30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W ich domu jest już dostatecznie dużo walenia, nie trzeba przyprowadzać kolejnego. April zresztą w ogóle tego nie planowała. Nie uknułaby tak skomplikowanego planu z narażaniem zdrowia narzeczonej, no bez przesady. To wszystko się dzisiaj po prostu wydarzyło i dużą rolę odegrały tu używki, których krążyło po ciałach przyjaciółek całkiem sporo. Oczywiście, że chciała mieć zwierzaka i to najlepiej od razu i najlepiej kilka, ale też nie była wariatką. Aż taką. Chciała dla futrzaka jak najlepiej. Wiedziała, że loft nie oferuje perfekcyjnych warunków, podobnie jak rodzaj ich pracy, przez które sporo nie ma ich w domu. Nie chciała też nagle zrzucać odpowiedzialności na głowę Teddy, gdy to ona będzie musiała zostawać ze zwierzakiem, kiedy April nie będzie. Mówiąc prościej, nie była taka od razu najgorsza, jak mogłoby się wydawać!
— A ja myślę, że się cieszy z takiego towarzystwa — burknęła z dużo mniejszym entuzjazmem niż do tej pory. Nie była aż tak głupia albo aż tak pijana, żeby nie zdawać sobie, że w rzeczywistości kotki nie obchodziły te fakty, a raczej po prostu ich nie rozumiała, jak to zwierzę. Uznała po prostu, że to będzie fajna zabawa i miłe rozluźnienie dla każdej z nich. Ale skoro jedna trzecia ekipy nie czuła tych wszystkich rozrywek, to nie będzie ich przecież wymuszać.
Ściągnęła brwi, obserwując narzeczoną. Widziała, że coś jest nie w porządku, ale nie była pewna, o co może chodzić. Aż tak przeszkadzało jej przenocowanie kota? Parę chwil temu mówiła w końcu o kilku dniach, a teraz sugerowała, że zwierzak powinien stąd zniknąć skoro świt. Rzuciła krótkie, wymowne spojrzenie Burnett, a przynajmniej tak jej się wydawało, bo przy alkoholu, to nigdy nie wiadomo. Coś tam jednak musiało dotrzeć, bo dziewczyna wstała z kanapy i ostrożnie wyminęła kotkę.
No dobrze, to skoro czeka nas nocowanka, to ja się pójdę ogarnąć. Dasz mi jakieś rzeczy, April?Finch pokiwała głową i też podniosła się z kanapy, żeby skoczyć na górę i zgarnąć stamtąd jakieś luźne spodenki, koszulkę i ręcznik dla przyjaciółki. Znalazła też niewyrzucone jeszcze pudełko po jednym ze swoich zamówień, w którym było jeszcze sporo kartonowych wypełniaczy. Wręczyła Emmie wszystko, czego potrzebowała a Burnett uśmiechnęła się w wdzięcznością i zniknęła w łazience. April w tym czasie ustawiła w korytarzu pudełko, licząc, że jakoś dogadają się z kotką, żeby do jutra załatwiała swoje potrzeby w nim i wróciła do salonu. Liara wskoczyła na jedną z szafek i położyła się na niej, by móc obserwować wszystko, co dzieje się w lofcie. Widząc, że zapanował względny spokój, Finch wpakowała się na kolana narzeczonej, przerzucając nogi swobodnie przez podłokietnik fotela.
— Jak właściciel mieszkania Emmy się nie zgodzi, to poszukam z nią dla Liary jakiegoś innego domu. Mamy dary przekonywania i wielki biurowiec pełen ludzi. Na pewno się ktoś znajdzie. Postaram się, żeby nie musiała tu siedzieć zbyt długo, okej? — zaproponowała, uśmiechając się łagodnie. Już teraz było jej trochę przykro, że będą musiały się rozstać, ale wiedziała, że musi zachować się w tej kwestii jak dorosła.

Ofiaruję mojej dziewczynie Z kwiatów Holandii utkany Szlafrok, w którym utonie
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że jej narzeczona nie była aż tak nieroztropna i że przede wszystkim liczyło się dla niej dobro zwierząt. Mimo to w tej chwili przemawiał przez nią alkohol, więc cholera wie, co zrodziło się w tej ślicznej główce. Może właśnie obmyślała plan, jak sprawić, żeby kotka została z nimi na zawsze? Za April ogólnie trudno było nadążyć, a kiedy była pijana, stawało się to właściwie niemożliwe.
