34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zabawne to było...
Kiedy ta narwana, dzika, gorąca kobieta zamilkła pod dotykiem smukłych, jasnych palców jej męża. Jak za dotknięciem magicznej kurwa różdżki, jakby Galen Wyatt zabrał jej cały temperament. A Madox patrzył na nią z drwiną, z jakimś takim niedowierzaniem, ale też pogardą. Przy nim nigdy nie traciła ognia, a tutaj...
- Powtórzyć ci? - wypalił, ale Galen Wyatt już zaczął opowiadać, jak wspaniała jest jego żona.
Wspaniała, co to kurwa za słowo?
Gorąca. Dzika. Seksowna. Pierdolnięta. Ale wspaniała?
- Nie czytam takich pierdół, co to była za sprawa? Krzywo zawiązałeś muchę, czy zajebali ci... - nie dokończył, bo Haddie zdzieliła go łokciem w bok, stęknął jej do ucha. Specjalnie, tak, że policzki zaszły jej rumieńcem, a potem machnął ręką z tym, że idzie po szampana.
Jak od samego początku go to nudziło, to teraz jeszcze dodatkowo podkurwiło. Galen Wyatt i jego wspaniała żona.
Dwa dni, tyle im brakło, żeby była tą jego.
I jak przez te wszystkie lata w więzieniu starał się o tym zapomnieć, nie myśleć, że miała go w dupie, że nie odwiedziła go nawet raz, i nie odpisała już nigdy na żaden jego list, mimo, że w tym pierwszym zarzekała się, że jest jego. Że go kocha. Tak teraz to wszystko wróciło. Dotknęło kurewsko boleśnie. To, że wybrała sobie jakiegoś Galena Wyatta, bo co? Bo był przystojny, bogaty i nie był kryminalistą?
Madox też nie był. Wtedy...
Bo teraz już na prostej drodze do tego, ale teraz z własnego wyboru.
Zadzierał do góry głowę patrząc na te kieliszki, a jakby wyciągnął jeden ze spodu...
Czuł jej spojrzenie na plecach, a może go pojebało, może to sobie wmawiał? Może tego chciał. A jednak kiedy usłyszał za plecami kroki, to się cofnął, a potem już wiedział, że to ona, gdy zacisnął palce na jej nadgarstku. Tak jak zaciskał je lata temu, kiedy ją do siebie szarpał i lądowała w jego ramionach. Dzisiaj też w nich wylądowała. Ale inaczej.
- Ale język wciąż niewyparzony - wywrócił oczami na te jej tępe dziwki, ale w zasadzie dobrze podsumowała Haddie i Madox nawet zerknął za nią, a zaraz spojrzał na Pilar zaglądając w te jej ciemne, piękne oczy - chociaż przy mężu jednak trochę... mniej - wytknął jej znów. A ona zaraz mu kłamstwo. Puścił jej rękę, cofając się do tyłu, chociaż czarne oczy, te wciąż wpatrywały się w nią intensywnie. A kiedy to ona ruszyła do niego, to zmrużył powieki.
- Kiedy ja cię okłamałem Pilar? - raz. Gdy mieli po dziesięć lat, a on powiedział, że chyba jej nie kocha. Ale potem już nigdy. Potem wyznał jej całą prawdę. I zawsze był z nią szczery...
W przeciwieństwie do niej.
Zawsze miała być jego.
Wypuścił ciężko powietrze z płuc, kiedy dźgnęła go palcem w klatkę piersiową.
- Mam kurwa oczy, to patrzę - warknął i przez chwilę się zamierzył do tego, żeby znowu zacisnąć palce na jej ręce, żeby złapać ten palec, który wbijała mu w tors, ale na opuszkach czuł jeszcze to dziwne, pojebane mrowienie.
Nie. Nie sięgnie do niej, chociaż cały już się spiął, każdy jeden jebany mięsień w jego ciele, każda żywa tkanka... chciała do niej.
- Co ty pierdolisz Pilar? Nigdy ci nic takiego nie powiedziałem... - a może powinien? Zanim kurwa tak bardzo stracił dla niej głowę? Może wtedy na tej plaży, zamiast wyznać jej prawdę i miłość to powinien kazać jej spierdalać. Ale czy by umiał?
Czy teraz mimo tego jak bardzo złamała mu serce, tym, że wyszła za mąż, że kurwa... Ona miała z tym facetem dziecko. Była jego wspaniałą żoną. A on i tak nie potrafiłby jej powiedzieć, że ma spierdalać.
- To ty kurwa wybrałaś... jego - szarpnął głową gdzieś tam w kierunku tłumu, gdzie Galen Wyatt pewnie brylował w towarzystwie, jak jakiś pierdolony diamencik, który wiecznie wiedział co powiedzieć.
A Madox nie zawsze wiedział i teraz też. Nawet nie miał pojęcia o co jej chodziło.
- Co ci się ubzdurało? - jaka taktyka? Jakie kłamstwa?
Jak on z nikim nigdy nie był tak szczery, tak szczęśliwy i taki... beztroski jak z nią. Wtedy. Kiedy myślał, że za dwa dni się pobiorą i już zawsze będzie tak.
A potem policja boleśnie uświadomiła mu, że nie... A potem ona miała go w dupie. Po tym jednym liście.
- Skończ pierdolić - warknął na nią i wyrwałby się do niej, szarpnął ją. Wyszarpał może, wplótł palce w czarne, zmierzwione kudły, ale wpadł na kelnera, a ten poleciał do tyłu na ten stolik z wieżą z kieliszków. Madox się odwrócił, ale tylko zobaczył jak szkło malowniczo spada w dół, prosto na nich. Jebany deszcz szkieł. Szarpnął Pilar na bok, w odruchu, bo przecież nie dlatego, że mu na niej zależało. Już nie...
Tak. Kurwa. Tak. Tak. Tak. Wciąż. Cały czas.
Zasłonił ją ręką i nawet nie poczuł...
