-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kochała zwierzęta. Nie do tego stopnia, żeby całkowicie zrezygnować z jedzenia mięsa, ale akurat pod tym względem Liara nie miała się czego obawiać. Pewnego pięknego dnia nie skończy jako potrawka do ryżu albo kaszy. Głównie dlatego, że April nie jadła mięsa, więc Teddy raczej nie zafundowałaby jej takiego obiadu. Poza tym umówmy się - kto chciałby dzielić życie z kimś, kto nie przepada za zwierzętami? To byłby red flag jakich mało.
Popatrzyła jednak na ukochaną z lekkim pobłażaniem, kiedy ta stwierdziła, że powinna otwarcie przyznać się do swojej sympatii względem kotki przed samą zainteresowaną.
— Nie jestem przekonana, czy ona w ogóle to wszystko zrozumie — odparła niepewnie. Ale przecież musiały istnieć jakieś inne, równie skuteczne sposoby na przekazanie jej tego komunikatu, prawda? — Nie wystarczy, jak podrapię ją za uchem i kupię jakieś super smaczki? — podsunęła z pełnym przekonaniem, że dla Liary będzie to najbardziej czytelny dowód tej niepisanej miłości.
Westchnęła cicho, czując usta narzeczonej na swoich. Tak bardzo chciała, żeby April była szczęśliwa. A kiedy widziała jej szczęście, sama stawała się chodzącym kłębkiem szczęścia. Decyzja o adopcji kota dojrzewała w niej przez ostatnie kilka dni. Na początku Teddy była przekonana, że to fatalny pomysł. Że nie poradzą sobie z opieką nad zwierzakiem, skoro obie miały wymagającą pracę, a ich mieszkanie nie było idealnie przystosowane do kociego lokatora. Ale im więcej czasu spędzała z Liarą, tym trudniej było jej trzymać się tego przekonania. Kotka coraz bardziej wpasowywała się w ich codzienność, a Teddy coraz częściej łapała się na tym, że szuka jej wzrokiem albo uśmiecha się pod nosem, kiedy ta przychodziła się do niej łasić. W końcu pojawiła się myśl, której początkowo nawet nie chciała dopuścić do głowy - Liara chyba naprawdę czuła się u nich dobrze i bezpiecznie. A skoro tak, to może one również dadzą sobie radę.
— Uważasz, że ciągle ulegam twoim zachciankom? — zapytała, mrużąc lekko oczy. Ależ durne pytanie! Obie przecież doskonale wiedziały, jak było naprawdę. Teddy miała ogromną słabość do April i czasami wystarczało jedno spojrzenie, żeby zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie powinna jednak przystać na jej pomysł. — Nawet jeśli, to kot jest żywym stworzeniem, więc musiałam się dobrze zastanowić, czy faktycznie możemy pozwolić sobie na przygarnięcie zwierzaka. Trochę to trwało, ale teraz przynajmniej mam pewność, że chcę tego równie mocno co ty — pokiwała głową, jakby samą siebie chciała jeszcze bardziej utwierdzić w tych słowach. Bo właśnie tak było. To nie była decyzja podjęta pod wpływem chwili ani próba zrobienia przyjemności narzeczonej. Liara naprawdę zdążyła znaleźć swoje miejsce w jej sercu. — No i chyba tak miało być, co nie? Uratowałyśmy jej życie, a ona teraz odwdzięcza nam się ciągłym mruczeniem i robieniem za prywatny termofor — dodała z uśmiechem. Może w upalne dni nie było to największe błogosławieństwo, ale podczas okresu? Wtedy taki mały, ciepły koci kaloryfer był wręcz bezcenny!
Wizja wspólnej przyszłości rozlewała się po jej wnętrzu jak gorąca czekolada. Niczego nie pragnęła bardziej niż stworzyć z April rodzinę. To naprawdę piękne, że patrzyły w tym samym kierunku. Zaczną od kota, a potem przyjdzie pora na dzieci. A może nawet na psa? Fajnie byłoby kiedyś mieć dom z dużym ogrodem, w którym znalazłoby się miejsce nie tylko dla nich wszystkich, ale też dla Theodory Apreddy LXIX. Oczywiście sprowadzenie jej z sanktuarium w Vermont pewnie wymagałoby całej masy formalności, logistyki i przekonywania odpowiednich osób, bo raczej nikt nie powie im po prostu, że jasne, mogą sobie wziąć krowę ze sobą. Ale dla chcącego nic trudnego!
— Dzieci? Ale tak bez ślubu? — udała wielce oburzoną, zaczepnie pociągając zębami za dolną wargę ukochanej. — Co ludzie powiedzą? — dopytała, uśmiechając się zaraz przy jej ustach.
czy chcę wiedzieć, że już tylko z tobą zawsze? pamiętać, żeby ci przypomnieć o racie za mazdę?
