-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No jak do schroniska! Tyle się już biedaczka nacierpiała, po co mamy jej dokładać stresów. — April obróciła ciało od narzeczonej, jakby strażaczka chciała jej co najmniej wyrwać kociaka szponami i wrzucić go z powrotem do rzeki. Schronisko zdecydowanie nie wchodziło w grę. Pewnie miałaby tam dobrze i dość szybko zostałaby adoptowana, ale co się po drodze nadenerwuje, to przecież w niej zostanie! I tak już miała bardzo słaby dzień. Nie wylądowała przecież w tym kanale bez żadnego powodu. musiała przytrafić się jej jakaś przykrość. April spojrzała ostrożnie na jej szyję, ale nie miała na sobie żadnej obróżki. Nie wyglądała też na jakąś wielce zadbaną, więc szansa, że zwiała komuś z mieszkania w przeciągu ostatnich kilku godzin była marna. Wyglądała też na dość młodą, ale na tym akurat Finch się tak dobrze nie znała i to były tylko jej domysły. Totalną staruszkę by rozpoznała, a ta kotka zdecydowanie nią nie była.
— Cholera, nie wiem, czy właściciel mojego mieszkania się zgodzi... — Emma spojrzała zmartwiona na Teddy, potem na kotkę, a na końcu na April. Sprawiała wrażenie szczerze zmartwionej. Zycie w wynajmowanym mieszkaniu nie było łatwe, trzeba było się liczyć ze zdaniem landlorda, a jeśli trafił się jakiś frajer, który nie lubił zwierząt, to niewiele się na to poradzi.
— Ten dziwny Francuz? Na pewno się zgodzi, musisz tylko z nim pogadać — zachęciła przyjaciółkę April, choć nie wyglądała nadal na taką, która ma zamiar wypuścić kotkę z ramion w najbliższej przyszłości. Albo w ogóle kiedykolwiek. Zwierzak sprawiał wrażenie nieco uspokojonego. Wciąż daleko jej było do pełnej czilery i poczucia bezpieczeństwa, ale nie wyglądała już na taką, która szuka pierwszej okazji do ucieczki pod jakiś samochód. Pozostawała czujna, ale pewnie po prostu cieszyła się, że ktoś ją zabrał z daleka od rzeki. Burnett wpatrywała się w przyjaciółkę bez słowa, wyraźnie bijąc się z myślami. Podobnie jak Teddy miała zbyt duże problemy ze stanowczym odmawianiem jej. Asertywność w tej sytuacji byłaby na wagę złota.
— A my ją do tego czasu przechowamy, prawda? Żeby nie było, że robisz coś za jego plecami i w ogóle. — Spojrzała na narzeczoną, uśmiechając się słodko... chyba dość celowo. Była absolutnie oczarowana kicią, więc miękkość jej uśmiechu opierała się głównie na tym, ale zdawała się jednak trochę wykorzystywać słabość, jaką miała do niej Teddy. W kwestii Burnett robiła to chyba nie do końca świadomie.
Lecz to Ty tracisz głowę, gdy wzrokiem mnie obcinasz
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ale dlaczego miałby cierpieć w schronisku? — zapytała, bo przecież takie miejsca istniały po to, żeby pomóc zwierzętom. — W zeszłym roku byliśmy tam z chłopakami, żeby zrobić standardową kontrolę i sprawdzić wszystkie zabezpieczenia. Było czysto i przytulanie, a żaden pies ani kot nie wyglądał na skrzywdzonego czy zaniedbanego — oznajmiła, mrużąc lekko oczy. Teddy coś tutaj śmierdziało, ale jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę, co dokładnie. To na pewno nie była ona, bo nawet nie wpadła do tej cuchnącej rzeki. Może to kot? Chociaż ten też wydawał się względnie czysty. Aha, czyli to musiało być kombinatorstwo jej narzeczonej. No pięknie!
