25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową na znak, że nie ma zamiaru łapać go za dupę. A przynajmniej nie jakoś bardzo często. O raz czy dwa żadna narzeczona pretensji mieć nie powinna, prawda? Cross i tak nie chciałaby mieć za wiele wspólnego z Madoxem tak na dłużej. Na imprezie potrafili się świetnie dogadać, ale tak poza tym zanudziliby się w swoim towarzystwie bardzo szybko. To jedna z tych znajomości, która rozkwita tym bardziej, im wokół niej jest głośniejsza muzyka i więcej alkoholu. Albo chociaż przypadkowych ludzi. A tego wszystkiego było tej nocy bardzo dużo.
Wszyscy wymieszali się ze sobą na parkiecie, oddając się czystej przyjemności. To nie miało przecież aż tak wielkiego znaczenia, kto z kim tańczy. Liczyło się, by się nieco wyżyć, wytopić z siebie procent i poocierać się w kontrolowanych warunkach. Liczyło się też, kto kogo łapie za dupę i w jaki sposób. Pewnie zareagowałaby inaczej, gdyby zrobiłby to chociażby Madox albo ktokolwiek inny z tej dziwacznej ekipy przybarowej. Coś jej podpowiadało, że mimo swoich odklejek, to byli dobrzy ludzie pełni szacunku do innych. Pech chciał, że w to całe towarzystwo wplątał się jakiś idiota. Nie dość, że niewychowany, to jeszcze wyjątkowo pyskaty. Zaczął wydzierać się na River, a ona nie miała zamiaru mu odpuszczać. Zacisnęła ręce w pieści gotowa wydrapać mu serce już za pierwsze, nieodpowiednie słowo. Z każdą kolejną sylabą było coraz gorzej. Dawno już nie miała do czynienia z gościem, który wypluwał w siebie w takim tempie oznaki kretynizmu, mizoginii i rasizmu. A na koniec zrobił z niej czyjąś własność. No to zdecydowanie było za dużo.
Matki zawsze ją uczyły, że należy kopać po jajach. I tak własnie zrobiła. Jej noga wystrzeliła do góry prosto między uda blondyna, który w ostatnim momencie zdążył ogarnąć, co się dzieje i zgiąć się na tyle, by cios nie sprawił, że jądra wyszły mu gardłem. Dostał zdecydowanie zbyt lekko jak na jej standardy. Skorzystała jego z faktu, że się nachylił i uderzyła go łokciem w łeb. Facet warknął rozwścieczony. Czy tak zadziałał na niego zapach własnej krwi, wypływającej mu z łuku brwiowego, czy może po prostu bezczelność Cros? Trudno powiedzieć.
— No chodź tu, chujcu. Przestraszyłeś się drobnej Azjatki? — parsknęła z pogardą, wypinając pierś do przodu. W tym momencie powinna raczej spierdalać, a nie go prowokować dalej. Facet machnął ręką i uderzył ją. Nie wymierzył jednak idealnie. Cios był większym zaskoczeniem niż bólem, przez co runęła na parkiet. Nie zdążyła nawet zdać sobie sprawy, że straciła pion, gdy usłyszała czyjś dziki wrzask. Podniosła głowę i zobaczyła cekiniarza, który uwiesił się na plecach blondyna jak jakaś małpa. Facet zachwiał się, nie mając pojęcia, co się dzieje i jak ma go z siebie zdjąć. Do akcji natychmiast dołączyła niedoszła ukochana Madoxa, która skorzystała z faktu, że fagas odchylił się do tyłu, machając rękami na oślep i ponownie przywaliła mu w jaja. Tym razem dostał porządnie. Cekiniarz zsunął się z jego pleców i wycofał tak szybko, że o mało nie pogubił nóg.
— Zajebiście! — wykrzyknęła Cross, zbierając się z podłogi i odgarniając włosy z twarzy. Zauważyła na swojej ręce nieco krwi, więc pomacała niepewnie głowę. Z nią akurat nie było tak źle. Wiedziała, że nawet przy najmniejszym rozcięciu przy skroni potrafi lać się jak ze świni.
— Przeprosisz, kurwo, czy najpierw mają cię wynieść? — wrzasnęła na chłopa, który już sam nie wiedział czy woli stać, siedzieć, położyć się czy wyfrunąć przez sufit. Rysowniczka rozejrzała się we wszystkie strony. Ludzie na parkiecie nieco się rozstąpili, ktoś kawałek gdzieś wrzasnął, ktoś inny chyba całkiem przypadkiem dostał w mordę. Ochrona zaraz zdecydowanie będzie miała co robić.

Madox A. Noriega
Werka
dogadamy się
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Coś w tym było, że Madox lubił ludzi i on w swoim klubie zawsze bawił się świetnie, nieważne nawet z kim... bo chyba z każdym. Czasem za świetnie nawet, jak na to, że był właścicielem, a zapominał na przykład jak się nazywa.