- Kurwa szkło... - odchylił do tyłu głowę, a potem sięgnął do sporego kawałka szkła, które wbiło mu się w przedramię i... je wyciągnął. Nie powinien tego robić, bo krew trysnęła na nich. I na jej odsłonięte udo, to na którym nosiła jasną szramę w kształcie litery T, w które też miałą wbite kawałek szkła - zostaw! - tylko, że Pilar chyba nie była tak głupia jak Madox, żeby wyciągać szkło, ale i tak musiał ją przestrzec, przesunął palcami po jej smagłej skórze zostawiając na niej czerwone ślady. I znowu byli cali upierdoleni we krwi. Z jednym szkłem siedzącym jej w udzie i rozcięciem na jego przedramieniu.
Oczywiście, że nagle obok znaleźli się Haddie i Galen, oboje spanikowani, chociaż chyba Haddie bardziej.
- Boże M. musimy z tym jechać do szpitala, wykrwawisz się - ściskała go mocno za ramię.
- Żadnego szpitala - warknął Madox.
- Pilar, musi to obejrzeć lekarza, chodź! - Galen nawet nie dał swojej żonie wyboru, tylko pociągnął ją na zewnątrz.
- Jedźmy moim... - przecież Noriega nie chciał jechać do szpitala, a jednak zaczepił Wyatta i jego żonę, kiedy wyszli przed budynek i wskazał im czerwonego Jaguara.
- Ty piłeś! Ja poprowadzę - pisnęła Haddie.
- Też piłaś - skwitował ją Madox.
I wtedy kurwa cały na biało na przód wyszedł jebany Galen Wyatt. Zimny wiatr zagrał w jego idealnie ułożonych włosach, a księżycowa łuna odbiła się w niebieskich oczach. Jebany super bohater, peleryny mu brakowało.
- Ja nie piłem, pojedziemy moim - no tak. Jakże by inaczej.
Chcieli, czy nie chcieli, to cała czwórka wylądowała w okropnym złoto-czarnym Lamborghini Urus Performante.
Z przodu bohater i jego wspaniała żona, a z tyłu antybohater i jego tępa dziwka.

Ella no le importaba, ¿verdad?
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Faktycznie stopowała się przy Galenie.
Nie była aż tak narwana.
Wiedziała, jak bardzo musiał dbać o swój PR, a z impulsywną kobietą u boku aż prosiło o tragedię. Kilka nawet takich wtop przecież zaliczyli, kiedy Pilar wystartowała do starego bogola, podczas jednej z imprez, bo źle potraktował kelnerkę. Nie miała zamiaru patrzeć, jak mężczyzna poniża inną kobietę. Zwyzywała go i była gotowa rozwalić mu na głowie kieliszek, a potem okazało się, że facet był całym organizatorem przyjęcia i jednym z głównych, potencjalnych inwestorów do Northex. Tak spierdoliła Galenowi jeden z ważniejszych kontraktów półtora roku temu. Później wcale nie było lepiej, ale z czasem uczyła się nad soba panować. Dla niego. I dla świętego spokoju. Grać idealną żonę, która po prostu pięknie się uśmiechała i zachwycała kreacjami za setki tysięcy złotych. Kreacjami, które potem sprzedawała za jego plecami, żeby zarobić jeszcze więcej kasy. Wszystko to aby uzbierać na prawnika i wyciągnąć Madoxa z więzienia.
I na co?
Na co jej to kurwa było?
Żeby stał teraz przed nią i wytykał jej, jaka to nie była? By zapierał się, że wcale nie kłamał, kiedy ona doskonale wiedziała, że tak. Przecież obiecywał jej miłość do grobowej deski, przysięgał, że żadnej kochał tak jak jej, że to przy niej był prawdziwie szczęśliwy. A potem co? A potem odwrócił się od niej, odepchnął od siebie i złamał serce. Teraz mial czelność, żeby patrzeć jej prosto w oczy i mówić, że nic takiego nie powiedział, że nie kazał jej spierdalać, a ona i tak wybrała innego. Krew ją zalewała. Nie była w stanie tego kurwa słuchać.
Dobrze kurwa wiesz, że zrobiłam to dla ciebie — warknęła tuż przy jego twarzy, do której nachyliła się, robiąc kolejny krok w przód. Nawet nie rozważała opcji, że mógł nie wiedzieć. Przez głowę jej nie przeszło, że Madox mógł nigdy nie dostać tych wszystkich listów, w których wyjaśniała mu, co będzie musiała zrobić, żeby zdobyć więcej pieniędzy. Miała go po prostu za niewdzięcznika, który teraz po tym wszystkim co się stało, czuł się bezkarny. Bezkarny do tego stopnia, że kazał jej skończyć pierdolić.
I skończyła.
Ale wcale nie dlatego, że tak jej powiedział, a bo wielka wieża z kieliszków po prostu runęła na podłogę. Posypały się, trzaskając w drobny mak, jak na cieniutkie szkło przystało. Pilar patrzyła na to z szeroko otwartymi oczami i nawet przez myśl jej nie przeszło, żeby się ruszyć. Jego instynkt jednak nawet po tylu latach wciąż był niezawodny. Szarpnął ją na bok, wbijając palce w nagą skórę i zapewne robiąc jej kolejne siniaki na następne dni. Uratował ją przez większymi kawałkami szkła, chociaż kilka z nich wciąż ich sięgnęło.
Serce waliło jej mocno.
Galopowało jak oszalałe. A miejsce, które musnął własnymi opuszkami pulsowało nieznośnie. Wstrzymała na moment powietrze, nawet nie zauważając, że sięgnął do swojego przedramienia. Dopiero kiedy krew prysnęła, brudząc przy tym jej odsłonięte udo, spuściła wzrok i zobaczyła również odłamek we własnej skórze.
Kurwa — mruknęła i faktycznie chciała do tego sięgnąć, sprawdzić, jak głęboko się wbiło, tylko wtedy on znowu jej d o t k n ą ł, rozmazując jeszcze bardziej krew z własnej ręki. Zakrywając pod czerwoną mazią ślad po wyrytym T, które oboje chyba aż za dobrze pamiętali. — Przestań — warknęła, strzepując sobie jego rękę z chwilą, w której podbiegli do nich Galen i Haddie. I to nawet nie tak, że nie chciała jego pomocy. Ona po prostu nie mogła znieść tego, jak skóra mrowiła pod jego dotykiem. To było kurwa nie do zniesienia, o wiele bardziej niż ból.
