ODPOWIEDZ
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Stones musiał przyznać, że nie spodziewał się otrzymać od Dantego zdjęcia testu ciążowego wykonanego wcześniej przez Elsę - znaczy on ogólnie uważał, że jego życiowe bingo wciąż potrafiło całkiem nieźle go zaskoczyć, bo a to żul kradnący portfele, a to kradzież pożyczenie sanek od jakiegoś dzieciaka, a to powrót Sher do Toronto i oficjalne rozpoczęcie z nią związku… Który, swoją drogą, nadal trwał. I szczerze? Eric był naprawdę szczęśliwy. Nie musiał zbyt wiele mówić, ponieważ było to całkiem widoczne. Zdradzał go sposób, w jaki się uśmiechał, częstotliwość, z jaką wspominał Shereen, a czasami nawet samo spojrzenie. Miał wrażenie, że od dłuższego czasu życie wreszcie zaczęło układać się po jego myśli i naprawdę chciał, by wszystko było dobrze JAK NAJDŁUŻEJ choć… obawiał się, że prędzej czy później coś pójdzie nie tak - i będzie tak, jakby ktoś wylał na niego kubeł lodowatej wody, albo jakby wdepnął w coś, w co wolał nie wdeptywać, potem musiał myć buta ze wstrzymanym powietrzem - bo w życiu NIGDY nie mogło być spokojnie. A przynajmniej nie zbyt długo…
Tak czy inaczej, zaproponował przyjacielowi wypad na picie, bo… w sumie to dawno się nie widzieli i sporo czasu minęło od wspólnego picia. Druga sprawa, że obstawiał, iż Dante po tej całej akcji potrzebował napić się, co dla Erica było zrozumiałe. Sam pewnie przeżyłby niemały szok, gdyby nagle dowiedział się, że Shereen nosi w sobie ich dziecko. Najpierw zapewne zamarłby w miejscu, próbując przetworzyć usłyszane słowa. Potem przyszłoby niedowierzanie, tysiące pytań i jeszcze więcej scenariuszy przewijających się przez głowę. A zaraz po tym... radość. Prawdziwa, szczera radość, lecz nie oznaczało to jednak, że nie pojawiłby się również strach. Obawiałby się, że nie podoła. Że popełni błędy, których kiedyś dopuścił się jego ojciec. Że zawiedzie w chwili, gdy ktoś będzie go najbardziej potrzebował. Że nie okaże się tak dobrym rodzicem, jakim chciałby być…
Mieli pić w parku, więc Eric oblukał takie, gdzie picie alkoholu było LEGALNE i ostatecznie padło na Corktown Common. Stones spakował do plecaka sześć piw - bo tyle się zmieściło - więc pierwotnie było po trzy butelki na głowę, choć oczywiście NIE wykluczał powiększenia asortymentu i dokupienia trunków.
Nim Dante dotarł na miejsce, Eric wysłał mu dokładną lokalizację, gdzie siedzi, a siedział na ławce naprzeciwko rzeki. Czekając, wymieniał sobie wiadomości z Shereen.
- Siema, masz swoje? Bo jak coś, to możesz sobie wyjąć z plecaka jakieś. - powiedział, wskazując znajdujący się obok niego plecak. On w tym czasie wyciągnął otwieracz z przedniej kieszeni plecaka i otworzył swoją butelkę - nie, nie zaczął pić przed przybyciem przyjaciela.
- No to co, opijamy fałszywy test, co? - spytał, wyciągając w kierunku Dante butelkę.

Dante Levasseur
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On sam prawdopodobnie nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie musiał wysyłać przyjacielowi zdjęcie testu ciążowego do wspólnej interpretacji i prób odgadnięcia, co mogła oznaczać ledwie widoczna na nim kreska. Ani tym bardziej tego, że ostatnich kilka godzin będzie musiał spędzić zastanawiając się, czy rzeczywiście powinien jakoś zacząć przygotowywać się do roli przyszłego ojca, czy może jednak rozważyć pospieszne spakowanie swoich rzeczy i wyjazd – tym razem raczej nie na rok i pewnie gdzieś poza granice Kanady. Bo przecież o tym, że do roli rodzica nie nadawał się w ogóle, doskonale wiedział. Tego nie musiał się nawet domyślać. Zwłaszcza, gdy mowa miałaby być o jakkolwiek odpowiedzialnym rodzicu, z którym z całą pewnością nie miałby nic wspólnego.
