-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
To, co mówiła ukochana, nie było niczym, czego strażaczka wcześniej nie słyszała, a mimo to jej żołądek zrobił salto w tył i zatańczył kankana. Już miała pochylić się bliżej, żeby połączyć ich usta w słodkim pocałunku, ale nie zdążyła. Finch niespodziewanie się wyprostowała, przypominając sobie o obecności małolatów. Bez sensu! Na bank nie dało się ich bardziej zgorszyć!
— Aha, czyli mam jej gadać, że jest ładna? — zapytał Jack, wyraźnie nieprzekonany do takich czułostek. — Nie mogę jej po prostu powiedzieć, że ma fajną dupę? — zarechotał, a koledzy natychmiast mu zawtórowali, jak na bandę nastoletnich neandertalczyków przystało.
— Możesz — wtrąciła Darling, bo w gruncie rzeczy to też był komplement. — Ale większe wrażenie zrobi, jeśli powiesz jej, że ma najładniejsze oczy. Takie, które na co dzień są zielone, ale w słońcu nabierają intensywnego, szmaragdowego odcienia — dorzuciła z uśmiechem. Jack nie wyglądał na szczególnie poruszonego tą radą. Za to jego koleżanki owszem. Jedna spojrzała na drugą i obie zgodnie pokiwały głowami, najwyraźniej zachwycone taką wizją. I wcześniejszymi słowami April również. Bo kto nie chciałby być pierwszą osobą, do której zwróci się w pierwszej kolejności, kiedy w twoim życiu wydarzy się coś przezabawnego?
Zjedli, dopili piwa i ruszyli do sklepu, który znajdował się po drugiej stronie jeziora. Trzeba było je obejść. A jak obejdą jezioro, to jezioro będzie przez nie... no właśnie, co? Okrążone? Ach, te niezbadane zagadki z internetu! Teddy splotła palce z palcami narzeczonej i pogładziła kciukiem wierzch jej dłoni.
— Z tobą to nawet i setka — zażartowała, bo setkę, to one co najwyżej mogły kupić sobie w spożywczym na przeciwległym brzegu. — Nie no, nie mamy tyle miejsca w lofcie — zreflektowała się, bo gdzie one by te dzieciory pomieściły? W planach miały piękny dom z wielkim ogrodem, ale trochę potrwa, zanim faktycznie dojdzie to do skutku. Zresztą, o czym tu była mowa? Dzieci tak bez ślubu? To się nie godzi!
Na otwartej przestrzeni żar lał się z nieba i Darling zaczęła żałować, że zostawiły swoje rzeczy na pomoście. Niewiele brakowało, żeby spiekły się na raczka, a i tak będzie to widoczne dopiero jak wrócą do namiotu.
— A może jednak po dwa piwa na głowę? — odezwał się rudzielec, gdy już doczłapali się do sklepu. Młokosy coraz bardziej zaczęły nadwyrężać ich życzliwość i dobre serca. — Oj, no co wam szkodzi? Mamy hajs! — dodał natychmiast i popatrzył po kolegach, którzy jak na zawołanie zaczęli wyciągać z kieszeni i nerek swoje oszczędności. Strasznie durni byli, jeśli naprawdę uważali, że chodzi tutaj tylko o pieniądze.
pojawi się i ta, do której będę mówić darling
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jesteście wszyscy za ciency w portkach, żeby takie komplementy robiły wrażenie na kimkolwiek innym poza waszymi kolegami. Daleka droga przed wami, żeby dziewczyny pozwoliły wam się do siebie odzywać w taki sposób — dopowiedziała jeszcze, co nieco uraziło ich męskie dumy. Przynajmniej ich koleżanki były zadowolone. Podobały im się komplementy, które narzeczone prawiły sobie nawzajem i z chęcią czerpały z mądrości, którymi dzieliły się starsze od nich kobiety. Dobrze wiedzieć, że nie miały kompletnego siana w głowie!
— A wy nie usprawiedliwiajcie ich wiekiem. Nigdy nie są za młodzi, żeby się postarać — zwróciła się jeszcze do nastolatek, które pokiwały głowami ze zrozumieniem. April miała nadzieję, że wezmą sobie te rady do serc w jakimkolwiek stopniu. Ona sama nie była zbyt mądra w ich wieku i wymagała od świata zdecydowanie zbyt mało, ciesząc się rzeczami, na które pewnie nawet nie powinna sobie pozwalać. Szczerze wierzyła, że obecne pokolenie ma dużo większe możliwości i zasoby wiedzy, z których może czerpać i stawiać na ich podstawie jasne granice. Nie można opierać się przecież ciągle na utartych lata temu schematach, bo obecny świat, a ten, w którym wychowały się nasze prababcie, nie ma ze sobą aż tak dużo wspólnego.
