ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Socjalizacja z innymi ludźmi zawsze była jego piętą achillesową, jego ojciec zawsze mu wmawiał, że relacje z innymi ludźmi są ważne, ale Marco zaliczał się do osób, które nie potrafiły rozmawiać na inne tematy niż interesy, czuł się wtedy bardzo dziwnie i obco, nieswojo a tego uczucia akurat nie lubił.
Wstał dzisiaj wcześnie udając się na biegi a potem na siłownię, gdzie spędził prawie pół dnia, gdy wrócił do swojego apartamentu to postanowił wziąć szybki prysznic a następnie zrobić sobie kawę, mocną, czarną z cukrem którego… zabrakło. Siarczyste przekleństwo wyrwało się spomiędzy jego warg, jęknął cicho przesuwając palcami po twarzy i postanowił odwiedzić mieszkającą zaraz obok sąsiadkę, skąd wiedział, że to sąsiadka? Kupując ten apartament zorientował się kto mieszkał, nigdy nie wybierał takich miejsc przypadkiem, zawsze miał w tym ukryty cel. Chciał wypić dobrą kawę, ale i jednocześnie się zorientować, więc postanowił usmażyć dwie pieczenie na jednym ogniu. Czuł się dziwnie gdy stanął przed drzwiami do innego mieszkania i odchrząknął lekko zanim nie nacisnął przycisku dzwonka czekając, aż ktoś mu otworzy.
Nie lubił nigdy czekać, swoje sprawy załatwiał tu i teraz więc przestępował z nogi na nogę niczym jakiś pobudzony i zniecierpliwiony dzieciak, a gdy nareszcie drzwi się otworzyły to przywdział na twarzy standardowy, leniwy uśmiech.
Przepraszam, że przeszkadzam … — słowo przepraszam, tak bardzo rzadko wyrywało się spomiędzy jego warg, że brzmiało dziwnie obco w jego ustach i przede wszystkim gorzko, ale nie chciał zrobić pierwszego, złego wrażenia. — .. skończył mi się cukier, a mam ochotę na dobrą kawę czy mogłabyś mnie poratować? — widząc jej zdezorientowane zapewne lekko spojrzenie na jego widok pod drzwiami wskazał kciukiem za siebie. — .. mieszkam po sąsiedzku — dodał jeszcze dla wyjaśnienia i dopiero po chwili zmierzył ją uważnym, ale nie oceniającym spojrzeniem. Na pierwszy rzut oka wydawała się być dziewczyna młoda i przede wszystkim niewinna, taka… krucha? Jak inaczej mógłby ją określić na podstawie samego wyglądu?
Wyciągnął w jej stronę przygotowany pusty kubek, który zgarnął ze swojej szafki jakby decyzja miała już zapaść, a ona nie miała innego wyjścia jak udzielić mu pomocy. Marco nie należał do ludzi, którzy przyjmowali odmowę, zdecydowanie nie.

Cassandra Wildbird
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Była uparta. Jeśli w jej rudej główce pojawił się jakiś pomysł lub plan, który należało zrealizować na już, podejmowała się go niezwłocznie, niekoniecznie patrząc na potencjalne konsekwencje. Nie miały znaczenia, kiedy trzeba było urzeczywistnić wizję wymagającą skupienia oraz poświęcenia. Jak dzisiaj, kiedy postanowiła po raz kolejny podjąć próbę ugotowania jakiegoś dobrego obiadu. Była zmęczona tostami oraz mrożonkami, nie mówiąc już o tym, że zwyczajnie nie wypadało ciągle żerować na biednej Syd, która w kuchni radziła sobie trochę lepiej niż Wildbird. Ostatnim razem nie wyszły jej podziękowania za ciężką pracę współlokatorki, ale może tym razem efekt końcowy będzie znacznie lepszy, niż zalanie kuchni zawartością gaśnicy!
Otworzyła książkę kucharską na przepisie z jakimiś roladkami z kurczaka. To nie mogło się ie udać, bo proszę was - tam widniało oznaczenie dwa, czyli trochę wyższy, niż zwyczajna jajecznica! a z tą Cassie radziła sobie wyśmienicie, uważając, że tuż obok tostów, było to jej popisowe danie.