Tak, zdecydowanie potrzebował się napić. I pewnie nawet gdyby Eric nie zaproponował tego pierwszy, ostatecznie i tak musieliby tego wieczoru wylądować w jakimś barze, parku, czy innym klubie, w którym można byłoby wlać w siebie odpowiednią ilość alkoholu, by móc wypłukać z siebie dzisiejszy stres i nerwy. W najgorszym wypadku, gdyby Stones z jakiegoś powodu nie był dostępny, najpewniej również w tym Dante nie widziałby większego problemu. Bo przecież w ostateczności towarzystwo do picia można było znaleźć już w trakcie, choćby i zupełnie przypadkowe… Mimo wszystko – wiadomo, że towarzystwo kumpla zawsze było lepsze od tego przypadkowego, toteż całkiem nieźle składało się, że to właśnie Stones wyszedł z propozycją wspólnego zapicia dzisiejszych niespodzianek.
Nie spieszył się jednak jakoś szczególnie w drodze do wyszukanego przez przyjaciela parku. Po pierwsze – doskonale wiedział przecież, że Eric nie zjawi się tam na czas… A żeby to wiedzieć, nie potrzebował nawet wiadomości od niego. Wystarczyło, że znał go dość długo, by się do tego po prostu przyzwyczaić i nawet nie zwracać na to zbytniej uwagi. Bo – co mogłoby przy okazji stanowić po drugie – sam mimo wszystko też miał raczej dość luźne podejście do umówionych godzin. Może i Stones wciąż pod tym względem bezsprzecznie wygrywał, ale też trzeba było przyznać, że Dante wcale nie ustępował mu miejsca aż tak bardzo.
Ok, czyli najpierw zajmujemy się twoimi zapasami, później zastanowię się, czy chcę się podzielić swoimi – odpowiedział z uśmiechem, podchodząc do zajmowanej przez przyjaciela ławki i bez większego namysłu sięgając po leżący obok plecak. Sam jednak również nie przychodził z pustymi rękoma, o czym świadczyć mogło subtelne podzwanianie szkła, jakie rozległo się z przyniesionej przez niego torby. Ta jednak póki co została odstawiona na ziemię obok ławki, Dante natomiast wyciągnął rękę, by zabrać od Stonesa otwieracz i chwilę później mógł już spokojnie rozsiąść się na ławce obok niego.
I ten następny, który na całe szczęście wyszedł negatywny – z szerokim uśmiechem stuknął swoją butelką w tę trzymaną przez kumpla, by w kolejnej chwili pociągnąć kilka solidnych łyków. – Czyli żadnych pieluch w najbliższym czasie, nieprzespanych nocy i innych tego typu atrakcji. Na to całe bycie wujkiem też widocznie musisz jeszcze trochę poczekać…
Przy czym za trochę chyba równie dobrze można było uznać nigdy. Bo… jasne, prawdopodobnie istniało całkiem sporo osób, które mogłyby cieszyć się myślą o tym, że miało się im urodzić dziecko. W szczególności jeśli były to osoby w całkiem szczęśliwych związkach – a za taki Dante miał przecież swój związek z Elsą, co do tego nie miał też większych wątpliwości – i które w dodatku całkiem poważnie myślały o tym, by wiązać ze swoją drugą połówką przyszłość. Tę bliższą, ale też tę całkiem odległą. O ile jednak Levasseur zdecydowanie nie mógłby mieć żadnych zastrzeżeń co do relacji, jaka łączyła go z dziewczyną, to… dziecko byłoby mimo wszystko czymś, co w jakiś sposób musiałoby go przerosnąć. Ale… tym chyba nie musiał się już przejmować, prawda? Zrobiony dla pewności test wyszedł negatywny, sama Elsa przyznała, że nie chciała żadnego dziecka i całą tę absurdalną sytuację można było już tylko opić, a później najlepiej zupełnie o niej zapomnieć. Co z pewnością było bardzo zdrowym i odpowiedzialnym podejściem do ewentualnych problemów…

Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Faktem było, że pijąc w pojedynkę, istniało całkiem spore prawdopodobieństwo poznania kogoś nowego. Zwłaszcza po kilku drinkach, kiedy wszelkie bariery zaczynały się zacierać, a rozmowy przychodziły znacznie łatwiej i bardziej naturalnie. Sam doskonale pamiętał czasy, gdy wychodził napić się samotnie, bo nie chciał nikomu zawracać głowy. Niejednokrotnie kończyło się to jednak tak, że po godzinie czy dwóch przy jego stoliku siedziały osoby, których wcześniej nigdy na oczy nie widział. A potem następnego dnia budził się albo na czyjejś kanapie albo we własnym łóżku, przeglądając historię wiadomości i próbując sobie przypomnieć, kim właściwie była osoba, z którą jeszcze kilka godzin wcześniej prowadził rozmowę na jednym z social mediów (ig, Messie lub X). Aktualnie jednak, odkąd Sher została jego dziewczyną, zamierzał bardziej się pilnować i unikać samotnych wypadów do barów. Spowodowane było to w głównej mierze tym, że po prostu nie widział już większego sensu w szukaniu przypadkowego towarzystwa czy wdawaniu się w rozmowy z obcymi ludźmi, skoro miał przy sobie osobę, z którą najbardziej lubił spędzać czas.
Mimo wszystko ucieszył się, że Dante wyraził chęć wspólnego wyjścia na drinka. Dawno nie mieli okazji usiąść razem i zwyczajnie pogadać - a przynajmniej Eric tak uważał.
- No popatrz, dwóch mikołajów się spotkało, tylko nie zamierzają nikomu wręczać żadnych prezentów, a sami z nich skorzystają. - powiedział, zabawnie poruszając brwiami, bo… zarówno on z plecakiem, jak i Dante z torbą skojarzyli mu się właśnie z sytuacją, jakoby dwóch gości w czerwonych wdziankach spotkało się podczas rozdawania prezentów i zrobiło postój, żeby sprawdzić, co mieli w swoich workach, i powyciągać i pozabierać te NAJFAJNIEJSZE przedmioty. Nie, Eric jeszcze nie był pijany. Tak czy inaczej, ciekawiło go, z czym przyjaciel przyszedł, dlatego wykonał szybkie oblukanie, tzn. przeniósł spojrzenie na torbę Dantego.
- Zdrówko. - dodał jeszcze od siebie po tym, co powiedział Dante, a następnie przechylił butelkę, by wziąć kilka łyków.
- Ech, szkoda. - zaczął, głośno wzdychając. - A ja już miałem jeździć po sklepach za pieluchami i nawet pluszaka miałem na oku. - powiedział pół żartem, pół serio, bo o ile za pieluchami tak naprawdę miał NIE jeździć, tak faktycznie podczas ostatnich zakupów w jednym ze sklepów w galerii handlowej, widział mega uroczego, małego misia. Więc pewnie gdyby testy Elsy okazały się pozytywne, nie wahałby się go wziąć.
Nagle Eric wyciągnął telefon, żeby napisać wiadomość do swojej dziewczyny. Jak się okazało, odpowiedź przyszła wyjątkowo szybko, więc i on niemal od razu odpisał, a na jego twarzy pojawił się mimowolny uśmiech
- No.... a poza fałszywymi testami, wszystko u Ciebie git? - Spytał, bo po pierwsze był zwyczajnie ciekawy, a po drugie chciał mieć pewność, że nie będzie musiał wyciągać przyjaciela z jakiegoś bagna. Ponownie wziął kilka większych łyków piwa i wyciągnął przed siebie butelkę, tak jakby właśnie sprawdzał jej zawartość, choć tak naprawdę chciał popatrzeć na świat przez zielone - jak podlana trawa latem albo Shrek - szkło, co spowodowało, że wszystko widział właśnie w tym kolorze. Aż przypomniał sobie o takiej zabawce zwanej kalejdoskopem, który po obróceniu przedniej części powodował, iż osoba patrząca przez niego, widziała różne kształty. Jak wypije jeszcze ze dwa piwa, to też zacznie widzieć różne kształty.

