-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Laserowy paintball okazał się świetnym pomysłem, na który strażaczka od razu zareagowała entuzjastycznym kiwnięciem głowy. Jasne, nijak miał się do biegania po otwartym terenie i eliminowania przeciwników kulkami wypełnionymi farbą, ale nie zamierzała narażać April na takie cierpienia. Na prawdziwy paintball mogła wybrać się z chłopakami z jednostki. Kilka lat wcześniej właśnie w ten sposób świętowali wieczór kawalerski Blaze'a, a Darling wróciła do domu cała w siniakach. Niczego jednak nie żałowała. Lubiła ten rodzaj zmęczenia i ból, który przypominał jej, że naprawdę dała z siebie wszystko! Z Finch zdecydowanie lepiej było wybrać się na lasery, a potem pograć na konsoli. Idealny układ.
— Tylko później bez żadnego włażenia do wody — dorzuciła jeszcze, gdy po krótkiej naradzie z narzeczoną uznały, że jeśli przegrają, postawią dzieciakom sześciopak niskoprocentowego alkoholu. No co? Upije się taki jeden z drugim, potem wlezie do jeziora, złapie go skurcz i jeszcze pójdzie na dno. Teddy miała szkolenie z ratownictwa wodnego, ale przyjechała tutaj odpoczywać, a nie wyciągać na brzeg topielców.
Ale April to wymyśliła z tym śniadaniem! Ależ miała bystrą i kreatywną kobietę. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że licealiści wykażą się równie dużą pomysłowością i zaserwują im śniadanie życia. Oby tylko nie przyszło im do głowy nazbierać w lesie wilczych jagód i dosypać ich do owsianki.
Chuderlak wyciągnął do Darling rękę, żeby przypieczętować zakład, a jego kolega wykonał kilka ruchów nogami, żeby wyrównać rowerek. Ciekawe, czy nastolatki zdawały sobie sprawę, że ich pojazd prawdopodobnie będzie wolniejszy - na pokładzie mieli przecież sześć osób, co automatycznie oznaczało większy opór w wodzie. Fizyka! To nie znaczyło, że nie mieli szans. Po prostu musieli włożyć więcej siły w pedałowanie.
Wystartowali w tym samym momencie, ale dzieciakom najwyraźniej naprawdę zależało na tych piwach, bo wystrzelili do przodu jak z procy. Teddy spojrzała zdezorientowana na April i zaczęła szybciej przebierać nogami. Coś jednak było nie tak - i na pewno nie była to wina losu ani kostek, tylko pedałów oraz wajchy odpowiadającej za skręcanie rowerkiem. Z jakiegoś powodu nagle zaczęło je znosić prosto w szuwary.
— Piwo! Piwo! Piwo! — skandowali licealiści jak jeden mąż, pedałując dokładnie w rytm własnych okrzyków. Dwie dziewczyny stanęły na kadłubie, robiąc za cheerleaderki. O, to wiele wyjaśniało! Pierwsze okrążenie poszło Teddy i April tak kiepsko tylko dlatego, że zabrakło im odpowiedniego dopingu!
— Cholera jasna! — zacisnęła usta w wąską linię i w ostatniej chwili odbiła od brzegu. — Dobra, tylko spokojnie. Złapiemy ich na prostej — zapewniła narzeczoną, kiedy w końcu udało im się obrać właściwy kierunek. Zdążyły dogonić rowerek przeciwników i już siedziały im na ogonie. Naprawdę niewiele brakowało, żeby się z nimi zrównały!
nieprzespane noce we wszystkie dni robocze, a twoje warkocze poplątały świat
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wyścig zapowiadał się emocjonująco. Miały przewagę dzięki mniejszej liczbie osób na pokładzie, ale Finch zakładała też, że młode chłopaki i tak miały więcej pary od niej. Teddy na pewno nie odstawała od nich kondycyjne, a raczej biła ich na głowę, ale April było daleko do bycia ponadprzeciętną. Niemniej jednak miała zamiar dać z siebie wszystko. Upiła kilka łyków piwa, by dodać sobie nieco animuszu i przygotowała się psychicznie na poważnie starcie. Śniadanie zdecydowanie było tego warte. Każda minuta w dzień wolny, w trakcie której z rana można spać, była dla niej na wagę złota.