Co? — wyrwała się z amoku, kiedy Wyatt oznajmił, że zabiera ją do szpitala. — Ale ja nie chc…
Pilar — rzucił jej chłodne spojrzenie, fatygując się na stanowczy ton. Galen normalnie był człowiekiem delikatnym, łatwo było z nim dyskutować i próbować stawiać swoje warunki, ale miewał też momenty, kiedy wychodził z niego stanowczy facet. Szczególnie kiedy chodził o nią i jej bezpieczeństwo. Szarpnął ją do wyjścia, a Madox i Haddie ruszyli za nimi. Dziewczyna ciągle nawijała mu, jak też powinien dać się zbadać, a kiedy w końcu oznajmił, że pojadą jego Jaguarem, Pilar już otwierała usta, żeby mu powiedzieć, że nigdzie z nim kurwa nie jedzie. Tylko wtedy odezwał się Galen i wszyscy finalnie skończyli w jego Lambo. Z przodu bohater i jego wspaniała żona, a z tyłu antybohater i jego tępa dziwka.
Jak do tego w ogóle doszło? — rzucił przejęty, odpalając samochód i wyjeżdżając na oświetlone ulice Medellin. Patrzył przez drogę, ale co jakiś czas spoglądał z troską i przejęciem na udo ze szkłem, które robiło się coraz bardziej czerwone dookoła.
Kelner się potknął i wpadł na stolik — piękne nagięcie faktów. Niby to się stało, ale akurat ona i ten z tyłu doskonale wiedzieli, że Pilar opowiadając tę historię ominęła jeden, bardzo ważny rozdział. — Niefortunny wypadek — dodała wraz ze wzruszeniem ramion. Ale czy na pewno? Raczej kiedyś nazwałaby to codziennością. Przecież chaos zawsze szedł tam gdzie oni. Kroczył z nimi ramię w ramię i siał spustoszenie dookoła. Im wystarczyły dwa spotkania, żeby się pobić i rozjebać imprezę. Aż strach pomyśleć co będzie, kiedy już dojadą do tego szpitala. O ile dojadą.
Koniecznie poproś lekarza, żeby spojrzał też na te ślady na szyi — wtrącił Galen, zmieniając bieg i nieco przyspieszając, a ona mimowolnie uniosła dłoń w górę i przejechała po nich opuszkami. W dokładnych miejscach, w których wczoraj zaciskała się dłoń Madoxa. Każdy jeden palec. Jej klatka piersiowa momentalnie zaczęła się szybciej poruszać. Zauważył? Miała nadzieje, że nie. — I dłonie — wtrącił znowu, łapiąc jej nadgarstek w prezesowskie, delikatne palce, unosząc bliżej siebie. — Pilar, dalej nie rozumiem, jak ty to zrobiłaś, że aż tak nimi zaryłaś — ona wiedziała. Jak mogłaby zapomnieć momentu, w którym mierzył jej prosto w głowę pistoletem, a potem pchnął ją na rozgrzany asfalt tak mocno, że nie była w stanie wyhamować.
To nic takiego — mruknęła obojętnie, spoglądając na rozdartą skórę. Bo co to było? Jakieś kilka strupków, które czasami krwawiły i bolały. Kiedyś to było u niej na porządku dziennym.
Nic takiego? — oburzył się Galen. — Jakiś zwyrol chciał cię skrzywdzić, a ty mówisz, że to nic takiego?
Może powinnaś go zgłosić — wtrąciła się Haddie. — No wiesz, tego kogoś, kto ci to zrobił — gdyby ona tylko kurwa wiedziała… ciekawa czy byłaby taka skora do wsadzenia swojego gorącego chłopaka z powrotem za kratki.
Ja pracuje w policji, Haddie — wtrąciła się w końcu. — Takie rzeczy czasami się dzieją — tu spojrzała na profil Galena, który przewrócił niebieskimi oczami. Ileż to razy oni już mieli te rozmowy o jej bezpieczeństwie i tym jak nie powinna się narażać. Jak jemu bardzo zależało na tym, żeby nie jeździła na akcje, szczególnie w terenie. Jak chciał pieniędzmi załatwić jej awans na robotę biurową. Zawsze kończyły się kłótnią. A potem seksem na zgodę. — Poza tym… Nie jestem z porcelany — dodała, kompletnie nieświadoma bardzo świadoma, że już kiedyś wypowiedziała te słowa. Dokładnie zdanie w zdanie to samo, a jednak w zupełnie innych okolicznościach. Bo wtedy pieprzyli się na środku jeziora na skałce po raz pierwszy, a ona tak bardzo chciała, żeby wziął ją tak, jak lubił najbardziej.

Nie jestem z porcelany
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Parsknął kręcąc głową na te jej słowa...
Że zrobiłam to dla ciebie, co kurwa zrobiła dla niego?
Dała dupy jakiemuś bogolowi, za ładne kiecki i diamenty? Wyszła za niego za mąż i zrobiła sobie z nim dziecko?
Jemu na złość, żeby mu dopiec? Czy może o nim zapomnieć, o czarnym ognistym spojrzeniu, kiedy na przeciwko siebie miała to zimne niebieskie?
Nic jej nie usprawiedliwiało. Nic kurwa.
Bo on by jej czegoś takiego nie zrobił.
Kiedy wyszedł z więzienia, dzięki pomocy Lopeza, jak sądził, bo ten ostatnimi czasu pojawiał się u niego dość często, to zaczerpnął języka. Wszyscy mówili o pięknym ślubie Pilar, o tym, jaki to jej mąż nie jest wspaniały, a teraz ona kurwa też taka przy nim była. O tym jak brylują razem w towarzystwie, jak pojawia się z nim na tych wszystkich nadętych balach.
No tak... dlatego nie miała już czasu dla niego, bo prowadziła sprawę Galena Wyatta, bo zakochiwała się w nim, wsiąkała w jego piękny świat. Dlatego już do niego nie napisała, nie odpisała na żaden z listów, i ani razu nie przyszła spojrzeć mu w oczy.
Teraz patrzyła.
