ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
185 cm
pielęgniarz w North York General Hospital
Awatar użytkownika
I had a hole in the middle where the lightning went through, but I told my friends not to worry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#1
look

Umawianie się po pracy, szczególnie po wielogodzinnej zmianie, zawsze zdawało się być słabym pomysłem, ale z drugiej strony wolał to, niż wychodzić z domu w dzień wolny. Jeszcze parę lat temu był zawsze chętny, aby spędzać czas poza domem, choćby padał na ryj. Wtedy ciężko było mu jeszcze egzystować sam na sam ze swoimi myślami, ale z wiekiem lepiej sobie z tym radził. Wciąż nie było kolorowo, ale dni wolne od pracy przeznaczał teraz głównie na obowiązki domowe czy oglądanie różnego rodzaju mediów, choć priorytetem zawsze był sen. Uwielbiał spać długo i bez świadomości, że obudzi go znienawidzony już dźwięk budzika. Z przyzwyczajenia budził się już nawet samoistnie o pewnych porach, ale miał wtedy przynajmniej spokój ducha, że nie musiał nigdzie wstawać.
Ziewał akurat bezwstydnie, ledwo zasłaniając usta ręką, kiedy kelner przyniósł mu do stolika jego zamówienie – kufel piwa z sokiem malinowym oraz kanapkę z kurczakiem na ciepło. — Agggueh ahmm, kuję — wybełkotał głupio w trakcie ziewania i westchnął z niezadowoleniem, bo poczuł się jak troglodyta. Na szczęście kelner nie wydawał się nim zbytnio zaabsorbowany, więc odszedł, nie dając mu do zrozumienia, że zachował się niewłaściwie.
Rozejrzał się po okolicy, wzrokiem szukając Teddy. Niewiele osób znajdowało się w barze, ale mieli w końcu środek tygodnia i dość późną porę, więc niespecjalnie go to dziwiło. Zresztą lubił taki stan rzeczy, bo czuł się znacznie lepiej w takich warunkach, niż gdyby musiał się z nią potem przekrzykiwać.
Sięgnął po kufel i upił duży haust, czując, jak przyjemny chłód rozlewa się po jego żołądku. Był tak głodny i wymęczony, że był w stanie przysiąc, iż nie minęło nawet kilka sekund, a już poczuł mrowienie w ustach, jakby zaczynał się upijać. Nie był to dobry znak, ale nie zamierzał pić ani dużo, ani na głodnego, bo właśnie dlatego zamówił sobie jakieś śmieciowe jedzenie. Nie był może bardzo rozsądny, ale pewnych podstawowych zasad jednak się trzymał. Jeszcze tego brakowało, żeby jako pielęgniarz stracił przytomność z głodu czy innego błahego powodu.

Nie spóźniła się, bo to on przyszedł kilkanaście minut wcześniej, a do tego przeważnie mieli trochę ruchomą godzinę spotkania, bo w ich zawodach niestety nie zawsze dało się opuścić miejsce pracy zgodnie z planem. Nigdy mu to tak naprawdę nie przeszkadzało, bo uważał, że naiwnością byłoby decydować się na taki fach bez zaakceptowania tej rzeczywistości. — No dobry wieczór — wyszczerzył się na widok Teddy, która zmaterializowała się u jego boku. Wstał od stolika i objął ją przelotnie ramieniem w ramach przywitania. — Zająłem nam miejsce przy torze, ale nawet nie musimy grać, bo nie zapowiada się, żeby zabrakło im miejsc — wskazał ręką tor do kręgli po swojej prawej. Lokal oferował jeszcze automaty do gier, ale to już była mniej jego bajka, więc mógł co najwyżej popatrzeć, gdyby Teddy miała ochotę z nich skorzystać. — Nie chciało mi się czekać, bo byłem już strasznie głodny — wciąż została mu jeszcze połowa kanapki, ale nie spieszyło mu się, zwłaszcza że nie była jakaś rewelacyjna. Ogólnie miał wrażenie, że chyba na chwilę przysnął, kiedy tak na nią czekał, bo w jednej chwili jadł i o czymś myślał, a w drugiej usłyszał kroki obok siebie i już ją witał. Takie urwanie filmu również było częścią jego rzeczywistości, ale nauczył się dzięki temu drzemać w naprawdę różnych warunkach.
To co mi powiesz, piękna? — uśmiechnął się głupio, kiedy zdążyła już usiąść naprzeciwko. Jednocześnie wrócił do konsumowania kanapki, przyglądając się jej uważnie i starając się nie odpłynąć za bardzo myślami ze zmęczenia. Sam miał jej coś do powiedzenia, ale kultura nakazywała mu najpierw okazać zainteresowanie nią. Miał wrażenie, że u Darling zawsze działo się coś ciekawego, albo była po prostu na tyle entuzjastyczną osobą, że potrafiła opowiadać nawet o najmniejszych rzeczach w sposób, który wciągał słuchacza.