Początek przywiał jednak czarne chmury nad potencjalne spanko. Wybrała chyba najgorszy rowerek świata, bo przy narzuceniu porządnego tempa zaczęło je po prostu przesuwać w jednym kierunku. Pojazd zachowywał się trochę jak te wszystkie popsute wózki w centrach handlowych, a one oczywiście musiały trafić na jeden z nich. Młodzież od razu dostała dodatkowy zastrzyk energii, widząc, jak kobiety miotają się, żeby zacząć wreszcie płynąć wzdłuż brzegu, a nie prosto w szuwary. Nie wszystko było jednak stracone. Mogły jeszcze nadrobić te wszystkie straty.
— Dawaj, dawaj. W jednym rytmie. Może w nich walniemy i strącimy te laski do wody? — Spojrzała na narzeczoną z rozbawieniem. To zdecydowanie nie byłoby zagranie zgodne z zasadami fair play. Same zastrzegały, że nie życzą sobie żadnego oszukiwania, więc nie mogły być tymi, które tę umowę popsują. April skupiła się po prostu na tym, by wkładać całą energię w pedałowanie... i to się opłaciło! Lżejszy rowerek wreszcie pokazał się od tej strony, od której powinien. Bujające maszyną cheerleaderki sprawiły, że drugi pojazd zrobił się nieco niestabilny i nalało im się do wnętrza trochę wody, na co wszyscy zareagowali głośnymi protestami i obwinianiem siebie nawzajem. Narzeczone wykorzystały moment i przycisnęły jak należy, żeby nadbudować przewagę.
— O kurwa, to działa! Widzisz, mówiłam, że nie jestem słabiakiem. — Wyszczerzyła się dumna z siebie do narzeczonej, może ciut za szybko starając się cieszyć ze zwycięstwa. Do mety brakowało jeszcze kawałeczek i w razie jakiegoś paskudnego pecha, mogły przecież jeszcze przegrać.
Lepiej zapnij pas, kiedy dodaje gazu. Kolorowe pazy, całkiem dobry nastrój
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kto by pomyślał, że nastolatki okażą się aż tak zdeterminowane, żeby wygrać? Na pewno nie Darling. Nic więc dziwnego, że na jej twarzy odmalowało się szczere zdumienie, kiedy drugi rowerek wodny wysunął się na prowadzenie. Trochę wściekła się przez to na samą siebie. Przecież normalnie bez problemu pokonałaby tych chłystków w siłowaniu na rękę albo położyła ich na macie jednym porządnym podcięciem. Najwyraźniej jednak perspektywa darmowego alkoholu zadziałała na nich jak szpinak na Popeye'a. Już nawet nie wiedziała, czy to wina pojazdu, czy one robiły coś źle. Ale nieważne, trzeba było nadrobić straty! Nie mogły poddać się tylko dlatego, że wiatr wiał im prosto w gęby, a rowerek postanowił spłatać im psikusa, odmawiając współpracy przy każdej próbie skrętu w lewo. Bo w prawo to skręcał bez niczyjej ingerencji.
— Nie możemy ich tak po prostu zrzucić — zastrzegła natychmiast, mimo że pomysł April brzmiał zajebiście kusząco. — Może same spadną — dodała z nadzieją w głosie. Nawet nie powinna myśleć w taki sposób! No cóż, najwyraźniej podczas rywalizacji wychodził z niej jakiś potwór.
Na szczęście nie musiały nikogo zrzucać, bo cheerleaderki narobiły wystarczająco dużo zamieszania na niekorzyść swojej ekipy, więc nie dość, że zostały zmuszone do zajęcia miejsce siedzących, co naturalnie był związane z jęki zawodu, to jeszcze koledzy zrugali je od góry do dołu za to, że przez te ich wygibasy teraz brodzili po kostki w wodzie. No co za pech!
Darling uśmiechnęła się łobuzersko do Finch. Wcale nie cieszyła się, że przeciwna drużyna zaczęła się potykać, okej? No dobrze, może odrobinę. Ale hej, one nie miały sobie nic do zarzucenia, cały czas grały uczciwie!
— A ja mówiłam, że żaden z ciebie słabiak. Jesteś najlepsza na świecie — pochwaliła narzeczoną, nachylając się, żeby musnąć ustami jej policzek. — A teraz rura! — zarządziła, bo dokładnie w tej chwili opalony blondyn zamieniał się miejscami z piegowatym rudzielcem siedzącym z tyłu. I to był błąd, który pogrzebał ich szanse na zwycięstwo. Gdyby nie te roszady, pewnie dopłynęliby do mety pierwsi. Jakby tego było mało, ten najwyższy chłopaczyna stracił równowagę i do połowy wylądował w jeziorze. Właściwie to w wodzie wylądowała głównie jego dupa, podczas gdy on kurczowo trzymał się metalowych uchwytów.