Liara miała wyborne towarzystwo, tylko Teddy trochę kulała. I chociaż wiedziała, o co jej chodzi (a przecież trochę tego było!), to jednak jakoś nie kwapiła się, żeby mówić o tym na głos. A już na pewno nie teraz, kiedy Emma miała zostać na noc. Na szczęście do jutra wszystko - jak zawsze - rozejdzie się po kościach, a każda z tych myśli odejdzie w niepamięć, bo Darling uzna je za bzdury niewarte roztrząsania. Nawet nie potrafiła określić, kiedy wrócił jej ten głupi nawyk uciekania od problemów. Udawanie, że wszystko gra wychodziło jej całkiem nieźle! Kiedyś zwierzyłaby się swojej najlepszej przyjaciółce, ale wiele się zmieniło, odkąd ta przyjaciółka stała się również jej narzeczoną. Dobrze, że wciąż miała jeszcze Jetta i Iris.
Odprowadziła obie dziewczyny wzrokiem, zostając z kotką sam na sam. Zwierzak nie odrywał od niej zaciekawionego spojrzenia. Darling przewróciła oczami i westchnęła ciężko.
Och, nie patrz tak na mnie — mruknęła, zanim April wróciła z rzeczami dla przyjaciółki i pudełkiem dla kota, a Burnett zniknęła w łazience. Liara przez chwilę wyglądała tak, jakby kombinowała, jak tu wskoczyć na kanapę, ale jej podchody zakończyły się zajęciem innego mebla. Teddy zerknęła na nią kątem oka, ale poczynania kotki zostały bez komentarza. Poprawiła się za to w fotelu, pozwalając Finch wgramolić się na swoje kolana. Objęła ją w pasie jedną ręką, a drugą wyrzuciła do tyłu na zagłówek.
Przecież może zostać tutaj tak długo, aż znajdziecie jej jakiś dobry dom — wzruszyła lekko ramionami.
Darling nie była bezduszna. W zasadzie miała całkiem dobre serce. Gdyby nie zależało jej na losie innych istot, nie pracowałaby w tym beznadziejnie płatnym zawodzie, który - jak mawiał ojciec April - samą satysfakcją rachunków nie opłaci.
Jeśli właściciel mieszkania Emmy będzie miał jakieś obiekcje, zawsze mogę podpytać chłopaków, czy któryś nie chciałby kota. Bliźniaki nadal mieszkają z matką, która ze względów zdrowotnych prawie nie wychodzi z domu, więc przynajmniej miałaby kompankę — uśmiechnęła się do narzeczonej, gładząc ją po plecach przez materiał bluzki. — Chcecie jeszcze trochę posiedzieć? Nie chcę wam przeszkadzać — dodała, spuszczając wzrok. Nie mogła nic poradzić, że trochę czuła się jak piąte koło u wozu. Na szczęście miała świetne wyczucie, kiedy się ulotnić, żeby nikomu nie wadzić.
W tym samym czasie Liara postanowiła zeskoczyć z szafki. Wylądowała na drugim podłokietniku fotela i otarła się o ramię strażaczki. O, przynajmniej ona zdobyła się na odrobinę wdzięczności za uratowanie swojego futrzastego życia. Teoretycznie powinna mieć ich jeszcze osiem, ale tak naprawdę nie wiadomo było, ile razy wcześniej topiła się już w rzece, więc równie dobrze mogło to być jej ostatnie.

kiedy wdepnę znowu w gówno, może się dołączysz?
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bliskość ciała narzeczonej zawsze sprawiała, że czuła się lepiej. Miała wtedy więcej pewności, że są w stanie poradzić sobie ze wszystkimi problemami. Nadal nie była w stanie postawić na to na sto procent, ale to już kwestia jej stresów i ostrego delulu. Teddy i tak dawała jej bardzo dużo ciepła do serduszka. Nie podejrzewała jej oczywiście o żadną awersję w kwestii zwierząt. Była przecież tak dobrym człowiekiem, że to niemożliwe, że traktowałaby jakiegokolwiek czworonoga gorzej. Ale nie była też taką miękką fają pod tym względem jak April. Chociaż może była? To nie pierwszy zwierzak, którego razem uratowały. Razem to dużo powiedziane. Zazwyczaj to Finch dostrzegała stworzenia w niebezpieczeństwie, a potem namawiała Darling, żeby pakowała się w to samo niebezpieczeństwo, by je stamtąd wyciągnąć. A ona, durna, posłusznie się na wszystko zgadzała.
Pogłaskała ją z czułością po policzku, gdy zagwarantowała, że kotka może zostać z nimi tak długo, jak to będzie potrzebne. Pozwalała zmiękczać sobie serce i naginać zasady zdecydowanie zbyt łatwo. Przynajmniej tym razem skorzysta na tym zwierzątko. Może następnym razem Finch po prostu powinna przyprowadzić do domu jakiegoś zagubionego psa? Znała preferencje narzeczonej, więc skoro już miały kogoś ratować, to czasami przydałoby się też kogoś, kto bardziej spodoba się Teddy. Niech ma coś z życia.