Dante Levasseur
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawdopodobnie wciąż stanowczo zbyt często zdarzało mu się poznawać kompletnie przypadkowe osoby podczas samotnych wypadów do barów, klubów, czy… również tych wyjść, które – przynajmniej z założenia – wcale nie miały kończyć się przy wypijanym w nadmiarze alkoholu. Pod tym względem najwyraźniej zbawienny wpływ udanego i szczęśliwego związku wcale nie był aż tak bardzo zbawienny, jak choćby w przypadku Erica. Albo po prostu Dante nieco oporniej pozbywał się dotychczasowych przyzwyczajeń, nawet jeśli te rzadko prowadziły do czegoś dobrego…
Tym razem jednak rzeczywiście nie planował żadnych przypadkowych spotkań, chcąc po prostu zapić ten dziwaczny dzień wspólnie z przyjacielem. Bez jakichś nieplanowanych przygód – tych miał na dziś aż w nadmiarze… – oraz absurdalnych akcji. Chociaż… może jednak zawartość przyniesionej torby mogłaby sugerować, że ten wieczór wcale nie miał skończyć się ledwie kilkoma kulturalnie wypitymi w parku piwami, skoro pomiędzy tymi znalazły się w niej również dwie butelki wina. Może i mieszanie nie było najlepszym pomysłem, o czym zresztą zarówno Dante, jak i Eric powinni już doskonale wiedzieć z autopsji, ale… czasami po prostu było to konieczne. A dzisiejsza okazja zdecydowanie zaliczała się do tych szczególnych, gdy samo piwo mogłoby zwyczajnie nie wystarczyć.
Do świąt lepiej popracuj nad swoją hojnością, Mikołaju. Tych kilka piw na łeb to trochę skromnie… Elfy zaczęły strajkować i trzeba było obciąć budżet na prezenty? – parsknął śmiechem na to całkiem nawet trafne porównanie. Może i nie do końca zgadzała się pora roku, czy choćby przyniesiona przez nich zawartość tego plecaka i torby z prezentami, ale… może wcale nie trzeba było zawracać sobie głowy takimi nieistotnymi szczegółami. W każdym razie – Dante z całą pewnością nie zamierzał tego robić.
Zamiast tego nie odpuścił sobie wymierzenia kumplowi lekkiego ciosu w ramię, kiedy ten wspomniał o rzekomo planowanych zakupach. Tak samo zresztą nie odpuścił sobie wyciągniętego w jego stronę środkowego palca, który chyba najlepiej wyrażał to, co mógłby mieć Stonesowi do powiedzenia na ten temat. W połączeniu z wciąż widniejącym na twarzy Dantego uśmiechem, mimo wszystko wciąż nadając temu gestowi wydźwięk raczej żartobliwy.
Pewnie wcale nie musisz za bardzo zmieniać tych swoich planów, zawsze możesz zrobić zapasy dla siebie, tak na wszelki wypadek… – wywrócił oczami, po raz kolejny przechylając butelkę i orientując się, że w takim tempie prawdopodobnie dość szybko będą musieli albo wybrać się do najbliższego sklepu, albo przenieść jednak do jakiegoś baru. Piwo znikało jakoś tak zaskakująco szybko, chociaż chyba i tym póki co nie zamierzał się za bardzo przejmować. Jak na razie wciąż jeszcze mieli całkiem nie najgorsze zapasy…
Jak zawsze – stwierdził w pierwszej chwili dość krótko, w zasadzie wcale nie mijając się przy tym zbytnio z prawdą. Raczej nieczęsto znajdował przecież powód, żeby faktycznie na coś narzekać i marudzić. Zwłaszcza od czasu, gdy nie musiał niemal każdej rozmowy z przyjacielem zaczynać od dość oczywistej i przewidywalnej informacji, że znów pokłócił się z dziewczyną. – Elsa dostała propozycję pracy przy pokazach we Włoszech, więc wygląda na to, że będę miał okazję polecieć razem z nią do Europy. Nieźle, co?