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oczywiście, że zrozumie i oczywiście, że nie wystarczy. Traktuj ją jak dorosłą — poleciła jej nauczycielskim tonem. Liara zdecydowanie nie była kocięciem, więc należało jej się poważne traktowanie. Muszą ustalić, ile dokładnie miała lat, pójść do weterynarza i w ogóle ogarnąć mnóstwo rzeczy! Czekał je pracowity weekend, ale za to jaki satysfakcjonujący. Cóż, dla kotki na pewno nie będzie taki radosny, bo jaki zwierzak lubi być ciągany po lekarzach? Chyba żaden. Trzeba było jednak sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku, jak tam się ma jej uzębienie i czy w ogóle jest wykastrowana. No i trzeba będzie ją zaczipować, żeby nie zniknęła nagle z ich życia równie gwałtownie, co się w nim pojawiła.
— Nie no, to ty uratowałaś jej życie. Jesteś prawdziwą bohaterką. Szkoda, że nie możesz nosić peleryny, ale może zainwestujemy w taką, co nie jest łatwopalna? Wszyscy muszą wiedzieć, jaka jesteś heroiczna, dzielna, silna i doskonała — odrobinkę z niej żartowała, a odrobinkę komplementowała. Naprawdę była pod wrażeniem jej odwagi i sprawności fizycznej, ale po tym, jak narzeczona zaczęła się domagać peanów na swój temat po tej bohaterskiej akcji, nie mogłaby nie pociągnąć tematu w taki sposób. Niech uzna to za odwet za te kacze nóżki! Nie żeby April była jakaś pamiętliwa, ale przecież wszyscy przyznają, że jej narzeczonej po prostu się należało. Powinna jej zrobić znowu jakąś laurkę z tej okazji, cholera, że też nie wzięła do bagażu akwarelek. Ale to wszystko przez to, że strażaczka ją kilkukrotnie pouczała, że jadą tylko na weekend i to do lasu, więc naprawdę nie musi brać ze sobą połowy zawartości loftu. Gdyby nie te wykręty wielkością bagażnika w motocyklu, na bank wzięłaby ze sobą farbki i teraz mogłaby wyrazić miłość tak, jak należało.
— No dawaj, Teddy. Zostań ze mną lokalnym skandalem, który doprowadzi panią Twocock do zawału — poprosiła mrukliwym tonem, nadal się od niej nie odsuwając. Sąsiadka ledwo co zdążyła je obdarzyć sympatią, a tu nagle miałyby wrócić do punktu wyjścia? No trudno! Dla ukochanej była gotowa na takie poświęcenia. Te pyszne zupy, które raz na jakiś czas oferowała im sąsiadka, nie były dla niej tak istotne, jak narzeczona. Były naprawdę wielką konkurencją, ale no jednak to Darling ostatecznie wygrywała.
— Mogę ci je zrobić choćby zaraz. Najlepiej bliźniaki. — Jedna z dłoni April w jakiś magiczny sposób zniknęła nagle z ramienia Teddy i znalazła się na brzuchu pod materiałem koszulki. Przesunęła po skórze paznokciami, chcąc nieco podrażnić się z narzeczoną. Finch zawsze była tą słabszą z biologii, więc nic dziwnego, że składała jej teraz takie niemoralne propozycje. Wiadomo, że warto było wierzyć w siebie i układać sobie cele, a nie marzenia, jednak zapłodnienie ukochanej może być lekkim przegięciem. Ale weź to takiej przetłumacz. Nie ma szans.
Słodka jak truskawki latem
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zapewnię ją o tym, że ją lubię, jak tylko wrócimy do domu — odparła z uśmiechem, który sam wpełzł jej na twarz. — Kiedy odbierzemy ją od Emmy, powiem jej też, że od tej pory zostaje z nami na stałe. Myślisz, że to skuma?— uniosła brwi, zastanawiając się, czy to w ogóle wystarczy. Pewnie nie zrozumie ani jednego słowa. Ale może i nie będzie musiała. Koty chyba miały jakiś swój szósty zmysł do takich rzeczy. Wystarczy, że przestaną zostawiać ją po ludziach. No chyba że znowu wybiorą się na jakiś krótki wyjazd. Wtedy Liara pewnie uzna, że jednak się jej pozbywają. A później obrazi się na nie na dobre dwa dni, demonstracyjnie omijając je szerokim łukiem i udając, że wcale nie potrzebuje ich czułości. Czyli dokładnie tak, jak przystało na kota.