Fakt, że Emma wynajmowała mieszkanie nieco komplikował sprawę. Darling nawet wpadła na świetny pomysł, żeby może lepiej o niczym nie mówić właścicielowi i kot po prostu pozostanie niezauważony. To na pewno nie tak, że nawiedzał Burnett bez zapowiedzi, dałoby się to jakoś logistycznie ogarnąć. Szybko jednak odrzuciła ten niecny plan na bok, przecież nie chciała, żeby przyjaciółka narzeczonej miała później z tego tytułu jakieś nieprzyjemności.
— Pogadaj z nim na spokojnie, a my wtedy... — urwała, szukając w głowie sensownego rozwiązania. Ale oczywiście Finch wyszła już z własną propozycją, z której była bardzo zadowolona! — April, nie wydaje mi się, żeby... — znów się zatrzymała, widząc ten słodki, a zarazem przebiegły uśmieszek. Dobrze, że Teddy w porę zamigotała w głowie czerwona lampka, bo przecież od ręki zgodziłaby się na wszystko. A tak to przynajmniej mogła spróbować okazać się asertywnością. Jakąś tam. Przez góra dwie minuty.
— Przecież my nic dla niej nie mamy. I powinna przeczekać u kogoś, kto zna się na kotach i ma do czynienia z nimi na co dzień. Nigdy nie miałaś kota, więc nawet nie próbuj mi wmówić, że się na nich znasz — zastrzegła poważnie, bo nie przypominała sobie, żeby u Finchów kiedykolwiek mieszał kot. No gdzie w tak nieskazitelnej posiadłości znalazłoby się miejsce na jakiekolwiek zwierzę? Abigail chyba zeszłaby na zawał, gdyby trzeba było ciągle sprzątać pałętające się kłaki. A Paul to w ogóle na pewno miał uczulenie na kocią sierść!
w myślach mych mieszkanie masz
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ja wiem, że tam są dobre warunki. To chodzi o to, ze będzie samotna. Kto wie, ile będzie musiała czekać na adopcję? — wyjaśniła smutnym tonem. W schronisku było mnóstwo zwierząt. Pracownicy i wolontariusze nie mieli szans, by odpowiednio zająć się każdym z nich. No i większość futrzaków po prostu nie czuła się komfortowo zamknięta w tak licznym towarzystwie. Nie ma się co dziwić, April też nie chciałaby mieszkać w jednym domu z kilkudziesięcioma innymi osobami. Teddy jej w zupełności wystarczała i takie zwierzaczki też powinny mieć jakąś jedną, stałą rodzinę.
Usiadła z powrotem na chodniku, słuchając wszystkiego, co miała do powiedzenia Teddy. W ogóle jej się to wszystko nie podobało. Może i mówiła z sensem, ale jednak jakoś tak... bez sensu. Do dupy generalnie. Ułożyła kotkę na kolanach i uśmiechnęła się do niej po raz kolejny, widząc, że nie próbowała uciekać. Znalazła sobie nieco wygodniejszą pozycję, oparła łebek na udzie Finch i spojrzała zaciekawionym spojrzeniem na strażaczkę.
— Przecież wszystko da się kupić! I tak trzeba będzie kupić, jeśli to Emma ją weźmie. — Spojrzała na przyjaciółkę, znowu licząc, że będzie dla niej jakimś wsparciem. Burnett wyglądała jednak na zmieszaną. Ewidentnie nie chciała być stawiana w konfliktowej sytuacji między Finch a Darling. Potarła nerwowo szyję, starając się znaleźć rozwiązanie tego problemu.
— No jasne, ja z nim pogadam i w sumie mogłabym ją adoptować... zawsze chciałam mieć kota, ale nigdy się nie składało. Może to przeznaczenie czy coś? — Uśmiechnęła się do April, wyraźnie mięknąc. Decyzja jeszcze nie zapadła ostatecznie, ale Burnett najwyraźniej była już prawie urobiona. Dobrze, że Finch nie próbowała wziąć na kobiety jej życia jakichś kosmicznych kredytów, bo pewnie szybko by się zgodziły, a ona by zwiała gdzieś do Europy, zostawiając je bez pieniędzy.