Same też na pewno wyciągną z tego spotkania jakieś lekcje. Skoro marzyły im się dzieci, trzeba było trenować! Te ich na pewno będą dużo mądrzejsze niż ta banda, ale też będą miały trudne momenty i trzeba będzie coś na nie poradzić. Zaśmiała się, słysząc propozycję o setce. To dopiero byłoby wyzwanie!
— I możemy mieć problem ze spamiętaniem imion, a nie chcę być jak ciotka Sabrina — zauważyła rezolutnie. Ciotka potrafiła mylić imiona własnych dzieci, jak i wszystkich innych w rodzinie. cud, że przynajmniej wiedziała, które faktycznie są jej, a które cudze i nie mieszała się, zgarniając je do domu. No dobra, może raz się zdarzyło, że wpakowała małe April i Kirę do samochodu, będąc święcie przekonaną, że to jej córki. To nic, że tamte były o kilka lat starsze! Każdemu może się chyba zdarzyć, nie? Abigail i Paul nie byli tego samego zdania i zrobili potem straszną aferę. Ciekawe, gdzie wtedy była środkowa siostra zapomniana przez wszystkich bogów.
— No jasne i może do tego jeszcze jakąś flaszkę? — zaproponowała radośnie April, kiedy dotarli już pod sklep. Blondyn się ożywił, święcie przekonany, że trafiła im się kura znosząca złote jajka, ale sceptyczne spojrzenie Finch szybko sprowadziło go na ziemię. Nie było na to najmniejszych szans, nawet ona nie była tak nierozsądna! Kwestię zakupów należało załatwić szybko. Każdemu należała się jedna butelka porządnego piwa i ani łyczka więcej. Jeżeli tak bardzo im zależało, to musieli się postarać pokombinować z kimś innym. Wręczyły im reklamówkę z zakupami, a kiedy próbowali im wcisnąć pieniądze, April tylko machnęła ręką, twierdząc, że i tak nie ma w tym momencie, gdzie schować tych drobiniaków. Uradowane nastolatki pomknęły z powrotem w stronę obozowiska.
— Zrobiłyśmy chyba dobry uczynek, co? Pokazałyśmy, że życie łączy się ze sromotnymi porażkami, dałyśmy mądre rady i nieco ich rozpiliśmy. Będziemy perfekcyjnymi matkami. — Ujęła twarz narzeczonej w dłonie i przyciągnęła do siebie, by skraść jej całusa. Szło im lepiej niż w Simsach, bo nikt się nie obsrał ani nie dostał depresji. Przynajmniej chwilowo.
— Musimy jeszcze wygrać z wiewiórkami, a potem znaleźć jakieś zajebiste kije i dzień będzie można uznać za udany. — Ruszyły z powrotem w stronę swojego namiotu, a Finch po drodze rozglądała się za porządnym badylem. Być w lesie i nie znaleźć jakiegoś super patyka byłoby kompletnie bezsensowne. Tu nie chodziło oczywiście o rozmiar, a jakość.
Odpowiedzialność? Ha! A co to jest właściwie, Że narzucacie prawa mi?
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeśli wychowanie dzieci wiązało się z kupowaniem nieletnim alkoholu, to faktycznie nabrały niezłej wprawy! Jak tak dalej pójdzie, będą mieć pod swoim dachem bandę z zadatkami na młodocianych alkoholików. Skąd one potem wezmą pieniądze na odwyk w specjalistycznych ośrodkach? Chyba nie z pensji Teddy.
— Jesteśmy stare. Na bank będą nam się mylić ich imiona — przypomniała, bo jeszcze chwilę temu zostały uznane za czterdziestolatki. Jak ich dzieci będą w wieku tych tutaj, to one będą pewnie grubo po sześćdziesiątce. Wtedy to już Alzheimer po całości. — Trzeba nadać im takie imiona, które będą nam się z czymś kojarzyć. Na przykład Quint. Albo Tanker — wymieniła nazwę wielozadaniowego wozu strażackiego i cysterny, która była przeznaczona do przewożenia dużej ilości wody. O tym Darling na pewno nigdy nie zapomni! Finch dorzuci jeszcze coś z marketingowego słownika i ich pociechy skończą z imionami rodem z rodziny Elona Muska.