— Wiedziałem, że to kretyński pomysł! — warknął rudzielec, odpychając blondyna. — Wszystko przez ciebie, Jack! — popchnął go i po chwili zaczęli szarpać się za ramiona.
— Chłopaki, pomóżcie!— zawodził ich kolega, próbując wdrapać się z powrotem na rowerek, ale jego błagania nie robiły na nikim większego wrażenia.
Teddy uniosła ręce w triumfalnym geście i przybiła z ukochaną piątkę. Nastolatki, świadome sromotnej porażki, dalej obwiniały się nawzajem o przegraną. Obie obserwowały to z rozbawieniem, aż w końcu strażaczka przeniosła wzrok na Finch.
— Czy to jest ten moment, w którym stwierdzamy, że stawiamy im to piwo na pocieszenie? — zapytała niepewnie. Choć licealiści przegrali, zrobiło jej się ich jakoś tak po ludzku żal.
to będzie nasze lato, stawiam milion na to
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kiwnęła głową, również trzymając kciuki, że laski po prostu stoczą się w którymś momencie z rowerków i narobią więcej kłopotu niż ustawa przewiduje. Ten doping na pewno robił robotę, ale taka nagła kraska przyniesie im więcej kłopotów niż wrzaski przynosiły korzyści. Chwilowo jednak dziewczyny trzymały się na swoich miejscach z zadziwiającą gracją. Może po prostu przykleiły im się do plastiku dupska i nie będą w stanie zejść z pojazdów już nigdy? Mogło tak być.
Nie zdążyła się nacieszyć pochwałą i buziakiem, bo od razu musiały skupić się na zapierdalaniu. Nie było łatwo wygrywać w te wszystkie sporty! Finch nie miała w tej kwestii wielkiego doświadczenia, raczej była z tych przegrywających, ale to nie znaczyło, że nie miała w sobie determinacji. Bez kombinowania to mogła równie dobrze wysunąć się z rowerka i utopić. Trzeba było spróbować i tyle. Jej narzeczona też na szczęście była zdeterminowana i pewnie dałaby sobie radę z ogarnięciem tego rowerka bez żadnej pomocy, ale April nie odpuszczała ani na moment. Spojrzała zaskoczona na nastolatki, gdy usłyszała podejrzany plusk. Była pewna, że to jedna z dziewczyn w końcu się doigrała i spadła z heh rowerka, ale nie! Jakimś cudem głupot narobili chłopcy, którzy byli odpowiedzialni za pedałowanie. Ale żeby tak zepsuć sobie szansę na zwycięstwo, to też trzeba umieć. April była pod wielkim wrażeniem. Dotarły do mety jako pierwsze bez żadnych problemów. Druzgocące zwycięstwo należało do nich.
— Ha, wygrałyśmy! — wykrzyknęła przepełniona entuzjazmem z góry na dół. Była gotowa zacząć krzyczeć coś o tym, jacy z nich frajerzy i jak bardzo obsysają pały, ale jej dobroduszna narzeczona wspomniała coś o kupieniu im piwa
— Dobrze. Ale śniadania też nie odpuszczamy, prawda? — Tym razem to ona skradła strażaczce buziaka, zanim jeszcze zwróciły i zaczęły płynąć w stronę budki z piciem i jedzeniem.
— Widzimy się na brzegu, wy szczury lądowe! Jak się pospieszycie, to może załapiecie Issę na odrobinę przyjemności — zawołała w ich stronę, obserwując, jak zrezygnowany rudy wreszcie wdrapał się na pojazd i opadł na krzesełko z głośnym westchnieniem, próbując ignorować narzekania kolegów. Dobrze, że w ich wieku ma się pamięć złotej rybki i na pewno zaraz im przejdzie. Dziewczyny zaparkowały wreszcie przy przystani. April kupiła po jednym piwie dla każdego z nastolatków, a dla siebie i strażaczki wzięła te tajemnicze frytki belgijskie XXXXXL. Do drewnianego stolika przyniósł im wszystko chłopak, który z podejrzliwością próbował się doliczyć między piwem a tą dwójką, ale w końcu wzruszył ramionami i wrócił do budy. Sam pewnie mógł kupować dla siebie alkohol nie dalej niż od roku, więc niech nie będzie taki cwany. Dzieciaki zaczęły się wreszcie gramolić w stronę brzegu i wysiadać z rowerka, potykając się o własne nogi, a jedna z dziewczyn o mało nie utopiła telefonu.