Trudno byłoby jednoznacznie stwierdzić, czy bardziej cieszyła go oferta, jaką otrzymała Elsa, czy może jednak sama perspektywa wyjazdu z nią do Włoch. W każdym razie… jedno i drugie chyba można było uznać za całkiem niezłą wiadomość – na pewno lepszą niż potencjalnie pozytywny test ciążowy… – którą warto było nie tylko podzielić się z kumplem, ale też przypieczętować pierwszą opróżnioną butelką.
Wyjebię ci ten telefon w krzaki, Stones, jak masz zamiar cały czas się w niego gapić i szczerzyć… – dodał jeszcze ze śmiechem, bez większego namysłu sięgając po kolejne piwo. I tak, po tym głupkowatym uśmiechu mógł się pewnie domyślić z kim Eric wymieniał wiadomości, a jego wypowiedź – póki co – była raczej żartem niż realną groźbą, ale… no trudno byłoby zaprzeczyć, że na dłuższą metę mogłoby to być jednak co najmniej niezręczne, gdyby ten rzeczywiście cały ten czas zamierzał spędzić przyklejony do telefonu…

Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Czasami takie luźne wyjście było potrzebne, z czego Stones doskonale zdawał sobie sprawę. Dopóki nie zaczął chodzić z Sher, potrafił luźno wychodzić AŻ za CZĘSTO. Potrafił także szlajać się od klubu do klubu, próbując zakłócić gonitwę własnych myśli, przebodźcowanie, czy po prostu stres. Czasami też proponował wspólne szlajanie Dante i pewnie wiele fot oraz nagrań z takich totalnie spontanicznych wypadów wypełniało galerię Stonesa. On oczywiście każdą pamiątkę, przesyłał przyjacielowi, by miał co oglądać, gdy wytrzeźwieje.
- Zobaczę, co da się zrobić. A poza tym, niestety… ale wiesz, jak jest. Wszystko idzie w górę, tylko nie pensje, dlatego elfy postanowiły wzniecić bunt na pokładzie, przez co zostałem praktycznie sam jak palec. - powiedział, teatralnie wzdychając i kręcąc głową, choć oczywiście zaraz parsknął śmiechem.
Stones klepnął Dante w ramię, bo z jednej strony zgadzał się ze słowami przyjaciela, a z drugiej… na chwilę obecną wraz z Shereen nie planowali mieć dzieci. Jasne, wpadki się zdarzają, z czego Eric doskonale zdawał sobie sprawę, ale nim jakiekolwiek dzieci przyjdą na świat, chciałby trochę pozwiedzać świat, kupić mieszkanie (albo dom), w którym zamieszkałby razem z Shereen, posadziłby drzewo, a! No i gwóźdź programu - Porsche albo Lamborghini, które znajdowały się na jego liście tego, co chciał, zanim zaczną mu siwieć włosy. Niejednokrotnie wyobrażał sobie siebie w pięknym, czarnym Porsche, przemierzającego Toronto nocą, bo miasto nocą miało swój wyjątkowy vibe.[/i] który Eric wolał od porannego.
- Mogę to prawda… ale nie uważam tego za konieczne. Poza tym nie wiem, gdzie miałbym je trzymać. - wyjaśnił, wyobrażając sobie minę Sher, gdyby je zobaczyła i pewnie popukałaby się w głowę, bo tak jak już wcześniej wspomniał, aktualnie żadne bąbelki nie były planowane, więc uśmiechem bąbelka w najbliższej przyszłości także nie zapłaci w żadnym sklepie. Co najwyżej mógł sobie popstrykać bąbelki na folii bąbelkowej.
Zastanawiał się przez moment, czy Levasseur powie coś więcej, czy na jak zawsze zakończy swoją odpowiedź.
Zrobił wielkie oczy, gdy do jego uszu dotarła informacja o tym, jaką możliwość otrzymała Elsa albo raczej GDZIE miała pracować. Zamrugał kilkakrotnie, jakby miało mu to pomóc w przetworzeniu tego, co usłyszał.
- We Włoszech? Wow… Zajebiście, stary. Będziesz mógł spróbować PRAWDZIWEJ pizzy, zjeść realiano italiano carbonaro, w sensie carbonarę lub spaghetti i do tego powylegiwać się na plaży. Tylko uważaj na Włoszki, bo jeszcze Cię zaczną podrywać i biedna Elsa będzie zazdrosna. - odrzekł, biorąc kilka łyków swojego piwa.