Dzisiaj świetnie się bawił przy muzyce latynoskiej, zresztą jak chyba wszyscy, bo kiedy tequila krążyła w żyłach to w każdym budziło się coś z Shakiry, czy tam Malumy.
Ale zaraz się okazało, że w blond kolesiu obudziły się chyba jakieś maniery na poziomie rynsztoka... Chociaż może to był poziom Emptiness właśnie?
Jacy ludzie bawili się w klubach? W tym klubie? A no właśnie tacy jak oni, cały gabinet osobliwości.
I kiedy facet wyrzucał już z siebie te wszystkie słowa, to Madox naprawdę się ruszył i był gotowy go walnąć, ale zrobiła to River. Dobrze wymierzony kopniak prosto w jaja, aż sam Noriega się cofnął, bo mu się przypomniało, jak dostał takiego od Stewart, kiedy straciła chwilowo pamięć. A potem jeszcze River poprawiła łokciem, i może Madox jakby nie był zaręczony to by się zakochał, bo on miał jakąś chorą słabość do kobiet, które po prostu umiały się bić, a jego przyszła żona potrafiła złamać nos jednym ciosem. I jak tu się nie zakochać?
Tylko potem facet zdążył się odwinąć zanim Madox się ruszył i kiedy Cross wylądowała na ziemi, to się za nią obejrzał. Teraz to się wkurwił, bo Noriega mimo swej agresywnej natury i tego, że dla niego przemoc była na porządku dziennym, to nie popierał bicia kobieta. Dziwne jak na Kolumbijczyka, właściciela klubu nocnego, ale no cóż, taki był.
Już miał gościa sam skopać, tylko to co się zadziało potem wprawiło go w osłupienie. Cekiniarz wisiał facetowi na plecach jak jakaś małpa, a kopa sprzedała mu na dokładkę niedoszła i nieprawdziwa Madoxa. Noriega patrzył na to z otwartymi ustami, ale w końcu ruszył się z miejsca, bo... no chyba byłby chory, gdyby sobie darował. Jak on tylko bardziej od bójek to lubił chyba seks. Ale na to dzisiaj nie liczył, nie w klubie, chociaż może chętni też by się znaleźli. Madox nawet chwili się z gościem nie bawił, tylko chwycił go za rękę, a zaraz mu ją wykręcił tak, że prawie wyjebał ze stawu, podciął go jednym kopniakiem i na kolana, nisko. A ten chwyt to miał już chyba opanowany do perfekcji.
- Najpierw przeprosi - rzucił i jeszcze gościa docisnął kolanem. Ochroniarze już czekali, ale wiedzieli, że szefowi się nie przerywa, no chyba, że wpadł w furię... to wtedy czasem go trzeba odciągnąć, ale dzisiaj był grzeczny.
Niegrzeczny był za to blondyn, bo się szarpnął i splunął krwią na podłogę, pod nogi River.
- Nie będę jej kurwa przepraszał... - rzucił. Z jednej strony imponowało to Madoxowi, a z drugiej... jeszcze bardziej go podkurwiło i jak trzymał typa za rękę to wykręcił ją mocniej, aż facet krzyknął, na całe szczęście równo z Rickim Martinem, więc mimo tego, że zrobiło się dookoła zbiegowisko, to gdzieś dalej inne parki jeszcze sobie tańczyły.
- Przeproś ją, albo ci kurwa wybiję bark, a już tak malutko brakuje... - warknął mu do ucha Noriega - do trzech... jeden... - zaczął liczyć, a przy okazji wykręcał kolesiowi łapę tak, że bolało, kurewsko - dwa... - złamie się czy się nie złamie? Ręka, czy gość? No miejmy nadzieję że on -trzy.
Ciszę przerwał nie odgłos łamanej kości, na szczęście, tylko głos faceta.
- Przepraszam...
- Dalej - syknął Madox, bo co to za przeprosiny? Skoro już był na kolanach to powinien się bardziej postarać - za co? - podpuścił go jeszcze Noriega.
- Za to jak cię nazwałem - mruknął gość, trochę niechętnie, chociaż ten grymas na jego gębie to mógł też być po prostu przejaw bólu.
- Bo jestem? - znęcał się nad nim Madox.
- Co jestem? - zapytał facet.
- No co jesteś? Debilem kurwa - od razu wypalił Madox, a zaraz pchnął kolesia na ziemię i machnął ręką na ochroniarzy - zabrać go - do gościa doskoczyło dwóch karków, którzy zaraz go złapali za bety i wywlekli z klubu. A Madox najpierw się uśmiechnął do ekipy, która... no zajebiście sobie poradziła. Ale po chwili stanął na przeciwko River, żeby sięgnąć wytatuowanymi palcami do jej jasnego policzka, przesunąć nimi po bladej skórze - będzie siniak... - zacmokał - przepraszam, ale trochę mnie zamurowało - bo powinien zareagować wcześniej. Madox w końcu miał wyczulone reakcje, przez lata w tej robocie - przyniosę ci lód - no tyle chociaż mógł teraz zrobić.

