No w sumie to było logiczne, że Gaba nie grała w rosyjską ruletkę dla zabawy... Tylko, że jak Madox znał swoją kuzynkę, to tam czasem logika przestawała istnieć i by się wcale nie zdziwił, no ale jak mu wyjaśniła, że nie dali jej wyboru, to skinął głową.
-
Widzisz jaki fart, to jest ta nasza klątwa - zawsze spadali na cztery łapy, a potem się potykali na prostej drodze i lądowali na tym głupim ryju. To znaczy czyj był głupi, to był, Madoxa to na pewno trochę tak.
Noriega nie słyszał o tym traceniu pierworodnych, bo po pierwsze to jego ojciec był z Noriegów, czyli od babki Carmen Sandiego, ale miał jeszcze sporo rodzeństwa, a po drugie to no jego to nie dotknie, no chyba, że dotykało to też facetów, ale on i tak nie zamierzał mieć dzieci, bo ich nie lubił. Szkoda, że one uwielbiały jego, bo się z nimi bawił. Bo Madox to czasem był jak takie duże dziecko.
I teraz też jak takie dziecko popatrzył na Gabę, a zaraz jej odpalił -
wydaje mi się, że nasza rodzina byłaby zadowolona, gdybyś jednak tej ruletki nie wygrała... Ale nie martw się mnie też nie lubią, nie wiem czemu - wiedział, w ogóle to nie była tajemnica, że matka Madoxa okradła jego ojca, wsadziła go do paki i uciekła z Kolumbii, a Madox też wtedy... no ledwo udało mu się wymigać. Co prawda przez lata spłacał dług matki, ale jego starego wsadzili na dożywocie jako mordercę, nie był tam najlepiej przyjmowany, chociaż na weselu kuzyna Ticiano, niby mu to trochę wybaczyli, a no i przede wszystkim wyszła na jaw prawda, że to nie Madox porzucił Rosalindę na ołtarzu, tylko ona go zdradziła z najlepszym przyjacielem. Ciekawe czy Gaba wiedziała?
Może nawet by o tym podyskutowali, ale Madox już nawijał jej, że była
jego małą siostrzyczką, nie miał rodzeństwa, tylko kuzynów, dlatego może wszystkich traktował jak siostry i braci?
-
A w życiu, a jak ktoś zapyta, to powiem, że się przesłyszałaś - nawet mrugnął do niej jednym okiem -
pewnie, możemy tam lecieć, ale bierzemy Pilar, bo ją tam nawet lubią - może nawet bardziej niż Madoxa?
Noriega się rozmarzył myśląc o Medellin, i dopiero koncert Shakiry sprowadził go na ziemię...
Chociaż to chyba bliżej nieba niż ziemi, bo to przecież Shakira!
Tylko dwie bańki, dwa miliony to jest kupa kasy, to prawie wszystko, co Madox zarobił na klubie w zeszłym roku, bo zarobił trzy. Dobrze, że on nie żył rozrzutnie, nie licząc Jaguara dla Pilar, no i też wygrał ostatnio trochę w kasynie, a trochę ukradł Frankiemu Ferrari, było go stać, a jeszcze jak Gaba mu obiecała Waka Waka, to już w ogóle Madox gotowy był od razu otwierać sejf, wbić ten swój kod 6969 i wyciągać hajs na biurko z Lapacho.
Ale zajęli się smsami i fociami, a jak Gabi zaczęła wymieniać, co oni muszą jeszcze zrobić, to Madox uniósł obie brwi -
a to myślisz, że ona dzisiaj tu przyjedzie? To muszę dzwonić do Pilar, bo by mi nie wybaczyła, jakby nie zobaczyła Shakiry w Emptiness - już sięgał po telefon, żeby dzwonić do swojej narzeczonej, bo ona też przecież uwielbiała Shakirę, ale jeszcze podwinął sobie koszulę odsłaniając idealnie wyrzeźbiony brzuch -
a ja mam odsłaniać? Nie wiem... Ale ty odsłoń - no wiadomo, że jak chciała robić taniec brzucha, to musiała go pokazać. Madox to co najwyżej tym swoim absem mógł Shaki pokusić, żeby jednak spotkała się z nim po godzinach tutaj przy tym biureczku z Lapacho. Zerknął na zegarek, kiedy Gaba powiedziała o tym menagerze -
o kurwa, a miałem... - no coś tam miał, jakiś plan, ale wiadomo, że dla Shakiry to go zmieni -
dobra, to zaprosimy go tu, damy mu rum, ty pokażesz mu brzuch i może namówi Shakirę, nie? - czyli plan był całkiem prosty. Co mogło pójść nie tak?
-
Nie będzie - powiedział od razu, taa… na pewno nie będzie. Madox z przyszłości to już wiedział, że Shakirę mógł tylko i wyłącznie zaliczyć w trójkącie z Pilar. Może dlatego jakieś przeczucie go tknęło i wziął telefon -
ale i tak do niej napiszę, to znaczy jak się dowiemy kiedy wpadnie Shaki, żeby też przyjechała, ty też może kogoś zaproś? Nie wiem Ricza może też? Albo taki mój kumpel William, znasz go? Mieszka w naszej kamienicy, to on też nawet lubi Shakirę, zadzwonię do niego - pewnie w ogóle lista osób, które chciałyby zobaczyć Shakirę była znacznie dłuższa. Pewnie nawet Galen Wyatt by chciał, ale jego to Madox akurat nigdy by nie zaprosił.
Wstał z tego swojego fotela i rozejrzał się dookoła.
-
Myślisz, że trzeba tu sprzątać? Nawet spoko jest, nie? - rozejrzał się, ale zaraz dostrzegł na tym fotelu na którym siedział na oparciu, jedną samotną kropelkę krwi, mała plamka -
patrz... Kto to uwalił? - nawet się obejrzał, czy nie on, bo jak czasem się obijają z jakimiś klientami, którzy nie chcą współpracować to bywa różnie, ale nie tym razem.
Gabriela R. Blais