Klepnęła narzeczoną w ramię, doskonale wiedząc, że ta tylko się z nią droczy.
— Trzeba było mnie zachwalać zaraz po akcji ratunkowej, a nie teraz — mruknęła z udawanym oburzeniem. — Teraz to już sobie możesz te pochwały wsadzić — popchnęła ją lekko w ramię, dając do zrozumienia, żeby sobie poszła i przestała się wymądrzać. Chwilę później sama zaprzeczyła własnym intencjom. Złapała April za materiał koszulki i przyciągnęła ją z powrotem do siebie, zamykając jej usta krótkim, czułym pocałunkiem. — Ale wiesz, że też masz w tym swoje zasługi? — upewniła się, bo przecież gdyby Finch nie dostrzegła kotki, to możliwe, że porwałby ją nurt i nawet nie dowiedziałby się o jej istnieniu.
Pani Twocock chyba zainwestowała w porządne zatyczki do uszu, bo od dłuższego czasu przestała zwracać im uwagę na hałasy dobiegające z mieszkania nad jej głową. I za każdym razem odpowiadała na ich powitania z szerokim uśmiechem! A odkąd pewnego razu przyniosła im garnek zupy, kiedy obie leżały rozłożone chorobą, najwyraźniej uznała, że dokarmianie sąsiadek weszło jej w nawyk. Regularnie wpadała z kolejnymi wegetariańskimi zupami, a przy okazji wciskała im jeszcze domowe ciasta, jakby naprawdę obawiała się, że umrą z głodu. Jak tak dalej pójdzie, Teddy skończy napompowana jak ciotka Marge z Więźnia Azkabanu. Z tą drobną różnicą, że zamiast odfrunąć w przestworza, po prostu pęknie z przejedzenia.
— Bliźniaki? — oderwała się od ust ukochanej, pozwalając jej wsunąć dłoń pod materiał luźnej koszulki. — Dobra. Obowiązkowo dwie dziewczynki — pokiwała głową z pełnym przekonaniem. W sumie powinny zapamiętać ten pomysł na przyszłość, kiedy już naprawdę zdecydują się na adopcję. Wcale nie wydawał się taki głupi! Formalności załatwiłyby za jednym razem, a poza tym dzieci chyba łatwiej dorastały, mając rodzeństwo u swojego boku. Przynajmniej Teddy zawsze tak to sobie wyobrażała. Jako jedynaczka nieraz żałowała, że nie miała brata albo siostry. Jasne, rodzice robili wszystko, żeby nigdy nie czuła się samotna, ale to jednak nie było to samo. Może właśnie dlatego wizja domu pełnego dzieci wydawała jej się tak kusząca. Zwłaszcza jeśli mogła dzielić to wszystko z April!
— Ewentualnie może być parka — dodała po dłuższym namyśle. Aż szkoda, że nie mogły sprawić sobie ich od ręki. Dosłownie. — Tylko gdzie my się wszyscy pomieścimy? — zapytała, przypominając sobie o tym dość istotnym szczególe. W lofcie znajdzie się miejsce dla kota, ale dla bliźniaków nie być wystarczająco dużo miejsca.
chcę mieć z tobą trójkę dzieci, mogę nawet pięć ich mieć
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ona naprawdę nie jest taka głupia. To, że ostatnio zapytała mnie czy ciecierzyca i cieciorka to jest to samo o niczym jeszcze nie świadczy. — Zdecydowanie mówiła o Burnett, a nie Liarze. Skoro śmiały się już dzisiaj z April i Teddy, to Emmie też musiało się oberwać. Nie było jej wprawdzie w zasięgu słuchu, ale na pewno by się nie obraziła. Miała do siebie dystans i poczucie humoru, które zgrywało się z tym April. W życiu nie potrafiłaby się przyjaźnić z kimś, kto nie rozumie jej żartów albo jej nie bawi. A skoro pasowało to Finch, to w miarę powinna też przypasować Teddy.
— Doskonale, że się wtedy tak najebałam, że zaczęłam się zastanawiać, czy szybciej byśmy dopłynęły niż doszły i ją zauważyłam. — Z dumą uniosła podbródek, zachwycona swoim umysłem. Gdyby przechodziły tamtędy całkowicie trzeźwe penie nawet by jej nie dostrzegły. Może miauknięcie zginęłoby w szumie przejeżdżającego samochodu i z kotką wydarzyłoby się coś okropnego? A każda możliwość poza trafieniem do loftu tej pary byłaby okropieństwem. Jak dobrze, że siostra Emmy jest w ciąży – jakkolwiek ta laska ma na imię! Doskonale, że Burnett bardzo zależało na spiciu Finch jak najmocniej. Ukryty motyw jest teraz jasno, chciała w niej obudzić bohaterkę.