River Cross
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Takie zamieszania zawsze na nią dobrze działały. Lubiła, kiedy dużo się działo. W ciszy i spokoju to mogła rysować, a nie się bawić. To nie tak, że każda impreza kończyła się dla niej bójką, ale zdecydowanie nie była z tych, które uciekały na widok tłukących się kolesi. Potrafiła pierwsza wyskakiwać do takich z łapami, jeśli tylko nieodpowiednio się odezwali, nie mówiąc już o nieodpowiednim łapaniu ją za części ciała. Jak się wiedziało, gdzie nacisnąć, to Cross bardzo szybko wciągała przeciwnika w taki obłoczek jak w Simsach 2 i tłukła na oślep. Czasem nawet wychodziła z tego zwycięsko! A czasem dostawała po ryju. Tym razem bilans był w miarę wyrównany. Gdyby znalazła się z tym gościem gdzieś sam na sam, to pewnie zrobiłby jej jakąś krzywdę, bo jednak miał przewagę rozmiarów, a ona nie miała żadnych konkretnych umiejętności walki. Niestety urodziła się nie w tym azjatyckim kraju, by wyssać z mlekiem matki kung-fu.
Kiwnęła głową z uznaniem, gdy przy gościu znalazł się Noriega, który poradził sobie z nim bardzo sprawnie. Zdecydowanie znał się na rzeczy i pewnie to ćwiczył, a nie tylko tłukł się z obcymi po kątach. Znów okazało się, że do wielu spraw mają podobne podejście. Również uważała, że zasługiwała na przeprosiny, ale po prostu wiedziała, że sama nie da rady ich wymusić. Dobrze, że zaraz obok był taki rycerz w lśniącej zbroi jak Madox! No dobra, może nie w zbroi, ale trochę brzęczał jak chodził przez tę całą biżuterię. Obserwowała wijącego się przed nią faceta z satysfakcją. Chyba powinna wpadać do Emptiness dużo częściej, skoro oznaczało to takie atrakcje.
Cekiniarz i blondynka podbiegli do Cross, gdy gość zniknął z pola widzenia, by upewnić się, że nadal była w jednym kawałku. Uśmiechnęła się do nich serdecznie i sprezentowała im po krótkim buziaku.
— Tak coś czułam, że jesteście jacyś pierdolnięci — pochwaliła ich z czułością. Oboje sprawiali wrażenie nieco zmieszanych, ale zadowolonych. Na pewno wstąpiła w nich jakaś nowa energia. Może oboje wreszcie zyskają nieco pewności siebie, która pomoże im w kolejnych podbojach?
— Jak widzisz, umiem sobie radzić całkiem nieźle — zwróciła się do Madoxa. Nie miała przecież żadnego powodu, żeby mieć do niego żal. Zrobił co do niego należało i to najważniejsze. No i miał świetny pomysł z tym lodem. Trzeba było szybko to przykryć, żeby się nie rozbabrało.
— I pomyśleć, że gdyby tylko rozegrał to mądrzej, mógłby przede mną klęczeć z własnej woli — westchnęła z udawanym żalem, ruszając za Noriegą w stronę miejsca, gdzie będzie mogła się trochę ogarnąć. Chwila przerwy na pewno dobrze jej zrobi, nie da się być narwanym bez przerwy. Chyba.
— Bójki tutaj jeszcze nie przeżyłam. Co macie następne w kolejce? Romski ślub, zawody w goleniu lamy czy składanie ofiar bogom płodności? — wypaliła pierwsze rzeczy, jakie tylko wpadły jej do głowy i jakkolwiek kojarzyły jej się z melanżem. Może i golenie lamy nie brzmiało zbyt ekscytująco, ale skoro kiedyś przeżyli jakieś wariactwa z kaczką, to i lama się nada.

Madox A. Noriega
Werka
dogadamy się
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Oni z River to chyba byli bardziej podobni niż im się wydawało, bo... Madox też lubił kiedy dużo się działo. Był uzależniony od adrenaliny i czasem... sam prowokował takie sytuacje dla zabawy. Bo ktoś na niego krzywo spojrzał, albo odezwał się nie tak jak powinien do jego narzeczonej. Za swoją narzeczoną to on gotowy byłby nawet gościa zatłuc, pewnie ochroniarze by go musieli odciągać. Tak, czasem przydawali się nie po to, żeby pilnować porządku, a pilnować szefa.
Bo Madox był narwany, pierdolnięty.
Ale też kulturka musiała być. I gość musiał Cross przeprosić, nie było innej opcji. A że Noriega trenował trzy, a czasem pięć, razy w tygodniu na sali ze swoimi ochroniarzami, albo psami... To umiał się bić. Umiał gościa rozłożyć w kilka sprawnych ruchach i nawet się przy tym nie spocił.