— My też byłyśmy takie durne? — zapytała szeptem, nachylając się do narzeczonej, zanim ta banda zdążyła do nich podejsć.
Sprawdzam, mała, czy ty jesteś online. Wiesz, że za mną tęsknisz, mała, don't lie
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A jednak w tym zawziętym wyścigu pokazały, że były silniejsze i mądrzejsze. Czyli to wcale nie tak, że im starsze, tym głupsze! Były na tyle rozsądne, żeby nie płynąć rowerkiem w sześć osób (co z tego, że przyjechały same) i żeby nie przesiadać się w trakcie płynięcia (nieważne, że obie siedziały z przodu). Tutaj jednak względna dojrzałość wzięła górę i mogły cieszyć się zasłużonym zwycięstwem. Czyli jednak dobrze, że April nie zaczęła wyzywać ich od frajerów, to dopiero byłoby szczeniackie zachowanie. Jeszcze dzieciakom zrobiłoby się przykro, zaczęłyby płakać i dopiero miałyby kłopot. Weź tu potem przekonaj takich, że nie są frajerami, kiedy w rzeczywistości tak naprawdę, to są.
— Wiadomo, że nie — odparła nieco zbulwersowana, że narzeczona w ogóle mogła pomyśleć o zrezygnowania z jedzenia, które mieli zafundować im licealiści. — Ani śniadania, ani obiadu — skinęła głową, bo przecież przegrany stawiał żarcie!
Pomachała zasapanych małolatom, kiedy zaczęły pedałować w stronę brzegu. Nie trzeba chyba nawet wspominać, jak bardzo Darling była dumna z Finch? A może właśnie trzeba, więc Darling aż pękała z tej dumy! I chociaż nigdy tak nie twierdziła, to narzeczona pokazała, że nie była żadnym słabeuszem, mięczakiem ani innym bezkręgowcem.
Odstawiły rowerek i ruszyły do budki, gdzie postawiły gówniarzom obiecane piwo, a oni, jak już się do nich doczłapali bez kręcenia kostek i dawania nura w przybrzeżnym mule, dokupili im do tych frytek jeszcze po zakpieksie z serem i pieczarkami. Na razie byli kwita.
— My? — powtórzyła po narzeczonej i zmrużyła oczy, próbując sobie przypomnieć, czy one też zachowywały się w podobny sposób. — Chyba nie? Chociaż ty dalej się potykasz, nawet na prostej drodze— posłała jej rozbawione spojrzenie, lustrując wzrokiem nastolatki, które właśnie dopadły do wodopoju. Rudzielec wyżłopał swoje piwo praktycznie jednym haustem, podpuszczony przez koleżanki, że na bank tego nie zrobi. To uświadomiło Teddy, że ona do tej pory podejmowała wszystkie wyzwania. A kiedy ktoś jej wmawiał, że tego nie zrobi, ona udowadniała, jak bardzo się mylił.
— Ej, a kupicie nam też jakieś na wieczór? Damy wam kasę — zapytał cicho blondyn. Jeśli strażaczka dobrze zapamiętała, to miał na imię Jack. — Bo tam jest sklep. O tam — wskazał ręką na niewielki spożywczak po drugiej stronie jeziora.
— Nie wydaje ci się, że trochę nadwyrężasz nasze dobre serca? — zapytała Teddy, wsuwając sobie do ust jedną frytkę XXXXXL, które wyglądały jak normalne belgijskie frytki, tylko było ich strasznie dużo.
— No weźcie — Jack nie dawał za wygraną. — Jesteście takie fajne, ładne i w ogóle — wyszczerzy się do nich głupkowato. A może zalotnie? Trudno ocenić.
