rozsądku. Poza nią mogłaby wykorzystać go na każdy sposób.
Jej śmiech był wszystkim, czego w tym momencie było mu trzeba. Nie zamierzał jednak na tym poprzestawać. I choć możliwość przedstawiania się jako rodzeństwo nie do końca mu odpowiadała, pokiwał głową z rozbawieniem. —
Dobra - przyklepał pomysł lekkim tonem -
ale żebyś zabrzmiała jak najbardziej wiarygodnie, musisz to przećwiczyć - zaproponował, i nie czekając na jakąkolwiek reakcję, kontynuował już trochę bardziej rzeczowym głosem: -
Załóżmy, że jestem policjantem. Podchodzę do okienka, przedstawiam się, pytam, czy znają państwo powód zatrzymania. Co robisz? - Jego zaczepny uśmiech na koniec zdradzał, jak bardzo lubił ją podpuszczać. I niezmiernie ciekawiło go, czy Skye podejmie się właśnie rzuconego jej wyzwania. W końcu grunt to dobre przygotowanie, prawda?
Widział, że panorama Toronto z tej perspektywy zrobiła na niej wrażenie, ale nie skomentował tego, jedynie minimalnie uśmiechając się do siebie pod nosem. Uśmiech poszerzył się bardziej, kiedy usłyszał ciekawe określenie na temat swojego auta. —
Możliwe. Skarbnica złota to jest, zwłaszcza, jak przyjdzie mi do wymiany części - odparł z rozbawieniem. Ale żeby przejmował się rysami? Może, gdyby chodziło o Deana to zwróciłby mu w żartach uwagę. Skye byłby w stanie wiele wybaczyć. —
Po zjedzeniu całości nie przyjmuję reklamacji - zaznaczył, zanim dziewczyna niespodziewanie pochyliła się w stronę jego pojemnika, żeby spróbować jego jedzenia. Jej szept w połączeniu ze wzrokiem, którym powoli przesunęła z oczu na jego usta, sprawił, że momentalnie zapragnął tego samego, o czym pomyślała - skosztowania smaku jej pełnych, wydatnych warg. Wystarczyło wyciągnąć dłoń i przyciągnąć ją do siebie za kark. Z tym, że ona była owocem zakazanym. —
Jak zawsze - mruknął cicho, starając się zejść na ziemię. Bo według niej jego jedzenie zawsze było lepsze. Kiedy ostatecznie odsunęła się od niego, poczuł coś dziwnego, ale nie zamierzał tego analizować. Zamiast tego wrócił do swojego posiłku. —
Mówiłem, że lubisz się rządzić - pokręcił głową z rozbawieniem, zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. Nie mogło. Na jej pytanie instynktownie podniósł wzrok na panoramę, bo niemal całkowicie zapomniał, gdzie się znajdowali. —
Bo nie jest popularne, nie spotkasz tu turystów, jak w parku poniżej czy na wyspach. I właśnie dlatego je lubię - przyznał spokojnie. Cisza, spokój, ładny widok. Czego chcieć więcej? —
W czasach studenckich lubiłem się włóczyć po mieście, to miejsce znalazłem całkiem przypadkiem - wzruszył ramieniem, jakby nie było to nic wielkiego. —
Mógłbym podróżować i pracować na całym świecie, ale nie zamieniłbym tego widoku na żaden - uśmiechnął się kącikiem ust. Nie wiedział, jak Skye to robiła, ale miała w sobie coś, co wyzwalało w nim cholerną szczerość.
sunshine