Każdy miał w rodzinie ciotkę albo babkę, która myliła imiona, ale Sabrina, o której wspomniała narzeczona, to był jakiś fenomen. Nie dość, że myliła Finchówny ze swoimi dziećmi, to jeszcze nie pamiętała, że były trzy siostry, a nie dwie. Biedna była ta środkowa. Na sto procent cierpiała na syndrom średniaka. Była totalnie niewidzialna. Może dlatego, że nie istniała.
April miała zdecydowanie zbyt szczodre serce. Co prawda nie kupiła nastolatkom litra wódy, ale te pieniądze, to mogła od nich jednak wziąć. Już zapomniała, że im się nie przelewało? To znaczy, Teddy się nie przelewało, ale zanim zdążył się odezwać, gówniarze już pomknęli do obozu, szczerze zachwyceni faktem, że nie tylko kupiono im alkohol, ale dodatkowo na tym zaoszczędzili. Żyć nie umierać!
— Nie jestem pewna, czy za to rozpijanie nie pójdziemy do piekła, ale z tobą mogę iść nawet do takiego Płonącego z Diablo — stwierdziła, odwzajemniając pocałunek. Oby tylko gołowąsy niczego nie nawywijały, bo wtedy to one będą mieć kłopoty.
Wracając do namiotu zahaczyły jeszcze po drodze o pomost, żeby zabrać porzucone tam rzeczy. Na szczęście nic im nie zginęło, ale komu byłaby potrzebna paczka krakersów i majtki? W sumie na bieliznę na pewno pokusiłby się jakieś świr, zwyroli przecież na tym świecie nie brakowało.
— I tak musimy poszukać jakichś kijów. Na czymś trzeba później upiec kiełbaski — przypomniała, kiedy Finch rozglądała się po drodze za badylem. Większość nie nadawała się nad ognisko, bo były zbyt wywinięte albo za bardzo giętkie, ale im bliżej obozowiska, tym wybór robił się coraz większy. A może powinny poważnie zastanowić się nad adopcją psiaka? Zwierzak na pewno będzie znosił do domu całe multum patyków! Ale to w przyszłości, na razie ciągle miały na głowie Liarę. No właśnie, Liara!
— Emma nie odzywała się w sprawie kota? — zagadnęła niby ot tak, ale chciała podpytać, czy może Burnett udało się w końcu skontaktować z właścicielem mieszkania. Dalej uważała, że trwa to strasznie długo!
są wakacje, kochani, bez spiny, luźno
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie mam pojęcia, o czym mówisz, ale jasne, czemu nie! Możemy też nazwać je po prostu numerami, tak będzie w ogóle najprościej — zaproponowała, zainspirowana pewnie seansami doktora Housea sprzed lat. U niego sprawdziło się to przecież całkiem nieźle. Było bardzo bezduszne i wyjątkowo paskudne, ale to tylko szczegół. One przecież nie traktowałyby źle swoich pociech! Chociaż przy setce to cholera wie. Człowiek może się starać, a i tak nie da rady ich wszystkich ogarnąć i każdemu dać tyle miłości, na ile zasługiwał. Może jednak powinny pozostać przy trójce albo dwójce? Na tyle energii przecież miały i nie musiałyby niczego kombinować z imionami, a już szczególnie, jeśli jednak zdecydowałyby się na adopcję, a nie ciążę. Zmienianie imienia żyjącemu już człowiekowi nie było przecież takie proste, a już szczególnie nie na jakieś kretyńskie wedle własnego uznana. Może coś takiego przeszłoby w Stanach? Na bank! Powinny załatwić sobie dzieci za granicą i po prostu tu z nimi przyjechać.
Trudno powiedzieć, czy akurat za to czekało je piekło. Na pewno nagrzeszyły w życiu wystarczająco, by trafić tam tak czy siak. Kupowanie piwa nastolatkom na pewno nie było na szczycie listy przewinień April. Może to była najgorsza rzecz, jaką Teddy zrobiła w życiu? Cóż, to wtedy będą musiały pogodzić się z myślą, że trafią do całkowicie innych kręgów. Oby mogły wysyłać sobie ze swoich chociaż pocztówki.