Chociaż powachlował się koszulą, kiedy już kazał kolesia wypierdolić i odprowadził go ciemnym spojrzeniem. A zaraz odwracał się do reszty i wyszczerzył w uśmiechu, gdy River powiedziała to, że czuła, że są jacyś pierdolnięci, jak dla Madoxa to na plus, bo on sam był i lubił takich ludzi.
A zaraz stał przy River oceniając szkody.
- Musiałem go pierdolnąć na ziemię, bo bałem się, że go rozszarpiesz... - puścił do niej oczko, ale zaraz znowu się uśmiechnął - chociaż ten kopniak... Jakbym nie miał narzeczonej, to już bym cię zapraszał na drinka - wytknął jej czubek języka w zaczepnym uśmiechu.
Na kolejne słowa Cross parsknął śmiechem - nie dość, że gość sobie tutaj przepierdolił, to jeszcze... spierdolił, ja bym to inaczej rozegrał i klęknął - Madox to sobie lubił pogadać, a zwłaszcza to lubił takie jakieś dwuznaczne teksty. Tylko, że przecież oboje wiedzieli, że był zaręczony i prędzej by go narzeczona potraktowała podobnym kopniakiem jak Cross tego kolesia, niż on by chociaż pomyślał o klęczeniu przed innymi laskami. Nie myślał, ale zaraz poprowadził River na zaplecze, otworzył przed nią drzwi i wskazał jej starą, wielką zamrażarkę, na której bardzo chętnie zawsze siedziała jego narzeczona. Otworzył ją i zajrzał do środka, ale ktoś tam zrobił istny armagedon i...
Noriega musiał upaść na kolana. Przed obcą babą.
Ale tylko po to, żeby z dna zamrażary wyciągnąć paczkę z lodem. Otworzył ją i wyciągnął kilka kostek, które zaraz umieścił w ładnej ściereczce w kwiatki, którą podał Cross.
- Nie przeżyłaś tu bójki? Średnio trzy razy w tygodniu jakąś mamy, a jak siedziałem tu częściej to było pięć - i to akurat była szczera prawda, że Madox... on lubił te mordobicia. Oparł się o zamrażarkę, którą zamknął i zamyślił - romski ślub brzmi zajebiście, ale znam tylko jednego gościa, który ma cygańskie korzenie, ale on jest przeciwnikiem wszelkich ślubów - śmieszne, bo mówił o Williamie Patelu, z którym sam wziął ślub w Vegas - a golenie przypadkowych kolesi, którzy przegrali zakład? Liczy się? Raz tu takich opierdalaliśmy na łyso, gość płakał, mówię ci River, beczał jak dziecko, jak goliliśmy mu brodę, a miał taką potąd - pokazał jej swój pępek. Na zapleczu była też umywalka, nawet lusterko i toaleta, gdzie Cross mogła się ogarnąć, tylko jak skoro Madox ją cały czas zagadywał? - Ej a nie da się niepłodności? Nie lubię dzieci i dla takich niepłodności to mógłbym nawet złożyć jakąś ofiarę - pokiwał głową. Co prawda kaczek i lam tu wcale nie było, na tym zapleczu, ale Madox znalazł zaraz butelkę z rumem, którą odkorkował zębami - nie wiem... odkażasz się? Może od środka, na te siniaki? - no tak... Każdy powód był dobry. Ale to był też ten dobry medelliński rum, więc no... jak tutaj odmówić? A on już wyciągał flachę w kierunku Cross - a co powiesz na to... wezmę cię kiedyś na salkę i pokażę ci jak takiego kolesia obezwładnić zanim ci się odwinie? - zaproponował, no bo jednak Madox to trochę się na tym znał. Chłopaków uczył się bić, to dziewczynę też chyba mógł w tym podszkolić. Zwłaszcza swoją kumpelę.

River Cross
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Otaczanie się ludźmi podobnymi do siebie nie mogło być zdrowe... a przynajmniej nie w ich przypadku. Ale czy którekolwiek miało zamiar się tym przejmować? Oczywiście, że nie. Najwyraźniej musieli nawet wyglądać na pieprzniętych, skoro ciągnęły do nich takie indywidua jak bojowa ekipa. To chyba musiało być coś w oczach, biorąc pod uwagę, jak skrajnie odmiennie od siebie wyglądali.
— Życzę ci, żebyś już nigdy nie miał takiej możliwości, ale jakby jednak się coś odjebało, to dzwoń do mnie śmiało. Zawsze pozwolę ci przede mną klęknąć. — Powinni zawrzeć jedną z tych umów, że jak będą oboje samotni w dniu czterdziestych urodzin, to się ze sobą zejdą. Problem w tym, że Madoxowi już niewiele brakowało, a Cross ostatnie, o czym chciała myśleć, to zamążpójście. On był szczęśliwy ze swoją kobietą, ona była nieszczęśliwa uganiając się za nieswoją kobietą, więc raczej nic nie wskazywało na to, żeby mieli akurat w takiej formie się jeszcze kiedyś dogadać, ale kto wie? Ludzie czasami umierają młodo! A może przyszła pani Noriega uzna, że ma ochotę na trójkąt z jakąś gówniarą? Nigdy nie wiadomo.