Przewertowała na szybko przepis, kodując go w pamięci. Chwilę później składniki znalazły się na blacie, a ona mogła przystąpić do pracy. Zabrała się za krojenie mięsa, bujając się do piosenki Parker the Bandit - Afterthought, kiedy niespodziewanie rozległ się dźwięk dzwonka. Cassandra, która potrafiła pogrążyć się w krainie fantazji w zaledwie kilka minut, podskoczyła, brutalnie sprowadzona do rzeczywistości. Niefortunnie nóż, który trzymała w dłoni, a którego nikt nigdy nie powinien jej dawać, ześlizgnął się z pieri kurczaka, lądując na jej palcu, boleśnie się w niego wbijając.
-Ajjj - wydała z siebie bliżej niezidentyfikowany dźwięk i zgarnęła znajdujący się nieopodal ręcznik papierowy. Szybko zabarwił się na czerwono, ale aktualnie myśli dziewczyny były zaabsorbowane dzwonkiem i tym, kto mógł znajdować się po drugiej stronie.
Wykazując się nad wyraz wielką przezornością i dbaniem o własne bezpieczeństwo, otworzyła drzwi nawet nie upewniając się, kim był niespodziewany gość. Zapewne dlatego na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie i jakby niepewność, kiedy stanęła twarzą w twarz z dobrze zbudowanym, znacznie od niej wyższym (bo ona to była jednak taki pocket size) mężczyzną.
…skończył mi się cukier.
Te słowa zdawały się brzmieć tak absurdalnie i zwyczajnie, a jednak wywołały na ustach wiolonczelistki szeroki uśmiech. Ostatecznie ktoś, kto prosił o cukier nie mógł być seryjnym mordercą.
-Nowy sąsiad! Jasne, nie ma problemu - wyciągnęła po kubek dłoń ze skaleczonym palcem, zatrzymując ją w połowie drogi. - Och, nie ta - westchnęła, łapiąc naczynie zdrową ręką. - Mogę ci też zrobić kawy tutaj. Jakby zabrakło ci wody, ewentualnie mleka - zaproponowała, nie dostrzegając niczego złego w tak szybkim spoufalaniu się z zupełnie obcym typem. Wszak należało dobrze żyć z sąsiadami.

Marco Moretti
29 y/o
For good luck!
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba pod tym względem byli podobni, on także był uparty i bardzo egoistyczny na dłuższą metę, może sprawiał wrażenie normalnego faceta przy pierwszym poznaniu, ale niekoniecznie. Tylko Ci, którzy go dobrze znali wiedzieli, że z nim nie należało zadzierać, zazwyczaj swoje problemy rozwiązywał po prostu siłą, bo było tak łatwiej, nie znał innego życia. Sierociniec gdzie się wychowywał nie pamiętał, nawet nie miał pojęcia czy miał jakąkolwiek rodzinę, Salvatore, który go adoptował nie chciał mu nic powiedzieć na temat jego ewentualnych rodziców, uznał że skoro dał mu swoje nazwisko to powinien się na tym skupić.
Marco także nigdy nie pojechał do tego sierocińca po informacje, może po prostu niewiedza była lepsza niż jakiekolwiek nadzieje, że mogliby wiedzieć coś o jego matce i dlaczego go zostawiła - nie szanował tej kobiety, skoro była w stanie porzucić własne dziecko. Kącik jego ust delikatnie się uniósł gdy spojrzał dziewczynie w twarz, Moretti był dobrym obserwatorem więc zauważył, że jedną ręką ściskała papier, który robił się czerwony, uniósł brew w niemym pytaniu.
Mogłaby się zdziwić oceniając go po tym, że chce tylko pożyczyć cukier…
Marco — przedstawił się jeszcze zanim nie podał jej szklanki spoglądając na jej dłoń. — Zraniłaś się. — raczej stwierdził niż po prostu zapytał wskazując podbródkiem na jej drugą rękę.
Za kawę mogę Cię opatrzyć — dodał jeszcze po chwili milczenia, przekrzywiając lekko głowę na bok, nie miał wobec niej żadnych złych zamiarów, sam nie chciał sprawiać wrażenie mężczyzny, który szuka zaczepek. Chciał, żeby sąsiedzi mieli o nim dobre zdanie bo nauczył się, że czasami to pomaga gdy przychodzą nagle problemy.