— Ale takie na kiełbaski muszą być po prostu długie i proste, a mi chodzi o takie... no wiesz. — Rozejrzała się raz jeszcze, chcąc po prostu wyjaśnić jej to na jakimś przykładzie. O dziwo dość szybko dostrzegła odpowiedni badyl. Wyciągnęła go spomiędzy krzaków, nie spodziewając się, że okaże się jeszcze fajniejszy niż zakładała. Był dość długi i niezbyt gruby, a z jednej strony odstawał od niego mniejszy, lekko zawinięty kijek, przez co całość wyglądała trochę jak szpada albo kordelas. Uniosła badyl dumnie nad głowę, chcąc, by narzeczona mogła mu się jak najlepiej przyjrzeć.
Odłożyła kijek obok namiotu w bezpieczne miejsce, bo szkoda byłoby go zgubić. Sięgnęła do ich rzeczy i nasunęła na siebie krótkie spodenki i koszulkę, żeby jednak nie świecić skórą przez cały czas. Dopiero wtedy sięgnęła po telefon, by obejrzeć wiadomości wysłane przez Emmę.
— Nic konkretnego, ale pewnie nie chciała przeszkadzać. — Obróciła telefon w stronę narzeczonej, pokazując jej zdjęcie Liary, na którym spała na kanapie u Emmy zwinięta w kłębek. Wyglądała przy tym wyjątkowo uroczo.
— Pogadam z nią jutro, okej? Wszystko przecież kumam, sprawa się przeciągnęła bardziej niż podejrzewałam. Podwieziemy jej po prostu po powrocie rzeczy i będzie ogarnięte, dobra? — Wzruszyła ramionami bez większego entuzjazmu. Nie chciała udawać, że cieszy się, że będą musiały pozbyć się kotki, którą zdążyła tak polubić. Skoro jednak wydała już pieniądze na akcesoria, to szkoda, żeby się u nich kurzyły i zajmowały miejsce. Burnett czy jakikolwiek inny właściciel na pewno się ucieszą z takiej wyprawki.
Piwo i grill wiem też to lubię, za te ciepłe dni oddałbym ostatnią stówę
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Albo kolorami. Ale czy jest aż sto kolorów? — zamyśliła się na moment. Aż tyle, to na pewno nie było, nie ma szans! Ona sama znała może pięć podstawowych. To zdecydowanie za mało na setkę dzieci. No i głupio tak nazwać kolorem żółtym Azjatkę, a czarnym jakiegoś chłopca z Zimbabwe. Niech te dzieci, które zdecydują się zaadoptować mają już imiona i będzie z bani. Byle ładne! Nie no, tak naprawdę nie miało to żadnego znaczenia, przecież i tak będą je kochać, jak na fantastyczne matki przystało!
Teddy była lesbijką. To wystarczyło, żeby trafić do piekła za takie karkołomne przewinienie. Dla takich, jak one, nie było miejsca w raju. Całe szczęście, że miały już swój własny na ziemi i na razie nigdzie się nie wybierały. O to, gdzie trafiła po śmierci, pomartwią się kiedy indziej. W zasadzie Darling nie miała bladego pojęcia, co trzeba zrobić, żeby zasłużyć sobie na miejsce w niebie. Jej rodzina nie była religijna, więc o tych farmazonach wiedziała tyle, co nic. Czyli niewiele. Wydawało jej się, że była dobrym człowiekiem. Nikogo nie skrzywdziła, nie zabiła i nie zgwałciła. Mało tego, ratowała na co dzień ludzkie życia, więc może zasłużyła sobie na jakiś szczebelek, który przybliżał ją do królestwa niebieskiego. Tylko wiadoma sprawa, że ona bez April to nigdzie nie idzie!
— Niezły patyk — pokiwała z aprobatą głową. Mogą sobie go oprawić i powiesić na ścianie. Inni wieszali poroża, maski afrykańskie, a nawet dywany. One mogły mieć kijek. Teddy znajdzie mu jakieś honorowe miejsce w salonie. — Wraca z nami do Toronto — dodała, co pewnie dla Finch było oczywiste od samego początku, ale przecież strażaczka lubiła ją o wszystkim zapewniać.