Weszła za nim na zaplecze, rozglądając się całkowicie odruchowo. Niespecjalnie obchodziło ją, co tył klubu miał do zaoferowania, ale była tak nauczona wyłapywania detali z własnej codzienności, że nie potrafiłaby sobie tego odmówić. O dziwo jednak to zaplecze nie różniło się specjalnie od innych, które do tej pory widziała. Można byłoby się spodziewać, że na tyłach Emptiness znajduje się co najmniej coś takiego jak fabryka Willego Wonki, ale niestety – nic z tego.
— Jak na złość zawsze, gdy tu wpadałam, panował pokój i miłość. A może jednak ktoś się tłukł, tylko ja się w to nie pakowałam? — Wzruszyła ramionami, nie będąc pewną, która wersja była bliższa prawdy. To przecież nie tak, że leciała na ślepo, gdy tylko usłyszała dźwięki dawania sobie po mordzie. W cudze konflikty raczej się nie pakowała, no chyba że była w stanie dostrzec, że ktoś bezczelnie wyżywa się na kimś ewidentnie słabszym. Westchnęła krótko, zawiedziona, że ominie ją romski ślub. Będzie musiała zapamiętać, że jak tylko jakichś chętnych do ożenku Romów spotka, to musi koniecznie dać im ten adres.
— Jest taki rytuał i nazywa się wazektomia. Polecam ci go serdecznie — prychnęła rozbawiona i podeszła do lustra, w którym mogła się przejrzeć. Tyle dobrego, że chwilowo była zauroczona w kobiecie i żadne dziecko im nie groziło. To byłaby dopiero, heh, zgroza. Przemyła twarz z resztek krwi i wymacała ostrożnie skórę, żeby upewnić się, że przestało już lecieć. Tak jak się spodziewała, nie było tragedii. To zawsze gorzej wyglądało niż przynosiło faktyczne szkody.
— No i to jest zajebisty pomysł. Ostrzegam tylko, że jestem wyjątkowo pyskatą uczennicą. — Sięgnęła po zaoferowaną butelkę i od razu upiła kilka łyków. Uśmiechnęła się zadowolona, bo alkohol oczywiście od razu pomógł zarówno na ból fizyczny, jak i ten egzystencjalny. Przyłożyła do skroni lód otoczony ściereczką, mając nadzieję, że jednak nie wyrośnie jej tam kolosalny guz.
— A jak ci się właściwie odwdzięczę? Może jakiś portret w promocyjnej cenie? O, albo akt z narzeczoną! W sumie jestem w szoku, że połowa ścian w klubie nie jest obklejona twoją twarzą. — Skoro tak bardzo siebie lubił, to powinien to pokazywać na prawo i lewo! Madox świetnie sprawdziłby się jako postać w jednym z jej komiksów, ale dzięki swojej barwności będzie też doskonale wyglądał na wielkim płótnie. Raczej nie malowała za pieniądze, ale w Noriedze było coś inspirującego.

Madox A. Noriega
Werka
dogadamy się
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox też jednak liczył na to, że nie będzie już musiał się oglądać za kolejnymi laskami, przed którymi mógłby klękać, nie z pierścionkiem, jak przed Pilar, wiadomo, ale uśmiechnął się na to co powiedziała River i nawet puścił jej oczko.
Zapamięta sobie na przyszłość, jakby coś poszło nie tak.
A u niego wiele rzeczy wyjebywało się w sekundzie, więc to jeszcze nic nie jest tutaj przesądzone i powiedziane. Zresztą Cross dzisiaj była tego świadkiem, że Emptiness i jej właściciel, to był jakiś inny świat, pełen prochów, alkoholu, przemocy i kolorowych ludzi.
Witamy w świecie Madoxa Noriegi.
A zaraz on witał ją na swoim zapleczu, które wyglądało dość zwyczajnie, bo przecież fabrykę Williego Wonki, to mieli w podziemiach. Ale tam złoty bilet dostawali nieliczni, na specjalne zaproszenie szefa, z dedykacją tylko dla półświatka. A jedyny pies, który wiedział, co tam się dzieje, to była jego narzeczona. A jedyny szaraczek, to chyba William.
- To musiałaś wpadać w czwartki, wtedy jest pokój i miłość, a w inne dni to różnie - prawda była taka, że nawet w czwartki potrafili się pobić, ale Madox to nawet się nie zastanawiał, tylko od raz wchodził w samo centrum wydarzeń. Bo przecież nie raz, nie dwa on rozdzielał klientów, albo pilnował porządku, zwłaszcza jak chodziło o jakiś gangusów, czy policję, to Noriega zawsze był na posterunku.