— No widzicie, ten plan nie ma wad. Nie chcę po prostu porzucać jej na pastwę losu. Chciałabym ją zatrzymać, ale no... częste odwiedziny też będą w porządku. — Skupiła całą uwagę na kocie. Głaskała ją z czułością, rozpływając się nad tym, jak zwierzak powoli się do niej przekonywał. Trochę pracy i na pewno zniknie jej cała masa lęków! Kotce albo April, trudno stwierdzić. Burnett spojrzała z kolei skołowana na Teddy, wyraźnie szukając jakiejś pomocy. Chyba jej już przeszła ta początkowa niechęć do obecności strażaczki i teraz wolała współpracować.
Jeśli chcesz to dzisiaj możesz u mnie spać
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No niby tak, ale sama nie wiem — odparła po chwili namysłu. Przeanalizowała sprawę z kilku stron i wciąż nie doszła do żadnego konkretnego wniosku. Istniało też spore szansa, że nikt kotki nie zaadoptuje. Była już całkiem duża, a ludzie najczęściej wybierali ze schronisk kocięta albo szczeniaki. — Po prostu nie jestem przekonana, czy to aby na pewno dobra decyzja — mruknęła cicho. Niby Emma już dała się zabałamucić i przytakiwała praktycznie na wszystko, co mówiła April, ale jakoś nie brzmiało to szczególnie przekonująco. Co swoją drogą było niesamowite, bo skapitulowała szybciej niż sama Teddy. Pewnie Finch zagroziła jej zwolnieniem! Albo po prostu kochała się w niej na zabój i próbowała się przypodobać. Tak, to zdecydowanie brzmiało bardziej prawdopodobnie!
Darling przeniosła wzrok na Burnett. Dziewczyna nie wyglądała jednak jak ktoś, kto właśnie spełnia swoje wielkie marzenie o posiadaniu kota. Pewnie nigdy żadnego nie chciała, a teraz została wciągnięta w sytuację szybciej, niż zdążyła się zastanowić i próbowała nie zrobić przyjaciółce przykrości.
— Może zostać u nas do jutra — zadecydowała w końcu. Po chwili zmarszczyła lekko brwi. — Dobra, góra dwa dni — poprawiła się. Jeden dzień, który Emma najpewniej spędzi na dochodzeniu do siebie po imprezie, mógł zwyczajnie nie wystarczyć, żeby ogarnąć temat z landlordem i upewnić się, czy w ogóle może trzymać zwierzę w mieszkaniu. — Tylko się za bardzo nie przyzwyczajaj — dodała, zerkając w kierunku narzeczonej. Trudno było jednak stwierdzić, czy swoje słowa kierowała do April czy do kotki. Szczerze mówiąc, obie powinny zostać od siebie natychmiast odizolowane. Teddy doskonale widziała, co się tutaj działo. Finch już zaczęła ten swój proces oswajania - dokładnie ten sam, który stosowała wobec ludzi, zwierząt i właściwie wszystkiego, co wpadło jej w ręce. Najpierw trochę czułości, potem trochę troski, a zanim człowiek się obejrzał, była już emocjonalnie zaangażowana po uszy! Tylko to było naprawdę niepotrzebnie, bo jeśli kotka miała trafić gdzieś indziej, to każde kolejne głaskanie tylko utrudniało późniejsze rozstanie. A Darling była przekonana, że kiedy przyjdzie na nie pora, April będzie cierpiała bardziej niż sam futrzak.
— Jak każda jest już zadowolona, to możemy już wracać?— zapytała, przestępując z nogi na nogę. Mogły przecież dalej prowadzić tę dyskusję w domu, a nie na środku chodnika. — Śpisz u nas czy cię podrzucić? — podsunęła Burnett dwa warianty. Mogłaby jeszcze zaproponować, że zamówi jej taksówkę, ale zdecydowanie wolała osobiście zadbać o to, żeby wróciła do domu.
weź nie pierdol, innym razem ocalimy świat na pewno
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rozpogodziła się totalnie, gdy Teddy zgodziła się, by kotka została z nimi do jutra. Chciała się podnieść jak najszybciej, ale na szczęście ogarnęła, że nadal ma na rękach zwierzę, więc się ogarnęła i zrobiła to spokojnie. To jeszcze nie była wersja, która ją w pełni zadowoli, ale była całkiem niczego sobie. Nad tym można pracować. Z tego poziomu będzie mogła je urabiać dalej. Znaczy prowadzić rozmowy o przyszłości biednego koteczka, który nikomu niczym nigdy w życiu nie zawinił.