Spojrzała na zdjęcie Liary, nieświadomie uśmiechając pod nosem. Złapała się na tym dopiero po chwili, więc odchrząknęła i naciągnęła na siebie szeroki t-shirt. Nie mogła dać po sobie poznać, że kotka aż tak ją rozczulała! Przysiadła na pieńku przy namiocie i sięgnęła po jakiś badyl, który było o wiele mniej atrakcyjny niż ten, który znalazła narzeczona, więc ten zostanie w lesie nad jeziorem Simcoe, wśród swoich patykowatych braci. Wysłuchała tego, co miała do powiedzenia April. Wszystko miało sens, do ich powrotu Emma na stówę zdoła ustalić z landlordem wszystkie szczegóły, a im pozostanie podrzucić im wszystkie rzeczy, które Finch zakupiła dla zwierzaka. A trochę tego było.
— W sumie to tak sobie myślałam... — zaczęła, dalej ryjąc gałęzią dziurę w ziemi. — A może zostanie u nas? No wiesz, tak na zawsze. Nie sprawia żadnych kłopotów i chyba nas polubiła. Chciałabyś? — zerknęła niepewnie na narzeczoną. Niby decyzja zapadła już dawno, ale tylko krowa nie zmienia zdania, prawda? A Królowej Theodory Apreddy LXIX z nimi nie było, więc nie miała zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii.
mówiłem nie chcę
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— O ile nam się do jutra nie znudzi — zawyrokowała względem patyka. Wiadomo, że był superowy, ale była chyba trochę za stara, by tak długo jarać się jakimś badylem. A może wcale nie? Nawet nie pamiętała, kiedy ostatnio znalazła jakiegoś fajnego kijaszka. Może mają w jej sercu szczególne miejsce i nawet nie zdawała sobie z tego sprawy? Tylko co ona by z nim zrobiła w domu? Sam fakt, że miała takie przemyślenia, podpowiadał, że mogła być na to za stara. Za dzieciaka człowiek nie kłopotał sobie głowy odpowiedziami na takie wątpliwości, po prostu nie chciał się rozstawać z badylem i tyle.
Słuchała uważnie tego, co narzeczona miała do powiedzenia w kwestii Liary. Była nieco zaskoczona. Zauważyła oczywiście, że Teddy polubiła kotkę bardziej niż chciałaby przyznać, ale nie zakładała, że to jakieś dziwne. Zwierzak był uroczy, jak tu się w nim nie zakochać? A przecież strażaczka miała dość miękkie serce, więc nic dziwnego, że Liara owinęła ją sobie wokół pazura. Wciąż jednak to Teddy była tą rozsądniejszą i raczej nie dawała się mamić takim prostym przyjemnością. Finch nie była pewna, czy teraz to ona powinna przejąć pałeczkę bycia odpowiedzialną czy o co chodzi.
— Byłoby super, ale... no sama już nie wiem. Mówiłaś, że nie damy rady ot tak dostosować naszego mieszkania i że jednak nie chcesz jej skazywać na samotne siedzenie w domu, kiedy akurat nas obu nie ma. — Usiadła obok ukochanej, uśmiechając się do niej ciepło. Doceniała ten pomysł, ale chciała, by wszyscy pozostali w zgodzie z samymi sobą. Nawet Liara!
— Nie musisz dla mnie naginać swoich zasad, jeśli tego nie chcesz, wiesz o tym? Chcę żebyś się czuła w naszym życiu całkowicie swobodnie, Księżniczko — zapewniła, zaczesując jej włosy za ucho. Skorzystała też z okazji, że odsłoniła nieco twarz narzeczonej i złożyła pocałunek na smagniętym slońcem policzku.
lato wszędzie. Zwariowało, oszalało moje serce.
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Och — wyrwało jej się, kiedy Finch stwierdziła, że patyk mógłby szybko się znudzić. No trudno, najwyżej go nie wezmą. Teddy akurat lubiła takie drobiazgi. Może sam wyjazd nie był najbardziej ekscytującą przygodą na świecie, ale miło byłoby przywieźć z niego jakąś pamiątkę inną niż ślady po ugryzieniach komarów. Gdzieś w szafie trzymała całe pudło takich małych skarbów - od muszelek po kamyki znalezione podczas różnych wyjazdów. Kijek może nie zmieściłby się do kartonu, ale spokojnie mógłby do nich dołączyć. Ale skoro narzeczona już wyraziła swoje zdanie, Darling nie zamierzała się upierać. Kiedyś zabierze ją w miejsce, z którego będzie mogła przywieźć sobie coś naprawdę wyjątkowego. Biżuterię, ubrania i wszystko, czego tylko zapragnie.
