Wstał dzisiaj wcześnie udając się na biegi a potem na siłownię, gdzie spędził prawie pół dnia, gdy wrócił do swojego apartamentu to postanowił wziąć szybki prysznic a następnie zrobić sobie kawę, mocną, czarną z cukrem którego… zabrakło. Siarczyste przekleństwo wyrwało się spomiędzy jego warg, jęknął cicho przesuwając palcami po twarzy i postanowił odwiedzić mieszkającą zaraz obok sąsiadkę, skąd wiedział, że to sąsiadka? Kupując ten apartament zorientował się kto mieszkał, nigdy nie wybierał takich miejsc przypadkiem, zawsze miał w tym ukryty cel. Chciał wypić dobrą kawę, ale i jednocześnie się zorientować, więc postanowił usmażyć dwie pieczenie na jednym ogniu. Czuł się dziwnie gdy stanął przed drzwiami do innego mieszkania i odchrząknął lekko zanim nie nacisnął przycisku dzwonka czekając, aż ktoś mu otworzy.
Nie lubił nigdy czekać, swoje sprawy załatwiał tu i teraz więc przestępował z nogi na nogę niczym jakiś pobudzony i zniecierpliwiony dzieciak, a gdy nareszcie drzwi się otworzyły to przywdział na twarzy standardowy, leniwy uśmiech.
— Przepraszam, że przeszkadzam … — słowo przepraszam, tak bardzo rzadko wyrywało się spomiędzy jego warg, że brzmiało dziwnie obco w jego ustach i przede wszystkim gorzko, ale nie chciał zrobić pierwszego, złego wrażenia. — .. skończył mi się cukier, a mam ochotę na dobrą kawę czy mogłabyś mnie poratować? — widząc jej zdezorientowane zapewne lekko spojrzenie na jego widok pod drzwiami wskazał kciukiem za siebie. — .. mieszkam po sąsiedzku — dodał jeszcze dla wyjaśnienia i dopiero po chwili zmierzył ją uważnym, ale nie oceniającym spojrzeniem. Na pierwszy rzut oka wydawała się być dziewczyna młoda i przede wszystkim niewinna, taka… krucha? Jak inaczej mógłby ją określić na podstawie samego wyglądu?
Wyciągnął w jej stronę przygotowany pusty kubek, który zgarnął ze swojej szafki jakby decyzja miała już zapaść, a ona nie miała innego wyjścia jak udzielić mu pomocy. Marco nie należał do ludzi, którzy przyjmowali odmowę, zdecydowanie nie.
Cassandra Wildbird