— Dobrze ci idzie, próbuj dalej — pochwaliła go Darling i wskazała na April. — Moja narzeczona jest bardzo łasa na komplementy. Jak się postarasz, to może wam się poszczęści — puściła do niego oko, a młokos chyba złapał haczyk, bo od razu zaparł się łokciami o blat i zaczął robić do Finch maślane ślepia.
gdzie lato, gdzie lato? galliano, gazpacho, gelato
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Racja. A ty byłabyś w stanie wyjść z domu bez głowy. Widzisz, jak idealnie do siebie pasujemy? — Wypięła dumnie pierś do przodu, absolutnie zachwycona tą myślą. Obie miały w sobie cos z sieroty obrzyganej, tylko po prostu w inny sposób. Szkoda tylko, że nie nadrabiały aż tak swoich braków. No dobrze, Teddy była silna i zwinna za nie obie. Problem w tym, że Finch nie była mądra za dwie osoby! Ogarnięta była przede wszystkim w pracy, a w godzinach wolnych nieco sobie odpuszczała i nie była już taka sprytna i wybitna... Czasami nawet udawało jej się błysnąć, organizując im coś w wygodny sposób albo wręczając narzeczonej jej zestaw kluczy, gdy zeszły już obie na dół bloku, a strażaczka chciała w panice biec na górę, żeby nie tylko zgarnąć zestaw, ale w ogóle upewnić się, czy zamknęły za sobą loft. Czyli jednak się uzupełniały, po prostu daleko im było do jakichś geniuszek? To akurat nie brzmi aż tak źle, z tym można żyć!
Dzieciarnia wreszcie ich oblazła i dopadła do browara jak spragnione bestie przy wodopoju. Takie głupie na pewno nie były! Głównie przez to, że April od lat preferowała drinki nad browarem, a nade wszystko i tak wybierała marihuanę. Zanim nie stała się legalna, nie była taka cwana, bo jakby rodzice się dowiedzieli... klękajcie narody. Podejrzewała jednak, że to byłaby afera absolutnie o nic. Byli tak specyficznymi ludźmi, że na bank jarali w młodości jak smoki. Może to im poprzepalało styki na stare lata? Nastolatki bardzo szybko zaczęły domagać się kolejnych porcji. Dać takim palec, to odgryzą całą rękę, no dajcie spokój. One na pewno były dużo lepiej wychowane! A nie, chwila. W przypadku April to akurat nazywa się musztra. Dobrze, że chociaż nikt jej nie bił. Kto by się przejmował przemocą psychiczną! Kiwnęła głową, zgadzając się, że jest łasa na komplementy. Po co to ukrywać, skoro to była najszczersza z prawd? Spojrzała wyczekująco na młokosa, który zaczął się do niej szczerzyć.
— Rzęsy masz faktycznie piękne i długie, ale takim trzepotaniem, to niewiele zdziałasz, wiesz? Miały być komplementy, a nie głupie miny — zwróciła blondasowi uwagę, co spotkało się z krótkim chichotem wysokiego szczypiora. Jack faktycznie miał zadziwiająco gęste i długie brwi – szczególnie jak na blondyna. Na pewno wszystkie koleżanki mu zazdrościły. To jednak nie robiło na Finch żadnego wrażenia.
— Ale generalnie to Jack ma rację. Super jesteście, mega wyglądacie, no i to zajebiste, że się tak integrujecie z młodymi i takie tam. Też chcę taki być po czterdziestce — odezwał się rudy, szczerząc się z dumą z własnego pomysłu. Jego koleżanki jęknęły załamane, a jedna z nich walnęła go w ramię, choć chyba kompletnie nie zrozumiał powodu tej interakcji. April zasłoniła usta dłonią, żeby jednak nie parsknąć śmiechem.
— Chyba możemy się zgodzić na zakup jeszcze po jednym, ale myślisz, że będziemy pamiętać, czy nasze stetryczałe umysły zaraz to wyprą? — Spojrzała z rozbawieniem na narzeczoną. Ależ ten czas mknął, takie były już stare, a nadal piękne i nadal razem! I nadal bez ślubu, co akurat przykre.
A ona tak infantylna, że za nią patrzę pod nogi
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dla ciebie straciłam głowę, to teraz muszę łazić bez — puściła oko do narzeczonej, jak na absolwentkę Wyższej Szkoły Bajeru przystało. Jeśli Teddy tak właśnie flirtuje z tymi wszystkimi laskami w barach, to nic dziwnego, że je bolało, kiedy pospadały z nieba.