Na kolejne słowa River wbił w nią ciemne spojrzenie.
- Nie no aż tak to może nie... A jak kiedyś mojej narzeczonej się coś upierdoli i będzie chciała mieć dziecko? Zresztą spójrz na te geny, szkoda by było - pokazał jej się z jednego, a później z drugiego profilu. Dobre geny, nie ma co. No i faktem jest też to, że jakby Pilar chciała mieć z nim dziecko to...
Musiałby sprawę przemyśleć. Dzieci Madoxa na dłuższą metę męczyły, ale przecież świetnie się z nimi dogadywał. Może dlatego, że sam był jak taki duży dzieciak?
- No i patrz, ty jesteś pyskatą uczennicą, ja pyskatym nauczycielem, to chyba nawet dobrze, nikt nie będzie odstawał - powiedział podając jej lód i przyglądając się jej twarzy, kiedy ścierała z niej krew. Chyba obędzie się bez ostrego dyżuru i szycia... Madox był kiepski w szyciu, co prawda to zazwyczaj trzeba było łatać jego, ale i tak był upierdliwym pacjentem. Nauczycielem też by pewnie był, więc River powinna się z tym liczyć.
Usadził dupę na zamrażarce i powiódł spojrzeniem za Cross, a kiedy zapytała, jak mu się może odwdzięczyć, to się zastanowił. Pewnie by coś zaraz wymyśli, ale w sumie...
- O, zajebiście. Albo taki mój akt na płótnie i dam go mojej narzeczonej, co myślisz? Bo ja, że będzie zachwycona, to musimy się umówić, dałbym go jej na prezent ślubny, ale to może być za sto lat (taaa) - nawijał Madox opierając się plecami o ścianę. Bo przecież umawiali się z Pilar, że ślub dopiero jak poukładają pewne rzeczy. Szkoda tylko, że ich umowy to czasem były gówno warte. Zadarł głowę do góry patrząc w sufit - ej, ja też jestem w szoku, ale nigdy o tym nie pomyślałem... A powinienem mieć w biurze taki obraz... Może z lwem? Co myślisz? - aż zeskoczył z lodówy i się wyprostował dumnie, a potem wskazał ręką podłogę u swoich stóp - tu by był taki lew, a tu ja, jakaś korona na głowie, czy peleryna na plecach... - mówił poważnie, ale zaraz parsknął śmiechem, bo jednak się zrzucał. Chociaż nie do końca, bo jednak perspektywa obrazu, na którym byłby on, brzmiała mu dobrze - namaluj mnie jak jedną ze swoich francuskich modelek River - już stał obok niej wyszczerzony w uśmiechu, z tymi ciemnymi oczami zawieszonymi na jej twarzy. Bo Madox to nie umiał usiedzieć w miejscu, kręcił się jakby miał owsiki. A pojęcie przestrzeni osobistej to też było mu obce.

River Cross
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parsknęła z rozbawieniem, potwierdzając, że to na bank musiały być czwartki. I to jeszcze studenckie! To nic, że nigdy na żadnych studiach nie była, a Emptiness nie sprawiało wrażenia miejsca, które przyciąga biednych studentów. Cross może nie wiedziała za dużo o życiu na uczelni, ale zdawała sobie sprawę, że dla studentów zawsze są całkowicie osobne imprezy, promocje i wyróżnienia, jakby faktycznie byli jakimś osobnym gatunkiem. Cóż, w sumie trochę są. Niby nie są już dzieciakami, ale nazywanie ich dorosłymi tylko przez to, że mają dowody osobiste i mieszkają często z daleka od domu, to gruba przesada. Jedyne, co miała w sobie ze studentki, to zamiłowanie do imprezowania. W każdym innym aspekcie oszalałby na uczelni i uciekłaby stamtąd jak najszybciej. Albo wyrzuciliby ją na zbity pysk.
— Nie bądź taki cwany, wazktomia jest odwracalna. Szczerze mówiąc ostatnia rola, w jakiej bym cię widziała, to ojciec, ale nie podejrzewałam cię też o chęci zostanie mężem, więc może jednak zajebiście się nadajesz. — Wzruszyła ramionami, nie chcąc oceniać zbyt pochopnie. Nie miała doświadczenia z dobrymi tatusiami. Matki miała aż dwie, ale za to ojca żadnego, więc nie powinna się w tej kwestii mądrzyć! Z kilkoma ojcami spała, ale to się chyba nie liczy? Swojego nawet nie pamiętała, a to przecież najważniejsze. W razie bycia ojcem, to Madox już totalnie nie będzie potrafił się opędzić od nowych kobiet, bo przecież nie brakuje takich, które uważają to z jakiegoś powodu za doskonały afrodyzjak. Cross do nich nie należała.
