Galen to naprawdę miał chyba jakieś problemy natury psychicznej, albo psychologicznej. Bo po pierwsze on nie umiał się zdecydować na jedną kobietę, a po drugie, kiedy zapowiadało się, że on mógłby być szczęśliwy z Peach, bo może by mógł? Jedliby sobie codziennie sushi, chodzili do kosmetyczki i latali na wakacje co dwa tygodnie. To on nagle sobie stwierdzał, że nie, że będzie pisał na przykład z Pilar.
I w zasadzie Stewart, teraz już Pani Noriega, kiedyś w jego serduszku miała specjalne miejsce, ale teraz... Z jego strony to była przecież taka zabawa. Może jakieś udowodnienie sobie, że mógłby ją poderwać?
Nie no, kogo on chciał tutaj oszukiwać, jakby Pilar rozstała się z Madoxem i mu powiedziała, że chce być z nim, to Galen by się nawet nie zastanawiał.
A potem by pewnie wszystko zepsuł. Zawsze to robił. Psuł wszystko. Złymi decyzjami, wahaniem, albo wypisywaniem do innych lasek.
I teraz też czuł, że to co oni mieli z Peach się nagle rozsypuje. Wymyka mu się z palców. I to go przeraziło. Może nie dlatego, że on Piczyz się chciał już oświadczać, ale przecież było mu z nią wygodnie.
A z Majką znowu wychodził ze strefy swojego komfortu, mógł z nią robić rzeczy szalone. Cieszyć się jak dziecko.
A z Picz jak bogacz.
Nie umiał znaleźć wyjścia z tej sytuacji, nie umiał się zdecydować i wybrać. Typowy Galen Wyatt. Przecież on już wcześniej kiedy kręcił z Cherry, Meeną i Marcie...
Już wybierał z pośród trzech i co wtedy zrobił? Rzucała kostkami. Może teraz też powinien?
Serce podpowiadało mu Majkę, rozum Peach.
A teraz wszystko mu mówiło, że musi coś z tym zrobić, więc on się tak przytula do tych drzwi, tak skomle pod nimi jak zbity pies i zarzeka się, że to nic nie znaczy, że to wszystko to takie gierki. Tylko Peach mu wcale na to nie reaguje.
Pilot za to ściąga usta w wąską linię na słowa dziewczyny, bo on przecież z Galenem Wyattem latał nie pierwszy raz i wie jaki on jest. Co tydzień inna laska. Jakieś modelki, aktorki, porno gwiazdy.
-
A może to ta eks dziewczyna pana Wyatta wciąga w jakieś swoje gierki? - tak pyta, bo... no powiedzmy sobie szczerze Galen mu za te loty płaci jak za zboże, i kiedy on się ze swoimi laskami buja po Paryżu, Mediolanie, czy Wenecji, to on pewnie sobie siedzi w SPA w najlepszym hotelu i zajada się homarem. Ten pilot i stewardessa.
Pilot jeszcze patrzy na Picz.
-
Ja jestem żonaty, mam troje dzieci - i jej pokazuje takie zdjęcia, które ma przy kokpicie, ze swoimi bąbelkami. Bo on to z tą stewardessą tylko na paznokcie razem chodzą. Akurat pilot to jest jeden z tych wiernych chłopów, gatunek na Toronto wymierający. Ale jeszcze się zdarzali.
Zaraz dał też Picz te tabletki na uspokojenie.
Wiadomo, że jej nie podrywał bo to porządny chłop, ale poklepał ją pokrzepiająco po ramieniu. A kiedy ona się trochę uspokoiła, to w końcu ten pilot stwierdził, że zawraca samolot i daje te informacje przez radio, jak już Peach wychodzi, po tym, jak wzięła te tabletki. Nawet jej obiecał, że ją wsadzi do taksówki, jak coś.
Ale tak naprawdę no to wiadomo, że Galen tutaj był osobą decyzyjną. Powinien być, ale mu się szkoda Picz zrobiło.
-
Peach przecież ty wiesz, że ja bym cię nigdy nie zdradził, ja żadnej mojej dziewczyny nie zdradziłem - i to jest fakt, że nie, nawet Cherry, a miał wtedy okazję z Pilar przecież -
a te smsy to nic nie znaczą, co tam niby jest takiego, że chcę z nią zjeść kolację? Przecież to nic... Ja bym cię wziął na tę kolację - tak jej mówi, a ona zaraz, żeby przestał jej kłamać. No chyba kłamał, bo pewnie by nalegał, żeby jednak tą kolację zjedli we dwoje i tam by znowu próbował uderzać do Pilar, jak w archiwum miejskim. Ale on nie miał narzeczonej, nie miał żony. Miał dziewczynę, i to do tego ile oni się ze sobą prowadzali?