Trzeba jednak przyznać, że pod względem pierdołowatości dobrały się idealnie. Trudno powiedzieć, czy ktokolwiek inny wytrzymałby z taką niezdarą jak Darling. To niewiarygodne, że w pracy potrafiła się ogarnąć i jakimś cudem jeszcze nie zginęła. Co prawda kilka razy niewiele brakowało, ale najwyraźniej czuwał nad nią Święty Florian, patron strażaków. I to bardzo skutecznie. Właściwie bez przerwy trzymał ją za fraki, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. A z jaką łatwością przychodziłoby mu to, gdyby Teddy nie była taka narwana i nie pchała się pierwsza tam, gdzie rozsądniej byłoby się nie pchać!
Musiała na razie odstawić swoje umizgi na bok, bo teraz swoje pięć minut miał nastolatek, który usiłował zaimponować April. A właściwie próbował się do niej przymilić, żeby wyżebrać jeszcze jedno piwo. A jeśli już trzymać się szczegółów - sześć kolejnych. W końcu trzepotał swoimi pięknymi, długimi, jak ujęła to April, rzęsami nie tylko w swoim imieniu, ale też w imieniu kolegów i koleżanek.
— O rany, to co mam jeszcze zrobić? — Jack rozłożył bezradnie ręce. — Hotówa jesteś na maksiorka — rzucił, bardzo zadowolony z tego, co wymyślił.
Jego rudy kumpel wszystko jednak zepsuł, kiedy postarzał Darling i Finch o całe dziesięć lat. DZIESIĘĆ. No dacie wiarę? Z czymś takim strażaczka jeszcze się nie spotkała. Słyszała, że wcale nie wygląda na swój wiek, więc kiedy rudzielec dodał jej całą dekadę, aż wypuściła powietrze nosem. Dobrze, że chłopak miał trochę bardziej ogarnięte koleżanki, które skarciły go wzrokiem. Może i były młodziutkie, ale już teraz wiedziały, że nie powinno poruszać się takiego newralgicznego tematu. Będą z nich ludzie! Czego nie można powiedzieć o rudzielcu z wysypem piegów na twarzy. A może to były pryszcze? Teddy aż tak mu się nie przyglądała.
— Jak ty będziesz tak koleżanki wyrywał, to daleko nie zajdziesz — uprzedziła go, a gęba młokosa momentalnie przybrała odcień jego włosów. Jeśli któraś z dziewcząt wpadła mu w oko, musiał się o wiele bardziej postarać, żeby zdobyć jej serce. Darling nie miała dla niego złotych rad, sama do tej pory nie wiedziała, jak udało jej się poderwać April. Bo chyba ją poderwała, prawda? Czy to Finch poderwała ją? Na pewno wyrwały się jakoś nawzajem!
Zerknęła z powątpieniem na narzeczoną, ale zaraz uśmiechnęła się do niej promiennie. Nieźle się trzymały, jak na takie czterdziestki!
— Po jeszcze jednym piwie, tak? — upewniła się, wymierzając w dzieciaki frytką. Wszyscy pokiwali zgodnie głowami. — I ani grama więcej? — zmrużyła oczy i prześwidrowała ich wzrokiem. Spojrzeli po sobie, jakby próbowali ustalić zgodną wersję. Ostatecznie pokiwali głowami, szczerząc się przy tym głupkowato. — No dobra, chyba możemy to dla was zrobić — oznajmiła w końcu, co wywołało radosną wrzawę. Rudy chyba przymierzał się do dalszej licytacji, ale Jack szturchnął go łokciem, żeby nie przeginał. — Pamięć pamięcią, ale czy zdołamy dotrzeć na drugi brzeg? — Teddy westchnęła ciężko i wskazała podbródkiem na sklep, który mieścił się po drugiej stronie jeziora. Jak one tam dotrą z reumatyzmem i zwyrodnieniami kości?
— My was zaniesiemy! — wyparował wysoki, chudy jak szczypiorek brunet. Darling popatrzyła na niego pobłażliwie. Sama skóra i kości. Chyba prędzej połamałby się niż wziął ją na barana i gdziekolwiek doniósł.
zawsze jest wow i nie muszę mieć ubranej mini
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyglądała się chłopakowi z miną świadczącą o przerażeniu zmieszanym z kompletnym pogubieniem. Może jednak Teddy nie była wcale taka zła w tym podrywaniu? To, co wypuścił z mordy ten młodzieniec, było zdecydowanie... warte zapomnienia. Trzeba mu przyznać, że nikt jeszcze nie nazwał jej hotówką na maksiorka, ale teraz nie miała przynajmniej wątpliwości, że nie są to słowa, od których mięknie jej serce. W ogóle jej nic nie zmiękło. Co najwyżej wola życia. Rudy zresztą nie był w niczym lepszy, postarzając je o dziesięć lat. W taki sposób to oni nie nauczą się podrywać koleżanek. Albo kolegów, w sumie tego nie mogły być pewne. Na cokolwiek mają ochotę, to się nie uda. A może jednak w ich wieku ma się dużo mniejsze wymagania? Nie, to żadne usprawiedliwienie. Nikt nie powinien stawiać sobie poprzeczki tak nisko.