Od samego początku była przekonana, że Liara zostanie z nimi na stałe. Niby April nie naciskała, ale Teddy doskonale widziała, jak bardzo zależało jej na tym kocie. Faktycznie, loft nie był idealnie przystosowany do przyjęcia zwierzaka, ale nie było to nic, czego nie dałoby się jakoś rozwiązać. W końcu pan Darling mógłby wkroczyć do akcji ze swoimi bajeranckimi narzędziami i pomóc przygotować kilka udogodnień. A i sama strażaczka bez problemu zajęłaby się zamontowaniem siatek w oknach. No, może przy asekuracji Jetta, żeby przypadkiem nie wyleciała przez okno na czwartym piętrze.
— Pamiętam, co mówiłam — zapewniła, bo mimo starczego wieku, który wcześniej przypisali jej nastolatkowie, jej hipokamp wciąż działał całkiem sprawnie. Czyli ta część mózgu odpowiedzialna za przekształcanie informacji z pamięci krótkotrwałej w długotrwałą. No nieważne. — Ale w ciągu tych ostatnich dni zauważyłam, że bardzo się z nią zżyłaś, więc pomyślałam, że jakoś uda nam się znaleźć trochę miejsca. I czasu. Wiele razy powtarzałaś, że koty nie są tak wymagające jak psy. Nie trzeba wyprowadzać ich na spacery i w ogóle. No i nie zawsze będzie sama, bo czasami pracujesz z domu — zaznaczyła, bo to akurat była dość istotna kwestia. Co innego, gdyby obie miały akurat czterdziestoośmiogodzinne dyżury, po których jedynym marzeniem był sen. Wtedy istniałoby spore prawdopodobieństwo, że Teddy przypominałaby sobie o kocie dopiero w momencie, kiedy ten wlazłby jej na głowę, upominając się o żarcie i odrobinę uwagi.
Teraz sama już nie wiedziała, czy postępowała właściwie. Chciała sprawić narzeczonej radość, jednocześnie nie robiąc niczego wbrew sobie. Ale April wcale nie wyglądała na szczególnie zachwyconą jej propozycją. Teddy momentalnie posmutniała i cicho westchnęła pod wpływem delikatnego muśnięcia policzka.
— Niczego nie naginam — zastrzegła od razu. Gdyby naprawdę tego nie chciała, zamknęłaby temat raz na zawsze i już nigdy do niego nie wracała. Tymczasem zależało jej, żeby April zobaczyła, że jest otwarta na dialog i że w całej sytuacji dostrzega więcej plusów niż minusów. Może chciała też trochę między wierszami pokazać, że Liara zdążyła już zaskarbić również jej sympatię. — Po prostu próbuję ci powiedzieć, że jeśli o mnie chodzi, to nie mam nic przeciwko i może u nas zostać — wzruszyła lekko ramionami. Ton miała zwyczajny, ale nie potrafiła ukryć lekkiego rozczarowania. Liczyła chyba na odrobinę więcej entuzjazmu ze strony partnerki.
damn, you're so pretty, kitty, tell me what you wish. tokio, może new york city? nie lubię lotów, ale przy tobie to nic
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się, całkowicie zgadzając się, że zdążyła zżyć się z Liarą. Bardzo starała się, żeby do tego nie doszło... nie, chwila. Wmawiała sobie, że bardzo się stara, bo tak naprawdę to nie włożyła w to odpowiednio dużo wysiłku, biorąc pod uwagę, że była w niej zakochana już pierwszej nocy. Wtedy można było to jeszcze zrzucić na alkohol, ale co z każdym kolejnym porankiem, gdy stawiała przed nią miseczkę z żarciem z szerokim uśmiechem i nie mogła się doczekać, aż po pracy kotka usiądzie jej na kolanach i razem będą oglądać TikToka? No właśnie. Nie powinna oczywiście się przywiązywać, bo z tyłu głowy cały czas miała myśl, że będą musiały się kotki pozbyć, bo przecież taki był plan od początku. Zdawała sobie sprawę, że gdyby tylko się postarała, to namówiłaby Teddy na przygarnięcie kotki, ale nie chciała jej do niczego zmuszać. Naprawdę potrafiła się pohamować w tym domaganiu się rozpieszczania i księżniczkowania, a żywe zwierzę było tym krokiem postawionym za daleko. Ceniła je przecież na tyle, że odstawiła mięso. Kot nie był w żadnym wypadku zabawką ani dodatkiem do wystroju, był totalnie poważną sprawą, do której nie wolno podchodzić ze standardową dla April głupotą. Musiała zachować zdrowy rozsądek, by narzeczona nie miała jej za złe, że została zmanipulowana. W tym momencie jednak na taką nie brzmiała.
