On sam prawdopodobnie nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie musiał wysyłać przyjacielowi zdjęcie testu ciążowego do wspólnej interpretacji i prób odgadnięcia, co mogła oznaczać ledwie widoczna na nim kreska. Ani tym bardziej tego, że ostatnich kilka godzin będzie musiał spędzić zastanawiając się, czy rzeczywiście powinien jakoś zacząć przygotowywać się do roli przyszłego ojca, czy może jednak rozważyć pospieszne spakowanie swoich rzeczy i wyjazd – tym razem raczej nie
na rok i pewnie gdzieś poza granice Kanady. Bo przecież o tym, że do roli rodzica nie nadawał się w ogóle, doskonale
wiedział. Tego nie musiał się nawet domyślać. Zwłaszcza, gdy mowa miałaby być o jakkolwiek
odpowiedzialnym rodzicu, z którym z całą pewnością nie miałby nic wspólnego.
Tak, zdecydowanie
potrzebował się napić. I pewnie nawet gdyby Eric nie zaproponował tego pierwszy, ostatecznie i tak musieliby tego wieczoru wylądować w jakimś barze, parku, czy innym klubie, w którym można byłoby wlać w siebie odpowiednią ilość alkoholu, by móc wypłukać z siebie dzisiejszy stres i nerwy. W najgorszym wypadku, gdyby Stones z jakiegoś powodu nie był dostępny, najpewniej również w tym Dante nie widziałby większego problemu. Bo przecież w ostateczności towarzystwo do picia można było znaleźć już w trakcie, choćby i zupełnie przypadkowe… Mimo wszystko – wiadomo, że towarzystwo kumpla zawsze było lepsze od tego przypadkowego, toteż całkiem nieźle składało się, że to właśnie Stones wyszedł z propozycją wspólnego zapicia dzisiejszych
niespodzianek.
Nie spieszył się jednak jakoś szczególnie w drodze do wyszukanego przez przyjaciela parku. Po pierwsze – doskonale wiedział przecież, że Eric nie zjawi się tam na czas… A żeby to wiedzieć, nie potrzebował nawet wiadomości od niego. Wystarczyło, że znał go dość długo, by się do tego po prostu przyzwyczaić i nawet nie zwracać na to zbytniej uwagi. Bo – co mogłoby przy okazji stanowić
po drugie – sam mimo wszystko też miał raczej dość luźne podejście do umówionych godzin. Może i Stones wciąż pod tym względem bezsprzecznie wygrywał, ale też trzeba było przyznać, że Dante wcale nie ustępował mu miejsca
aż tak bardzo.
–
Ok, czyli najpierw zajmujemy się twoimi zapasami, później zastanowię się, czy chcę się podzielić swoimi – odpowiedział z uśmiechem, podchodząc do zajmowanej przez przyjaciela ławki i bez większego namysłu sięgając po leżący obok plecak. Sam jednak również nie przychodził z pustymi rękoma, o czym świadczyć mogło subtelne podzwanianie szkła, jakie rozległo się z przyniesionej przez niego torby. Ta jednak póki co została odstawiona na ziemię obok ławki, Dante natomiast wyciągnął rękę, by zabrać od Stonesa otwieracz i chwilę później mógł już spokojnie rozsiąść się na ławce obok niego.
–
I ten następny, który na całe szczęście wyszedł negatywny – z szerokim uśmiechem stuknął swoją butelką w tę trzymaną przez kumpla, by w kolejnej chwili pociągnąć kilka solidnych łyków. –
Czyli żadnych pieluch w najbliższym czasie, nieprzespanych nocy i innych tego typu atrakcji. Na to całe bycie wujkiem też widocznie musisz jeszcze trochę poczekać…
Przy czym za
trochę chyba równie dobrze można było uznać
nigdy. Bo… jasne, prawdopodobnie istniało całkiem sporo osób, które mogłyby cieszyć się myślą o tym, że miało się im urodzić dziecko. W szczególności jeśli były to osoby w całkiem szczęśliwych związkach – a za taki Dante miał przecież swój związek z Elsą, co do tego nie miał też większych wątpliwości – i które w dodatku całkiem poważnie myślały o tym, by wiązać ze swoją drugą połówką przyszłość. Tę bliższą, ale też tę całkiem odległą. O ile jednak Levasseur zdecydowanie nie mógłby mieć żadnych zastrzeżeń co do relacji, jaka łączyła go z dziewczyną, to…
dziecko byłoby mimo wszystko czymś, co w jakiś sposób musiałoby go przerosnąć. Ale… tym chyba nie musiał się już przejmować, prawda? Zrobiony dla pewności test wyszedł negatywny, sama Elsa przyznała, że nie chciała żadnego dziecka i całą tę absurdalną sytuację można było już tylko opić, a później najlepiej zupełnie o niej zapomnieć. Co z pewnością było bardzo
zdrowym i odpowiedzialnym podejściem do ewentualnych problemów…
Eric Stones