A potem oboje szeroko otwartymi oczami spojrzeli na ten deszcz szkła. Madox zdołał ją odciągnąć na bok, zasłonić sobą, a pod przedramieniem, w które wbił mu się kawałek szkła, schować ich twarze. Mieli szczęście, że to tak się skończyło, bo kelner oberwał gorzej, za ich plecami zrobiło się nie małe zamieszanie. Ktoś krzyczał, że trzeba wezwać pomoc, i pewnie w innej rzeczywistości oni by się do niej wyrwali jako pierwsi.
Ale w tej, obok pojawili się piękni, niebieskoocy Galen i Haddie.
Zajebiście.
Nie powinni z nimi jechać, w ogóle nie powinni jechać do szpitala, to tylko powierzchowna rana, wystarczyło nakleić plaster, albo trzydzieści plastrów, bo krew wciąż lała mu się z ręki, ale Haddie trochę pomyślała... Odrobinę tylko, bo owinęła mu rękę swoim szalem, jebanym futerkowym szalem z jakiejś norki, czy innego szczura. Ale Madox sam się do tego wyrwał. Tylko po co? Na co liczył? Że przejedzie się z Pilar swoim Jaguarem, i co?
A może po prostu nie chciał tego tak zostawiać, z tymi niedomkniętymi sprawami, wieloma pytaniami, które zawisły między nimi.
Szkoda tylko, że wylądował na tylnej kanapie z blondynką, która cały czas mu nawija, że to wygląda okropnie.
- To nic Haddie, wystarczyłoby nakleić taką szarą taśmę i zaraz by się zagoiło - rzucił w żartach, a kobieta parsknęła i zdzieliła go piąstką w ramię.
- Przecież taśma na to nie pomoże, to trzeba zszyć - pisnęła, kiedy Pilar opowiadała Galenowi jak do tego doszło. Niby Madox jej słuchał, ale zerknął znowu na Haddie zaczepiając ją.
- I co zszyłabyś mnie? - zapytał.
- Fuj! Oczywiście, że nie - wiedział, że nie, nawet by jej kurwa na to nie pozwolił. Jak ona pewnie nawet guzika nie potrafiła przyszyć.
- Sam bym się zszył - stwierdził i opadł plecami na oparcie, ale Haddie nie odpuściła, tylko pochyliła się nad nim dociskając mocniej swój futerkowy szaliczek. Może powiedziałaby coś jeszcze, ale zaraz spojrzała razem z Madoxem na te ślady na szyi Pilar, na które Galen zwrócił uwagę.
Odbił jej tam wszystkie pięć palców, ale sama się o to prosiła, on zresztą też miał na żebrach pięknego sińca po jej kopniaku, i rozciętą wargę, niby już strup, ale czuł go, kiedy przesunął po niej językiem. Pamiątka po tym, jak dała mu w twarz.
Madox strzelił oczami na tą ich naiwną wymianę zdań, bo co oni myśleli, że policja to sobie jeździ i sprawdza parkometry? Chyba tak.
- Przecież ona jest policjantką - wtrącił równo z Pilar. Bo może tylko oni w tym samochodzie zdawali sobie sprawę z tego, że ta ścieżka kariery, którą wybrała, była ryzykowna. Ale przecież... kiedyś to lubiła, ryzyko, adrenalinę pulsującą w żyłach - i nie jest z porcelany - to też rzucili równo. Madox bardziej do Haddie, a Pilar… pewnie do swojego męża. Stały tekst, który mu powtarzała kiedy się pierdolili? Bo przecież lubiła na ostro.
I może Madox jeszcze by się nad tym zastanowił, albo znowu wrócił wspomnieniami do tych pięknych, pamiętnych wakacji, ale blondynka się wtrąciła.
- O matko, to okropne! Ja jestem - pisnęła Haddie, a Madox znowu się do nie wyrwał, objął ją ramieniem przyciągając do siebie.
- Wiem księżniczko, ty jesteś delikatna jak... kwiatuszek - mruknął jej do ucha, ale tak, że doskonale słyszeli go z przodu, to i to jak Haddie westchnęła zadowolona. Powiedział to tylko po to, żeby ją wkurwić. Pilar. Pokazać jej, że gust rzeczywiście mu się zmienił.
Nie zmienił w ogóle. Wciąż w jego typie była tylko jedna brunetka, która teraz uparcie wpatrywała się w przednią szybę Lambo.
- Pilar, ale przecież doskonale wiesz, że teraz musisz też myśleć o nas, o mnie i o Amrze, gdyby coś ci się stało... - Wyatt pokręcił głową. Galen traktował tą małą jak własne dziecko, zawsze chciał mieć dużą rodzinę, i od dawna namawiał Pilar na kolejne dziecko, a najlepiej całą gromadkę. Przecież mogli sobie na to pozwolić, ona rzuciłaby tą niepoważną policję, kupili by piękny dom, willę, w Toronto i wiedli szczęśliwe, piękne życie. Bez zmartwień, bez kryminalistów w tle. Bo dzięki pieniądzom Galena mogli mieć wszystko, a przynajmniej z takiego założenia wychodził Wyatt.
Madox złapał w płuca jakoś więcej powietrza, no tak musiała myśleć o swojej rodzinie, i on może też powinien... sobie odpuścić? Nie nalegać na kolejne spotkanie. I teraz też nie powinni tu z nimi siedzieć, jechać do szpitala, bo Pilar w końcu miała... dziecko.
I nawet jeśli ten pierdolony Galen Wyatt wcale nie był jej warty, to jednak miała z nim dziecko. Kochała go.
I chociaż Madox mu zazdrościł, obiłby mu ta piękną, prezesowską twarzyczkę, to czy miał do tego jakiekolwiek prawo? Nie miał. Już nie. Poprawił się na siedzeniu i spojrzenie wbił gdzieś w szybę.
- Boli cię? - Haddie od razu wyłapała zmianę.
- Co? - wyrwała go z tego dziwnego stanu i znowu wbiła w niego to niebieskie spojrzenie - nie - pokręcił głową, znowu przywołując na usta cwaniacki uśmiech - niech to tylko zszyją, a potem zrobię ci tą ręką... - szarpnął się do niej, ale nie dokończył, bo ona znowu pisnęła.
- Madox! - wtuliła się w niego chowając w jego ramionach. Szkoda tylko, że to wcale nie jej policzek chciał czuć na piersi, na tatuażu z dzikim i dzielnym lwem, koło złotego medalika z literką P.