— Dobrze — zgodziła się na pomysł dwóch dziewczynek. Na pewno byłby najbardziej uroczymi dziećmi na świecie. Gdyby tylko wdały się po trochu w każdą z matek, to przecież wyrosłyby na ideały! Gorzej jak jedyne, co od nich przejmą, to największe wady. W takim przypadku powstaną małe koszmarki i świat będzie miał problem.
— Dobrze — zgodziła się też na parkę. Mogła mieć z nią totalnie wszystko. A niech oba będą niebinarne, to ułatwi sprawę! Znaczy im życia pewnie nie ułatwi, ale matki nie będą musiały głowić się nad podjęciem decyzji. Dzieciaki od początku będą wiedziały, że świat bywa okrutny i się na niego zdążą uodpornić. Oby.
— Będą mieszkały w namiocie. Rozstawimy go pod antresolą i będziemy dwa razy dziennie wrzucać do niego jedzenie — zaproponowała. Pomysł był naprawdę dobry i pokazujący, że będzie doskonałą matką, dbającą o każdy szczegół. Przesunęła dłoń jeszcze wyżej, docierając aż do kostiumu kąpielowego narzeczonej. Złapała mocno za sznurek pomiędzy miseczkami, nieznacznie obsuwając materiał.
— A potem wyślemy je do szkoły z internatem — rzuciła kolejnym wyjątkowo udanym pomysłem. Dzięki temu nie będą ich widywać za często, nie zdążą się na nie wkurwić! Aż dziwne, że Finchowie nigdy nie wpadli na to w kwestii swoich córek.
Najpierw możesz nalać, potem zatańcz ze mną, proszę
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Pomysł, żeby po mnie zadzwonić okazał się doskonały — pokiwała głową, bo już oczami wyobraźni widziała, jak jedna z drugą włażą po kota do rzeki i idą na dno. Może April i Emma potrafiły pływać, ale prąd w rzece bywał bardzo zdradliwy! No i obie były pijana, a wtedy człowiek to już w ogóle zapominał, że trzeba unosić się na powierzchni. A nawet, gdyby wyszły z tego cało, to istniało jeszcze ryzyko suchego utonięcia!
Uradowała się ogromnie, kiedy narzeczona tak ochoczo przystawała na wszystkie jej propozycje. To było prawie tak, jakby miały już wszystko z góry ustalone! Pozostawało im tylko nazajutrz udać się do sierocińca i wybrać sobie parę bliźniąt. Najlepiej takich ani za małych, ani za dużych. Czterolatki wydawały się idealne. Umiały już chodzić, mówić o swoich potrzebach i prawdopodobnie nie wymagałyby ciągłego pilnowania, czy przypadkiem nie próbują zjeść kredki albo wejść na szafkę. A może jednak tak? Jeśli któreś będzie miało takie niespożyte pokłady energii, jak Teddy, to trzeba będzie zaryglować okna. Oczywiście Darling doskonale zdawała sobie sprawę, że rzeczywistość nie wyglądała tak prosto, ale sama wizja i tak była wyjątkowo przyjemna. Zwłaszcza że pierwszy raz naprawdę wyobrażała sobie, jak mogłoby wyglądać ich wspólne życie - nie tylko we dwie, z kotem u boku, ale z całą małą rodziną, którą stworzą razem.
— Jeszcze trzeba je karmić? — jęknęła z rozczarowaniem. O matko, z tymi dzieciakami to same problemy i wydatki! A przecież dopiero co zaczęły rozważać ich posiadanie. Już teraz wychodziło na to, że nie będzie tak łatwo, jak sobie wyobrażała. Z drugiej strony istniało spore prawdopodobieństwo, że pod niektórymi względami wdadzą się w Finch i trudniej będzie je ubrać niż wykarmić. Bo nikt nie wmówi strażaczce, że jej narzeczona nie będzie rozpieszczała ich dzieci na każdym kroku. April potrafiła zadbać o szczegóły, a ich pociechy zapewne miałyby szafę większą i pełniejszą niż niejeden dorosły. — Nie wystarczy, że sypniemy im trochę ziarna? — posłała jej rozbawione spojrzenie. Wiedziała, że odpowiedź będzie przecząca, ale sama wizja dzieci zachowujących się jak gołębie na miejskim placu była zdecydowanie zbyt śmieszna, żeby jej nie rzucić. Nie zdążyła jednak pociągnąć żartu dalej, bo poczuła, że April zaczyna majstrować przy jej bikini. Wzdrygnęła się mimowolnie, a po przedramionach Teddy jak na zawołanie przebiegła gęsia skórka.
