Wzruszył lekko ramionami, najwyraźniej nie uznając problemu z miejscem do przechowywania rzeczy dla potencjalnego noworodka za jakiś szczególnie zajmujący. Zwłaszcza, że chyba i tak żaden z nich nie brał tych rozważań
na poważnie. W końcu… skoro już
problem prawdopodobnie pozytywnego testu został poniekąd rozwiązany… z tematu mniej lub bardziej przypadkowego rodzicielstwa można było już śmiało żartować.
–
Nie przesadzaj, w mieszkaniu na pewno znajdziesz dość miejsca, żeby poukładać tam sobie eleganckie wieżyczki z pampersów, czy jakichś tam gryzaków – parsknął z rozbawieniem, w pewien sposób chyba nawet mogąc wyobrazić sobie te
eleganckie wieżyczki. Oraz Stonesa poruszającego się pomiędzy nimi w taki sposób, by przypadkiem niczego nie zrzucić i nie naruszyć tym samym prawdopodobnie niezbyt stabilnych konstrukcji… –
Ostatecznie może sąsiedzi nie zorientują się za szybko, jak zaczniesz część tych rzeczy podrzucać do nich…
Jeszcze szerszym uśmiechem zareagował natomiast na kolejne słowa przyjaciela. Bo tak, wyjazd do Włoch – tak jak i szansa dla kariery Elsy, jaka się z nim wiązała – to z całą pewnością było
coś. W dodatku niezaprzeczalnie
coś, co mogło okazać się całkiem przydatne, żeby całkowicie zapomnieć o dzisiejszych nerwach związanych z tym cholernym testem i rozważaniach, czy faktycznie miałby jakiekolwiek szanse na to, by sprawdzić się w roli rodzica.
–
Albo wylecieć z hukiem z restauracji, jak pomysł wkurwienia paru Włochów przez zamówienie pizzy z ananasem okaże się zbyt kuszący… – zaśmiał się szczerze, mimo wszystko mogąc chyba w duchu przyznać, że to akurat mogło okazać się całkiem prawdopodobnym scenariuszem. Nawet jeśli oczywiście i tak nie tknąłby nawet takiej profanacji pizzy i jeśli mógłby pod tym względem całkowicie zgodzić się z Włochami… zobaczenie na własne oczy miny kelnera, który miałby takie zamówienie przyjąć, mogło okazać się tego warte. Pod warunkiem oczywiście, że Elsa nie miałaby w porę zainterweniować, skutecznie odwodząc go od pomysłu pozbawienia ich możliwości spokojnego zjedzenia obiadu i wszczynania awantury w restauracji, do której później prawdopodobnie dorobiliby się permanentnego zakazu wstępu…
–
No i żadnymi Włoszkami Elsa raczej nie musi się przejmować. Albo to one powinny uważać na nią… – pomijając fakt, że rzeczywiście nie istniał chyba żaden powód, dla którego Dante miałby jakoś mocniej zainteresować się jakąkolwiek Włoszką – czy w ogóle
kimś innym, skoro ewidentnie zdążył już na nowo kompletnie stracić głowę dla swojej dziewczyny – faktycznie bardziej prawdopodobne było to, że to właśnie potencjalnie zainteresowane nim Włoszki powinny uważać na poirytowaną tym faktem Elsę. Zwłaszcza, że przynajmniej kilkukrotnie zdarzyło mu się być świadkiem tego, jak ta całkiem przekonująco i wyjątkowo skutecznie potrafiła wyłożyć innym dziewczynom, że Dante był
jej chłopakiem. Na jakiekolwiek flirty – nawet jeśli coś tak absurdalnego jakimś cudem miałoby wpaść mu do głowy – w jej obecności i tak nie miał zbytnich szans.
–
Podobno da się kupić puszkę z powietrzem z Włoch. Na pewno ci się spodoba – po raz kolejny parsknął śmiechem, już teraz doskonale wiedząc, że jakakolwiek pamiątka zakupiona podczas tego wyjazdu dla przyjaciela po prostu
musiała być tą najbardziej absurdalną, jaką tylko udałoby się znaleźć. Póki co – puszka z powietrzem wydawała się być całkiem mocnym kandydatem. Pod warunkiem, że już na miejscu Dante nie miałby znaleźć czegoś jeszcze bardziej idiotycznego.
I chociaż naprawdę nie wymagał od Erica, by ten poświęcał mu tyle samo uwagi co Sher – albo nawet
wolałby, żeby ten nie poświęcał mu tyle uwagi co swojej dziewczynie – to jednak picie w towarzystwie kogoś, kto przez cały czas miałby się w ten durnowaty sposób szczerzyć do telefonu jakoś nie wydawało się być najlepszym możliwym sposobem na spędzenie czasu. Więc tak, nawet jeśli
groźba wyrzucenia telefonu wybrzmiała jako oczywisty żart, ostatecznie mogłaby okazać się całkiem realna, gdyby Stones nie schował wreszcie urządzenia do kieszeni.
–
Nie może się doczekać, żeby znowu zeżreć ci jakieś buty. Nie chcesz zająć się nim przez parę dni? Może na czas naszego wyjazdu do Włoch? – znów oczywiście nie mówił poważnie, doskonale przecież wiedząc, że zarówno Murphy, jak i Olive na czas wspomnianego wyjazdu mieli trafić do rodziców Elsy. I nawet jeśli Dantemu średnio podobał się pomysł zostawiania swojego psa u Eriksena… wyglądało na to, że decyzja w tym temacie już zapadła. Jemu natomiast pozostawało jedynie liczyć na to, że w trakcie tych trzech tygodni Casper pozbędzie się dzięki szczeniakowi przynajmniej kilku par butów. I może jeszcze paru mniej lub bardziej wartościowych drobiazgów.
–
No dobra, Sher sprawdza na odległość twój poziom trzeźwości i pilnuje, czy przypadkiem nie robisz nic durnego, czy tak po prostu nie możecie oderwać się od siebie nawet na chwilę…? – mimo wszystko wciąż z rozbawieniem wywrócił oczami, kiedy z kieszeni kumpla po raz kolejny odezwała się jego komórka. Choć może zamiast się nabijać, powinien właśnie w jakiś sposób brać z niego przykład i nauczyć się wreszcie, że wyjście z domu wcale nie oznaczało, że powinien kompletnie zapominać o swoim telefonie i jakimś kontakcie ze światem. Zwłaszcza, że ten pewnie niejednokrotnie pomógłby mu uniknąć przynajmniej kilku
problemów podczas takowych wyjść…
Eric Stones