- A noga Pilar? Boli? - zapytał Galen i smukłymi palcami przesunął po jej udzie, delikatnie, obok tego szkła - źle to wygląda - dodał, ale została im już ostatnia prosta do szpitala...
Tylko wtedy we wstecznym lusterku odbiły się czerwono-niebieskie światła. A zaraz do ich uszu dotarł dźwięk syreny policyjnej.
- Muszę zjechać - stwierdził Galen i zaraz puścił kierunkowskaz prowadząc auto na pobocze.
Ciekawe tutaj mieli zbiegowisko. Sam Galen Wyatt, policjantka, która była też jego żoną. Gangus, który dopiero co wyszedł z pudła i córka naczelnika więzienia. Nie ma co, gabinet kurwa osobliwości. A w szybie... twarz Pablo, kiedy zastukał w okienko od strony kierowcy.
Madox się trochę spiął, wycofał w cień, ale przecież go nie pozna, no niby jak?

No está hecho de porcelana ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🪽་༘࿐
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Gówno wiedział.
Żył w swoim zakrzywionym przekonaniu, że Pilar wyszła za Wyatta dla miłości i drogich sukienek; że dał jej dziecko i niesamowite życie, w którym spełniała się jako matka i żona. Nic z tego nie było prawdą. Nie miał pojęcia o tym, jak nieszczęśliwa była. Jak wielkie wyrzuty sumienia miała z tego, że wykorzystywała Galena tylko po to, żeby uzbierać pieniądze na prawnika dla Madoxa. Że tak naprawdę to dzięki niej i jej poświęceniom teraz chodził wolny, a nie pieprzonego Lopeza. On tylko był twarzą całej akcji, bo przecież z Pilar Noriega nie chciał się widzieć. Miała zakaz wstępu do sali odwiedzin, co bardzo długi czas przekuwała w nienawiść. W brak zrozumienia z jego strony. A przecież wystarczyło zobaczyć się z nią raz. Jeden jedyny raz, a wszystko by mu powiedziała. Wyjaśniła mu, gdzie leżała prawda. A teraz? Teraz było już na to za późno.
Ich życia ruszyły lawinowo do przodu i chociaż mieli jakieś marne dwa spotkania, tak naprawę bez okazji, żeby sobie wszystko wyjaśnić, żeby dojść do sedna sprawy i dowiedzieć się, że tak napraw∂ę znowu zostali oszukani, odciągnięci od siebie siłą, a ich miłość… ona wcale nie umarłą. Chociaż może tak, biorąc pod uwagę to, jak Noriega zachowywał się na tylnym siedzeniu.
Przewróciła oczami, słysząc, jak przymila się do Haddie. Jak opowiada o tym, jaka była delikatna, jak pierdolony kwiatuszek, a kątem oka widziała, jak przysuwa się do niej coraz bliżej, muskając wolną dłonią jej odkryte udo. Popierodli ją. Nie mogła na to patrzeć. Słuchać tego, jak kobieta chichocze mu prosto do ucha, jak głaska go po głowie, w okolicy potylicy. Wszystkich miejscach, które kiedyś ona tak ochoczo zaczepiała.
Co? — głos Galena wyrwał ją z amoku. Mimowolnie przewróciła oczami na tą jego standardową gadkę. Musisz myśleć o nas, o mnie, o swoim dziecku… bla bla bla. Myślała. Myślała każdego, jebanego dnia, czy decyzje, które podejmowała nie skrzywdzą nikogo dookoła, a przy tym krzywdziła samą siebie. Wiecznie stawiała wszystkich innych na pierwszym miejscu. Jak nie Madoxa przez jebane sześć lat, to Amre, to Galena, ciotkę, kuzyna... lista ciągnęła się w nieskończoność. A i tak to było wiecznie niewystarczające. — Taką mam pracę, Galen. Dobrze o tym wiesz. Już o tym rozmawialiśmy niech tylko mi to zeszyją, a potem zrobie ci tą ręką… — Kurwa, możesz przestać? — warknęła, a wszyscy spojrzeli w jej kierunku. Mówiła do Galena? No chyba już nie, chociaż mogło to tak wyglądać, bo przecież czemu miałaby zwracać uwagę Noriedze? Czemu skoro n i c ich już nie łączyło. Gówno prawda. On doskonale wiedział, że to było do niego. I niestety pokazała tym samym, że była zazdrosna. — Ciepło tu — dodała po chwili i wyrwała się do przodu, żeby zacząć chaotycznie klikać wszystkie opcje nawiewu, które i tak były ustawione na maksa. W aucie dosłownie wiało chłodem, a jej było kurewsko gorąco. Nie do zniesienia. I kiedy Pilar kręciła nawiewem, łapiąc cieżko powietrze, policyjne syreny wybrzmiały gdzieś z tyłu.
Sama nie miała nic na sumieniu, wiedziała, że Galen też był czysty, a jednak spięła się, mając pełną świadomość, że Madox siedział z tyłu. Tym bardziej, że policjantem, który do nich podszedł był Pablo. Ten sam Pablo, który dzień wcześniej mierzył do niego bronią, podczas gdy Noriega zarzekał się, że rozpierdoli Pilar łeb. Złapała w płuca więcej powietrza, a Galen uchylił okno.
Dzień dobry. Proszę rejestrację pojazdu i dowód tożsamoś… — zaczął Pablo, nachylając się niżej, by móc zajrzeć do środka. — Galen? Pilar? — jego oczy otworzyły się szerzej, widząc znajome twarze. I już miał spojrzeć na tylne siedzenie, kiedy Pilar wyrwała się do przodu.
Coś nie tak, Pablo? — uśmiechnęła się szeroko, znowu prezentując swój nienaganny, wyuczony, wcale nie szczery wyraz twarzy. — Jak chciałeś ze mną pogadać, to wystarczyło zadzwonić — puściła mu oczko, próbując zmienić temat, a on roześmiał się pod nosem.
Przejechałeś na czerwonym, przyjacielu, nie wspominając o tym, że nogę tez trochę za mocno miałeś na gazie — oznajmił spokojnie. Po jego głosie było słychać, że zgubił już cały profesjonalizm i rozmawiał z nimi na spokojnie. Dopóki nie zobaczył uda Pilar. — Kurwa, co ci się stało w nogę?