- Przywieź mi jakąś pamiątkę i od czasu do czasu wyślij zdjęcie jakichś ładnych widoczków. - On też chętnie by się wybrał do Włoch, aczkolwiek aktualnie na liście państw, które najprawdopodobniej wkrótce odwiedzi, były Egipt oraz Francja. I szczerze? Naprawdę nie mógł się już doczekać tych wycieczek. O ile do Egiptu poleci razem z Shereen stritce w ramach urlopu, o tyle we Francji miał poznać rodzinę swojej dziewczyny, a dokładniej jej babcię oraz dziadka.
- Co? A, telefon… tak, już chowam. - powiedział nieco rozkojarzony, chowając komórkę do kieszeni spodni, bo no nie po to przyszedł się spotkać, by siedzieć ciągle w telefonie. Poza tym doskonale wiedział, że większość ludzi nie przepadała, gdy druga osoba ciągle gapiła się na ekran wyświetlacza, bo można było odnieść wrażenie, iż odbiorca komunikatu, absolutnie nie słuchał.
Nim się obejrzał, pierwsza butelka była praktycznie pusta, więc sięgnął po kolejną.
- A jak tam Murphy? Przestał gryźć poduszki? - spytał, bo choć pupil Dantego był powodem paru szkód w mieszkaniu Erica, ten i tak go polubił. Bo Eric ogólnie lubił zwierzaczki - dlatego wkrótce będzie miał pod opieką (wraz z Sher) małego kotka albo raczej małą kotkę, lecz w tamtej chwili jeszcze o tym nie wiedział.

Dante Levasseur
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzruszył lekko ramionami, najwyraźniej nie uznając problemu z miejscem do przechowywania rzeczy dla potencjalnego noworodka za jakiś szczególnie zajmujący. Zwłaszcza, że chyba i tak żaden z nich nie brał tych rozważań na poważnie. W końcu… skoro już problem prawdopodobnie pozytywnego testu został poniekąd rozwiązany… z tematu mniej lub bardziej przypadkowego rodzicielstwa można było już śmiało żartować.
Nie przesadzaj, w mieszkaniu na pewno znajdziesz dość miejsca, żeby poukładać tam sobie eleganckie wieżyczki z pampersów, czy jakichś tam gryzaków – parsknął z rozbawieniem, w pewien sposób chyba nawet mogąc wyobrazić sobie te eleganckie wieżyczki. Oraz Stonesa poruszającego się pomiędzy nimi w taki sposób, by przypadkiem niczego nie zrzucić i nie naruszyć tym samym prawdopodobnie niezbyt stabilnych konstrukcji… – Ostatecznie może sąsiedzi nie zorientują się za szybko, jak zaczniesz część tych rzeczy podrzucać do nich…
Jeszcze szerszym uśmiechem zareagował natomiast na kolejne słowa przyjaciela. Bo tak, wyjazd do Włoch – tak jak i szansa dla kariery Elsy, jaka się z nim wiązała – to z całą pewnością było coś. W dodatku niezaprzeczalnie coś, co mogło okazać się całkiem przydatne, żeby całkowicie zapomnieć o dzisiejszych nerwach związanych z tym cholernym testem i rozważaniach, czy faktycznie miałby jakiekolwiek szanse na to, by sprawdzić się w roli rodzica.