— Ja? Nigdy w życiu! — zapewniła i skradła narzeczonej buziaka. No tak, April była powszechnie znana z tego, że nie miała się w zwyczaju zbyt szybko zakochiwać albo przywiązywać. Potrafiła trzymać emocje na wodzy i nigdy nie popadała w żadne dramaty. W ogóle to była wyjątkowo sensowną, poukładaną i dojrzałą kobietą. Tak?
— Chodź do nas, co się będziecie tłuc po nocach! — zakomenderowała, podchodząc tym razem do Burnett i sprzedając jej buziaka. W policzek oczywiście. W końcu były najlepszymi przyjaciółkami, nic poza tym! Były tak samo grzeczne jak przez cały ten wieczór. Tak? Na pewno! April ruszyła dziarsko przed siebie, wybierając kierunek tylko na wpół losowo, bo w końcu stamtąd właśnie przyszła Teddy! Chyba. Czy nie? Nieważne! W końcu dojdą na miejsce.
— Musisz pomyśleć, jak ją nazwać — zaproponowała Emmie, jak przystało na każdego człowieka, który nie miał żadnych problemów ze zbyt szybkim przywiązywaniem się. Burnett ruszyła posłusznie za nią, zamyślając się nad odpowiedzią. Zdecydowanie nie miała zestawu gotowych imion na potencjalnego zwierzaka, ale też niespecjalnie zakładała, ze jakiś jej się przytrafi w tym tygodniu. A jednak! Los był przewrotny.
— No nie wiem... może Arda? Albo Liara? Chciałabym coś krótkiego. Krótkie imiona są najlepsze — zastanowiła się na głos. Wiadomo, że krótkie najlepsze. W topce są te do pięciu liter, bo potem to się już robi tłok. Dobrze, że wszystkie się w ten kanon wpasowywały! No, Theodora trochę tak na doczepkę, ale niech jej będzie, przecież jej tu nie porzucą.
Nie wiedziałem jeszcze jak być sobą. Miałaś kod do tej klatki jak listonosz
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przenocowanie Emmy było najlepszą i najwygodniejszą opcją. W sumie Teddy też nie chciało się wyprowadzać samochodu z podziemnego garażu. Jasne, zrobiłaby to, gdyby była taka potrzeba, ale skoro nie musiała, to tym lepiej dla niej! Załapał April za przed ramię i pociągnęła ją w przeciwnym kierunku, bo oczywiście narzeczona ruszyła w zupełnie inną stronę. To, że Darling przyszła akurat stamtąd, o niczym świadczyło. Jak już było wspomniane, zrobiła sobie nocną przebieżkę, więc mogła nieco zobaczyć z trasy. Można było wszystko zgonić na alkohol, ale na trzeźwo Finch też gubiła się nawet na klatce schodowej.
— Liara? Jak doktor Liara T'Soni z Mass Effect? Fajnie, podoba mi się — przytaknęła skinieniem głowy i przyjrzała się wtulonej w Finch kotce. — Skąd w ogóle wiedziałyście, że to jest ona? — zapytała, bo nie dawało jej to spokoju. Nawet z dobrym zoomem w telefonie trudno określić płeć zwierzaka, który siedział skulony na wale przeciwpowodziowym.
Stanęła przy przejściu przed niesygnalizowanym przejściu dla pieszych i gestem ręki nakazała, żeby narzeczona i jej przyjaciółki również się zatrzymały. Dopiero kiedy upewniła się, że nic nie jedzie, ruszyła pierwsza i zerknęła przez ramię, żeby sprawdzić czy te dwie sieroty za nią nadążają. Dobrze, że mieszkały tak blisko, bo to byłaby naprawdę długa droga do domu. A tak to minęły jeszcze dwie przecznice i już były na miejscu. Teddy przyłożyła brelok zbliżeniowy do domofonu i pchnęła drzwi, przepuszczając najebuski przodem. Podróż windą na czwarte piętro też minęła błyskawicznie, chociaż kotka zaczęła się wiercić niespokojnie. Chyba trochę przestraszyła się hałasu i psa sąsiada, z którym minęli się na parterze.
