Byli jeszcze dzieciakami, z głowami pełnymi marzeń, gotowymi walczyć z całym światem, żeby tylko... być razem.
Teraz po tych ośmiu latach rozłąki, które stracili bezpowrotnie. Mogli stawiać czoła policji, ochroniarzom, jego ojcu. Wszystkim. Żeby tylko nie musieć znowu być osobno.
I może w ich młodzieńczych głowach to wydawało się takie proste...
Chyba tak, bo oni jeszcze między tym wszystkim znajdowali chwilę na beztroskę, na śmiechy, przymierzanie ubrań, a przede wszystkim na te ogniste spojrzenia w swoje oczy.
Palce sunące po ciele, badające jej skórę, sprawdzające gdzie pod opuszkami drżała, a gdzie się spinała. Nowe szlaki, które Madox chciał odkryć. Tak bardzo chciał, ale on przecież nie umiał w tym być spokojny, opanowany. Jego ręce błądziły po jej ciele w pełnym chaosie. Szukały jej piersi, które odkrył spod tego cienkiego materiału, na których zawiesił spojrzenie.
Bo Madox oglądał już nago inne dziewczyny, ale jej jeszcze nie. Nie umiał się napatrzeć na to jak Pilar znowu stanęła przed nim bez niczego. Na jej ciało, które wyobrażał sobie setki razy, kiedy Tio opowiadał mu jak... ze swoją dziewczyną.
A teraz ona już nie była dziewczyną Ticiano, a do tego przez te całe osiem lat oni żyli w takim błędzie. W kłamstwie wymyślonym przez jego kuzyna.
A przecież ich serca zawsze biły przy sobie inaczej, przecież już nawet te niewinne pocałunki o smaku czekolady i mango, mieszały im w głowach.
Teraz mieszały mu w niej, te jej jęki, to jak drżała pod jego dotykiem. Jak patrzyła mu w oczy, kiedy pocałunkami znaczył na jej skórze kolejne ścieżki, nowe, ale takie, w których chciał się zatracić.
Cholernie go kręciła. Jej oczy, błyszczące i piękne, jej usta, które ułożyły się w kolejne wyznanie -
¿tanto como yo? -
tak bardzo jak ja?, zapytał jej od razu, te słowa układając na jej wargach.
Kurwa. Co to były za usta. Chciałby je całować do utraty tchu. Jej piersi, na których zaciskał palce tak, że oddechy już im obojgu przyspieszyły. Że serca pompowały krew w jakimś zastraszającym tempie, kiedy znowu połączyli swoje usta w pocałunku.
Dzikim, wyczekanym, a jednak mającym w sobie coś z tej nastoletniej słodyczy, z wakacyjnych wspomnień i smaku beztroski. Bo przecież oni w tym jeszcze znaleźli miejsce na to, żeby patrzeć sobie głęboko w oczy. Madox nawet się uśmiechnął na słowa Pilar
zrobiłabym to z tobą nawet na samym dnie piekła, on też by tam to z nią zrobił.
Wszędzie, żeby tylko w końcu mieć ją dla siebie -
przynajmniej byłoby ciepło - mruknął w jej usta, z których skradł jeszcze kolejne pocałunki. A jego palce odnalazły już drogę między jej uda. Wystarczyło, żeby szarpnął w dół spodnie wraz z bokserkami i...
No i nic, bo zaraz ekspedientka zaczęła się im dobijać do drzwi, a później Pilar odepchnęła go od siebie z tym
idziemy na ustach.
-
Nakręcasz mnie, a później... - zaczął z wyrzutem, jakby to była jej wina -
wszyscy się przeciw nam sprzymierzyli - dodał, żeby jednak wiedziała, że to nie przez nią, a potem nawet schylił się, żeby podnieść jakieś ciuchy z podłogi, ale... To nie było wcale dobre posunięcie, bo Pilar otarła się o jego
nabrzmiałe bokserki, raz, drugi i trzeci, aż Madox oparł się o ścianę i odsunął od niej -
teraz to najlepiej by było, jakbyś jednak wzięła ten spadochron i pampersa - mruknął, ale zaraz grzebał w torbie, żeby wyjąć kasę, tak jak mu poradziła, zwinął do kieszeni kilka stówek, więcej niż pewnie to wszystko kosztowało, żeby jednak nie otwierać torby przy kasie, a potem ruszyli do lady. Jeszcze po drodze Madox wybrał sobie jakiś pasek do spodni, z ozdobną klamerką. Pewnie stałby tam z godzinę, ale Pilar go pospieszyła i zaraz stali przy kasie. A Noriega uśmiechnął się do sprzedawczyni.
-
Obiecałem jej zajebiste zakupy przed wakacjami, cały rok na nie odkładałem - rzucił, chociaż to przecież była kompletna ściema. Ale czy nie mogli poudawać jakiejś porządnej parki nastolatków, która cały rok odkłada na fajne wakacje?
Mogli.
A to, że zajebali ten hajs gangusowi, to już inna sprawa. Szczegóły. Madox zaraz wyjął z kieszeni forsę i odliczył określoną sumę, resztę wrzucił z powrotem do kieszeni, nawet nie sięgając po swój portfel. Dopiero jak ruszyli do łazienki to się odezwał.