— To jest bardzo dobry pomysł — pochwaliła ją od razu. Jeżeli korposzczury okażą się niechętne, to bliźniaki wraz z ich matką brzmieli doskonale. Skoro ta kobieta wychowała takich dwóch gagatków, to z kotką też sobie poradzi. Pewnie to będzie dla niej prawdziwa ulga po życiu z tymi dwoma! Chłopaków często nie ma w domu, a tak, to miałaby jakieś towarzystwo do odpoczywania na kanapie. April nie miała wątpliwości, że byłoby kotce tam dobrze.
— Nie przeszkadzasz nam, przecież zawsze możemy spędzać czas we trzy. Jeśli masz na to oczywiście ochotę... ale myślę, że wszystkie po prostu powinnyśmy iść spać. — Obserwowała z uwagą kotkę, starając się za dużo nie poruszyć, żeby jej nie spłoszyć. Miała prawo czuć się niepewnie w nowym miejscu, więc musiała dostać możliwość badania go w swoim tempie i na swoich warunkach. Wyszczerzyła się totalnie zachwycona, gdy kotka wskoczyła do nich na fotel i zaczęła łasić się do strażaczki.
— Ktoś tu się chyba zakochał — zanuciła cicho, jakby podśmiechiwała się z czyichś podstawówkowych uczuć. W rzeczywistości była oczywiście zachwycona, że Teddy wzbudzała w kotce tak pozytywne uczucia. Nawet zwierzęce samice lgną do niej jak oszalałe. Ta kobieta naprawdę miała zamontowany we wnętrzu jakiś tajemniczy magnes.
— Na pewno wszystko okej? — zapytała nieco ciszej, skupiając się znowu na strażaczce. Nie była już pewna, czy ten jej spadek nastroju wynikał z obecności zwierzaka, z faktu, że musiała o tej godzinie szukać narzeczonej po mieście, czy jeszcze z czegoś innego. Cokolwiek to było, chciała zdjąć to brzmię z jej barków, by poczuła się lepiej.

Tak, tylko ona, jak jedwab
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby Finch kazała jej ratować jakieś piżmowoły na Grenlandii, poszłaby tam jeszcze dziś, ryzykując dla nich własne życie. Taka już była ta Darling durna. I tak okropnie zakochana, że dla narzeczonej zrobiłaby dosłownie wszystko. Fakt, że interweniowała w sprawie kota, wydawał się całkiem oczywisty - i tak uratowałaby go sama z siebie. Ale rozkaz prośba ukochanej tylko napędzała ją do działania. Może nie miała aż tak miękkiego serca do zwierząt jak April, ale miała miękkie serce wobec April, więc wszystko się wyrównywało. I może rzeczywiście powinna w końcu przestać dawać sobie wchodzić na głowę i stać się bardziej stanowcza, żeby w ogóle było widać, że miała cokolwiek do powiedzenia w tej relacji. Trudno jednak było stwierdzić, czy posiada wystarczająco dużo wewnętrznego samozaparcia, żeby się czemuś przeciwstawić.
Uśmiechnęła się, zadowolona, że pomysł oddania kotki matce bliźniaków przypadł narzeczonej do gustu. Oczywiście pod warunkiem, że inne opcje nie wypalą. Emma była pierwsza na liście, a potem może ktoś z działu April. Może Liam i Anna Marena? Albo Flavia? Ta zdecydowanie wyglądała na kociarę! Umówmy się szczerze - gdziekolwiek Liara nie trafi, będzie miała tam dobrze. Może nie tak dobrze, jak z Teddy i April, ale na pewno niczego by jej nie zabrakło.
A nie wolicie jeszcze trochę sobie pogadać? — zerknęła na Finch, trochę zaskoczona reakcją kotki, która coraz śmielej przyciskała łepek do jej ramienia, mrucząc z zadowolenia. Strażaczka miała nadzieję, że to oznaka ukontentowania, a nie przedsmak nagłego wybuchu agresji. Do tej pory nie miała większej styczności z kotami, więc nie miała pojęcia, czy Liara nie usiłuje uśpić jej czujności, żeby potem znienacka wbić się pazurem w tętnice szyjną.
Tak się tylko podlizuje, bo nie dałam jej utonąć, a potem ją nakarmiłam — zmrużyła oczy, cały czas obserwując poczynania zwierzęcia. Gdzie tkwił haczyk? Kiedy Liara okaże się w końcu, że kotka jest złośliwa, wredna i ogólnie to same z nią problemy? Czy nie w taki sposób właśnie przedstawiane są wszystkie dachołazy?
Pytanie, które padło z ust April, sprawiło, że Teddy wzdrygnęła się lekko. Bardzo chciała się z tego wykręcić i machnąć na nie ręką, dając jej do zrozumienia, że wszystko jest w porządku. Zamiast tego zacisnęła usta w wąską linię, próbując zebrać się w sobie, żeby nie bagatelizować własnych odczuć.
