Jezu. Dlaczego ten staruch musiał być aż tak irytujący?
Może gdyby nie był jej szefem i gdyby nie wiedziała, że pocił się jak jakiś czterdziestoletni facet produkujący zdecydowanie za dużo testosteronu, żywiący się wyłącznie pizzą, popijający chorobliwe ilości energetyków i piwa najgorszego sortu, a wieczorami grający w Dotę albo LOLA...
(nie pytajcie, dlaczego było to aż tak sprecyzowane. Pierwsze, co przyszło jej do głowy, XD) To może, ale tylko MOŻE, uznałaby, że był nawet atrakcyjny. A tak? Znała go od zupełnie innej strony. W dodatku ciągle, ale to ciągle nazywał ją Athalią, czego, do kurwy nędzy, nienawidziła. Aż się prosiło, żeby wsunąć mu coś do jedzenia albo kawy, bo sorry, jak długo można być takim ignorantem? No proszę.
- Szefie, nie chcę nic mówić, ale złość piękności szkodzi, a jestem pewna, że swojej urody będziesz potrzebował jeszcze przez parę lat, bo z tym charakterkiem... - Przewróciła oczami.
- Nie wiem, kto z szefem na dłuższą metę wytrzyma, ale! - Uniosła palec ku górze
. - Jesteśmy tutaj dla pracy, a nie po to, żeby bawić się w biuro matrymonialne, więc najmocniej przepraszam. - Ukłoniła się do połowy niczym jakiś lokaj.
- Następnym razem wymyślę coś tak spektakularnego, że poprawi ci humor i sprawi, że szczęka opadnie szefowi na podłogę, dobra? Idę po tę kawę!
Nadawała jak katarynka, bo w trakcie własnego monologu zdała sobie sprawę, że nie powinna wspominać ani słowem o jego statusie związku, ani tym bardziej o jego wyglądzie. No ale miała to gdzieś głęboko pomiędzy cyckami, a że miała je spore, welp. No więc ten. Wróciła niedługo później z jego kawunią, wzbogaconą o dodatkowy ingredient X, raz po raz przyglądając się mężczyźnie i czekając, aż wreszcie się napije. Usiadła na swoim miejscu, słuchając, co mieli dzisiaj w planach i jak mniej więcej miał wyglądać jej dzień. Dłonie trzymała grzecznie na udach, wpatrując się w szefa, kiedy przysuwał kubeczek do ust. Zaczęła wbijać paznokcie w skórę tak cholernie mocno, jakby wywołany przez nią ból miał powstrzymać uśmiech wkradający się na jej twarz. Nie mogła przecież wybuchnąć śmiechem.
Ja pierdolę. No nie. Wytrzymaj. Nie śmiej się. Przygryzła policzek od środka, widząc, jak jego twarz wykrzywia się pod wpływem smaku przepysznej kawusi.
- Czekaj, serio? - Zmarszczyła brwi, usilnie starając się nie roześmiać.
- Była tam jakaś nowa baristka. Następnym razem upewnię się, że pójdę do tej drugiej. - Pokiwała głową ze zrozumieniem, podczas gdy w środku zwijała się ze śmiechu i mentalnie waliła dłonią o biurko. No kurwa, cudo.
Kiedy w dalszym ciągu próbowała zachować powagę, ignorując mlaskanie szefa, do gabinetu wszedł pan Grant. Thalia od razu wstała, żeby się z nim przywitać, bo hello, jemu akurat należał się szacunek, okej? Po chwili ponownie usiadła i zaczęła słuchać tego, co miał im do powiedzenia. Gdy William znowu zwrócił się do niej w ten irytujący sposób, posłała mu wkurzone spojrzenie. No czy on naprawdę nie mógł przestać jej tak nazywać? Wysunęła nogę pod biurkiem i kopnęła szefa prosto w piszczel, bardzo wymownie, chociaż oczywiście miało wyglądać to na czysty przypadek.
- Och, przepraszam - rzuciła niewinnie, natychmiast prostując się na krześle.
- Dokładnie, panie Grant. Mam prawo karne w małym paluszku. - Posłała mu uroczy uśmiech. Lubiła fakt, że mężczyzna ją lubił, hihi. Jemu akurat nie mogła podpaść. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy sekretarka zaliczyła drobne faux pas, bo chociaż raz to nie Thalia była osobą, która coś spieprzyła. Kurde, brakowało jej tylko popcornu. Tak cudownie słuchało się, jak pan Grant zwracał uwagę jej szefuniowi, który przecież zawsze wiedział wszystko najlepiej.
- Jakie szczegóły? - zapytała, po czym nachyliła się, żeby zerknąć na wiadomość. Z maila właściwie nic konkretnego nie wynikało. Sama nie była zbyt miejscowa, więc nie miała pojęcia, gdzie znajdował się podany adres, ale reakcja szefunia mówiła wszystko.
- Cholera, pewnie wrócimy zajebiście późno - westchnęła. Miała nadzieję, że uda jej się wrócić wcześniej. Najwyraźniej będzie musiała odwołać wieczorną zmianę w drugim miejscu pracy.
- Już zamawiam - odparła, wyciągając telefon i rezerwując przejazd przez ubera.
Jakieś dwadzieścia minut później nadal siedzieli w taksówce, bo, jak Patel wcześniej wspomniał, miejsce znajdowało się kurewsko daleko. Thalia przekręciła głowę w jego stronę,
- To co, szefunio? Powiesz mi dzisiaj, jak ładnie wyglądam albo jak świetnie sobie radzę? - Posłała mu szeroki uśmiech.
- Kiedy będziemy mieli ewaluację mojej pracy? - Uniosła brew, próbując wychwycić z jego reakcji, czy zamierzał przedłużyć jej kontrakt. Chociaż, well... na razie nie miała zbyt wielu osiągnięć, którymi mogłaby się pochwalić. No chyba że cyckami, które raz po raz eksponowała, a zwłaszcza dzisiaj. Hah.
szefunio