Jeżeli Madox był równie pyskaty, co ona, a była w stanie w to uwierzyć, lekcja zamieniłaby się w jakiś chaotyczny kosmos. Minusem był fakt, że miał absolutną przewagę fizyczną. Nie dość, że był sporym gościem, to jeszcze znał się na biciu się, więc musieliby załatwić ewentualne sprzeczki na drodze dialogu. Biorąc pod uwagę, jakie mieli ciągoty do lania innych po mordach, to mogłoby być ciężko. River lubiła jednak wyzwania.
— Moim zdaniem to doskonały pomysł. Tylko musiałabym najpierw tę twoją narzeczoną zobaczyć, wiesz? Najlepiej to w ogóle byłoby was obejrzeć w trakcie takiego aktu, żeby go potem przenieść na płótno, ale w drodze wyjątku mogę opierać się na wyobraźni. — Ludzka pani z tej River, no kto by pomyślał? Zazwyczaj miała nieco większe wymagania względem osób, dla których tworzyła coś w związku z jakąś umową, ale dla państwa Noriega była skłonna zrobić wyjątek! No, chyba że Madox dalej będzie miał takie pomysły estetyczne jak teraz. Uniosła brwi, przyglądając mu się z politowaniem i czekając, aż przyzna, że robi sobie z niej jaja.
— Nie wiem, czy byłabym w stanie wpaść na coś okropniejszego. Ale przyznaję, że namalowanie czegoś takiego, byłoby ciekawym wyzwaniem. — Prychneła z rozbawieniem. O ile w trakcie nie uschłaby jej ręka, to mogłaby nawet spróbować doprowadzić jego pomysł do względnie znośnej formy. Miała się przecież za artystkę wybitną, więc z tym też dałaby radę!
— To co, umowa stoi? — zaproponowała i wyciągnęła w jego stronę dłoń, żeby móc to przypieczętować. Dobrze, że nic jej się w tej bójce nie stało w ręce, bo wtedy byłaby szkoda.

Madox A. Noriega
Werka
dogadamy się
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox spojrzał na nią spod byka, kiedy powiedziała, że nie widzi go w roli ojca. Ale on siebie też nie widział. Bo po pierwsze nie miał dobrego wzorca ojca w domu, ten jego był mocno chujowy, znęcał się nad jego matką, bił Madoxa, a teraz... siedział w pace za morderstwa. A po drugie... no to młody Noriega, ten który stał sobie przed River jakby nigdy nic, nie był wcale lepszy. Co on by takie dziecko nauczył? Pluć, przeklinać i bić się?
Ale szczera prawda jest taka, że jeszcze mogło mu się to pozmieniać, jak z zaręczynami, leciał do Meksyku zarzekając się, że on już nigdy nie weźmie ślubu, a tam co? Oświadczył się Pilar. Pojebane.
Ale w zasadzie znając Madoxa, to wcale to nie dziwiło. Dziwne za to było to... że on naprawdę nie miał w klubie swoich obrazów. Albo jakiegoś ze Stewart (jeszcze wtedy), bo przecież szef Emptiness był wyjątkowo... próżny. Te jego drogie zegarki, ozdobne pierścionki, kolorowe koszule i paski robione na specjalne zamówienie. On nawet biurko miał z jakiegoś drzewa z Kolumbii, z Lapacho, na specjalne zamówienie, a obrazu nie miał. Dziwne.
- Czekaj... Pokażę ci - zaraz sięgnął do tylnej kieszeni spodni, żeby wyjąć telefon, odblokował go i wszedł w galerię, a potem dał go River. Oczywiście, że miał tam pełno fotek Pilar, na jakiejś plaży w Meksyku, w basenie, jakieś które robił jej z ukrycia, jak jakiś stalker i takie, kiedy odjebała się na policyjną imprezę, a nawet... - tych nie oglądaj - przesunął palcem, mijając jakieś, które wysyłała mu, gdy była sama w domu i chciała, żeby szybko do niej przyjechał. Jakieś nudesy, bez czarowania się.
- No i co? - zapytał, ale chodziło mu o to, czy teraz będzie w stanie ich namalować? Czy jednak o to co myślała o jego narzeczonej? A może i o to, i o to?
Zaraz jednak Madox sprzedawał jej swoją wizję jego portretu. Najpierw poważnie, ale później ze śmiechem, no bo jednak się zgrywał. A jeszcze głośniej parsknął śmiechem na słowa Cross.
- No co ty? Nie widzisz mnie tak? Oczami artystycznej wyobraźni? - znowu się zaśmiał, ale zaraz pokręcił głową - ale tak serio to coś zajebistego, co mógłbym powiesić sobie w gabinecie, co? Jak myślisz, co by pasowało? Mam za biurkiem taką pustą ścianę - nawijał, a kiedy River wyciągnęła w jego kierunku rękę, to zaraz przybił jej piątkę i ją uścisnął - stoi. Ja ciebie uczę obijać gęby, a ty moją malujesz - puścił do niej zaczepnie oczko. To chyba dobra umowa. Chociaż Madox wcale nie zdawał sobie sprawy ile takie obrazy kosztują, bo przecież... jeszcze takiego nie miał. Ale za to jego wiedza na temat dawania sobie po mordach, też była bezcenna.
