Myślał, że go
popierdoli, kiedy powiedziała o tej ulubionej pozycji, którą z Wyattem mieli podobno taką samą. I znowu te czarne oczy podniósł na nią z wyrzutem. Klatka piersiowa podnosiła mu się w szybkim oddechu, bo oczywiście, że wyobrażał sobie jak ten pedalski, idealny Galen Wyatt... jak ją dotyka i bierze od tyłu.
Kurwa.
Dlatego zaraz mówił o tym
pieprzeniu jak dzikuska, a kiedy zapytała o Haddie, to skinął głową, a tym razem to jego wargi wykrzywiły się w bezczelnym uśmiechu.
-
A najbardziej lubimy, kiedy klęczy przede mną i dławi się... - nie skończył, bo lekarka i pielęgniarka już wyrwały się po te igły i płyny do dezynfekcji.
Pewnie Madox gdyby słyszał ich zakłady, to by w nie wszedł, bo akurat on to lubił takie gierki, jakiś hazard. Ale on by jednak chyba obstawił to, że się pobiją...
I zaraz się tak do niej wyrwał, zaraz uderzył pięścią w leżankę koło jej uda, jakby rzeczywiście mieli się tu szarpać.
Tak, kurwa, ty!
Pojebało ją, po prostu ją pojebało. Sama wysłała mu jeden list, naobiecywała jak to będzie na niego czekać, jak to go kochała i była jego, a później... na żaden jego nie odpowiedziała. A on się prosił.
Jaki kurwa był głupi.
Wiem, że pewnie masz teraz egzaminy do akademii Pilar, ale napisz chociaż kilka słów...
Pewnie teraz nie możesz, ale odezwij się kiedyś.
I jak ci poszło?
Wiem, że pewnie nie chcesz mnie widzieć, ale może...
Może kiedyś? Bo ja będę na ciebie czekał, zawsze.
I kochał cię.
Na zawsze twój M.
A potem dowiedział się o jej ślubie, bo do więzienia trafił ich wspólny kumpel, Trucizna, i żeby mu dopierdolić, opowiadał o tym jaki piękny Pilar miała ślub, z Galenem Wyattem. Madox wtedy się na niego rzucił i 3 doby spędził w izolatce, sam z własnym myślami, z tym pękniętym na pół sercem, bo wtedy dotarło do niego, że nie pisała i go nie odwiedzała, bo ona już miała innego.
Napisał ostatni list.
Miałaś być kurwa moja.
Na kopercie w środku, więcej już do niej nie napisał.
A ona teraz co? Zarzucała mu kłamstwo, kiedy sama przecież to zrobiła. Oszukała go. Zgniotła to uczucie i miała je tak kurewsko gdzieś...
Może nie powinien mieć jej tego za złe, w końcu na początku skazali go na całe piętnaście lat... Może powinien przestać ją kochać i pozwolić jej ułożyć sobie życie? Ale nie umiał.
I kurewsko go to bolało.
Jej piękny ślub, idealne mąż i ich dziecko.
Mąż, który właśnie wszedł do sali.
I kiedy jej czarne, ogniste spojrzenie padło na niego, to Madox jeszcze spojrzał jej w oczy, a potem już ruszył do wyjścia.
Mogli się tutaj oboje pierdolić, w tej ich ulubionej pozycji. Miał to gdzieś. Ją już miał. Chciał...
Haddie zaczepiła go na korytarzu, ale ją wyminął.
-
Daj mi teraz spokój - warknął tylko, a blondynka wyrwała się do niego łapiąc go za koszulę.
-
Ale M. twoja ręka... - zaczęła bo krew z rany skapnęła na podłogę.
-
Nie teraz kurwa - syknął i poszedł do łazienki, a blondynka zwątpiła i wróciła na swoje krzesełko. I chociaż Madox zamierzył się do tego, żeby wyjść ze szpitala, skleić tą ranę taśmą, albo kurwa zszywkami, wyjebane, to całą rękę miał znowu we krwi, zmyje to i chuj, tyle go tu będą widzieć. Stał przy umywalce wpatrując się jak czerwona woda spływała do odpływu, kiedy nakierował strumień na swoją rękę.