Długa historia — mruknęła, machając ręką. — Dlatego jedziemy do szpitala.
Trzeba opatrzyć nasze niezdary!!! — zachichotała Haddie, zwracając na siebie uwagę funkcjonariusza, a Pilar momentalnie miała ochotę jej przyjebać. Pablo wcześniej nawet ich nie zauważył, a teraz już wciskał głowę bardziej do auta, żeby przyjrzeć się pierwsze kobiecie, a zaraz potem jemu.
A wy to…? — w pierwszej kolejności jego wzrok zatrzymał się na oczach. Ciemnych jak mrok i intensywnych. Nie mógł go poznać po twarzy, bo przecież Pani Wyatt w czas założyła mu kominiarkę. Była jednak jedna rzecz po której mógł to zrobić z łatwością. I kiedy tylko spojrzenie Pablo zaczęło jechać w dół, po sylwetce Noriegi, Pilar wrzuciła rękę do tyłu i bez najmniejszego zastanowienia ułożyła dłoń na wierzchu tej jego, przysłaniając czarne, wydzierane skrzydła. Jedyny charakterystyczny znak, po którym mogło się zacząć prawdziwe piekło.
Znajomi — opowiedziała, zanim ktokolwiek inny zdążył. — Haddie tutaj chodziła z Galenem do szkoły — nawijała, chociaż jedyne na czym mogła się skupić, to skóra przy opuszkach, która zapaliła w sekundę żywym ogniem. Nieznośne mrowienie powróciło, a serce momentalnie przeskoczyło w piersi. Za blisko. Miała ochotę się szarpnąć, odskoczyć od niego jak oparzona, ale zamiast tego przycisnęła dłoń jeszcze bardziej, znowu ratując mu tyłek. Po raz drugi w ciągu dwudziestu czterech godzin. Znowu stawiała dla niego na szali wszystko. Bo przecież gdyby tylko wyszło, że kryła człowieka, który dokonał wczoraj napadu, sama miałaby odznakę do oddania.

Siempre te salvará
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Rozmawiali o tym, i Galen o tym wiedział, w końcu zaimponowała mu tym, że była policjantką, że była dobra, broniła swoich ideałów, ale teraz mogła to robić w inny sposób, na przykład w jakiejś fundacji, którą by założyli, a nie ganiając się po ulicach Medellin z bandziorami. Którzy mogli jej zrobić krzywdę. Galen tego nie popierał. Martwił się o nią. Widać to było w tych jego błękitnych, pięknych oczach, które znowu patrzyły na nią z troską. Czuć, w delikatnym dotyku dłoni na jej udzie, ledwo muskał jej skórę palcami, delikatnymi prezesowskimi opuszkami.
Za to wytatuowana dłoń Madoxa ciężko opadła na udo Haddie, która zachichotała znowu.
Kurwa, możesz przestać?
Obaj spojrzeli na Pilar. Galen zabrał rękę opierając ją na kierownicy.
- Wybacz, zaraz będziemy w szpitalu i ci to wyjmą - pewnie założył, że chodziło jej o ranę, zabolała pod jego dotykiem, chociaż przecież starał się być delikatny.
Ale przecież Madox doskonale wiedział, że ukłuło ją coś zupełnie innego. Wywrócił oczami, łapiąc jej spojrzenie w lusterku, ale opadł plecami na oparcie tylnego siedzenia odsuwając się nieco od Haddie.
- Może to przez tą ranę, jesteś... rozgrzana? - Galen zamierzył się, żeby do niej sięgnąć, a zaraz oparł miękko palce na jej policzku, przesunął nimi ku skroni, czuł pod opuszkami jaka była gorąca. Tym razem to Noriega złapał więcej powietrza w płuca. Do niego się przypierdala, a sama co robi? Niech się kurwa jeszcze za rączkę potrzymają. Wypuścił powietrze z płuc z prychnięciem.
A Galen może powiedziałby coś jeszcze, może znowu się zmartwił, ale zobaczył już za sobą policyjny wóz i zjechał na pobocze.
Galen oczywiście sięgnął po dowód rejestracyjny i prawo jazdy, nie był kryminalistą, chociaż mandaty za przekroczenie prędkości, albo złe parkowanie akurat piętrzyły się u niego w schowku i w szufladzie prezesowskiego biurka.
- Cześć Pablo - podniósł rękę witając się z policjantem - jakaś kara, że dzisiaj drogówka? - zerknął na Pilar, bo o niczym mu nie mówiła, ale kiedyś wygadała się, że czasami lądowali w drogowej, kiedy coś odwalili.
Pablo się uśmiechnął zaczął, coś, że to taka stara akcja, ale włączyła się jego partnerka, a zresztą zaraz zauważył jej ranę i szkło, które wciąż tkwiło w jej udzie.
Madox wycofał się do tyłu, miał nadzieję, że nie będzie się musiał odzywać, bo facet mógł go poznać po głosie. Tylko po tym, bo przecież po czym innym?
Ale wtedy odezwała się Haddie, a Madox aż się skrzywił, ona to zawsze kurwa miała wyczucie. Ułożył rękę gdzieś na kolanie, rozproszył się i może rzeczywiście Pablo zaraz zauważyłby wytatuowane na jego dłoni skrzydła... gdyby nie wylądowała na nich ręka Pilar. Zerknął na nią, na jeden krótki moment zawiesił spojrzenie na jej oczach, kiedy obejrzała się do tyłu. Skóra zadrżała pod jej dotykiem i w pierwszym odruchu chciał szarpnąć ręką do tyłu, wyrwać się jej, ale przecież nie zamierzał też zwracać na siebie uwagi. Pokiwał tylko głową na słowa Pani Wyatt.
- Tak! A Pilar i Mad... - zaczęła Haddie wesoło, ale nie dokończyła bo wtrącił się też Wyatt.
- Wybacz, Pablo, ale Pilar źle się czuje, jej nogę powinien zobaczyć lekarz, więc jeśli mamy tu jeszcze coś do zrobienia... - Pablo szybko wycofał się do tyłu, zwłaszcza, że przez radio już nadawali, że w centrum odbywają się nielegalne wyścigi, a on zaraz zgłosił się że przyjął.