— Świetnie. Zostawmy je tam od razu — zgodziła się bez większego zastanowienia. Skoro już miały chodzić do szkoły z internatem, to po co czekać? Najlepiej wysłać je tam dzień po adopcji, zaraz po załatwieniu wszystkich formalności. Dadzą sobie radę! Będą przecież takie mądre, zdolne i samodzielne jak ich mamusie! — A co? Boisz się, że mogą nam w czymś przeszkadzać? — poruszyła wymownie brwiami. Nachyliła się w jej stronę, a na jej twarzy pojawił się zaczepny uśmiech. Zaczęła składać drobne pocałunki wzdłuż linii żuchwy ukochanej, powoli przesuwając się niżej, w stronę szyi. Skoro temat dzieci miał poczekać jeszcze kilka lat, mogły na razie nacieszyć się tym, że miały siebie tylko dla siebie.
idzie burza, wyłącz komputer, nie trzaskaj drzwiami. świecisz mi, czy sobie? zapytaj mamy
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tyle dobrego, że w rzeczywistości można pójść i pooglądać te dzieci przed wybraniem, a nie, że dostajesz jakiegoś losowego frajera jak w Simsach 2. Potem wprowadzili już galerię dzieci do wyboru ale przecież wiadomo, że dwójka była najważniejszą częścią ze wszystkich. Finch nie była pewna, jakie zastosować kryterium. Z takim czterolatkiem za dużo nie pogadasz. Nie dowiesz się, jaki ma gust , bo jeszcze chyba go nie ma. Podobnie jak poglądów. Tak decydować po samym wyglądzie to chyba trochę nieuprzejmie? Zresztą z dziećmi to różnie bywa. Niejednokrotnie widziała przypadki, że ze słodkiego malucha rozwijał się totalny przeciętniak, a z brzydkiego kaczątka jakaś modelka. To trochę jak branie kota w worku. Nie, właściwie to z kotem było prościej. Nie różniły się aż tak między stanem kocięcia, a dorosłości. Czasami zdarzały się ewenementy, ale sprawa była raczej jasna.
— Chcesz wychować dzieci w wegetarianizmie? To urocze — pochwaliła pomysł sypania im ziarna. Nie miało to chyba za dużo wartości odżywczych, ale trudno. Przynajmniej będzie tanio i syto. Mogą im też czasem ugotować ryż i wszystko to ze sobą pomieszać. Nie powinno specjalnie nadwyrężyć ich budżetów, a dzieci miałyby jakieś urozmaicenie. Nie no, wiadomo, że April miała zamiar dać dzieciom wszystko, co najlepsze. Będzie musiała się bardzo starać, by nie rozpieścić ich do granic możliwości. Na pewno będzie robić to tak czy siak, ale trzeba ogarnąć jakąś skalę, którą czyjś rozum obejmie. Nie mogą im wyrosnąć jakieś egoistyczne wariatki – jak April. Miała nadzieję wychować je nieco mądrzej niż jej rodzice.
— Już ja zadbam o to, by nie miały jak. — Odchyliła głowę, by dać jej lepszy dostęp do swojej skóry. Miała z tego rezygnować tylko po to, by obok kręciło się jakieś maleństwo? Nie ma opcji. Wizja posiadania dzieci była oczywiście bardzo kusząca, ale musiały się przecież najpierw sobą nacieszyć. No i faktycznie zainwestować w jakieś większe lokum, bo namiot prawdopodobnie nie wystarczy. Dziecko powinno mieć osobny pokój, a one muszą nauczyć się wygospodarowywać czas na własne przyjemności.
— Może jednak trochę przesuniemy te dzieci w czasie? Najpierw skupmy się na kwestii przyjemności, a dopiero później zapładniania — zaproponowała, wsuwając palce drugiej dłoni w jej włosy. Pociągnęła za nie delikatnie, zmuszając narzeczoną do podniesienia głowy, żeby mogła swobodnie złączyć ich usta w kolejnym pocałunku. Dłoń z mostka przesunęła się na talię i złapała za nią mocno, by przytrzymać ciało ukochanej jak najbliżej. Powinny się pewnie schować w namiocie, jeśli miały zamiar aż tak obnosić się ze swoim szczęściem, ale Finch jakoś zapomniała o zdrowym rozsądku.
Weź co mogę ci dać, piękno się zbiera od lat
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nasze dzieci nie będą wiedzieć o istnieniu mięsa. I słodyczy — stwierdziła z poważną miną, chociaż od czasu do czasu, tak dla urozmaicenia diety, mogły do ziaren słonecznika i pestek dyni dorzuć jakąś pajdę chleba. Wieloziarnistego, oczywiście.