— Jesteście głodne? Zrobić wam jakieś kanapki? No i czym nakarmimy kota? Chyba nie mamy nic odpowiedniego. Tuńczyk z puchy wchodzi w grę? — zapytała, gdy już wszyscy wgramolili się do domu. Musiała jeszcze rozłożyć kanapę i przygotować Burnett spanie, ale to za chwilę. Trzeba było jeszcze omówić kilka spraw organizacyjnych. Jak na przykład to, czy futrzaka nie trzeba wykąpać. No bo koty chyba też się kąpię od czasu do czasu? A jak miała pchły i kleszcze to tym bardziej. Niby wyglądała na czystą, ale cholera ją tam wie. Nie wiadomo, ile czasu spędziła na zewnątrz i gdzie wcześniej się szlajała. O tej porze kliniki weterynaryjne przyjmowały tylko w nagłych przypadkach, a kotka nie wyglądała na umierającą, więc równie dobrze może poczekać do rana.
Szedłem na piechotę, biegłem i płynąłem tu wpław
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No! Fajowe, nie? Pasuje na Liarę. Jest taka mądra, ładna, dzielna i w ogóle. — Finch paplała radośnie, starając się trzymać kotkę tak, żeby nie zrobić jej żadnej krzywdy i żeby nią za bardzo nie telepało w trakcie tego spaceru. Nie miała pojęcia, ile będą iść, więc lepiej było się przygotować na najgorsze, prawda? Jak widać przez to całe przytulanie musiała chyba wejść do umysłu zwierzątka i to wszystko z niego odczytać, bo trudno stwierdzić, skąd znalazła tak wiele cech jej charakteru po tak krótkiej i powierzchownej znajomości. Mogła też po prostu mieć nosa.
— Bo to szylkret — wyjaśniła pokrótce April, dalej prąc przed siebie. Dobrze, że nie marzyła o byciu nauczycielką, bo kompletnie się do tego nie nadawała. Cholera, pewnie nawet nie umiałaby zapanować nad klasą i załamałaby się nerwowo, gdyby uczniowie nie słuchali jej po prostu przez to, jaka jest cool. A mogłoby tak być, bo bez przesady, czemu dzieciaki miałyby tak uważać? Ale pewnie stałaby się crushem dla jakichś niepewnych siebie licealistek, bo przecież ona też podkochiwała się kiedyś w nauczycielce.
— To coś... z genami. Że te, które robią ten kolor, nie mogłyby występować w męskich chromosomach? Chyba że samiec byłby jakiś chory, sama nie wiem — pociągnęła Emma, próbując przypomnieć sobie fakty, które kiedyś wysłuchały razem z April w jakimś filmiku na YouTubie w ramach przerwy w pracy. Na trzeźwo pewnie byłaby w stanie podać więcej szczegółów, ale teraz nie nadawała się do zbyt wielu mądrych rzeczy. Dobrze, że przyjaźniła się z taką debilką, która nie miała od niej zbyt wielu wymagań.
Burnett spojrzała na Teddy z politowaniem, a Finch prychnęła cicho, gdy zakomenderowała nimi jak na szkolnej wyciecze. Wkręcił się ten edukacyjny klimat wszystkim, jak widać. Grzecznie stały i czekały, aż ich opiekunka upewni się, że mogą bezpiecznie przejść i nie zmiecie ich z powierzchni ziemi jakiś rozpędzony tir. Obie wydawały się też dość zaskoczone, gdy tak szybko dotarły do domu, ale też bardzo zadowolone.