I dopiero kiedy te drzwi pierdolnęły o ścianę, jakby się miały na niej potrzaskać w drzazgi, to się odwrócił, to zaraz znowu wbił spojrzenie w Pilar.
-
Pojebało cię?! - zaczął, bo co ona robiła? Wpadła tutaj i jeszcze od razu mu zarzuca, że kłamał -
nigdy cię kurwa nie okła... - nie dokończył, bo do niego dopadła i pchnęła go na ścianę, a on rzeczywiście walnął plecami w kaloryfer, który wbił mu się w kręgosłup, aż się skrzywił -
jaki kurwa list? Dostałem od ciebie jeden list, loca, od razu na niego... - znowu go pchnęła, a on potylicą walnął w kafelki, mocno, aż sięgnął do tyłu głowy wytatuowanymi palcami, na opuszkach miał krew, uderzył w jakieś łączenie płytek, przymknął na moment powieki, bo poczuł jak mózg mu się obija o czaszkę. I już chciał sięgnąć do jej ręki, szarpnąć ją, żeby się uspokoiła, przestała go popychać. Ale wtedy też zaczęły docierać do niego jej słowa. Pokręcił głową -
nie było od ciebie żadnych odwiedzin - warknął i szarpnął się do niej, a ona go znowu popchnęła. I znowu kaloryfer wbił mu się w plecy, aż wypuścił ciężko powietrze z płuc. A potem wbił w nią czarne spojrzenie, bo co ona sobie wymyśliła?
O co jej do cholery chodziło?
-
Nigdy bym do ciebie tak nie napisał, pojebało cię Pilar?! - ryknął -
kochanie cię było najlepsz... - no i znowu nie dokończył, bo tym razem dostał w twarz, prosto w nos, zaciśniętą pięścią, poczuł jak coś mu tam chrupnęło, a potem kurewski ból, krew trysnęła mu z nosa, poczuł ją w ustach i gardle, kiedy zacisnął płatki nosa, i zaraz zaczął tą krwią pluć, dusić się nią, aż musiał sięgnąć do ściany i przytrzymać się o nią ręką.
Zmarnowałam pięć lat życia, żeby wyciągnąć cię z tego pierdolonego więzienia.
Chciał ją zapytać co ona bredzi, bo przecież z więzienia wyciągnął go Lopez, ale zamiast tego znowu splunął krwią, czuł ją chyba wszędzie, ciekła mu już po brodzie i po torsie, ginęła pod czarnym materiałem koszuli. Nastawił jej policzek na kolejny cios, kiedy się zamachnęła, ale już do łazienki wpadła dwóch pielęgniarzy i ją chwycili, kiedy skoczyła.
Nienawidzę cię!
A ja ciebie kocham...
-
Puśćcie ją! - jeszcze krzyknął za tymi medykami, kiedy wyciągali ją z łazienki, a potem wyrwał się do przodu, ale krew wciąż szła mu z nosa jakimś pierdolonym wodospadem, chwycił po drodze kilka ręczników papierowych, żeby przyłożyć je do nosa. Wypadł z łazienki, ale Pilar już dostała zastrzyk uspokajający. Chciał się jeszcze do niej wyrwać, ale drogę zastawił mu Galen Wyatt.
-
Pilar... - odprowadził ją spojrzeniem, kiedy wylądowała na jakimś wózku, a troskliwy mąż ruszył za nią.
Do Madoxa dopadła pielęgniarka, Betty, która wygrała pięć dolców.
-
Co się stało? Proszę na mnie spojrzeć... Chyba jest złamany. Pani doktor! - jego też poprowadzili do jakiejś salki, do której zaraz wpadła Haddie.
-
Boże Madox... co ci się stało? - trzymała go za rękę, kiedy doktorka sprawdzała jego nos, spuchł już cały, ledwo oddychał, a krew leciała i leciała...
Dużo krwi.
I dużo kurwa myśli. Bo o czym ona mówiła?