Nie miała nic przeciwko temu, żeby April rozpieszczała bliźniaki, pod warunkiem że będzie kupować im głównie sportowe stroje. Teddy zdążyła już bowiem ułożyć w głowie grafik ich zajęć dodatkowych. W poniedziałki piłka nożna. We wtorki basen. W środy tenis. W czwartki taniec, żeby nie ruszały się tak pokracznie jak strażaczka, która do dziś nie wiedziała, co zrobić z rękami, kiedy leciała dobra muzyka. A w piątki... może akrobatyka? Przynajmniej nauczą się przewrotów i nie połamią sobie karków, próbując odtworzyć coś z internetu. Gdzieś pomiędzy trzeba będzie jeszcze wcisnąć lekcje muzyki, żeby w końcu ktoś zaczął korzystać z keyboardu April, który od dłuższego czasu zalegał na szafie i zbierał kurz. A jeśli po tym wszystkim zostanie im jeszcze odrobina wolnego czasu, to będą mogły pobawić się z kotem.
Mimo wszystko z tymi dziećmi powinny się jeszcze chwilę wstrzymać. Skoro i tak planowały adopcję, nikt nie będzie im później marudził, że zegar biologiczny tyka, a one z każdym rokiem są coraz starsze. Zresztą, co za różnica? Według niektórych już teraz były stare. Darling do tej pory pamiętała miny nastolatków znad jeziora, którzy bez mrugnięcia okiem wrzucili je do kategorii ludzi w średnim wieku. Jeszcze trochę i zaczną ustępować im miejsca w autobusie albo pytać, czy potrzebują pomocy z przejściem przez ulicę. Niech sobie gadają! One miały jeszcze mnóstwo czasu na zbudowanie rodziny. Na razie wystarczały im one dwie i kotka, która właśnie oficjalnie stała się członkiem ich rodziny.
— Lepiej bym tego nie wymyśliła — wymruczała, składając kolejne pocałunkami składanymi na szyi ukochanej. — Chciałabym jeszcze zobaczyć trochę świata, zanim zostaniemy uziemione i już na dobre utkwimy w Toronto. Ty wiesz, że ja właściwie nigdzie nie byłam? — westchnęła cicho. Nagle przypomniały jej się słowa Blaze'a, który twierdził, że kiedy pojawiają się dzieci, kończy się spontaniczność. Chwile tylko we dwoje stają się niebywałym luksusem, a dalsze wyjazdy wymagają takiej logistyki, jakby planowało się co najmniej ekspedycję na Antarktydę. Teddy nie wiedziała, ile w tym było prawdy, ale wolała nie sprawdzać zbyt szybko. Było jeszcze tyle miejsc, które chciałaby zobaczyć! Góry, o których czytała w internecie. Ciepłe wybrzeża. Małe miasteczka, gdzie można zgubić się w wąskich uliczkach i przez cały dzień nie robić nic poza spacerowaniem za rękę. Chciała przeżyć to wszystko z April.
Już miała dodać coś jeszcze, ale narzeczona niespodziewanie przyciągnęła ją bliżej i ponownie odnalazła jej usta. Teddy odwzajemniła pocałunek, uśmiechając się gdzieś pomiędzy jednym oddechem a drugim. Nie musiały przejmować się gapiami. Oprócz nich na polu kempingowym obozowali tylko nastolatkowie, którzy najpewniej właśnie kończyli opróżniać piwa podarowane im przez starsze koleżanki, gdzieś przy swoich namiotach albo w pobliskich zaroślach.
deszcz pada na namiot, ciała się dotykają. chmury ciężko dyszą, chyba za dużo palą
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Bez przesady. Po prostu będą im ściśle wydzielane, a jak dotkną jakichś naszych, to wydziedziczamy je z automatu — zaproponowała swoją wersję. To był całkiem niezły kompromis, który narzeczona powinna przecież docenić. Nie chciała się kłócić z jej metodami wychowawczymi, bo przecież Darling też wiedziała, co mówi. Nie powinny jednak zapominać o sobie w tym całym rodzicielstwie, bo przecież nikt nie chce żyć w domu, w którym rodzice są szczerze nieszczęśliwi. Żeby nauczyć pociechy radości z życia, same będą musiały czerpać jej jak najwięcej. Dobrze, że obie są z natury takie radosne i pozytywnie nastawione do życia. April oczywiście popadała w te swoje paranoje i czarnowidztwo, ale tak poza tym, to przecież była promyczkiem. Może do czasu pojawienia się dzieci, uda jej się nad tym wszysktim zapanować? Zakładała, że nigdy nie wypleni z siebie tego całkowicie, bo to było jej integralną częścią, ale jeśli chociaż nauczy się za to nie biczować, to będzie już dużo. Każdy ma prawo do gorszego nastroju, jeżeli nie wpada w jakąś spiralę paranoi i nienawiści do samego siebie. To coś, czego również chciałaby nauczyć swoje dzieciaki, a nie da rady tego zrobić, jeżeli sama odpowiednio tej lekcji nie opanuje. Dużo jeszcze przed nią pracy.