Nie wiem — wyznała szczerze. Gdyby przytaknęła albo zaprzeczyła, nie byłaby zgodna sama ze sobą. Ani nie byłoby to uczciwe wobec Finch. Do tego dochodził jeszcze istotny szczegół - narzeczona znała ją od lat i jeśli Darling próbowałaby się ściemniać, nawet najbardziej pijana April zauważyłaby, że coś tu nie gra. — Raczej nie jest to nic wartego przegadania? — w jej głos wdarła się niepewność. Pytała ją czy siebie? — Masz gościa, nie powinnaś zawracać sobie tym teraz głowy. A nawet dwóch gości. Gościówy — doprecyzowała i wskazała podbródkiem na Liarę, która właśnie odwalała jakieś akrobacje, wspinając się po ramieniu strażaczki na oparcie fotela.
Przeszła po nim zgrabnie i zeskoczyła wprost na nogi Finch, co wywołało na twarzy Teddy mimowolny uśmiech. Szybko jednak spoważniała - nie mogła przecież tego samego wieczoru pokazać, że zwierzę ją rozczula, no bez przesady!

chciałeś wiedzieć o mnie wszystko, o czym myślę, zamiast spać
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może pewnego dnia to April się ogarnie i przestanie tak wszystkich podle wykorzystywać! No dobra, w tym wcale nie ma podłości. Nigdy nie zmusiłaby nikogo bliskiego do zrobienia czegoś, co z założenia miałoby mu zrobić jakąś prawdziwą krzywdę. Jej dziwaczne wymagania miały kilka granic. No i nie tak trudno się wykręcić od jej próśb, bo przecież była naiwna jak dziecko i łyknęłaby każdą wymówkę. To już nie wina Finch, że kobiety jej życia rezygnowały z tej możliwości.
— Gadamy ze sobą cały czas, a dzisiaj się spotkałyśmy, żeby pić i tańczyć. Te rzeczy są już odhaczone — wyjaśniła bez cienia żalu w głosie. Dzięki temu, że ze sobą pracowały, mogły paplać do woli! Czasami były tak zawalone robotą, że nie było na to szans, ale od czego były telefony? I tak obie były uzależnione od swoich urządzeń. Spędziła dzisiaj wiele godzin z Emmą, nie musiała się do niej przyklejać na kolejne kilka.
Kotka bardzo starała się zaskarbić sobie uwagę Darling, ale ta była całkowicie niewzruszona. April wiedziała, że tak się tylko zgrywa. Nie zeszłaby po zwierzaka, jeśli nie chciałaby mu okazać miłości. Po prostu starała się zgrywać twardzielkę, żeby jej narzeczona nie zaczęła wyobrażać sobie za dużo w kwestii potencjalnej adopcji. Finch zachowywała się nad wyraz rozsądnie. Oczywiście w granicach bycia April. Nie. W granicach bycia pijaną April. Jak się weźmie te rzeczy pod uwagę, to można uznać, że była wręcz skrajnie dojrzała i odpowiedzialna.
Przekrzywiła nieznacznie głowę, wsłuchując się w jej niezbyt przekonujące wyjaśnienia. Czyli jednak dobrze zauważyła, że coś jest nie w porządku. Alkohol w żaden sposób nie zamącił jej osądu. Martwiła się, że Teddy stara się to wszystko zbagatelizować i udawać, że nic się tak naprawdę nie dzieje. Gdyby nie zapytała, to nawet by się nie dowiedziała, że coś krążyło po jej głowie. A zawsze przecież chciała być na bieżąco z jej myślami.
— Myślę, że żadnej nie przeszkadza to, że rozmawiamy. — Wyciągnęła rękę w stronę kotki, gdy ta wylądowała na jej nogach. Ostrożnie pogłaskała ją po plecach i dopiero, gdy Liara miauknęła w odpowiedzi, zdecydowała się działać dalej. Kotka wyraziła werbalnie zgodę na bycie dotykaną, więc czemu April miałaby z tego nie skorzystać? Od razu podrapała ją za uchem, bo może nie wiedziała za dużo o kotach, ale takie podstawy ich obsługi przecież znała. Zza drzwi łazienki dobiegł dźwięk prysznica, świadczący o tym, że Burnett raczej nie zjawi się za szybko z powrotem w salonie.
— Powiedz mi, co się stało, a ja ocenię, czy to jest warte przegadania, skoro nie masz pewności — zasugerowała rezolutnie. Jak dobrze, że Darling miała taką mądrą narzeczoną, co wszystkiego była w stanie się dowiedzieć! Finch oderwała się od futerka Liary i sięgnęła po rękę narzeczonej, którą opierała o fotel. Przyciągnęła ją bliżej i położyła na plecach zwierzaka, zachęcając je obie do interakcji. Ich przyjaźń nie może się przecież skończyć na uratowaniu życia, powinny się jak najszybciej dogadać! Niewazne, w czyim domu ostatecznie skonczy Liara. Powinna mieć przyjaciół absolutnie wszędzie. Wyglądała na taką, co na to zasługuje.