teddy darling
panko
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

059.
Najłatwiej było jej umówić się z kimś od razu po pracy. Dobrze wiedziała, że jeśli najpierw wróci do domu, zrzuci buty i usiądzie choćby na pięć minut, to później znalezienie motywacji do ponownego wyjścia graniczy z cudem. Towarzyskość miała swoją cenę. Zwłaszcza jeśli naprawdę zależało jej na ludziach i chciała o te relacje dbać, zamiast ograniczać się do okazjonalnego wysłania wiadomości raz na kilka miesięcy. Znajomość z Raymondem zdecydowanie należała do tych, które warto było pielęgnować. I wcale nie dlatego, że Cassidy był pielęgniarzem, heh. Choć oczywiście Teddy nie mogła zaprzeczyć, że posiadanie wśród znajomych ludzi, którzy potrafił profesjonalnie ocenić, czy złamany palec faktycznie jest złamany, miało swoje zalety. Nic dziwnego, że wśród znajomych miała nie tylko strażaków, ale też policjantów i ludzi jakkolwiek związanych z medycyną.
Zanim przebrała się z munduru w normalne ubrania i opuściła remizę, żeby spędzić resztę wieczoru z Rayem, jeszcze raz napisała do narzeczonej z krótkim pytaniem, czy przypadkiem nie miały dzisiaj żadnych planów, o których Darling zapomniała w natłoku obowiązków. Co prawda zazwyczaj mogła pochwalić się naprawdę dobrą pamięcią, ale czasami zwyczajnie przegrywała z własną wielozadaniowością. Zwłaszcza ostatnio, gdy jednostka powoli przygotowywała się do nadchodzącej fali upałów, a wszyscy doskonale wiedzieli, co to oznaczało. Wystarczyło kilka dni bez deszczu i telefony zaczynały urywać się od zgłoszeń. Na razie sytuacja była spokojna, ale kapitan Whitman od lat powtarzał to samo - przezorny zawsze ubezpieczony. Szybko dostała odpowiedź zwrotną, że niczego jednak nie przegapiła i ma dobrze się bawić. No i bajka. Ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było odkrycie w połowie spotkania z Ray'em, że od tygodnia były umówione na wspólny wypad do znajomych Finch albo wizytę u Darlingów, a ona kompletnie wyparła ten fakt z pamięci.
Dostrzegła go od razu po przekroczeniu progu swojego ulubionego lokalu. Zawsze wpadała tutaj z chłopakami z jednostki. Dzisiaj było spokojnie, ale sama mogła poświadczyć, że w weekend mieli niezły zapieprz i ciężko było dorwać wolny stolik.
Hej, dobrze cię widzieć — przywitała go, odwzajemniając uścisk. — Świetnie wyglądasz, wiesz? Coś chyba ściemniałeś, że dopiero co skończyłeś zmianę — zmrużyła oczy z udawanym podejrzeniem. Teddy też prezentowała się całkiem nieźle. Może trochę waliła dymem po gaszeniu zabytkowej kamienicy, ale nie zawsze udawało jej się od razu doszorować duszący smród. Potrzebowała chwili, żeby wywietrzeć. — Och, nie krępuj się, przed wyjściem jadłam obiad — machnęła ręką, dając mu do zrozumienia, żeby spokojnie dokończył sobie kanapkę. Zajęła miejsce naprzeciwko Raymonda i zerknęła w kierunku toru. — Możemy później w coś zagrać, czemu nie — dodała, bo zawsze chętna była na takie rozrywki. W ogóle lubiła robić rzeczy. Wszystko, byle nie siedzieć za długo w miejscu. Sportowe świry już tak mają. — Ale najpierw wezmę piwo — zadecydowała i już uśmiechała się do kelnera, który uśmiechnął się na jej widok, bo dobrze kojarzył ją i jej kolegów, którzy wpadali tutaj na drinka. Albo siedem. Ostatnio pękło tyle flaszek, że Darling robiło się niedobrze na samą myśl, jak czuła się następnego dnia. Dzisiaj nie zamierzała przesadzać z alkoholem, żeby nie musieć przechodzić przez to samo.
Zamówiła butelkowe piwo i wróciła spojrzeniem do Ray'a.
U mnie? Dużo pracy i dużo miłości — wyszczerzyła się pięknie, jak na piękną przystało. Nie sposób było nie dostrzec, że było zakochana po uszy. — Udało nam się dzisiaj uratować zabytkową kamienicę w East End. Wymaga renowacji, ale płomień nie zdążył się rozprzestrzenić. Uczestniczyliśmy też w transporcie medycznym. Niechodzący mężczyzna z nadwagą. Trzeba było go znieść z jedenastego piętra bez windy. Przysięgam, że mój kręgosłup mnie za to znienawidzi. A jak u ciebie? Aiden się odzywał? — zapytała niby ot tak, nawiązując do jednego ze swoich współpracowników. Aiden Brooks był jedynym wyoutowanym w gejem w straży i chociaż zwykle Teddy mijała się z nim zmianowo, to stwierdziła, że świetnym pomysłem będzie spiknąć go z Cassidym.