— Nie musisz, spokojnie. Ale Liarze coś trzeba dać! Z tuńczyka się na bank ucieszy, a rano kupimy jej jakąś zajebistą puchę. — Odstawiła kotkę ostrożnie na podłogę i skierowała się do kuchni, żeby w międzyczasie ogarnąć dla niej miseczkę z wodą. Chciała też dać jej trochę przestrzeni, żeby miała szansę zapoznać się z nowym lokum, do którego ją wprowadzono. Przemknęła nieco niepewnie po podłodze i schowała się pod stołem w salonie. Niezrażona tymi lękami Finch ustawiła niedaleko miseczkę i pociągnęła za sobą Burnett na kanapę, by obie na niej usiadły.
— Musi się do nas wszystkich przyzwyczaić. Na pewno nas polubi, jesteśmy super. Może każdy powie jej jakiś fakt o sobie, żeby się odważyła? Teddy, ty pierwsza. — Zakomenderowała, obracając głowę w jej stronę. Liara w tym czasie wychyliła główkę spod stołu i z uwagą obserwowała strażaczkę, która przygotowywała dla niej kolację. Wygląda na to, że zaraz wybierze sobie ulubieńca! Ulubieńcem będzie pełna micha.
Gdy patrzę na te dni, Cieszy mi się twarz
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Szylkret brzmiało dla niej jak słowo z innego języka. Może valyriańskiego? Teddy akurat takiego nie kojarzyła, ale przecież nie posługiwała się nim biegle. Jeszcze. Może na którejś spokojniejszej zmianie, z czystej nudy, zaproponuje Riley, żeby nauczyły się kilku nowych zwrotów. Na razie zakodowała, że w tym całym szylkrecie chodzi o kocie geny. Ciekawe. Później i sobie o tym poczyta. W końcu od tych dwóch i tak nie dowie się niczego więcej. Dobrze, że Finch znalazła sobie nową przyjaciółkę o podobnie małym rozumku. Przynajmniej były na podobnej częstotliwości i Darling nie musiała się specjalnie zniżać, żeby nadążyć za rozmową.
Fajnie, że udało jej się przyprowadzić do domu wszystkich całych i zdrowych. Derek Shepherd powiedziałby, że to piękny dzień, aby ratować życie. Strażaczka znów zrobiła dobry uczynek, dzięki któremu była bliżej nieba. Zerknęła przez ramię na kotkę, która schował się pod stołem w salonie. Okej, czyli miała już imię. Burnett nie protestowała, więc chyba jej też przypadło go gustu. W sumie to ona wyszła z propozycją, ale miała na uwadze też kilka innych opcji, ale najwyżej już sama podejmie ostateczną decyzję.
Wyjęła jakąś miseczkę, odsączyła tuńczyka z wody i rozdrobniła kawałki na mniejsze. Liara na pewno będzie zachwycona. Albo okaże się niewdzięcznym sierściuchem. Z kotami nigdy nic nie wiadomo. U psa łatwo było poznać, że coś mu pasuje, a przy kotach wszystko było bardziej umowne. Wróciła z miseczką do salonu i spojrzała na narzeczoną jak na wariatkę.
— Fakt o sobie? Ale jakiś randomowy? Yyy… no nie wiem. Potrafię poruszać małymi palcami u stóp? — rzuciła niepewnie pierwszą rzecz, jaka przyszła jej do głowy. Czuła się, jakby brała udział w spotkaniu jakiejś kociarskiej sekty, kiedy sama nawet za kotami specjalnie nie przepadała. Postawiła miseczkę z tuńczykiem przy stoliku i usiadła w fotelu - tym samym, w którym ostatnio zatopił się Jett.
Kotka ostrożnie wyjrzała spod mebla, ale tuńczyk okazał się wystarczającym argumentem. Wypełzła całkiem żwawo i zaczęła wpieprzać tak szybko, że aż jej się uszy trzęsły. Teddy oparła się wygodniej i przez chwilę patrzyła na nią w milczeniu. W zasadzie nie nikt nie miał pojęcia, ile czasu spędziła na wale. Może siedziała tam od rana, może jeszcze dłużej. Dobrze, że nie było upałów, to przynajmniej nie ugotowała się na słońcu. Z drugiej strony zawsze mogła zejść do wody. Koty chyba umiały pływać? Kiedyś czytała, że tak. Że to wrodzona umiejętność i że potrafią dać nura w sytuacji zagrożenia życia. Czyli właściwie nic takiego się nie stało! Wystarczyło, żeby po prostu dopłynęła na przeciwległą stronę i znalazła mniej strome wejście na brzeg. Aha, czyli tak naprawdę to wcale nie groziło jej żadne niebezpieczeństwo i wszystkich zrobiła w bambuko.