Sam słowa ubieram doskonale. Resztę stanowi moja dziewczyna
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie łykały wszystko jak gęsi kluski, ale jeśli już któraś wykorzystywała naiwność tej drugiej, to wiadomo było, że April. Nawet jeśli robiła to całkowicie nieświadomie. A może po prostu wyssała to z mlekiem matki? W końcu odziedziczyła geny po rodzicach, którzy doskonale wiedzieli, jak podejść człowieka, żeby uwierzył we wszystko, co mu powiedzą. Teddy na przykład uwierzyła, kiedy pan Finch zaczął jej wmawiać, że jest niewystarczająca dla jego córki. April może nie robiła tego w tak okrutny sposób, ale doskonale potrafiła omotać sobie ludzi wokół palca, sprawiając, że po prostu umieli jej odmówić, a jednocześnie sama pozostawała zaskakująco łatwowierna. Oczywiście ostatnią rzeczą, jaką Darling mogłaby zrobić, byłoby wykorzystanie tej naiwności dla własnych korzyści!
Przyjęła do wiadomości, że narzeczona miała za sobą plotkowanie z przyjaciółką. Przynajmniej na ten moment. Nie miała pojęcia, jak zapatruje się na to Emma, która pewnie najchętniej nie odstępowałaby Finch nawet na krok, ale to był już wyłącznie jej problem. Mogła jej się oświadczyć czy coś. Wtedy miałyby siebie już w ogóle przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, bo przecież jeszcze razem pracowały. Burnett byłaby zachwycona. April zresztą na pewno też!
Komuś takiemu jak Teddy trudno było na dłużej zachować poważną minę. Miała serce na dłoni i coraz trudniej przychodziło jej udawanie, że obecność kotki nie robi na niej wrażenia. Dobrze, że była względnie rozsądna i nie podejmowała decyzji bez rozpatrzenia wszystkich za i przeciw. Chyba że chodziło o wchodzenie w sam środek rozszalałego ognia - wtedy nie myślała wcale. Trochę ze skrajności w skrajność, ale chyba lepiej tak niż spędzać trzy godziny na zastanawianiu się, czy wejść do zawalonego budynku, czy nie. I gdyby nie instynkt, nie zdołałaby tak szybko pomóc Liarze!
Nie za bardzo wiem, jak to ująć — westchnęła, zdemotywowana niepoukładanymi myślami, które piętrzyły się w jej głowie. W końcu wzięła głęboki oddech, zatapiając palce w miękkim futrze kotki. — Nie spodobało mi się, że nabijasz się z moich zarobków — powiedziała, nawiązując do tego, jak April porównała najdroższą rzecz ze swojej szafy do półrocznej pensji strażaczki. — Wiem, że nie nie to miałaś na myśli i nie chciałaś sprawić mi przykrości, i że to było tylko w ramach ciekawostki dla Liary, ale poczułam się z tym trochę średnio. Chociaż może po prostu wyolbrzymiam? Zarabiam żałośnie śmiesznie, takie są przecież fakty, więc po się smucić? — wzruszyła lekko ramionami. Teddy mogła mieć pretensje tylko do siebie. Trzeba było wybrać jakiś normalny zawód, zatrudnić się w wysokim biurowcu od dziewiątej do piątej i wtedy nie przejmowałaby się, czy starczy jej do pierwszego. Bez sensu. Nie powinna obarczać Finch swoimi problemami finansowymi. Albo w końcu nauczyć się śmiać z własnego, śmieciowego zawodu.
A to drugie to już w ogóle straszna głupota — parsknęła pod nosem. Pierwsze koty za płoty, ale wciąż została jej ta jedna kwestia, której Darling nie mogła zignorować, bo uwierała ją gdzieś na wysokości żeber. Najpierw musiała jednak zastanowić się, jak to ująć, żeby nie wyjść na skończoną kretynkę. Już teraz miała wrażenie, że jedyne co robi, to pogrąża się w oczach Finch.
Chyba tęsknię za naszą przyjaźnią? Ale nie w takim sensie, że chciałabym do niej wrócić i na tym poprzestać! — zastrzegła natychmiast, bo jeszcze tego brakowało, żeby April pomyślała, że z nią zrywa. Nie miała tego w planach. Na razie. — Po prostu jak patrzę na ciebie i Emmę, to… nie wiem, jestem trochę zazdrosna. Ale nie o Emmę-Emmę, tylko o to, co macie. Głupie to jest, bo przecież mam Jetta, Iris, chłopaków i w ogóle milion innych znajomych, więc nawet nie wiem, skąd mi się to wzięło. Ale to minie, okej? Sama sobie to przepracuję i będzie git — wypuściła gwałtownie powietrze przez nos, zirytowana własnym zachowaniem.
