przekleństwa i jakieś dzikie orgie
Taki już był ich urok, że oni naprawdę rzadko dostawali to, czego chcieli. Dlatego pewnie tak bardzo łapali momenty, wyciskali chwile do cna.
I może dzisiaj też powinni to tak rozegrać?
Dać się ponieść. Zaszaleć. Brać to, co dawał im los?
A później to wykorzystać.
Dlatego Madox zaraz decydował, że schodzą na dół. Chociaż wizja ulotnienia się stąd tylko we dwoje też brzmiała zajebiście. Ale ile oni jeszcze będą mieli okazji skorzystać z jakiegoś elitarnego klubu w podziemiach? Który do tego tak zachwalał Ravi.
Kiedy zeszli na dół to wszystko wyglądało jak ten czerwony pokój w Emptiness, tylko tam cały dół był... czerwony. Muzyka też zmieniła się na bardziej sensualną. Było cicho, panował półmrok, a tancerki świeciły prawie nagimi ciałami przechadzając się między lożami. Zupełnie inny klimat niż na górze, gdzie panowała wrzawa, gdzie królowały kolorowe światła i rytmiczna, głośna muzyka, która napędzała.
Tutaj można było... zwolnić.
Oczywiście, że Madox od razu się rozejrzał, ale potem jego spojrzenie zatrzymało się na dziewczynie przebranej za króliczka, a zaraz też na Ravim. Nawet nie zauważył nagiego kolesia, który wypadł z jakiegoś pokoju. Zresztą on zaraz już znowu zaczął przymilać się do swojej żony, zaczepiać ją.
-
I tak już jesteś przeklęta - rzucił jej jeszcze do ucha, a w zęby złapał jej kolczyk. Może jeszcze coś by dodał na temat tej klątwy babki Carmen Sandiego, która krążyła nad jego rodziną, do której Pilar przecież teraz wstąpiła. Ale kiedy jej dłoń sięgnął do jego spodni, to otarł się o nią bezczelnie -
jak tym razem znowu to zrobisz... i ktoś nam przerwie, to kurwa przeklnę całe to Rio - taki czarodziej. Ale nie żartował. Już za dużo było tych
niedokończonych spraw między nimi.
Ile kurwa można?
Więc kiedy szli do loży to Madox jeszcze się zagapił w stronę pokoju, bo może oni jednak mogli sobie go zażyczyć? Nawet nie musiało tam być łóżka, im by wystarczył stół, albo kurwa ściana. Nic, cztery, puste ściany.
Ale Ravi i Theresa ruszyli przodem do loży, a oni za nimi. A zaraz lądowali na kanapie, wygodnej swoją drogą, i jakby może odpowiednio sobie usiedli, to nawet nikt by...
Noriega nawet nie zdążył się nad tym zastanowić, bo już Ravi znowu wskazywał ich jako nowożeńców, więc tylko posłał delikatny uśmiech Selenie, a kiedy zaczęła tak nawijać, że
noc poślubna zdarza się tylko raz, to Madox się poprawił.
-
No świetnie, to może byśmy... - już chciał powiedzieć, że może jednak wezmą ten pokój i zaczną odpowiednio ją
świętować, ale wtedy Selena zrobiła na rurze szpagat i to taki, że w klubie Madoxa dziewczyny nie potrafiły takich figur. Jakoś tak odruchowo zawiesił na niej spojrzenie. Ale czubki wytatuowanych palców wsuwał już pod koronkowy materiał sukienki swojej żony, przesuwając nimi po jej udzie. Ravi zaczął opowiadać jaki piękny ślub im zorganizował, a Noriega sięgnął po dwa drinki.
-
Może weźmiemy ten pokój... - już się odezwał do Pilar, a zaraz mruknął kiedy jej palce przesunęły się po jego klatce piersiowej, po tatuażu z
dzielnym lwem, a usta złożyły na tym
ognistym sercu na jego szyi, kilka pocałunków. Czarne już spojrzenie wylądowało jednak na jej oczach, dużych i błyszczących, kiedy wspomniała o jego przemowie -
twoja też. Nie wiedziałem, że zapamiętałaś tyle ciekawostek o zwierzętach - szarpnął się do niej, żeby zaciskając palce na jej biodrze przyciągnąć ją bliżej -
bo nawet jak się czegoś boisz Pilar, to... nigdy tego nie pokazuj - mruknął i puścił jej oczko, a zaraz sięgał do jej żuchwy, żeby ułożyć na niej palce, zadrzeć jej głowę do góry i pocałować jej miękkie, gorące wargi, powoli, sensualnie. Madox wielu rzeczy się bał, chociaż patrząc na niego nikt nawet by tego nie przypuszczał, bo on przecież wchodził we wszystko bez zawahania. Nie zastanawiał się, nie pokazywał strachu. W ogień by wszedł bez namysłu. Ale bał się znowu zakochać. A teraz też się bał, że jak wrócą do Toronto jako państwo Noriega, to rozpierdolą im za to łby.