raymond cassidy
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
32 y/o
For good luck!
185 cm
pielęgniarz w North York General Hospital
Awatar użytkownika
I had a hole in the middle where the lightning went through, but I told my friends not to worry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniósł wysoko brwi, przetwarzając jej słowa, i parsknął z niedowierzaniem. — Wow, chyba cię coś boli, wyglądam jak trup — nie potrafił przyjmować komplementów, więc naturalnym odruchem było podkreślenie, że nie wyglądał dobrze. Nie zrobiłby tego nieprowokowany, ale naprawdę był przekonany, że widać po nim, jak cholernie był zmęczony. Nie było to jednak nic nowego i może przeważnie widywała go w jeszcze gorszym stanie? A może zwyczajnie przesadzał, a ona miała rację? Nie, tej rzeczywistości nie był w stanie przyjąć do wiadomości. — Koniecznie — odezwał się w sprawie piwa i sam upił łyk swojego. Szczerze mówiąc, nie przepadał za piwem, ale takie z sokiem to już co innego. Niektórzy się z niego śmiali, że powiela tym stereotypy, ale wolał tak, niż wlewać w siebie alkohol na siłę. Najlepsze w piciu i tak było palenie papierosów, bo wtedy wszystko smakowało lepiej.
Wyszczerzył się od ucha do ucha, kiedy padł temat jej szczęśliwego związku. Doświadczył w życiu sporo przykrości i bólu, w dużej mierze również cudzego, więc lubił wiedzieć, że bliskie mu osoby dobrze się miewały. Związek z April ewidentnie jej służył, bo cała chodziła rozpromieniona i gdzieś w głębi liczył, że jego kiedyś też spotka taka relacja. Nie był do końca otwarty na związki, bo wciąż dźwigał w sobie lęk przed utratą bliskich, ale samego siebie oszukać nie potrafił, szczególnie w kwestii pragnień.
No słuchaj, uważaj tam na siebie, bo to brzmi jak proszenie się o to, żeby ci dysk wypadł — przestrzegł, chociaż szczerze wątpił, żeby Teddy miała zamiar się oszczędzać. Była dobra w swoim fachu, a w ich sektorze pracy osoby, które przymykały oko na własne bezpieczeństwo czy komfort, z reguły należały do najlepszych. Świadczyło to też o tym, że szczerze zależało im na pomaganiu drugiemu człowiekowi.