Lepiej było to wszystko zachować dla siebie. Przynajmniej do momentu, aż Finch nie wytrzeźwieje. Tylko że Teddy znowu zamiotłaby wszystko pod dywan. Jeśli miała się wyrzygać, to właśnie teraz. Może do jutra narzeczona po prostu o tym zapomni, a cała reszta rozpłynie się w powietrzu.

myśli też są twoje, bez znaczenia, jaki mamy właśnie moment
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czekała cierpliwie, aż Teddy zbierze myśli i zacznie opowiadać, co jej teraz chodzi po głowie. Brak popędzania w takich momentach to też coś, co do April przyszło z czasem. Może nie było taką nowością, jak inne zmiany na lepsze, ale parę lat temu ta rozmowa na pewno nie miałaby szans pójść gładko. Cholera, może jednak potrafiła się zamienić w końcu w normalnie funkcjonującego w relacjach człowieka, skoro to i owo jednak działało? Słuchała też uważnie, gdy strażaczka była gotowa już opowiadać. Zamrugała szybko, nie do końca rozumiejąc, o czym w ogóle mówiła. Dopiero po pełnych wyjaśnieniach dotarło do niej, o czym rozmawiają. Uniosła przerażona brwi i wyprostowała się, w ostatnim momencie powstrzymując się od gwałtownego ruchu, który pewnie wystrzeliłby Liarę w kosmos, z którego pochodziła.
— Nie, Teddy. W ogóle Nie o to mi chodziło. Ujęłam to w taki sposób? Bardzo cię przepraszam, w ogóle to nie tak miało być — zaczęła panicznie przepraszać. Była autentycznie zmartwiona tym, co usłyszała. Do głowy jej nie przyszło, że mogła tak zabrzmieć i że narzeczona weźmie to do siebie. Nie oceniała przecież nikogo po ich zarobkach i strefa materialna była dla niej kompletnie nieistotna. Lubiła pieniądze i lubiła je wydawać, ale oceniała wyłącznie własny portfel. Nigdy nie oczekiwała od partnerek, by zapewniały jej bogactwa. Rodzice, którzy tłukli jej przez całe życie głowy, że to najważniejsze, skutecznie ją do tego zrazili.
— Chciałam z siebie zażartować, że jestem taka głupia cipa, że wydaje na ubrania takie kwoty, co nikt rozsądny, by przecież tak nie zrobił i ludzie wydają pensje mądrze, a nie, że sukienki i żebym ja ją chociaż nosiła, to takie strasznie durne, a w ogóle to naprawdę przepraszam, mogłam to ująć w skali własnej pensji albo w ogóle najlepiej żadnej, naprawdę strasznie cię przepraszam, wiesz, że nie patrzę na twoje zarobki w ten sposób, bogowie, po co ten mój ojciec się w ogóle odzywał, taka ze mnie pusta krowa, strasznie mi przykro, Teddy, naprawdę — nawijała jak katarynka, wyrzucając wszystkie te słowa na jednym oddechu. Wiedziała, jak pracować z przeponą, więc nie takie rzeczy potrafiła! Mogłaby zostać raperką, byłaby damskim Eminemem. Też miała pojebaną relację z matką. Nagrałaby piosenkę o jej combrze z JELENIA i w ogóle. Może wtedy zarobiłaby naprawdę dużo pieniędzy i kupiłaby sobie nowy mózg, bo ten się do niczego nie nadaje najwyraźniej, skoro plecie takie rzeczy.
Kolejny problem nie poprawił jej nastroju. Był zupełnie innego kalibru i sama nie wiedziała, jak powinna odpowiedzieć, żeby nie wyjść na jeszcze większą kretynkę. Uśmiechnęła się do Darling z czułością i miłością, którą najchętniej wyjęłaby z siebie i wylała jej teraz całą na łeb. Zaczesała jej włosy za ucho i pogłaskała odsłonięty policzek.
— Rozumiem, o co ci chodzi. Też mi się nie podoba fakt, że nie jestem już twoją najlepszą przyjaciółką Co to w ogóle ma być, że Iris się obudziła po piętnastu latach, co? — prychnęła niezadowolona, ale nie mówiła na poważnie, więc żeby narzeczona nie miała żadnych wątpliwości, pokręciła głową z rozbawieniem.
— Ja wiem, że to działa trochę inaczej, ale nadal jesteś moim numerem jeden, wiesz? Nadal jesteś pierwszą osobą, o której myślę, jak zobaczę, jak się jakieś dziecko wyjebie na ulicy, bo wiem, że też by cię to rozbawiło. Zawsze chcę się tobie pierwszej pochwalić, jak uda mi się coś w pracy i obraziłabym się na ciebie śmiertelnie, gdybyś zaśpiewała I Want To Know What Love Is na karaokę z kimkolwiek innym, kto nie jest mną — wyjaśniła i nachyliła się w jej stronę, by złożyć na jej wargach delikatny pocałunek. Nie musiała wymyślać niczego, by poprawić jej humor. Mówiła szczerą prawdę. Nie było szans, by te rzeczy się kiedykolwiek zmieniły.