— Zdecydowanie przydałaby wam się jakaś porządna szkoła podrywu, bo to jest aż przykre — zgodziła się z narzeczoną, wzdychając ciężko. Dziewczyny od razu zaczęły kiwać głowami ze zrozumieniem, a chłopaki popatrzyły na siebie w konsternacji. Chyba do tej pory byli przekonani o swojej wspaniałości i do łbów im nie przyszło, że można inaczej i naprawdę da się lepiej. W Finch nawet na moment zapaliła się jakaś lampa pedagogiczna. Może powinna chwycić za kaganek oświaty i pokazać tym młokosom, jak się wyrywa panienki? Ale przecież ona nie rwała żadnych lachonów już od miesięcy, może wyszła z wprawy? Flirtowanie z kimś, z kim jest się w związku, działa jednak trochę inaczej. Ostatnio próbowała przecież poderwać ukochaną, udając, że się nie znają i wszystko prawie że skończyło się dramatycznym fiaskiem. Chyba nie powinna się aż tak wyrywać przed szereg.
— Lepiej nie, bo jeszcze zrobicie sobie jakaś krzywdę. Albo nam. — Nie miała zamiaru godzić się na bycie noszoną przez kogokolwiek poza swoją narzeczoną. Ona miała w tym doświadczenie, a te chuchra wyglądały, jakby były w stanie się przewrócić, jeśli tylko ktoś mocniej na nie dmuchnie. No i cholera wie, czy by sobie nie zaczęli za dużo wyobrażać, jakby się przykleili do ich doskonałych ciał.
— Nie macie samochodu? Albo chociaż rowerów? Na pewno je gdzieś tu wynajmują. Możecie wziąć nas na ramę — zaproponowała. Jack już się wyrywał, by biec w stronę pomostu i znowu zgarnąć rowerek wodny, ale w połowie kroku zdał sobie sprawe, że to chyba nie do końca tak działa. Ten nagły lag w mózgu zauważyła jego czarna koleżanka i aż jęknęła załamana nad stanem jego inteligencji.
— I ty się dziwisz, że mój tata nie wpuszcza cię do domu? — zapytała rozżalona, na co Finch aż parsknęła. Zawsze to jakieś pocieszenie, że nie tylko ona ma takich odklejonych rodziców.
Zimne wino płynie we krwi. Kelner mówi, że jesteśmy dzisiaj piękni
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słowa Finch trochę dobiły nastolatków. Wymienili zrezygnowane spojrzenia, a Jack ściągnął brwi wlepił wzrok w hotówę na maksiorka.
— Taka z ciebie specjalistka? To pokaż nam, jak to się robi — rzucił wyzywającym tonem. — Jak poderwać dziewczynę? Możesz zaprezentować na swojej — w tym miejscu wskazał na Teddy, która zajadała się w najlepsze zapiekanką. Była całkiem smaczna. W sensie zapiekanka, nie Teddy. Chociaż ona pewnie też. Bułka mogłaby być bardziej przypieczona, ale przynajmniej pieczarki nie były gumowe.
— No właśnie! Pokaż im, kochanie — pokiwała ochoczo głową, zachęcając narzeczoną do działania. Może ostatnim razem nie poszło tak, jak Finch to sobie wyobrażała, ale tym razem na pewno poradzi sobie znacznie lepiej. Zdecydowanie lepiej od strażaczki, która kompletnie nie umiała flirtować. Co najwyżej mogłaby przejść obok młokosów i sprawdzić, czy nie poskręcają sobie karków, gapiąc się na jej tyłek. A wiadomo, że tak by było, w końcu buzowały w nich hormony i jedyne, o czym myśleli, to tyłki i cycki.