— No jasne, że się zżyłam. Jestem przecież miękką fają — prychnęła rozbawiona własnymi słabościami. Musiałyby trafić na prawdziwą bestię z piekła rodem, żeby nie zdążyła jej polubić w takim czasie, a przecież Liara była prawdziwym aniołeczkiem z ogonem. No dobra, bywała jeszcze czasami zbyt nerwowa i potrzebowała trochę czasu, by w pełni się do nich przyzwyczaić, otworzyć i przestać drapać fotele, ale to wszystko były rzeczy, które da się wypracować.
Finch ściągnęła brwi, obserwując narzeczoną z uwagą. Zauważyła, że trochę przygasła, co nieco ją zaskoczyło, bo była pewna, że będzie zadowolona z rozsądku,. którym próbowała wykazać się April. Wciąż jednak wszystko opierała wyłącznie na sympatiach Finch, a tak przecież też to nie może wyglądać.
— Czyli mówisz, że tylko ja ją tak polubiłam i zdążyłam się zżyć, a ty po prostu nie masz nic przeciwko? — zapytała, żeby się upewnić. Przysunęła się nawet, by móc jeszcze uważniej obserwować jej mimikę i wszelkie próby kombinowania. Musiały podchodzić do tego choć z trochę podobną dozą miłości, bo inaczej to po prostu nie będzie sprawiedliwe. Podobnie jak z ich przyszłymi dziećmi! Przydałoby się, żeby obie czuły do nich chociażby sympatię, a najlepiej to miłość. Jak któreś będzie za bardzo wkurwiać jedną z nich, to trzeba będzie je wymienić albo coś.
Westchnąłem do ciebie Tak jak się wzdycha
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Lepiej jednak, żeby pozostały przy badylu i kotce, która być może już wkrótce dołączy do ich rodziny. O ile oczywiście dojdą do jakiegoś sensownego porozumienia. Darling po prostu potrzebowała czasu, żeby poukładać sobie wszystko w głowie i oswoić się z myślą, że Liara zdążyła wywalczyć sobie własne miejsce w jej sercu. Na początku zapierała się rękami i nogami, ale z każdym kolejnym dniem coraz bardziej przyzwyczajała się do jej obecności. Do cichego tupotu łapek, do sierści znajdującej się w najmniej spodziewanych miejscach i do tego, że kotka towarzyszyła im w codziennym życiu, jakby od zawsze tam należała. April nie miała z tym właściwie nic wspólnego. A przynajmniej nie bezpośrednio. Teddy była jej nawet wdzięczna za to, że ani razu nie próbowała wywierać na nią presji. Obie doskonale wiedziały, jak ogromną słabość do niej miała i jak trudno przychodziło jej odmawianie ukochanej. Gdyby Finch postanowiła to wykorzystać, pewnie jeszcze tego samego wieczoru, kiedy ściągnęły Liarę z wału przeciwpowodziowego, wróciłyby do domu z decyzją, że kot zostaje z nimi na wieczność. Na szczęście niczego na niej nie wymuszała. Po prostu cierpliwie czekała, aż Teddy sama dojdzie do tego samego wniosku. Już i tak pogodziła się z faktem, że tapicerka kanapy została potraktowana pazurami, bo to oczywiste, że była o wiele lepsza do rozładowania stresu niż jakiś tam durny drapak.
— O rany, April. Dobrze wiesz, że też ją polubiłam — wypaliła w końcu, nie wytrzymując tego uważnego spojrzenia narzeczonej. Ukrywanie przed Finch własnych emocji graniczyło z cudem. Zresztą trudno było się temu dziwić - znały się przez połowę życia. — Naprawdę muszę mówić to na głos? Nie mogę chociaż poudawać, że jestem niewzruszona na jej mruczenie? — wywróciła oczami, usiłując zgrywać twardzielkę. To jednak kompletnie jej nie wychodziło. Każdy, kto znał Darling choć trochę, wiedział, że miała ogromne serce, które dawało się rozmiękczyć z prędkością światła.
Zamilkła, wciąż obracając gałąź w dłoniach. Przez chwilę bawiła się nią bezmyślnie, aż w końcu odrzuciła ją na bok i przekręciła się tak, żeby móc spojrzeć narzeczonej prosto w oczy.