Sięgnął jeszcze po butelkę z rumem, żeby przypieczętowali umowę też trunkiem. To teraz to już była chyba na sto procent wiążąca. A przynajmniej według Madoxa.
- To co chcesz iść jeszcze potańczyć? Obiecuję, że będę trzymał rączki przy sobie - zajrzał w oczy River, bo noc jeszcze była młoda mogli jeszcze poszukać wrażeń - czy idziemy stąd? - wskazał jej głową tylne wyjście z klubu. Bo mogli też ruszyć w miasto, zwłaszcza, że rum już szumiał w głowach.

River Cross
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sięgnęła po telefon z zainteresowaniem, chcąc dowiedzieć się, jak wygląda kobieta, która usidliła Madoxa. Okazało się oczywiście, że wygląda fenomenalnie. Pokiwała głową z uznaniem, oglądając kolejne zdjęcia. Nie miała zamiaru oceniać jego obsesji ani tendencji do przekraczania stalkerskich granic, bo sama była pod tym względem nieźle odklejona. Zmarszczyła za to z niezadowoleniem nos, gdy przewinął nagie zdjęcia.
— Te akurat przydałyby mi się najbardziej, ale niech ci będzie. — Wzruszyła ramionami, nie chcąc się z nim o to kłócić. Skoro tu wyznaczył granicę prywatności, to niech mu będzie. Wybrała kilka zdjęć, na których Pilar była ubrana i przesłała samej sobie na telefon. Jeżeli faktycznie miałaby ich namalować, to potrzebowała punktu odniesienia, skoro w życiu tej kobiety nie widziała na żywo. Zdjęcia nie były może szczytem jej artystycznych marzeń, ale powinny wystarczyć. Madoxa miała okazję oglądać z wielu stron, więc nie potrzebowała dodatkowych fotek, by ogarnąć, jak wygląda z każdej potrzebnej jej perspektywy.
— Zjawiskowa. Jak ci kiedyś odstrzelą łeb, to zaklepuję — odpowiedziała pół żartem pół serio, oddając mu telefon. Nie wiedziała, czy Pilar w ogóle była zainteresowana relacjami z kobietami, ale miała też teorię, że wszyscy na świecie byli co najmniej biseksualni, tylko niektórzy się do tego nie przyznawali, a już jej w tym głowa, by przekonać do tego potencjalną wdowę.
— A co do aktu, to jasne, bez problem coś wyymślę — zapewniła świecie o tym przekonana. Nie przekraczało to przecież jej zdolności, a parka wydawała się naprawdę ciekawym zestawem, w którym bez problemu odnalazłaby to, co warte jest przelania na płótno. W jej wyobraźni natychmiast pokazali się objęci. Nie była pewna, czy bardziej do siebie pasują, czy wyglądają jak kompletnie odklejeni od swoich światów. Obie wersje jej się podobały i sugerowały, że czeka ich długie i szczęśliwie życie.
— Postaram się przedstawić cię tak, żeby jak najlepiej oddać twoje ego. — Trudno powiedzieć, czy to plus czy minus. Ujęcie postaci Noriegi w ramy (dosłownie i w przenośni) nie będzie proste. Ale lubiła wyzwania i nie lubiła ich odrzucać. Przyjrzała mu się uważnie, już teraz starając się namalować w głowie przeróżne wersje portretów i zdecydować, w jakiej formie wzbudzałby najwięcej emocji.
Przybili umowę i od razu się za nią napili, więc szans na wycofanie się nie było już żadnych. Cross spojrzała na samą siebie w lustrze po raz kolejny, chcąc upewnić się, że nie wyglądała jakoś okropnie. Ale czy ona kiedykolwiek wyglądała okropnie? Na pewno nie w swoim mniemaniu.
— Chodź, odetchniemy średnio świeżym powietrzem i porobimy jakieś głupoty — zaoferowała, przejmując od niego butelkę. Zdecydowanie odechciało jej się bujać na tym konkretnym parkiecie, ale noc była jeszcze młoda. Skierowali się w stronę drzwi, żeby dać się porwać miastu i na pewno odwalili jakiś nieodpowiedzialny szajs, który pozostawmy w wyobraźni, żeby nie musieć ciągle traktować Madoxa jako niezamężnego! Ważne, że do rana byli wierni, nikogo nie zabili i mieli wszystkie kończyny. Przyklepali jeszcze raz kwestię nauki i obrazów i rozeszli się w swoje strony, obiecując sobie wkrótce kolejną gierkę kolejne spotkanie.
koniec
Madox A. Noriega
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”