Galen ląduje przy niej na kolanach, ale zamiast do niej sięgnąć, to się złapał za podłokietnik tego jej fotela.
-
Peach ty nie mówisz poważnie, przecież my się tyle lat znamy, to nie może się tak skończyć o jakieś głupie smsy - i jak ona wstała z miejsca, i idzie do łazienki, to Galen za nią na kolanach. To dopiero musiało wyglądać żałośnie, bogolski Galen Wyatt, wielki prezes na kolanach -
Peach błagam cię nie rób nam tego, to są tylko wiadomości, to można usunąć - nawet miał to zrobić, ale gdzieś tam walnął ten swój drogi telefon, chyba na ten fotel co na nim siedziała Picz. Dopiero przed drzwiami od łazienki wstał z tych kolan, ale jak chciał tam do niej wejść, to rąbnęła go drzwiami, bo już wychodziła. Znowu dostał w głowę, w sam środek czoła, na którym pewnie będzie miał guza. Aż mu się przypomniało, jak go ten cały Madox pobił.
-
Peach ja... - i dużo rzeczy chciał jej jeszcze powiedzieć, ale uderzyły w niego jej słowa, to, że kochała go zawsze, odkąd go zna. Bo nikt nie zna Galena tak jak ona. I nikt go nigdy nie kochał za to jaki on był. A czasem był strasznym dupkiem. Często. I jak on przed wszystkimi laskami udaje dżentelmena, to Picz go znała też przecież z tego, jak się nawalił w klubie i narzygał na stół. I z tego jak kazał Williamowi zakładać na głowę prezerwatywę. Jak dzwonił do Pilar z seks telefonem i zamawiał sobie masaż tantryczny u Corinny. Znała go z tego wszystkiego i wciąż chciała z nim być, i wciąż go kochała. Aż z tego wszystkiego Galen usiadł na podłodze między siedzeniami. Te jego eleganckie spodenki już są wymięte. Zresztą on cały jest.
-
Nigdy nie chciałem cię wykorzystać Peach - i znowu wstał z tej podłogi. Ale samolotem zatelepało i się zatoczył, złapał jakiegoś siedzenia -
ja po prostu... Kiedy Cherry mnie tak psychicznie tłamsiła, to ja myślałem, że Pilar mogła mnie pokochać, ale nie umiałem dla niej zostawić Cherry, a ona żeby o mnie zapomnieć znalazła sobie tego całego Madoxa. Ale nie umie o mnie zapomnieć. A ja już o niej dawno zapomniałem Peach - znowu chciał obok niej uklęknąć i jej może opowiadać o tym, że nie była nic niewarta i niewystarczająca. Bo przecież była wartościową kobietą, była...
Galen już sam nie wiedział kim dla niego była. Wiedział jedno, że on nie chciałby, żeby jego żona, czy nawet dziewczyna, pisała z kimś takie smsy, jak on z Pilar.
No i kiedy on już nabrał w płuca więcej powietrza, na kolejną litanię pewnie, to wtedy z kokpitu wypadła stewardessa.
-
Proszę usiąść! Zapiąć pasy! Pilot zawrócił, a przed nami na horyzoncie burza, nie uciekniemy przed nią... - powiedziała i zaraz pomogła Galenowi wstać. Tylko, że wtedy samolotem znowu zabujało, gwałtownie i Wyatt ze stewardessą polecieli na podłogę. A potem zgasły wszystkie światła i coś zaczęło dzwonić w kokpicie, wszystkie kontrolki zwariowały i słychać było głos pilota, który nadawał przez radio
mayday, mayday i podawał ich pozycję. Galen jakoś się pozbierał i posadził na swoim fotelu stewardessę, kazał jej zapinać pasy, a sam usiadł gdzieś koło Peach. Bo może nie chciała go widzieć, ale teraz to jemu akurat już całe życie przelatywało przed oczami, bo już po podłodze samolotu walały się ich kryształowe kieliszki, jego telefon, a samolot kręcił jakieś kółko jak na diabelskiej karuzeli. Zginą tu, jak nic.
Peach 𐙚 ˚
₊˚⊹ ᡣ𐭩