-
Mogłem sobie kupić portfel, jakiś dorosły, a nie ze Spidermanem, poważny - pokazał Pilar czubek języka, bardzo poważnie, a kiedy już wyszła przed nim prezentując sukienkę, to oczy aż mu zabłyszczały. Patrzył na nią z rysującym się na twarzy szerokim uśmiechem -
pięknie, ale czekaj... gdzie to się odpina? - sięgnął do niej, żeby przyciągnąć ją do siebie, a zaraz wbijał jej brodę w ramię spoglądając na jej plecy -
a pod spodem masz tą koronkę? - musiał zapytać i już kiedy się od niego odsunęła, żeby pozbierać ich rzeczy, to podwinął jej sukienkę, żeby pod nią zajrzeć, aż mruknął zadowolony -
to lepsze niż Spidermany - puścił jej oczko. A gdy już wyszli z łazienki obładowani w reklamówki -
mogliśmy jeszcze kupić ci buty - odezwał się widząc jak człapała w jego za dużych trampkach, chociaż gdzieś mam klapki, nawet zaczął grzebać po tych siatkach -
i plecaki, przydałyby się plecaki - pokiwał głową -
trochę chujowi jesteśmy w zakupy, ale może następnym razem będzie lepiej - wzruszył ramionami. Może nie byli mistrzami zakupów, ale już za to desery sobie skomponowali świetne, pucharki lodowe o smaku czekolady i mango, do tego po dwa gofry, Madox oczywiście z mango i śmietaną, i duże frytki. I chociaż to nie było typowe śniadanie, to... ile oni się przy tym uśmiali, ile wypaćkali tymi lodami i goframi, a przy okazji podjadali sobie frytki i bili się o ostatni kawałek gofra Stewart.
Dzieci. Beztroskie małolaty na wakacjach. Chociaż przez chwilę.
Madox jeszcze przy stoliku zmieniał trampki na klapki, bo te dla Pilar okazały się jeszcze gorsze, w ogóle nie mogła w nich iść bo jej spadały i wyglądała jak kaczka, z czego Noriega tak się śmiał, że aż śmietana poszła mu nosem i rozbolał go brzuch.
-
Mówię ci, że to nie od tego jedzenia, tylko od śmiechu, tak szłaś... - jeszcze jej to prezentował, kiedy szli na parking. Dostał za to w ramię, ale zaraz łapał Pilar i przyciągał ją do siebie. Było wesoło.
Do czasu, aż nie wspomniała o jego ojcu.
-
Mam nadzieję, że nie... Nie zostawiliśmy aż tak dużo śladów, no i on zazwyczaj długo śpi, a potem śniadanie... Nie wiem - wzruszył ramionami -
ale i tak już stąd wyjeżdżamy, więc nie znajdzie nas, nie? - z takiego założenia wychodził Madox, że nawet jeśli ojciec się dowie, to go przecież nie znajdzie. A chyba nie będzie robił afery o te kilka patyków, które mu zajebał?
Chyba...
Może nawet jeszcze pociągnęliby ten temat, ale zauważyła ich dziewczyna, z którą mieli się zabrać, z nią i jej chłopakiem Juanem, a ona miała na imię Sofia, zaraz się poprzedstawiali. Pogadali o tym, że jadą tam do chorej babki Pilar i musieli od razu grać smutnych, chociaż te błyszczące spojrzenia, które sobie posyłali mogły ich zdradzać.
-
Ja pierdole, wiecie co zrobiliśmy... Wyszliśmy z domu tacy rozespani w dresach, ona w moich i dopiero tu na miejscu kupowaliśmy ciuchy, i patrzcie na te siaty - Madox już prezentował im ich toboły.
-
Nie macie plecaka? - zdziwiła się Sofia.
-
No nie, bo to była szybka akcja, myśleliśmy, że już będziemy w pociągu, a potem w Bonawenturze to mamy trochę swoich rzeczy, często tam jeździmy - kłamał im jak z nut. Ale Noriega to akurat był w tym dobry.
-
To czekaj... - Sofia zajrzała na tył ich samochodu, a zaraz przyniosła im podróżny plecak -
to macie to - Madox chciał jej za niego dać hajs, ale wyjaśniła, że oni kupili nowe, a ten i tak chciała wyrzucić, albo gdzieś oddać, więc grzecznie podziękowali i nawet się mogli jeszcze przepakować. Z tym plecakiem i torbą wyglądali jak prawdziwi turyści, zwłaszcza, że Noriega jeszcze za samochodem wymienił dresy na krótkie spodenki i założył na nos okulary.
A później całą czwórką zapakowali się na przód vana.
I ruszyli w
podróż życia. To znaczy ich to na pewno taka była.
Wielka ucieczka.
Najpierw pogadali sobie z Juanem i Sofią, trochę pozmyślali, ale i tak było miło. A potem jakoś tak się do siebie poprzytulali, że... usnęli. Padli, po tej nocy pełnej wrażeń i dopiero po kilku godzinach podróży obudziła ich Sofia.
-
Właściwie jesteśmy w połowie drogi, ale musimy się rozprostować, jak chcecie to zostańcie... Tak słodko spaliście - rzucił, kiedy Madox przejrzał na oczy -
jak coś to zostawiamy wam klucz, my idziemy do kibla, zatankować i coś zjeść - oznajmiła wesoło. A Noriega już się przeciągnął przytrzymując przy sobie Pilar, żeby nie spadła -
idziemy z wami, zapłacę za benzynę, czy coś... Zjemy coś razem - chociaż jemu to się wydawało, że przed chwilą to robili. Ile oni mogli spać?
Nie miał pojęcia, ale zaraz też wysypali się z samochodu i jeszcze wyciągali rozprostowując kości.
Parece que nos vamos de vacaciones, no que estamos huyendo de la mafia ♡