- Nie, w porządku, jedźcie i tak mam jakiś kryminalistów do złapania - jeszcze zerknął na Madoxa.
- Pewnie, wpadnij do nas kiedyś, z Ruth, na kolację, Pilar coś przygotuje - rzucił jeszcze Galen wyglądając za Pablo przez okno. A ten pokiwał głową, że pewnie. Wyatt zdawał sobie sprawę, że jego żona nie była najlepszą kucharką, ale... mieli taką umowę, że wtedy zamawiają coś z jakiejś domowej knajpy i udają, że zrobiła to Pilar. Taka ich mała, słodka tajemnica.
Madox prychnął, bo oczywiście od razu pomyślał o tym, że ona nauczyła się dla Galena gotować, a sami kiedyś mieli problem z kanapkami, wiecznie przy nich cieli palce i warzywa kroili w jakieś brzydkie paski i trójkąty. Chociaż przecież obiecał jej wtedy, że się nauczy dla niej buñuelos, a ona dla niego bandeja paisa.
Pewnie nauczyła się go dla Galena Wyatta.
Haddie przesunęła się do okna wyglądając za policjantem, a Madox skorzystał z okazji, że obie pary niebieskich oczu wpatrywały się w radiowóz, złapał Pilar za rękę, którą trzymała na jego dłoni, zacisnął na niej palce.
- Nie musiałaś tego robić - syknął, tak, żeby tylko ona go słyszała, ale i tak zaraz Galen odwracał się w ich kierunku, więc Noriega znowu cofnął się na siedzeniu do tyłu. Czy Wyatt ich zauważył?
Madox miał to w dupie. Galena Wyatta i jego wspaniałą żonę, która dla niego nauczyła się gotować.
Galen nie dał jednak nic po sobie poznać, chociaż posłał Pilar jakieś podejrzliwe spojrzenie, a zaraz parkował Lamborghini przed szpitalem.
I całą wesołą gromadką skierowali się na izbę przyjęć. Futerko Haddie było przesiąknięte krwią, więc puścili go bez kolejki, ale Madox oczywiście powiedział, że najpierw Pilar. Że ona też krwawi i szkło, finalnie wylądowali obok siebie na jakiś leżankach, a Haddie i Galen czekali na nich na korytarzu.
- To trzeba będzie szyć... Ale trzeba to oczyścić z tego futra... - zaczęła jakaś młoda doktorka, która miała obejrzeć ich oboje. Chwyciła w dwa palce futerko Haddie i wywaliła je zaglądając do rany Noriegi.
- A nie można taśmą? Albo zszywkami? Takim pistoletem na zszywki - zaczął swoje Madox, ale kobieta się skrzywiła.
- Nie zakleja się takich ran taśmą - pokręciła z niedowierzaniem głową - Betty wyczyścisz to? - zapytała pielęgniarkę, która pokiwała głową. A doktorka z obrotowym krzesełkiem przysunęła się do Pilar, żeby ocenić jej udo - to muszę wyjąć i też trzeba będzie szyć... Chyba, że chce Pani taśmę? - zapytała wywracając oczami, a zaraz podsunęła sobie stoliczek z narzędziami i bez ostrzeżenia wylała na ranę jakiś płyn do dezynfekcji, a kiedy Pani Wyatt syknęła, to Madox oczywiście już zsunął się z leżanki i stanął za plecami doktorki.
- O przepraszam, zapomniałam ostrzec, że zapiecze, jakaś rozkojarzona dzisiaj jestem - oznajmiła lekarka, a Noriega się przysunął - no ale Pan niech sobie usiądzie, przecież jestem lekarzem, nie zrobię pana... żonie - zerknęła na obrączkę na palcu Pilar - krzywdy - dokończyła i pokazała mu jego leżankę, gdzie pielęgniarka już też czekała, żeby zabrać się za wyciąganie futra z jego rany.
Madox strzelił oczami, a zaraz wrócił na miejsce.
- To nie jest moja żona, jej wspaniały mąż czeka na zewnątrz - sprostował i wyciągnął przed siebie rękę podwijając rękaw koszuli i ukazując więcej tatuaży.
- Okej, a wy co razem robiliście? Skąd te rany? - zapytała lekarka, już trzymała w dłoni szczypce i gazę - uwaga... - rzuciła tylko na moment łapiąc spojrzenie Pilar, a zaraz wyciągnęła szkło, krew trysnęła, ale przyłożyła gazę i przez chwilę uciskała ranę, odwróciła się, żeby zerknąć na Noriegę, ale on cały czas wpatrywał się w to udo Pani Wyatt. Nie trzeba było mieć dyplomu z medycyny, żeby zauważyć, że coś tutaj było na rzeczy. Między nimi.

No tenías que hacer eso °‧🥀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie musiałaś tego robić.
Miał rację — nie musiała.
I pewnie nie powinna. Bo jedyna, co należało, to mieć go w dupie. Na nic więcej nie zasłużył tym co jej zrobił. Tym jak zniszczył w niej ostatnie resztki na nadziei, kiedy jako osiemnastolatka, kompletnie zagubiona i załamana znalazła się sama w wielkim świecie, za grosz nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Jedyne co potrzebowała, to jedna wiadomość od niego. To że wiedział o wszystkim, wiedział, ze to nie była jej wina i że i tak ją kochał, że jakoś to ogarną. A on nie napisał nic. Zdmuchnął piękny pałac z kart, który ona starannie stawiała każdego, jebanego dnia, gdy byli razem, szczęśliwi. Najszczęśliwsi. A potem było już tylko złamane serce.
Nie musiała tego robić, a jednak zrobiła.
Jednak nie potrafiła inaczej.
Nawet nienawidząc go, nie potrafiła dać go skrzywdzić. Jakby miała to w jebanym DNA. Jakby w jej krwi płynęła pieprzona mantra pod tytułem ograniać Noriegę za wszelką cenę. Nie chciała tego. Już wczoraj zakładając mu kominiarkę na głowę pragnęła to z siebie wyplenić. Na marne. I dzisiaj też nie umiała pozwolić mu dać się złapać. Dlatego przystawiła dłoń na tą jego, a potem znienawidziła samą siebie za ten durny pomysł.