Albo wylecieć z hukiem z restauracji, jak pomysł wkurwienia paru Włochów przez zamówienie pizzy z ananasem okaże się zbyt kuszący… – zaśmiał się szczerze, mimo wszystko mogąc chyba w duchu przyznać, że to akurat mogło okazać się całkiem prawdopodobnym scenariuszem. Nawet jeśli oczywiście i tak nie tknąłby nawet takiej profanacji pizzy i jeśli mógłby pod tym względem całkowicie zgodzić się z Włochami… zobaczenie na własne oczy miny kelnera, który miałby takie zamówienie przyjąć, mogło okazać się tego warte. Pod warunkiem oczywiście, że Elsa nie miałaby w porę zainterweniować, skutecznie odwodząc go od pomysłu pozbawienia ich możliwości spokojnego zjedzenia obiadu i wszczynania awantury w restauracji, do której później prawdopodobnie dorobiliby się permanentnego zakazu wstępu…
No i żadnymi Włoszkami Elsa raczej nie musi się przejmować. Albo to one powinny uważać na nią… – pomijając fakt, że rzeczywiście nie istniał chyba żaden powód, dla którego Dante miałby jakoś mocniej zainteresować się jakąkolwiek Włoszką – czy w ogóle kimś innym, skoro ewidentnie zdążył już na nowo kompletnie stracić głowę dla swojej dziewczyny – faktycznie bardziej prawdopodobne było to, że to właśnie potencjalnie zainteresowane nim Włoszki powinny uważać na poirytowaną tym faktem Elsę. Zwłaszcza, że przynajmniej kilkukrotnie zdarzyło mu się być świadkiem tego, jak ta całkiem przekonująco i wyjątkowo skutecznie potrafiła wyłożyć innym dziewczynom, że Dante był jej chłopakiem. Na jakiekolwiek flirty – nawet jeśli coś tak absurdalnego jakimś cudem miałoby wpaść mu do głowy – w jej obecności i tak nie miał zbytnich szans.
Podobno da się kupić puszkę z powietrzem z Włoch. Na pewno ci się spodoba – po raz kolejny parsknął śmiechem, już teraz doskonale wiedząc, że jakakolwiek pamiątka zakupiona podczas tego wyjazdu dla przyjaciela po prostu musiała być tą najbardziej absurdalną, jaką tylko udałoby się znaleźć. Póki co – puszka z powietrzem wydawała się być całkiem mocnym kandydatem. Pod warunkiem, że już na miejscu Dante nie miałby znaleźć czegoś jeszcze bardziej idiotycznego.
I chociaż naprawdę nie wymagał od Erica, by ten poświęcał mu tyle samo uwagi co Sher – albo nawet wolałby, żeby ten nie poświęcał mu tyle uwagi co swojej dziewczynie – to jednak picie w towarzystwie kogoś, kto przez cały czas miałby się w ten durnowaty sposób szczerzyć do telefonu jakoś nie wydawało się być najlepszym możliwym sposobem na spędzenie czasu. Więc tak, nawet jeśli groźba wyrzucenia telefonu wybrzmiała jako oczywisty żart, ostatecznie mogłaby okazać się całkiem realna, gdyby Stones nie schował wreszcie urządzenia do kieszeni.
Nie może się doczekać, żeby znowu zeżreć ci jakieś buty. Nie chcesz zająć się nim przez parę dni? Może na czas naszego wyjazdu do Włoch? – znów oczywiście nie mówił poważnie, doskonale przecież wiedząc, że zarówno Murphy, jak i Olive na czas wspomnianego wyjazdu mieli trafić do rodziców Elsy. I nawet jeśli Dantemu średnio podobał się pomysł zostawiania swojego psa u Eriksena… wyglądało na to, że decyzja w tym temacie już zapadła. Jemu natomiast pozostawało jedynie liczyć na to, że w trakcie tych trzech tygodni Casper pozbędzie się dzięki szczeniakowi przynajmniej kilku par butów. I może jeszcze paru mniej lub bardziej wartościowych drobiazgów.
No dobra, Sher sprawdza na odległość twój poziom trzeźwości i pilnuje, czy przypadkiem nie robisz nic durnego, czy tak po prostu nie możecie oderwać się od siebie nawet na chwilę…? – mimo wszystko wciąż z rozbawieniem wywrócił oczami, kiedy z kieszeni kumpla po raz kolejny odezwała się jego komórka. Choć może zamiast się nabijać, powinien właśnie w jakiś sposób brać z niego przykład i nauczyć się wreszcie, że wyjście z domu wcale nie oznaczało, że powinien kompletnie zapominać o swoim telefonie i jakimś kontakcie ze światem. Zwłaszcza, że ten pewnie niejednokrotnie pomógłby mu uniknąć przynajmniej kilku problemów podczas takowych wyjść…

Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „Corktown Common”