Ale odpychał od siebie te myśli, zawsze to robił, strach spychając gdzieś na szary koniec, ale to nie znaczy, że go nie było. Chociaż... faktem jest, że on po Medellin już był kurewsko pewny, już nie chciał nic innego na świecie,
tylko ją. Ale wchodził w to wtedy ze strachem, z obawą, z obietnicą, że zadba o jej serce...
Nie wiedzą przecież, czy on też zadba o to jego.
Dopiero rozmowa o tajemniczych pokojach sprawiła, że Pilar pierwsza się tym zainteresowała. A Madox znowu zawiesił spojrzenie na Selenie, która wykonywała kolejną pozycję i kręciła się na rurze podciągając na samych rękach.
-
Jak dla dzieci to jakieś gówno... - oczywiście, że Madox już się rozparł na kanapie, bo co to miało być. Ale Selena zaraz strzeliła oczami w sufit.
-
Dla dużych dzieci, które lubią się bawić... - dodała jeszcze o tym kompletnie odklejonym, nowym, kurewsko sensualnym doświadczeniu. I chociaż Pilar się zainteresowała, to jej mąż był jeszcze sceptycznie nastawiony, jakby oni takich doświadczeń mieli w swoim życiu mało. Ale zanim on zdążył coś powiedzieć, to Selena zeskoczyła z rury lądując z gracją na tych niebotycznie wysokich obcasach, że aż Noriega był pod wrażeniem, zresztą zaraz krzyczała, że ich dwójka jest chętna
do Krainy Czarów. Madox jeszcze nie wiedział, czy jest chętny, jeszcze spojrzał na swoją żonę, a potem na laskę, która już lądowała przed nimi na kolanach z tymi piksami umieszczonymi na swoich piersiach.
-
Jak nie będzie zbyt czarodziejsko, to dam wam na google jedną gwiazdkę - rzucił jeszcze zerkając na Selenę, która znowu wywróciła oczami mówiąc coś, że
nie pożałują. Noriega jeszcze wbił spojrzenie w piękne, ciemne oczy swojej żony. Czy oni kiedykolwiek się wahali? Zastanawiali?
Czy brali wszystko, co dawał im los? I wyciskali to do cna?
No właśnie...
-
Espero que no nos arrepintamos de esto -
mam nadzieję, że nie będziemy tego żałować, mruknął Madox, bo on był chyba odrobinę nie w humorze, biorąc pod uwagę to, że znowu się nakręcił na swoją żonę, ach to pierdolone napięcie...
Jeśli w tym pokoju go nie rozładują, to chyba go popierdoli.
Zanim Pilar sięgnęła do tabletki, to Madox jeszcze oparł wytatuowane palce na jej szyi przyciągając ją do siebie. Kradnąc z jej ust jeszcze jeden pocałunek. Krótki, ale dziki. A potem językiem, na którym jeszcze miał jej smak przesunął po jasnej skórze blondynki zabierając z jej piersi tabletkę, którą ładnie umieścił na dziąśle. A kiedy Pani Noriega też to zrobiła, to blondynka się zerwała i złapała ich za ręce.
-
Od czego zaczniecie? Chyba od czerwonego, nie? - zapytała odwracając się do nich -
może tam kogoś poznacie... Czerwony to pokój wspólny - nawijała zaciskając jasne palce na ich rękach -
chyba, że chcecie żebym ja z wami poszła? Na przełamanie lodów, mam na imię Britney - zaśmiała się kiedy już stali przed czerwonymi drzwiami, palce zacisnęła na pasku Madoxa, a zaraz drugą dłonią musnęła policzek Pilar. Przysunęła się do niej i szepnęła jej na ucho -
podobacie mi się... A ja wam? - smukłymi jasnymi palcami przesunęła po swoim brzuchu, na sterczące piersi., na których je zacisnęła. Wbiła w nich niebieskie spojrzenie. Blondynka była ładna, filigranowa, miała jasną karnację i długie włosy, a do tego te niebieskie oczy.
-
Może być - rzucił Madox, a jego czarne już oczy przesunęły się po jej sylwetce, chociaż zaraz skierował je na Pilar. Były tak różne, jak ogień i lód.
Ale Noriega to jednak zdecydowanie wolał się sparzyć, więc już tę decyzję musiała podjąć jego żona. Blondynka za to otwierała już przed nimi czerwone drzwi...
Pokój był w tym samym kolorze, tylko zaraz okazało się, że jest tam dużo więcej osób, które też trafiły do
Krainy Czarów. Par, które niczym się nie przejmując zrzucały z siebie ciuchy, tancerek pokroju Britney, które wyróżniały się tylko tymi przepaskami na głowach i zabawiały odpowiednio swoich klientów. Może nie był to tłum, ale kilka osób było. Można powiedzieć, że... było w czym wybrać.
¿Qué está pasando en esa habitación roja? ˚.
༘⋆