— Chciałabym, żeby z nami została — wyznała w końcu, rezygnując z udawania, że w gruncie rzeczy jest jej wszystko jedno. — Lubię ją. Sama do mnie przychodzi i się łasi. Zupełnie jak ty — uśmiechnęła się szeroko. Na samą tę myśl zrobiło jej się jakoś cieplej. Była naprawdę zadowolona, że Liara nie tylko ją tolerowała, ale najwyraźniej zwyczajnie obdarzyła sympatią. Miło było wiedzieć, że kotka nie planuje nocami przegryzać jej tętnic ani próbować pozbyć się jej z mieszkania. Choć, znając koty, pewnie od czasu do czasu taki plan przechodził jej przez łeb.
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaśmiała się, słysząc, że strażaczka naprawdę zdążyła polubić kotkę. To akurat bardzo dobrze! Świadczyło to o tym, że Finch nie miała jakichś zwidów i nadal bardzo dobrze rozumiała ukochaną, co było plusem. Bardzo dobrze świadczyło to też o samej Teddy, bo gdyby nie poczuła sympatii względem takiego słodziaka, jakim była Liara, to April uznałaby ją za jakąś nienormalną i dopiero byłby problem.
— Oczywiście, że musisz. Jej też powinnaś to powiedzieć — zwróciła jej uwagę. Do relacji trzeba było podchodzić uczciwie – również takiej ze zwierzęciem. Darling wprawdzie wyśmiała pomysł otwierania się przed Liarą, na który Finch wpadła po pijaku, ale może z czasem przekona się do rozmów z kociakiem? April lubiła robić to już teraz, ale to akurat nie było dziwne, bo potrafiła zatracić się w takich monologach nawet z obcymi zwierzętami spotkanymi na ulicy, a co dopiero z takim słodziakiem, który z nimi mieszkał.
Popchnęła ją ostrożnie, żeby przysiadła tyłkiem na trawie i wpakowała się jej na kolana. Zarzuciła ręce na szyję ukochanej, z szerokim uśmiechem wysłuchując, jak przyznaje się do tego, że faktycznie chciałaby zaadoptować bohatersko uratowaną kotkę. Ta wersja podobała jej się dużo bardziej niż takie zwyczajne zgodzenie się na wymysły z durnego łba April.
— Faktycznie obie jesteśmy wyjątkowo urocze i mięciutkie — przyznała z dumą. Nie była może tak samo owłosiona jak Liara, ale też dbała o swoje futerko. Znaczy się włosy. Nie po to wydawała tyle pieniędzy na fryzjerów i jakieś dziwaczne odżywki, żeby potem nie były rozkoszne do głaskania ich! Przysunęła się do narzeczonej i musnęła jej wargi swoimi. Z początku zrobiła to bardzo delikatnie, ale każdy kolejny dotyk zyskiwał nieco na intensywności, aż zamienił się w słodki i czuły pocałunek.
— Skoro tak mówisz, to jasne, że chciałabym, żeby z nami została. Po prostu bałam się, że godzisz się wyłącznie ze względu na mnie, a chcę, żebyśmy opierały się na partnerstwie i kompromisach, a nie ciągłym uleganiu swoim zachciankom — wyjaśniła, odsuwając się na tyle, by móc spojrzeć jej w oczy. Wyraźnie od razu zrobiła się weselsza. Marzyła o zwierzaku od dawna, tylko ciągle nie było ku temu okazji, a tu proszę! Pojawił się jeden całkowicie niespodziewanie i to w jakich dramatycznych okolicznościach. W głowie Finch cała ta akcja ratunkowa była oczywiście dużo bardziej emocjonująca niż była w rzeczywistości.
— Chcę mieć z tobą kota, psa dzieci i perfekcyjne życie, wiesz? Znaczy to wszystko nie musi wydarzyć się w przeciągu najbliższych dwóch tygodni, ale nawet sobie nie wyobrażasz, jak mnie cieszy, że chcesz tego samego właśnie ze mną. — Aż dziwne, że nad jej głową nie pojawiły się świergoczące ptaszki albo tęcza. Była naprawdę rozanielona tą decyzją, totalnie zachwycona swoją narzeczoną i uradowana wizją ich przyszłości.
Chcę z nią dwójkę dzieci. Mówię to wprost, kiedy na mnie siedzi