Jego dotyk palił. Gryzł nieprzyjemnie skórę, mrowił w miejscach, w których Pilar nie czuła mrówek od dobrych sześciu lat.
NIe musiałaś tego robić.
Spierdalaj — warknęła, wyrywając się z jego uścisku, gdy tylko zacisnął palce na jej dłoni. Niewdzięczny hipokryta. Zamiast podziękować, że uratowała mu dupę, on jak zwykle musiał zgrywać bohatera. Ciekawe czy byłby taki mądry, gdyby Pablo faktycznie poznał go po tym pieprzonym tatuażu. Gdyby wyprosił go z auta, poprosił o dokumenty i jeszcze sobie z nim pogadał i poznał go również po głosie. Wtedy miałby darmową podwózkę na komisariat, a ona jeszcze bardziej przejebane za to, że go kryła. Całe szczęście wszystko skończyło się dobrze i mogli odjechać bez mandatu ani nawet upomnienia.
Pilar doskonale widziała spojrzenie Galena. To jak nie uszło jego uwadzę, że między nią, a jej kolegą z przeszłości ewidentnie były jakieś zgrzyty. Nie rozmawiali ze sobą normalnie jak on i Haddie, a raczej wymieniali nieuprzejmości i zdecydowanie za długie spojrzenia. Galen może i był delikatnym paniczkiem z wielkiego pałacu, ale na pewno nie był głupcem. Miał oczy. Wyjątkowo ładne swoją drogą i widział coś. Sam nie wiedział jeszcze co to było, ale było.
Wysiedli przed szpitalem i od razu skierowali się do izby przyjęć. Kobieta szarpnęła Madoxa w pierwszej kolejności, on nalegał na zabranie Pilar i tak znowu skończyli na ich nieszczęście w jednym pomieszczeniu.
Zaśmiała się bezczelnie, kiedy kobieta tak krzywiła się na futro. Z jednej strony miło, że Haddie zatamowała krwawienie z przedramienia Madoxa, ale z drugiego nie mogła tego zrobić niczym durniejszym niż włochate futro. Aż się prosiło o jakieś zakażenie w ranie, którą miał. Nie wspominając o tym, że oczywiście Noriega już próbował swoich sztuczek pod tytułem taśma albo zszywać byle nie szycie. Mięczak. Niby tak zmężniał w tym więzieniu, a dalej bał się igieł. Prychnęła bezczelnie, przysłuchując się tej wymianie zdań, kiedy lekarka spytała, czy on też chciała taśmę, Stewart Wyatt pokręciła głową.
Ja w przeciwieństwie do niego nie boje się igieł — cmoknęła zadowolona, patrząc na niego prześmiewczo. Lekarka też odwróciła się w tamtą stronę i posłała mu dla odmiany pokrzepiające spojrzenie. Trochę takie, jakie posyłała pewnie swoim pięcioletnim pacjentom, których musiała przekupywać naklejkami, żeby dali się sobą zająć. W tych tatuażach może i Noriega nie wyglądał jak dzieciak, ale zachowywał się jak jeden, to na pewno. Pilar zresztą trochę też, bo kiedy lekarka bez zapowiedzi wylała jej na ranę odkażacz, a całe udo się jej zapieniło, syknęła niekontrolowanie. Piekło jak diabli. Pokarało ją kurwa, że śmiała się z Madoxa. Aż musiała zacisnął palce na leżance. Wbiła je tak mocno, że knykcie od razu jej zbledły, przy okazji podnosząc spojrzenie na Noriegę, który nagle wyrósł za plecami kobiety.
Nie jest moim mężem — odpowiedziała dosłownie w tej samej sekundzie, co on. Chociaż akurat jego usta dodały do tego jeszcze dodatkową narrację na temat położenia Galena. — Mój wspaniały mąż czeka na zewnątrz — potwórzyła zaraz po nim. Bez-czel-nie. Patrząc mu w oczy i odchylając się na leżance. — Nawet sobie pani nie wyobraża, jaki jest niesamowity…
Ah tak? — babeczka ewidentnie była raczej średnio zainteresowana, ale co z tego, jak przecież Pilar nie mówiła tego tak naprawdę do niej. Nie z nią wymieniała intensywne spojrzenia.
Można na niego liczyć, zawsze jest, kiedy go potrzebuje, a do tego nieziemsko się pieprzy — czy już go wkurwiła? Miała nadzieje, że tak. Nawet nie zwracała uwagi jak dokładnie układała swoje słowa, ani czy lekarka w ogóle ją słucha. Po prostu chciała mu dopiec. Chciała, żeby wyszłą z niego zazdrość, żeby poczuł, jak to kurwa jest, kiedy ona musiała się nasłuchać w pieprzonym aucie tego, co nie zrobi z Haddie, jak już będzie mieć sprawną rączkę. — I nie odwraca się ode mnie, kiedy robi się gorzej, czego akurat nie mogę powiedzieć o moim eks — ostatnie słowo już syknęła, bo wtedy kobieta wyszarpała jej kawałek szkła z uda i zabrała się za tamowanie. Tym razem nawet nie bolało. Może dlatego, że za bardzo skupiła się na twarzy Madoxa i tym jak waliło jej serce, żeby zauważyć, że ktokolwiek oprócz niego sprawiał jej ból.
A eks się odwrócił? — zainteresowała się jednak lekarka, dociskając całą garść gazików do miejsca krwawienia.
Nawet pani doktor nie ma pojęcia — a ta dalej swoje. — Przy pierwszym potknięciu od razu mnie od siebie odciął i zabronił…
Ah, nie mam tu igły — mruknęła, przerywając Pilar w pół słowa i znowu okręcając się krześle. — Zaraz wracam. Proszę przyciskaj gaziki do rany i nie odrywaj, bo pocieknie krew. A Pan niech robi to samo. Dajcie mi dwie minuty — dodała trochę zmieszana, patrząc na nich jakoś podejrzliwie, jakby zastanawiała się, czy w ogóle mogła ich zostawić samych w jednym pomieszczeniu. Aż tak było widać z ich spojrzeń, jakie sobie posyłali, że chcieli się rozszarpać na strzępy?

Diré cualquier mentira solo para joderte
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”