Chuderlawy brunet napiął się cały, żeby udowodnić, że miał mięśnie. Jakieś. Gdzieś. Ale gdzie, to już nie wiadomo. Ramię miał tak wiotki, że Teddy złamałaby je jak gałązkę. Ale może to tylko pozory? Może w rzeczywistości miał niewyobrażalne pokłady siły, tylko tak się maskował? Nie ocenia się książki po okładce. Jak zaczynała pracę w straży, to chłopaki też mieli ją za cieniasa. I co? Pokonywała ich w każdych testach sprawnościowych! Siła to tylko stan umysłu. Jak bieda. Dlatego w rzeczywistości Darling była bardzo bogata. Wewnętrznie.
— Macie strasznie duże wymagania — jęknął żałośnie Jack, który zawrócił, uświadomiony przez koleżankę, że wcale nie chodziło o rowerek wodny. Co akurat nie było wcale takim głupim pomysłem, bo w taki sposób sprawnie dotarliby na drugą stronę jeziora. O ile nie płynęliby w ósemkę, a za sterami nie usiadłyby któryś z nastolatków. Wtedy to poszliby na dno szybciej niż Titanic. Mieli już Jacka, brakowało tylko Rose. — A twój tata po prostu mnie nie lubi — burknął, zerkając wymownie na czarną koleżankę.
— Skąd ja to znam — Teddy parsknęła pod nosem prosto w zapiekankę. — Dopijcie swoje piwa i możemy iść. Ale tak raz dwa! Nie mamy całego dnia. No i dość wcześnie chodzimy spać — zaznaczyła, bo dalej nie mogła uwierzyć, że aż tak zawyżono ich wiek. Z jednej strony to było zabawne, ale z drugiej trochę jednak smutne.
a my pijemy to piwo i gramy w volleyball
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mówiłam ci już dzisiaj, że wyglądasz przepięknie? — zapytała, sięgając ręką do jej twarzy. Delikatnie przejechała palcem po jej nosie, zgarniając z niego keczup. Przesunęła palcem po dolnej wardze, pozbywając się przyprawy z miejsca, w której zdecydowanie nie powinna się znajdować, przez cały ten czas nie odrywając wzroku od oczu ukochanej.
— Jeżeli nie, to przepraszam. Zapominam przy tobie jak się nazywam. Jesteś absolutnie przepiękna — dodała, nie chcąc pozbawiać narzeczonej komplementu przez jakaś durną zabawę. Niczego przecież nie zmyślała, naprawdę tak uważała! Jeszcze przez moment wpatrywała się jej w oczy... nie, właściwie to pożerała ukochaną wzrokiem, czego pewnie nie powinna robić przy tej dzieciarni, ale trudno, niech dorastają szybciej. W końcu jednak zerwała kontakt wzrokowy i się wyprostowała.
— Kumasz? Wystarczy być szczerym. Jeżeli nie możesz w nocy spać, bo o niej myślisz, to jej to powiedz. Jeżeli jest pierwszą osobą, której chcesz opowiedzieć, gdy wydarzy się u ciebie coś śmiesznego, to jej to powiedz — wyjaśniła swoje działanie młokosowi i uśmiechnęła się do niego całkiem zwyczajnie i życzliwie. Nie musiał odwzorowywać jej zachowania jeden do jednego. Pewnie nawet lepiej wyjdzie na tym, by tego nie robić, ale ten jeden fakt powinien zapamiętać raz na zawsze. Zmyślaniem bzdur daleko nie zajedzie, bo się sam potem w swoich kłamstwach zapętli i nikt mu w nic nie uwierzy. Szkoda sensu! Oczywiście jej wizja podrywu była dość romantyczna i ściśle powiązana z zakochaniem, ale dzieciaki były za młode, by szukać sobie schadzek na jedną noc! Tego się same nauczą z czasem, jeżeli będą czuły taką potrzebę.
Westchnęła krótko na tę wymianę zdań na temat ojców. Z rodzicami naprawdę nie było łatwo i przecież obie doskonale to rozumiały. Nie były jednak w stanie teraz rozwiązać problemów ani swoich, ani tych dzieciaków. O takich rzeczach nie można myśleć w trakcie urlopu, bo i po co? Trzeba było się ogarnąć i skoczyć do tego nieszczęsnego sklepu. Dobrze, że to naprawdę nie było daleko, a ich obstawa była pełna energii.
— To może jednak sześcioro dzieci? — zaproponowała narzeczonej żartobliwym tonem, łapiąc ją za rękę. Rzuciła jeszcze krótkie spojrzenie rozbawionej bandzie, która szła przed nimi, jakby co najmniej trzeba było im torować drogę przez dżunglę.
Zapach twoich perfum przywołuje setki wspomnień