To od zawsze był mój ulubiony kolor. Mała, chyba Twoje oczy to za mało
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ta rozmowa jednocześnie była niepotrzebna i absolutnie potrzebna. Teddy od razu złapała się na wyrzutach sumienia, że April bierze na siebie odpowiedzialność za coś, co w gruncie rzeczy zostało kiedyś zaszczepione przez jej ojca. Bo prawda była taka, że wcześniej nawet o tym nie myślała. Owszem, wiedziała, że nie zarabia kokosów. Że trzeba zaciskać pasa i że czasem pieniądze rozchodziły się w zastraszającym tempie. Ale nigdy nie traktowała tego jako problemu, który definiuje cokolwiek więcej. Dopiero tamta uwaga, rzucona przy stole nad jeleniem, dała jej do myślenia. Cholera, może Paul miał rację? Może wcale nie była tak idealną partią dla April, jak jej się dotąd wydawało? Ta myśl była nowa i po raz pierwszy nie dało się jej tak łatwo zepchnąć na bok. Została, osiadła gdzieś z tyłu głowy i nie chciała się wynieść, bez względu na to, ile razy Teddy próbowała ją olać.
No przestań, przecież powiedziałam ci, że nic się nie stało — zapewniła natychmiast, słysząc, jak narzeczona zaczyna się nakręcać w typowym dla siebie stylu. — Wiem, że w ogóle nie o to ci chodziło. O rany, mogłam w ogóle o tym nie wspominać — dodała, przecierając wolną dłonią twarz, bo drugą wciąż głaskała kotkę z taką intensywnością, że ta powinna już dawno zmienić lokal albo przynajmniej zaprotestować. — Spróbujesz się tym nie przejmować? — poprosiła, bo pomimo zapewnień, ostatecznie każdy musiał w pojedynkę mierzyć się z demonami we własnej głowie. Darling po prostu musiała zmienić tok myślenia i wszystko wróci na właściwy tor!
Tego drugiego tematu też nie powinna poruszać. Po co w ogóle zaczynała tę rozmowę? Trzeba było po prostu iść na górę i to przespać, a nie wywlekać
Może to zadziałało na podobnej zasadzie, co twoje przebudzenie po piętnastu latach — uśmiechnęła się do Finch już nieco pogodniej niż wcześniej. To nie tak, że strażaczka próbowała zastąpić najlepszą przyjaciółkę kimś innym. To tak nie funkcjonowało. Nie można tak po prostu kogoś substytuować.
Kolejne słowa trochę ją podniosły na duchu. Odrobinę, bo nadal była zażenowana samą sobą, że w ogóle to wyciągnęła. Przecież wiedziała, jak to wygląda. Sama pisała do April dosłownie o wszystkim. łącznie z informacją, że właśnie oddycha. A historie, które się wydarzały, w pewnym sensie nie istniały, dopóki nie przeszły przez pełną akceptację Finch, która najpierw musiała uznać je za wystarczająco zabawne, żeby w ogóle mogły zostać zaliczone do kategorii godnych uwagi wspomnień.
W życiu nie zaśpiewałabym bez ciebie I Want To Know What Love Is — obruszyła się błyskawicznie. Kiedy Donovan zaproponował jej taki występ, to chociaż była pijaniutka i skora do zabawy, kategorycznie odmówiła. Od razu wyjaśniła mu też, że ten numer jest zarezerwowany wyłącznie w duecie z April i od tamtej pory nikt z jednostki nie tykał Foreigner. Ani żadnej piosenki tego zespołu, tak dla pewności i świętego spokoju. W ogóle karaoke bez April było strasznie słabe i Teddy wolała iść wtedy na kręgle albo bilard.
Przymknęła oczy pod wpływem czułego pocałunku. Dopiero wtedy ogarnęła, że chyba za mocno ugniata Liarę, więc zabrała rękę i umieściła ją na udzie narzeczonej.
Strasznie cię przepraszam, że gadam takie dyrdymały. Miałaś fajny wieczór, a teraz musisz się użerać z babą, która wymyśla jakieś niestworzone rzeczy — westchnęła, bardzo niezadowolona ze swojego zachowania. — Ale poczekaj — ujęła twarz April w swoje dłonie. — Nie powiedziałam ci dzisiaj, że jesteś super. Jesteś najfajniejszą osobą we wszechświecie, wiesz? Nie znam całego wszechświata, ale jak przy tobie jestem to w sumie tak sobie myślę, że nie muszę. Mam już swoje zdanie na temat najfajniejszej osoby — uśmiechnęła się przy jej ustach. Mówiła to wszystko, bo tak właśnie uważała, a nie dlatego, żeby odwrócić uwagę narzeczonej od swoich wcześniejszych zmartwień. No może tak właśnie było i po cichu liczyła, że jej się uda.