wymieniłbym swój ogród za twój brzeg
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Do kotów trzeba było mieć odpowiednie podejście i inny rodzaj cierpliwości niż do psów. Finch doceniała wszystkie zwierzęta, a wiadomo, że najbardziej na świecie chciałaby mieć w domu krowę. Muszą jednak poczekać, aż będą miały ogród. Obserwując kotkę doszła do wniosku, że przy okazji najbliższego urlopu muszą wybrać się, żeby wreszcie odwiedzić ich krowią córkę. Oglądanie jej na Instagramie to dla April zdecydowanie za mało. Teraz jednak tematem przewodnim była kotka. Z taką to jest jednak trochę mniej kłopotu niż byłoby z krową w mieszkaniu, więc Darling powinna być jej wdzięczna, że przytaszczyła tutaj tylko takiego maluszka.
— Niezły początek. Ja na przykład nie jem mięsa. — Wypięła pierś z dumą. To nic, że oferowały Liarze tuńczyka. Ona mogła pochłaniać co tylko chciała. Finch w ten pokrętny sposób chciała dać kotce znać, że była w tym domu całkowicie bezpieczna. Emma spojrzała jedna na przyjaciółkę z politowaniem, próbując dać jej do zrozumienia, że to wyjątkowo tandetny fakt.
— Hm no dobra. To może... wydaję za dużo na ubrania? Najdroższa rzecz w mojej szafie może być warta tyle, co półroczna pensja Teddy? — Uśmiechnęła się nieco niepewnie. Nigdy nie wiadomo, czy nie trafiły na kotkę komunistkę, która potępi jej konsumpcjonizm. Wyglądało na to, że niekoniecznie. Nie parsknęła w jej stronę niezadowolona, nie wypluła kłaczków ani nic. Wyglądało na to, że akceptowała April taką, jaka była. Co za słodziak z tej kotki. Finch spojrzała wyczekująco na Emmę, spodziewając się teraz jakiegoś faktu na jej temat.
— Wolę science fiction od fantasy? — zasugerowała niepewnie, patrząc na przyjaciółkę i czekając na potencjalną akceptację albo listę rzeczy do poprawki.
— No przecież ma na imię Liara, więc już to wie — skarciła ją. Głupia ta Emma była, jak się upiła! To zupełnie jakby powiedziała, że lubi koty. Przecież wiadomo. Albo że kręcą ją niewysokie blondynki z falowanymi włosami i zielonymi oczami. Oczywistości należało odłożyć na bok. Burnett podrapała się po karku, zastanawiając się przez moment.
— Mam ponad 300 winyli? — spróbowała raz jeszcze, na co April zareagowała szerokim uśmiechem. To było dużo lepsze! Kusiło ją, żeby poprosić Emmę, by zaczęła je wszystkie wymieniać, by obgadały z Liarą wspólne gusta, ale to chyba był głupi pomysł na tę godzinę. No i nie chciała przeszkadzać kotce w kolacji. Miała prawo napełnić brzuch do końca, na pewno strasznie schudła dzisiaj od tych wszystkich stresów, które ją spotkały.
I bądź tu, to z tobą mogę być na zawsze
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chwała Finch za to, że nie przytargała do mieszkania słonia albo walenia. Ciekawe, czy wtedy Burnett też byłaby taka chętna do adopcji. Pewnie tak, skoro tak szybko ulegała wpływom przyjaciółki. Weszłaby jej w dupę, gdyby tylko mogła. To znaczy, co? W każdym razie Teddy też bardzo lubiła zwierzęta! Naprawdę uwielbiała je całą sobą. Po prostu nie miała pewności, czy miały odpowiednie warunki, żeby zająć się kotem na stałe. Loft nie był do tego przystosowany - trzeba byłoby wieszać wszędzie ochronne siatki w wysokich oknach, a te były naprawdę duże i daleko było im do standardowych rozmiarów okiennic. Chociaż i tak najważniejsza była kwestia zostawiania zwierzęcia w domu. Niby koty były samowystarczalne, a i Darling nie miałaby sumienia, żeby siedział tutaj sam praktycznie cały dzień. April będzie musiała się naprawdę postarać, żeby ją namówić na zmianę zdania. Z nią nie pójdzie jej tak łatwo, jak z Emmą.