Westchnął głośno na wzmiankę o Aidenie, uśmiechając się przy tym kwaśno, ewidentnie mając w zanadrzu coś do opowiedzenia. Chcąc odwlec tę historię, wsadził sobie do ust resztę kanapki i niespiesznie ją przeżuł, szykując się na kompromitację przed Teddy. Dlaczego to jemu było głupio? Sam nie wiedział, bo to przecież trochę z jej winy zdobył się na odwagę, żeby do Aidena zagadać. Przełknął ostatni kęs, popił go łykiem piwa i przyjrzał się jej z bladym uśmiechem.
Wyobraź sobie, że przedwczoraj przyjechał z paroma chłopakami do nas. Mieli jakąś ekstremalną sytuację w norze narkomanów, a do tego jeszcze zwalił się na nich jakiś gruz, ale nieważne — machnął ręką, nie zamierzając wdawać się w szczegóły tego, co nie było tu istotne. — No i specjalnie tak to ustawiłem, żeby się nim zająć. Nie wiem, co mnie, kurwa, podkusiło — prychnął. Z perspektywy czasu musiał wyjść na jakiegoś desperata, ale miał dobry dzień, a Aiden wyglądał przepięknie, taki poturbowany i zakopcony, aż chciało się nim zaopiekować. — No i dobra, robię mu podstawowy przegląd, coś próbuję zagadać. Oczywiście nic już z tego nie pamiętam, ale kompletnie się to nie kleiło i już panikowałem, więc jak pobierałem mu krew, to rzuciłem coś w stylu: „mmmm, ale masz żyły”, jak jakiś debil — znów prychnął, czując, jak jego uszy wręcz płoną ze wstydu. Zawsze najpierw było po nim widać zażenowanie właśnie po uszach, a dopiero potem po twarzy. — On totalnie typu wyświetlono, a ja zacząłem się tłumaczyć, że no tak w temacie akurat, bo wiadomo, narkomani, ale w ogóle go to nie rozbawiło. No i słusznie, bo po co w ogóle mówić coś takiego? — pacnął się w czoło i znów sięgnął po kufel. — Potem, jak przebierał koszulkę, to przyłapał mnie na tym, jak gapiłem się na jego tatuaż, więc już sobie pewnie pomyślał, że jestem jakimś napaleńcem. Nawet nie miałem jak się wytłumaczyć, bo zawołali mnie na oddział — wydął ze smutkiem dolną wargę, niezadowolony, że wyszedł na takiego człowieka, którym w zasadzie nie był. Chyba zbyt dawno nie miał z nikim sytuacji, która choć trochę podchodziłaby pod potencjalnie romantyczną, i odwaliło mu już na samą perspektywę takiej szansy. — Aha, a jak już wychodzili ze szpitala, to powiedziałem mu tak w biegu, że mam nadzieję, że niedługo znowu go tam zobaczę. Czyli w zasadzie życzyłem mu wypadku przy pracy. Mega pociągające, co? — zsunął się na kanapie, pochłonięty wstydem, i na moment zamilkł, gapiąc się w przestrzeń za jej głową.
Od teraz będę go traktował jak wszystkich innych, bo to nie ma sensu. Ja nie umiem tak nienaturalnie czegoś forsować, bo potem wychodzi ze mnie takie dziwactwo — może po prostu powinien zrezygnować z „flirtu” w pracy, bo to nigdy, przenigdy nie kończyło się dobrze. Powinien był to wiedzieć po kilku wcześniejszych perypetiach, ale najwyraźniej zapomniał już, jak to bywało.


teddy darling
panko
ODPOWIEDZ

Wróć do „National at The Well”