złodziej, co ukradł twoje superchwile - to ja
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przygryzła nerwowo dolną wargę, wciąż jednak martwiąc się kwestią tych pieniędzy. Z chęcią oddałaby jej połowę swojej wypłaty, ale to raczej nie ukróciłoby problemu, a co najwyżej go zaostrzyło, więc z tego trzeba zrezygnować. Nie była jednak w stanie wpaść na żadną inną, skuteczną metodę przekonania jej, że to naprawdę nie są kwestie, które powinny zaprzątać jej śliczna głowę.
— A ty się spróbujesz tym nie przejmować? — odbiła zwinnie piłeczkę. Ależ była bystra, a taka pijaniutka! To musiało być zakorzeniono bardzo głęboko w jej trzewiach. Ta cała inteligencja znaczy się. Po rodzicach! Po nich miała też majątek i wygodne życie, także nawet te pozytywy, które dawali, zawsze miały jakieś drugie dno.
— To za piętnaście kolejnych lat ona ci się oświadczy? Rozpierdolę ją — ostrzegła lojalnie, unosząc ręce w obronnym geście, bo to w ogóle nie była jej wina. Jak Valentine sama się wepchnie pod jej pazury, to trudno! Powinna być psychicznie przygotowana na konsekwencje swoich czynów. Ale April wiedziała, że Iris taka nie jest! To przecież fajna laska, która nigdy w życiu nie flirtowałaby z jej narzeczoną ani przez smsy, ani na żywo, ani w ogóle!
Skinęła głową z poważną miną, dumna z ukochanej, że trzymała się mocno w kwestii ich umowy odnośnie do I Want To Know What Love Is. Darcie mordy do tego hitu z kimkolwiek innym byłoby jak zdrada stanu. Trudno nawet powiedzieć dlaczego. To nie była przecież piosenka, której słuchała na co dzień i uważała ją za wybitne dzieło muzyczne. Emocje, które zbierały się w niej podczas śpeiwania – najczęściej w zapijaczonym stanie – w jasny sposób kojarzyły jej się z Teddy. Tylko z nią dało się czuć takie mocne rzeczy, ot co. Sama była trochę jak ta piosenka. Znaczy się, totalnie przegięta, ale nie da się do niej nie lgnąć. Czy coś?
— Przestań mnie przepraszać za mówienie o swoich emocjach. — Trzasnęła ją w ramię, bo dawno nie dostała, a zdecydowanie zasłużyła. Nie traktowała tego w taki sposób, jak narzeczona. Wszystko było warte rozmowy, jeżeli jakkolwiek leżało którejś na wątrobie. Też się totalnie tego trzymała! No dobra, prawie. Nie przyznała się przecież, że przeczytała tamtą wiadomość i że czuła się źle zarówno z jej treścią, jak i faktem, że ją poznała. Ale to już totalnie nie było ważne.
— Totalnie taka jestem — przyznała z uśmiechem. Nie śmiałaby się nawet kłócić z narzeczoną, skoro tak uważała! Zazwyczaj wiedziała, co mówi, więc totalnie tak musiało być. April zresztą prawie nigdy nie kłóciła się z nikim, kto dawał jej komplementy. No, chyba ze dawał za mało, to wiadomo, że po ryju takiego. Przysunęła się bliżej strażaczki, by skraść jej jeszcze jednego całusa, na co Liara zareagowała niezadowolonym miauknięciem. Finch trochę się zapomniała i przygniotła ją brzuchem.
— O ty, kurwa, homofobko! — zarzuciła zwierzakowi, wycelowując w niego palcem. Liara wyraźnie posmutniała od tych oskarżeń. A przynajmniej takie wrażenie odniosła April.
Nie, nie, to nie tak. Nie miałam niczego złego na myśli, naprawdę. Szczerzę mówiąc to was bardzo polubiłam, kibicuję waszej wielkiej miłości z całego serca i uważam, że bajecznie byłoby mieć takie dwie matki - odezwała się Liara. Tak naprawdę to była April, która stwierdziła, że zacznie ją dubbingować głosem nieco wyższym i bardziej eterycznym od swojego. Gdyby wiedziała, kim jest Alutka, to pewnie by ją do niej porównała.
— Ojej, naprawdę, Liara? Co za słodziak z ciebie, no nie mogę — odpowiedziała jej April, uśmiechając się szeroko. Zanurzyła palce w jej gęstej sierści i pogłaskała ją z czułością, na co Liara zareagowała krótkim pomrukiem.

Porsche koloru, jak oczy Twoje. Porsche koloru, jak oczy moje
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”