Zajęcia pozaszkolne też im się przydadzą, ale może w trochę bardziej rozsądnych ilościach. No i tylko takie, na jakie same będą miały ochotę. Nie mogły być też względem nich tak wymagające, jak byli Finchowie, którzy traktowali je z tamą samą powagą jak szkołę. Dzieciaki powinny rozwijać swoje pasje i zdobywac nowe umiejętności, a nie marnować życie na zdobywanie zdolności, od których tylko im się wszystkiego odechce. Dobrze, że będą miały matki o tak zróżnicowanych zainteresowaniach. Łatwiej im będzie znaleźć wspólny język w jakimkolwiek temacie, bo miały ich dużo do wyboru. A jeśli okaże się, że dzieci chcą robić coś skrajnie odmiennego od tego, co robią matki, też będzie dobrze. Byle byłby ze swoich decyzji zadowolone!
— Ostatnio byłaś na Hawajach — przypomniała jej. Stany Zjednoczone może nie były jakimś niesamowitym kierunkiem, ale to już coś! To kolosalny kraj, mają jeszcze mnóstwo kawałków do zwiedzenia. Mogą je bez problemu razem odhaczać, kiedy tylko znajdzie się na to czas. Teraz na przykład był moment na spędzanie czasu nad jeziorem i słodkie pocałunki.
— No to powiedz mi wszystko. Gdzie chcesz pojechać? Zrobimy listę i będziemy to razem odhaczać — zaproponowała, gdy wreszcie się od niej oderwała. Siegnęła nawet po telefon i weszła w notatki, żeby zacząć spisywać wszystkie pomysły, na jakie wpadnie teraz narzeczona. Nie chciałaby zapomnieć o jakimkolwiek z nich.
To zaraz będę obok i od razu cię zabiorę Tam, gdzie można wejść tylko we dwoje
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Z automatu? Takiego ze słodyczami? — zażartowała, uśmiechając się przy tym głupiutko. Ależ ta Teddy była zabawna, no dajcie spokój!
Właściwie to Darling nie miała pojęcia, o czym mówiła. Nie znała się na metodach wychowawczych, nie czytała poradników dla przyszłych rodziców i przede wszystkim nigdy wcześniej nie była matką. Mogła jedynie opierać się na tym, co sama wyniosła z rodzinnego domu. Na tym, co sprawiało, że jako dziecko czuła się kochana, bezpieczna i ważna. Wierzyła, że ich dzieci będą spełnione przede wszystkim dlatego, że od samego początku zostaną otoczone miłością. Że zobaczą ją w spojrzeniach swoich matek, w drobnych gestach i w tym, jak April i Teddy będą troszczyć się o siebie nawzajem każdego dnia. Bo jeśli miałyby dostać od nich coś najważniejszego, to właśnie taką bezgraniczną pewność, że są kochane. A cała reszta jakoś poukłada się po drodze.
Jedno było pewne - strażaczka nie chciała niczego swoim przyszłym pociechom narzucać. Nie chciała wychować małych kopii siebie albo April, które będą spełniały cudze oczekiwania zamiast własnych marzeń. Chciała, żeby od początku do końca mogły być sobą. Nie zmusi ich do biegania za piłką tylko dlatego, że sama uwielbiała sport. Nie zrobi z nich wybitnych matematyków, skoro sama nigdy nie była wielką uczoną i zdecydowanie lepiej radziła sobie z praktycznymi rzeczami niż z siedzeniem nad książkami. Jeśli będą chciały grać na instrumencie - świetnie. Jeśli wybiorą taniec - będzie im kibicować. Jeśli zamiast tego postanowią całymi dniami rysować, budować coś z klocków albo odkrywać własne, zupełnie dziwne pasje - też będzie dobrze.
— Byłam — przytaknęła na wzmiankę o ich wspólnych wakacjach, podczas których naprawdę świetnie się bawiły. Na samo wspomnienie uśmiechnęła się szerzej. To były właśnie te chwile, które chciała kolekcjonować z April jak najdłużej. — Nieraz zabierasz mnie też w kosmos — dodała z łobuzerskim uśmiechem, po czym delikatnie pociągnęła zębami za jej dolną wargę.