Ponadto nie raz się opatrywał fakt, że trenował boks przez większość swojego życia, a jego praca i załatwianie interesów polegało na różnych, czasami niebezpiecznych akcjach to musiał nauczyć się zadbać o samego siebie.
Posłał jej lekki uśmiech.
To… mogę wejść? — nieproszony nie wejdzie i tak do środka, nie był chamem, który pchałby się buciorami, zresztą nie był tak naprawdę złym mężczyzną, nawet gdy tatuaże, które zdobiły jego ciało i to w sporej ilości mogły świadczyć o tym, że miał złą przeszłość. Tak szybko ludzie oceniali innego człowieka po jego wyglądzie czyż nie?

Cassandra Wildbird
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cassie była towarzyską osobą, która zdecydowanie nie stroniła od towarzystwa. Ba, ona co chwilę miewała jakichś gości, ewentualnie sama takowym była, kiedy tylko wleciało zaproszenie na wspólne oglądanie filmów czy po prostu plotkowanie. Lubiła przebywać wśród osób, które dobrze znała, jak również tych, które na poznanie czekały. Nic dziwnego, że kiedy zobaczyła obcego mężczyznę stojącego na progu jej mieszkania, który dla wielu był zapewne pełnoprawnym przedstawicielem świata przestępczego, postanowiła się z nim zakumplować. Nie można było mówić o wielkiej przyjaźni, bo nawet ona nie nadużywała tego słowa, ale zdecydowanie chciała żyć ze swoim nowym sąsiadem w stosunkach, które nikomu nie utrudniałyby życia. Zwłaszcza, że owy osobnik wyglądał tak, jakby nie miał żadnych oporów przed dosadnym powiedzeniem jej swojego zdania na temat alarmu przeciwpożarowego w środku nocy.
-Cassandra. Miło mi poznać! - przedstawiła się, szeroko uśmiechając. Czyli pierwsze uprzejmości mieli za sobą. teraz nic nie stało na przeszkodzie, żeby dowiedziała się o nim czegoś więcej. Poznanie przyzwyczajeń i upodobań drugiej osoby było dla wildbird niezmiernie ważne, bo dzięki temu mogła mieć na uwadze, co bardziej, a co mnie zdenerwuje osobę mieszkającą w tym samym budynku. Jeśli na przykład nie lubił kotów, będzie musiała pamiętać, żeby w jego obecności nie panoszyła się Aria, która potrafiła być bardzo nieprzyjemna. - Umm, to nic takiego. Czasami mi się zdarza. No, może częściej, niż czasami, ale tym razem to tylko draśnięcie. Chyba - stwierdziła, zerkając na swoją rękę i na czerwony ręcznik. Ciekło trochę bardziej, ale nie podejrzewała, żeby musiał zszywać palec. Jeszcze tego brakowało, żeby pisała do Alberta, by ją ze szpitala odebrał. Co prawda w jej przypadku każde skaleczenie mogło być niebezpieczne ze względu na wadę genetyczną, ale hej, przecież nie może się na śmierć wykrwawić przez coś takiego.
-Obopólna wymiana? Przystaję na tę propozycję - skinęła głową, kiedy zaproponował, że jej pomoże. Taka zapłata była jak najbardziej sprawiedliwa i być może okaże się, że opatrywanie ran idzie mu lepiej, niż jej. Jasne, miała wprawę biorąc pod uwagę jak często musiała sobie radzić sama, ale nadal dalekie było to do perfekcji. - Zapraszam w moje skromne progi. Zaproponowałabym zostanie na obiad, ale tak jakby go nie mam - wzruszyła ramionami, wpuszczając go do środka, by zaraz zamknąć za nim drzwi.
-Kiedy się wprowadziłeś? Nie zarejestrowała nawet momentu, że pojawił się ktoś nowy - rzuciła, odstawiając kubek na blat. Wlała wodę do czajnika, chcąc ją zagotować. - Jaką pijesz? - spytała, zerkając na niego, gestem dając mu do zrozumienia, że może usiąść gdzie chce.

Marco Moretti
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”