Słuchał ich wszystkich w milczeniu. Rewelacje na temat
tawerny nie zrobiły na nim żadnego wrażenia - już o tym wszystkim dawno wiedział. Tajemniczy jegomość pojawiał się u August od tygodni, a ona swoim wdziękiem osobistym usiłowała wyciągnąć z niego chociaż imię, ale, niestety, bezskutecznie. Co ciekawe, mężczyzna ani razu nie zamówił u niej alkoholu, jednak na razie Alexander nie zamierzał dzielić się tymi szczegółami z zebranymi. Na wszystko przyjdzie czas.
Chwilę później
Cyrus wyjechał ze swoim genialnym pomysłem wybijania każdego, kto wiedział za dużo, dlatego Alex posłał przyjacielowi jedynie długie, chłodne spojrzenie. Nie musiał nic mówić - po prostu dał mu czas, by ten chłodny wzrok zmusił
Cyrusa do przemyślenia, jak gigantyczną głupotę właśnie palnął. Za to uwagi
Aidena bardzo go zaciekawiły, bo Alex doszedł do dokładnie tych samych wniosków, gdy tylko dotarła do niego wiadomość o śmierci kuriera. Ludzie w tym mieście nie ginęli bez powodu - to nie było ostrzeżenie, tylko czystka świadków, prawda?
Bez pośpiechu sięgnął po papierosa, zapalił go i zaciągnął się powoli, pozwalając, aby dym wypełnił jego płuca. W końcu przeniósł wzrok na
Kierana. Zadał dość trzeźwe pytania o szczegóły trasy. Alexander spojrzał mu prosto w oczy. -
Informację o dokładnej godzinie i punkcie przeładunku miały tylko dwie osoby poza mną - odpowiedział krótko, zawieszając głos. Nie dodał nic więcej, ignorując krążące pytania o brak
Cory.
I jak na zawołanie, dokładnie w tym momencie do biura wkroczyła
Cora, ciągnąc za sobą jakiegoś faceta.
King… King? Kto, kurwa?
Alexander przyglądał się tej szamotaninie ze stoickim spokojem, ale jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Coś mu się nie zgadzało. Znał tę mordę. Z całą pewnością nie był to Sam Turner, z którym chciał tu dzisiaj porozmawiać. Chwila, moment… Posłał
Poison długie, uważne spojrzenie - co działo się w jej głowie? Czy te drobne gesty zdradzały zdenerwowanie? Dlaczego, kurwa, przyprowadziła mu zwykłą płotkę z doków zamiast właściwej osoby? No i nagle go olśniło. Wszystkie elementy układanki zaczęły wskakiwać na swoje miejsce. Dobrze zrobił, że wczoraj poprosił
Cyrusa o przysługę.
Rozmyślania Alexandra zostały jednak przerwane przez Kinga, który zaczął urządzać w biurze prawdziwy cyrk. Alexander przyglądał się histerycznym ruchom typa bez cienia emocji. Przewrócone krzesło, rozbita doniczka, darcie mordy o czarnych liściach klonu i szarpanie za ramę okienną... Alex przewrócił oczami dopiero w momencie, gdy facet z obłędem w oczach chwycił ciężki wazon stojący na szafce i cisnął nim w stronę
Kierana. To był wazon August. Przywieziony z jej rodzinnego domu. -
Cyrus - rzucił krótko, strzepując popiół z papierosa do metalowej popielniczki. Nie musiał nic dodawać. Cyrus doskonale wiedział, co miał teraz zrobić - usadzić tego oszołoma z powrotem na krześle, zanim zdemoluje mu całe biuro. Nagle Alexander wstał. -
Wyciągnijcie z niego wszystko, co się da - rzucił do chłopaków, po czym przeniósł spojrzenie na Corę. -
A ty za mną, Poison - powiedział i, nie czekając na jej reakcję, ruszył w stronę niewielkiego pokoju naprzeciwko okien.
Otworzył drzwi i wszedł do środka - znajdowało się tutaj tylko masywne biurko, skórzana kanapa i regał z dokumentami. -
Siadaj - rozkazał, wskazując
Corze kanapę, a następnie zamknął za nimi drzwi, aby odciąć ich od krzyków przesłuchiwanego Kinga. Alexander stanął przy oknie, utkwił wzrok w krajobrazie i ponownie zaciągnął się papierosem. Nienawidził niekonsekwencji. Jeszcze bardziej nienawidził, gdy ktoś próbował go przechytrzyć - a już najbardziej nie znosił, gdy robiła to bliska mu osoba. Ufał każdemu z nich. Kieranowi, Aidenowi, Finnowi... Pomógł im w najgorszych momentach ich życia, okazał im należny szacunek, a nawet stworzył dla nich
dom.
No ale... Cyrus i Cora? Z nimi znał się najdłużej, tak naprawdę od dzieciaka. Wychowali się w tych samych dokach, walczyli o każdy cent i przeszli razem przez to całe gówno, by zbudować Maple Blinders. Cholera, przecież Cora była świadkową na jego ślubie z August! Była dla niego jak rodzina, a teraz próbowała wbić mu nóż w plecy? -
Gdzie jest Sam? - spytał krótko, powoli wypuszczając dym z płuc. Dopiero teraz odwrócił się w stronę Marshallówny. -
I bardzo cię proszę, nawet nie próbuj mnie okłamywać. Cyrus widział was w hotelu - dodał beznamiętnie, patrząc jej prosto w oczy.
Tik tak. Tik tak.
Cyrus Cora Finn Kieran Aiden