Pytanie o to, gdzie chciałaby pojechać, trochę ją jednak zbiło z tropu. Nie dlatego, że nie miała żadnych marzeń, ale dlatego, że od dawna nie pozwalała sobie tak naprawdę o nich myśleć. Zawsze było coś ważniejszego. Głównie praca. A teraz nagle miała powiedzieć, gdzie na całym świecie chciałaby się znaleźć? Tak po prostu? Wyliczyć tak z miejsca te wszystkie miejsca? Ciężka sprawa. Darling nigdy nie była dobra w wybieraniu spośród rzeczy, kiedy każde wydawało się równie fajne.
— Nie wiem, może Kolorado? — zaczęła nieśmiało. W Stanach Zjednoczonych była do tej pory właściwie tylko służbowo, podczas akcji przy gaszeniu pożarów lasów, więc trudno powiedzieć, że coś zwiedziała. Chyba że zaliczają się do tego zgliszcza akrów w Kalifornii. Lepszy rydz niż nic. — Z Europy na pewno Islandia i zorze polarne. I Japonia. Najlepiej Kioto. I może Bhutan z Doliną Paro? — wymieniała kolejne miejsca. Zaraz jednak zamilkła, bo nagle dotarło do niej, jak absurdalnie długa robiła się ta lista. To było trochę głupie. Kiedy ona znajdzie na to wszystko czas? Chyba dopiero na emeryturze.
Spojrzała na Finch, która najwyraźniej potraktowała wszystko bardzo poważnie i skrupulatnie zapisywała każdą lokalizację.
— A ty co chciałabyś zobaczyć? — zapytała z ciekawością. Przecież ta lista wcale nie należała tylko do niej! Nie chciała, żeby ich wspólne marzenia składały się wyłącznie z miejsc, które pojawiły się wyłącznie w jej głowie. April też na pewno miała swoje zakątki świata, które chciała odwiedzić. A Teddy zamierzała poznać je wszystkie.
dokąd chciałbym? z tobą mogę nawet na słowację
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pokręciła głową z rozbawieniem, gdy narzeczona odniosła się do wypraw w kosmos. No tak, to był całkiem niezły kierunek. Tam mogły jednak udawać się co rusz. Nie potrzebowały do tego nawet wolnego dnia. Wystarczyło wygospodarować kilkanaście wygodnych minut i da radę wysłać narzeczoną do innej galaktyki. Oczekiwała jednak nieco ciekawszych kierunków, których nie miały jeszcze za sobą. Kolejne pomysły już bardziej jej przypasowały. Kolorado było dość zaskakujące, ale od razu dopisała je na listę. Sama pewnie wybrałaby na pierwszy, a właściwie drugi ogień, jakąś inną stronę Stanów, ale Kolorado również jej opowiadało. To był na tyle różnorodny kraj, że wszędzie dało się znaleźć coś wartego uwagi. Skrupulatnie zanotowała też wszystkie pozostałe propozycje, spisując je w takiej kolejności, w jakiej Teddy je wymówiła. Nie było to w żaden sposób zobowiązujące. Mogły równie dobrze zacząć od końca, czemu nie?
— Ciebie w krótkiej, obcisłej kiecce — odparła, podnosząc wzrok znad telefonu i szczerząc się z dumą z własnego żartu. Właściwie to nie było dalekie od prawdy. Taki widok na pewno by się jej spodobał i mógłby przebić niejeden cud natury. Zdawała sobie jednak sprawę, że narzeczonej nie o to chodziło.
— Japonia zdecydowanie. Może uda nam się to załatwić na pierwszy ogień? Myślałam też o Nowej Zelandii. No wiesz, przez Władcę Pierścieni i w ogóle — wyjaśniła i dopisała kolejną pozycję do listy. Wcale nie podchodziła do tego jak do jakichś odklejonych pomysłów. Jej zdaniem wszystko było możliwe do zrealizowania, jeśli tylko odpowiednio się postarają i to zaplanują. Los na pewno będzie dla nich łaskawy i nie zrobi im żadnej krzywdy, pozwalając podróżować całkowicie swobodnie.
— No i może gdzieś do Polski? Zrozumiałabym pewnie lepiej te ich wiersze — zaproponowała od razu dopisując to do listy. Przez dziwaczny fakultet na studiach znała się na polskiej literaturze i poezji dużo lepiej niż przeciętna Kanadyjka. Przez dziwność tego zainteresowania udało jej się już poderwać niejedną kobietę – w tym własną narzeczoną. Na pewno świetnie bawiłyby się w krainie poezji i wódki. A nie, to chyba byłaby Rosja.
teddy darling