Liara niespecjalnie wydawała się zainteresowana bliższym poznaniem. I chociaż nie parsknęła, kiedy usłyszała o najdroższej rzeczy w szafie Finch, to Teddy już tak. Jasne, niech robi z niej biedaka, nawiązując do jej chujowej pracy i wypłaty. Śmiało! Niech pogrąża ją na oczach Burnett i głupiego kota, chociaż wiedziała, że dla strażaczki temat jest dość wrażliwy. Ale Darling udało się zachować niewzruszoną minę i postanowiła tego w żaden sposób nie komentować.
— Ale wiecie, że ona ma to wszystko gdzieś? — odezwała się, kiedy obie z pełną powagą opowiadały kotce o swoich zainteresowaniach. — Jest po prostu głodna. I pewnie zmęczona też — wzruszyła lekko ramionami. Sama była zdecydowanie zbyt trzeźwa na prowadzenie rozmów ze zwierzętami. Albo po prostu trzeźwa. To nie były Boże Narodzenie, więc raczej nie należało spodziewać się odpowiedzi.
— A jak tylko Emma jutro zabierze ją do siebie, to będą mogły słuchać płyt do woli. Fajnie, prawda? — dodała, bardzo dumna z takiej wizji. Uśmiech wprawdzie nie zniknął z jej twarzy, ale był już wyraźnie bardziej wymuszony niż jeszcze kilkanaście minut wcześniej. Dobry humor, który towarzyszył jej przez większość dnia, gdzieś się ulotnił. Sama nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Może dlatego, że nikt nawet nie wspomniał o tym, kto właściwie wlazł po tym cholernym wale i wyciągnął sierściucha na brzeg. Teddy naprawdę nie oczekiwała fanfar ani medalu za zasługi dla kociej społeczności, ale zwykłe dzięki byłoby całkiem miłe. A może po prostu irytowała ją obecność Emmy. Nie dlatego, że dziewczyna zrobiła coś konkretnego. Po prostu sprawiała wrażenie, jakby obecność Teddy była tutaj zbędnym dodatkiem. A przecież jeszcze niedawno to ona była najlepszą przyjaciółką April.
Od czasu do czasu łapała się na podobnych myślach. Coraz rzadziej czuła się tą osobą, do której Finch przychodziła ze wszystkim w pierwszej kolejności. W teorii przecież zyskała znacznie więcej. Nie była już tylko przyjaciółką. Była jej partnerką. Narzeczoną. A jednak czasami miała wrażenie, że April dogaduje się z Emmą w sposób, którego ona sama już nie potrafiła z nią osiągnąć. Miały swoje żarty, własny język i wspólne zainteresowania, w których Teddy zwyczajnie nie uczestniczyła. Nie chodziło nawet o zazdrość. Bardziej o to dziwne uczucie bycia krok obok czegoś, do czego kiedyś miało się nieograniczony dostęp. Oczywiście wiedziała, że to głupie. Ludzie zdobywali nowych przyjaciół. To była normalna kolej rzeczy. April nie robiła nic złego. Emma też nie. A mimo to gdzieś z tyłu głowy pojawiała się czasem myśl, że kiedyś to właśnie ona była osobą, z którą Finch potrafiła przesiedzieć pół nocy, rozmawiając o wszystkim i o niczym.
Im dłużej siedziała w fotelu i obserwowała tę dwójkę pochyloną nad kotem, tym bardziej miała wrażenie, że trochę przeszkadza. Z każdą chwilą coraz poważniej rozważała ewakuację na górę. W końcu nie chciała psuć im zabawy.
lala, nie jestem zazdrosny, chcesz poleć albo z tym, albo z tym