Jak to zmarnowała pięć lat, żeby wyciągnąć go z więzienia? I jak on jej napisała... Przecież nigdy by jej tego nie napisał. Znała go. Musiała wiedzieć, że kochał ją odkąd skończyli te dziesięć lat i całowali się po raz pierwszy, opowiadając sobie jaki będzie jej wymarzony chłopak i jego dziewczyna. I później cały czas...
A najbardziej, kiedy mieli to osiemnaście lat, pieprzyli się wszędzie i myśleli, że już zawsze będą tacy szczęśliwi. Że za dwa dni się pobiorą. Jak on ją wtedy kurwa kochał.
Nawet nie zauważył kiedy doktorka nastawiła mu nos i założyła opatrunek, ani kiedy zszyła mu rękę, bo myślami był przy niej. A potem nawet poprosił Haddie, żeby dowiedziała się co z Pilar i Galenem. Może blondynka nie była najbystrzejsza, ale powiedziała, że chciała się dowiedzieć czegoś o dziewczynie, którą uratował jej narzeczony, ze szkłem w nodze, bo on się o nią martwi.
Martwił się, ale kiedy Haddie wróciła do niego do sali i oznajmiła, że mąż zabrał ją do domu, bo wciąż była na lekach uspokajających, to znowu był zły.
Jej wspaniały mąż...
Byli już w domu, a Pilar leżała w ich pięknym wielkim łożu, w czystej, bielutkiej pościeli, idealnie zaścielonej, a teraz ułożonej na niej, jakby grała w jakiejś telenoweli, gdzie główna bohaterka budzi się wymalowana i wyfryzowana, i przeciąga rozespana.
Pani Wyatt nie miała na sobie makijażu, ani sukienki, tylko lekką pidżamę, i to nie zasługa Galena tylko ich gosposi. Ale Wyatt i tak siedział na fotelu przy jej łóżku, w tej koszuli, w której był na bankiecie, z podwiniętymi rękawami i potarganymi włosami. Ze zmartwionym, niebieskim spojrzeniem utkwionym w podłodze. Kolejną godzinę.
Ale w szpitalu powiedzieli mu, że może przespać ich kilka, więc on dzielnie czekał, chociaż w pewnym momencie zajrzała do nich Amra. W ręce ściskała swojego pluszaka, a pod pachą książeczkę, którą czytali jej do snu.
-
Mamusia źle się czuje? - zapytała zatroskana i sama nie wiedziała czy może wejść, czy jednak się wycofać.
Galen zaraz wyciągnął do niej rękę.
-
Nie, wszystko jest dobrze, musi się tylko przespać i jutro będzie jak nowonarodzona... Chodź do mnie - dziewczynka spojrzała na niego podejrzliwie, ale zaraz wyrwała się do przodu, a Wyatt posadził ją sobie na kolanach, momentalnie się w niego wtuliła, a jej ciemne ślepka znowu wylądowały na Pilar -
nie bój się, mama była tylko bardzo zmęczona, poczytać ci książkę? - zapytał, a zaraz posadził sobie jej pluszową kaczkę na nodze -
Panchito posłucha? - Amra pokiwała główką wprawiając w ruch ciemne loczki, a Galen odgarnął je jej z twarzy, zaraz złapał za książeczkę i rozłożył ją -
znowu o dzielnym jaguarze? - uśmiechnął się, a mała kiwnęła głową.
-
Jest najlepszy! - krzyknęła, ale zaraz zasłoniła buźkę dłońmi.
-
Nie martw się mama ma dzisiaj mocny sen... - pogłaskał ją po włosach, a potem rozłożył sobie na kolanie książeczkę. Dziewczynka wtuliła się w niego opierając mu na klatce piersiowej, a Galen czytał opowieść o jaguarze, królu dżungli, który był bardzo dzielny i pomagał wszystkim zwierzątkom. Jego jednostajny głos mieszał się z oddechem Pilar…
W końcu ucichł, bo zarówno Galen, jak i Amra też zasnęli, przytuleni na tym dużym fotelu, koło łóżka
mamusi.
te quiero